Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.
2026/10/27

Kiku-zaiku w Japonii Edo. Gdy ogrodnicy hodowali lwy, mnichów i łodzie z chryzantem

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

 

Przez cały rok ogrodnicy z Sugamo uczyli jeden krzew udawać lwa lub mnicha, a edokko przychodzili by popatrzeć za darmo

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Najpierw czuć zapach, długo zanim cokolwiek widać. Gorzki, trochę apteczny, jak liść roztarty w palcach, pomieszany z dymem ryby pieczonej na węglu i kurzem traktu. Późna jesień 11. roku ery Bunka (1814), wieś Sugamo na północnym skraju Edo, pierwsze kilometry drogi Nakasendō, ciągnącej się stąd przez góry aż do Kioto. Za bambusowymi płotkami, pod papierowymi daszkami chroniącymi kwiaty przed słońcem, stoją rzeczy niemające prawa wyrosnąć w żadnym ogrodzie. Góra Fuji usypana z drobnych białych kwiatów. Żaglowiec z chryzantem. Lew zrzucający z urwiska własne młode, mnich pod lodowatym wodospadem, lis o dziewięciu ogonach. Tłum przelewa się od furtki do furtki, od straganu z jedzeniem do straganu z sake, przekrzykuje się, liczy miedziaki, podnosi dzieci wyżej, żeby coś zobaczyły i gapi się na rośliny, które przez długie miesiące uczono, żeby przestały wyglądać jak rośliny.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

Najlepsze z tych figur wyrastały z jednego krzewu, przynajmniej w pierwszych latach mody. Sadzonkę dzielono jesienią poprzedniego roku, a potem przez 12 miesięcy przycinano ją, podwiązywano i naginano pędy na bambusowych prętach, aż roślina sama ułożyła się w kadłub łodzi albo zbocze góry. Zwykła chryzantema rosła na rabacie pół roku. Ta rosła rok, kwitła niecały miesiąc, a po wszystkim zostawała z niej kartka z wierszem. Historycy nazywają to dziś kiku-zaiku (菊細工), „chryzantemowym rękodziełem”. W samym Edo mówiono częściej o tsukuri-giku (作り菊), „chryzantemach robionych”, i to słowo lepiej oddaje sprawę, bo zostawia otwartym pytanie, kto tu był artystą, a kto tworzywem.

 

Moda wybuchała w Edo dwa razy, w odstępie 30 lat, i za każdym razem dzieliła miasto. Tłum ciągnął do Sugamo całymi rodzinami, z dziadkami i dziećmi. Sakai Hōitsu, mistrz kwiatów malowanych na złocie i srebrze, ułożył o robionych chryzantemach wiersz – bardzo kąśliwy. Kronikarz życia w czasach Edo, Saitō Gesshin, miał wtedy 8 lat i szedł do Sugamo z ojcem. Po 66 latach, w ostatnim roku życia, dopisał do swojej kroniki kilka zdań w obronie tej zabawy przed tymi, którzy uważali ją za prostacką. Zanim do nich dojdziemy, trzeba stanąć w tłumie przed lwem z kwiatów, posłuchać, co mówią ludzie obok, i zajrzeć pod matę u jego stóp.Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

 

Wątroba małpy

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.15. dnia 9. miesiąca 11. roku ery Bunka (27 października 1814), za panowania shōguna Tokugawy Ienariego, Heisuke, mistrz od mat tatami z Kandy, zamknął warsztat w południe, co zdarzało mu się może dwa razy w roku. Szwagier Sakichi, który na co dzień nosił na drągu skrzynki z makrelami, czekał przy moście z zawiniątkiem ryżowych kulek i miną kogoś, kto wszystko wie lepiej. Do Sugamo było z Kandy półtora ri (里, niecałe 6 kilometrów), przez Hongō i dalej pod górę traktem, a od Komagome nie dało się już iść, można było tylko płynąć z tłumem. Szły kupcowe z córkami, szli samurajowie z pośledniejszych domów, ojcowie nieśli na ramionach dzieci. Przy drodze, gdzie zwykle stały tylko płoty szkółek, wyrosły stragany z jedzeniem i sake, a chłopak w łatanym kaftanie sprzedawał przy wjeździe do wsi kartki ze spisem ogrodów i wierszykami do każdej figury.

 

Pierwszy był żółw. Wielki, z łbem wyciągniętym w stronę furtki, jakby właśnie miał zanurkować, z pancerzem gęstym od drobnych kwiatów. Heisuke odszukał palcem właściwe miejsce na kartce i przeczytał na głos:

 

亀に乗てゆく竜宮にさるにても胆のつぶれた菊の手細工

(kame ni notte / yuku ryūgū ni / saru ni temo / kimo no tsubureta / kiku no tezaiku)   

 

– „Na żółwiu płynę do Smoczego Pałacu, ale doprawdy, aż wątroba truchleje od tego chryzantemowego rękodzieła”.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Sakichi parsknął. – Wątroba! W bajce Smoczy Król chciał wątroby małpy, a żółw wiózł do niego małpę na grzbiecie. I to „doprawdy”, saru ni temo, a w środku siedzi małpa, saru. Ktoś za taki wiersz dostał pieniądze?

