


Najstarsza zachowana japońska księga, kronika spisana ponad trzynaście wieków temu, opisuje sam moment stworzenia świata właśnie takim słowem: こをろこをろ (koworo-koworo – dźwięk powolnego mieszania pramaterii w kotle chaosu). A najsłynniejsza żółta mysz naszych czasów nosi imię złożone z dwóch „dźwięków”: pisku i błyszczenia - i nie umie powiedzieć nic poza nim. Między jednym a drugim rozciąga się coś, co mówi o japońskim sposobie myślenia więcej niż niejeden uczony traktat. Przejdziemy więc całą tę drogę: od bogów tworzących świat, przez mangowe wygibasy aż po subtelne sytuacje psychologiczne – również nazywane onomatopejami. Po drodze okaże się, że to, co braliśmy za niepoważną zabawę dla najmłodszych, bywa jednym z najcelniejszych narzędzi, jakie język daje człowiekowi. A na koniec dorzucam mikrosłowniczek ciekawych japońskich onomatopei. Zapraszam!

Pierwsza rodzina to dźwięki, które naprawdę słychać. Głosy żywych stworzeń to giseigo (擬声語). Mieszka tu cały zwierzyniec, tyle że mówi po japońsku: pies nie szczeka „hau hau”, lecz wanwan (ワンワン), kot robi nyā (ニャー), a kogut pieje kokekokkō – zupełnie inaczej niż polskie „kukuryku”, choć ptak ten sam. Dźwięki rzeczy i natury to giongo (擬音語): ulewa pada zāzā (ザーザー), coś twardego stuka gatagata. To wszystko mamy i my. Bęc, chlup, trzask – nasza onomatopeja kończy się mniej więcej w tym miejscu.


Ile ich w sumie? Szacunki rozjeżdżają się mocno, od jakiegoś tysiąca po kilka tysięcy, zależnie od tego, co liczyć. Popularny słownik onomatopej notuje około czterech i pół tysiąca haseł. Dla porównania, zestawienia angielskie obejmują ledwie kilkaset.
Skoro tych słów są tysiące, musi panować w nich jakiś porządek, inaczej nikt by ich nie spamiętał. I panuje – zaskakująco regularny.

Drugi jest ciekawszy i w nim siedzi prawdziwa magia. Weźmy korokoro (ころころ). Toczy się coś małego i lekkiego: groszek, koralik, piłeczka. A teraz jeden ruch – dorzućmy do pierwszej sylaby dwie kreseczki, znak dźwięczności zwany dakuten, i z korokoro zrobi się gorogoro (ゴロゴロ). Nagle obraz się zmienia - toczy się głaz, przetacza grzmot, basem mruczy wielki kot. Ta sama sylaba, jedna drobna zmiana w zapisie, a świat spuchł i zrobił się ciężki.

Reguł jest więcej. Połączenie głoski k lub g z r niesie ideę obracania i toczenia – stąd korokoro, stąd też mityczne mieszanie pramaterii. Małe, ucięte tsu, zapisywane podwojeniem spółgłoski, dodaje wrażenia nagłego uderzenia, a końcowe n zostawia po dźwięku rezonans i pogłos. To nie poezja, to działający mechanizm.

Europejskie językoznawstwo zbudowano na założeniu odwrotnym. Ferdinand de Saussure, jego ojciec założyciel, ogłosił sto lat temu, że znak językowy jest arbitralny: między brzmieniem słowa a jego znaczeniem nie ma żadnego naturalnego związku. „Pies”, „dog”, inu (犬) – trzy zupełnie różne dźwięki na to samo kudłate zwierzę i żaden nie jest bardziej psi od pozostałych. W większości języka ta zasada się broni. Japoński (i nie tylko) zachował jednak wielką, żywą wyspę, gdzie ona nie obowiązuje. Wyspę, gdzie słowo naprawdę brzmi jak rzecz, którą nazywa.

