Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.
2026/07/27

Shibumi. Cierpki smak, do którego trzeba dorosnąć

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.

花をのみ待つらむ人に山里の雪間の草の春を見せばや

(hana wo nomi / matsuran hito ni / yamazato no / yukima no kusa no / haru wo misebaya)


„Tym, co czekają tylko na kwiaty,

pokazałbym w górskiej wsi

tę wiosnę,

którą jest trawa wschodząca

w prześwitach śniegu.”

 

 - Fujiwara no Ietaka (藤原家隆),

1194, Kioto, Minishū (壬二集)

 

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Dziecko bierze łyk mocnej herbaty i marszczy twarz tak mocno, że daje to co najmniej karykaturalnie komediowy efekt. Język w jednej chwili robi się szorstki, jakby przeciągnięto po nim suchą ściereczką, wargi ściągają się do środka, a gardło zamyka się nie chcąc wpuścić odrzucającego trunku. To nie ból i nie gorycz. To opór. Napój zapiera się na podniebieniu i domaga się, żeby go wypluć. Dokładnie ten sam odruch chroni nas przed niedojrzałym owocem zerwanym za wcześnie, przed zieloną pigwą, oliwkami i kawą, przed łykiem wytrawnego wina, na które jest jeszcze za wcześnie. Ciało cofa się samo, bez udziału namysłu. Usta wiedzą wcześniej niż głowa i mówią jedno: odsuń to, to się nie nadaje, przynajmniej jeszcze nie.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Mija dwadzieścia, trzydzieści lat i ten sam człowiek wstaje nieco wcześniej rano właśnie po to. Po czarną kawę bez cukru, po herbatę tak mocną, że ściąga policzki, a wieczorem czasem po kieliszek wytrawnego wina. Coś się odwróciło. Rzecz kiedyś odpychająca stała się dokładnie tym, czego się teraz łaknie, i nie z przyzwyczajenia do przykrości, lecz dlatego, że za oporem otworzyła się głębia niedostępna słodyczy. To odwrócenie jednak, nie dotyczy tylko samego smaku. Sprane dżinsy lub rozciągnięty sweter, w sklepie wyglądające jak towar wybrakowany, po dziesięciu latach stają się rzeczą, jakiej nie oddalibyśmy za żadne nowe. Najcichszy człowiek przy stole okazuje się kimś, kogo zdania zostają w pamięci najdłużej. Muzyka z pozoru nijaka wraca po tygodniach i nie chce zejść z listy odtwarzania. Wszędzie ten sam ruch: to, co odpychało, z czasem staje się tym, bez czego trudno się obejść.

 

Jest w tym prawidłowość na tyle uparta, że rozpoznały ją różne kultury, każda po swojemu. Anglik nazwie ją powściągliwością, znawca wina wytrawnością cenioną wyżej od słodyczy, stary rzemieślnik po prostu wskaże rzecz dobrze zrobioną. Francuz doceni w serze albo w winie to, co lekko trąci, cień zepsucia obłaskawiony w smak. Japończycy zmieścili tę samą prawidłowość w jednym słowie, wąskim i celnym, nieprzekładalnym na jeden europejski odpowiednik, bo znaczy naraz smak, urodę i sposób bycia. Shibumi - 渋味 – „smak cierpkości”. Opisuje jednak nie tylko doświadczenia podniebienia. Jest słowem na szczególnego rodzaju piękno – takie, które nie chce podobać się od pierwszego wejrzenia, nie zabiega o spojrzenie i nie nagradza od razu. Piękno stawiające opór i każące na siebie poczekać.Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.

 

Cierpkość nie jest smakiem

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Zacznijmy od ust. Weź do nich niedojrzały owoc kaki, japońskiej odmiany persymony, a poczujesz to od razu: coś ścina wargi i język. W miąższu siedzą garbniki, te same związki, obecne w mocnej herbacie i w młodym czerwonym winie. To wrażenie nie jest smakiem. Pięć smaków podstawowych, słodki, kwaśny, słony, gorzki i umami, ma na języku swoje receptory. Cierpkość ich nie ma. Garbniki wiążą białka śliny i odbierają jej śliskość, śluzówka traci gładką, wilgotną powłokę pokrywającą ją normalnie, i język zostaje nagi i chropowaty. To, co bierzemy za smak, jest dotykiem. Wrażeniem szorstkości, tarcia, suchości. Bliżej mu do pieczenia ostrej papryki niż do goryczy kawy.

