
- Sanemori o samurajach ze wschodnich prowincji
(„Heike monogatari”, ks. 5)


Szkodnik ryżu, maskotka i reklama farby to sporo jak na jednego starego samuraja, ale w każdym z tych kostiumów da się go rozpoznać. Kostium był przecież jego własnym pomysłem. Zaczyna się od ściętej głowy, a trudno o pogodniejszą opowieść z japońskich kronik wojennych: o człowieku, który tak pilnował, jak go zobaczą, że po śmierci każda epoka chciała go przebrać po swojemu. On za każdym razem wracał i wraca do dziś, co roku w czerwcu, a od pół wieku wiadomo nawet skąd – tym razem z Wietnamu.

Wczesnym latem 1183 roku armia rodu Taira, wysłana na północ przeciw Kiso Yoshinace, cofała się w rozsypce wzdłuż wybrzeża prowincji Kaga. Yoshinaka, kuzyn przyszłego shōguna Yoritomo, rozbił ją niedługo wcześniej na przełęczy Kurikara, a teraz dobijał pod Shinoharą. „Heike monogatari” („Opowieść o rodzie Heike”), w wersji ustalonej w 1371 roku przez niewidomego recytatora Kakuichiego, zatrzymuje kadr na jednym jeźdźcu. Wszyscy uciekali, a on raz po raz zawracał konia i stawał sam przeciw pościgowi. Ubrany był jak do portretu: pod zbroją szata z czerwonego brokatu, pancerz wiązany sznurami w kolorze młodej zieleni, hełm z rogami kuwagata, miecz w złotej oprawie, strzały lotkowane orlimi piórami w czarne pasy, łuk gęsto owinięty rattanem, siwy jabłkowity koń pod siodłem okutym złotem.
Z szeregów Yoshinaki wyjechał ku niemu Tezuka Tarō Mitsumori, wojownik z Shinano, i zapytał, kimże jest ten, co zostaje sam, kiedy jego ludzie uciekli. Starzec chciał najpierw wiedzieć, z kim mówi. Usłyszawszy imię, uznał Tezukę za godnego przeciwnika, ale podania swojego imienia odmówił, bo ma swoje powody. Zanim zdążyli się zewrzeć, wpadł między nich giermek Tezuki, żeby osłonić pana. Sanemori chwycił go, przycisnął do łęku siodła i uciął mu głowę, pokpiwając przy tym, że oto chciał się zmierzyć z najdzielniejszym wojownikiem Japonii. Wtedy Tezuka zaszedł go od lewej, podważył płyty osłaniające biodra, pchnął dwa razy i zwalił się razem z nim z konia. Kronika zauważa sucho, że serce Sanemori miał wciąż mężne, ale był zmęczony walką, a do tego stary, więc wylądował pod spodem.
Tezuka kazał wziąć głowę, pojechał do Yoshinaki i zameldował, że zabił dziwaka. Na zwykłego samuraja był za bogato ubrany, na wodza miał za mało ludzi, imienia nie podał mimo ponagleń, a mówił z akcentem ze wschodu. Yoshinaka zgadł od razu. Jako dziecko, w Kōzuke, widział tego człowieka i już wtedy tamten był szpakowaty. Dziś musiałby być zupełnie biały, a ta głowa ma czarne skronie i czarną brodę. Posłano po Higuchiego Jirō Kanemitsu, który znał starego od dawna. Higuchi spojrzał raz i westchnął:
あなむざんや
(ana muzan ya)
„ach, cóż za żałość”
Te słowa poeci będą powtarzać jeszcze 500 lat później. Potem, ze łzami w oczach, wyjaśnił, skąd czerń. Sanemori nieraz mu mówił:
六十にあまッていくさの陣へむかはん時は、びんぴげを黒う染めて、わかやがうど思ふなり。其故は、若殿原にあらそひてさきをかけんもおとなげなし、又老武者とて人のあなどらんも口惜しかるべし。
(Rokujū ni amatte ikusa no jin e mukawan toki wa, binpige o kurō somete, wakayagō do omou nari. Sono yue wa, wakatonobara ni arasoite saki o kaken mo otonagenashi, mata oimusha tote hito no anadoran mo kuchioshikarubeshi.)
„Gdy po sześćdziesiątce przyjdzie mi stanąć w obozie wojennym, uczernię skronie i brodę, żeby wyglądać młodo. Bo pchać się przed młodych panów, byle pierwszym uderzyć na wroga, nie przystoi statecznemu człowiekowi, a dać się zlekceważyć jako stary wojak – to by mnie gryzło.”
- Saitō Sanemori w relacji Higuchiego Kanemitsu,
„Heike monogatari”, ks. 7, wersja Kakuichiego, 1371
Kazano umyć głowę i czerń spłynęła. Pod spodem był starzec, biały jak szron.


