

Dzielnica nazywa się Kumemura, a miejscowi mówią na nią Kuninda. Szczelna osada potomków trzydziestu sześciu rodzin z Fujianu, jak głosi opowieść założycielska, osiadłych tu wiele pokoleń wcześniej. Leży na ławicy w ujściu rzek, tuż obok portu Naha, i ma jedno zadanie: obsługiwać Chiny. Jej mieszkańcy piszą listy do cesarza, tłumaczą dokumenty, prowadzą statki według położenia gwiazd, przyjmują poselstwa i wożą trybut do Fuzhou. Nikt inny w królestwie nie ma do tego prawa. W zamian nie mają wstępu do polityki: człowiek z Kume nie zostanie kanclerzem w Shuri, stolicy nad zatoką, ani nie dostanie lenna na prowincji. Dostaje za to jedyną drabinę, na której nikt mu nie wchodzi w drogę, i miejsce w kolejce po służbowy rejs, przyznawany zwykle koło czterdziestki, po dwóch dekadach pracy za biurkiem.
Tymi kilkoma ulicami przechodzi przez pięćset lat każda myśl, która przypływa z południowych Chin. Receptura papieru. Obróbka masy perłowej. Obrzęd konfucjański i chiński wiersz. Wszystko odnotowane w rodowodach, wszystko przywiezione przy okazji, przez urzędników jadących w zupełnie innej sprawie. I jeszcze coś: bardzo szczególne układy ruchów, ćwiczone o brzasku, gdy nikt obcy nie patrzy. Wtedy nie było na nie jeszcze nazwy. Przyjdzie ona z opóźnieniem, dopiero w XX wieku, kiedy dzielnicy już nie będzie, a jej urząd dawno zniknie. Karate.

Tyle że okupanci mieli w tej sprawie zupełnie inne interesy, a ludzie, o których mowa, nie byli chłopami.
Zacznijmy od dokumentu. Pierwszego dnia czwartego miesiąca pierwszego roku ery Qianlong (tu datujemy nie japońskim, a chińskim systemem), czyli wiosną 1736 roku według rachuby europejskiej, urząd miejski Naha zapisał w dzienniku doniesienie o bójce w wiosce Wakasamachi. Poszło o zioło zasadzone przy drodze. Sąsiad kazał je usunąć, właściciel odmówił, syn sąsiada usunął sam, właściciel powalił go pięścią, nadbiegła rodzina i rozbiła właścicielowi twarz kamieniem. Potem właściciel poszedł do domu sąsiadów na odwet i pobił tam starca i kobietę. Wtedy najstarszy z synów wyciągnął miecz. Urząd odnotował sprawę jako poważną, miecz skonfiskował i oddał obie rodziny pod dozór grup sąsiedzkich (piszę „miecz”, ale w dokumencie jest po prostu „刀”, czyli dowolna broń biała, sieczna. Może coś krótszego, podobnego do wakizashi? Trudno powiedzieć).

Rozporządzenia o broni istniały, ale mówiły co innego, niż się je dziś streszcza. Okólnik z 1670 roku zakazywał noszenia miecza i kija osobom zamaskowanym, nocą. Zakaz dotyczy nie posiadania, lecz chodzenia z bronią po ciemku z zasłoniętą twarzą, czyli tego, co nazwalibyśmy rozbojem. Sam fakt, że trzeba było to zakazać, dowodzi, że i miecze, i kije były w rękach ludzi. Testament Aki Pēchina Chokushoku z 1778 roku wylicza z kolei, czego uczy się młodzież z wyższych rodów: szermierki szkoły Jigen, chwytów yawara (柔), włóczni, halabardy. To nie jest podziemie. To program wychowania syna.


Fakty jednak są takie, że ludzie, którzy rozwijali układy, jakie później wyewoluują w karate, nie są ofiarami rozbrojenia. To urzędnicy państwa, w tym urzędnicy jednej konkretnej dzielnicy, mającej monopol na kontakt z Chinami.

Oficjalna historia królestwa, „Chūzan seifu” (中山世譜), spisana w XVIII wieku, podaje datę i akt założycielski: w 1392 roku cesarz Hongwu miał podarować królowi Ryūkyū „trzydzieści sześć rodzin z Min”, czyli z dzisiejszego Fujianu. Fachowców. Nawigatorów, szkutników, tłumaczy, ludzi umiejących napisać po chińsku pismo do cesarza.

