Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.
2026/10/21

Wobec Oceanu jesteśmy rodakami. Stanisław Lem w Japonii

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

 

Przez prawie 40 lat Japończycy czytali okrojoną „Solaris” przełożoną z rosyjskiego, a kiedy wreszcie dostali całą, 3 razy z rzędu uznali ją za najlepszą zagraniczną powieść science fiction wszech czasów.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Samochód wjeżdża w tunel i przez długą chwilę nie dzieje się nic poza ruchem. Za szybą przesuwa się beton, nad głową piętrzą się estakady, a światła aut rozlewają się w czerwone i białe strugi. Elektroniczny szum Eduarda Artiemjewa gęstnieje, aż robi się nie do zniesienia. Tak w „Solaris” Andrieja Tarkowskiego wygląda miasto przyszłości. Nakręcono je jesienią 1971 roku w Tokio, na autostradzie Shuto nad Akasaką, choć reżyser marzył o Expo ’70 w Osace i czekał na zgodę tak długo, aż wystawę zamknięto. Akira Kurosawa rozpoznał potem w filmie drogę, którą dojeżdżał codziennie do biura. W Moskwie zapisano w planie poprawek, że z epizodu znikną japońskie znaki, bo mogłyby „wypaczyć jego sens”. Tokio mogło zagrać XXI wiek pod warunkiem, że przestanie być Japonią.

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

Sama powieść Stanisława Lema docierała wtedy do Japonii w podobnym stanie. Od 1964 roku czytano ją w przekładzie z rosyjskiego, okrojonym przez radzieckiego cenzora o około 7% tekstu, głównie o opisy oceanu, i nikt czytelników o tym nie uprzedził. Mimo to po japońsku ukazało się blisko 40 książek Lema, więcej niż jakiegokolwiek innego polskiego pisarza. Kiedy w 2004 roku Mitsuyoshi Numano przełożył „Solaris” w całości, prosto z polskiego, uczestnicy plebiscytów pisma „SF Magazine” 3 razy z rzędu, w 2006, 2014 i 2025 roku, uznali ją za najlepszą zagraniczną powieść fantastycznonaukową wszech czasów. Dziś ma własną mangę, finalistkę Nagrody im. Osamu Tezuki, i operę graną w Paryżu i w Tokio.

 

W tej powieści ludzie od pokoleń badają ocean, który myśli, i nie umieją się z nim porozumieć. Ocean odpowiada im ich własnymi wspomnieniami i zsyła na stację gości uszytych z tego, co każdy z nich wyparł albo ukrył. „Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster” – mówi Snaut. Sam Lem uważał Japonię za kulturę „całkowicie nam obcą”. Polak poznaje go często w dzieciństwie, z „Bajek robotów”, i czyta razem z aluzjami do PRL, a Japończyk dostał go w rosyjskim przebraniu, z dziurami po cenzurze. A przecież japońscy czytelnicy opisywali spotkanie z oceanem tak, jak opisałby je ktoś z Krakowa: Numano jako „grozę metafizyczną”, filozof Masahiro Morioka jako zderzenie z „całkowicie Innym”. Odległość między Polską a Japonią, wydłużona przez Moskwę, okazała się drobiazgiem wobec odległości między człowiekiem a nieludzkim rozumem. Wobec Oceanu Polak i Japończyk są rodakami. Dziś przyjrzymy się losom twórczości Stanisława Lema w Japonii.Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

 

Stanisław przez Moskwę

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Pierwsza japońska książka Lema ukazała się w 1961 roku nakładem wydawnictwa Hayakawa Shobō, które od kilku lat oswajało Japończyków z fantastyką naukową. Nosiła tytuł „Kinsei ōtō nashi” (金星応答なし), „Wenus nie odpowiada”, i była przekładem „Astronautów”, socrealistycznej powieści o wyprawie na Wenus. Germanista Masatora Sakurai przełożył ją ze skróconego wydania niemieckiego.

 

Lem był wtedy pisarzem bloku wschodniego, i to bardzo poczytnym: „Astronautów” i „Obłok Magellana” wydano w Związku Radzieckim w ponad milionie egzemplarzy. Do Japonii przyszedł więc drogą radzieckiej fantastyki, czyli przez rusycystów. Ippei Fukuro, krytyk filmowy, który sprowadzał do Japonii radzieckie filmy i przełożył w życiu ponad 100 książek, dał japońskim czytelnikom w 1967 roku „Dzienniki gwiazdowe” według rosyjskiego wydania z 1961 roku. Norikazu Iida, przez lata uczący rosyjskiego na Tokijskim Uniwersytecie Studiów Zagranicznych, przełożył z rosyjskiego „Niezwyciężonego”, zatytułowanego po japońsku „Sabaku no wakusei” (砂漠の惑星), „Pustynna planeta”, a przede wszystkim „Solaris”. Dan Fukami przepracował 18 lat w firmie Nauka, księgarni i wydawnictwie wyspecjalizowanym w książkach rosyjskich i radzieckich, zanim od końca lat 70. przełożył około 10 tytułów Lema.