Niech to wybrzmi. Pierwsza czynność w japońskim micie stworzenia ma swój dźwięk. I to dźwięk z dokładnie tej samej rodziny co dzisiejsze korokoro: kręcenie, mieszanie, obracanie. Bogowie nie stworzyli świata w ciszy ani jednym słowem rozkazu. Stworzyli go, mieszając, a kronikarz uznał, że tego mieszania trzeba dać czytelnikowi posłuchać.
Jeden ten fakt rozbraja przekonanie, że onomatopeja jest błyskotką współczesnej popkultury, czymś, co przyszło wraz z anime i reklamą. Ona leży w fundamencie, w pierwszym zdaniu pierwszej księgi.
Wróćmy do tej rysowanej ciszy ze wstępu, bo zasługuje na wyjaśnienie. Dlaczego akurat manga aż kipi od onomatopej? Z powodu nad wyraz prozaicznego: nie może zagrać ani jednego dźwięku. Film ma ścieżkę dźwiękową, anime ma aktorów głosowych, a manga ma papier i tusz. Skoro dźwięku nie sposób usłyszeć, trzeba go narysować, i japońscy rysownicy zamienili tę konieczność w osobną sztukę. Onomatopeja w mandze nie stoi obok obrazka jak podpis. Wpleciona w kreskę, rozedrgana albo wykrzywiona, sama staje się obrazem.

Drugi popis to słynne gogogogo (ゴゴゴゴ) z serii „JoJo. Niesamowite przygody JoJo” Hirohiko Arakiego, rysowanej nieprzerwanie od 1987 roku. Te znaki wzbijają się w powietrze zawsze, gdy nadciąga groźny przeciwnik albo gęstnieje napięcie. I tu uwaga: żadna postać w komiksie żadnego „gogogogo” nie słyszy. To nie hałas. To groźba wisząca w powietrzu, ciężar chwili, lęk, zapisany tak, jakby miał dźwięk, choć go nie ma. Czysty gitaigo, dźwięk rzeczy niemej. Zachód pokochał ten chwyt tak bardzo, że „menacing”, jak go tłumaczą fani, stał się internetowym memem oderwanym od samej mangi.



Onomatopeja sprzedaje też przekąski. Patyczki Pocky firmy Glico, znane od 1966 roku, wzięły nazwę od pokkiri (ポッキリ), dźwięku patyczka pękającego na pół. Zjadasz więc onomatopeję pęknięcia. Te wszechobecne automaty z plastikowymi kapsułami, gachapon, też są dźwiękiem: gacha (ガチャ) to zgrzyt kręconej korbki, pon (ポン) to plaśnięcie wypadającej kapsuły. A że los zamknięty w kapsule bywa cenny, z tej zabawy wyrósł cały model dzisiejszych gier, „gacha games”, wart miliardy: płacisz, kręcisz, dostajesz losową nagrodę. Branża nazwana od dwóch dźwięków blaszanego pudła.

Dość zabawy, bo onomatopeja potrafi też ratować. Przychodzisz do lekarza w Tokio z bólem brzucha. Lekarz nie pyta wyłącznie, gdzie boli. Pyta, jak boli: kirikiri czy shikushiku? I nie jest to uprzejma pogawędka, bo od twojej odpowiedzi zależy, którym tropem ruszy.


W tym sporze widać sedno całej rzeczy. Onomatopeja sięga tam, gdzie zwykły język się poddaje: do doznań cielesnych, subiektywnych, takich, które czujemy aż nazbyt wyraźnie, a nazwać ich nie potrafimy. Daje słowo na to, co dotąd było tylko grymasem i bezradnym machaniem rękami. Ale dokładnie to, co czyni ją tak celną od środka, dla kogoś z zewnątrz zmienia ją w mur trudny do przeskoczenia (choć, ku pocieszeniu tych, którzy próbują poznać ten język - wcale nie niemożliwy!).