(O tym, jak samurajowie walczyli dla świadków, pisałem w Nanori (名乗り). Samuraj walczył dla świadków, nie dla pana).
Brokat miał własną historię i była to historia wstydu. Jesienią 1180 roku Sanemori szedł z inną armią Taira na wschód, przeciw Minamoto no Yoritomo. Młody wódz, Taira no Koremori, wnuk wszechwładnego Kiyomoriego, wezwał go jako znawcę wschodnich prowincji i zapytał, ilu tam jest łuczników tak mocnych jak on. Sanemori się roześmiał. Sam napina strzałę długą ledwie na 13 szerokości pięści, powiedział, a na wschodzie nikt nie strzela krótszą niż 15. Tamtejsze łuki napina pięciu, sześciu chłopa naraz, strzała przebija 2, 3 zbroje, a jeźdźcy nie wiedzą, co to upadek z konia. W bitwie niech sobie ginie ojciec, niech ginie syn, wojownik przejedzie po trupie i walczy dalej. Swoich słuchaczy, wojowników z zachodu, opisał tak:
西国のいくさと申すは、親うたれぬれば孝養し、忌あけて寄せ、子うたれぬればその思ひ歎きに寄せ候はず。兵粮米つきぬれば、春は田つくり、秋はかりをさめて寄せ、夏はあつしといひ、冬はさむしときらひ候。東国にはすべて其儀候はず。
(Saikoku no ikusa to mōsu wa, oya utarenureba kyōyō shi, imi akete yose, ko utarenureba sono omoi nageki ni yose sōrawazu. Hyōrōmai tsukinureba, haru wa ta tsukuri, aki wa kari osamete yose, natsu wa atsushi to ii, fuyu wa samushi to kirai sōrō. Tōgoku ni wa subete sono gi sōrawazu.)
„Wojna na zachodzie wygląda tak: gdy zginie ojciec, odprawia się obrzędy i rusza dopiero po żałobie; gdy zginie syn, z rozpaczy nie rusza się wcale. Gdy skończy się ryż dla wojska, wiosną się sadzi, jesienią zbiera i dopiero wtedy idzie; latem mówią, że za gorąco, zimą, że za zimno. Na wschodzie nic takiego nie ma.”
- Saitō Sanemori do Taira no Koremoriego,
„Heike monogatari”, ks. 5, wersja Kakuichiego, 1371