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

„Solaris” Iidy, pod tytułem „Sorarisu no hi no moto ni” (ソラリスの陽のもとに), „Pod słońcem Solaris”, drukowało „SF Magazine” w 5 odcinkach na przełomie 1964 i 1965 roku, a w 1965 roku wyszła jako książka. Podstawą był skrócony przekład Dmitrija Bruskina, ogłoszony w 1962 roku w leningradzkim miesięczniku „Zwiezda”. Ayano Shibata, tłumaczka Lema i historyczka jego japońskich przekładów, zwraca uwagę na daty: film Tarkowskiego powstał 7 lat później, więc to nie kino sprowadziło „Solaris” do Japonii. Zrobiło to pismo dla miłośników gatunku, w którym przez następne dekady miała się rozstrzygać jej japońska reputacja.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Rusycyści zostawili po sobie także rzeczy piękne. Fukuro musiał jakoś nazwać Ijona Tichego, poczciwego podróżnika z „Dzienników gwiazdowych”, i nazwał go Taihei Yon (泰平ヨン). Taihei to spokój i pokój, słowo, którym opisywano długie stulecia ładu za shōgunów Tokugawa. Nazwisko Tichy brzmi przecież jak polskie „cichy”, a w przekładzie rosyjskim zamieniło się w Tichij, co też znaczy „cichy”. Żart przeszedł przez Moskwę nietknięty i Fukuro przeniósł go do japońskiego tak, jakby czytał oryginał. Tak przynajmniej to odczytuję, bo sam tłumacz wyjaśnień nie zostawił. Imię przetrwało wszystkie późniejsze przekłady.

 

Samego autora długo zapisywano po „rosyjsku”, スタニスラフ (Sutanisurafu), zamiast po „polsku”, スタニスワフ (Sutanisuwafu). Poprawił to dopiero polonista Shōzō Yoshigami, który w 1968 roku dał Japończykom pierwszy przekład Lema prosto z polskiego, „Powrót z gwiazd”. Nie było w tej drodze przez Moskwę nic specjalnie japońskiego. Anglosasi dostali „Solaris” w 1970 roku w przekładzie z francuskiego i Lem latami narzekał na tę wersję. Bezpośredni przekład z polskiego ukazał się po angielsku dopiero w 2011 roku jako audiobook, a drukiem w 2024 roku. Pisarz zza żelaznej kurtyny docierał do świata przez stacje przekaźnikowe, a stacja prowadząca do Japonii stała po prostu w Moskwie, nie w Paryżu.Kalendarz na rok 2027 - japoskie sekki i ko (72 mikrosezony japoskie)

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

 

Miasto bez kanji

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Tarkowski chciał najpierw Osaki. W scenopisie „Solaris” epizod przejazdu przez miasto przyszłości nosił nagłówek „Miasto. EXPO-70 – Japonia”, a wystawa światowa w Osace, otwarta wiosną 1970 roku, wydawała się gotową dekoracją. Zgoda na wyjazd przez cały rok grzęzła w radzieckiej biurokracji, a w dzienniku reżysera, wydanym później jako „Martyrolog”, nadzieja i zwątpienie zmieniają się z wpisu na wpis. Latem: sprawą wyjazdu zajmuje się podobno KC. Potem: „Japonia wisi na włosku”. We wrześniu: „Z Japonią chyba się klei” i „na drogę dają nam 2000 dolarów na pięciu”. Tarkowski czytał wtedy w „Nowym Mirze” szkice Wsiewołoda Owczinnikowa o Japonii, „Gałąź sakury”, i cieszył się, że zdążył przed wyjazdem do Osaki. Wystawę zamknięto 13 września 1970 roku i wyjazd runął. W Komitecie „postanowili”, pisze z cudzysłowem ociekającym jadem, w związku z zamknięciem Expo nigdzie ich nie wysyłać. „Przecież nie na Nowym Arbacie!” – dopisuje, na myśl, że XXI wiek miałaby udawać modernistyczna aleja w centrum Moskwy.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Do Tokio polecieli rok później w 4 osoby, wśród nich reżyser i Jusow. Plan przewidywał zdjęcia od 22 września do 8 października 1971 roku, wrócili 10 października. „Zmęczony jestem do ostatnich granic” – zapisał Tarkowski. „Coś niecoś nakręciliśmy do przejazdów Bertona przez Miasto.” I zaraz potem:

 

„Japonia to oczywiście kraj zdumiewający, nie ma w niej nic wspólnego ani z Europą, ani z Ameryką. Wielki kraj, nikt nie bierze napiwków. Nie ma bezrobotnych. Ani jednego fabrycznego komina, ani jednego domu podobnego do drugiego.”

 

- Andriej Tarkowski, wpis z połowy października 1971 roku,

zaraz po notatce o powrocie z Japonii 10 października.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Odnotował też, że Tokio razem z Yokohamą liczy 22 miliony mieszkańców. Chwalił architekturę, uprzejmość ludzi i to, że nie ma tam „takiego bezsensownego tłoku jak w Moskwie”. Japończycy obiecali mu zaproszenie na premierę „Andrieja Rublowa”. Czytam ten wpis z rozczuleniem, bo to Japonia oglądana oczami moskiewskiego inteligenta: kraj, który jest przede wszystkim tym, czym nie jest Moskwa.

