Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.
2026/06/16

„Niech chociaż umrze w moich ramionach” – krótkie życie Fumi, japońskiej pielęgniarki, która tuliła umierające dzieci polskich Sybiraków

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.

 

 

Sieroty po polskich zesłańcach, porzucone na śmierć w syberyjskim chaosie wojny domowej, ocaliła Japonia. Dwudziestoletnia pielęgniarka Fumi opiekowała się nimi do końca i oddała za to swoje młode życie.

 

„Każdy, komu zachoruje własne dziecko albo młodsze rodzeństwo, próbuje je ratować choćby kosztem siebie. Ale te dzieci nie mają ani rodziców, ani braci, ani sióstr. Ktoś musi ich zastąpić. Ja postanowiłam”.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.Cofnijmy się do roku 1921, do tokijskiego szpitala, na oddział zakaźny. Na łóżkach leży kilkoro polskich dzieci. Ich rodzice, potomkowie powstańców i zesłańców, których carat wygnał na Sybir, pomarli w nędzy podczas rewolucyjnej zawieruchy, a one zostały same, skazane na śmierć z głodu i chłodu. Wyrwała je stamtąd inicjatywa Anny Bielkiewicz i Józefa Jakóbkiewicza, a także Japonia, daleki kraj, o jakim żadne z tych dzieci wcześniej nawet nie słyszało. Przeżyły już głód, mróz i ucieczkę przez pół Azji. A teraz, tuż u progu ocalenia, w bezpiecznym już porcie, dogonił je tyfus. Najciężej chorą dziewczynką, którą lekarze zdążyli już spisać na straty, opiekuje się ona: drobna pielęgniarka ze wsi pod Niigatą, sama jeszcze niemal dziecko. Nie odchodzi od łóżka nawet w nocy. Bierze rozpaloną gorączką małą na ręce i tak trwa, godzina po godzinie, gładząc spocone włosy, żeby umierające dziecko nie odeszło samotnie. A jednak – dziewczynka przeżyje. Fumi – nie.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.Matsuzawa Fumi - jej historia to odwrócenie opowieści, którą Polska i Japonia znają zwykle od strony cudu: niemal tysiąca uratowanych dzieci, japońskich okrętów wysłanych po sieroty, jabłek rozdawanych maluchom w porcie w Tsurudze, cesarzowej Teimei głaszczącej obce dzieci po głowach wbrew sztywnemu dworskiemu protokołowi. Świat zachodni odmówił wtedy pomocy, a Japonia zorganizowała szeroko zakrojoną akcję w siedemnaście dni od zgłoszenia. W tamtej pięknej opowieści ocaleli wszyscy.

 

Ale jedno życie jednak zgasło. Należało do strony ratujących, nie ratowanych. Tę jedną osobę, dotąd ginącą w cieniu wielkich liczb, chcę tu wydobyć spod pudru historii, który zasłonił nam człowieka, a odsłonił pomnik. Fumi, zanim stała się bohaterką i pomostem między narodem polskim a japońskim, była zwykłą dwudziestoletnią pielęgniarką z małej wioski Manichi z prefektury Niigata. Nie była dyplomatką. Była prostą, wiejską dziewczyną, która chciała swoją czułością ocalić jedno konkretne dziecko. I udało jej się to, choć było jednocześnie ostatnią rzeczą, jaką w swoim krótkim życiu zrobiła.Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.

 

