
Półtora roku w obozie nad jeziorem Biwa, gdzie prawie nikt nie widział wroga a ofiar przybywało
Japonia, jesień 1. roku ery Chōkyō (1487). Wojna Ōnin wygasła 10 lat temu i nikt jej nie wygrał, za to otworzyła epokę Sengoku. Przez ponad stulecie samurajskie rody będą się w niej wyrzynać. Shōgun wciąż mianuje shugo (守護, gubernatorów), cesarz nadaje rangi, ale w prowincjach rządzi już ten, kto ma ludzi pod bronią, a do Kioto odsyła najwyżej uprzejme listy. Najzuchwalej poczyna sobie w Ōmi, nad jeziorem Biwa, Rokkaku Takayori, który zagarnął ziemie klasztorów i arystokratów, a nawet przybocznych gwardzistów shōguna. 12. dnia 9. miesiąca (28 września) młodziutki shōgun Ashikaga Yoshihisa robi coś, na co jego ojciec nie zdobył się nigdy: sam rusza na wojnę. Ma 21 lat, jedzie bez hełmu, z rozpuszczonymi włosami, w szacie z czerwonego brokatu przetykanego złotem, a za nim ciągnie wojsko, policzone przez mnichów z Rokuon-in na 23 300 ludzi. Takayori nie czeka na bitwę. Porzuca zamek na górze Kannonji i znika w górach Kōgi.
Co działo się przez następne półtora roku, wiemy zaskakująco dokładnie. Dzień po dniu notowali to mnich zen Kisen Shūshō w dzienniku „Inryōken nichiroku”, opat Jinson z Nary, łasy na każdą plotkę z obozu, oraz dworzanie Konoe Masaie i Kanroji Chikanaga. Historycy z Tokio zebrali te zapiski w tomach „Dai Nihon shiryō”, a dochodzą do nich lista obecności z dnia wymarszu, ceny z ksiąg Kioto i ówczesny podręcznik kucharski. Z tego materiału spróbuję odtworzyć życie w obozie: kuchnię i błoto, pożary, nudę i strach. Autorzy dzienników nie pytali tragarzy ani kucharzy o zdanie, więc 5 takich ludzi wymyśliłem sam. Wszystko wokół nich jednak pochodzi ze źródeł historycznych, a postacie o prawdziwych nazwiskach mówią i robią tylko to, co zapisały dzienniki.
Yoshihisa spędził 18 miesięcy w Magari i przez ponad rok, okłamywany przez otoczenie, żył w przekonaniu, że wygrał. Faworyci zapewniali go, iż w prowincji nie został ani jeden człowiek Rokkaku, a nikt nie śmiał im zaprzeczyć. Tymczasem wróg siedział w górach Kōgi, ukryty przez tamtejszych ludzi, i czekał. Później w Kōdze będą opowiadać, że to pod Magari tutejsi ludzie zasłynęli jako shinobi, nocni wojownicy. Obóz płonął raz po raz, a niejeden dzisiejszy miłośnik ninja widzi w tych pożarach rękę podpalaczy z gór. Bezczynna armia patrzyła na wschód, na szare, nieruchome zbocza, i nie widziała tam nikogo. Napięcie musiało znaleźć ujście. Zaczęły się bójki i zabójstwa po pijanemu, aż gwardzista rozciął sobie brzuch w sporze o to, kto poniesie kałamarz. Przeżył, uciekł i ogolił głowę. A shōgun nie wiedział jeszcze, że do Kioto wróci tylko jego ciało, z rtęcią w ustach i uszach.

Rabusie w biały dzień
Jest 28 września 1487 roku, a według japońskiej rachuby 12 dzień 9. miesiąca pierwszego roku ery Chōkyō. Nazwę ery zmieniono zaledwie 7 tygodni wcześniej, bo poprzednia przyniosła, jak uzasadnili dworscy uczeni, pożary, zarazę i wojnę. Latem lało tak, że najstarsi mieszkańcy Kioto nie pamiętali takiego deszczu od 50, 60 lat, rzeka Kamo wystąpiła z brzegów, a za wodą przyszła epidemia i ktoś zanotował krótko, że „wielu ludzi umiera”. Od końca wojny Ōnin minęło 10 lat. Przez 11 lat armie dwóch obozów paliły stolicę dzielnica po dzielnicy, aż z wielkiego miasta zostały dwa skupiska domów, górne i dolne Kioto, każde otoczone własnym rowem i palisadą. Kraj wchodzi w czasy nazwane później Sengoku, epoką walczących prowincji, i na ponad stulecie spłynie krwią. Przez 11 lat armie dwóch obozów paliły stolicę dzielnica po dzielnicy, aż z wielkiego miasta zostały dwa skupiska domów, górne i dolne Kioto, każde otoczone własnym rowem i palisadą. Na tronie zasiada cesarz Go-Tsuchimikado, w Krakowie panuje Kazimierz Jagiellończyk, do wyprawy Kolumba zostało 5 lat.
Shōgunem jest od dziecka Ashikaga Yoshihisa, ale jego władza słabnie z każdą milą za rogatkami miasta. W prowincjach rządzą gubernatorzy (shugo, 守護), a rozkazy z Kioto czytają tak, jak im wygodnie. W południowym Yamashiro, tuż za progiem stolicy, od 2 lat sama rządzi się liga miejscowych wojowników i chłopów: zebrali się w klasztorze Byōdō-in w Uji, wyrzucili z prowincji walczące wojska rodu Hatakeyama i ustanowili własne prawa. W dalekiej Kadze wyznawcy szkoły Jōdo Shinshū, nazywani ludźmi Jedynej Ścieżki, od lat podkopują władzę gubernatora Togashiego, a ten sam Togashi wyrusza dziś z shōgunem i nie wie, że niespełna 10 miesięcy później zginie z ich rąk we własnym zamku. Ojciec shōguna, Yoshimasa, buduje sobie na wschodnich wzgórzach Higashiyamy willę z ogrodem i stamtąd wciąż trzyma w ręku część spraw, a po zaułkach Kioto kręcą się ashigaru, najemna piechota ostatniej wojny, gotowa pójść za każdym, kto zapłaci. Tego ranka całe miasto, z dworzanami i tragarzami z dzielnicy Gojō, ściąga na ulicę Sanjō, bo jak mówili starzy mnisi, pierwszy raz od blisko 100 lat shōgun osobiście rusza na wojnę.