 

W Moskwie tokijski materiał budził niepokój. Na posiedzeniu rady artystycznej 30 grudnia 1971 roku dyrektor Mosfilmu Nikołaj Sizow skarżył się, że przejazd przez miasto „irytuje”. Tarkowski odpowiadał, że miasto jest potrzebne, „żebyśmy w tym zgiełku pamiętali o najważniejszym”. W styczniu 1972 roku w planie poprawek zapisano, że sens epizodu doprecyzuje się, usuwając z niego japońskie napisy, a w sprawozdaniu, że usunięto wszystkie japońskie znaki, „które mogłyby wypaczyć sens tego epizodu”. Łatwo byłoby nazwać tę scenę wczesnym techno-orientalizmem, zachodnim snem o Azji jako laboratorium przyszłości. Dokumenty pokazują ruch odwrotny: radzieccy redaktorzy wyczyścili Tokio z Japonii, żeby nikt nie poznał, gdzie kręcono przyszłość.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Kurosawa w maju 1977 roku, tuż po japońskiej premierze, opisał w „Asahi Shimbun” ujęcie z Akasaka-mitsuke, przyprawiające, jak pisał, o dreszcz: Tarkowski zręcznie użył luster, zwielokrotnił światła samochodów i zrobił z nich obraz miasta przyszłości. Ponad 20 lat później dodał we wspomnieniach, że rozpoznał w filmie trasę, którą sam jeździł do biura. Kurosawa zostawił zresztą 2 niezgodne wersje swojego pierwszego spotkania z Tarkowskim, więc tej anegdoty nie traktowałbym jak protokołu. Pewne jest, że Japończycy patrzyli na tę sekwencję inaczej niż reszta świata. Miasto jutra było dla nich drogą do pracy.

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

Japońska premiera odbyła się 29 kwietnia 1977 roku w Iwanami Hall w Jinbōchō, dzielnicy księgarń i antykwariatów (o której pisałem tu: Zapach starego papieru i wanilii. Popołudnie w Jinbōchō, dzielnicy antykwariatów w Tokio). Pokazywano pełną, 165-minutową wersję, a Kurosawa twierdził po latach, że japoński dystrybutor chciał przyciąć długie ujęcia przyrody i że to on wybronił film w całości. Nazajutrz, jeśli wierzyć dacie w stopce, Hayakawa wypuściła kieszonkowe wydanie „Solaris” w starym przekładzie Iidy. Do 2011 roku doczekało się ono co najmniej 33 dodruków (tak przynajmniej wynika z katalogu CiNii Books). Film zajął 5. miejsce na liście najlepszych filmów zagranicznych roku w piśmie „Kinema Junpō”, a w 1978 roku dostał Nagrodę Seiun, japoński odpowiednik nagrody Hugo. Ironię dopisała telewizja. W 1979 roku na potrzeby emisji film skrócono do około 94 minut, wycinając większość scen ziemskich, a razem z nimi tokijską autostradę. Japońscy telewidzowie obejrzeli „Solaris” bez własnego miasta.Psychologia i filozofia w kanji - ksiązka o znakach japońsskich (ukiyo-japan.pl) - EBOOK

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

 

Siedem procent oceanu

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.W 1969 roku 15-letni Mitsuyoshi Numano sięgnął po 23. tom wydawanej przez Hayakawę serii dzieł światowej fantastyki naukowej. Czytał wtedy głównie Heinleina, Asimova i Bradbury’ego, a nazwiska Lem i tytułu „Solaris” nigdy wcześniej nie słyszał. Tom zawierał 2 powieści w przekładzie Iidy, „Solaris” i „Niezwyciężonego”. Po latach, już jako emerytowany profesor Uniwersytetu Tokijskiego, tak opisał pierwsze spotkanie z oceanem:

 

私は単に面白いというよりは、むしろ、恐怖のような感覚を覚えたのです。まだ十代半ばの少年であった当時の私には、それを何と呼ぶべきかまだわかりませんでしたが、いまならば、「形而上的恐怖」とでも呼んでみたいと思います。

(Watashi wa tan ni omoshiroi to iu yori wa, mushiro, kyōfu no yō na kankaku o oboeta no desu. Mada jūdai nakaba no shōnen de atta tōji no watashi ni wa, sore o nan to yobu beki ka mada wakarimasen deshita ga, ima naraba, „keijijōteki kyōfu” to demo yonde mitai to omoimasu.)

 

„Bardziej niż zaciekawienie poczułem coś na kształt strachu. Byłem nastolatkiem i nie umiałem jeszcze tego nazwać, ale dziś nazwałbym to «grozą metafizyczną».”

 

- Mitsuyoshi Numano,

„Lem czy Dostojewski? «Solaris» jako punkt wyjścia”,

„Slavia Iaponica” 26, 2023, Tokio

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Numano od razu dorzuca 2 porównania, polskie i japońskie. Witkacy nazwałby to „metafizycznym poczuciem dziwności istnienia”, a Yutaka Haniya, japoński powieściopisarz-metafizyk, „niewygodą prawa tożsamości”. Lem i Dostojewski, pisze Numano, zdecydowali o jego życiu: dla Dostojewskiego nauczył się rosyjskiego, dla Lema polskiego, bo chciał wiedzieć, jak ten dziwny świat wygląda w oryginale. Na Uniwersytecie Tokijskim, gdzie zaczął studia w 1973 roku, polskiego uczył akurat Shōzō Yoshigami, ten sam, który poprawił japońską pisownię imienia Lema. W latach 1981–1985 Numano studiował na Harvardzie u Stanisława Barańczaka.

 

Kiedy wreszcie przeczytał „Solaris” po polsku, zobaczył, czego mu brakowało. Japoński przekład, przyznaje, był staranny, dokładny i dobrze się go czytało, ale opierał się na pierwszej radzieckiej wersji, z której cenzura wycięła sporo, według jego szacunku około 7% całości, w tym ważne fragmenty z opisami oceanu i z historią solarystyki.

 

しかし、私が読んだ日本語版には、それがロシア語からの重訳であることも、また削除があることも、示されていませんでした。

(Shikashi, watashi ga yonda nihongo-ban ni wa, sore ga roshiago kara no jūyaku de aru koto mo, mata sakujo ga aru koto mo, shimesarete imasen deshita.)