Dziewczyna z krainy śniegu

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.Prefektura Niigata leży po tej stronie Honshū, o której mówiło się dawniej ura Nihon (裏日本) – Japonia odwrócona plecami. Zimą wilgotne masy powietrza znad Morza Japońskiego uderzają w góry i zrzucają na nadmorską równinę metry śniegu; wiosną topniejący śnieg zamienia ją w największy spichlerz ryżowy kraju. Tę krainę Kawabata uczyni później scenerią „Krainy śniegu”, ale dla ludzi z małych wiosek nie było w niej nic literackiego. Była praca na polu, zima odcinająca świat na długie miesiące i niewiele dróg wyjścia: dla synów wojsko albo miasto, dla córek – jeszcze mniej.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.Fumi urodziła się pod koniec XIX wieku we wsi Manichi na równinie Echigo, na terenach należących dziś do dzielnicy Akiba miasta Niigata. Dokładnego roku nie znamy. Japońskie opracowania zgodnie podają, że w chwili śmierci miała dwadzieścia trzy lata; dziennikarze z jej rodzinnej prefektury, sięgnąwszy do lokalnych materiałów, piszą o dwudziestu. W obiegu są najwyraźniej dwie różne daty urodzenia.

 

O drodze, jaka zaprowadziła ją z pola ryżowego do szpitalnej sali, dokumenty milczą, ale sam szlak jest dobrze znany, bo przeszły go tysiące jej rówieśnic. Japoński Czerwony Krzyż, powstały w 1887 roku z przekształcenia wcześniejszego stowarzyszenia Hakuaisha, prowadził od lat dziewięćdziesiątych XIX wieku własny system kształcenia pielęgniarek – kangofu (看護婦), jak brzmiało ówczesne określenie zawodu. Kandydatki przyjmowano do trzyletnich szkół przy szpitalach oddziałów prefekturalnych; po dyplomie każda podpisywała zobowiązanie, że przez kilkanaście kolejnych lat pozostanie w rezerwie i stawi się na każde wezwanie – na wojnę, epidemię, trzęsienie ziemi. Dla dziewczyny ze wsi znaczyło to zawód, własną pensję, odrobinę świata. I jeden z bardzo niewielu mundurów, jakie kobieta mogła wówczas w Japonii nosić.

 

Fumi służyła w oddziale prefekturalnym Kanagawa, obejmującym Yokohamę. Gdy w 1920 roku Czerwony Krzyż zaczął kierować pielęgniarki do opieki nad grupą cudzoziemskich sierot przywiezionych do Tokio, znalazła się wśród oddelegowanych. Miała dwadzieścia kilka lat i – choć nie mogła tego wiedzieć – przed sobą niecały rok życia.Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.

 

Dzieci, które wyrzuciło morze

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.O wielkiej machinie tej akcji pisałem już osobno: o Annie Bielkiewicz i Józefie Jakóbkiewiczu, o Komitecie Ratunkowym z Władywostoku, o transportach przez Tsurugę i powrotach przez dwa oceany. Kto chce poznać całość, znajdzie ją w tamtym eseju. Tu w skrócie. Latem 1920 roku Bielkiewicz, odprawiona z niczym przez mocarstwa zachodnie, stanęła w japońskim ministerstwie spraw zagranicznych z prośbą o ratunek dla polskich dzieci umierających na Syberii. Japonia odpowiedziała i zadziałała w siedemnaście dni. Piątego lipca zarząd Czerwonego Krzyża przegłosował podjęcie akcji, a pod koniec miesiąca pierwsze dzieci schodziły już z trapu w Tsurudze.

 

Ebook "Yokai. Cień w każdym z nas" - TOM II zbioru esejów z ukiyo-japan.pl autorstwa Michała Sobieraja375 dzieci pierwszego turnusu zamieszkało w Tokio, w ośrodku Fukudenkai w dzielnicy Hiroo. W polskich tekstach ta nazwa funkcjonuje zwykle jak zwykły adres, a szkoda, bo kryje się w niej cała filozofia przedsięwzięcia. 福田 (fukuden) to „pole zasługi” – stare buddyjskie pojęcie, wedle którego dobry uczynek jest ziarnem rzuconym w urodzajną glebę: zasiane dobro wydaje plon dobra. Sierociniec, prowadzony od 1879 roku wspólnie przez mnichów kilku szkół buddyjskich, nazywał się więc dosłownie „Towarzystwem Pola Zasługi”. Polskie dzieci zamieszkały na polu, na którym Japonia postanowiła siać dobro.

