

Japoński folklor roi się od groźnych postaci kobiecych. Lisica pożycza piękną twarz i znika przed świtem. Śnieżna kobieta zabija tchnieniem chłodu i odchodzi w zamieć. Skrzywdzona pani mostu ciska klątwę tak zajadłą, że skomlą przed nią nawet demony, po czym rozpływa się w rzece. Każda robi swoje i odchodzi. Pajęczyca nie odchodzi. Nie uderza, żeby zniknąć. Wiąże, trzyma, nie spieszy się. I stąd pytanie, sedno tego eseju: ze wszystkich stworzeń, jakie przelękniona męska wyobraźnia mogła uczynić obrazem swojego strachu przed kobietą, czemu wybrała akurat tę, której cała sztuka to tkanie? Lisy są sprytniejsze, węże starsze. A jednak przędza i krosno pomieściły coś, czego kieł i pazur pomieścić nie zdołały.
Bo odpowiedzi nie ma w pająku. Jest w oku patrzącego: w wyobraźni, która najpierw czciła tkaczkę jako świętą, a potem zaczęła się jej bać. Tkwi w mężczyźnie i jego mrocznym instynkcie autodestrukcyjnym. Idzie nad wodę, wie, co go tam czeka, i idzie mimo to, prosto w sieć pająka. Nić na kostce faktycznie uprzędła pajęczyca. Ale tęsknota za czymś pierwotnym i ciemnym gnająca go tam raz po raz, jest już jego własna. Kobieta-pająk okaże się jednym z najstarszych obrazów, jakie mężczyzna rzutuje na kobietę: lękiem przed wchłonięciem i wstydliwym pragnieniem, żeby jednak dać się złapać. Ta sama figura potrafi być życiodajną prządką i grobem, matką i pożeraczką, i to napięcie, nie sam pająk, jest esencją tego starego japońskiego yōkaia. Prześledzimy jego historię od pierwszego zdania w starożytnej kronice, przez pokój kurtyzany, po żywego pająka, dziś zasiedlającego przedmieścia amerykańskiego Południa. Ale zaczyna się tu, nad wodospadem: od cierpliwego przędzenia pułapki i od człowieka biorącego własne pragnienie za cudzą sieć.

Dlatego różni się ona od reszty kobiecego bestiariusza, o którym pisałem już nieraz. Kitsune, lisica, pożycza cudzy kształt i najczęściej znika, gdy podstęp się wyczerpie. Yuki-onna, kobieta śniegu, zabija zimnem natury i odchodzi, czasem litując się nad kochankiem. Warai onna zabija szaleństwem śmiechu, a Hashihime, pani mostu, z zazdrości przemienia się w demona i uderza w konkretnego winowajcę. Yamanba, górska wiedźma, pożera, ale jej grozą jest starość i głód. Tamte kończą. Pajęczyca nie kończy. Ona utrzymuje związek, dosłownie, przędzą, i to jest różnica nie stopnia, lecz rodzaju.
Jest jeszcze coś, co ma tylko ona. Jej bronią nie jest ani pożyczona iluzja, ani chłód, ani klątwa, lecz wytwór jej własnego ciała. Lisica kłamie cudzą twarzą. Pajęczyca produkuje pułapkę z siebie, bez ustanku, jak rzemiosło. Nić wychodzi z niej tak, jak z tkaczki wychodzi płótno, i to jest trop, który poprowadzi nas przez całe dzisiejsze rozważania: że groźbą kobiety-pająka jest nie podstęp i nie gniew, tylko cierpliwe wytwarzanie.
Zanim pojawiła się jorōgumo, istniał pająk zupełnie innego rodzaju i słowo, które z pająkiem nie miało nic wspólnego. W najstarszych kronikach, w „Kojiki” (古事記) i „Nihon shoki” (日本書紀), oraz w regionalnych fudokach, wyraz 土蜘蛛 (tsuchigumo), dosłownie „ziemny pająk”, nie oznacza żadnego stwora. Oznacza ludzi. Tak dwór Yamato nazywał pogardliwie plemiona, które nie chciały mu się podporządkować: mieszkańców ziemianek i jaskiń, żyjących poza zasięgiem władzy cesarskiej (jak później Emishi, o których pisałem tu: Emishi – zapomniany lud Wysp Japońskich sprzed czasów Yamato i Ainu). Nazwa bierze się prawdopodobnie od 土隠 (tsuchigomori), „kryjących się w ziemi”. Pająkiem państwo nazwało to, co zamierzało rozdeptać.