Hikoroku ma 17 lat i zwykle od świtu dźwiga beczki dla lichwiarza z okolic Gojō, który warzy też sake. Dostaje za to 10 mon dziennie i miskę jedzenia. Tyle płacono wtedy w Kioto tragarzowi bez fachu i mniej więcej tyle kosztowała na targu miarka jęczmienia. Licząc pracą, jedna moneta to kilkanaście dzisiejszych złotych. Na moskitierę, której cenę zapisano w dokumentach Kioto w tym samym roku, 250 mon, musiałby dźwigać beczki przez 25 dni. Dziś beczek nie ma. Lichwiarz zamknął skład, bo całe miasto wyszło na ulice, i Hikoroku stoi w tłumie, wyciągając szyję ponad cudze głowy.
Z tego, co widział, zapamięta niewiele: że tuż przed shōgunem jechało dwóch młodych mężczyzn tak pięknych, że ludzie patrzyli na nich zamiast na chorągiew, i że za wojskiem szli w zbrojach mnisi z góry Hiei. Jednym z tych dwóch był Yūki Naotaka, późniejszy Naotoyo, drugim Hirosawa, faworyt wyniesiony podobno spośród aktorów sarugaku. Mnich Kisen Shūshō, który o świcie wyszedł na ulicę Muromachi, żeby popatrzeć, zapisał w dzienniku, że ich postać „zdumiewała dziesięć tysięcy oczu”, a samego wodza nie oddałby pędzlem nawet boski malarz. Po 450 latach historyk sztuki Tani Shin'ichi przeczytał ten wpis i rozpoznał w konnym portrecie ze świątyni Jizō-in w Nagoi, uchodzącym dotąd za wizerunek Ashikagi Takaujiego, założyciela shōgunatu, właśnie Yoshihisę w dniu wymarszu.
Wojna, na którą szli, miała być porządkowaniem kraju. Kiedy w 1477 roku dogasała wojna Ōnin, w prowincjach przestano pytać, do kogo należy ziemia. Gubernatorzy zabierali posiadłości klasztorów i dworzan, a w Ōmi Rokkaku Takayori zagarnął nawet majątki ludzi z przybocznej gwardii shōguna. Latem 1487 roku, gdy rozeszła się wieść o wyprawie, 46 wywłaszczonych właścicieli z Ōmi przyniosło do pałacu miecze w podzięce, a w jednym z dzienników zapisano, że niektórzy wywłaszczeni zdążyli już umrzeć z głodu. Datę wymarszu trzymano w tajemnicy tak ścisłej, że Jinson, opat Daijō-in w Narze i największy plotkarz epoki, narzekał, iż znają ją tylko shōgun i Hosokawa Masamoto, najpotężniejszy z panów. Wielcy daimyō nie przyszli wcale, jak zanotował dworzanin Kanroji Chikanaga, i na czele jechał tylko Togashi, gubernator Kagi. Sam Hosokawa tego dnia z miasta nie wyruszył, o czym krążyły „rozmaite plotki”.

Yoshihisa miał swoje powody, żeby wyjść z Kioto. Tytuł shōguna nosił od dziecka, ale ojciec, Ashikaga Yoshimasa, budowniczy pawilonu w Higashiyamie, oddawał mu władzę po kawałku i każdy kawałek z żalem, a matka, Hino Tomiko, miała w rękach pieniądze. Obóz daleko od Higashiyamy dawał 21-latkowi to, czego w stolicy nie miał: dwór złożony wyłącznie z jego ludzi. Historyk Shitara Kaoru pokazał, że w Magari powstała nowa rada złożona z faworytów, a urzędników ojca zepchnięto do roli doradców. Inoue Masaru, badacz historii obozu w Magari, mówi wręcz o shōgunacie z Magari, bo stamtąd przez półtora roku wydawano rozkazy i rozstrzygano spory.
7 lat wcześniej, jako 14-latek, Yoshihisa wymęczył prośbami Ichijō Kaneyoshiego, uczonego starca na dworze, żeby spisał mu zasady rządzenia. Kaneyoshi się wzbraniał, w końcu oddał 8 krótkich artykułów pod tytułem „Shōdan chiyō” (樵談治要), czyli mniej więcej „gawędy drwala o sednie rządzenia”. W piątym przestrzegał przed przybocznymi chciwymi i obmawiającymi innych, a na pocieszenie dodawał, że kto wie, iż lisy i jenoty mamią ludzi, ten nie da się omamić. W szóstym pisał o nowej pladze swoich czasów, o ashigaru (足軽), „lekkich stopach”, o piechurach nieznanych w dawnych kronikach, winnych spalenia klasztorów i pałaców w czasie ostatniej wojny. Nazywał ich po prostu „rabusiami w biały dzień”. W ósmym radził, żeby gubernatora niesłuchającego rozkazów ukarać jak wroga tronu. Yoshihisa własnoręcznie dopisał pod tekstem notę. W Magari miał doczekać się wszystkich trzech rzeczy naraz. Nie mógł jeszcze wiedzieć, w jaki świat wchodzi
Hikoroku traktatu nie czytał i nigdy nie przeczyta. Kilka dni po przemarszu ludzie jednego z panów płacili ryżem każdemu, kto umiał unieść włócznię i tobołek, więc poszedł z nimi na wschód, stając się dokładnie tym, przed czym stary uczony ostrzegał młodego shōguna - ashigaru.

