



W pierwszych dekadach XI wieku kobieta z dworu w Heian-kyō jedzie na północ, w góry, do chramu Kibune. Nazywa się Izumi Shikibu i w cesarskiej antologii jej wierszy będzie więcej niż czyichkolwiek innych, co akurat w tej chwili niewiele jej pomaga: mężczyzna o niej zapomniał. Chram stoi nad zimnym potokiem, w którym od wieków obmywa się ręce przed modlitwą. Zapada zmrok i nad wodą zaczynają latać świetliki.
物思へば沢の蛍も我が身より
あくがれ出づる魂かとぞ見る
(Mono omoeba / sawa no hotaru mo / waga mi yori / akugare izuru / tama ka to zo miru)
„Gdy dręczy mnie tęsknota,
nawet świetlik nad potokiem
wydaje mi się duszą,
co wymknęła się
z mojego ciała.”
- Izumi Shikibu,
„Goshūi wakashū” (1086), nr 1162

Ten ostatni obraz jest najsłynniejszy, bo stoi za nim „Opowieść o Genjim”. W rozdziale „Aoi” duch zazdrosnej damy Rokujō męczy rodzącą żonę Genjiego i przemawia jej ustami: dusza kogoś, kto za dużo rozmyśla, naprawdę potrafi wyjść z ciała. Pisałem o Rokujō przy okazji Yūgao (Genji i Yugao – tajemnice księżycowego powoju w tysiącletniej opowieści o żądzy i stracie), tutaj wystarczy jedno zastrzeżenie. Japonistka Nakamura Yumi przejrzała w 2013 roku wszystkie wystąpienia tego słowa w „Genjim” i dusza wędrująca poza ciałem okazała się wyjątkiem, dwoma przypadkami na kilkadziesiąt. Znacznie częściej akugaru robią mężczyźni, którzy nie wracają na noc albo teatralnie skarżą się, że serce im się błąka, żeby wzbudzić litość. Rdzeń słowa jest skromniejszy od legendy: ktoś nie jest tam, gdzie powinien.
Heiańczycy traktowali to jak awarię wymagającą naprawy. W XII wieku zalecano, żeby ten, kto nocą zobaczy błąkający się ognik duszy, trzy razy powtórzył formułę:
魂は見つ主は誰とも知らねども結びとどめよ下がひのつま
(Tama wa mitsu / nushi wa tare tomo / shiranedomo / musubi todomeyo / shitagai no tsuma)
„Widziałem duszę, nie wiem, czyja jest,
zwiąż ją i zatrzymaj w rogu szaty”
- Fujiwara no Kiyosuke,
„Fukuro zōshi”, 1159 r.
Potem zawiązywało się supeł na połach własnego ubrania, mężczyzna na lewej, kobieta na prawej, i rozwiązywało go dopiero po trzech dniach. W „Aoi” sama dusza Rokujō prosi o taki węzeł.
Wiersz Izumi też ma swoje znaki zapytania. Nie ma go w jej prywatnych zbiorach, pojawia się dopiero w antologii „Goshūi wakashū” z 1086 roku, razem z odpowiedzią, którą poetka podobno usłyszała w chramie męskim głosem: „nie rozmyślaj tak ciężko, bo dusza rozpryśnie się jak krople wodospadu spadającego w głębi gór”. Bóg Kibune gra na dwuznaczności słowa tama, bo to i kropla, i dusza. Czy Izumi rzeczywiście stała tamtej nocy nad wodą, czy dopisała jej to tradycja, nie wiadomo. Wiadomo, że już wtedy ktoś rozumiał, jak działa ten rodzaj tęsknoty: mówi mniej o tym, dokąd człowiek zmierza, a więcej o tym, że już go nie ma tam, gdzie siedzi.


W 1899 roku poeta Doi Bansui pisze o młodości tęskniącej za śladami ideału. W 1905 19-letni Ishikawa Takuboku wydaje swój pierwszy tomik i nazywa go po prostu „Akogare”, a przedmowę pisze mu Ueda Bin, tłumacz europejskich symbolistów. Na przełomie wieków dwaj młodzi intelektualiści, Anesaki Chōfū i Takayama Chogyū, szukali znaków, którymi dałoby się zapisać niemieckie Sehnsucht. Anesaki wspominał później, że najpierw próbowali innego złożenia, aż wreszcie „we dwóch zrobili” 憧憬 (shōkei, dziś częściej dōkei), bo chcieli oddać nastrój swojego pokolenia. Pierwszy znak tej pary, 憧 (akugaru), już średniowieczne słowniki objaśniały starym japońskim słowem. Nowe było złożenie i to, co w nie włożono: romantyczną niemiecką tęsknotę za czymś, czego nie da się dosięgnąć.