Trzy lata później, przed wymarszem na północ, Sanemori poszedł pożegnać się z Taira no Munemorim, głową rodu. Ucieczkę spod Fuji nazwał hańbą swojej starości i zapowiedział, że tym razem polegnie. Przypomniał, że pochodzi z Echizen, czyli właśnie z północy, choć od lat mieszka w Nagai w prowincji Musashi, a przysłowie mówi, że do rodzinnych stron wraca się w brokacie. Poprosił więc o brokatową szatę dowódcy. Munemori pochwalił go za piękną mowę i się zgodził. Shinohara leży kilkanaście kilometrów od granicy Echizen. Kronikarz zamknął rozdział, zestawiając Sanemoriego z Zhu Maichenem, ubogim drwalem z Chin czasów Hanów, który zrobił karierę i wrócił do rodzinnej krainy jako jej namiestnik, w brokacie:
昔の朱買臣は錦の袂を会稽山に翻し、今の斎藤別当は其名を北国の巷にあぐとかや。朽ちもせぬむなしき名のみとどめおきて、かばねは越路の末の塵となるこそかなしけれ。
(Mukashi no Shu Baishin wa nishiki no tamoto o Kaikeizan ni hirugaeshi, ima no Saitō Bettō wa sono na o Hokkoku no chimata ni agu to ka ya. Kuchi mo senu munashiki na nomi todome okite, kabane wa Koshiji no sue no chiri to naru koso kanashikere.)
„Niegdyś Zhu Maichen powiewał brokatowym rękawem na górze Kuaiji, dziś Saitō Bettō wsławił swe imię na rozstajach Północy – tak przynajmniej mówią. Zostawił tylko imię, które nie próchnieje, choć jest puste, a ciało jego stało się prochem na krańcu drogi do Koshi. Jakże to smutne.”
- narrator, „Heike monogatari”,
ks. 7, wersja Kakuichiego, 1371
Narrator pomylił się w jednym słowie. Pustym tego imienia nie zostawił nikt. Przez następne 800 lat wypełniano je, kto czym miał pod ręką.

齋藤別當眞盛靈於加州篠原出現。逢遊行上人。受十念云々。去三月十一日事歟。卒都婆銘令一見了。實事ナラハ希代事也。
(Saitō Bettō Sanemori no rei, Kashū Shinohara ni oite shutsugen su. Yugyō shōnin ni au. Jūnen o uku to unnun. Saru sangatsu jūichinichi no koto ka. Sotoba no mei, ichiken seshime owannu. Jitsuji naraba kidai no koto nari.)
„Duch Saitō Bettō Sanemoriego ukazał się w Shinoharze w Kadze, spotkał wędrownego mnicha i przyjął od niego dziesięciokrotne wezwanie Amidy – tak mówią. Stało się to podobno jedenastego dnia trzeciego miesiąca. Pokazano mi napis z tabliczki nagrobnej. Jeśli to prawda, rzecz niebywała.”
- Mansai, „Mansai jugō nikki”,
wpis z 11 dnia 5. miesiąca 1414 roku, Kioto


名もあらばこそ名のりもせめ。…輪廻妄執の閻浮の名を、又あらためて名のらん事、口惜しうこそ候へとよ。
(Na mo araba koso nanori mo seme. … Rinne mōshū no enbu no na o, mata aratamete nanoran koto, kuchioshū koso sōrae to yo.)
„Gdybym miał jakieś imię, tobym się przedstawił. […] Lecz wymawiać na nowo imię z tego ziemskiego świata, imię, które wiąże mnie z kołem narodzin i śmierci – przykro by mi było.”
- starzec do mnicha, Zeami Motokiyo,
„Sanemori”, 1. poł. XV w.
Ustępuje dopiero wtedy, gdy mnich odprawi innych słuchaczy, choć i tak żaden z nich go nie widzi. Opowiada o Sanemorim jak o kimś obcym, wreszcie wyznaje, że to on, prosi, żeby mnich nikomu nie zdradzał jego imienia, i rozpływa się nad stawem. W drugiej części wraca w pełnej zbroi, z białymi skroniami i brodą, w brokatowej szacie, i sam opowiada swoją śmierć. Kiedy dochodzi do mycia głowy, chór śpiewa:
気晴れては風新柳の髪を梳り、氷消えては波旧苔の鬚を洗ひて見れば、墨は流れ落ちて、もとの白髪と為りにけり
(Ki harete wa / kaze shinryū no kami o kezuri / kōri kiete wa / nami kyūtai no hige o araite mireba / sumi wa nagare ochite / moto no hakuhatsu to narinikeri)
„Gdy niebo się wypogodzi,
wiatr czesze włosy młodych wierzb;
gdy lód stopnieje,
fala myje brodę starego mchu.
Umyli i patrzą: tusz spłynął,
włosy znów są białe.”
- Zeami Motokiyo, „Sanemori”,
pieśń chóru, 1. poł. XV w.
Pierwsze dwa wersy Zeami pożyczył z wiosennego dwuwiersza Miyako no Yoshiki, uczonego z IX wieku, przechowanego w antologii „Wakan rōeishū” z początku XI wieku. U Yoshiki wiatr czesze wierzby, fala obmywa mech na brzegu i nic więcej się nie dzieje. Zeami wstawił w ten pejzaż uciętą głowę i spływającą z niej czerń. Nazwał przy tym farbę po imieniu: sumi (墨), tusz do pisania, ten sam, którym pisano kroniki. Kronika Kakuichiego nie mówi, czym Sanemori farbował włosy.
Najzabawniejsze przychodzi pod koniec. Duch po 200 z górą latach w świecie wiecznie walczących demonów właśnie dostał modlitwę mającą go z niego wyzwolić, a w ostatniej scenie wyznaje:
其執心の修羅の道、めぐりめぐりて又ここに、木曽と組まんとたくみしを、手塚めに隔てられし、無念は今にあり
(Sono shūshin no / shura no michi / meguri megurite / mata koko ni / Kiso to kuman to / takumishi o / Tezuka-me ni / hedaterareshi / munen wa ima ni ari)