 

– Ty byś nie dostał – mruknął Heisuke i poszedł dalej, bo z tyłu tłum parł naprzód.

 

Na strzesze chałupy za żółwiem leżała Fuji, cała z białych chryzantem, tak że szczyt wychodził ponad kalenicę. Wierszyk do niej bawił się tym, że stacje na drodze na szczyt liczy się w gō, tak samo jak sake: pierwsza miarka, druga miarka, a ta Fuji zrobiona z kwiatów nalała sobie białego sake, czyli śniegu. – Na dole już mają w czubie – ocenił Sakichi, patrząc na kolejkę przed straganem. Dalej, w tylnym ogrodzie bogatego kupca bawełną, który od lat co jesień otwierał furtkę dla każdego, kto chciał popatrzeć, stał lew. Strącał młode w przepaść z kwiatów, a obok tłusty Hotei bawił się z gromadką dzieci w kimonkach z kwiatów.

 

Przy lwie wybuchła kłótnia. – Sto krzaków powiązanych sznurkiem – oznajmił Sakichi. – Inaczej się nie da.

 

Zbiory esejów o kulturze Japonii z Ukiyo-Japan.pl autorstwa Michała Sobieraja dostępne teraz również w wersji papierowej– Jeden – odezwał się starzec, który coś przycinał przy płocie i pewnie słyszał to dzisiaj nie pierwszy raz. Bez słowa uniósł matę u stóp figury. Z ziemi wychodził jeden pień, gruby jak kciuk, a dalej pędy rozchodziły się po bambusowym szkielecie jak żyły. – Podzieliłem go w dziesiątym miesiącu zeszłego roku. Zwykła chryzantema rośnie od czwartego do dziewiątego. Ta rosła rok.

 

– A co wy z tego macie, jak nikt nie płaci za oglądanie? – Sakichi nie dawał za wygraną.

 

Starzec wskazał głową ławkę, a na niej czarkę z miedziakami. Heisuke wrzucił 4 mon, mniej więcej ćwierć miski soby. Wracali po zmroku, z płatkami w sandałach, a Sakichi przez całą drogę do mostu Shōheibashi upierał się, że starzec pod matą miał drugi pień, tylko go sprytnie schował.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

 

Krzew, który miał być łodzią

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Chryzantemy hodowano w Edo od dawna i z wielką powagą, tyle że na rabatach. Lekarz Ogawa Akimichi, który w 1814 roku spisywał wspomnienia długiego życia, pamiętał z młodości, czyli z lat 50. XVIII wieku, rabaty długie na 13–18 metrów, a u Shirōzaemona z Sugamo nawet na ponad 20, i na wszystkich wyłącznie chryzantemy średniej wielkości. Potem, pisał, ludzie pokochali te kwiaty i zaczęli je obracać w rękach, aż odmian zrobiło się bez liku. Od początku ery Bunka, czyli od 1804 roku, nastała moda na ōzukuri (大造り), „wielkie prowadzenie”: z jednego krzewu formowano górę Fuji, łódź z daszkiem, ozdobną podstawkę weselną, żaglowiec, parawan, rozłożony wachlarz, skały Futamigaura i lwa wśród piwonii. Ogawa uznał to za szczyt kunsztu w hodowli roślin i trudno się z nim spierać, bo chodziło o rzecz bardzo konkretną: nie wiązało się kwiatów w kształt, tylko przez wiele miesięcy prowadziło roślinę, aż sama go przybierze.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Najlepszy opis takiego ogrodu zostawił Ōta Nanpo, poeta komicznych wierszy kyōka i urzędnik shōgunatu, a przy tym człowiek notujący wszystko (o poezji kyōka przeczytasz więcej tu: Pies, który chciał być shōgunem – szalone wiersze kyōka i druga strona japońskiej poezji ). 6. dnia 10. miesiąca 4. Roku ery Bunka (5 listopada 1807) poszedł na grób matki w świątyni Honnen-ji w Hakusan, a w drodze powrotnej skręcił na „oglądanie chryzantem” do Sugamo. Był tu już rok wcześniej i od razu sprawdził, czy kwitnie zapamiętany żywopłot z sazanki (山茶花, kamelii sasanqua). Ogrodnik Bunjirō wystawił przy bramie tabliczkę z napisem „Łódź z chryzantem, w dobrym guście”, a w środku rzeczywiście stała łódź z drobnych kwiatów w kolorze glicynii. U Ichizaemona Nanpo zobaczył dwa krzewy uformowane w pawia rozkładającego ogon. U Yasaburō podziwiał białą odmianę zwaną Xishi, od imienia chińskiej piękności, o płatkach jak wyrzeźbionych w woskowym kamieniu, wyhodowaną z nasion od rodu Ōmura, a pierwotnie chińską. Tam też rósł krzew, który zasłonił resztę: jeden, na rabacie szerokiej na 3 ken, około 5,5 metra, rozpięty na boki w kształt góry, w kwiatach żółtych, czerwonych i białych. Ogrodnik powiedział Nanpo, że podzielił sadzonkę w 10. miesiącu poprzedniego roku i prowadził ją przez 12 miesięcy, podczas gdy zwykłą chryzantemę prowadzi się 6. Nanpo zapisał to z szacunkiem i dorzucił, że u jednego z ogrodników rosły w doniczkach kaktus i aloes, opisane nazwami po holendersku. Wracał do domu przy świetle młodego księżyca szóstego dnia miesiąca.