Europejski rodowód widać nawet w psychologii. Pierwszą japońską pracę naukową o tym uczuciu ogłosił w 1942 roku Mori Hiroshi z Tokijskiego Uniwersytetu Literatury i Nauk. Wyszedł od Charlotte Bühler, wiedeńskiej psycholożki, dla której Sehnsucht była podstawowym nastrojem młodości. Latem 1940 roku poprosił 283 uczniów i uczennic z Tokio i Saitamy o wypracowania na temat tego, kim chcieliby zostać. Dostał teksty romantyczne, nierealne, nastawione na przyjemność, a najsilniejszą tęsknotę znalazł u miejskich dziewcząt z żeńskich szkół średnich. Wniosek miał prosty i trochę smutny: kiedy ten nastrój mija, kończy się młodość. Metodę sam nazwał surową. Intuicja przetrwała.
Trzeba tu jeszcze oddzielić akogare od sąsiadów. Natsukashii (Japońska lekcja pamięci i dobroci dla siebie: natsukashii zamiast nostalgii) to ciepłe ukłucie na widok czegoś przeżytego: zapachu szkolnej szatni, piosenki z tamtego lata. Akogare tęskni za tym, czego się nie przeżyło wcale. Polska „tęsknota”, jak pokazywała Anna Wierzbicka, ma swój wzorcowy obiekt w ojczyźnie i w ludziach dalekich od nas, więc zwykle ciągnie ku czemuś, co już było nasze. Sen o przyszłości pozostaje z kolei horyzontem bez twarzy. Akogare ma twarz i adres.



Po wojnie obiektem tęsknoty stała się Ameryka, i to w zaskakująco domowym wydaniu. Od 1 stycznia 1949 do kwietnia 1951 roku dziennik „Asahi Shimbun” drukował komiks „Blondie” o rodzinie Bumsteadów żyjącej na przedmieściach. Czytelnicy mniej śmiali się z gagów, a bardziej wpatrywali w tło: w lodówkę pełną jedzenia, w absurdalnie grube kanapki, w podwójne łóżko. Pisarz Shishi Bunroku zachwycał się w 1949 roku właśnie tym łóżkiem, szerokim i przestronnym.
Kobieta urodzona w 1935 roku w Tokio wspominała po latach, że co tydzień wycinała paski komiksu i wklejała je do własnoręcznie zszytych zeszytów. Buty noszone w domu, elektryczny odkurzacz, elektryczna lodówka – „zupełnie jak świat ze snu”. Kilka lat później lodówka, pralka i odkurzacz dostały przydomek trzech świętych regaliów, na wzór cesarskiego miecza, lustra i klejnotu. Socjolog Yoshimi Shun’ya pokazuje w książce „Shinbei to hanbei” („Proamerykańskość i antyamerykańskość”), że Ameryka stała się wtedy dla Japończyków przede wszystkim obiektem pragnienia, a sprzęty elektryczne jego namacalnym znakiem.
W każdej z tych scen obiektem jest miejsce, a chodzi o człowieka w tym miejscu. Sanshirō, patrząc na białą postać, wyobraża sobie przede wszystkim siebie między takimi ludźmi i od razu się kurczy. Dziewczynka z zeszytem pełnym „Blondie” wkleja lodówkę razem z kuchnią, w której sama chciałaby kiedyś stać.
Najczystszą postać przybrało to uczucie wobec ludzi, i to tam, gdzie dorośli najmniej się go spodziewali: w żeńskich szkołach średnich ery Taishō. Dziewczęta pilnowane między domem a internatem i przygotowywane do małżeństwa wytworzyły własną kulturę uczuć do starszych koleżanek. Nazywano to „S”, od angielskiego sister. Antropolożka Jennifer Robertson zauważa, że litera mogła równie dobrze znaczyć sex albo shōjo, czyli dziewczynę, i najpewniej znaczyła wszystko naraz. Pisano listy i adorowano z daleka.