Z biegiem wieków ziemny pająk przestał być człowiekiem i stał się potworem. W średniowieczu wchłonęła go legenda o Minamoto no Raikō, wodzu tępiącym demony. W wersji z „Heike monogatari” (平家物語) i w sztuce nō „Tsuchigumo” (土蜘蛛) Raikō leży rozłożony przez malaryczną gorączkę, gdy zjawia się przy nim ogromna zjawa i próbuje omotać go nicią. Chory chwyta miecz Hizamaru i tnie. Rankiem, po śladzie krwi, jego drużyna znajduje w kurhanie wielkiego pająka i dobija go. W czternastowiecznym zwoju „Tsuchigumo zōshi” (土蜘蛛草紙) z brzucha zabitego stwora wysypują się ludzkie czaszki. Miecz od tej pory nosi imię Kumokiri, „tnący pająka”.
Zwróćmy uwagę na kształt tej opowieści, bo za chwilę się odwróci. Pająk jest tu na zewnątrz. Jest wrogiem publicznym, siedzącym w kurhanie za miastem, a rozprawia się z nim mężczyzna z mieczem i jego czterej towarzysze. Groza jest realna, tyle że trzymana na dystans ostrza. Nawet gdy potwór przybiera na moment postać pięknej kobiety ciskającej białe chmury (albo może kłęby nici pajęczej, nie jestem pewny), jak na zwoju, pozostaje celem polowania. Idzie się po niego i się go zabija.

Nazwa też pochodzi z czasów shōgunatu Tokugawa. W encyklopedii „Wakan sansai zue” (和漢三才図会), którą uczony lekarz Terashima Ryōan wydał w 1712 roku, pod hasłem pospolitego pająka-tkacza figurują znaki 絡新婦 (jorōgumo), po chińsku „pętająca panna młoda” albo „oplatająca młoda żona”. Kilkadziesiąt lat później malarz Toriyama Sekien w albumie duchów „Gazu hyakki yagyō” (画図百鬼夜行) z 1776 roku bierze te znaki i przypisuje je zjawie: rysuje kobietę-pająka dowodzącą gromadą małych pająków, które zieją ogniem. Od tej pory jorōgumo ma dwa zapisy, oba czytane tak samo. 女郎蜘蛛, „pająk kurtyzana”, to nazwa zwyczajowa. 絡新婦, „pętająca panna młoda”, to maska literacka. O tym rozdwojeniu za chwilę, bo kryje się w nim ciekawa rzecz.
Edońskie zbiory opowieści niesamowitych dają jej ciało i fabułę. W „Tonoigusa” (宿直草), spisanym przez Ogitę Ansei w 1677 roku, przed młodym samurajem staje kobieta z dzieckiem na ręku i mówi do malca: „oto twój ojciec, idź, niech cię weźmie na ręce”. Samuraj przejrzał ją i ciął mieczem. Kobieta uciekła pod strop. Nazajutrz znaleziono tam martwą pajęczycę wielkości ramienia, a wokół niej niezliczone szczątki ludzi, których wcześniej pożarła. Zatrzymajmy się nad tym obrazem, bo jest gęstszy, niż się zdaje. Potwór nie kusi tu ciałem. Podsuwa rodzinę. Podaje mężczyźnie dziecko i mówi: jesteś ojcem, masz wobec nas obowiązek. Groza nie polega na pożądaniu, lecz na przynależności, z której nie ma wyjścia.

We wszystkich tych opowieściach kierunek jest ten sam i przeciwny do legendy o Raikō. Nikt nie rusza z mieczem po pająka. Pająk sam przychodzi: nad staw, do izby, do łoża, pod postacią żony, matki, pięknej nieznajomej. Wróg publiczny stał się kłopotem domowym. A z kłopotem domowym nie rozprawia się drużyna wojowników. Z nim mężczyzna zostaje sam.


I tu dochodzimy do tego, co w jorōgumo naprawdę osobliwe, a co w opowieściach o „groźnej pięknej” zwykle umyka. To jedyny potwór z tego bestiariusza, który ma zawód. Lisica, śnieżna kobieta, pani mostu działają z namiętności, zemsty albo natury. Pajęczyca działa z profesji. Yoshiwara była urządzona dokładnie na jej podobieństwo: mężczyzna wchodził swobodnie i nie mógł wyjść, spętany długiem, obietnicą i zauroczeniem, które kurtyzana wytwarzała fachowo, jak przędzę. Sieć nie była tu metaforą pożądania. Była ekonomią. To pierwsza warstwa władzy w tej postaci: kobieta-pająk zamienia męskie pragnienie w system, w którym on jest zdobyczą, a ona rozliczającą czas i pieniądz właścicielką sieci.
Skoro jednak jej groźbą jest wytwarzanie, przędza, tkanie, to znaczy, że pod potworem leży coś starszego niż potwór. Kobieta przy krośnie nie była w Japonii figurą groźną. Była figurą świętą.



Tu domyka się to, co czyni jorōgumo tak szczególną. Sieć jest tym, czym staje się tkanie, kiedy kultura przestaje nazywać tkaczkę świętą, a zaczyna nazywać ją groźną. Ten sam warsztat, ta sama nić wychodząca z ciała, ten sam gest budowania porządku z własnego wnętrza, tyle że przeobrazony z tworzenia na pułapkę. Inne yōkai straszą tym, co robią z ofiarą. Pajęczyca straszy tym, że w ogóle tworzy. Jej moc wytwarzania, kiedyś czczona, wraca do mężczyzny jako lęk, że mógłby zostać przez tę wytwórczość wchłonięty.