Łuna za wschodnimi górami
Tsuru mieszka w dolinie rzeki Yasu, w miejscu, gdzie rzeka wychodzi z gór Kōgi na równinę, niedaleko Mikumo. Kończy się miesiąc 9. (połowa października), na polach stoją jeszcze snopy, w chacie na słupach wkopanych w ziemię pachnie dymem i wilgotną strzechą, a zebrane ziarno czeka w wysokich, brązowych dzbanach z Shigaraki, gdzie garncarze za przełęczą wypalają naczynia ciężkie jak kamień. Wodę na pole prowadzi rów od jazu, niskiej przegrody z kamieni i pali, piętrzącej rzekę i kierującej ją do kanałów. Tutejsze jazy, jak ustalili badacze z Kōki, działały już we wczesnym średniowieczu. Tsuru chodzi w kaftanie z konopi. Bawełnę zaczną w Japonii uprawiać na większą skalę dopiero na przełomie stuleci, do doliny Yasu jeszcze nie dotarła.
Jej mąż, Sukegorō, jest człowiekiem miejscowego drobnego pana, a ten pan służy rodowi Rokkaku. Kiedy 24. dnia 9. miesiąca (10 października) Takayori porzucił swój zamek na górze Kannonji i uciekł wzdłuż rzeki Hino do Mikumo, pan zebrał ludzi i poszedł za nim w góry. Do Nary doszedł list, że w Mikumo zebrało się około 4000 ludzi. Tej nocy Tsuru słyszała od strony Mikumo krzyki, a nad ranem ktoś przyniósł wieść, że zginął wielki pan od shōguna.
Zginął Niki Sadanaga, dowódca z Ise, i jego śmierć dobrze pokazuje, ile wiedziano o tej wojnie w stolicy. Kisen zapisał w Kioto, że Niki poległ 24. dnia na brzegu rzeki Yasu, a z nim 12 wasali i około 10 piechurów. Jinson dowiedział się w Narze, że stało się to 25. dnia przy drodze do przełęczy Suzuka, nad rzeką Kanayama, i że zginęło kilkudziesięciu. Kanroji Chikanaga usłyszał, że Nikiego pobito od tyłu zamku Kannonji. Czwarty dziennik powtarzał wersję z rzeką Kanayama. Piąty, prowadzony przez mnichów z klasztoru Rokuon-in, mówi, że obóz Nikiego stykał się z Mikumo i że „buntownicy otoczyli go nocą”. Pięć dzienników, cztery miejsca śmierci, dwie daty. Pięcioletni syn Nikiego dostał od shōguna list pochwalny i miecz, a w obozie szeptano, że ludzie Hosokawy potajemnie wypuścili wroga z okrążenia, na co shōgun „wpadł w gniew”.
11 dni później, 5 dnia 10. miesiąca, przednia straż Uragamiego Norimune weszła do doliny Kōgi i zaczęła podpalać. Do bitwy nie doszło. Jeden z dworskich urzędników zapisał, że w okręgu Kōga płonęły pożary „w wielu miejscach”, a Kisen odnotował, że o pierwszej straży nocnej nad wschodnimi górami stanęła wielka łuna i w Kioto nikt nie wiedział, gdzie się pali. Chata Tsuru zapewne spłonęła razem z resztą wsi, a ziarno z dzbanów zabrali żołnierze. Tego nikt nie zapisał. Z punktu widzenia dziennika nic się nie stało.
Przy tym obrazie trzeba zatrzymać się dłużej, bo za 200 lat Kōga będzie opowiadać tę wojnę dokładnie na odwrót. Wszystkie podpalenia w dolinach Kōgi, jakie znalazłem w dziennikach z lat 1487–1489, podłożyło wojsko shōguna. Nie była to też kraina tajnych klanów shinobi: słynne później wspólnoty rodowe Kōgi poświadcza dokument dopiero z 1492 roku, a ziemne warownie na wzgórzach pochodzą z XVI wieku. W 1487 roku była to dolina chłopów i drobnych panów, podobna do sąsiedniej Igi (o której więcej pisze tutaj: Zanim Iga stała się legendą shinobi. Życie i zasady w wiosce najemników epoki Sengoku), a jej ludzie stali po obu stronach. Niemniej to właśnie te czasy mogły być początkiem tradycji najemnych szpiegów, tak typowej w późniejszej historii Kōgi oraz, już w XX wieku, w popkulturze.

Dom mnicha na bagnie
Matashirō, pomocnik w kuchni shōguna, pierwszy raz zobaczył jezioro Biwa z łodzi i przez całą przeprawę trzymał się burty. Połowa wojska przeprawiała się przez wodę, a sam shōgun 4. dnia 10. miesiąca (20 października) przeszedł przez most w Seta i stanął w Anyō-ji w Magari, „świątyni z pięcioma czy sześcioma celami”, jak ją opisał Kisen. Kilka dni później posłał ojcu wiersz, w którym ukrył nazwę świątyni: znak 安 (an), „spokój”, wetknął w spokojne fale, a znak 養 (yō), „żywić”, w świątynię, co żywi. Ojciec odpisał tym samym.
坂本ノ濱路ヲ出テ浪安ク養フ寺ニアリト答ヘヨ
(Sakamoto no / hamaji o idete / nami yasuku / yashinau tera ni / ari to kotae yo)
„Z Sakamoto
brzegiem jeziora szedłem,
fale spokojne.
Powiedzcie, że mieszkam
w świątyni, co żywi.”
- Ashikaga Yoshihisa, „Inryōken nichiroku”,
wpis z 9. dnia 10. miesiąca 1487 roku (25 października 1487)
ヤカテハヤ國收リテ民安ク養フ寺ヲ立チソ歸ラン
(Yagate haya / kuni osamarite / tami yasuku / yashinau tera o / tachi zo kaeran)
„Już niedługo,
gdy kraj się uspokoi
i lud odetchnie,
z tej świątyni, co żywi,
wstaniesz i wrócisz.”
