






Magoroku jest jizamurai (地侍), wiejskim samurajem. Słowo brzmi dumniej niż życie. Nosi kaftan z konopi, bo bawełna dopiero od kilkudziesięciu lat przychodzi z odległej Mikawy i do tej doliny jeszcze nie dotarła. Jego ród ma pole ryżowe, kilka rodzin zależnych, łuk, parę włóczni i miejsce przy obrzędach w chramie Kasugi. W dokumentach chramu Kasugi z wioski Mibuno, niedaleko stąd, wymienia się z nazwy dwa miejscowe rody wojowników jako tych, którzy prowadzą obrzędy i rozstrzygają sprawy wsi. Z takich jak oni składała się prowincja. Nikt z nich nie był na tyle bogaty, żeby rządzić resztą.

Przednówek wraca co roku. W rejestrach zmarłych z innych stron kraju śmierci głodowe gęstnieją wiosną i na początku lata, a opadają nagle w 5. miesiącu, kiedy zbiera się jęczmień. Historyk Fujiki Hisashi zbudował na tym rytmie całą teorię wojny w epoce Sengoku: na wojnę szło się także po to, żeby coś zjeść i coś zabrać, bo na cudzym polu bywało więcej niż na własnym. Chłop ruszał po łup w tej samej porze roku, w której w domu kończyło się jedzenie.

W dworze rządzi Toku, żona Magoroku. To ona wie, ile zostało prosa w dzbanach, która z żon ludzi zależnych ma gorączkę i ile misek soli trzeba odłożyć na obrzęd w chramie. Kiedy mężczyźni wychodzą, zostaje z dziećmi, starcami i kluczem do spichrza. Z kroniki wsi Sugaura nad jeziorem Biwa, spisanej zaraz po krwawym sporze z sąsiadami, ponad 100 lat przed dniem, o którym piszę, wiemy, co wieś postanowiła robić, gdy przyjdzie następna bitwa: starcy po 70. roku życia mieli chwycić za łuki, a kobiety nosić wodę i tarcze. Wojna, oglądana z takiego podwórza, wyglądała mniej na męską przygodę, a bardziej na pożar strzechy do zagaszenia własnymi rękami, zanim wróci ktokolwiek silniejszy.

Najwcześniejsze pełne są żołnierzy, a skrytobójców w nich nie widać. W 1482 roku, jak zapisał opat Daijō-in z Nary, na wyprawę przeciw świątyni Hase ruszyło około 300 ludzi i prawie wszyscy pochodzili z Igi. 20 lat później, zimą 1502 roku, chłopi z Igi sprowadzili sobie do pomocy ponad 400 uzbrojonych mnichów z góry Atago pod Kioto, a miejscowi wojownicy wymordowali ich nocą, zanim doszło do bitwy; do stolicy wróciło kilkunastu. Dworzanin notujący to w dzienniku dopisał tylko, że rzecz jest „dziwna”.


Nie wszyscy historycy uważają, że Iga była czymś wyjątkowym. Stephen Turnbull, autor kilku wcześniejszych popularnych książek o wojownikach cienia, po 30 latach doszedł do wniosku, że Iga i Kōga niczym się nie różniły od innych górzystych zakątków i że przed 1581 rokiem mamy tylko jedną wiarygodną relację o skrytym ataku.


Na targu handluje się tym, czego w domu brak: solą, moździerzami, dzbanami i kociołkami. Garncarze z gór na granicy Igi i Ōmi palili naczynia w piecach tak blisko siebie i tak podobnie, że archeolodzy do dziś z trudem odróżniają wyroby z jednej i drugiej strony grzbietu; sławne naczynia z Igi, cenione przez mistrzów herbaty, pojawią się w ich zapiskach dopiero 20 lat później. Kiku tego wszystkiego oczywiście nie wie. Dla niej moździerz to moździerz i ma nie pękać.


