Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.
2026/08/19

Ćwiczyli po cichu, bili się po ciemku. Życie bezrobotnych urzędników dawnej Okinawy i karate zanim miało nazwę

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

 

Mieli rangę, czapkę i srebrną szpilę, a nie mieli pracy. Zanim karate dostało nazwę, było tym, co robili z wolnym czasem.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Chłopak ma dwadzieścia lat, czerwoną czapkę, srebrną szpilę we włosach i żadnego zajęcia. Wstaje przed świtem, bo tak wypada, choć nikt na niego nie czeka. Jego dom stoi na zboczu w Shuri, za kamiennym murem porośniętym paprocią, i nie będzie w przyszłości jego domem, bo jest drugim synem. W skrzyni leży komplet szat na uroczystości dworskie, na które nie jest zapraszany. Zna chińskie klasyki na pamięć. Umie napisać pismo do cesarza w stylu, jakiego wymaga kancelaria w Pekinie. Umie ukłonić się na siedem sposobów, zależnie od tego, kto stoi naprzeciwko. Przez większą część roku nie robi żadnej z tych rzeczy.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Czeka na etat, i to nie jest przenośnia, tylko ustrój państwa. Do egzaminu urzędniczego podchodzi sześciuset kandydatów, przyjąć na posadę rocznie można kilku. Cała reszta chodzi do kancelarii przepisywać cudze pisma za darmo, żeby dopisano mu punkt, a punkty nazywają się gwiazdkami służbowymi i zbiera się je całymi latami. Rejs do Chin, nagrodę życia, dostaje się zwykle po czterdziestce. Najbardziej pożądany urząd w Naha nie ma pensji i rujnuje rodzinę, bo trzeba z własnej kieszeni poić samurajów z Satsumy przez lata, w nadziei, że potem dostanie się kawałek ziemi. Ponad jedna czwarta ludności królestwa Ryūkyū ma rodowód, rangę i prawo do nakrycia głowy w wyznaczonym kolorze. Praca jest dla garstki. Reszcie zostaje czas, którego nikt nie potrzebuje, i ciało, któremu nikt nie przydzielił żadnego zadania.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.To ciało zaczyna trenować i przez dwa stulecia w papierach zostają po tym ślady. Ojciec pisze do syna, żeby ćwiczył po cichu, poza cudzym wzrokiem, i żeby nie kaleczył sobie rąk. Sto lat później stary mistrz pisze do ucznia to samo innymi słowami: gardzi ludźmi szukającymi starć wieczorami na ulicach, bo hańbią rodziców. Ostrzeżenie przed awanturą wraca uparcie, w różnych dokumentach i w różnych pokoleniach i mówi więcej niż niejeden traktat. Skoro ciągle trzeba było młodych przestrzegać przed nocnymi bójkami, to najwyraźniej był to problem. Czytamy, że jedna głupia awantura pod teatrem potrafiła wykreślić dom z dwudziestoletniej kolejki po posadę. Ludzie ćwiczący w tajemnicy ukrywali się przed sąsiadem, nie przed okupantem. To jest czwarty esej z serii o królestwie Ryūkyū, dzisiejszej Okinawie. Tym razem wychodzimy z osady uczonych na ulicę za kamiennym murem, gdzie o świcie stoi człowiek z rangą, bez pracy, i uderza pięścią w słup owinięty włóknem bananowca.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

 

Zdanie w cudzej książce

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Datę pojawienia się pierwszej wzmianki o okinawskich sztukach walki znamy dokładnie. Statek wypłynął z Naha 26 dnia 4 miesiąca księżycowego roku Hōreki 12 (1762), wioząc do Kagoshimy cukier, tkaninę i pięćdziesięciu dwóch ludzi. Sztorm złapał go po drodze i wyrzucił daleko poza kurs, na wysepkę Ōshima u południowego cypla Shikoku, w zamkniętej na świat Japonii pod rządami shōgunatu Tokugawa, gdzie żaden z nich nie miał prawa się znaleźć. Miejscowi wyciągnęli rozbitków z wody i odstawili do władz, a władze zrobiły to, co zwykle: zamknęły ich pod nadzorem i zaczęły wypytywać.

 

Dowódca nazywał się Shiohira i nosił rangę pēchin (親雲上), czyli należał do warstwy, o której będzie ten esej. Wypytywał go młody japoński konfucjanista z Tosy, Tobe Yoshihiro, człowiek, którego los rzucił nagle bliżej Chin, niż mógł się w życiu spodziewać, i który nie zamierzał tej okazji zmarnować. Jego zapis przeszedł do historii jako „Ōshima hikki" (大島筆記), „Notatki z Ōshimy". Rękopis leży dziś w Archiwum Narodowym w Tokio. Ma sześć rysunków.