w kółko i w kółko, i znów tutaj.
Chciałem się zewrzeć z samym Kiso,
a ten Tezuka wlazł mi w drogę –
żal mi tego do dziś.”
- Zeami Motokiyo, „Sanemori”,
ostatnia scena, 1. poł. XV w.
Końcówka -me przy nazwisku jest pogardliwa, mniej więcej jak nasze „ten cały Tezuka”. Mnich oferuje duchowi spokój, a duch wciąż ma żal, że stanął mu na drodze ktoś trzeci. Chciał się zmierzyć z jednym człowiekiem, z tym, który miał go rozpoznać, i tej sceny nie dostał ani w 1183 roku, ani na deskach teatru.

むざんやな甲の下のきりぎりす
(Muzan ya na / kabuto no shita no / kirigirisu)
„Ach, żałości –
pod hełmem
cyka świerszcz.”
- Matsuo Bashō, „Oku no hosomichi”,
Komatsu, 1689
Pierwsza wersja, ogłoszona w 1691 roku w antologii „Utatsu-shū”, zaczynała się dokładnie od słów Higuchiego:
あなむざんや甲の下のきりぎりす
(ana muzan ya / kabuto no shita no / kirigirisu)
„ach, cóż za żałość –
pod hełmem
świerszcz”
Bashō oddał kwestię Higuchiego owadowi. Kirigirisu znaczyło w języku epoki Edo właśnie świerszcza, owada jesieni, w poezji od wieków towarzyszącego samotności i długim nocom. Pierwszy owad w tej historii jest niewinny i tylko śpiewa. Towarzyszący Bashō uczeń, Kawai Sora, dołożył w tej samej antologii swój wiersz:
幾秋か甲にきえぬ鬢の霜
(Iku aki ka / kabuto ni kienu / bin no shimo)
„Ile to jesieni –
a na hełmie wciąż nie topnieje
szron jego skroni.”
- Kawai Sora, „Utatsu-shū”,
Komatsu, 1689 (druk 1691)




(Wazoku ni Sanemori-mushi to shō suru ari. Inago ni nite shō nari. Seishoku nari. Kōbe wa kabuto o kitaru ga gotoshi. Inaba o kuraite ōi ni gai su. Yoru taimatsu o tomoshi shōko o narashite kore o ou.)
„Lud nazywa pewnego owada sanemori-mushi. Podobny do szarańczy inago, tylko mniejszy, zielonkawy; głowę ma, jakby nosił hełm. Zjada liście ryżu i czyni wielkie szkody. Nocą zapala się pochodnie, bije w dzwony i bębny, i tak się go przegania.”
- Kaibara Ekiken,
„Yamato honzō”, ks. 14, 1709
W tym opisie najciekawsze jest to, czego brak. Nie ma potknięcia konia, ściętej głowy ani zemsty. Jest owad, który wygląda, jakby nosił hełm, i przezwisko po najsławniejszym starym wojowniku z kronik. Mniej więcej w tym samym czasie samuraj z Kagi, Aochi Norimoto, natknął się na wiejski orszak i zapytał, co się dzieje. Usłyszał, że odprowadzają pana Sanemoriego, bo tak się nazywa owad. Zapisał też, co przy tym śpiewano:

(Sanemori-dono wa onobori ja / konukamushi wa saki ni tachi / Sanbuei-dono wa otomo shi ya / ato wa sakaeten geri)
„Pan Sanemori jedzie do stolicy!
Otrębowe robaczki idą przodem,
pan Sanbuei jedzie w orszaku,
a za nimi zostaje dostatek.”
- pieśń z Kagi w zapisie Aochiego Norimoto,
„Kakan shōsetsu”,
1. poł. XVIII w.

W 1732 roku to imię zaczęło budzić strach. Chłodne, deszczowe lato i plaga owadów zniszczyły zbiory w zachodniej Japonii tak, że 46 domen straciło ponad połowę ryżu. Japońskie słowniki podają liczby rozbieżne: głodujących od niespełna miliona do 2,65 miliona, zmarłych z głodu od 7448 do 12 172. Na początku 1733 roku tłum w Edo zdemolował dom hurtownika ryżu, pierwszy raz w dziejach miasta. W „Gettō kenmonshū”, kompilacji wieści spisywanej w Kioto, zanotowano wtedy:

(Saigoku hōgen kono mushi o Sanemori to mōshi sōrō, katchū o taishitaru katachi nite hane ari, ichiya no aida ni sūmangoku no ine mo kui sōrō yoshi.)
„W zachodnich gwarach owada tego zwą Sanemori; wygląda, jakby nosił zbroję i hełm, i ma skrzydła; podobno w jedną noc zjada dziesiątki tysięcy koku ryżu.”
- „Gettō kenmonshū”,
wieści z 1732 roku, Kioto
Koku to tyle ryżu, ile dorosły zjada przez rok. Dziesiątki tysięcy koku w jedną noc to przesada godna Sanemoriego spod Fuji, gdy opowiadał o łucznikach ze wschodu, ale strach był prawdziwy.

実盛が馬稲株につまづきて落馬しけるを手塚取て押へ首をかきたりしゆゑ、其霊魂蝗となり稲に害をなすよしの俗説をまうけ
(Sanemori ga uma inekabu ni tsumazukite rakuba shikeru o Tezuka torite osae kubi o kakitarishi yue, sono reikon inago to nari ine ni gai o nasu yoshi no zokusetsu o mōke)
„…że koń Sanemoriego potknął się o ściernisko, Sanemori spadł, a Tezuka go przygniótł i ściął mu głowę, przeto dusza jego zamieniła się w szarańczę i niszczy ryż – taką to bajeczkę sobie ułożono.”
- Ōkura Nagatsune,
„Jokōroku kōhen”, 1844

Etnolog Origuchi Shinobu szukał w 1929 roku innego tropu. Zauważył, że japońskie legendy przypisują plagi owadów zwykle duchom ludzi zmarłych gwałtowną śmiercią, a Sanemori trafił do tej roli przez wędrownych mnichów z lutnią biwa, recytujących opowieści wojenne jako egzorcyzm: siła bohatera opowieści miała odstraszyć złego ducha. O samej lalce napisał tak:

(Mushi okuri no ningyō wa, kyōaku na seirei no yō ni mo mieru ga, dōji ni, kyōaku o isshin ni seotte, enkoku ni satte kureru shushin de mo atta.)
„Lalka z obrzędu odprowadzania owadów wygląda niby na złego ducha, a zarazem jest bóstwem-wodzem, które bierze na siebie całe zło i łaskawie odchodzi z nim w dalekie kraje.”
- Origuchi Shinobu,
„Gūjin shinkō no minzokuka narabi ni densetsuka seru michi”,
1929, Tokio
Sanemori jest więc w tym obrzędzie szkodnikiem i zarazem tym, kto szkodniki wyprowadza za wieś. Nie był w tej roli sam. Origuchi wymienia innych tragicznie zmarłych, którzy wrócili jako owady (pamiętasz Okiku z Banshū Sarayashiki? Dorobiła się własnego okiku-mushi).