Współczesna psychologia tłumaczy ten niepokój lepiej niż ówczesne gazety. W badaniu Muto Sery z 2014 roku japońscy studenci oceniali podobieństwo 18 słów z rodziny szacunku i podziwu, zestawionych w 153 pary. Akogare wylądowało w jednej grupie z sūhai (崇拝, cześć) i shinsui (心酔, upojenie kimś). W opisie Muto ta grupa oznacza pochłonięcie odległą, wyidealizowaną osobą, czasem z pragnieniem zlania się z nią, i leży wysoko na skali zapominania o sobie. Słowa oznaczające podziw dla czyjegoś czynu, jak shōsan (称賛, pochwała), utworzyły osobną grupę. To mapa słów, a nie przeżyć, i do tego mapa narysowana przez studentów, ale trudno nie zauważyć, jak dobrze pasuje do dziewczyny biegnącej do chorągiewki.

Widać tu też, czym akogare różni się od zakochania. Zakochany chce wzajemności i cierpi, gdy jej brakuje. Tęsknota tego rodzaju dobrze znosi brak odpowiedzi, a nawet go potrzebuje: list do aktorki z Takarazuki pisało się po to, żeby go wysłać, ale nikt nie liczył na to, że przyjdzie odpowiedź. Kiedy starsza koleżanka zaczyna odpisywać, zapraszać na herbatę i opowiadać o kłótniach z matką, akogare się kończy. Może zamienić się na przykład w przyjaźń, ale jest to już wtedy coś zupełnie innego.


Lockwood i Kunda nazwały to osiągalnością. Wzór inspiruje, dopóki jego sukces wydaje się do zdobycia; kiedy przestaje, ten sam wzór zaczyna uwierać. Próby były małe, w głównym badaniu 65 osób, wyłącznie kanadyjscy studenci, i nie znam bezpośredniej powtórki tego eksperymentu. Mechanizm wraca za to w wielu późniejszych pracach nad wzorami do naśladowania.
Po japońskiej stronie wyniki układają się podobnie, choć są skromniejsze. Kosaka Yasumasa pytał w 2009 roku 545 gimnazjalistów, licealistów i studentów, co czują i co robią, gdy dochodzą do wniosku, że ktoś wygląda lepiej od nich. Wśród uczuć wyodrębnił osobną grupę akogare i właśnie ona łączyła się z bezpośrednim wysiłkiem, żeby coś w sobie poprawić. Wrogość łączyła się z agresją. Hashimoto Iwao z zespołem ustalił na 368 studentach z Ehime, że 62,8% ma teraz swoją „osobę akogare”. 7 na 10 wskazanych osób to ktoś bliski: rodzic, nauczyciel, starszy kolega; gwiazdy były w mniejszości. Kto nigdy nikogo takiego nie miał, słabiej dążył do swojego ja idealnego, choć korelacje były niejednoznaczne, a praca ukazała się tylko jako abstrakt konferencyjny.


Autorzy sięgnęli po Kierkegaarda, który w „Chorobie na śmierć” nazwał podziw szczęśliwym oddaniem siebie, a zawiść nieszczęśliwym obstawaniem przy sobie. Kiedy dogonić się nie da, łatwiej się oddać. Tu kryje się pierwsze ostrzeżenie dla każdego, kto tęskni: akogare bywa elegancką formą rezygnacji. Uczciwość wymaga dodać, że grupy van de Vena liczyły od kilkunastu do stu osób, a on sam w 2017 roku, na próbie 345 osób, stwierdził, że podziw także motywuje do pracy nad sobą. Granica między zawiścią łagodną a podziwem jest więc mniej ostra, niż się wydaje, ale kierunek się zgadza. Zawiść złośliwa chce, żeby obserwowana osoba się potknęła. Akogare chce, żeby pozostała wysoko, bo samo z tej wysokości żyje, i dopiero kiedy wzór wydaje się osiągalny, dostaje ostrogi i zamienia się w pracę. Kiedy nie, robi się z niego kapliczka.
Skoro tęsknota pcha ludzi do wysiłku, łatwo ją sprzedać. Keiron Bailey, sam biały nauczyciel w japońskich szkołach konwersacji angielskiej, analizował ich reklamy i codzienność. Reklamy, jak pokazał, sprzedawały mniej naukę języka, a bardziej obietnicę innego życia i innego siebie. Szkoły podsycały akogare uczennic i jednocześnie łagodziły nacisk otoczenia, znany jako seken (世間, oczy ludzi, więcej o tym tu: Haji 恥. Wstyd. Co leży na samym dnie japońskiej duszy?).