 

Rozmowy ciągnęły się tygodniami i widać po nich, że obu stronom sprawiały przyjemność. Tobe pytał o dwór, o rejs do Fuzhou, o to, jak kłania się posłowi cesarza człowiek w takiej randze jak Shiohira, i notował wszystko, co usłyszał. Rozbitek recytował wiersze, gospodarz je zapisywał i objaśniał, uzbierało się ich blisko sześćdziesiąt. Gdzieś pośród tego padło zdanie o chińskim mistrzu, jego uczniach i sposobie walki.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Zdanie jest krótkie i pełne obserwacji zapamiętanych z samego patrzenia, nie z opowieści. Chudy człowiek, jedna ręka przyciśnięta gdzieś w okolicach piersi, druga wykonująca robotę, noga podcinająca, przeciwnik leżący na ziemi. Nazywano tamtego mistrza Kūsankū (公相君), przy czym Shiohira zaznaczył, że to nie nazwisko, tylko tytuł grzecznościowy. Do dziś ćwiczy się na całym świecie układ o tej nazwie, a kim był ten człowiek, nie wiadomo do końca.

 

Tobe dopisał od siebie, że rozumie przez to wszystko pięściarstwo znane mu z chińskiego traktatu wojskowego „Wubeizhi”. Dopisek jest jego, nie Shiohiry, a późniejsi badacze zwracali uwagę, że opis pasuje raczej do zapasów niż do pięściarstwa.

 

Warto zapamiętać samą sytuację, bo powtórzy się jeszcze kilka razy. Ryūkyūańczyk mówi o swojej sztuce nie do swojego, tylko do obcego, i nie zapisuje tego sam. Zapisuje ją ktoś, kto jej nie zna, w języku, w którym nie ma na nią słowa, przy okazji rozmowy o zupełnie innych sprawach. Przez następne półtora wieku wszystkie znane nam wzmianki okinawskiej sztuki walki będą miały ten sam kształt: cudza ręka, cudzy papier, margines.Psychologia i filozofia w kanji - ksiązka o znakach japońsskich (ukiyo-japan.pl) - EBOOK

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

 

Ćwierć narodu w kolorowych czapkach

 

Żeby zrozumieć, kto to ćwiczył, trzeba przestać myśleć o wyspie i zacząć myśleć o urzędzie.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Pod koniec istnienia królestwa Ryūkyū ludzie z rodowodem, po japońsku keimochi (系持), stanowili ponad jedną czwartą ludności. Rodowód dawał prawo do rangi, do nakrycia głowy w wyznaczonym kolorze, do szpili we włosach i do wpisu w państwowej księdze. Nie dawał ani ziemi, ani pensji, ani pracy.

 

Rangę widziało się z drugiego końca ulicy. Purpurowe nakrycie głowy nosili ludzie z samej góry, żółte urzędnicy średniego szczebla, czerwone cała reszta, a do tego szła szpila: złota, srebrna albo mosiężna, wpięta poziomo w węzeł na czubku głowy. Człowiek szedł do kancelarii ubrany w informację o sobie samym, czytelną dla każdego przechodnia i dla każdego strażnika przy bramie.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Uposażenie i lenno miała wąska warstwa na górze. Reszta, drudzy i dalsi synowie oraz ich potomstwo, nosiła nazwę murokushi (無禄士), szlachetnie urodzeni bez uposażenia. Chłopak z tej grupy przechodził w wieku kilkunastu lat ceremonię dojrzałości, wiązał włosy, dostawał czapkę i szpilę, i od tego momentu był kimś. Kimś bez pracy.

 

Droga do pracy wyglądała następująco. Najpierw szkoła. Potem egzamin urzędniczy zwany kō (科), na który zgłaszało się pięciuset, sześciuset kandydatów, a przechodziło kilku. Kto nie przeszedł, mógł próbować dalej albo wejść bocznymi drzwiami: istniały stanowiska zastępcze o nazwach w rodzaju „pisarz tymczasowy”, „pisarz dodany”, „pisarz na wzmocnienie”. Praca bez wynagrodzenia, w kancelarii, w oczekiwaniu, aż zwolni się etat. Za taką służbę naliczano punkty, a punkty nazywały się kinboshi (勤星), gwiazdkami służbowymi. Zbierało się je latami. Liczyły się też zasługi ojca.

 

Kto wreszcie dostał płatną posadę pisarza, zaczynał następne oczekiwanie: na rejs służbowy do Chin albo do Satsumy, na stanowisko przy magazynie, gdzie zwyczajowo brało się dodatek od każdej odbieranej dostawy. Między pierwszym dniem w kancelarii a pierwszym poważnym awansem mijało od kilku do kilkudziesięciu lat.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Tymczasem trzeba było z czegoś żyć. Dom stał zwykle na zboczu, za murem z koralowego wapienia, w cieniu fukugi, drzew sadzonych gęsto od strony morza, żeby zatrzymały tajfun. Jadało się bataty, dużo częściej niż ryż, do tego zupę i kawałek wieprzowiny przy okazji święta. Kobiety tkały, i tkactwo było jednym z niewielu zajęć, jakie nie przynosiły domowi z rodowodem wstydu, więc płótno z włókna bananowca utrzymywało niejedną rodzinę o czerwonej czapce. Mężczyzna nie mógł chwycić za motykę, bo straciłby twarz. Mógł natomiast siedzieć w domu i patrzeć, jak żona pracuje.