Nawet listy nazwisk się nie zgadzają. Tablica pamiątkowa w parku Matsuyama w Naha podaje jeden zestaw, spis wyryty przy dawnym domu gościnnym w Fuzhou drugi. Rozjazd list jest sam w sobie informacją. Nikt w XV wieku nie prowadził rejestru, bo nie było czego rejestrować.
Ciekawsze od legendy o założeniu jest to, co wydarzyło się potem. Przez cały XV i pierwszą połowę XVI wieku Kume pracowało na pełnych obrotach, bo królestwo pośredniczyło w handlu między Chinami, Japonią, Syjamem i Malakką, a każdy taki rejs wymagał ludzi umiejących pisać po chińsku i czytać gwiazdy. Potem struktura handlu w Azji Południowo-Wschodniej się zmieniła, Portugalczycy i Hiszpanie weszli na te same szlaki, Chiny rozluźniły zakaz prywatnych wypraw morskich, i pośrednik przestał być komukolwiek potrzebny. Kume się wyludniło. Z całej listy rodów zostało pięć: Sai, Tei, Rin, Ryō i Kin.
Dwór odpowiedział inżynierią społeczną. Po zajęciu wyspy przez Satsumę w 1609 roku handel z Chinami stał się dla królestwa jeszcze ważniejszy niż wcześniej, bo pozostał jedynym źródłem towarów, na których zarabiali wszyscy, łącznie z okupantem. Do rejestru Kume zaczęto więc wpisywać ludzi z Shuri i z Naha. Nie sprowadzano nowych Chińczyków. Brano miejscowych, wpisywano ich do dzielnicy i uczono chińskiego od dziecka.
Pod koniec królestwa „chińska dzielnica” była zatem w dużej mierze zamieszkana przez ludzi o ryūkyūańskich przodkach, pełniących chińską funkcję. Kume przestało być diasporą, a stało się kwalifikacją.

Najstarszy opis pochodzi od rozbitka. W lutym 1456 roku u brzegów Ryūkyū rozbił się koreański statek, a jeden z ocalałych, zapisany w kronice znakami 梁成 (które Koreańczycy czytają jako 양성, czyli Yang Seong), złożył potem w kraju relację, wciągniętą do koreańskiej kroniki dworskiej. Zapisano w niej, że przy wodzie, niedaleko budynku urzędowego, stoi osada otoczona ziemnym wałem, licząca ponad sto domów. Targ jest nad rzeką, przypływają do niego statki kupieckie z południowych mórz, z Japonii i z Chin. Badacze od dawna proponują, żeby tę osadę za ziemnym wałem utożsamić z Kume.

W samej dzielnicy stały dwie świątynie bogini morza, górna i dolna. Bogini nazywała się Tenpi i była tą samą opiekunką żeglarzy, do której modlono się w każdym porcie południowych Chin. Przed rejsem szło się tam z ofiarą, po powrocie z podziękowaniem, a kiedy statek się spóźniał, rodziny chodziły codziennie. W dolnej świątyni mieściła się przez długi czas szkółka dla siedmiolatków. Uczono w niej wymowy urzędowej i elementarza, zanim otwarto szkołę z prawdziwego zdarzenia.

Trudno o czystszy obraz tego, czym była ta społeczność. Państwo Ryūkyū nie było konfucjańskie w tym sensie, w jakim była nim Korea. Konfucjanizm miał tu adres. Mieścił się w Kume, w kilku budynkach obok siebie, obsługiwany przez ludzi zatrudnionych do rozmowy z Chinami.
Z tego wszystkiego nie zostało prawie nic. W 1945 roku dzielnica spłonęła razem z resztą Naha, a potem przez jej środek poprowadzono drogę wojskową numer jeden, dziś krajową pięćdziesiątą ósmą. Ze starego Kume ocalała kamienna brama świątyni Tenpi. Świątyni już nie ma, brama stoi.