 

Japończycy nazwali je shibumi (渋味). Znak 味 (mi) to smak. Znak 渋 (shibu) to właśnie ta cierpkość.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Ta różnica nie jest ledwie szczególikiem, którym zachwycają się tylko językoznawcy -  ustawia całą resztę. U podstaw shibumi nie leży doznanie przyjemne ani nawet przykre w sposób prosty, tylko opór. Coś, co nie chce przejść. Widać to jeszcze wyraźniej w samym znaku. 渋 (shibu) w dawnej postaci zapisywano jako 澀, a jego rdzeń tworzą spiętrzone znaki 止 (shi, „zatrzymać się”), a każdy z nich przedstawia zastygłą stopę, postawioną w miejscu. Kilka stóp naraz, żadna nie rusza. Stąd pierwotny sens: nierówny, nie dający się przejść gładko, zatrzymujący. Ten sam znak wchodzi do słowa 渋滞 (jūtai), korek, uliczny zator, w jakim nic nie płynie, wszystko ustało, zablokowało się. Znajdziemy go w czasowniku 渋る (shiburu), ociągać się, robić coś niechętnie. Siedzi też w 苦渋 (kujū), gorzkiej udręce, w grymasie człowieka przełykającego coś wbrew sobie.

 

Jeden znak, a mieści w sobie zator, ociąganie, szorstkość, trudność w przełykaniu, a w klasycznych słownikach nawet trudność w mówieniu, jąkanie się języka niechętnego słowu. I ten sam znak nazywa urodę. Nie jest to przypadek ani gra słów. Estetyka nazwana przez Japończyków shibui jest estetyką rzeczy niepłynących gładko. Piękna, które się ociąga, opiera połknięciu, trzyma język za zębami. Zanim stało się kategorią w podręcznikach sztuki, było wrażeniem w ustach, mówiącym całemu ciału jedno: nie od razu.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.

 

Jak cierpkość stała się filozofią

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Droga od kuchni do izby herbacianej zajęła stulecia. Słowo 渋し (shibushi) w pierwszym, smakowym znaczeniu sięga okresu Muromachi, XV wieku. To czasy, gdy mistrzowie herbaty zaczynają odwracać się od chińskiego przepychu, od złoceń i kosztownej porcelany, ku rzeczom prostym, ciemnym, robionym ręką bez nazwiska. Sen no Rikyū doprowadzi ten zwrot do skrajności. Herbatę pije się u niego w izbie tak niskiej, że przy wejściu trzeba się schylić, z czarki wyglądającej w oczach dworzanina jak wyrób wieśniaka, w świetle na granicy zmierzchu. To gleba, z jakiej wyrasta shibumi: przekonanie, że więcej prawdy o pięknie mówi glina niż złoto.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Ta cisza miała swoją cenę, i to dosłownie. Rikyū służył najpotężniejszemu człowiekowi w kraju, Toyotomiemu Hideyoshiemu, wodzowi, który zjednoczył Japonię i kochał złoto: kazał sobie zbudować herbaciarnię całą w złocie, przenośną, rozkładaną jak namiot. Mistrz cierpkiej prostoty i pan krzykliwego przepychu chodzili obok siebie latami, aż w 1591 roku Hideyoshi rozkazał Rikyūemu odebrać sobie życie. Powodów historycy podają kilka, żaden do końca pewny. Zostaje obraz: człowiek, który uczynił z powściągliwości sztukę najwyższą, popełnia na rozkaz seppuku, a estetyka ciszy przegrywa ze złotem i władzą. Przegrywa jednak tylko na moment. To jego smak, nie złote ściany Hideyoshiego, Japonia nosi w sobie do dziś.