Liczba robi wrażenie. W badaniu opublikowanym w 2020 roku w „Journal of Texture Studies” Mitsuhiko Hanada policzył japońskie określenia konsystencji potraw i z 446 słów aż 312 okazało się onomatopejami. Większość tego, co Japończyk mówi o jedzeniu, to dźwięki. Sakusaku (サクサク) to kruche, lekkie chrupnięcie świeżej tempury albo francuskiego ciasta. Fuwafuwa (ふわふわ) to puszystość biszkoptu i obłoku. Mochimochi (もちもち), od kleistego ciastka mochi (餅), to ta miękka, gumowata ciągliwość, którą u nas trudno nawet nazwać („krówka ciągutka”?). Shikoshiko (シコシコ) to sprężysty opór dobrego makaronu udon. Torori (とろり) to konsystencja rozpływająca się, jak ciekłe żółtko albo roztopiony ser.
Tam, gdzie zazwyczaj powiemy „chrupiące” i uznamy temat za zamknięty, Japończyk dopiero zaczyna rozmowę. Odróżni sakusaku od poripori i od zakuzaku: trzy różne chrupnięcia, lekkie, ciche i grube, każde o innym charakterze. Tekstura jest dla niego osobnym zmysłem, a ten zmysł ma własny, dźwiękowy język.


A jeśli tak, wszystko ustawia się inaczej. Onomatopeja nie jest warstwą dziecinną, porzucaną jak buty, z których wyrośliśmy. Jest fundamentem, od którego język się zaczyna.
Zbierzmy tę drogę w garść. „Kojiki” otwiera stworzenie świata dźwiękiem mieszanej pramaterii. Japońskie dziecko zaczyna mówić od wanwan. Rysownik mangi maluje ciszę. Pacjent nazywa ból, którego inaczej nie umiałby opisać. Branża gier warta miliardy bierze imię od zgrzytu blaszanej korbki.

A żółta mysz, która podbiła planetę i nie potrafi powiedzieć nic poza własnym imieniem? To nie tylko maskotka koncernu zabawkowego. To ostatnie, najgłośniejsze ogniwo łańcucha ciągnącego się od dnia, gdy dwoje bogów zamieszało włócznią chaos i usłyszało: koworo-koworo.