 

Popołudnia były długie. Do południa nie działo się nic, po południu też nie. Jeśli miał szczęście, szedł do kancelarii i przepisywał cudze pisma za darmo, żeby dopisano mu gwiazdkę. Tak wyglądał następny rok, i pięć następnych, i możliwe, że dwadzieścia.

 

Ten człowiek ma jedną rzecz, jakiej nie przydziela drabina rang i jakiej nikt mu nie odbierze za brak zasług. Ma własne ciało.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

 

List ojca

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.W 1778 roku pewien urzędnik z Naha usiadł i napisał testament dla syna. Nazywał się Aka Chokushiki, żył w latach 1721–1784 i przeszedł dokładnie tę drogę, o jakiej mowa wyżej, tylko trudniejszą, bo ojca stracił mając piętnaście lat.

 

Dosłużył się stanowiska yamato yokome (大和横目), czyli urzędnika od kontaktów z rezydentem Satsumy w Naha. Stanowisko wyglądało dobrze i było pułapką. Nie płacono za nie nic, a utrzymywanie stosunków z japońskimi urzędnikami, przyjęcia, upominki, uprzejmości, pochłaniało majątek. Mówiono, że trzyletnia kadencja zjada większość tego, co rodzina zgromadziła przez pokolenie. Grało się o to, że po latach dostanie się lenno i odrobi się stratę. Aka wygrał ten zakład: awansował dalej, dostał nowe włości, zmienił nazwisko rodowe na Ōta i drugą część testamentu w 1783 roku podpisał już inaczej.

 

Człowiek po takim życiu ma synowi coś konkretnego do powiedzenia. I mówi.

 

示現流の儀、御当地にては、何ぞの御用にも相立たず候へ共、先祖より武芸の家にて、且は士の家に生まれ、自分に差当たりこれはの時、または平日気持心持怠らざるはげみに相成候間、手足身を痛めざる様に、余力の時分に稽古いたすべく候。根本の稽古方の障にならざる様に、忍び々々に稽古これあるべく候。からむとう・やはらなどは稽古に及ばず候。示現流の儀、少々稽古いたし候とて、傍輩衆へ相交り、言あらそひ打合などいたし、かへつて身をほろぼし、大なる傷を求め、何分後悔いたし候とも益なく甚以て不孝の至りに候間、能々其慎をもって稽古の嗜いたすべく候。

 

„Co do szermierki Jigen-ryū: tu, w naszym kraju, na nic się nie przyda w żadnej służbie, ale ród nasz od przodków jest rodem sztuk wojennych, a i ty urodziłeś się w domu honorowym. Ćwicz zatem w czasie, jaki ci zbywa, tak by przydało się to, gdy przyjdzie ta jedna chwila, i by na co dzień nie gnuśniało w tobie ani usposobienie, ani duch, a przy tym tak, byś nie nadwerężał sobie rąk, nóg i ciała. Ćwicz w sposób nieprzeszkadzający nauce najważniejszej, i ćwicz po cichu, w ukryciu. Karamutō, yawary i tym podobnych ćwiczyć nie ma potrzeby. Bo gdybyś, poduczywszy się nieco takiej walki, mieszał się między rówieśników, wdawał w kłótnie i bijatyki, zgubiłbyś przez to samego siebie i odniósł ciężkie rany, a choćbyś potem żałował, nic by z tego nie przyszło i byłby to szczyt braku synowskiej powinności. Ćwicz więc z całą powściągliwością.”

 

- Aka Chokushiki, testament dla syna,
część pierwsza, 1778.

Tekst za opracowaniami Motobu Naokiego.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Karamutō (からむとう) to najprawdopodobniej najstarsza zapisana nazwa miejscowej walki bez broni. Jak ją oddać znakami, nikt nie wie, bo w oryginale stoi samym sylabariuszem, a proponowane odczyty rozjeżdżają się od „chińskiego [kara] bez [mu] miecza [tō]” po „chiński taniec walki”. Nie wiemy, jak wyglądała. Wiemy natomiast, że ojciec z Naha, sam człowiek ćwiczący, kazał synowi ją sobie darować, bo to strata czasu, a i ryzyko.

 

I wiemy jeszcze jedno, ważniejsze. Mamy tu, czarno na białym, w dokumencie z 1778 roku, zalecenie ćwiczenia w ukryciu, a powód nie ma nic wspólnego z japońskim okupantem. Ojciec boi się dwóch rzeczy: że chłopak zaniedba pismo i że będzie się popisywał.