 

I Japonia siała hojnie. Fryzjerzy z okolicy przychodzili strzyc małych gości za darmo, krawcy szyli im ubrania, uczniowie tokijskich szkół oddawali kieszonkowe na zbiórki. Ale Syberia nie wypuszczała swoich dzieci z rąk tak łatwo. Przyjechały zawszone i wycieńczone, z gruźlicą, krztuścem, świerzbem – i z chorobą zapisywaną po japońsku znakami 腸チフス (chō chifusu): tyfusem brzusznym, po polsku zwanym też durem.Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.

 

Wiosna pachnąca karbolem

 

Wiosną 1921 roku epidemia tyfusu brzusznego rozlała się po Fukudenkai i Tokio. Dur brzuszny szerzy się drogą pokarmową – przez wodę, brudne ręce, wspólne naczynia. Najciężej chore dzieci przewieziono z sierocińca na oddział zakaźny szpitala Czerwonego Krzyża w pobliskiej Shibuyi. Tam czekały na nie pielęgniarki. Wśród nich Fumi.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.Trzeba na moment zatrzymać się przy tym, czym była opieka nad chorym na dur w roku 1921, bo bez tego jej decyzje pozostaną pustym frazesem o poświęceniu. Antybiotyków nie było – chloramfenikol, pierwszy skuteczny lek, pojawi się dopiero po drugiej wojnie światowej. Medycyna umiała jedynie podtrzymywać i mieć nadzieję: nawadniać, karmić płynną dietą, zbijać czterdziestostopniową gorączkę okładami i kąpielami, pilnować, by osłabione serce nie stanęło, a owrzodzone jelita nie pękły. Choroba ciągnęła się tygodniami. Całym leczeniem była pielęgnacja – nieprzerwana, fizyczna, blisko ciała. Pielęgniarka karmiła, myła, zmieniała pościel, wynosiła baseny. Nikt nie był bardziej narażony niż ona.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.Fumi przydzielono do dziewczynki w stanie krytycznym – tak ciężkim, że według późniejszych relacji personel nie dawał małej szans. Zapiski instytucji mówią oszczędnie: jedna z polskich dziewczynek zawdzięcza życie opiece Fumi Matsuzawy. Japońskie przekazy dodają szczegół, od którego trudno się uwolnić: Fumi nie odchodziła od łóżka także nocą i brała umierające dziecko na ręce, do siebie. Tuliła obcą, zakaźnie chorą sierotę z drugiego końca świata przez długie godziny – w epoce, gdy każdy podręcznik pielęgniarski nakazywał dystans i dezynfekcję.

 

Dziewczynka przeżyła. Wbrew rokowaniom gorączka opadła, mała wróciła do Fukudenkai, a potem na statek i do Polski, gdzie dorosła w kraju, o którego istnieniu jej opiekunka wiedziała niewiele ponad to, że gdzieś jest i że jego dzieci umierają. Fumi zachorowała kilka tygodni później. Na to samo.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.

 

Jedenasty lipca

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.Zmarła 11 lipca 1921 roku, w dziesiątym roku ery Taishō. Tyle mówią dokumenty. Ważniejsze jest jednak to, czego nie mówią – i właśnie tu opowieść o Fumi rozszczepia się na trzy nurty.

 