Szmer tłumu, który zaczyna szeptać, ale też niepokój podnoszący włoski na karku, gdy jeszcze nic się nie wydarzyło. Bywa dźwiękiem nie z zewnątrz, lecz z wnętrza, jak ścisk w piersi przed czymś złym. Na dobre rozsławił go rysownik Nobuyuki Fukumoto w hazardowej serii „Kaiji”, gdzie ざわ… ざわ… wisi w powietrzu w najbardziej napiętych chwilach, choć nikt go nie wydaje.
mukamuka (ムカムカ)Mdłości podchodzące do gardła, czyli obrzydzenie czysto fizyczne. Tym samym słowem opisuje się gniew, który zbiera się w środku i zaraz wybuchnie. Jedno brzmienie na dwa rodzaje wzbierania, bo człowiek czuje je w ciele podobnie.
Zimny dreszcz strachu, gdy zaledwie o włos uniknęliśmy nieszczęścia. To uczucie serca podchodzącego do gardła na widok dziecka biegnącego ku jezdni, ale samochód się zatrzymał w ostatniej chwili. Słowo niesie chłód nieprzypadkowo, bo hiya to także to, co zimne w dotyku.
Cichy chichot tłumiony dłonią, śmiech, którego nie wypada pokazać na głos. Tak śmieją się dzieci za plecami nauczyciela albo dziewczyny z sekretu, którego nam nie zdradzą. Nie ma w nim gardłowego rechotu, jest za to porozumiewawcza tajemnica.
niyaniya (ニヤニヤ)Uśmieszek bez słowa, powoli rozlewający się po twarzy. Czasem zadowolony, częściej szyderczy albo dwuznaczny, ten, który aż prosi się, żeby komuś go zetrzeć. Postać w mandze robi niyaniya wtedy, gdy wie coś, czego ty jeszcze nie wiesz.
Ciche, przeciągłe pochlipywanie, mazanie się bez końca. Nie głośny szloch, tylko skomlenie pod nosem i użalanie się nad sobą. Mówi się tak z nutą zniecierpliwienia komuś, kto dawno powinien się już pozbierać.
Burczenie w pustym brzuchu: „onaka ga pekopeko” znaczy tyle co „umieram z głodu”. To samo słowo opisuje przesadne, służalcze kłanianie się w pas. Pusty żołądek i zginanie grzbietu przed szefem dostały jedno brzmienie. Myślę, że można stąd wyciągnąć pewne wnioski.
kyorokyoro (きょろきょろ)Nerwowe rozglądanie się na wszystkie strony, gdy ktoś zgubił drogę albo kogoś wypatruje. Oczy biegają, głowa się obraca, cała postać zdradza zagubienie. Turysta na ogromnym dworcu w Tokio robi kyorokyoro jak nikt inny.
Wpatrywanie się w kogoś natarczywie, bez skrępowania, aż tamtemu robi się nieswojo. „Jirojiro miru” to gapić się tak, że druga osoba fizycznie czuje na sobie wzrok. Po japońsku to wyraźnie nieuprzejme, więc samo słowo niesie cień nagany.
utouto (うとうと)Przysypianie wbrew sobie, kiwanie głową nad książką albo w pociągu. Jeszcze nie sen, już nie czuwanie, ta miękka strefa, z której wyrywa nagłe szarpnięcie głowy. Każdy, kto walczył z drzemką na nudnym meetingu, zna utouto dobrze.
Sen głęboki i mocny, taki, z którego wstaje się naprawdę wypoczętym. „Gussuri nemuru” znaczy spać kamiennym snem, bez przewracania się z boku na bok. Dokładne przeciwieństwo utouto: tutaj już nic cię nie obudzi.
tobotobo (とぼとぼ)Człapanie powolne i przygnębione, ze spuszczoną głową. Tak wraca się do domu po przegranej, gdy z ramion zwisa cały ciężar dnia. Słowo samo brzmi ociężale, jakby noga z trudem odrywała się od ziemi.
Wicie się i wyginanie w esy-floresy: tak płynie kręta rzeka, pełznie wąż, kołysze się roztańczone ciało. Nie ma w tym ruchu ani jednej prostej linii, sama miękka krzywizna.
Kręcenie się w kółko bez końca: owijanie bandażem, wir wody, rozpędzona karuzela. Tym samym słowem opisuje się zawroty głowy, gdy świat wiruje przed oczami. Gdy myśli „chodzą guruguru”, krążą wokół jednej sprawy i nie potrafią się zatrzymać.
mofumofu (もふもふ)Gęste, miękkie futro, w którym chce się zanurzyć twarz. Słowo na puszystego kota, psi kark, lisi ogon, na wszystko, co aż prosi się o przytulenie. W japońskim internecie to niemal okrzyk zachwytu na widok czegoś futrzastego.
Oślizgłość, której nie sposób złapać: węgorz, glony na kamieniu, dłoń w mydle. Słowo wywołuje lekki dreszcz, bo coś nurunuru wymyka się z palców.
Lekkość sucha i gładka zarazem: świeżo umyte i wysuszone włosy, piasek przesypujący się przez palce, bystry górski strumień. Nic się nie klei i nic nie cmoka, wszystko płynie i prześlizguje się. Japońskie reklamy szamponów żyją tym słowem.