Niedawno możny ród Hashio z Yamato postanowił zabrać zamek sąsiadom z rodu Tōichi. Zapis z klasztoru Kōfuku-ji w Narze mówi, że pan Hashio „namówił” ludzi z Igi i że pod dowództwem kogoś, kogo nazywano Kizaru, Drzewną Małpą, zajęli zamek nocą. Źródła nie są zgodne co do roku – jedne odczyty mówią o 1560, inne o 1561 – i nie podają, ilu ludzi poszło, ilu wróciło ani ile za to dostali.
Hyōe był pod zamkiem już raz, dawno. W 11. miesiącu 1541 roku mnich z klasztoru Tamon'in w Narze zapisał w dzienniku:
今朝伊賀衆笠置城忍ひ入て少々坊舎放火、其外所々少屋をやき、三のつきの内一つ居取と云
(Kesa Iga-shū Kasagi-jō shinobi-irite, shōshō bōsha hōka, sono hoka shosho shōoku wo yaki, mitsu no tsuki no uchi hitotsu i-dori to iu.)
„Dziś rano ludzie z Igi wkradli się do zamku Kasagi, podpalili kilka budynków mnisich, poza tym tu i ówdzie spalili szopy; mówią, że z trzech członów zajęli jeden.”
Dwa dni później ten sam mnich dopisał ciąg dalszy:
於笠置有て合戦、木沢方城より二手に作て打出て、悉く以て打殺、伊賀皆以退散了云々
(Kasagi ni oite arite kassen, Kizawa-gata shiro yori futate ni tsukurite uchi-idete, kotogotoku motte uchi-koroshi, Iga mina motte taisan shi-owannu, unnun.)
„Pod Kasagi doszło do bitwy: z zamku ludzie Kizawy wyszli dwiema grupami i wybili ich co do jednego, wszyscy z Igi rozpierzchli się, tak mówią.”

Każdy z tych wpisów kończy się znakami 云々, co znaczy mniej więcej „tak mówią”. Mnich nie widział ognia. Słyszał o nim od kogoś, kto słyszał od kogoś.
Ten szczegół mówi o Idze wiele: za murem, do którego wkradali się ludzie z Igi, stał człowiek z Kōgi, z sąsiedniej doliny, oddalonej o jeden górski grzbiet. Niespełna 30 lat później Iga i Kōga będą walczyć ramię w ramię. W 1541 roku sąsiedzi zabijali się w cudzej sprawie, za cudze pieniądze.

Były też koszty, które spisano. W 12. miesiącu 1555 roku kronikarz z Kōfuku-ji zanotował, że 11 ludzi z Igi siedziało w zamku Takada w Yamato i – według najprostszego odczytania tego zawiłego wpisu – ponieważ odsiecz przyszła za późno, wszyscy zginęli. 11 domów w kotlinie dostało tej zimy ponurą wiadomość. Nikt nie zapisał imion.
Hyōe kładzie zawiniątko przy palenisku. Cokolwiek w nim jest – sznur monet, kawałek sukna, czy tylko obietnica, że zapłata przyjdzie później – Toku przejmie to, zanim zapadnie wieczór. Monety i tak trzeba będzie przebrać. Na targach wokół Nary chętnie brano stare chińskie monety z czasów dynastii Song, a nowszymi, mingowskimi, i lichymi podróbkami często gardzono. O to, która moneta jest pełnowartościowa, kłócono się przy każdej sprzedaży, a władcy kolejnych prowincji wydawali przepisy o przebieraniu monet, bez większego skutku.