 

Psychologia i filozofia w kanji - ksiązka o znakach japońsskich (ukiyo-japan.pl) - EBOOKTen zapis psuje porządek w datach. Japońskie encyklopedie podają, że modę zaczęli na początku ery Bunka ogrodnicy z Mamiany w dzielnicy Azabu, a jedna z badaczek precyzuje, że w 1804 roku tamtejsze szkółki i herbaciarnie formowały z jednego krzewu żurawie i żaglowce, Sugamo zaś tylko podchwyciło pomysł. W żadnym tekście z epoki tej wersji nie znalazłem. Najważniejsza kronika miasta, „Bukō nenpyō” Saitō Gesshina, otwiera ten rozdział w 9. miesiącu 1812 roku, a ten sam Gesshin w kalendarzu świąt Edo z 1838 roku przesunął początek aż na koniec ery Bunka. Wizyta Nanpo pokazuje, że formy istniały w Sugamo co najmniej od 1807 roku, a na chryzantemy chodzono tam jeszcze wcześniej, i nikt tego wtedy nie nazywał wydarzeniem. Wygląda na to, że tej mody nikt nie wymyślił. Krzewy przybierały coraz dziwniejsze kształty w wyścigu ogrodników o oko klienta, a rok 1812 jest datą, w której miasto spojrzało w tę stronę i zaczęło drukować przewodniki.

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

Sugamo było do tego wymarzonym miejscem. Wieś leżała przy trakcie wychodzącym z Edo na północny zachód, wśród podmiejskich rezydencji wielkich rodów, a jej mieszkańcy, z urzędu chłopi, od pokoleń żyli z zakładania i doglądania cudzych ogrodów (o oniwaban, ogrodnikach na zamku shōguna, przeczytasz więcej tu: Oniwaban – ogrodnicy na zamku shōguna, shinobi ery Edo, mistrzowie psychologii i manipulacji). Za miedzą leżało Somei, gdzie ród Itō Iheia od końca XVII wieku hodował azalie i wydawał katalogi roślin, a z tych samych szkółek wyjdzie później wiśnia Somei-yoshino. Szkocki botanik Robert Fortune, który przyjechał tu w listopadzie 1860 roku, napisał, że jedna prosta droga ciągnie się przez ponad milę między szkółkami i że nigdzie na świecie nie widział tylu roślin hodowanych na sprzedaż. Pierwsza moda na robione chryzantemy należała jednak do Sugamo. W wykazach ogrodów z 1814 roku Somei nie pojawia się ani razu.Kalendarz na rok 2027 - japoskie sekki i ko (72 mikrosezony japoskie)

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

 

52 domy i ani jednego mona

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Gesshin zapisał w kronice, że do Sugamo „z całego Edo, wysocy i niscy, schodzili się codziennie”, że z każdym rokiem było ich więcej i że miejsc z figurami zrobiło się w końcu ponad 50, a moda trwała do 13. Roku Bunka (1816). Liczby z różnych źródeł nie chcą się zgodzić. Ogawa naliczył w 1813 roku 35 domów. Dziennik Fujiokaya podaje 52 na rok 1814 i wspomina, że wydrukowano wtedy przewodnik z ich listą. Przewodnik po kwitnących miejscach Edo z 1827 roku mówi o ponad 90, ale pisano go 13 lat po fakcie i, jak sam autor przyznaje, z pamięci ludzkiej. Bardziej ufam niższym liczbom naocznych świadków. Wszystkie razem mówią i tak to samo: przez kilka jesieni kilkadziesiąt gospodarstw jednej wsi pracowało na jedno widowisko.

 

Ludzie wyjęci poza nawias społeczny w Japonii shogunatu Tokugawa - zbiór esejów z ukiyo-japan.pl Michała Sobieraja (ebook)Ogawa opisał je okiem człowieka, który pamiętał to miejsce jako cichą wieś ogrodników. Od Keiseigakubo na wschodzie po Ōtsukę na zachodzie przewalał się tłum gęsty jak na targu, stanęło kilkaset straganów z jedzeniem i piciem, a wieś, pisał, od założenia nie widziała takiego dostatku. Figury robili już nie tylko ogrodnicy, ale i chłopi, i kupcy, a według kronikarza Fujiokayi także zamożni ludzie w swoich podmiejskich willach. Drukarze zrozumieli rzecz szybciej niż ogrodnicy. Do każdej figury dopisywano wierszyk, a w 1814 roku wyszła książeczka z kyōka ułożonymi przez sławnych autorów, wśród nich Utei Enbę i Kyokutei Bakina. Ishizuka Hōkaishi, edoński zbieracz osobliwości, wkleił do swojego dziennika mapkę trasy z wierszykiem przy każdym przystanku, i to stamtąd pochodzą żółw z wątrobą małpy oraz Fuji z białym sake.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Za samo oglądanie nie płacił nikt. Prasa z czasów Meiji przypominała, że w tamtych latach ogrodnicy nie brali opłaty za wejście, wystawiali tylko ławki, a goście zostawiali, ile chcieli, na herbatę. Niektórzy wynajmowali pokoje. Na tej modzie zarabiali więc straganiarze, drukarze, sprzedawcy sake i cała wieś. Ogrodnik zarabiał najmniej. Kitamura Intei, uczony badacz obyczajów, napisał w 1830 roku krótkie epitafium tej mody.