Nurt pierwszy: papier z epoki. Japoński Czerwony Krzyż prowadził „Dziennik opieki nad polskimi sierotami” – jego karty zachowały się w zbiorach muzealnych i można je dziś oglądać w internetowym muzeum organizacji. Wynika z nich rzecz prosta: pielęgniarka Matsuzawa Fumi zaraziła się durem przez kontakt z podopiecznymi i zmarła. Raport z akcji odnotował jej śmierć jako jedyną po stronie ratujących. Sucha proza administracji, właśnie ta suchość daje jej wiarygodność.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.Nurt drugi: pamięć. W literaturze wspomnieniowej zachowała się scena: śmierć ulubionej pielęgniarki ukrywano przed dziećmi, ale najmłodsi dopytywali dorosłych: „Gdzie jest Fumi-san? Gdzie jest Fumi-san?”. Gdy prawda w końcu wyszła na jaw, dzieci płakały. Tu drobna rzecz daje do myślenia: serwis prowadzony przez samo Fukudenkai podaje, że Fumi zmarła już po wyjeździe dzieci z Japonii. Obie wersje nie mogą być w pełni prawdziwe – grupa tokijska opuszczała Yokohamę falami do lata 1921 roku, więc jedne dzieci mogły jeszcze pytać, gdy inne były już na oceanie. Sama rozbieżność jest pouczająca: nawet instytucje strzegące tej pamięci nie zgadzają się co do tego, kto stał przy jej śmierci.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.Nurt trzeci: legenda. We współczesnych japońskich opracowaniach – wykładach, broszurach wychowawczych, szkolnych gazetkach – Fumi wypowiada zdanie uchodzące dziś za jej epitafium. Zaraz je przytoczę, ale najpierw przyznam – nie udało mi się dotrzeć do żadnego pewnego źródła tych cytatów (co nie znaczy, że nie istnieje oczywiście). Jej słowa krążą w co najmniej trzech wersjach. Która, jeśli którakolwiek, jest prawdziwa – nie wiem, przytaczam wszystkie trzy wraz ze źródłem, z jakiego je wyczytałem:

 

***

 

「せめて最期は自分の胸の中で」

(Semete saigo wa jibun no mune no naka de)


„Niech chociaż koniec nadejdzie w moich ramionach”.


- worldfolksong.com,

„Porando koji o sukutta Nihonjin”

(Japończycy, którzy ocalili polskie sieroty).

 

***

 

「この子には看てくれる父も母もいない。死んでも泣いて悲しんでくれる親はいない。死を待つほかないのなら、せめて自分の胸で死なせてやりたい」

(Kono ko ni wa mite kureru chichi mo haha mo inai. Shinde mo naite kanashinde kureru oya wa inai. Shi o matsu hoka nai no nara, semete jibun no mune de shinasete yaritai)


„To dziecko nie ma ojca ani matki, którzy by przy nim czuwali. Choćby umarło, nikt z rodziców nie zapłacze nad nim z żalu. Skoro nie zostało mu nic prócz czekania na śmierć, niech chociaż umrze przy mojej piersi”.


- Hattori Takeshi,

cykl wykładów „Ima tsutaetai kandō no Nihonshi”

(Poruszająca historia Japonii, którą chcę dziś przekazać), 2020
 

***

 

「人は誰でも自分の子どもや弟妹が病に倒れたら、己が身を犠牲にしても助けようとします。けれどもこの子たちは両親も兄弟姉妹もいないのです。誰かがその代わりにならなければなりません。私は決めたのです」

(Hito wa dare demo jibun no kodomo ya teimai ga yamai ni taoretara, onore ga mi o gisei ni shite mo tasukeyō to shimasu. Keredomo kono kotachi wa ryōshin mo kyōdai shimai mo inai no desu. Dareka ga sono kawari ni naranakereba narimasen. Watashi wa kimeta no desu)


„Każdy, komu zachoruje własne dziecko albo młodsze rodzeństwo, próbuje je ratować choćby kosztem siebie. Ale te dzieci nie mają ani rodziców, ani braci, ani sióstr. Ktoś musi ich zastąpić. Ja postanowiłam”.


- blog ameblo.jp

(Chizuru, „Mirai e kataru Nihonjin, Matsuzawa Fumi”), 2024.Książka "Ścieżki" od autora ukiyo-japan.pl:  Michałą Sobieraja

 

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.