I tu muszę przerwać scenę, bo w tym miejscu wyobraźnia, karmiona filmami i mangą, podpowiada co innego niż źródła. O tym, jak w XVI wieku w Idze uczono młodych ludzi nocnej roboty, nie wiemy nic. Nie ma dokumentu, nie ma dziennika, nie ma nawet plotki zapisanej przez mnicha z Nary. Wielki podręcznik, zwykle tu cytowany, ukończono w 1676 roku, 115 lat po opisywanym dniu, w zupełnie innym świecie, w czasach pokoju, dla ludzi od dwóch pokoleń niewchodzących nocą do żadnego zamku. Pisałem już o nim osobno (Co naprawdę zawierała księga ninja z 1676 roku? Bansenshūkai – podręcznik psychologii z czasów Edo.) i powtórzę tylko jedno: czytam go jako pamięć przerobioną na doktrynę, spisaną, gdy nocne napady znano już tylko z opowieści dziadków.
Co da się powiedzieć? Że w dokumentach z epoki ludzie z Igi „wkradają się”, „podpalają” i „zajmują” – i że ceniono ich za to. W 1580 roku mnisi z góry Kōya chwalili swoich najemników z Igi za to, że „w środku nocy wkradli się, przeszli od południa przez wodną fosę i pierwsi weszli na mury”. Dwa lata później ktoś zanotował krótko:
内々伊賀の者ハ、しのひ夜うち上手ニ候へは
(nainai Iga no mono wa, shinobi yōchi jōzu ni sōraeba)
„Ludzie z Igi, jak to się między nami mówi, są biegli w skradaniu się i w nocnym napadzie, więc…”
- Zapis Ogawy Shinkurō (小川新九郎), rok 1582 (Tenshō 10)
Wspomniany wcześniej historyk z Mie, Fujita Tatsuo, zauważa, że kotlina jest otoczona miejscami ascezy górskiej – góra Ryōzen, wodospady Akame, Kasagi, a po stronie Kōgi góra Hando – i że pustelnicy tych gór wędrowali po kraju, znali drogi i zbierali datki. Czy uczyli młodych z doliny chodzić po skałach nocą, tego nikt nie udowodnił. To trop, nie fakt.
Najwięcej o marzeniu Yashichiego, naszego fikcyjnego młodego i ambitnego bohatera, mówi zresztą nie podręcznik, tylko prawo. W kodeksie wspólnoty Igi – wrócę jeszcze do niego – stoi artykuł zdumiewający jak na świat, gdzie urodzenie decydowało o wszystkim: skoro „nasi ludzie z pospólstwa zdobywają zamki nawet w obcych prowincjach”, to chłop, który jako prosty żołnierz, ashigaru (足軽), zdobędzie wrogą warownię na granicy, dostanie hojną nagrodę, a sam „zostanie uczyniony samurajem”. Wspólnota panów płaciła awansem społecznym. Podejrzewam, że obietnica kosztowała ich niewiele, bo wielu chętnych nie wróciłoby z fosy. Dla Yashichiego to jedyne drzwi, jakie w życiu zobaczy, i nie mam serca mu tego odbierać, choć bardzo prawdopodobne, że za tymi drzwiami znajdzie tylko śmierć.

Takie spory mogły skończyć się rozmową, zapłatą albo krwią. W 1555 roku, w podobnym sporze o wodę w północnym Ōmi, pan Azai pisał z niepokojem, że z powodu straszliwego braku wody obie strony od dawna siedzą w swoich warowniach. Wieś Imabori w Ōmi zapisała w 1489 roku w swoim regulaminie, że spory o miedzę między ziemią wspólną a prywatną „mają być załatwiane pieniędzmi”, co brzmi przyziemnie, dopóki nie pomyśli się o alternatywie. Z samej Igi mamy zapis późniejszy, z 1573 roku: spór między rodem Tsuge z północnej Igi a rodem Wada z Kōgi rozstrzygali wspólnie „urzędnicy Igi” i „urzędnicy okręgu Kōga”. Granica prowincji przebiegała przez kłótnię, ale nad kłótnią siedział trybunał sąsiadów.
Przed chramem zbierają się panowie z okolicznych dworów. Siadają na matach pod dachem, a ich ludzie stoją dalej, przy bramie. O przebiegu takich narad w samej Idze nie zachowało się nic, więc sięgam do sąsiada. W Kōdze, za górami, ród Ōhara spisał w 1570 roku regulamin z 32 artykułami, a niedawno odnaleziono odpis z przysięgą i 320 podpisami, a w nim imiona samurajów i chłopów mieszają się ze sobą. Jeden z artykułów mówi coś, co brzmi bardzo nowocześnie i demokratycznie, a mianowicie, że treści tego prawa nikomu nie wolno ukrywać, a jeśli ktoś zechce dopisać nowy punkt albo skreślić stary, decyduje większość zebranych.
多分につきて
(tabun ni tsukite)
„zgodnie z tym, czego chce większa część”