 

彼種々の作り物は費かゝる程利分なし

(kano shuju no tsukurimono wa tsuie kakaru hodo ribun nashi)

 

„Wszystkie te rozmaite figury kosztowały więcej, niż przynosiły.”

 

- Kitamura Intei, „Kiyū shōran”, ks. 12, 1830

 

Dodał, że to samo spotkało świątynię słynącą z kwitnących jesienią krzewów hagi: oglądających było mnóstwo, ale na koszty hodowli ich datki nie wystarczały, więc przestano wpuszczać ludzi, a gdy Intei to pisał, znów zaczęto ich wpuszczać. W 1827 roku po figurach z Sugamo zostały już tylko opowieści.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Psychologia ma na to opis bardziej ogólny niż rachunek kosztów. Daniel Berlyne, brytyjsko-kanadyjski psycholog, twierdził w 1971 roku, że przyjemność estetyczną napędza między innymi nowość i zaskoczenie, słabnące z każdym kolejnym oglądaniem. Żółw z kwiatów zdumiewa za pierwszym razem, za drugim potrzeba już słonia. Teoria Berlyne'a ma zresztą kłopoty z danymi: jego słynna krzywa w kształcie odwróconego U (najbardziej podoba się to, co średnio złożone i średnio nowe) w późniejszych badaniach potwierdza się tylko częściowo.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.W eksperymencie zespołu Manueli Marin i Helmuta Ledera z Uniwersytetu Wiedeńskiego z 2016 roku 206 studentek psychologii oceniało 94 obrazy. Większa złożoność szła w parze z wyższą oceną piękna, ale nie z tym, jak bardzo obraz się podobał, a obie oceny silnie wiązały się z tym, czy obraz był znajomy. Badano same kobiety i same obrazy, więc wniosków nie powinniśmy wyciągać zbyt odważnie. Z drugiej strony psychologia zna od 1968 roku efekt czystej ekspozycji, opisany przez Roberta Zajonca: to, co już znamy, zwykle podoba nam się bardziej. Edo potwierdza obie połowy tej sprzeczności. Ludzie wracali co roku do tej samej wsi, a w niej szukali czegoś, czego jeszcze nie widzieli. Ogrodnikom płacili głównie zachwytem, a żeby ten zachwyt dostać, trzeba było co roku postawić coś większego i dziwniejszego. Za zachwyt nie kupi się jednak bambusa ani sznurka.

 

Niektórzy mieli tej mody dość od pierwszego dnia. Sakai Hōitsu, młodszy brat daimyō z Himeji, malarz, mnich i bywalec literackich salonów Edo, ułożył o figurach z ogrodu „pewnego ogrodnika” hokku, które Gesshin wpisał do kroniki pod rokiem 1812.

 

見劣りし人のこゝろや作りきく

(miotorishi / hito no kokoro ya / tsukurigiku)

 

„Jak marnie wypada
ludzkie serce –
chryzantemy robione.”

 

- Sakai Hōitsu, „Toryū no gi”,

ok. 1812–1813

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Hōitsu nazwał swój zbiór wierszy „Toryū no gi”, „Sztuką zabijania smoków”, od przypowieści Zhuangzi o człowieku latami doskonalącym się w umiejętności bez żadnego pożytku, bo smoków nie ma. Kpił więc z cudzej sztuki dla sztuki, sam podpisując się pod własną. Kilka lat później namalował na srebrnym tle parawany z letnimi trawami w deszczu i jesiennymi na wietrze, przyrodę ułożoną z większą precyzją niż jakakolwiek rabata w Sugamo. Myślę, że Hōitsu miał rację co do jednego: widowisko rzeczywiście zaczynało rządzić gustem. Mylił się co do ludzi. Tragarz czy praczka, którzy szli przez pół miasta, żeby zobaczyć lwa z kwiatów, mieli serca takie same jak goście oglądający trawy na srebrze w pałacach możnych, tylko chudsze sakiewki.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

 

Rachunek starego Kiheia

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.10. dnia 6. miesiąca 15. Roku ery Tenpō (24 lipca 1844) trwało letnie doyō (土用), najgorętsze dni roku, i od świtu nad Sugamo nie drgnął żaden liść. Kihei siedział na progu szopy i patrzył, jak syn, Tōkichi, przechodzi wzdłuż rabaty z małym nożykiem i przycina wierzchołki pędów. Robił to co kilkanaście dni od wiosny, żeby każdy pęd rozgałęził się na dwa, a te dwa na cztery. Na sąsiedniej działce Shirōzaemon zapowiadał, że jego krzew da w tym roku ponad 100 kwiatów z jednego pnia, i Tōkichi nie zamierzał być gorszy.