 

Tajemnica, ta prawdziwa, ta zapisana, jest dyskrecją mieszczańską. Nie ukrywasz się przed samurajem Shimazu. Ukrywasz się przed sąsiadem, przed plotką i przed własnym temperamentem, bo jedna głupia bójka na ulicy potrafi wykreślić rodzinę z kolejki po posadę.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

 

Ile nazw ma rzecz, która nie ma nazwy

 

Zwykły dzień w Edo - zbiór esejów o japońskiej kulturze i historii z ukiyo-japan.pl autorstwa Michała Sobieraja.Ustawmy w szeregu wszystkie znane wzmianki z epoki.

 

1762, „Ōshima hikki”: kumiaijutsu (組合術, „sztuka walki w zwarciu”).

 

1778, testament Aki: karamutō (からむとう, być może „chińskie bez miecza”).

 

1801, dziennik podróżnika z Higo: tetsukumi (手つくみ, „ręka, która wbija”).

 

1855, „Nantō zatsuwa” Nagoshiego Sagenty: tsukunesu, tokkurō (ツクネス, トックロウ, zapisane katakaną ze słuchu, znaczenia nie da się ustalić).

 

Cztery dokumenty, pięć nazw, i ani jedna nie powtarza się w żadnym innym źródle. To nie jest ewolucja terminu. Za każdym razem ktoś inny próbuje nazwać coś, co ogólnej nazwy nie ma, i za każdym razem wymyśla własną. Dwie ostatnie zapisano katakaną, czyli tak, jak zapisuje się dźwięk, którego się nie rozumie.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Dopiero około 1850 roku pojawia się określenie, jakie da się znaleźć w kilku dokumentach naraz: tōde (唐手), „ręka chińska”. Zapis karate (空手), „ręka pusta”, zatwierdzono na zebraniu mistrzów w Naha 25 października 1936 roku, cztery pokolenia po testamencie Aki.

 

A słowo ti, sama „ręka”, tak dziś oczywiste, że wydaje się prastare? Najstarsze jego użycie jako ogólnej nazwy rodzimej sztuki pochodzi z artykułu ogłoszonego w gazecie „Ryūkyū Shinpō” 9 stycznia 1913 roku przez nauczyciela szkoły powszechnej nazwiskiem Funakoshi Gichin.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Brak nazwy nie jest jednak dowodem braku rzeczy, a rzecz tu była. Były wiejskie tańce wojenne zwane mēkata (舞方), tańczone z bronią i bez, obecne na wyspach jeszcze przed wojną. Były miejscowe zapasy, na jakie w wioskach schodziło całe popołudnie. Było osiemnastowieczne karamutō z listu Aki.

 

Czego nie było, to systemu. Nazwy, szkoły, stopni, pisma, listy uczniów. Nie należało się do ti. Robiło się coś, na co każdy mówił inaczej.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

 

Siedem dachówek

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Wiosną 1801 roku pewien człowiek z Higo, dzisiejszej prefektury Kumamoto, wybrał się w podróż po Satsumie. Był w drodze blisko siedem tygodni. Rozmawiał z tamtejszymi samurajami, z ludźmi, którzy służyli na Ryūkyū, i z Ryūkyūańczykami pracującymi w domu handlowym w Kagoshimie. Notatki nazwał „Satsuyū kikō” (薩遊紀行), „Zapiski z wędrówki po Satsumie”. Wydano je dopiero w 2006 roku, w biuletynie prefekturalnej komisji oświaty na Okinawie.

 

Zapisał, co usłyszał od samuraja z Satsumy, i jest to najlepszy opis techniki, jaki mamy z tamtego stulecia.

 

琉球、剣術、ヤハラノ稽古ハ手ヌルキモノナリ、唯突手ニ妙ヲ得タリト云、其仕業ハ拳ヲ持テ何ニテモ突破リ、或ハ突殺ス、名ツケテ手ツクミト云

 

右ノ手ツクミノ術ヲ為スモノヲ奉行所ヘ召テ瓦七枚重ネヲ突セラレシニ、六枚迄ハ突砕シヨシ、人ノ顔ナトヲ突ケハ切タル如クニソゲル、上手ニナレハ指ヲ伸シテ突ヨシ

 

„W Ryūkyū szermierkę i chwyty ćwiczą miękko. Powiadają natomiast, że w uderzeniu pięścią osiągnęli rzecz osobliwą. Robią to tak, że pięścią przebijają cokolwiek albo zabijają ciosem, a nazywa się to tetsukumi.

 

Człowieka biegłego w owej sztuce tetsukumi wezwano do urzędu i kazano uderzyć w siedem ułożonych na sobie dachówek, a sześć z nich rozbił. Gdyby uderzyć w ludzką twarz, mięso zeszłoby jak od cięcia. Kto zaś dojdzie do prawdziwej biegłości, ten uderza wyprostowanymi palcami.”