 

„Ale w japońskim wydaniu, które czytałem, nie zaznaczono ani tego, że to przekład z rosyjskiego przekładu, ani tego, że coś z niego usunięto.”

 

- Mitsuyoshi Numano,

„Lem czy Dostojewski? «Solaris» jako punkt wyjścia”,

„Slavia Iaponica” 26, 2023, Tokio

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Ayano Shibata szacuje straty na niespełna jedną dziesiątą. Rosyjski krytyk Aleksandr Genis dopisuje, że czytelnicy w ZSRR stracili przy okazji herezję z ostatniego rozdziału, rozmowę Kelvina ze Snautem o Bogu ułomnym, zawsze pragnącym więcej, niż może. Japończykom, jak liczył Numano, zabrano przede wszystkim ocean i jego historię. Przez blisko 40 lat, podsumowuje, japoński czytelnik znał „Solaris” wyłącznie w wersji opartej na okrojonym przekładzie rosyjskim. Czytał więc powieść o niemożności poznania obcego, z której cenzor wyjął część tego, co w niej najbardziej obce.

 

Zanim Numano mógł to naprawić, Lem w Japonii prawie zamilkł. Na początku lat 80. nowe przekłady wychodziły jeden za drugim i Shibata wspomina ten czas jako sen japońskiego miłośnika fantastyki. Potem, między „Doskonałą próżnią” z 1989 roku a „Wielkością urojoną” z 1998 roku, przez 9 lat nie ukazała się po japońsku żadna nowa książka Lema. Upadek komunizmu sprowadził do Japonii falę zakazanej dotąd literatury z bloku wschodniego, ale Lem nie był ani zakazany, ani otwarcie wrogi systemowi i do tej szuflady się nie zmieścił. Tymczasem jego książki z serii Hayakawy kolejno znikały z księgarń, a wiele z nich do dziś nie wróciło.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Numano zaproponował wydawnictwu Kokusho Kankōkai nowy przekład z oryginału i w 2004 roku japońska „Solaris” wreszcie była cała. Przy okazji zmieniła tytuł na krótkie „Sorarisu” (ソラリス). Miała zdążyć na japońską premierę filmu Stevena Soderbergha w 2003 roku, ale nie zdążyła. Otworzyła za to kolekcję dzieł Lema, której pierwsza seria liczy 6 tomów wydawanych przez 13 lat, a druga, rozpoczęta w 2021 roku na stulecie urodzin pisarza, 7 kolejnych. Wszystkie przełożono z polskiego, a do każdego tomu drugiej serii komentarz napisał Numano. Kiedy w 2015 roku Hayakawa przeniosła jego „Solaris” do serii kieszonkowej, ogłosiła ją tytułem na 70-lecie wydawnictwa, a książka dostała w serii numer 2000.

 

Od tamtej pory przekłady z rosyjskiego wymieniano jeden po drugim. „Pustynna planeta” wróciła w 2021 roku jako „Inbinshiburu” (インヴィンシブル), czyli angielskie słowo „invincible” zapisane katakaną, w przekładzie Tokimasy Sekiguchiego. Według Shibaty opisy w tej powieści dopiero wtedy nabrały pełnej ostrości, a przy okazji wróciły do niej nazwy robotów, które w starym przekładzie gdzieś przepadły.Zbiory esejów o kulturze Japonii z Ukiyo-Japan.pl autorstwa Michała Sobieraja dostępne teraz również w wersji papierowej

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

 

Półka, której nie umiał przeczytać

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Latem 1996 roku Lem pokazał Wojciechowi Orlińskiemu w Krakowie półkę ze swoimi japońskimi przekładami. W rozmowie dla „Wiadomości Kulturalnych”, dostępnej dziś w angielskim przekładzie na oficjalnej stronie pisarza, mówił, że Japończycy nigdy nie zrozumieli jego humoru, a „Dzienniki gwiazdowe” nie miały tam takiego powodzenia jak książki pisane całkiem serio. Humor, tłumaczył, pomagał mu oswajać ponure tematy i przemycać myśli obok cenzury, a przecież do Japonii jego najsłynniejsza powieść dotarła właśnie w wersji cenzora. Japońskiego nie zna, więc nie wie, co tamtejsi czytelnicy znajdują w jego książkach, ale skoro piszą do niego listy, to coś przecież rozumieją. W innej rozmowie, z Łukaszem Maciejewskim, dziennikarz dziwił się liczbie japońskich wydań, a Lem odparł: „Japończycy co chwilę przysyłają mi recenzje moich książek, z których nie rozumiem ani słowa”.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Autor powieści o rozumie nie do przeniknięcia dostawał więc z Japonii stosy tekstów nie do odczytania i wnioskował o nadawcach z samego faktu, że nadają. Solaryści robili to samo przez całe pokolenia. Łatwo byłoby przyznać Lemowi rację co do humoru, tyle że liczby niczego tu nie rozstrzygają. W plebiscycie z 2025 roku na liście 50 najlepszych zagranicznych powieści z Lema została tylko „Solaris”, a książki o Ijonie Tichym mają w japońskich sklepach internetowych po kilka albo kilkanaście ocen. A przecież japońscy redaktorzy od początku wiedzieli, że Lem bywa zabawny: już w 1962 roku „SF Magazine” drukował fragmenty „Dzienników gwiazdowych” jako przygody kosmicznego barona Münchhausena. Shibata podsuwa inną przyczynę niż japońska powaga. Dan Fukami, który na początku lat 80. przełożył w szybkim tempie prawie cały cykl o Tichym, „Bajki robotów” i „Głos Pana”, zapewniał, że tłumaczy z polskiego. Zdaniem Shibaty najpewniej posiłkował się przekładem rosyjskim i słownikiem rosyjsko-polskim, a idiomy i gry słów często mu umykały. Humor Lema jest językowy do szpiku, zrobiony z neologizmów i kalamburów. Jeśli Japończycy się nie śmiali, może po prostu żarty do nich nie dojechały.