- Ashikaga Yoshimasa, „Inryōken nichiroku”,
wpis z 9. dnia 10. miesiąca 1487 roku (25 października 1487)
Anyō-ji było za małe. 27. dnia 10. miesiąca (12 listopada), o 4. bębnie nocnej straży, obóz przeniósł się o jakieś 2 kilometry, do siedziby Shinpō-bō, mnicha-wojownika z góry Hiei, a obok postawiono prowizoryczny pałac z salą audiencji zwaną Kosode-no-ma, od stojącej w niej rodowej zbroi. Reszta wojska rozeszła się po świątyniach i domach rozrzuconych na przestrzeni około 7 kilometrów.
Kuchnia Matashirō karmi ludzi z otoczenia shōguna 2 razy dziennie, bo 3 posiłki staną się zwyczajem dopiero w epoce Edo. Przyprawą jest miso i sól, a najszlachetniejszą rybą karp, jak uczy podręcznik szkoły kucharskiej Shijō, spisany w tych samych miesiącach. Karpi jezioro ma pod dostatkiem. Na stół trafiało też to, co przywozili goście: opat Kōfuku-ji wiózł shōgunowi beczki sake, mandarynki i suszone persymony nadziane na patyczki, a osobne beczki dla faworytów, bo każdego, kto rozstrzygał o sprawach klasztoru, trzeba było sobie zjednać. Ryż szedł z pól odebranych Rokkaku i przyznanych gwardzistom jako prowiant.
Droga do obozu wiodła przez wodę. Z Sakamoto albo z Ōtsu płynęło się łodzią do przystani Shina, a stamtąd szło 2 ri, około 8 kilometrów, przez płaską równinę poprzecinaną stawami. 22. dnia 11. miesiąca (7 grudnia), dzień po wielkiej wichurze z ulewą, Kisen zanotował po takiej podróży, że nie było tam ani kawałka suchej ziemi, że prawie całą drogę brodzili w wodzie i błocie i czuli się, „jakby przeszli tysiąc ri”.

Piąty bęben
Piąty bęben nocnej straży dochodzi od strony bramy głucho, jak uderzenie w pustą beczkę. Matashirō leży jeszcze chwilę na słomianej macie przy palenisku, w jedynym miejscu kuchni, gdzie przez noc nie zamarza woda w dzbanku. Słucha, jak za deskami ktoś kaszle, a ktoś inny mamrocze przez sen w obcym dialekcie, chyba z Mino. Potem wstaje, odgarnia popiół, pod którym wieczorem schował żar, i dmucha tak długo, aż węgle zaczną się czerwienić. W kuchni wszyscy wiedzą, co potrafi jedna iskra w słomie.
Po wodę chodzi do stawu za domem mnicha, z 2 wiadrami na nosidle, w słomianych sandałach na gołych stopach. Trzciny są sztywne od szronu, a przy brzegu trzeba najpierw rozbić wiadrem cienką skórkę lodu. Nad równiną leży mgła tak gęsta, że nie widać dachów, tylko dymy: najpierw jeden, potem kilka, w końcu dziesiątki, bo w każdej kwaterze ktoś właśnie robi to samo co on. Gdzieś nad jeziorem krzyczą w szarości dzikie gęsi.
Kiedy mgła rzednie, widać, że wojsko shōguna mieszka po prostu we wsiach. Nie ma tu namiotów w równych rzędach. Żołnierze śpią w salach świątyń i na ich werandach, w chłopskich domach i szopach. Gdzie zabrakło dachu, stoją budy sklecone naprędce z desek i przykryte słomą. Takie wsie ciągną się od Kami-Magari aż po Moriyamę i wszystkie wyglądają podobnie. W obejściach stoją cudze konie, małe i kosmate, w plecionych ze słomy łapciach wiązanych na kopyta, a na płotach schną cudze przepaski na łydki. Gospodarze, ci, którzy nie uciekli, gnieżdżą się po kątach własnych domów i patrzą, jak obcy palą ich drewno. Pachnie dymem i końskim nawozem, a od mokradeł ciągnie zgniłą trzciną.
Obóz budzi się powoli i bez rozkazu. Stajenni prowadzą konie do wody, a ktoś myje twarz w lodowatym rowie i prycha jak one. Chłopak w konopnym kaftanie przechodzi obok z naginatą dłuższą od siebie. Od strony nowego pałacu dochodzi już stukanie cieśli i zapach świeżego drewna. Przed południem przyjdą z przystani w Shinie pierwsi goście z Kioto, ubłoceni po kolana, z prezentami w beczkach i koszach. Wielu z nich wróci do domu, nie zobaczywszy shōguna.
Matashirō widział go 2 razy, z daleka. Wie o nim tyle, ile wie kuchnia: że śpi długo i że do jego pokoi idzie ryż najstaranniej przebrany. Wroga nie widział nikt, kogo Matashirō zna. Na wschodzie mgła odsłania góry Kōgi, szare i nieruchome, wrogie i tajemnicze. Ma wrażenie, że go obserwują. Kręci głową próbując odegnać niepotrzebne myśli i sypie ryż do kotła , grzeje dłonie nad pierwszą parą, a za ścianą ktoś pierwszy raz tego dnia pyta, kiedy wracają do Kioto.

Ogień i skalanie
Jinson (尋尊, 1430–1508) był opatem Daijō-in, klasztoru należącego do kompleksu Kōfuku-ji w Narze. Prowadził dziennik „Daijōin jisha zōjiki”. To jedno z głównych źródeł do tych lat, pełne plotek, które ściągał ze stolicy i z obozu.