サイトコ ベットコ ウッテントン イネノムシャー トサヘイケー
(Saitoko bettoko utten ton / ine no musha / Tosa e ike)
„Saitō Bettō – bęc!
Ryżowe robactwo,
do Tosy jazda!”
- pieśń z Kashinose w prefekturze Tokushima,
zapis z czerwca 2005

斉藤実盛様のお通りじゃ、飛べるムシャ飛んで来い、這えるムシャ這って来い
(Saitō Sanemori-sama no otōri ja / toberu musha tonde koi / haeru musha hatte koi)
„Oto jedzie pan Saitō Sanemori!
Kto umie latać – niech leci za nim,
kto umie pełzać – niech pełznie!”
- pieśń z Anan w prefekturze Tokushima,
według „Anan-shi shi”, t. 5
Na północy, nad Morzem Japońskim, w prefekturze Tottori, 12 października 1981 roku muzealnicy nagrali śpiew mieszkańca Kotoury, urodzonego w 1903 roku. Dawniej tamtejsi mężczyźni po modlitwie na górze Senjō szli z pochodniami wokół pól i odprowadzali owady aż do rzeki:
送った 送った 稲の虫 送った うんか 実盛 さし虫 地虫まで送った
(Okutta okutta / ine no mushi okutta / unka Sanemori sashimushi / jimushi made okutta)
„Odesłane, odesłane,
ryżowe robactwo odesłane,
unka, Sanemori, kłujący robak,
i pędrak też odesłany!”
- pieśń z Kotoury w prefekturze Tottori,
nagranie z 12 października 1981
Tu Sanemori stoi w jednym szeregu z pędrakiem, jako jeden z gatunków. Kronikarz Heike zostawił mu imię, które nie próchnieje, a wieś zrobiła z tego imienia nazwę pospolitą.

Po drugiej stronie Nagoi, w Sobue w mieście Inazawa, w lipcu 2018 roku licealiści z miejscowej szkoły Kyōwa pomagali dorosłym zrobić Sanemoriego z pszenicznej słomy, a jego konia ze słomy ryżowej, sznurka, batatów i bakłażanów. Wodze uplatano z sadzonek ryżu. Lało przez całe popołudnie. Koń, który według ludowej opowieści potknął się o ryż, dostał wodze z ryżu.


Pierwszy skuteczny sposób na unka też ma swoją legendę. Ōkura przypisuje go niejakiemu Yahiro z okręgu Mikasa w Chikuzen. W 1732 roku Yahiro modlił się o odwrócenie plagi w domowej kapliczce Tenjina. Pewnego wieczoru, gdy zapalał lampkę ofiarną, owady zaczęły chmarami wpadać w oliwę i ginąć. Yahiro wylał olej na pole i ryż odżył. Tenjin to przebłagany duch Sugawary no Michizane, najsławniejszy mściciel japońskich dziejów, od wieków bóg nauki. Jeden zmarły pomógł więc przy swojej lampce wyprowadzić drugiego. Potem na pola lano olej wielorybi z wysp Gotō i Hirado, drogi jak ryż: w Kumamoto w 1766 roku 15 shō oleju, około 27 litrów, kosztowało tyle co koku ryżu. W 1788 roku olej polecił swoim zarządcom sam shōgunat.
W 1839 roku władze Kagi zrobiły jedno i drugie, po kolei. Kiedy po upalnym lecie w okolicach Komatsu pojawiły się chmary konukamushi, domena kazała najpierw odprawić mushi okuri. Bez skutku. Wtedy wykupiła olej z orzechów i kazała wylewać go na pola, a owady strącać w tłustą błonę na wodzie. Zebrane do bawełnianych worków liczono na słomiane bele, jak ryż: we wsi Hanida uzbierało się ich 23, w Iwabuchi 16. Tanaka Saburōemon, zwierzchnik okolicznych wsi, przy okazji autor haiku, zakopał je i postawił im kopiec pamięci z inskrypcją ostrzegającą potomnych. W Hanidzie, kilka kilometrów od chramu z hełmem, jeszcze w 2008 roku odprowadzano owady.