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

Sprawdzian wciąż trwa. W 1973 roku „Cyberiada” nazywała się po japońsku „Uchū sōseiki robotto no tabi” (宇宙創世記ロボットの旅), „Wędrówki robotów z kosmicznej Księgi Rodzaju”. W 2025 roku ukazał się nowy, bezpośredni przekład „Cyberiady” pióra Shibaty pod tytułem „Den’nō no uta” (電脳の歌). Den’nō, dosłownie „elektryczny mózg”, to w japońskim słowo na wszystko, co cyber, a uta to pieśń. Jeśli dobrze czytam ten tytuł, homerycka „-iada” schowała się w pieśni o cybermózgu. Czy Japończycy się przy niej śmieją, jeszcze nie wiadomo, bo książka jest za młoda na plebiscyty.

 

Zbiory esejów o kulturze Japonii z Ukiyo-Japan.pl autorstwa Michała Sobieraja dostępne teraz również w wersji papierowejLem nie był zresztą wobec Japonii tak bezradny, jak wynika z jego narzekań. Kiedy 22 września 1995 roku Numano odwiedził go w Krakowie, rozmawiali ponad 2 godziny. Lem miał chore gardło, ale mówił szybko i o wszystkim, a gościa zdumiało, ile wie nawet o Japonii. Część tej rozmowy wydrukował w lutym 1996 roku miesięcznik literacki „Shinchō”. Zaczęło się od japońskich trzęsień ziemi, a skończyło na „istocie XX wieku” i losach Lwowa, rodzinnego miasta pisarza. Kilka miesięcy wcześniej, 17 stycznia 1995 roku, trzęsienie ziemi zrujnowało Kōbe i zabiło ponad 6400 osób.

 

Jeszcze jedna książka każe spojrzeć na japońską drogę Lema inaczej. „Obłok Magellana” z 1955 roku, utopię pisaną w gorsecie socrealizmu, autor z czasem przestał lubić i nie zgadzał się na jej przekłady. Według Shibaty nie ukazała się w żadnym kraju Europy Zachodniej ani obu Ameryk. Numano przekonał Wojciecha Zemka, agenta Lema od praw autorskich, oraz syna pisarza, Tomasza, i w 2022 roku powieść wyszła po japońsku w przekładzie Masako Gotō, na ponad 500 stronach. Kraj, który przez dekady czytał Lema przez Moskwę, dostał przed całym Zachodem jego najbardziej socrealistyczną książkę.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

 

Ocean rysowany ołówkiem

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Takehito Moriizumi, rocznik 1975, zięć reżysera Nobuhiko Ōbayashiego, przenosi literaturę do mangi. Zanim wziął się za Lema, zrobił mangi z „Zamku” Kafki, z opowiadania Harukiego Murakamiego, z którego wyrosło później „Norwegian Wood” i z „Roku 1984” Orwella. Na co dzień pracuje osobliwie: kładzie na papierze linie z wody i wpuszcza w nie tusz, rozprowadzając go wykałaczką. „Solaris” przeczytał w przekładzie Numano z 2004 roku i, jak opowiadał w wywiadzie, lektura uderzyła go jak cios w głowę. Sam przyszedł z tym pomysłem do Hayakawy, a redaktor przyznał potem, że w pierwszej chwili wyrwało mu się pytanie, czy Moriizumi naprawdę chce to zrobić. Nie było nawet pewne, czy uda się zdobyć prawa. Udało się: licencji udzielił Tomasz Lem.

 

僕はふだん墨と爪楊枝でマンガを描いているのですが、本作『ソラリス』は鉛筆を使い、地球側は「線」で描いて余白をつくり、ソラリス側は黒々と「面」で描きました。ふたつの世界は交わらないかもしれない。そんなことを絵で伝えたかったからです。

(Boku wa fudan sumi to tsumayōji de manga o kaite iru no desu ga, honsaku „Sorarisu” wa enpitsu o tsukai, chikyū-gawa wa „sen” de kaite yohaku o tsukuri, Sorarisu-gawa wa kuroguro to „men” de kakimashita. Futatsu no sekai wa majiwaranai kamo shirenai. Sonna koto o e de tsutaetakatta kara desu.)

 

„Na co dzień rysuję mangę tuszem i wykałaczką, ale do «Solaris» wziąłem ołówek. Ziemię rysowałem «linią», zostawiając wolne miejsce, a Solaris czarnymi «płaszczyznami». Te dwa światy mogą się nigdy nie przeciąć. To właśnie chciałem przekazać rysunkiem.”