 

W tej ciemnej izbie kryje się coś więcej niż upodobanie do skromności. Kryje się cały stosunek do świata, wyostrzony przez zen: nieufność wobec blasku, przeświadczenie, że rzeczy pokazują prawdę dopiero przygaszone, w półmroku. Trzy wieki później zapisze to Tanizaki Jun'ichirō w słynnym eseju „Pochwała cienia” (więcej o nim tutaj: „Pochwała cienia” Tanizakiego – dotknijmy japońskiego piękna półmroku, tak odmiennego od zachodniej estetyki światła). Bronił w nim japońskiego domu przed elektrycznym światłem, matowego srebra przed wypolerowanym, przyćmionego złota starych parawanów, tlącego się w mroku zamiast błyszczeć. Cywilizacja Zachodu, pisał, ściga cień, chce oświetlić wszystko do końca. Japoński smak wolał to, co zostawia część rzeczy w mroku, bo dopiero tam zaczyna się głębia. Cień i cierpkość są z jednej rodziny. Oba każą oku i podniebieniu popracować, oba odmawiają natychmiastowej nagrody.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Ta sama powściągliwość rządzi resztą japońskich sztuk i za każdym razem polega na odejmowaniu. Malarstwo tuszem, sumi-e (墨絵), zostawia większość papieru pustą (biel tam ma zresztą w japońskiej sztuce miejsce absolutnie wyjątkowe – więcej o tym tu: Yohaku – ile bieli uniesie kropla czarnego tuszu). Ta biel, po japońsku 余白 (yohaku), nie jest tłem ani brakiem, tylko pełnoprawną częścią obrazu, miejscem, gdzie oko dopowiada resztę. Teatr nō (能) każe aktorowi trwać w bezruchu tak długo, że zachodni widz zaczyna się wiercić, i właśnie w tym zawieszeniu, nie w geście, mieszka napięcie. Mistrz kaligrafii stawia jedną kreskę i nie poprawia jej nigdy. Wszędzie wartość leży w tym, co pominięto, w ciszy między dźwiękami, w pustce, do której trzeba dorosnąć, żeby usłyszeć ją jako pełnię, a nie jako brak. Cierpkość jest smakowym imieniem tej samej zasady.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.W XX wieku ktoś nadał tej glebie język pojęć. Yanagi Sōetsu (柳宗悦), filozof i krytyk, w latach dwudziestych ukuł słowo 民藝 (mingei), sztuka ludowa, i całe życie poświęcił rzeczom, jakich nikt nie brał za sztukę: miskom, dzbanom, tkaninom, przedmiotom robionym do użytku przez rzemieślników bez nazwiska. Twierdził, że to w nich, nie w podpisanych dziełach geniuszy, mieszka piękno najczystsze, bo niezmącone ambicją popisu. Nazwał je „pięknem użytku” (用の美, yō no bi). W eseju „Piękno cierpkości” z 1942 roku dał shibumi filozoficzny kręgosłup. Pisał, że w głębi rzeczy cierpkiej mieszka pustka, i dlatego tak często wybierano powierzchnię niezdobioną, gładką, bez wzoru. Czarki do herbaty lubiły być nagie. Gdy pojawiał się rysunek, zmniejszano go niemal do granic widzialności. Yanagi cenił ceramikę z Karatsu za to, że malunek doprowadzono na niej do granicy niebytu.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Ulubiony przykład Yanagiego mówi o tym wszystko, a przy okazji prowadzi do Korei. Najsłynniejsza czarka do herbaty w Japonii, zwana Kizaemon (喜左衛門井戸), nie powstała w Japonii ani z myślą o ceremonii. Ulepił ją nieznany koreański garncarz epoki Joseon jako zwykłą miskę do ryżu, jedną z tysięcy, tanią, codzienną, dla ubogich ludzi. Zrobił ją szybko, nie dbając o podpis ani o sławę. I właśnie ta miska, przewieziona przez morze, stała się w oczach japońskich mistrzów herbaty przedmiotem najwyższej urody, skarbem cenionym wyżej niż dzieła sygnowane. Yanagi zobaczył w niej dowód swojej tezy: piękno najczystsze rodzi się tam, gdzie nikt go nie planował.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Tę cierpkość trzeba odróżnić od jej eleganckiej kuzynki. W tym samym Edo, gdzie krzepło shibumi, mieszczanie wypracowali inną urodę, iki (粋). Filozof Kuki Shūzō poświęcił jej w 1930 roku całą książkę. Iki to szyk zmysłowy, lekki flirt, elegancja bez wysiłku, urok kobiety z dzielnicy rozrywki i bywalca teatru. Jego przeciwieństwem jest yabo (野暮), toporność, brak obycia. Iki mruga okiem. Shibumi patrzy w bok i milczy. Jedno jest młodsze, miejskie, kokieteryjne. Drugie starsze, cichsze, bliższe glinie niż jedwabiowi. Amerykanie, o których za chwilę, pomieszają zresztą oba, i będzie to pierwszy z całego szeregu znaków, że czegoś nie zrozumieli.