 

- Podróżnik z Higo,

„Satsuyū kikō”, 1801

 

Zbiory esejów o kulturze Japonii z Ukiyo-Japan.pl autorstwa Michała Sobieraja dostępne teraz również w wersji papierowejWarto sobie tę scenę wyobrazić w całości. Dachówka z Ryūkyū jest gruba, wypalana na rdzawą czerwień, cięższa niż japońska, bo ma trzymać przy dachu podczas tajfunu. Siedem sztuk ułożonych jedna na drugiej to słup prawie do pasa. Wokół stoją japońscy urzędnicy, w tle port, zapach smoły i suszonych ryb, i miejscowy człowiek w średnim wieku, który przyszedł, bo go wezwano, zdejmuje wierzchnią szatę i przygotowuje się do ciosu.

 

Urząd, o jakim mowa, to według wydawców placówka Satsumy w Naha. Siedziba tych samych ludzi, którzy rzekomo zakazali wyspiarzom broni i zmusili ich do ćwiczeń nocą (co już wiemy, że jest nieprawdą). Ci ludzie wezwali sobie miejscowego mistrza, ustawili mu stos dachówek i patrzyli, jak je rozbija. Potem opowiadali o tym znajomym, a znajomi wpisywali to do dzienników podróży.

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

Nie ma tu żadnego podziemia. Jest lokalna osobliwość, pokazywana gościom, mniej więcej tak, jak pokazywano im tancerzy i muzykę. Sprawę zakazu broni omówiliśmy zresztą w poprzednim eseju z tej serii (Okinawa zanim powstało karate. Życie w królestwie Ryūkyū między butem samurajów z Satsumy a łaską cesarskich Chin), więc tylko przypomnę wniosek: rozporządzenia dotyczyły noszenia, nie posiadania, a ludzie, u których pojawia się później coś na kształt karate, to nie chłopi, lecz urzędnicy.

 

Zwróć uwagę, czego w tym opisie nie ma. Nie ma układów, nie ma nazw technik, nie ma nazwiska nauczyciela ani szkoły. Jest jedna umiejętność: potworne uderzenie. Ktoś przez lata bił w coś twardego, aż zrobił sobie z ręki narzędzie. To wszystko, co ta relacja poświadcza.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

 

Dzielnica, do której morze przynosiło ludzi

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Warstwa urzędnicza dzieliła się według miejsca zameldowania na cztery grupy: Shuri, Naha, Kume i Tomari. O Kume, chińskiej dzielnicy z monopolem na kontakty z Fuzhou, była już mowa tu: Kumemura. Sztuki walk przyszły na dawną Okinawę pocztą dyplomatyczną. Teraz drugi koniec drabiny.

 

Tomari było najbiedniejsze i najdalej od awansu. Ludzie stamtąd nie zostawali kanclerzami, nie dostawali lenn, przez większość dziejów kręcili się po drobnych stanowiskach pisarskich i po urzędach wiejskich. Mieli za to jedno: port, do którego morze wyrzucało obcych.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Tomari pełniło funkcję państwowego punktu przyjmowania rozbitków. Przy świątyni Shōgenji, u miejscowych zwanej świątynią w Amiku, dwór kazał postawić budynki gościnne. Trafiali tam Chińczycy, Koreańczycy, ludzie z Japonii i tacy, o których nikt nie wiedział, skąd są. Ktoś musiał ich karmić, pilnować, leczyć i odesłać.

 

Wyobraźmy sobie taki dzień. O świcie przybiega chłopak z wiadomością, że u brzegu leży obcy statek z połamanym masztem. Naczelnik dzielnicy zwołuje ludzi, ktoś biegnie po lekarza, ktoś po ryż, ktoś po strażnika, a rozbitkowie siedzą na piasku, przemoczeni, i mówią coś, czego nikt nie rozumie. Trzeba ich policzyć, spisać, ubrać, nakarmić i przez kolejne tygodnie z nimi mieszkać, aż przyjdzie zgoda z Shuri na odesłanie.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Z tego obowiązku ludzie z Tomari zrobili karierę. Opieka nad rozbitkiem dawała punkty. Wyleczenie rozbitka dawało punkty tak duże, że zdarzało się awansować z chłopa do szlachty; zachowały się dokumenty, w których dwór nagradza medyka z Tomari, bo wyleczony Chińczyk sam poprosił o nagrodę dla niego. A w 1794 roku Tomari zrobiło rzecz sprytniejszą: wystąpiło o utworzenie stanowiska tłumacza koreańskiego, obsadzanego wyłącznie przez swoich.

 

Skąd wzięli koreański? Od rozbitków. W 1733 roku sprowadzono do wyrzuconych na brzeg ludzi najlepszego lingwistę w państwie, tłumacza chińskiego z Kume, i tłumacz nie zrozumiał ani słowa; dopiero człowiek z Tomari, który wcześniej złapał parę zwrotów od poprzedniej grupy rozbitków, dogadał się z nimi na tyle, by ustalić, skąd są. W 1856 roku zarządca Tomari pisze do dworu, że koreański jest trudny i że poza niejakim Matsumorą w randze chikudun (筑登之) nikt go dobrze nie zna, więc prosi o etat i o dwóch uczniów.