Osobność miała cenę. Ludzie z Kume nie awansowali do centrum władzy w Shuri, nie zostawali kanclerzami, nie dostawali nadań ziemi. Mieli za to jedną drabinę, na której nikt im nie wchodził w drogę: obsługę Chin. Zaczynało się od stopnia wakashūsai (若秀才), młodzieńca zdolnego, potem shūsai, potem tsūji (通事), tłumacz, potem tłumacz nadrzędny, a dalej trzy szczeble mandaryńskie kończące się na shikin taifu (紫金大夫), „dostojniku fioletu i złota”. Na samym szczycie stał zarządca dzielnicy, wybierany spośród tych ostatnich.
Do drabiny przygotowywała szkoła. Meirindō (明倫堂), założone w 1718 roku z inicjatywy Tei Junsoku (程順則), stanęło przy świątyni konfucjańskiej i było pierwszą regularną instytucją oświatową w królestwie. Młodsi chłopcy uczyli się wcześniej w budynku świątyni bogini morza: elementarza ułożonego w wersy po trzy znaki, takiego samego, z jakiego uczono dzieci w całych Chinach, i przede wszystkim wymowy. Uczono ich mówić po chińsku w wersji urzędowej, guanhua (官話), językiem rozmowy z urzędnikiem w Fuzhou i w Pekinie. Starsi przechodzili do Meirindō na komentarz do ksiąg kanonicznych i na redagowanie pism dyplomatycznych, bo każda forma korespondencji z cesarstwem miała własną nazwę, własny format i własne pułapki.
Postępy sprawdzano trzy razy w miesiącu: w dni z trójką, szóstką i dziewiątką. Dziewięć razy na trzydzieści dni chłopcy z Kume stawali przed zarządcą dzielnicy i pokazywali, czego się nauczyli.
Trójka, szóstka, dziewiątka.

Monopol miał granice, i granice bywały śmieszne. W 1733 roku na brzegi Ryūkyū wyrzuciło rozbitków, o których nikt nie wiedział, kim są. Wezwano tłumacza chińskiego z Kume, czyli najlepiej wykształconego lingwistę w państwie, ale tłumacz nie dogadał się z nimi wcale. Dopiero gdy sprowadzono niejakiego Gushikena z Tomari, dzielnicy najbiedniejszej i najniżej postawionej, padło pierwsze zrozumiane zdanie. Rozbitkowie byli Koreańczykami. Ludzie z Tomari, przez wieki odsuwani od dobrych posad, mieli za to praktykę w rozmawianiu z tym, co przypłynęło samo, i z czasem wywalczyli sobie osobny etat tłumacza koreańskiego.
Zachował się rodowód bocznej gałęzi rodu Motobu. Motobu Chōbō urodził się w 1801 roku, w wieku czternastu lat przeszedł ceremonię dojrzałości, między dwudziestym siódmym a trzydziestym szóstym rokiem życia przechodził przez kolejne stanowiska pisarskie, i na pierwszy wyjazd do Chin popłynął mając czterdzieści sześć lat. Na drugi w wieku sześćdziesięciu jeden. Umarł w Fuzhou w 1863 roku.
Rejs do Chin był nagrodą za dwie dekady biurka, a nie startem kariery.
Kiedy wiatr wreszcie skręcił na północny wschód, zaczynało się liczenie dni.



Część delegacji, poseł i jego świta, jechała stąd dalej lądem do Pekinu, drogą liczącą blisko dwa i pół tysiąca kilometrów. Reszta zostawała w Fuzhou do następnego korzystnego wiatru, czyli mniej więcej rok.
Rok. To jest tu właściwa jednostka czasu.
Rok w obcym mieście trzeba czymś wypełnić.


I uczyli się rzeczy.
Ōmine Sen'yū, urzędnik zakupów, jeździł do Chin wielokrotnie i mówił dobrze po chińsku. W Fuzhou dowiedział się przypadkiem o lekarzu operującym rozszczep wargi. Jego szwagier Yonamine, płynący na tym samym statku jako marynarz, urodził się z rozszczepem. Ōmine zaprowadził go do lekarza, szwagier przeszedł zabieg i wrócił z inną twarzą. Wtedy Gi Shitetsu (魏士哲) z Kume, wówczas tłumacz o nazwisku urzędowym Heshikiya, poszedł uczyć się tej techniki u chińskiego chirurga Kō Kaiyū. Przywiózł ją do domu. Zapisano to w rodowodzie jego rodu.


Chirurgia, papier, laka, jedwab, obyczaj łapówkowy. Wszystko udokumentowane w rodowodach, wszystko przywiezione przez ludzi, po których nikt się tego nie spodziewał, bo płynęli w zupełnie innej sprawie.
Czegoś jednak w rodowodach nie ma, a było ważne. Sztuki walki.

Żaden z tych odczytów nie jest ani japoński, ani mandaryński. Japoński przeczytałby trzynaście jako jūsan, mandaryński jako shisan. Na Okinawie mówi się seisan. Podobnie osiemnaście: nie jūhachi, tylko seipai. Trzydzieści sześć: nie sanjūroku, tylko sanseiru. To odczyty z południowochińskich dialektów, przywiezione ze słuchu przez ludzi nieumiejących zapisać ich inaczej niż fonetycznie. Który dokładnie dialekt, tego literatura nie rozstrzyga.