Piszę to jako ktoś, kto zaczynał po tej samej stronie co Jasieński, i wiem, że po tej stronie stoi wielu czytelników tego bloga. Japonia z drzeworytów Hiroshigego już nie istnieje, a Japonia z reportaży o przepracowaniu i karoshi to tylko wycinek prawdy. Uczciwa japonofilia polega na tym, żeby wytrzymać zwykłość tego kraju, jego szare przedmieścia z ich betonozą bez zieleni i wymagające absurdalnego oddania przepisy na wszystko, i nie przestać się od niego uczyć.
W maju 1913 roku 26-letni Hagiwara Sakutarō ogłosił w piśmie Kitahary Hakushū krótki wiersz.

ふらんすはあまりに遠し
せめては新しき背廣をきて
きままなる旅にいでてみん。
汽車が山道をゆくとき
みづいろの窓によりかかりて
われひとりうれしきことをおもはむ
五月の朝のしののめ
うら若草のもえいづる心まかせに。
„Chciałbym pojechać do Francji,
lecz Francja jest zbyt daleko.
Włożę więc chociaż nowy garnitur
i ruszę w podróż, dokąd zechcę.
Gdy pociąg wjedzie w górską drogę,
oprę się o błękitną szybę
i sam będę myślał o rzeczach radosnych -
majowy świt o brzasku,
serce jak młoda trawa, co właśnie się budzi”.
- Hagiwara Sakutarō, „Ryojō” („W drodze”),
pierwodruk w „Zamboa” 1913,
tom „Junjō shōkyokushū” 1925
Hagiwara do Francji nie pojechał. Włożył nowy garnitur i wsiadł do pociągu w góry. Łatwo wziąć to za kapitulację, ale ja widzę tu ten sam gest, który heiańczycy wykonywali na połach szaty. Dusza wyrywa się do Francji, a człowiek łapie ją za róg i zawiązuje na sobie supeł: dobrze, nie Paryż, ale ten poranek, ta szyba, ta droga.
Nad potokiem w Kibune świetliki latają do dziś, w czerwcu, kiedy robi się ciepło i wilgotno. Wieczorami przy barierce stoją ludzie i patrzą, jak coś świecącego odrywa się od ciemnej wody i leci tam, gdzie ich samych nie ma.
Źródła
1. Kawabata Y., „Tancerka z Izu. Opowiadania”, przeł. M. Melanowicz, A. Zielińska-Elliott, Czytelnik, 2023.
2. Kierkegaard S., „Bojaźń i drżenie. Choroba na śmierć”, przeł. J. Iwaszkiewicz, PWN, 1969.
3. Kelsky K., „Women on the Verge: Japanese Women, Western Dreams”, 2001.
4. Lockwood P., Kunda Z., Superstars and Me: Predicting the Impact of Role Models on the Self, „Journal of Personality and Social Psychology” 73(1), 1997.
5. Piller I., Takahashi K., A Passion for English: Desire and the Language Market, w: A. Pavlenko (red.), „Bilingual Minds”, 2006.
6. Scheibe S., Freund A. M., Baltes P. B., Toward a Developmental Psychology of Sehnsucht (Life Longings): The Optimal (Utopian) Life, „Developmental Psychology” 43(3), 2007.
7. 『日本国語大辞典』第二版, 小学館, 2000–2002, hasła „あくがる”, „あこがる”, „憧憬”.
8. 武藤世良「尊敬関連感情概念の構造――日本人大学生の場合――」『心理学研究』85(2), 2014.
>> PODOBNE ARTYKUŁY:
Meiwaku - nie sprawiaj innym kłopotu. Jak z japońskiej uprzejmości zrobiono dowód na kolektywizm.
Jak zrozumieć japońskie „odpuścić"? Rozważania o „akirame" na ciemnym piasku Yuigahamy.
Rozważania z krańca świata — dzień na prowincjonalnej stacji kolejowej eki na Hokkaido
Każdy podmuch ma twarz – wiatr w japońskiej poezji nosi imię, intencje i uczucia
未開 ソビエライ
未開 ソビエライ
Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".
"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)
___________________
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!