20. dnia 11. miesiąca (5 grudnia) Jinson usłyszał, że jeden z ludzi 5. oddziału gwardii rozciął sobie brzuch w kwaterze shōguna. Nie wiemy, dlaczego. Wiemy za to, że rodową zbroję przeniesiono potem w inne miejsce, bo – jak domyślał się Jinson – obowiązywały „surowe przepisy o skalaniu”. Śmierć i krew zanieczyszczały w tamtym świecie miejsce, przedmioty i ludzi, a nieczystość przechodziła na każdego, kto się z nimi zetknął.
Matashirō, nasz pomocnik w kuchni shōguna, dowiedział się o tym od straży i przez kilka dni omijał tamto skrzydło szerokim łukiem. Bardziej niż skalania bał się ognia. Obóz z desek, słomy i papieru, z kuchniami przy każdej kwaterze, płonął regularnie, i to od środka. W nocy z 18. na 19. dzień dodatkowego, przestępnego 11. miesiąca (z 1 na 2 stycznia 1488) ogień wyszedł z kwatery Ise Sadanobu i strawił ponad połowę Shimo-Magari. 9. dnia 12. miesiąca (22 stycznia 1488) w Moriyamie spłonął obóz Ody Hirochiki, a z nim 2 sokoły, 3 konie i ponad 70 zbroi. Autorzy dzienników piszą, że ogień wyszedł z tej czy innej kwatery albo „sam z siebie”. Żaden nie oskarża wroga. Zapamiętajmy to.
Hikoroku spędził ten czas w Kōdze, z oddziałami posłanymi, żeby wykurzyć Rokkaku z gór. Ale Rokkaku byli tam u siebie. Przez półtora miesiąca Hikoroku z resztą oddziału chodził pustymi dolinami i słuchał, jak na zboczach ktoś gwiżdże. 2. dnia 12. miesiąca (15 stycznia 1488) oddziały zaczęły schodzić ku jezioru i wtedy, jak doniesiono arystokracie Konoe Masaie, „powstało kilka tysięcy rōninów, co sprawiło spory kłopot”. Rōnin (牢人) znaczyło wtedy człowieka pozbawionego ziemi, tu wojownika Rokkaku, któremu shōgun odebrał majątek (zatem coś innego, niż w czasach Edo, więcej o rōninach za panowania Tokugawów przeczytasz tu: Rōnin. Włóczęga z parą mieczy, nauczyciel w oficynie, żebrak z bębenkiem). Wśród nich mógł być Sukegorō, mąż Tsuru. Poza nocą pod Mikumo to jedyne w 18 miesiącach udokumentowane uderzenie ludzi Rokkaku na wojska shōguna. Spadło na maszerujących w odwrocie, z dala od Magari.

Pięć czarek przed posiłkiem
Tę scenę opowiem bez zmyślonych postaci, bo zapisał ją sam Kisen Shūshō. Jest 22. dzień 3. miesiąca 2. roku ery Chōkyō (3 maja 1488), klasztor Shōkoku-ji w Kioto, biuro zwane Inryōken, skąd Kisen załatwia sprawy klasztorów Pięciu Gór z dworem shōguna. Tuż przed mnisim posiłkiem, jedzonym przed południem, przychodzi Kogorō, niski sługa rodu Ukai, nazwiska pojawiającego się później wśród rodów Kōgi. Wypija 5 czarek sake i mówi o Idze i Kōdze.
Mówi, że ludzie Takayoriego siedzą w Idze. Że 200 ludzi z Igi zapisało się na wasali Rokkaku i już 2 razy umawiali się, że kiedy shōgun zwinie obóz, wszyscy wejdą do Ōmi. I że obiecano im za to wszystkie posiadłości rodu Kyōgoku, sojusznika shōguna i odwiecznego rywala Rokkaku. Kisen kończy wpis 2 znakami, 云々, „tak mówią”. Nie wiemy, czy uwierzył. Wiemy, że zapisał.

To najwięcej, co dzienniki z tamtych lat mówią o ludziach z Igi i Kōgi. We wpisach zebranych dzień po dniu przez instytut historiograficzny Uniwersytetu Tokijskiego w tomach „Dai Nihon shiryō” nie ma nocnego napadu na kwaterę shōguna, podpalenia obozu przez wroga, rany zadanej Yoshihisie ani słowa shinobi w tym kontekście. Yamada Yūji z Uniwersytetu Mie, jeden z najpoważniejszych dziś badaczy historii ninja, powiedział w 2025 roku w wykładzie poświęconym właśnie Magari, że pewne jest co innego: ludzie z Kōgi zaprowadzili Takayoriego w swoje góry i razem z ludźmi z Igi stawiali tam opór. Zachowywali się tak, jak ludzie z gór zachowywali się zawsze: ukrywali swojego pana, czekali i targowali się o ziemię. To mało jak na legendę i sporo jak na ludzi, którzy przez półtora roku nie dali się znaleźć armii liczącej ponad 20 000 żołnierzy.

Dwieście psów w siódmą noc
Shinzaburō z Mino jest gwardzistą 3. oddziału, jednym z kilkuset ludzi wpisanych na listę obecności sporządzoną w dniu wymarszu. Mnisi z Rokuon-in zapisali, że pod znakiem shōguna stanęło 23 300 ludzi. Shinzaburō nie widział w Magari ani jednego wroga. Widział za to wszystko inne.
Widział koniec starego roku, kiedy 30. dnia 12. miesiąca (12 lutego 1488) przyszedł z życzeniami Uragami Norimune, a Yoshihisa podał mu czarkę i dla żartu początek wiersza, w którym sake przedłuża ród Uragamich, po czym kazał mu dopowiedzieć resztę. Uragami wzbraniał się kilka razy, w końcu dopowiedział i dostał w nagrodę szatę.