Szorstkość pod palcami: papier ścierny, spierzchnięta skóra, język kota. Dokładne przeciwieństwo gładkości, faktura, która stawia opór.
betabeta (べたべた)Lepkość, która zostaje na rękach: miód, rozlana cola, upał oblepiający skórę. Tym samym słowem nazywa się parę nadmiernie do siebie przyklejoną na widoku publicznym (co samo w sobie jest zachowaniem w Japonii bardzo nagannym). I klej, i przesłodzona czułość są tu odrobinę nie do zniesienia.
Twarde jak kamień: zamarznięta ziemia, wczorajsza bułka, mochi, które przeleżało noc. Słowo niesie też napięcie, bo kachikachi bywa ktoś sztywny ze stresu tuż przed wystąpieniem. Twardość rzeczy i spięcie człowieka dzielą jedno brzmienie.
Włosy zmierzwione, splątane, sterczące we wszystkie strony. Tak wygląda głowa zaraz po przebudzeniu i broda, której od dawna nie tknęła brzytwa. W mandze mojamoja to graficzny skrót na roztrzepanego dziwaka albo szalonego naukowca.
hirahira (ひらひら)Lekkie trzepotanie i opadanie: płatki wiśni, motyl, skraj sukni na wietrze. Ruch powolny i kapryśny, schodzący ku ziemi zygzakiem. To jedno z ulubionych słów japońskiej poezji przyrody, bo opadające hirahira płatki sakury są niemal jej godłem.
Połysk powierzchni, czasem ładny, czasem wcale: wypastowane buty, ale i przetłuszczone czoło w upalny dzień. Inaczej niż czysty blask, tekateka bywa tłustawe, odbijające światło zbyt nachalnie. Stara skórzana kurtka wytarta do połysku jest tekateka jak należy.
shitoshito (しとしと)Cicha, drobna mżawka, która pada godzinami bez ustanku. Przeciwieństwo bębniącej ulewy: tutaj deszcz raczej szepcze, niż uderza. To pogoda japońskiej pory deszczowej i melancholijnych scen, w których ktoś stoi w oknie i wpatruje się w szarość.
Trzask i pstryk naraz: iskry strzelającego ognia, brawa rozgrzanej widowni, mruganie powiekami. Krótkie, rytmiczne. Gdy „pachipachi” robi publiczność, to oklaski, a gdy ognisko, to strzelające iskry.
Głuchy, ciężki huk: uderzenie pięścią w stół, wystrzał, łomot upadku. W mandze ten ogromny znak ドーン pojawia się wtedy, gdy kadr ma uderzyć czytelnika z całej siły, nawet jeśli scena jest zupełnie cicha.
bishobisho (びしょびしょ)Przemoczony do suchej nitki, ociekający wodą. Tak wraca się do domu, gdy ulewa złapie bez parasola, i tak wygląda ręcznik wyjęty z wiadra. Słowo jest cięższe i bardziej beznadziejne niż zwykłe „mokry”.
Płynna, swobodna mowa w obcym języku: „eigo ga perapera” znaczy, że ktoś sypie angielszczyzną jak z rękawa. To samo słowo opisuje papier albo materiał cienki i tani, który się łatwo zgina. Komplement i lekceważenie mieszkają tu, zależnie od tego, o czym mowa.
Idealne dopasowanie: ubranie w sam raz, pokrywka trafiająca na garnek, dwoje ludzi dobranych jak ulał. Coś wskakuje na swoje miejsce bez luzu i bez szpary. Mówi się tak również o celnej odpowiedzi na pytanie.
Stukot twardych obcasów o posadzkę, równy i samotny w pustym korytarzu. Częściej jednak słyszy się to słowo w innym sensie: robić coś kotsukotsu znaczy mozolnie i wytrwale, mały krok po małym kroku. Cierpliwy człowiek, który dzień po dniu odkłada po trochu, pracuje właśnie kotsukotsu.
Źródła:
1. 小野正弘 編『擬音語・擬態語4500 日本語オノマトペ辞典』(Ono Masahiro red., Giongo gitaigo 4500: Nihongo onomatope jiten, „Onomatopeje dźwięko- i obrazonaśladowcze 4500. Słownik japońskiej onomatopei"), 2007.
2. Hamano, Shoko, The Sound-Symbolic System of Japanese, Kurosio Publishers / CSLI Publications, 1998.
3. Hanada, Mitsuhiko, „Food-texture dimensions expressed by Japanese onomatopoeic words", Journal of Texture Studies.
4. Akita, Kimi, „Ideophones are more reliable than metaphors in Japanese pain descriptions", Language and Cognition 17, 2025.
5. Ramachandran, Vilayanur S., Hubbard, Edward M., „Synaesthesia – A Window Into Perception, Thought and Language", Journal of Consciousness Studies 8(12), 2001.
未開 ソビエライ
未開 ソビエライ
Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".
"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)
___________________
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!