 

– Przychodził mnich od Reikan-in – powiedział Tōkichi, nie odwracając się. – Na jesienne święto Nichirena chcą jego samego z kwiatów. Wygnanie na Sado, w śniegu. I mongolską flotę, jak idzie na dno. Potrzebują kwiatów i rąk.

 

Albumy refleksji o japońskiej sztuce ukiyo-e opatrzone esejami z analizą i interpretacjąKihei przez chwilę milczał. W roku Bunka 11 (1814), kiedy Tōkichi był jeszcze chłopcem, zrobił żaglowiec. Pamiętał bambus kupowany wiązkami, sznur, dwóch najemnych do noszenia wody w upały, pamiętał tłum łamiący płot i depczący rabatę z sadzonkami na wiosnę, i czarkę na ławce, w której po miesiącu nie uzbierało się nawet na nowy płot. Pamiętał też, że następnej jesieni sąsiad zrobił większy żaglowiec, a parę lat później nikt już nie chciał oglądać żadnego.

 

Tōkichi mówił dalej, jakby wszystko już policzył. Mnich chciał bambusowe szkielety obłożone chryzantemami w doniczkach, przywiązanymi tak gęsto, żeby nie było widać ani jednej skorupy. Twarze i dłonie Nichirena miał zrobić lalkarz z Asakusy, bo z kwiatów twarzy się nie ułoży. Kwiaty trzeba będzie co rano podlewać na stelażu i co kilka dni wymieniać te, które zmarnieją.

 

– 30 lat temu też mówili, że się opłaci – odpowiedział Kihei. – Ludzie przyjdą, popatrzą, zjedzą dango u Tomekichiego i pójdą do domu.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.– Teraz kupują doniczki – Tōkichi odłożył nożyk. – Kto zobaczy Nichirena z naszych kwiatów, przyjdzie na wiosnę po sadzonki. Zresztą od kiedy pana zakazów, Mizuno, przepędzili z urzędu, ludzie znowu chcą się bawić. Jak nie my, to zrobią to w Somei.

 

Kihei spojrzał na rabatę. Pędy stały równo przywiązane do bambusowych prętów, nad nimi wisiały papierowe osłony, a powietrze pachniało mokrą ziemią po porannym podlewaniu. Rok pracy, pomyślał, na miesiąc patrzenia. Wstał, poszukał w szopie starej miarki i obszedł rabatę dookoła, mierząc ją krokami, jakby sprawdzał, czy przez 30 lat nie zrobiła się mniejsza.

 

– Zrób – powiedział w końcu. – Tylko śnieg na Sado weź z najtańszych białych. Tych, co ich na wiosnę i tak nikt nie kupi.Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

 

Nichiren w śniegu z białych płatków

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Gesshin zanotował, że po 1816 roku w Sugamo zostały same rabaty. W mieście moda żyła dalej, tyle że poza zasięgiem jego wzroku. W przewodniku z 1827 roku znajduję opis jesieni w Zōshigayi, gdzie od 8. dnia 10. miesiąca trwało nichireńskie święto oeshiki, rocznica śmierci mnicha Nichirena. Karczmy, herbaciarnie i ogrodnicy hodowali na tę okazję chryzantemy, świątynie rozpinały nad rabatami papierowe osłony, a z kwiatów robiono sceny z życia Nichirena - jak naucza tłumy i jak cierpi prześladowania. Ludzie, pisał autor, tłoczyli się przed pawilonem tak, że o swobodniejszy wdech trudno było. W zbiorach Muzeum Teatru Uniwersytetu Waseda jest też drzeworyt Utagawy Toyokuniego z 1819 roku, reklamujący „chryzantemowe rękodzieło” na placu Ryōgoku, pełnym budek z widowiskami. Aktor Segawa Kikunojō pozuje na nim w roli z dramatu „Shibaraku” w kostiumie z kwiatów, a napis wymienia rękodzielnika z Sugamo.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Druga fala zaczęła się w świątyni nichireńskiej. Jesienią 1844 roku Reikan-in, mała świątynia w Sugamo opiekująca się chramem Inari zwanym „Dzwonem Godzin”, przygotowała na oeshiki dekoracje z kwiatów: sceny prześladowań Nichirena i klęskę Mongołów. Zachowany przewodnik z tego roku pokazuje je na trzech kolejnych polach. Mongolska flota, „ponad 7000 okrętów”, idzie na dno, Nichiren siedzi w chacie na wyspie Sado zasypanej śniegiem, a obok rozgrywa się założenie jego wspólnoty w 1253 roku. Dekoracje zdjęto, zanim sezon się skończył, w połowie listopada, a w zachowanych zapiskach nie ma ani słowa o powodzie. Kawai Yū, badaczka figur naturalnej wielkości, uważa je za pierwsze figury zrobione wspólnie z lalkarzami, a więc za zarodek późniejszych lalek z chryzantem, kiku-ningyō (菊人形). Jeśli Toyokuni narysował to, co rzeczywiście stało na placu Ryōgoku, kwiatowy aktor z 1819 roku wyprzedził ten zarodek o ćwierć wieku.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Gesshin zapisał, że w ślad za świątynią figury zaczął robić każdy ogrodnik, a potem „nawet domy, których mieszkańcy ogrodnikami nie byli”, od Hakusan po Yanakę, i że w następnym roku było ich ponad 60. Fujiokaya mówi o 80. Ta druga fala była większa i bardziej zachłanna. Ogrodnik Kingorō z Somei zbudował słonia z białych chryzantem, wyższego od człowieka, z czaprakiem z żółtych i pomarańczowych kwiatów, i sprzedawcy drzeworytów od razu wypuścili jego portret. Czyjś żaglowiec mierzył od dziobu do rufy 7,5 metra. Shirōzaemon z Sugamo pokazał jeden krzew na 3 metry wysokości, z 120–130 kwiatami, a jeszcze inny ogrodnik zaszczepił na jednym pniu około 100 odmian, każdą z papierową karteczką z nazwą, i Kuniyoshi zrobił z tego tryptyk. Wydawców przewodników było w połowie 9. miesiąca 1845 roku 22, pod koniec miesiąca około 60, a mówiono, że zgodę na druk dostanie ich setka. Przewodnik po figurach w Mukōjimie sprzedawano na ulicy za 4 mon. Kitamura Intei zauważył kąśliwie, że w Mukōjimie rozwieszono kartki zapowiadające figury i herbaciarnie, a skończyło się głównie na plotce.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