Nazwy samej sztuki też wtedy nie było. Słowo „karate" pojawia się dopiero w XX wieku, a przez cały okres, o którym tu mowa, mówiono inaczej - za każdym razem inaczej. W dzienniku urzędu z 1736 roku pojawia się tetsukumi (手つくみ) i nie da się rozstrzygnąć, czy oznacza tam cios pięścią, czy nazwę sztuki walk. W relacji podróżnika z Higo z 1801 roku tetsukumi jest już nazwą: podróżnik notuje, że w Ryūkyū szermierka i chwyty są niemrawe, ale uderzenie pięścią mają opanowane osobliwie dobrze, i że urząd Satsumy w Naha wezwał kiedyś mistrza tej sztuki i kazał mu uderzyć w stos siedmiu dachówek, z czego rozbił sześć.

Na koniec tekst. W historii karate pojawił się rękopis zwany „Bubishi” (武備志), uważany za biblię tradycji Naha. Nie mylić z chińskim traktatem wojskowym „Wubeizhi” Mao Yuanyiego, liczącym ponad dwa miliony znaków i siedemset ilustracji. Okinawski „Bubishi” to około dziesięć tysięcy znaków i siedemdziesiąt dwie ilustracje, i dotyczy fujiańskiej sztuki walki w stylu białego żurawia. Lu Jiangwei w rozprawie doktorskiej obronionej w 2011 roku na Okinawskiej Prefekturalnej Akademii Sztuk pokazał w nim rzecz dla naszej sprawy rozstrzygającą: obok zwykłej chińszczyzny występują tam wyrażenia dające się odczytać wyłącznie w dialekcie Fuzhou oraz znaki użyte fonetycznie, jako zapis brzmienia, a nie znaczenia.
Czyli: ktoś słuchał człowieka mówiącego w dialekcie Fuzhou i zapisywał, jak umiał.
Sam rękopis zaczął krążyć na Okinawie około 1930 roku, przekazywany z rąk do rąk między mistrzami. To już zupełnie inna epoka. Ale materiał w nim jest starszy i przyszedł tą samą drogą co papier i chirurgia.

Trójka, szóstka, dziewiątka. Te same dni, w które chłopcy z Kume od stu pięćdziesięciu lat pokazywali zarządcy dzielnicy, czego się nauczyli w szkole. Pokaz sztuk walki odbył się przy okazji szkolnego zebrania.

Dziewiąty numer wykonał Ikemiya, uczeń szkoły. Reszta należała do trzech ludzi, a jeden z nich występował sześć razy.
Sześć z dziesięciu pozycji z udziałem jednego człowieka.

Rodzina Aragakiego nie pochodziła z Kume. Chłopiec chodził tam z Naha do szkoły i miał w dzielnicy przyjaciół. Uczył się od człowieka o nazwisku urzędowym Yabu, z rodu Tei, jednego z pięciu ocalałych rodów Kume.
Chłopak spoza dzielnicy przychodzi do niej po naukę, bo tam jest szkoła i tam są ludzie mówiący po chińsku, a dwadzieścia lat później to on demonstruje sześć z dziesięciu numerów programu. Wiedza wyciekła przez sąsiedztwo, nie przez ród.
Zapis „kij i ręka chińska” niekoniecznie znaczy to, co czytamy dzisiaj. Motobu Naoki zauważa, że tōde mogło wtedy oznaczać po prostu chińską sztukę walki, łącznie z bronią, a „kij i ręka chińska” mogło być ćwiczeniem, w którym jeden atakuje kijem, a drugi broni się gołymi rękami.
W 1875 roku rząd Meiji zakazał wysyłania z Ryūkyū statków trybutarnych do Chin. W 1879 królestwo zniesiono, króla wywieziono do Tokio, a na wyspie utworzono prefekturę Okinawa. Korytarz przestał istnieć jako urząd.
Ludzie zareagowali różnie.
Rin Seikō (林世功) urodził się w 1841 roku w rodzinie z Kume. W 1865 zdał egzamin stypendialny, w październiku 1868 wyjechał do pekińskiej akademii Guozijian, wrócił w 1875 i został nauczycielem następcy tronu. W 1876 wyjechał do Chin już nielegalnie, jako tajny wysłannik, i przez cztery lata dobijał się w Fuzhou i w Pekinie o interwencję dworu Qing. Gdy w 1880 roku dowiedział się, że Japonia i Chiny negocjują podział archipelagu, wjechał do Pekinu i 20 listopada podciął sobie gardło. Zostawił dwuwiersz:
一死猶期存社稷
高堂專賴弟兄賢
yī sǐ yóu qī cún shè jì
gāo táng zhuān lài dì xiōng xián
„Jedna śmierć, a wciąż liczę, że ołtarze państwa ocaleją.
Rodziców pod dachem powierzam rozsądkowi braci.”
- Rin Seikō, wiersz pożegnalny,
Pekin, 20 listopada 1880
Miał trzydzieści dziewięć lat, w rachubie wschodnioazjatyckiej czterdzieści. Dwór Qing przysłał dwieście liangów srebra na trumnę.
Aragaki Seishō, tłumacz, w 1880 roku przeszedł, jak to zapisano, do zajęć prywatnych. Państwo, dla którego umiał rozmawiać z Chinami, przestało istnieć. Umiejętność została.