 

Zbiór esejów o starożytnej Japonii z Ukiyo-Japan.pl autorstwa Michała Sobieraja dostępne teraz również w wersji papierowejZostają jeszcze dwie granice, bez nich cała rzecz się rozmyje. Shibumi nie jest tym samym co wabi-sabi (侘寂), choć często chodzą w parze. Wabi-sabi kocha to, co niedoskonałe, pęknięte, naznaczone czasem, urodę przemijania i patyny. Rzecz shibui nie musi być ani stara, ani ułomna. Może być nowa i zrobiona bez zarzutu, a mimo to cierpka. Druga granica jest ważniejsza, bo dotyczy już nie estetyki, lecz życia. Shibumi to nie jimi (地味), zwykła szarość, nijakość, brak wyrazu. Coś jimi bywa po prostu bezbarwne i nudne. Różnica między nijakim a shibui polega na tym, że pod prostą powierzchnią shibui czeka głębia, nagroda dostępna dopiero cierpliwym. Naczynie jimi jest puste. Naczynie shibui jest pełne, tylko nie krzyczy o tym. Ta różnica okaże się kluczowa, kiedy przejdziemy od rzeczy do ludzi. Bo ludzie też mogą być shibui.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.

 

Dlaczego słodycz nie wymaga nauki

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Wróćmy do dziecka krzywiącego się przy herbacie. Jego odruch nie jest kaprysem. Jest zapisany głębiej niż jakikolwiek gust. Noworodkowi, któremu kapnie się na język roztwór słodki, twarz się rozluźnia, a usta ssą mocniej. Ten sam noworodek po kropli gorzkiego wykrzywia buzię w grymasie odczytywanym u dorosłego jako obrzydzenie. Nikt go tego nie uczył. Słodycz w toku ewolucji znaczyła energię, dojrzały owoc, bezpieczny cukier. Gorycz i cierpkość znaczyły ostrzeżenie, alkaloid, truciznę, zieloną niedojrzałość. Dlatego upodobanie do słodyczy jest wrodzone, a odrzucanie goryczy odruchowe. Z tym przychodzimy na świat.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.A potem, wbrew całej tej biologii, uczymy się lubić dokładnie to, przed czym natura nas ostrzegała. Pierwsza kawa jest ohydna. Pierwszy łyk piwa, pierwsza oliwka, pierwszy kęs gorzkiej czekolady, wszystko to organizm odrzuca. Trzeba wracać, raz za razem, aż odraza zmienia się najpierw w obojętność, potem w upodobanie, w końcu w tęsknotę. Psychologia zna ten mechanizm. Sam kontakt, powtarzany, ociepla stosunek do rzeczy z początku obojętnej czy przyjmowanej z niechęcią, i robi to bez udziału woli, samą częstością. Dojrzewanie smaku nie jest więc metaforą. Jest procesem dającym się opisać i zmierzyć. Podniebienie, jak mięsień, uczy się tego, do czego się je zmusza.