 

- Takehito Moriizumi,

komunikat prasowy wydawnictwa Hayakawa,

21 lutego 2026, Tokio

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Nad niektórymi rysunkami oceanu, jak podawało „Asahi Shimbun”, siedział ponad 9 godzin. Opisy przycinane kiedyś przez radzieckiego cenzora dostały u niego ciężar grafitu. Moriizumi wspominał, że kartka po kartce rysował czarne morze, które przybierało coraz to inne, niepojęte kształty, aż prawa ręka zesztywniała mu tak, jakby miała odpaść. Terapeuta, do którego poszedł, zapytał go zdumiony: „Co pan robił, że doszło do takiego stanu?”. Zostawił w kadrach magnetofony kasetowe i kineskopowe monitory, bo uważał, że przyszłości, która nie nadeszła, nie wolno nadpisywać dzisiejszą techniką. Numano czytał jego plansze od pierwszych szkiców i pomagał z polskim tekstem listu Harey. Moriizumi mówił o tym z rozbrajającą szczerością:

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

もちろん原作者のレムさんに読んでいただいて原作通りだって言ってほしいと思いながら描いたんですけど、すでに他界されているので僕の中の想定読者は沼野先生なんですよ。

(Mochiron gensakusha no Remu-san ni yonde itadaite gensaku-dōri datte itte hoshii to omoinagara kaita n desu kedo, sude ni takai sarete iru node boku no naka no sōtei dokusha wa Numano-sensei nan desu yo.)

 

„Rysując, oczywiście marzyłem, żeby przeczytał to sam Lem i powiedział, że wszystko jest jak w powieści. Ale on już nie żyje, więc moim wyobrażonym czytelnikiem jest profesor Numano.”

 

- Takehito Moriizumi,

wywiad dla serwisu „Da Vinci Web”,

20 marca 2025, Tokio

 

Manga ukazywała się w internetowym serwisie Hayakawy od lipca do listopada 2024 roku, w styczniu 2025 roku wyszła w 2 tomach, a w lutym 2026 roku weszła do dziesiątki finalistów 30. Nagrody Kulturalnej im. Osamu Tezuki, jednego z najważniejszych japońskich wyróżnień dla komiksu. Nagrody nie dostała, była za to nominowana do Nagrody Seiun. Według wydawcy prawa sprzedano do krajów anglojęzycznych, do Chin, na Tajwan i do Rosji, a ofertę przysłała też Polska. Rosyjskie wydawnictwo Eksmo przyjmuje już przedpłaty na pierwszy tom. „Solaris”, która przyszła do Japonii przez Moskwę, wraca do Rosji jako komiks narysowany w Tokio.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Dekadę wcześniej ocean zabrzmiał. Choreograf Saburō Teshigawara zobaczył w telewizji utwór kompozytora Daia Fujikury i zaproponował mu wspólną operę. Fujikura od razu podsunął „Solaris”, swoją lekturę ze studiów, a Teshigawara napisał libretto po japońsku, przełożone potem na angielski. Prapremiera odbyła się 5 marca 2015 roku w paryskim Théâtre des Champs-Élysées, japońska, w wersji koncertowej, 31 października 2018 roku w Tokyo Metropolitan Theatre, z 20 głośnikami rozstawionymi po sali. Fujikura mówił agencji AFP, że nie uważa tej historii za fantastykę naukową, tylko za wielką opowieść o obcości, którą każdy człowiek nosi w sobie.Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

 

W grudniu 2017 roku Numano objaśniał „Solaris” widzom publicznej telewizji NHK w cyklu „100 minut z arcydziełem”, a w ostatnim odcinku gościł pisarz Hideaki Sena, autor „Parasite Eve”. Ryūichi Sakamoto pomyślał swoją płytę „async” z 2017 roku jako muzykę do nieistniejącego filmu Tarkowskiego, a jeden z utworów nazwał „solari”. W 2005 roku berlińscy artyści Nina Fischer i Maroan el Sani pokazali w centrum sztuki YCAM w Yamaguchi instalację „Radio Solaris”: odtworzyli w niej tokijskie kadry Tarkowskiego niemal z tych samych miejsc, z autostrady Shuto i z okna hotelu Akasaka Prince. Miasto grające w 1971 roku przyszłość po 34 latach zagrało samo siebie.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

 

Ile waży pierwsze miejsce

 

Albumy refleksji o japońskiej sztuce ukiyo-e opatrzone esejami z analizą i interpretacjąGłosować mógł każdy, przez formularz w internecie albo zwykłą kartką pocztową, do 15 października 2024 roku. W każdej z 6 kategorii wybierało się piątkę, a punkty szły od 10 za pierwsze miejsce do 6 za piąte. Głosowali zawodowcy i czytelnicy razem. „Solaris” zajęło pierwsze miejsce. „Projekt Hail Mary” Andy’ego Weira drugie. „Problem trzech ciał” Liu Cixina trzecie.

 

Ciekawsze od samego wyniku jest to, jak do niego doszło. Pierwszą japońską nagrodę Lem dostał już w 1977 roku: Nagrodę Seiun za opowiadanie z cyklu o pilocie Pirxie. W 1979 roku, w ankiecie pisma „SF Hōseki”, „Solaris” była trzecia. W plebiscytach „SF Magazine” z 1989 i 1998 roku wygrywały „Drzwi do lata” Heinleina, a w ankiecie konwentu SF Seminar z 1998 roku „Solaris” zajęła dopiero 45. miejsce. Potem przyszedł pełny przekład Numano i od tej pory powieść Lema wygrała każdy z 3 kolejnych plebiscytów pisma: w 2006 roku, w 2014 roku i w 2025 roku. Przyczyn mogło być więcej: kult Tarkowskiego, film Soderbergha, nowe pokolenie czytelników. Zbieżność dat jest mimo to uderzająca. Japończycy postawili „Solaris” na szczycie wtedy, gdy mogli wreszcie przeczytać ją całą – taką, jaką napisał ją Lem.

 

Sam Lem jako autor był w 2025 roku czwarty, za Tedem Chiangiem, Gregiem Eganem i Philipem K. Dickiem. Na liście 50 najlepszych zagranicznych powieści nie ma już „Niezwyciężonego”, który w 2014 roku był 33., ani żadnej innej jego książki. Japoński Lem kurczy się do jednego tytułu, choć według Ryszarda Zajączkowskiego żadnego innego polskiego pisarza nie przełożono w Japonii w takiej liczbie książek.