I wreszcie Higaonna Kanryō, uznawany za ojca szkoły Naha. Wersja kanoniczna mówi, że popłynął do Fuzhou, uczył się kilkanaście lat u mistrza zwanego Rū Rū Kō, uratował mu rodzinę z powodzi i wrócił jako mistrz. Wersji jest jednak stanowczo za dużo. Data wyjazdu waha się między 1867 a 1877, długość pobytu między rokiem i czterema miesiącami a piętnastoma laty, nazwisko nauczyciela ma trzy warianty.

Nie znaczy to, że Higaonna nigdy nie był w Chinach ani że zmyślił swoją sztukę. Znaczy tyle, że jego biografię opowiedziano według wzoru, którego przed 1879 rokiem nikt by nie potrzebował. Dopóki istniał urząd, wiedza przychodziła z urzędem i nie wymagała uzasadnienia. Kiedy urzędu zabrakło, trzeba było opowiedzieć historię o jednym człowieku, jednym mistrzu i jednej podróży. Legenda o uczniu zastąpiła etat.
Dziś na Okinawie ćwiczy się Naha-te, Shuri-te i Tomari-te, według nazw trzech dzielnic. Kume-te nie ma.

Nie miała ich na własność. Miała je jako funkcję.

Budynek w Fuzhou stoi do dziś, przy ulicy Kango w dzielnicy Taijiang. Od 1879 roku mieszkali w nim najpierw uciekinierzy dobijający się o ratunek dla nieistniejącego państwa, potem ludzie uchylający się od japońskiego poboru. Potem był magazynem. Dziś jest muzeum przyjaźni.
Źródła
1. George H. Kerr, Okinawa: The History of an Island People, Tokyo 2000. Podstawowa anglojęzyczna historia wysp, wciąż punkt odniesienia dla sporu o rozporządzenia o broni po 1609 roku.
2. Gregory Smits, Visions of Ryukyu: Identity and Ideology in Early-Modern Thought and Politics, 1999. Opracowanie o ideologii królestwa i o roli, jaką odgrywał w niej konfucjanizm Kume-mura.
3. Andreas Quast, A Stroll Along Ryūkyū Martial Arts History, Düsseldorf 2013. Rewizjonistyczne omówienie rozporządzeń o broni i militarnych funkcji państwa Ryūkyū po 1609 roku.
4. Joe Swift, „The Kenpo of Kume Village”, Meibukan Magazine nr 6, 2007. Anglojęzyczna rekonstrukcja pokazu z 1867 roku oraz sylwetek Aragakiego i rodu Kojō.
5. Patrick McCarthy, Bubishi: The Classic Manual of Combat, Tokyo 2008. Przekład rękopisu wraz z aparatem historycznym.
6. 高良倉吉・赤嶺守・豐見山和行 主編『國立臺灣大學圖書館典藏琉球關係史料集成 1』國立臺灣大學圖書館、2013. Edycja ryūkyūańskich materiałów źródłowych ocalałych w przedwojennych odpisach w Tajpej, w tym dziennika urzędu Oyamise z 1736 roku.
7. 田名真之『沖縄近世史の諸相』ひるぎ社、1992. Studia o nowożytnej Okinawie, w tym o rodowodach kafu i o społeczności Kume-mura.
8. 冨田千夏『琉球王国接貢制度の研究:清代における「接貢」に関わる人々の往還の分析:家譜資料を中心に』琉球大学、2014. Analiza ruchu ludzi między Naha a Fuzhou na podstawie rodowodów.
9. 盧姜威「『沖縄伝武備志』の研究 ― 沖縄空手との関わりを中心に ―」博士論文、沖縄県立芸術大学、2011. Rozprawa doktorska o okinawskim rękopisie Bubishi i jego stosunku do chińskiego Wubeizhi.
未開 ソビエライ
未開 ソビエライ
Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".
"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)
___________________
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!