浦上カ家ヲ續酒承テ飲メ 戴天松之下草
(Uragami ga / ie o tsugu sake / ukete nome / ten o itadaku / matsu no shitakusa)
„To sake ciągnie
dalej ród Uragamich,
przyjmij je i pij!
– Pod sosną, nad nią niebo,
rośnie pokorna trawa.”
- Ashikaga Yoshihisa i Uragami Norimune, „Inryōken nichiroku”,
wpis z 4. dnia 1. miesiąca (16 lutego 1488)
Po Nowym Roku do obozu zjeżdżała cała stolica, a prawie nikogo nie wpuszczano. 13. dnia 1. miesiąca (25 lutego) Kisen z grupą starszych mnichów minął po drodze wsie, gdzie dzikie śliwy stały w pełnym kwiecie, i usłyszał na miejscu, że shōgun jeszcze śpi i z powodu bólu głowy nikogo nie przyjmie.
Widział sztukę. 29. dnia 1. miesiąca (12 marca 1488) trupa Kanze wystawiła w obozie noworoczny taniec sosny, przez co kilka dni później w Narze zabrakło aktorów na święte przedstawienia przy ogniskach. 16. dnia 4. miesiąca (27 maja) Sōgi, najsłynniejszy mistrz poezji łańcuchowej renga, wykładał w obozie „Opowieści z Ise”, a 4. dnia 9. miesiąca (8 października) poeta Asukai Eiga przekazał shōgunowi tajną tradycję gry w piłkę kemari (o grze tej pisze tutaj: Kemari - gra w piłkę ze średniowiecznej Japonii, która uczyła kontroli nad sobą zamiast rywalizacji).
Widział też, jak ludzie bez wroga zaczynają zabijać się nawzajem. 6. dnia 1. miesiąca (18 lutego 1488) zginął mnich z chramu Nyakuōji, odprawiający w obozie modły nad chorągwiami wojska. Zabił go karcony przez niego podwładny, „podobno po pijanemu”, jak dopisał Kanroji Chikanaga. 22. dnia tego samego miesiąca (5 marca) sługa Yūkiego pokłócił się z chłopcem z orszaku mnicha z Tōdaiji i po chwili po obu stronach byli ranni i zabici. Shōgun kazał stracić wasala Yūkiego. A 17. dnia 1. miesiąca 1489 roku (17 lutego 1489), na uroczystym otwarciu zawodów w strzelaniu z łuku, wybuchł spór o to, komu przypadnie noszenie kałamarza, i gwardzista z 3. oddziału, niejaki Hikobe, rozciął sobie brzuch na miejscu. Przeżył, uciekł i ogolił głowę.

Grupa zamknięta na długo w jednym miejscu, bez przeciwnika i bez końca w perspektywie, zaczyna mierzyć się tym, co ma pod ręką: rangą, miejscem w szyku, kałamarzem. Najbardziej wymowne widowisko obozu odbyło się 7. dnia 7. miesiąca (14 sierpnia 1488), w święto Tanabata. Na ubitym placu wypuszczono 200 psów, a 26 konnych łuczników strzelało do nich tępymi strzałami z gwizdkami, w dawnym ćwiczeniu zwanym inuoumono (犬追物), „ściganiem psów”. Shōgun tylko się przyglądał. Jinson zanotował w Narze krótko, że w obozie, na wojnie, w zwykłych nakryciach głowy – „nie pojmuję, po co”. Wojna przybrała postać gry, bo prawdziwa nie chciała się zacząć.

Nikt nie powie mu prawdy
Ako ma 14 lat i służy w orszaku Hino Tomiko, matki shōguna i żony Yoshimasy. 24. dnia 12. miesiąca (6 lutego 1488) jej pani pokłóciła się z synem o swoje dobra w Ōmi i wyjechała do klasztoru Konryū-ji w Iwakurze, na północ od Kioto. Ktoś, kto ją tam odwiedził, zauważył, że wszystkie ozdoby w jej pokojach są z mosiądzu, i uznał to za znak, że zostanie długo. Została prawie rok. Ako przez ten rok wycierała mosiężne lampy i uczyła się milczeć, kiedy przy pani padało imię syna.
Tymczasem obóz chorował. Latem 1488 roku przez okolice stolicy przeszła zaraza nazywana „chorobą trzech dni”. Chorowali możni i biedni, padało bydło i konie, w chramie Kasuga w Narze zachorowało 25 z 28 kapłanów, a z Magari odesłano do Kioto jednego z urzędników z dopiskiem, że to właśnie ta choroba. Sam shōgun chorował od zimy, a 26. dnia 5. miesiąca (5 lipca 1488) dostał czerwonki na tyle ciężkiej, że wezwano z Kioto najlepszych lekarzy dworu. „Jestem wstrząśnięty” – dopisał w dzienniku poeta Sanjōnishi Sanetaka. Niedługo potem Yoshihisa zmienił imię na Yoshihiro (義熙), bo ktoś wyliczył, że głoski dawnego imienia wróżą nieszczęście.
Do chorego docierało coraz mniej. Bracia Yūki, starszy Masatane i młodszy Naotaka, od 1. miesiąca 1488 roku gubernator Ōmi, decydowali o wszystkim. Jinson pisał, że rozstrzygają sprawy „bez pytania shōguna” i że jego dawni słudzy przestali cokolwiek znaczyć. 13. dnia 12. miesiąca (14 stycznia 1489) Tomiko wróciła z Iwakury i wybrała się do obozu. Jinson zapisał wtedy nadzieję wszystkich poszkodowanych: skoro jedzie matka, to może wreszcie powie synowi, co mówi świat, bo Yūki i przyboczni „nie dopuszczają niczego do jego uszu”.