 

Szkoły wywodzące się z Tomari mówią od pokoleń, że ich układy przyszły od chińskich rozbitków, że uczono się w domach przy porcie, że jeden z nauczycieli mieszkał przez czas jakiś w jaskini nad plażą. To nie jest dowód, tylko struktura, w jakiej taki przekaz był możliwy, a nawet naturalny. I to znacznie więcej, niż mamy dla większości podobnych opowieści.Książka "Ścieżki" od autora ukiyo-japan.pl:  Michałą Sobieraja

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

 

Nauczycielskie honorarium

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Ze wszystkich obrazów, jakie narosły wokół tej sztuki, najtrwalszy jest ten o samotnym ubogim człowieku ćwiczącym po nocach na pustym podwórzu. Dokumenty pokazują coś innego.

 

W rezydencji rodu Motobu, jednej z bocznych linii królewskich, sztuk walki uczono synów tak, jak uczono ich chińskiego i kaligrafii. Zapraszano nauczycieli do domu. Przychodzili na zmianę, kilku różnych, i płacono im honorarium. Nazywano ich yakā, korepetytorzy. Wśród nich bywał Matsumura Sōkon, człowiek uważany dziś za ojca całej linii z Shuri, o którego życiu będzie kolejny tekst tej serii w przyszłym tygodniu.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Wyobraźmy sobie i to. Podwórze rezydencji wyłożone kamieniem, popołudnie, chłopiec po lekcji pisania stoi boso naprzeciwko dorosłego mężczyzny, a z werandy przygląda się temu ktoś ze służby. Nauczyciel poprawia mu ustawienie stopy, każe powtórzyć, i tak przez godzinę. Wieczorem dostaje zapłatę i wraca do siebie.

 

Trzej uczniowie Matsumury zostawili przed wojną świadectwa na piśmie: Motobu Chōki w książce z 1932 roku, Yoshimura Chōgi w tekście z 1941 roku, Kyan Chōtoku w artykule z 1942 roku. Wymieniają razem trzy układy: Naihanchi, Kūsankū i Gojūshiho. Wszystko inne, co się dziś Matsumurze przypisuje, wisi na przekazie ustnym. I jeszcze jedno: wszyscy trzej pochodzą z rodów arystokratycznych i są ze sobą spokrewnieni.

 

Udokumentowana transmisja biegnie więc przez najwyższą warstwę, za pieniądze, w domu, w dzień. Wygląda to mniej jak konspiracja, a bardziej jak lekcje francuskiego.

 

Sztuka ta miała zresztą kilka twarzy naraz. Była techniką zdolną zabić. Była umiejętnością towarzyską wykształconego urzędnika, obok pisma, poezji i muzyki. I była widowiskiem: kiedy przypływało chińskie poselstwo inwestytury, kilkuset ludzi na kilka miesięcy, królestwo wystawiało dla nich program artystyczny, nad którym czuwał osobny urzędnik do spraw tańca. W dziennikach przygotowań z lat 30. XIX wieku, w programie uczty Święta Środka Jesieni, figuruje pokaz sztuki walki z kijem. Numer na liście, między tańcami.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

 

Trzej ludzie sztuki wojennej

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Około 1882 roku bardzo stary człowiek napisał list do ucznia. List zachował się w rodzinie tego ucznia w Shuri i leży dziś w zbiorach Muzeum Prefekturalnego Okinawy. Jest to najbliższa rzecz, jaką mamy do wypowiedzi mistrza z epoki o tym, czym się zajmował.

 

Matsumura Sōkon urodził się prawdopodobnie w 1809 roku, choć zestawienia podają też 1806 i 1800, a data śmierci waha się między 1876 a 1899. Miał służyć trzem królom jako przyboczny, przy czym stanowiska, jakie mu przypisują wszystkie biografie, nie ma w spisie urzędów królestwa. Człowiek uważany za największego wojownika w dziejach wyspy zajmował posadę, której nie da się znaleźć w papierach.

 

W liście dzieli ludzi zajmujących się sztuką wojenną na trzy rodzaje.

 

Pierwszy to sztuka wojenna uczonego (学士之武芸). Ktoś rozumie rzecz głową, ćwiczy same układy rąk, nie dojrzewa, i jego sztuka nadaje się do obrony i ataku tyle co taniec. Matsumura dorzuca tu porównanie do kobiety, w duchu swojej epoki.

 

Drugi to sztuka wojenna pozorów (名目之武芸). Ci chodzą po świecie, szukają starć, wdają się w spory, kaleczą ludzi albo siebie, a przy okazji ściągają wstyd na rodziców i braci. Sto lat po tym, jak Aka Chokushiki ostrzegał syna dokładnie przed tym samym, najsłynniejszy mistrz wyspy uważa za konieczne napisać to jeszcze raz. Bijatyki urządzane przez młodych ludzi z rodowodem nie były marginesem. Były najwyraźniej stałym problemem tej warstwy.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Trzeci rodzaj to ten właściwy.