To nie jest wcale takie naciągane. Przypomnijmy kobietę z „Tonoigusa”: przychodzi z dzieckiem, podaje je mężczyźnie, mówi „jesteś ojcem”. Jest matką, kochanką i pożeraczką naraz, w jednej postaci. Neumann opisywał tę samą triadę jako rdzeń Strasznej Matki: kobietę, która daje życie, uwodzi i wciąga z powrotem w siebie. Sieć jest jej doskonałym obrazem, bo sieć to łono, które nie oddaje. Pajęczyca nie zabija czysto, ona przechowuje, a przechowywanie żywej, spętanej ofiary to dosłownie owo „niewypuszczanie” z definicji.


Dowód jest prosty i leży poza Japonią. Tam, gdzie kultura nie przepuszcza męskiego lęku seksualnego przez pająka, kobieta-pająk bywa czymś zupełnie przeciwnym. U ludów Hopi i Diné w Ameryce Północnej Pajęcza Babcia to stwórczyni, która przędzie świat z siebie i uczy ludzi tkać. To samo zwierzę, ta sama nić, przeciwne znaczenie. Skoro pająk potrafi być i stwórczynią świata, i pożeraczką mężczyzn, to groza nie mieszka w pajęczych nogach. Mieszka w oku patrzącego.
A to oko nie jest tylko japońskie. Jest męskie. Zachód wyprodukował tę samą figurę bez żadnego pająka z folkloru: femme fatale z czarnego kina, „czarną wdowę” pożerającą partnera, wreszcie tytuł mówiący wszystko bezpośrednio, „Pocałunek kobiety-pająka” Manuela Puiga. Kobieta-pająk nie jest potworem znad japońskiego wodospadu. Jest gramatyką męskiej wyobraźni, w której zależność od kobiety, od jej ciała, od bycia przez nią trzymanym, wraca pod postacią drapieżnika, żeby nie trzeba było przyznać, że to była zależność.

Wróćmy więc nad wodospad Jōren, do człowieka z nicią na kostce. Przez cały ten esej pytaliśmy, czemu męski strach wybrał akurat tkaczkę. Odpowiedź jest chyba taka: bo tkaczka wytwarza z samej siebie coś, co trzyma, a mężczyzna bał się nie kobiety, tylko własnej ochoty, żeby dać się trzymać. Święta prządka, dworska dama, kupiona kurtyzana, pożerająca matka, femme fatale, płochliwy pająk z przedmieść Atlanty – to wszystko jedna postać oglądana pod różnym światłem przez to samo oko, które woli nazwać swoje pragnienie potworem i dać mu twarz kobiety, niż przyznać, że pragnienie jest jego.
Źródła
1. Fukushima Yoshikazu, „Tsuchigumo densetsu no seiritsu ni tsuite” („O powstaniu legendy o tsuchigumo”), Jinbun ronkyū 21, Uniwersytet Kwansei Gakuin, 1971.
2. Erich Neumann, „Wielka Matka. Fenomenologia kobiecości. Kształtowanie nieświadomości”, przeł. Robert Reszke, Wydawnictwo KR, Warszawa 2008 (oryg. 1955).
3. Manuel Puig, „Pocałunek kobiety-pająka”, 1976. („Kiss of the Spider Woman", przeł. Thomas Colchie, wyd. Knopf, 1979)
4. Robert W. Pemberton, „Explosive Growth of the Jorō Spider in Atlanta, Georgia Forests”, Insects 16(5), 2025.
5. Ogita Ansei, 『宿直草』 (Tonoigusa), w: Takada Mamoru (red.), 『江戸怪談集』 (Edo kaidan shū, „Zbiór opowieści niesamowitych z Edo”), t. 1, 1989.
6. Terashima Ryōan, 『和漢三才図会』 (Wakan sansai zue), 1712.
7. Kyōgoku Natsuhiko, 『絡新婦の理』 (Jorōgumo no kotowari), 1996.
>> PODOBNE ARTYKUŁY:
Warai Onna - Yokai z gór Shikoku, który śmiechem sprowadza psychozę i śmierć
Kobiece ciało jako pole walki – mroczne eroguro i tradycyjne nihonga w obrazach Fuyuko Matsui
Kobieta z rozciętymi ustami – kuchisake onna czyli yōkai z 1979 roku
Hashihime przy moście Uji – jak kobieta, która nie chciała cicho odejść, stała się demonem
Gdy mąż nie chciał dać rozwodu – pomoc kobietom w czasach shogunatu Tokugawa
未開 ソビエライ
未開 ソビエライ
Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".
"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)
___________________
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!