 

Dziewięć pustych ramek

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.16. dnia 9. miesiąca 2. Roku ery Kōka (16 października, 1845), w dniu, w którym przewodniki po chryzantemach poszły do sprzedaży, czternastoletni Shinkichi, uczeń w małej oficynie drzeworytniczej nad stawem Shinobazu, patrzył, jak mistrz Gonroku wycina ostatnią stronę. Na pierwszych kartkach tłoczyły się ogrody, numer po numerze: Sugamo, Somei, Komagome, Dangozaka, żółwie, słonie, Fuji, sumici z kwiatów. Na ostatniej stronie Gonroku zostawił 9 pustych ramek i wyciął pod nimi formułkę: „Pozostałe figury dopiszemy, gdy tylko zostaną zrobione”.

 

– Przecież ich nie ma – powiedział Shinkichi.

 

– Będą. – Gonroku zdmuchnął wiórki. – W zeszłym roku w Reikan-in figury zniknęły przed końcem sezonu, a w tym nowe wyrastają w połowie. Jak ktoś coś postawi, wstawię w klocek nowe drewno i dotnę. Kto ma puste ramki, ten pierwszy ma pełne.

 

Tegoroczny przewodnik miał postać książeczki. Pięć kartek wielkości dłoni, złożonych na pół i zszytych nitką, mieściło się w zanadrzu kimona i nie gniotło się w tłumie. Shinkichi składał je od rana, aż palce pachniały mu tuszem.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Do południa przyszło trzech panów z kółka poetyckiego z plikiem karteczek. Każda figura miała dostać swój wiersz. Jeden czytał na głos, drugi poprawiał, trzeci śmiał się z obu. Shinkichi zapamiętał jeden wiersz, bo dorośli powtarzali go przy herbacie jeszcze długo: „Lekko przeszedł / przez ten świat / twórca robionych chryzantem”. W innym była mowa o bilecie do ogrodu. Gonroku pokręcił głową, że przecież ogrodnicy nie biorą za wejście, a poeta odpowiedział, że jeśli nie biorą, to tym lepiej, bo wtedy wiersz jest jeszcze śmieszniejszy.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Pieczęć od naczelnika dzielnicy, któremu władze kazały przeglądać drzeworyty, przyszła jeszcze o świcie, bo bez niej nie wolno było drukować. Gonroku był zły, bo z ulicy dobiegały już okrzyki konkurencji. Rano naliczył 22 oficyny, które wydały przewodniki po chryzantemach, i wiedział, że do końca miesiąca będzie ich trzy razy tyle.