 

武道之武芸ハ不致放心

工夫を以致成熟己か心を治て敵人之乱を待

 

(budō no bugei wa hōshin itasazu, kufū o motte jōjuku itashi, onoga kokoro o osamete tekijin no ran o matsu)

 

“Sztuka wojenna człowieka idącego drogą oręża nie pozwala sercu odpłynąć. Dojrzewa się w niej mozołem, panuje nad własnym sercem i czeka, aż poruszy się przeciwnik.”

 

- Matsumura Sōkon,

zwój przekazany uczniowi Kuwae Ryōseiowi,

około 1882 roku.

Zbiory Muzeum Prefekturalnego Okinawy.

 

Dalej idzie cytat z chińskiej tradycji o siedmiu cnotach bu: powstrzymywać przemoc, hamować oręż, chronić ludzi, utrwalać zasługi, uspokajać lud, godzić gromadę, wzbogacać. Stary urzędnik pisze do młodszego urzędnika językiem konfucjańskiej administracji, bo innego nie zna i innego nie potrzebuje.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

 

Kiedy czekanie się kończy

 

Warstwa, o której mowa, zniknęła nagle.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.W 1879 roku japoński urzędnik wszedł do zamku Shuri z żołnierzami i odczytał rozporządzenie o utworzeniu prefektury. Króla wywieziono. Poselstwa do Chin zakazano cztery lata wcześniej. Kancelarie, magazyny, urząd tłumaczy, zarząd dzielnicy, cała maszyna, w której tysiące ludzi zbierały gwiazdki i czekały na etat, przestała istnieć w ciągu jednego sezonu.

 

Ludzie zareagowali różnie. Część odmówiła współpracy tak zdecydowanie, że nowe władze przez dwadzieścia lat nie odważyły się ruszyć starego systemu podatkowego. Kilkuset wyjechało nielegalnie do Chin, dobijać się o interwencję dworu Qing; ten ruch nazywano dasshin (脱清), „ucieczka do Qing”, i skończył się niczym. Reszta musiała z czegoś żyć.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Zjawiskiem, jakie to wchłonęło, było yādui (屋取), dosłownie „przenocowanie”. Zubożali ludzie z rodowodem schodzili z Shuri i Naha na wieś, budowali chałupę na nieużytku i brali się za karczunek, mieszkając osobno od starych wiosek, bo chłopi traktowali ich jak obcych. Ponad 130 dzisiejszych okinawskich miejscowości ma taki rodowód. Rzecz zaczęła się już w XVIII wieku, na długo przed upadkiem królestwa, i mówi o kondycji tej warstwy więcej niż jakikolwiek opis: człowiek z czapką i szpilą wyprowadzał się na pole, bo miał rangę, a nie miał co jeść.

 

I wtedy z tym, co ćwiczono w wolnym czasie, dzieje się rzecz osobliwa. Wychodzi na ulicę.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.W Tsuji, dzielnicy rozrywki w Naha, pojawia się zwyczaj zwany kakidamishi (掛け試し), „próba przez zaczepienie”. Wieczorem szło się w okolice teatrów i zaczepiało obcych, żeby się zmierzyć. Bez zasad, na gołe pięści, z jedną umową: leżącego się nie bije. Najsłynniejszym uczestnikiem tych awantur był Motobu Chōki, syn arystokratycznego domu, ten sam, który jako chłopiec uczył się od korepetytorów przychodzących za honorarium do rezydencji jego ojca.

 

Podumujmy to sobie. Aka Chokushiki w 1778 roku ostrzegał syna przed bijatykami jako przed drogą do utraty pozycji. Matsumura sto lat później nazywał to sztuką wojenną pozorów i pisał o wstydzie dla rodziny. Póki istniało królestwo, pozycja była czymś, co można było stracić. Kiedy przestała istnieć, przestał działać hamulec. Ludzie, którzy przez pokolenia ćwiczyli po cichu, żeby nie zaszkodzić karierze, wyszli w noc bić się z obcymi, bo kariery już nie było.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

 

Rok 1913

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.9 stycznia 1913 roku „Ryūkyū Shinpō” wydrukowała artykuł zatytułowany „Tōde jest rdzeniem sztuk wojennych” (唐手は武藝の骨髄なり). Napisał go czterdziestopięcioletni nauczyciel szkoły powszechnej z Shuri, człowiek z rodziny urzędniczej, uczeń dwóch starych mistrzów, drobny, uprzejmy, o wyglądzie urzędnika, bo urzędnikiem byłby, gdyby urodził się o pokolenie wcześniej.