 

Neurobiologia dokłada tu rozróżnienie ważne dla całej sprawy. Czym innym jest chcieć, czym innym lubić. Za „chcieć” odpowiada dopamina, układ pogoni, napędzający nas ku nagrodzie i łatwy do porwania: to on reaguje na cukier, na jaskrawość, na dźwięk powiadomienia. „Lubić”, właściwą przyjemność, obsługuje w mózgu inny, węższy obwód. Rzeczy słodkie i błyskotliwe potrafią rozpalić „chcieć”, nie dając wiele „lubić”, i stąd bierze się znajomy niesmak po godzinie przewijania ekranu, w której chciało się bez przerwy, a nie polubiło się niczego. Cierpka przyjemność działa odwrotnie. Nie porywa układu pogoni, nie krzyczy „więcej”, za to zostawia po sobie sytość niedostępną cukrowi.

 

Ścieżki - książka Michała Sobieraja o japońskiej filozofiiJest jeszcze jeden powód głębi cierpkiej przyjemności. Rzeczy okupione wysiłkiem zapisują się w pamięci mocniej niż dane za darmo. Trud dojścia do smaku staje się częścią samego smaku. Pierwsza góra zdobyta na własnych nogach zostaje w człowieku inaczej niż widok z tarasu, pod który podwiózł go autokar. Dlatego przyjemności powolne, wydarte wbrew początkowemu oporowi, mają ciężar nieosiągalny dla rzeczy, które przychodzą nam łatwo. Płaci się za nie czasem i ten czas czuć potem na języku.

 

Rysuje się tu zarys tezy, ku jakiej może zaprowadzić nas poznawanie słowa shibumi. Słodycz jest darmowa. Nie wymaga nauki, dojrzewania ani cierpliwości, bierze się ją od razu, tak jak niemowlę bierze mleko. Cierpkość trzeba w sobie wyhodować. Jest smakiem nabytym, to znaczy smakiem, do którego się dorasta, przechodząc drogę wielokrotnego nielubienia. I właśnie dlatego cierpkość mówi o człowieku coś, czego słodycz nie powie nigdy. Upodobanie do niej jest świadectwem przebytego czasu.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.

 

Uroda bez pośpiechu

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.To, co dzieje się na języku, powtarza się w oku i w uchu. Psychologia estetyki od dawna próbuje zrozumieć, dlaczego jedne rzeczy podobają się natychmiast, a inne dopiero z czasem. Daniel Berlyne, badacz zajmujący się tym chyba najuważniej, opisał piękno w kategoriach pobudzenia. Bodziec bardzo prosty nudzi. Bodziec bardzo gwałtowny męczy i odpycha. Gdzieś pośrodku leży punkt, w którym rzecz jest dość bogata, by wciągać, i dość spokojna, by nie napierać. Późniejsze badania skomplikowały ten obraz i sam kształt owej zależności bywa dziś podważany. Jedno trzyma się mocno: to, co uderza od razu, zwykle szybko się zużywa, a to, co odsłania się wolno, długo nie chce się znudzić.

 