 

Wieczorem Shinkichi poszedł z naręczem odbitek pod Bramę Kuromon. – Przewodnik po chryzantemach, 4 mon! – wołał, choć wcale nie był pewien, czy to sprawiedliwa cena za książeczkę z 9 pustymi ramkami. Pierwszy klient, starszy pan w szarym kimonie, przejrzał przewodnik, zatrzymał palec na ostatniej stronie i roześmiał się, nie wiadomo z czego.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

 

Kwiat widziany podwójnie

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Kawazoe Yū pisze, że widowiska rękodzielnicze w Edo opierały się na jednej przyjemności: na rozziewie między pospolitym materiałem a tym, co z niego zrobiono. Guan Yu z bambusowych koszyków, demon Shuten-dōji z plecionki, Fuji z chryzantem. Brytyjski filozof sztuki Richard Wollheim nazwał podobny mechanizm w 1980 roku twofoldness, „dwoistością”. Patrząc na obraz, widzimy jednocześnie farbę na płótnie i to, co farba przedstawia, a doświadczenie obrazu żyje w tym podwójnym widzeniu. Chryzantemowy lew wymusza dwoistość do granic możliwości. Widzimy naraz kwiaty i lwa i żadnego z nich nie da się wyłączyć. Cała zabawa trwa tak długo, jak obie strony pozostają widoczne.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Pod koniec epoki ta równowaga się przechyliła. Lalkarze robili głowy i dłonie, kwiaty przestały być lwem i stały się kostiumem. W latach 1860–1861 w Dangozace i Yabushicie stawiano sceny z „Chūshinguri”, a w 1862 roku „Dwadzieścia cztery przykłady synowskiej pobożności”. Patrzący musiał znać sztukę, żeby zrozumieć figurę, i przyjemność przesunęła się z pytania, jak kwiat może być lwem, na pytanie, kogo ten aktor z kwiatów gra. W listopadzie 1860 roku Robert Fortune trafił w Dangozace do ogrodu, w którym z altanek uśmiechały się do gości kobiety zrobione z tysięcy chryzantem. Zanotował, że efekt bywał dość zaskakujący. Tak wyglądał początek historii lalek z chryzantem, ale to już opowieść z innej epoki.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Pieniądze tymczasem popłynęły gdzie indziej. Hirano Kei, przeglądając kilkadziesiąt zachowanych przewodników z lat 40. XIX wieku, zauważyła, że obok figur coraz częściej pojawiają się na nich doniczki. Najwięcej pokazywał ich Morita Rokusaburō z Dangozaki. Jego chryzantema w donicy, z 30 kwiatami szerokimi na 15 centymetrów, wysoka na półtora metra, trafiła w 1848 roku do dziennika Fujiokayi jako osobliwość. Kilka lat później Rokusaburō założył w Asakusie ogród Hanayashiki, działający do dziś jako najstarszy park rozrywki w Japonii. Hirano przypuszcza, że ogrodnicy zarabiali na sprzedaży sadzonek i roślin w doniczkach, a figury ściągały do nich klientów. Inaczej mówiąc: kwiaty udające lwy sprzedawały kwiaty, które zostawały kwiatami. Kiedy w 1875 roku ktoś pierwszy raz kazał sobie zapłacić za samo patrzenie, 3 mon w starych miedziakach, to przedstawienie było już osobną branżą.Zbiory esejów o kulturze Japonii z Ukiyo-Japan.pl autorstwa Michała Sobieraja dostępne teraz również w wersji papierowej

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

 

Soba w Dangozace

 

Książka "Ścieżki" od autora ukiyo-japan.pl:  Michałą Sobieraja5. dnia 10. miesiąca 1. roku ery Bunkyū (7 listopada, 1861) Saitō Gesshin, naczelnik kilku ulic w Kandzie i autor najpoczytniejszych przewodników po Edo, szedł od Nezu w stronę Dangozaki z Yasuke, handlarzem papierem, który znał go od 30 lat i wciąż nie rozumiał, po co ktoś spisuje każdy pożar i każdego tygrysa pokazywanego za pieniądze. Gesshin miał 57 lat, od młodości prowadził dziennik i chodził na chryzantemy co jesień, czasem dwa razy. Przy bramie chramu w Nezu wyjął pędzelek i coś zanotował, a Yasuke westchnął tak, żeby to było słychać. W Yabushicie, pod matowym niebem, stały lalki z kwiatów w scenach z „Chūshinguri”, wierni wasale w kimonach z płatków, z nieruchomymi lalkowymi twarzami.

 

– Rozrywka dla tragarzy – powiedział Yasuke, nie zwalniając kroku. – Ludzie z twoją głową mogliby oglądać klony w Kaian-ji.

 

– Klony są daleko, a tu jest blisko – odpowiedział Gesshin. – O tej porze roku oprócz klonów nie zostało już żadnych kwiatów. Chodź, zjemy sobę.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Usiedli w Yabu, najsłynniejszej jadłodajni z makaronem soba w Dangozace, i wypili flaszkę. Z okna widać było pola w dole, szare po żniwach, i dymy nad wioskami. Potem weszli razem z tłumem do ogrodu z rabatami i doniczkami, gdzie Gesshin długo stał nad jednym białym krzewem, chociaż nie był w żaden sposób szczególny. Yasuke zapytał, o czym myśli.

 

– O ojcu – powiedział Gesshin. – Miałem 8 lat, kiedy zabrał mnie do Sugamo. Był pierwszy rok tych figur. Ojciec zbierał wtedy materiały do przewodnika, który potem skończyłem za niego. Nie pamiętam ani jednej figury, a pamiętam, że trzymał mnie za rękę, kiedy tłum ruszył.