 

Kalendarz na biurko od ukiyo-japan.pl: wydarzenia i cytaty samurajskie, drzeworyty musha-e, 72 pory roku koTa wierność czytelnicza ma swoje rytuały. Na stulecie urodzin pisarza, w 2021 roku, Numano wygłosił wykład na festiwalu kultury polskiej w Tokio, Instytut Polski urządził quiz o Lemie z koszulkami w nagrodę, a Kokusho Kankōkai wypuściło okolicznościową koszulkę i otworzyło drugą serię kolekcji od „Niezwyciężonego”. Oryginalne plansze „Solaris” Moriizumiego wystawiano w 2025 roku w tokijskich księgarniach, a jesienią tego samego roku Instytut Polski zaprosił rysownika na Tokyo BD Festival.

 

Recenzje w sklepach i wpisy w serwisie X powtarzają 2 motywy. Jedni czytają „Solaris” przez sztuczną inteligencję: ktoś w kwietniu 2026 roku pisał, że nieludzki rozum z tej powieści daje punkt widzenia na AI, wielki temat dzisiejszych czasów. Inni potykają się o rozdziały o solarystyce. Narzekają, że wykład ciągnie się bez końca i niewiele z niego rozumieją. Niektórzy przyznają, że po lekturze zupełnie inaczej patrzą na fantastykę, choć opisy świata uznają za rozwlekłe. Na tych samych stronach potykał się kiedyś radziecki cenzor, choć z zupełnie innych powodów.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

 

Ten sam ocean

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Szukając japońskich wyjaśnień tej miłości, spodziewałem się gotowych formuł o animizmie i oceanie jako bóstwie. Nie znalazłem żadnej. Najbliżej był tłumacz Tokimasa Sekiguchi, który w referacie z 2022 roku szukał w „Niezwyciężonym” zaskakujących rezonansów z Sutrą Lotosu, ale to propozycja lekturowa filologa, a nie wyjaśnienie popularności. Numano stawia na uniwersalność: pisze, że proza Lema uwodzi czytelników ponad granicami, a dowodem jest choćby to, że w Japonii tak długo ją przekładano i czytano. Dodaje uczciwie, że japoński czytelnik często nie chwyta polskiego kontekstu społecznego i historycznego ani gier językowych, doprowadzających tłumaczy do rozpaczy. Na pytanie, kim właściwie jest Lem, odpowiada krótko:

 

「レムとはいったい何者なのか?哲学者、小説家、それとも未来学者?」といった質問を受けたとき、私の答えは簡単です。レムは一人でそのすべてである。

(„Remu to wa ittai nanimono na no ka? Tetsugakusha, shōsetsuka, soretomo miraigakusha?” to itta shitsumon o uketa toki, watashi no kotae wa kantan desu. Remu wa hitori de sono subete de aru.)

 

„Kiedy ktoś mnie pyta, kim właściwie jest Lem, filozofem, powieściopisarzem czy futurologiem, odpowiadam po prostu: Lem jest tym wszystkim naraz, w jednej osobie.”

 

- Mitsuyoshi Numano,

„Lem czy Dostojewski? «Solaris» jako punkt wyjścia”,

„Slavia Iaponica” 26, 2023, Tokio

 

Filozof Masahiro Morioka zestawił w eseju z 1990 roku „Solaris” z opowieścią Kenjiego Miyazawy o nocnej podróży galaktyczną koleją i z „Końcem świata i Hard-boiled Wonderland” Harukiego Murakamiego, czytając je jako 3 historie o drugim świecie i drugim ja. O oceanie pisał jednak słowami, pod którymi podpisałby się chyba każdy czytelnik w Krakowie:

 

人類の英知をすべて投入しても解明できないソラリスの海は、私にとって、完全な他者だ。私と他者は、薄い空気の層一枚をはさんで、お互いを探り合うのみである。

(Jinrui no eichi o subete tōnyū shite mo kaimei dekinai Sorarisu no umi wa, watashi ni totte, kanzen na tasha da. Watashi to tasha wa, usui kūki no sō ichimai o hasande, otagai o saguriau nomi de aru.)

 

„Ocean Solaris, którego nie zdoła pojąć cała mądrość ludzkości, jest dla mnie całkowicie Innym. Ja i Inny możemy się tylko nawzajem wybadywać, oddzieleni cienką warstwą powietrza.”

 

- Masahiro Morioka,

„Inny świat, inne ja. Solaris, galaktyczna kolej, koniec świata”,

„Nihon Kenkyū” 2, 1990, Kioto

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Takayuki Tatsumi, jeden z czołowych japońskich krytyków fantastyki, zwrócił uwagę, że obcy świat z „Problemu trzech ciał” nazywa się po angielsku Trisolaris. W plebiscycie z 2025 roku pierwsze i trzecie miejsce zajęli więc krewni. Ten ranking niewiele mówi o Japonii, za to sporo o tym, jak dziś czyta się fantastykę wszędzie: jako opowieść o rozumie, z którym nie da się porozumieć, coraz częściej w cieniu sztucznej inteligencji.