 

Order

 

To, co działo się z Fumi po śmierci, jest osobną opowieścią – o tym, jak dwa narody obchodzą się z cudzym poświęceniem.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.Polska zareagowała pierwsza. Jeszcze w 1921 roku kapituła Polskiego Czerwonego Krzyża przyznała zmarłej odznaczenie; w 1929 roku doszło kolejne, honorowe. Ówczesna prasa relacjonowała warszawską akademię, podczas której prezes Zarządu Głównego PCK Zygmunt Zaborowski złożył na ręce japońskiej delegacji odznaczenie III klasy dla „zmarłej bohaterki”, pisząc o „szlachetnej Japonce”, która „padła ofiarą obowiązku”. Jest i drobiazg niemal nieprawdopodobny: fotografia Fumi odnalazła się po latach w Polsce. Nikt nie wie, jak przebyła ocean. Najpiękniejsza z hipotez mówi, że zabrały ją ze sobą dzieci. Wydaje się to możliwe.

 

Legenda dorzuciła jednak od siebie order, którego nie było. W polskojęzycznej Wikipedii można dziś przeczytać, że Fumi otrzymała pośmiertnie Medal Florence Nightingale – najwyższe pielęgniarskie odznaczenie świata, przyznawane przez Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża. Sprawdziłem oficjalny wykaz wszystkich japońskich laureatek od pierwszej edycji w 1920 roku po dzień dzisiejszy: sto osiemnaście nazwisk. Matsuzawy Fumi wśród nich nie ma. Ktoś kiedyś uznał najwyraźniej, że prawdziwe polskie odznaczenie to dla takiej historii za mało – i dopisał jej najwyższe na świecie. Tak działa pomnik: rośnie sam.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.W Japonii stało się natomiast coś odwrotnego – zapadła cisza. Historia polskich sierot, w latach dwudziestych obecna w prasie całego kraju, po wojnie niemal zupełnie wypadła z japońskiej pamięci; w samym Fukudenkai pod koniec XX wieku nikt już o niej nie wiedział. Wróciła okrężną drogą. W 2010 roku ambasador RP w Tokio, Jadwiga Rodowicz-Czechowska, podczas porannego spaceru po Hiroo minęła szyld z napisem 福田会 (Fukudenkai) – i rozpoznała nazwę, bo w Polsce tę historię wciąż przekazywano. Następnego dnia zadzwoniła do ośrodka. Tak Polska przypomniała Japonii jej własny dobry uczynek. Osiem lat wcześniej, w 2002 roku, podczas wizyty pary cesarskiej w Warszawie, sędziwi już dawni wychowankowie spotkali się z cesarzem Akihito i cesarzową Michiko.

 

Potem pamięć zaczęła wracać falami, w przeróżnych formach. W 2018 roku japońskie badaczki historii pielęgniarstwa odtworzyły na łamach pisma naukowego biografię Fumi i jej rodziny, łącznie z ojcem, Matsuzawą Fusajirō. Jesienią 2024 roku w Wejherowie, mieście dawnego Zakładu Wychowawczego Dzieci Syberyjskich, uczniowie Powiatowego Zespołu Kształcenia Specjalnego odciskali dłonie w glinie; wypalone odciski miały podtrzymać postument upamiętniający japońską pielęgniarkę. Dyrekcja placówki powiedziała wtedy dla Twojej Telewizji Morskiej, że Fumi „opiekowała się polskimi dziećmi właśnie w Wejherowie”.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.Nie chcę być złośliwy, ale to nie tak. Fumi nigdy nie postawiła stopy w Polsce. Umarła w 1921 roku, dwa lata przed otwarciem wejherowskiego zakładu, i nie opuściła Japonii ani razu. A jednak nie ma powodu prostować tego z naganą w głosie, bo właśnie tak pracuje pamięć zbiorowa: przyciąga bohaterkę do siebie, na własne podwórko, bo chce ją mieć blisko, czuć, że była tutaj. Rodzinne strony Fumi robią dziś dokładnie to samo z drugiego końca świata. Wiosną 2026 roku prasa z Niigaty przypomniała rodakom, że dziewczyna, o której uczą się polskie dzieci, urodziła się u nich, pośród pól ryżowych dawnej wioski Manichi. Sto pięć lat po jej śmierci dwie prowincje na dwóch krańcach kontynentu po cichu spierają się o Fumi, każda chce ją mieć za swoją. To może najczulszy hołd, jaki zna historia.