Rzecz shibui gra na tym drugim biegunie. Powierzchnia jest cicha, prawie uboga, ale pod nią czai się złożoność niewidoczna za pierwszym spojrzeniem: faktura gliny, drobna nierówność szkliwa, ślad palca garncarza zostawiony w mokrej masie. Im dłużej się patrzy, tym więcej się znajduje, i oko się nie nuży. Tu wraca różnica między jimi a shibui, ta sama, jaką postawiliśmy przy naczyniach. Weź do ręki znoszony przedmiot codzienny: rączkę noża wygładzoną przez dwadzieścia lat chwytania, żeliwną patelnię, na której tłuszcz zbudował własną czerń, lnianą koszulę zmiękłą od stu prań. Nic w nich nie krzyczy. A mimo to trzymają uwagę mocniej niż rzeczy nowe, lśniące, jeszcze bez historii.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.To samo dzieje się z muzyką, może najpowszechniejszym z tych doświadczeń. Piosenka chwytająca od pierwszej sekundy, z refrenem skrojonym pod natychmiastowy odruch, po miesiącu bywa nie do zniesienia. Utwór z początku szary, nijaki potrafi rosnąć w człowieku latami, zdradzając powoli kolejne tajemnice, emocje, zagrania, które były zupełnie niesłyszalne. To nie płyta rośnie, tylko słuchacz, dorasta do niej, a ona po prostu czekała. Ta sama cierpliwość rządzi przyjaźnią pogłębiającą się przez dekadę i odróżnia ją od zauroczenia, które wybucha i gaśnie w kwartał. Pierwsze randki mają fajerwerki. Stare małżeństwa mają wspólne milczenie przy śniadaniu, gęstsze niż jakiekolwiek słowa.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Za tym „czekała” kryje się coś, co psychologia bada od dziesięcioleci jako odraczanie gratyfikacji. Najsłynniejszy eksperyment posadził kilkulatka przed jedną pianką z obietnicą drugiej, jeśli wytrzyma i nie zje pierwszej, nim badacz wróci. Przez lata opowiadano o tym teście jak o prostym dowodzie na siłę woli, przesądzającą rzekomo o całym życiu. Staranniejsze powtórzenia tę opowieść mocno przycięły. Okazało się, że dziecko czekające na drugą piankę nie tyle ma żelazną wolę, ile ufa, że obietnica zostanie dotrzymana, że świat jest dość pewny, by opłacało się czekać. Dziecko, którego doświadczenie mówi, że nagroda znika, jeśli się jej natychmiast nie chwyci, zjada piankę i ma rację. To ważna poprawka. Zdolność do cierpkiej, odroczonej przyjemności nie jest samą cnotą charakteru. Jest też przywilejem zaufania, luksusem kogoś wierzącego, że da się poczekać i nie stracić. Sam Mischel (amerykański psycholog, twórca tego eksperymentu) przestrzegał zresztą przed odwrotną skrajnością. Życie samego odraczania, gdzie nagrody nigdy się nie zjada, bywa równie jałowe jak życie chwytające wszystko od razu. Cierpkość nie jest ascezą ani umartwieniem, tylko wyborem przyjemności głębszej.Zbiory esejów o kulturze Japonii z Ukiyo-Japan.pl autorstwa Michała Sobieraja dostępne teraz również w wersji papierowej

 

Wybór cierpkości staje się przez to aktem podwójnie trudnym. Raz przeciw biologii, wolącej cukier. Drugi raz przeciw otoczeniu, obniżającemu na każdym kroku cenę natychmiastowej nagrody i podnoszącemu cenę czekania. Ekran w kieszeni podaje słodycz co sekundę, gotową, dopasowaną do odruchu lepiej niż cokolwiek w historii. W takim świecie sięgnięcie po rzecz cierpką, powolną, niekrzyczącą jest niemal wykroczeniem. Dlatego dojrzały smak staje się dziś rzadszy, nie częstszy, choć nigdy nie było łatwiej go zdobyć.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.

 

Kiedy widownia milknie

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Zostaje pytanie najtrudniejsze, dotyczące już nie smaku ani przedmiotu, lecz tego, kim się jest. Skąd bierze się w człowieku upodobanie do rzeczy cichych. Dlaczego ktoś w pewnym momencie życia przestaje chcieć błyszczeć. Odpowiedź ma związek z widownią. W psychologii rozwojowej opisano zjawisko nazwane przez Davida Elkinda „widownią wyimaginowaną”. Nastolatek żyje w przekonaniu, że jest oglądany. Że jego pryszcz, jego potknięcie, jego strój są przedmiotem cudzej uwagi równie natężonej jak jego własna. Ta widownia w większości nie istnieje, siedzi w jego głowie, a mimo to rządzi nim naprawdę: każe się stroić, popisywać, umierać ze wstydu. Z wiekiem, u większości ludzi, cichnie.Ebook "Yokai. Cień w każdym z nas" - TOM II zbioru esejów z ukiyo-japan.pl autorstwa Michała Sobieraja

 