 

Słońce zeszło nisko nad polami. Yasuke nie lubił sentymentów i zaproponował drugą flaszkę gdzieś w Nezu. Gesshin się zgodził, ale jeszcze chwilę stał przy furtce, żałując światła, które schodziło z rabat, jakby ktoś zwijał papierowy daszek.Zbiory esejów o kulturze Japonii z Ukiyo-Japan.pl autorstwa Michała Sobieraja - Tom VI: Japonia współczesna

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

 

66 lat

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.Na początku 1878 roku, już w nowym Tokio, Gesshin dopisał do kroniki notatkę o chryzantemach. Wspomniał w niej, że robione chryzantemy zaczęły się w Sugamo jesienią 1812 roku, że chodził tam z ojcem i że od tamtej pory minęło 66 lat. Przyznał, że są ludzie, którzy mają je za rzecz prostacką i nie chodzą ich oglądać. Potem opisał dzień taki jak tamten w 1861 roku: sobę w Dangozace, flaszkę, widok na pola, ogrody pełne rabat i doniczek, żal zachodzącego słońca. I zamknął to jednym zdaniem.

 

眞にこれ仲秋の一樂事なり

(makoto ni kore chūshū no ichi rakuji nari)

 

„Zaiste, to jedna z radości środka jesieni.”

 

- Saitō Gesshin, „Bukō nenpyō”,

notatka dopisana w 1878

 

Zmarł 6 marca 1878 roku. Ani jedna figura z Sugamo nie przetrwała dłużej niż miesiąc. Przetrwały przewodniki, które dziś leżą w muzeach w Tokio i Sakurze, z wierszykami, numerami ogrodów i nazwiskami ogrodników. Na jednym z nich, z 1845 roku, wydawca zostawił na ostatniej stronie puste ramki i obiecał, że dopisze w nich to, co ogrodnicy jeszcze zrobią.

 

 

ŹródłaUkiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

1. 平野恵「菊細工番付再々考」『国立歴史民俗博物館研究報告』第251集、2025年、99–141頁、doi:10.15024/0002000360.

2. 野間晴雄「17~19世紀江戸・東京近郊の花き園芸の発達と空間的拡散――グローバル/ローカルな視点からの菊の歴史地理」『東アジア文化交渉研究』第3号、2010年、395–431頁.

3. 川井ゆう「花を衣裳になぞらえるということ――変化する菊人形の見立て」『日本研究』第11集、1994年、135–154頁.

4. 斎藤月岑『増訂武江年表』、国書刊行会、1912; wyd. krytyczne: 『武江年表』1–2、金子光晴校訂、東洋文庫、平凡社、1968.

5. 岡山鳥『江戸名所花暦』、1827; cyt. za wyd. 吉川弘文館、1911; wyd. krytyczne: 『新訂江戸名所花暦』、市古夏生・鈴木健一校訂、ちくま学芸文庫、2001.

6. Groemer Gerald (tłum.), „The Land We Saw, the Times We Knew: An Anthology of Zuihitsu Writing from Early Modern Japan”, University of Hawaiʻi Press, Honolulu 2019, s. 220–298.

7. 喜多村信節『嬉遊笑覧』、成光館、1932; wyd. krytyczne: 岩波文庫、2002–2009.

8. 酒井抱一『屠龍之技』、w: 『日本俳書大系』t. 14、1927; 岡野知十『雨華抱一』、1900.

9. Fortune Robert, „Yedo and Peking. A Narrative of a Journey to the Capitals of Japan and China”, John Murray, London 1863.

10. Wollheim Richard, „Art and Its Objects”, wyd. 2, Cambridge University Press, Cambridge 1980.

11. Berlyne Daniel E., „Aesthetics and Psychobiology”, Appleton-Century-Crofts, New York 1971.

12. Zajonc Robert B., „Attitudinal Effects of Mere Exposure”, „Journal of Personality and Social Psychology” 1968, t. 9, nr 2, cz. 2, s. 1–27.

 

Heisuke, Sakichi, Kihei, Tōkichi, Shinkichi, Gonroku i Yasuke to postaci fikcyjne; świat wokół nich jednak, z wierszykami, liczbami, technikami i cenami, wziąłem ze źródeł. Słowa Saitō Gesshina w ostatniej scenie zbudowałem na jego własnej notatce z „Bukō nenpyō”, a wspomnienie z dzieciństwa w dialogu jest fabularyzowane. Wiersze do figur żółwia i Fuji znam z mapki Ishizuki Hōkaishiego w przedruku Nomy Haruo, a wiersze z przewodnika z 1845 roku z publikacji Hirano Kei. Kwoty przeliczam orientacyjnie, przyjmując pół złotego za mona. Daty z kalendarza księżycowo-słonecznego przeliczałem według danych astronomicznych w sieci, ale możliwe są przesunięcia o jeden dzień.

 

Biała Fuji z chryzantem na strzesze chałupy, lew z jednego krzewu, słoń z kwiatów. Ogrodnicy z Sugamo przez rok uczyli rośliny udawać, a Edo szło to oglądać.

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!