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.

 

Dziewczynka przeżyła

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.Wielkie akcje humanitarne zapamiętujemy w liczbach: siedemnaście dni na decyzję, dwa turnusy, 765 ocalonych, dwa oceany w drodze do domu. Liczby są wygodne, bo bezpieczne – nie mają twarzy, nie gorączkują, nie umierają człowiekowi na rękach. Ale rachunek każdej takiej akcji ktoś w końcu płaci osobiście, pojedynczym ciałem, i ten ktoś zawsze ma imię. W tej historii imię brzmi Fumi.

 

Na koniec coś, co łatwo przeoczyć pod warstwą wzruszeń: Fumi nie ratowała Polski. Nie znała tego kraju, nie prowadziła polityki wdzięczności między narodami, nie myślała kategoriami wielkich gestów, w jakie później oprawiono jej śmierć. Nie była dyplomatką, tylko wiejską dziewczyną z Manichi. Ratowała jedno konkretne dziecko, leżące przed nią – cudze, obce, niemówiące żadnym zrozumiałym dla niej językiem – bo takie było jej rzemiosło i tak je rozumiała: do końca. Cała późniejsza symbolika, ordery prawdziwe i zmyślone, pomniki i gliniane odciski dłoni wyrosły z tej jednej, zupełnie niesymbolicznej rzeczy. Może dlatego ta postać tak dobrze znosi upływ stulecia. W historiach budowanych na ideach zawsze jest coś do unieważnienia. W historii kobiety, co nocą trzyma na rękach umierające dziecko – nie ma nic do poprawiania.

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.

Nie znamy jej ostatnich słów i uczciwość każe przyznać: te piękne, krążące po świecie, dopisała jej potomność. Znamy za to jej ostatni czyn, poświadczony suchym pismem urzędowym – najmniej sentymentalnym gatunkiem literackim, jaki wymyślił człowiek. To rzadki los: po stu latach zostało po niej dokładnie to, co najważniejsze.

 

Dziewczynka przeżyła.

 

 

Źródła

 

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora1. 「シベリアのポーランド孤児を看護中に殉職した松澤フミ看護婦と、その父、松澤房二郎」, „看護実践の科学” 43 (6), 2018, s. 61–69.

2. 日本赤十字社・赤十字WEBミュージアム: 「腸チフスとの闘い【波蘭(ポーランド)孤児救護日誌】」 – dokumenty z epoki ze zbiorów Muzeum Meiji-mura (jrc.or.jp/webmuseum).

3. 「ポーランド孤児を救え!~日本とポーランドの友好を育んだ物語を多くの人に伝えたい」, „歴史街道” (PHP研究所), 2024.

4. 「新潟出身の看護師・松澤フミさんの記憶を後世に」, „新潟日報”, 20.04.2026.

5. Teruo Matsumoto, Wiesław Theiss, „Dzieci syberyjskie. Pomoc Japonii dzieciom polskim w latach 1919–1922”, 2018.

6. Wiesław Theiss, „Dzieci syberyjskie 1919–2019. Z Syberii przez Japonię i Stany Zjednoczone do Polski”, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, 2020.

7. J. Jakóbkiewicz, odczyt wiceprezesa Komitetu Ratunkowego na Syberii, „Czerwony Krzyż” 1921

8. Sylwia Szarejko, „Polskie dzieci w Kraju Kwitnącej Wiśni”

9. 日本赤十字社: 「日本におけるフローレンス・ナイチンゲール記章受章者一覧(第1回~第50回)」 – oficjalny wykaz laureatek.

10. 「ポーランドと100年の絆 渋谷の社会福祉法人が古都クラクフでウクライナ難民支援」, „東京新聞”, 14.04.2022.Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

 

Dwudziestoletnia japońska pielęgniarka Matsuzawa Fumi nocami tuliła umierające polskie sieroty z Syberii. Uratowała jedno dziecko i przypłaciła to własnym życiem.

  1. pl
  2. en

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany.- Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!