Magoroku i pan zza potoku mówią o wodzie długo i nieprzyjemnie. Starszyzna ustala, że zastawka wraca na miejsce do czasu sadzenia, a po żniwach sprawa wróci pod dach chramu. Nikt nie jest zadowolony. Tak zwykle wygląda pokój między ludźmi, którzy mieszkają za wałami 500 kroków od siebie.
Potem przychodzi pora na przysięgę. Nie wiemy, jak często panowie z Igi odnawiali wzajemne zobowiązania, ale wiemy, jak w tamtych czasach robiło się to wszędzie tam, gdzie ludzie zawiązywali związek, zwany ikki (一揆). Rytuał nazywał się:
一味神水
(ichimi shinsui)
„jeden smak świętej wody”


Symbolika jest prosta. Papier można zgubić, spalić, podrobić. Popiołu, który przyjęło ciało, nie da się usunąć. Kto złamie przysięgę, zdradza ludzi stojących obok przy ogniu i coś, co od tej chwili nosi w sobie. Zobowiązanie przeszło z dokumentu do ciała. W świecie, w którym nie było sądu zdolnego wyegzekwować umowy, a każdy sąsiad miał wał, fosę i łuk, ta odrobina popiołu musiała zastąpić urzędnika, więzienie i kata. Magoroku pije jako trzeci. Woda ma smak spalonego drewna.
Wracam do kodeksu, bo pora powiedzieć, czym był i czym nie był. Esej o ustroju prowincji jako całości już tu opublikowałem (Prowincja Iga: autonomiczna komuna i niezależna republika ninja w erze samurajów), więc zejdę piętro niżej, do samego tekstu.

Treść jest może nieco bardziej przyziemna, niż sugerowałaby legenda o republice cieni, ale myślę, że równie mocno przemawia do wyobraźni. Gdy obce wojsko wkracza do prowincji, wszyscy bronią się „jednym sercem”. Na wieść z granicy we wszystkich wsiach biją dzwony, a ludzie natychmiast ruszają do obozu z prowiantem, strzałami i tarczami. W pole idą mężczyźni od 17. do 50. roku życia, zmianami, jeśli wojna się przeciąga, a w każdej wsi wyznacza się dowódcę. Starzy mnisi mają się modlić o urodzaj, młodzi mnisi idą z resztą. Ludzie zależni każdego pana piszą przysięgę, że dowódcy będą posłuszni jak własnemu panu, bez względu na to, co się stanie z prowincją. Kto sprowadza obce wojsko albo donosi obcym, tego cała prowincja ma zniszczyć, a jego ziemię oddać świątyniom. Kto nie stawi się na wezwanie, ten wraz z rodzicami, dziećmi i braćmi na 10 lat zostaje wykluczony z wypraw wojennych, a nikt nie może go przenocować ani odprowadzić w drogę. Nie wolno służyć rodowi Miyoshi. Nie wolno przyjmować zbiegów z Yamato, bo stamtąd wiele razy przychodziło zło.