Cichnie, ale nie u wszystkich i nie do końca. Dojrzałość, o jakiej tu mowa, jest po części właśnie tym: chwilą, w której widownia w głowie milknie naprawdę. Człowiek przestaje układać siebie pod cudze spojrzenie, przestaje potrzebować bycia widzianym, żeby czuć, że w ogóle jest. Psychologowie nazywają to przejściem od walidacji zewnętrznej ku wewnętrznej. Młody artysta maluje, żeby go zauważono. Stary maluje, bo tę plamę trzeba postawić właśnie tak, a nie inaczej. Pierwszy zerka na salę. Drugi patrzy na płótno. I to na drugim malowaniu, na drugim sposobie bycia, leży pieczęć shibumi.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Dojrzałość mistrza w wielu rzemiosłach idzie w tę samą stronę, ku odejmowaniu. Młody gitarzysta gra wszystkie nuty naraz, stary zostawia połowę i to ona robi wrażenie. Aktor u szczytu formy robi mniej, nie więcej, a przekazuje więcej. Rzemieślnik, który powtórzył ten sam ruch dziesięć tysięcy razy, wykonuje go bez wysiłku i bez ozdób, samą istotą. To samo dzieje się z twarzą. Twarz bardzo młoda bywa ładna, ale bez głębi, bo nic jeszcze na niej nie napisano. Twarz naznaczona latami, decyzjami i przegranymi bywa cierpka i dlatego się jej nie zapomina. Japończyk czasem powie o takiej twarzy, że jest shibui. Mężczyzna starzeje się w tę stronę częściej niż kobieta, bo kobiecie (japońska) kultura dłużej każe zostać słodką, i to jedna z cichych krzywd wobec kobiet, jakie ta estetyka mimochodem odsłania.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Wróćmy do najcichszego człowieka przy stole, tego, czyje zdania zapadają w pamięć. Postawiliśmy wcześniej różnicę między naczyniem pustym a pełnym, niekrzyczącym o swojej pełni. Ta sama różnica dzieli dwa milczenia. Jest milczenie z pustki, z lęku, z braku, milczenie kogoś, kto nie ma nic do powiedzenia albo boi się powiedzieć. I jest milczenie z pełni, kogoś mającego wiele, kto nie musi tego rozdawać, żeby poczuć własną wartość. Z zewnątrz wyglądają bliźniaczo. W środku są przeciwieństwami. Shibumi jest zawsze tym drugim milczeniem. Cierpkość dojrzałego człowieka nie jest oschłością ani wycofaniem. Jest powściągliwością kogoś pełnego, komu spojrzenie widowni przestało być potrzebne do oddychania. Dlatego cierpkiej urody nie da się udać. Powściągliwość odegrana dla widowni w tej samej chwili przestaje być powściągliwością i staje się kolejnym popisem, tyle że w skromniejszym kostiumie.

 

Nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo nasze czasy sprzysięgły się przeciw temu drugiemu milczeniu. Widownia, kiedyś siedząca tylko w głowie nastolatka, dostała ekran, licznik i powiadomienie. Można ją teraz mieć naprawdę, mierzyć w polubieniach, karmić bez końca. Odruch bycia widzianym, mający wygasać z wiekiem, jest codziennie podsycany i wynagradzany. Tym cenniejsze, i tym rzadsze, staje się to, czego nie da się kupić ani wyświetlić.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.

 

Jak Ameryka próbowała kupić dojrzałość

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Historia sprzed kilkudziesięciu lat pokazuje całą rzecz od strony jej przeciwieństwa. W 1960 roku Elizabeth Gordon, redaktorka wpływowego amerykańskiego magazynu o stylach wystroju wnętrz „House Beautiful”, poświęciła dwa kolejne numery, sierpniowy i wrześniowy, japońskiemu pojęciu shibui. Przygotowywała je pięć lat, spędziła w Japonii szesnaście miesięcy, a samo słowo podsunęła jej w Kioto młoda Japonka oprowadzająca zagranicznych gości. Numery wywołały sensację. Ameryka końca lat pięćdziesiątych, syta i korzystająca z powojennego dobrobytu, nagle zapragnęła powściągliwości, prostoty, ciszy.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.I zrobiła z tym to, co zawsze potrafiła najlepiej. Zaczęła sprzedawać. Firma meblowa wypuściła kolekcję w duchu shibui. Producent farb nazwał „shibui” serię przygaszonych barw. Powstał nawet pokazowy „Shibui House”, dom o ścianach obitych jutą, żeby wyglądały odpowiednio skromnie. Estetykę niezabiegania o uwagę zapakowano i wystawiono na sprzedaż jako towar zabiegający o uwagę. Słowo znaczące w japońszczyźnie rzecz zwykłą, do której człowiek musi przywyknąć z czasem, stało się przebojowym hasłem reklamowym.