 

Jest w tym odwrócenie, które mnie bawi. To Lem, a nie jego japońscy czytelnicy, patrzył na drugą stronę jak na ocean. W rozmowie z Orlińskim nazwał Japonię kulturą całkowicie nam obcą i przyznawał, że nie wie, co Japończycy znajdują w jego książkach. Oni tymczasem nie szukali w nim egzotyki. Czytali polskiego pisarza tak, jak się czyta klasyka, przez jego pytania o granice poznania, a polski kontekst, wszystkie te aluzje do PRL i gry słów, zostawiali tłumaczom i komentarzom.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Polska wygląda w liczbach podobnie. Na Lubimyczytać „Solaris” ma ponad 19 600 ocen, ponad dwukrotnie więcej niż drugi w kolejności „Niezwyciężony”, a wszystkie książki humorystyczne razem, od „Bajek robotów” po „Kongres futurologiczny”, mniej więcej tyle co ona sama. Lem nie jest u nas lekturą obowiązkową: „Solaris” to od 2024 roku lektura uzupełniająca w liceum, a fragmenty „Cyberiady” w szkole podstawowej. Różnica między nami a Japończykami jest więc innego rodzaju, niż podpowiada stereotyp. My mamy w zanadrzu Lema śmiesznego, znanego z dzieciństwa, Japończycy niemal wyłącznie poważnego. Ta różnica ma metrykę i adresy: skróty, przekłady z drugiej ręki, słownik rosyjsko-polski na biurku Fukamiego. Z japońską duszą nie ma nic wspólnego.

 

Japończycy nie wyczytali z Lema niczego, czego nie wyczytałby Polak. Wyróżnia ich cierpliwość, z jaką zdejmowali kolejnych pośredników: niemiecki skrót, radzieckiego cenzora, rosyjski słownik, moskiewską komisję wymazującą kanji z kadru. Wyróżniają ich też konkretni ludzie: redakcja pisma, które od dekad pyta czytelników o ulubione książki, wydawca trzymający kolekcję przez 22 lata, profesor uczący się polskiego dla jednej powieści, rysownik siedzący nad jednym rysunkiem oceanu dłużej, niż trwa dzień pracy.Książka "Ścieżki" od autora ukiyo-japan.pl:  Michałą Sobieraja

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.Ukłon

 

14 maja 2005 roku Wydawnictwo Literackie zwołało w Krakowie Kongres LEMologiczny na zakończenie 33-tomowej edycji dzieł Lema. Pisarz siedział na sali razem z żoną. Numano przywiózł mu z Tokio nowy japoński przekład „Solaris”, a jako gość z dalekiej Japonii otwierał obrady 10-minutowym przemówieniem po polsku, przed salą pełną Polaków. Wspominał potem, że uważał to za akt niewiarygodnej zuchwałości i do dziś nie jest pewien, czy ktokolwiek zrozumiał jego nieporadną polszczyznę. Japońską wersję tego przemówienia wydrukował po latach pod tytułem „Lem i ja”.

 

Kiedy skończył, 83-letni Lem podniósł się z krzesła i złożył mu ukłon. Numano widział go wtedy po raz ostatni i pisze, że ten obraz wciąż ma przed oczami. Lem zmarł niespełna rok później. W jego gabinecie zostały japońskie książki, których nie umiał przeczytać, a w Tokio na przekład czekało jeszcze kilkanaście następnych.

 

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

Źródła

1. 芝田文乃「スタニスワフ・レム日本語翻訳史概説」『スラヴ学論集』26, 日本スラヴ学研究会, 2023, s. 11–18.

2. 沼野充義「レムか、ドストエフスキーか?――原点としての『ソラリス』」『スラヴ学論集』26, 日本スラヴ学研究会, 2023, s. 19–22.

3. 森岡正博「もうひとつの世界・もうひとりの私――ソラリス、銀河鉄道、世界の終り」『日本研究』2, 国際日本文化研究センター, 1990, s. 125–137.

4. スタニスワフ・レム『ソラリス』沼野充義訳, 国書刊行会, 2004; ハヤカワ文庫SF 2000, 早川書房, 2015.

5. スタニスワフ・レム『ソラリスの陽のもとに』飯田規和訳, 早川書房, 1965; ハヤカワ文庫SF 237, 1977.

6. 森泉岳土『ソラリス』上・下, スタニスワフ・レム原作, 早川書房, 2025.

『SFマガジン』2025年2月号, 早川書房 (wyniki plebiscytu SFオールタイムベスト).

7. Stanisław Bereś, „Tako rzecze… Lem”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002 (wyd. japońskie: 『レムかく語りき』, 沼野充義監訳, 国書刊行会, 2026).

8. Akira Kurosawa, tekst o „Solaris” Tarkowskiego, „Asahi Shimbun”, wydanie wieczorne, 13 maja 1977; przedruk w: 『大系黒澤明』 t. 3, 講談社, 2010, s. 131–134.

9. Aleksandr Genis, „Три «Соляриса»”, „Звезда” 2003, nr 4.

Wojciech Orliński, rozmowa ze Stanisławem Lemem, „Wiadomości Kulturalne”, Kraków 1996 (wersja angielska: english.lem.pl).

9. Łukasz Maciejewski, „Święty spokój”, rozmowa ze Stanisławem Lemem, solaris.lem.pl.

10. Ryszard Zajączkowski, „Literatura polska w Japonii”, „Roczniki Kulturoznawcze” VII (3), 2016.

11. Héloïse Demoz, „Hearing Solaris: Dai Fujikura’s Opera and a Musical Approach to Stanisław Lem’s Novel”, „Tempo” 77 (304), 2023.

 

Tokio w „Solaris” Tarkowskiego grało przyszłość bez kanji, a Japończycy przez 40 lat czytali okrojoną powieść Lema. Dziś to dla nich najlepsza SF wszech czasów.

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!