 

Funakoshi napisał w nim, że w XV wieku królestwo odebrało ludziom broń, że Satsuma dała się wyspiarzom we znaki, i że w konsekwencji musieli sięgnąć po sztukę walki bez oręża. Napisał to w trybie przypuszczającym, słowem znaczącym mniej więcej „prawdopodobnie było tak”.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.To zdanie w trybie przypuszczającym stało się historią karate i powtarzano je przez sto lat na wszystkich kontynentach. Nie ma w tym oszustwa i nie ma nawet szczególnej naiwności. Człowiek pisał w gazecie, w języku, w którym jego wyspa dopiero uczyła się mówić o sobie, dla czytelnika z Tokio, w państwie żądającym od Okinawy, żeby przedstawiła swoje tradycje w formie zrozumiałej dla reszty kraju. Żeby coś przedstawić, trzeba to nazwać. Żeby nazwać, trzeba mieć jedną nazwę, jednego przodka i jeden początek. Nie miał żadnego z tych trzech, więc zrobił, co robi każdy w takiej sytuacji: wziął to, co pamiętał z opowieści nauczycieli, i domknął po swojemu.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.Zostaje pytanie, na jakie nie ma dokumentu. Co robił przez te wszystkie dekady dwudziestoletni człowiek z czerwoną czapką i srebrną szpilą, ten, który zdał albo nie zdał egzaminu, chodził do kancelarii przepisywać cudze pisma za darmo i wiedział, że do pierwszego rejsu za morze zostało mu dwadzieścia lat. Czym wypełniał czas ktoś, kto miał rangę i nie miał roboty?

 

Odpowiedź jest prosta i nie potrzebuje ani okupanta, ani rozbrojenia, ani tajemnicy. Ćwiczył. Pisma miał przepisane, poezję odrobioną, chiński opanowany, a ciało było jedyną rzeczą w tym państwie, jakiej nie przydzielał urząd i jakiej nikt nie mógł mu odebrać za brak gwiazdek.

 

Nie nazywał tego nijak. Nie było jak. Rzecz robiona codziennie, a taka, której nie da się nikomu pokazać, długo obywa się bez imienia.

 

Imię przyszło później, razem z gazetą, gramatyką japońską i potrzebą wytłumaczenia się obcym. Do tego czasu wyspa nie miała już ani króla, ani urzędów, ani statków płynących do Fuzhou. Miała pokolenia rąk wyćwiczonych przez ludzi czekających na coś, co nie nadeszło.

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

 

Źródła

1. 戸部良煕『大島筆記』1762(写本、国立公文書館デジタルアーカイブ、及び琉球大学附属図書館伊波普猷文庫). Relacja z przesłuchania rozbitków z Ryūkyū w Tosie, zawierająca najstarszą wzmiankę o kumiaijutsu i o Kūsankū.

2. 嘉手苅徹『沖縄空手の創造と展開 ― 呼称の変遷を手がかりとして ―』早稲田大学博士論文、2017. Pierwsza akademicka analiza zmienności nazw okinawskiej sztuki walki i krytyka niezweryfikowanych założeń obiegowej historii karate.

3. 小野まさ子・漢那敬子・田口恵・冨田千夏「岸秋正文庫『薩遊紀行』」『史料編集室紀要』31号、沖縄県教育委員会、2006年. Edycja źródłowa dziennika podróżnika z Higo z 1801 roku wraz z fragmentem o tetsukumi i próbie z dachówkami.

4. 本部直樹「『阿嘉直識遺言書』に見る18世紀の琉球の諸武術 ― 示現流、柔術、からむとう ―」『日本武道学会第42回大会研究発表抄録』日本武道学会、2009年. Omówienie testamentu Aki Chokushikiego jako źródła do historii sztuk walki warstwy urzędniczej.

5. 渡辺美季「近世琉球の士と『立身出世』」社会制度の持続性研究会報告、2006年. Struktura awansu w warstwie urzędniczej: egzamin kō, stanowiska bezpłatne, system punktów kinboshi, kategoria szlachty bez uposażenia.

6. 田名真之『沖縄近世史の諸相』ひるぎ社、1992年. Studia o nowożytnej Okinawie, rodowodach kafu i strukturze społecznej Shuri, Naha, Tomari i Kume.

7. Gregory Smits, „Visions of Ryukyu: Identity and Ideology in Early-Modern Thought and Politics”, University of Hawaii Press, Honolulu 1999. Ideologia i struktura polityczna królestwa, kontekst konfucjańskiej administracji.

8. Andreas Quast, „A Stroll Along Ryūkyū Martial Arts History”, Düsseldorf 2013. Anglojęzyczne omówienie rozporządzeń o broni i militarnych funkcji państwa Ryūkyū po 1609 roku.

 

Czerwona czapka, srebrna szpila i żadnego zajęcia. Urzędnicy dawnej Okinawy czekali na etat dziesiątki lat i w tym czasie ćwiczyli ręce. Tak rodziło się karate.

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany.- Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!