Równie pouczające jest to, czego w kodeksie brak. Nie pada w nim nazwa świątyni Heiraku-ji, gdzie 66 panów miało obradować nad prawem, ani nie ma śladu 12 starszych rządzących prowincją. Te obrazy pochodzą z tradycji spisanej w epoce Edo, między innymi w „Kronice zamętu w Idze” z 1679 roku, prawie 100 lat po upadku wspólnoty. Nie ma też Momochiego Sandayū, legendarnego mistrza z Igi – postaci literackiej, której dokumenty z epoki nie znają. Ludzie z połowy XVI wieku zostawili po sobie mniej, niż chcielibyśmy, i to, co zostawili, jest suche jak regulamin. Bo to w zasadzie jest regulamin.

Wtedy od dolnej wsi dochodzi dzwon.
Nie wiadomo, co go uruchomiło. Ktoś zobaczył ludzi z pochodniami na drodze od strony Ise. Może to wojsko, może kupcy spóźnieni na nocleg, może banda z Yamato szukająca odwetu za zamek, do którego weszli ludzie z Igi. Magoroku nie pyta, bo zwyczaj nie przewiduje pytań. Zakłada kaftan, bierze łuk i kołczan, Tarōjirō dostaje włócznię, a Yashichi – nikt mu tego nie kazał – staje przy bramie z pałką. Za godzinę w kilkudziesięciu dworach kotliny będą płonęły ognie, a przy każdej grobli nad fosą ktoś będzie wpatrywał się w ciemność, próbując odróżnić sąsiada od obcego.
Zostawiam ich tam, przy bramie, bo nie wiem, co przyszło drogą od Ise tamtej nocy. Wiem, co przyszło później. Za 8 lat panowie z Igi spiszą swoje 11 artykułów, bijąc we wszystkie dzwony naraz. Za 20 lat wojska Ody Nobunagi wejdą do kotliny czterema drogami jednocześnie, a mnisi z Nary zapiszą w dzienniku, że ścinano po 300 i po 500 głów dziennie, nie pytając, kto był wojownikiem, a kto chłopem. Za 31 lat Katō Kiyomasa, opisując w liście z obcego kraju okolicę, w której każda osada broni się sama, nie znajdzie lepszego porównania niż to miejsce.
Źródła
1. Stephen Turnbull, „Ninja: Unmasking the Myth”, Frontline Books, 2017
2. Stephen Turnbull, „The Ninja: An Invented Tradition?”, „Journal of Global Initiatives” 9 (1), 2015.
3. 藤田達生「伊賀者・甲賀者考」『忍者研究』第1号, 国際忍者学会, 2018
4. 山田雄司『忍者の歴史』KADOKAWA(角川選書), 2016.
5. 中井均編『戦国の城と一揆』高志書院, 2023 (przekład „大原同名中与掟条々” w opracowaniu 桜井英治, 清水克行, 村井章介).
6. 笠井賢治「伊賀の中世城館」, w: 甲賀市教育委員会『令和5年度 甲賀市城郭歴史フォーラム 資料集』, 2024.
7. 清水克行「同名中の掟書 – 保護喪失をめぐる中世の習俗」, w: 甲賀市教育委員会『令和6年度 甲賀市城郭歴史フォーラム 資料集』, 2025
8. 三重県埋蔵文化財センター『伊賀国府跡(第5次)・箕升氏館跡ほか』, 1993.
9. 藤木久志『雑兵たちの戦場 – 中世の傭兵と奴隷狩り』朝日新聞社, 1995
>> PODOBNE ARTYKUŁY:
Prawdziwe Sengoku – jakie było życie ludzi bez miecza w cieniu samurajskich wojen?
Mnich z naginatą: militarne oblicze buddyzmu w Japonii Kamakury
Ninja to nie tylko Iga i Kōga – 10 klanów shinobi różnych epok i regionów
Kodowanie wiatru - techniki tajnej komunikacji szkół ninja w czasie wojen Sengoku
未開 ソビエライ
未開 ソビエライ
Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".
"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)
___________________
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!