 

Nie ma w tym złośliwości wobec Amerykanów. Jest za to cała lekcja o naturze shibumi, gorzka i pouczająca. Cierpkiej dojrzałości nie da się kupić, bo nie jest wyglądem, tylko przebytą drogą. Można kupić jutę na ścianę i przygaszoną farbę. Nie da się kupić lat spędzonych na uczeniu się smaku rzeczy odpychających, ani chwili, gdy widownia w głowie wreszcie umilkła. Kto kupuje powściągliwość, dostaje jej kostium. Rdzeń dojrzewa gdzie indziej i po swojemu, w czasie nie do skrócenia.

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.

 

Owoc, który dojrzewa po zbiorach

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.Cierpkie owoce kaki wieszano w Japonii pod okapem, jeden przy drugim na sznurkach, i zostawiano tak na tygodnie, na chłodzie, w cieniu. Świeżo zerwane były niejadalne, ściągały usta tak, że nie dało się przełknąć. Nikt nie dosypywał im cukru. Czekano. Powoli, dzień po dniu, coś się w nich przestawiało. Garbniki, sprawczynie całej cierpkości, nie znikały, wiązały się tylko tak, że język przestawał je wyczuwać, i wtedy spod dawnego oporu wychodziła słodycz głębsza i pełniejsza niż w jakimkolwiek owocu zerwanym już dojrzałym. Suszona persymona jest jedną z najsłodszych rzeczy w japońskiej kuchni. Dochodzi do tej słodyczy przez cierpkość, nie na przekór niej.

 

Może z ludźmi jest podobnie. Nie odejmuje się cierpkości, żeby zrobić miejsce na coś przyjemniejszego. Ta cierpkość z czasem zmienia się w głębię, jakiej łatwa słodycz nigdy nie sięga, i dzieje się to wolno, na chłodzie, bez świadków, w tygodniach nie do przeskoczenia. Ktoś, kto potrafi wreszcie posmakować takiej urody, zdążył już zwykle sam się nią stać. Dziecko krzywiące się nad mocną herbatą i człowiek wstający dziś po nią o świcie to nie do końca ta sama osoba. Między jednym łykiem a drugim upłynęło całe życie.Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

 

 

Źródła

 

1. Jun'ichirō Tanizaki, Pochwała cienia, tłum. Henryk Lipszyc, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016.

2. Elizabeth Gordon, Shibui, „House Beautiful”, sierpień i wrzesień 1960.

3. Daniel E. Berlyne, Aesthetics and Psychobiology, Appleton-Century-Crofts, New York 1971.

4. Walter Mischel, Test Marshmallow. O pożytkach płynących z samokontroli, tłum. Agnieszka Nowak-Młynikowska, Smak Słowa, Sopot 2015.

5. Tyler W. Watts, Greg J. Duncan, Haonan Quan, Revisiting the Marshmallow Test: A Conceptual Replication, „Psychological Science” 29(7), 2018.

6. 柳宗悦『工藝文化』文藝春秋社、1942(「渋さの美」所収).

7. 柳宗悦『工藝の道』岩波書店、1928.

8. 九鬼周造『「いき」の構造』岩波書店、1930.

9. 白川静『字通』平凡社、1996(「渋・澀」の項).Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

 

Shibumi – cierpki japoński smak, uroda, styl, które nie zabiegają o spojrzenie i smakują tylko po latach.

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany.- Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!