Ako pakowała na tę podróż 20 jedwabnych szat i 30 kompletów chińskich brokatów, szytych dla shōguna, a malarz Tosa Mitsunobu zaprojektował na prezent stojak na czarki ozdobiony motywem wiersza. Hino Tomiko przyjechała do obozu 19. dnia 12. miesiąca (20 stycznia 1489) i wróciła do Kioto po 5 dniach. Nazajutrz w stolicy sypał gęsty śnieg. Nie wiemy, co powiedziała synowi. Wiemy, co wyszło na jaw niespełna 2 miesiące później. Jinson zanotował, że od początku wyprawy Yūki zapewniał shōguna, iż w całej prowincji nie został ani jeden człowiek Rokkaku. Nikt nie odważył się zaprzeczyć, więc shōgun o niczym nie wiedział. Kiedy wreszcie dotarło do niego, że wróg wciąż jest w Ōmi, poczuł się „okryty wstydem”, a Yūki wypadł z łask.
Przez ponad rok młody człowiek dowodzący 20-tysięczną armią żył w przekonaniu, że wygrał. Psycholog nazwałby to filtrowaniem informacji przez otoczenie zależne od władcy i dodałby, że najczęściej nikt tu nikogo wprost nie okłamuje, każdy po prostu przemilcza to, co mogłoby rozgniewać. Kaneyoshi nazwał to po swojemu, lisami i jenotami. Tyle że on radził lisa rozpoznać, a nie napisał, co robić, gdy lis jest jedynym dostępnym oknem na świat.

Woda i sake
Ako wróciła do Magari 18. dnia 3. miesiąca (18 kwietnia 1489). Rano przyszła do Kioto wiadomość, że shōgun jest w stanie ciężkim, i Tomiko pojechała natychmiast, a Jinson zapisał, że „całe niebo stanęło w osłupieniu”. Choroba wróciła z nowym rokiem. 2. dnia 1. miesiąca (2 lutego) Yoshihisa pisał do matki, że „wielkie wzburzenie serca” nie pozwala mu przyjechać na Nowy Rok. Jeszcze 3. dnia 3. miesiąca (3 kwietnia) zadał dworzanom temat do wierszy, „ucztę przy krętym strumieniu”, i czytał ich utwory, ale od 10. dnia gasł z dnia na dzień.
W klasztorach Pięciu Gór czytano sutry, mnisi i kapłani zanosili modły, a do obozu wożono amulety z tych modłów. Tomiko kazała je przyjąć i odpowiedziała, że syn właśnie śpi, ale kiedy się obudzi, przyjmie je z szacunkiem. Opat Shōgo-in odprawiał przy łóżku zaklęcia, leczyło 5 lekarzy, szósty wymówił się chorobą. 20. dnia (20 kwietnia) wieczorem chory zjadł trochę kleiku. Ugotował go zapewne Matashirō, najstaranniej, jak umiał, i obóz poczuł, że da się oddychać. W chramie Kitano kapłani uczcili poprawę wielkim piciem. 23. dnia (23 kwietnia) doniesiono, że z ust chorego „wychodzi krew i różne rzeczy”. 25. dnia (25 kwietnia) ludzie z Kitano pojechali do ojca składać gratulacje z powodu wyzdrowienia syna, a w nocy nad Kioto przeszła burza z piorunami. Shōgun umarł 26. dnia 3. miesiąca 3. roku ery Chōkyō (26 kwietnia 1489) pod koniec godziny węża, czyli przed południem. Miał 23 lata, według japońskiej rachuby 25.
Jedno zdanie z tych dni zrobiło później karierę. 18. dnia (18 kwietnia) Jinson zapisał z cudzych słów, że chory „przyjmuje tylko wodę i sake, rzecz dziwna”. To notatka o ciężko chorym, niezdolnym do jedzenia. Plotki o złym prowadzeniu się shōguna krążyły już w XVI wieku, ale pełny portret pijaka i rozpustnika dopisały dopiero XX-wieczne encyklopedie, a strony internetowe dołożyły udar, choć w źródłach nie ma na to żadnej podstawy. Na co umarł, nie wiemy. Wiemy o bólach głowy, dolegliwościach brzucha, czerwonce, „wzburzeniu serca” i krwi z ust.
Nazajutrz przyjechał Kisen. W obozie zaprowadzono go tam, gdzie leżał zmarły. Siedzieli przy nim panowie i gwardziści, wszyscy, podobno, ze śladami łez. Kisen zauważył, że robi się ciepło, i poradził zdjąć z ciała ciepłe szaty, ubrać je w białe płótno, wlać rtęć do ust, oczu, nosa i uszu, związać i włożyć do kadzi. Rtęć miała powstrzymać rozkład. Zajrzał potem jeszcze raz w twarz zmarłego i zapisał: „zupełnie jak żywy”. Ciało umyto w kaplicy, przy kadzi przez całą noc czytano zaklęcia, a o 4. bębnie wszedł nowo ostrzyżony mnich w czarnym płótnie. Gdy się przyjrzano, okazało się, że to faworyt Hirosawa. Kilka dni później głowę ogoliła także mamka shōguna.
Ako zapamiętała ostatni pożar w Magari. Przed świtem 29. dnia (29 kwietnia) zniknął młodszy Yūki, a jego kwatera stanęła w płomieniach. Starszy uciekł następnego świtu, bo gwardziści zapowiadali, że go zabiją. Jinson słyszał, że bracia kazali podpalić obóz, zanim ciało zdążyło z niego wyjechać, „ku zgrozie wysokich i niskich”. 30. dnia (30 kwietnia) orszak ruszył do Kioto. Z palankinu matki przez całą drogę dochodził płacz. Konoe Masaie, który jesienią 1487 roku oglądał wymarsz z pobocza, zapisał: „Ach, przedprzedniej jesieni żywy spoglądał ku wschodniemu jezioru, jadąc strzemię w strzemię z innymi, tej wiosny martwy mija północne wzgórza. Żalowi nie ma końca”. Ciało zaniesiono prosto do świątyni Tōji-in, gdzie około 200 wojowników zapaliło przed nim kadzidło, a Kisen porównał tę scenę do obrazu Buddy odchodzącego w nirwanę.