人生100年時代の鑑
(jinsei hyakunen jidai no kagami)
„wzór na epokę stuletniego życia”

Lustro zresztą już ma. W świątyni Menuma Shōden w Saitamie, założonej według tradycji przez niego samego, stoi jego posąg z lusterkiem w jednej ręce i pędzelkiem w drugiej, w trakcie farbowania. Obok jest przycisk; po jego naciśnięciu słychać, jak dzieci śpiewają starą piosenkę o życiu Sanemoriego.
W maju 2005 roku 74. yugyō shōnin modlił się w Komatsu nad hełmem Sanemoriego, pierwszy raz od pół wieku. Miesiąc później w Kashinose spławiano rzeką Kaifu jego włócznię i obiad. Jedni odprowadzali go w zaświaty, drudzy za opłotki, z tą samą życzliwą stanowczością. W Kutsukake dzieci co roku podpalają go na północnym skraju osady i wracają, nie oglądając się, bo tak każe zwyczaj. Gdyby się obejrzały, zobaczyłyby tylko dym. Kilka tysięcy kilometrów na południowy zachód, w delcie Rzeki Czerwonej, rośnie już ryż następnych żniw, a na nim następne pokolenie unka. W czerwcu zawieje wiatr i Sanemori przyleci, jak co roku, w hełmie i bez imienia.
Źródła
1. 市古貞次 校注・訳『平家物語』1–2, 新編日本古典文学全集 45–46, 小学館, 1994.
2. 『満済准后日記』上, 続群書類従 補遺 1, 続群書類従完成会, 1928.
3. 大和田建樹『謡曲評釈』第7輯, 博文館, 1907–1908.
4. 貝原益軒『大和本草』巻14, 1709 (Biblioteka Narodowa Parlamentu, zbiory cyfrowe).
5. 大蔵永常『除蝗録』, 1826 (Biblioteka Narodowa Parlamentu, zbiory cyfrowe).
6. 城阪早紀「延慶本『平家物語』における動詞「なのる(名乗)」―覚一本との比較から―」『同志社国文学』87, 2017, s. 1–15.
7. Michael S. North, Susan T. Fiske, „Act Your (Old) Age: Prescriptive, Ageist Biases Over Succession, Consumption, and Identity”, „Personality and Social Psychology Bulletin” 39 (6), 2013
8. Akira Otuka, „Migration of rice planthoppers and their vectored re-emerging and novel rice viruses in East Asia”, „Frontiers in Microbiology” 4, 2013, art. 309.
Matsuo Bashō, „Oku no hosomichi = Ścieżkami Północy”, przeł. Ewa Żuławska-Umeda, Austeria, Kraków 2022.
9. Muzeum Prefekturalne w Tokushimie, „虫送りとサネモリ” (kolumna internetowa, zdjęcia z czerwca 2005); Muzeum Prefekturalne w Tottori, nagrania pieśni obrzędowych; Muzeum Miejskie w Nagoi, „虫送り”; Rada Edukacji miasta Komatsu, opracowania o tablicach z chramu Tada i o kopcu owadów z 1839 roku; miasto Kaga, komunikat prasowy z 29 października 2021.
>> PODOBNE ARTYKUŁY:
Yoroi kumiuchi – styl walki, którym samuraje zabijali się w błocie pól bitew Sengoku
Yorimasa i Nue – co Kuniyoshi ukrył w swoim drzeworycie?
Ryż zamiast złota – waluta samurajów, ryżowa giełda shoguna i święty rytuał cesarzy
Yari (槍) - prawdziwa broń wojen samurajskich. I dlaczego mit podmienił ją na katanę?
未開 ソビエライ
未開 ソビエライ
Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".
"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)
___________________
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!