Wiersz, który Yoshimasa posłał synowi 9. dnia 10. miesiąca (25 października 1487), spełnił się co do słowa. Syn wstał ze świątyni, co żywi, i wrócił.

Dwieście lat później ktoś to zobaczył
Nocni wojownicy pojawiają się w Magari dopiero wtedy, gdy stali się komuś potrzebni. W latach 60. XVII wieku potomkowie drobnych panów z Kōgi, zepchnięci w epoce Edo do roli zamożniejszych chłopów, prosili w petycji o przyjęcie na służbę shōgunatu i po raz pierwszy mówili w niej o „21 rodach” Kōgi, ale o Magari, o ile wiadomo, jeszcze nie wspominali. Niespełna 20 lat później opis prowincji „Ōmi onkoroku” (淡海温故録) twierdzi już, że ludzie z Kōgi słyną jako „ludzie od shinobi”, bo pod Magari dokonali cudów na oczach wojsk całego kraju. Tekst z 1712 roku dodaje nocny atak na obóz shōguna i 21 jeźdźców, od których wziąć się miało „21 rodów”. W 1789 roku potomkowie złożyli kolejną petycję, dołączając do niej „Bansenshūkai” (więcej o tej księdze piszę tu: Co naprawdę zawierała księga ninja z 1676 roku? Bansenshūkai – podręcznik psychologii z czasów Edo.), i znów nie dostali niczego poza nagrodą w srebrze.
Historyk Fujita Kazutoshi pokazał, że w ten sposób powstał „ninja z Kōgi”: z potrzeby ludzi, którzy w czasach pokoju walczyli o pozycję rodowodem i pismem. W XX wieku opowieść przejęli pisarze, a w naszym stuleciu popularne portale dopisały, że 21 wybranych wojowników zakradło się nocą do obozu, zadymiło go prochem i ciężko raniło shōguna. Rany nie znalazłem w żadnym tekście starszym niż ostatnie 2 dekady.
Nie mam o to żalu do potomków. Rozumiem ich lepiej niż moralistów, którzy dopisali shōgunowi rozpustę, bo potomkowie chcieli od przeszłości poprawy pozycji, a moraliści lekcji. Obie opowieści robią przy tym to samo: zapełniają pustkę. Wojna bez bitwy, zwycięstwo wyłącznie w uszach shōguna, 23-latek umierający na nieznaną chorobę w prowizorycznym pałacu, otoczony ludźmi bojącymi się mu powiedzieć, że wróg wciąż siedzi w górach. Takayori przeżył go o 30 lat. W 1491 roku następny shōgun ruszył na niego jeszcze raz, a on znowu schował się w Kōdze i znowu się nie poddał.
W Kami-Magari, przy świątyni Eishō-ji, od dawna pokazuje się wały jako resztki kwatery shōguna. Świątynię założono dopiero w XVI wieku, a archeolodzy kopiący w jej sąsiedztwie nie znaleźli w ziemi niczego z końca XV wieku, tylko ślady dawnego mokradła. Po drugiej stronie drogi krajowej nr 1, przy niewielkim stawie, stoi kamień z napisem, że to miejsce „związane z obozem Ashikagi Yoshihisy”. Związane, bo nikt nie wie, gdzie dokładnie stał dom mnicha z Hiei, w którym młody shōgun półtora roku czekał na swoją wojnę.
W 5. miesiącu, kiedy wojska już odeszły, przyszła pora sadzenia ryżu. Tsuru weszła boso w błoto rozsadnika obok miejsca, gdzie stała jej chata, i nie wiedziała, że za 200 lat ktoś uzna jej męża za wojownika cienia.
Źródła
1. 東京大学史料編纂所編『大日本史料』第八編之二十–二十七, 東京大学出版会 (wpisy z dzienników „Inryōken nichiroku”, „Daijōin jisha zōjiki”, „Gohōkōin ki”, „Sanetaka-kō ki”, „Chikanaga-kyō ki”, „Nagaoki sukune ki”, „Nobutane-kyō ki”, „Rokuon nichiroku”, „Tokikuni-kyō ki”, „Kitano shake hikitsuke”, „Seikaku daisōjō ki”, wspomnienie „Shōgun Yoshihisa-kō kōseiki” oraz lista „Jōtokuin-dono-sama Kōshū godōza tōji zaijinshū chakutō”); baza danych: https://wwwap.hi.u-tokyo.ac.jp/ships/
2. 設楽薫「足利義尚政権考―近江在陣中における「評定衆」の成立を通して―」『史学雑誌』98-2, 1989
3. 藤田和敏『〈甲賀忍者〉の実像』吉川弘文館(歴史文化ライブラリー 335), 2011.
4. 山田雄司『忍者の歴史』KADOKAWA(角川選書), 2016; tegoż wykład „Magari no jin saikō”, Uniwersytet Mie, 17 maja 2025.
5. 一条兼良『樵談治要』(1480), w: 『群書類従』巻476.
6. 藤木久志編『日本中世気象災害史年表稿』高志書院, 2007.
7. 谷信一「出陣影の研究 上―地蔵院本は足利義尚像なること―」『美術研究』67, 1937
8. 亀田俊和「川端康成と足利義尚―足利将軍暗君史観の再検討―」『日本語日本文學』53(3), 2024.
9. Saitō Osamu, Takashima Masanori, „Chūsei kōki Nihon no jisshitsu chingin”, „Keizai kenkyū” 71(2), 2020.
10. Kojima Takanobu, „«Magari no jinsho» ato to tsutawaru”, „Shigabun Shinbun”, 2019 (o wykopaliskach w Kami-Magari).
11. Stephen Turnbull, „The Ninja: An Invented Tradition?”, „Journal of Global Initiatives” 9(1), 2015.

