Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.
2026/07/29

Okinawa zanim powstało karate. Życie w królestwie Ryūkyū między butem samurajów z Satsumy a łaską cesarskich Chin

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Po najeździe w 1609 roku Ryūkyū musiało ukrywać swoich japońskich panów przed chińskim posłem i grać kraj wolny i niezależny. Po to, by ci sami panowie mogli na tej wolności zarabiać.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.O świcie port budził się od zapachu. Najpierw sól i zgniła słodycz wodorostów wyrzuconych nocnym przypływem, potem dym z pierwszych palenisk, w końcu ostra woń smoły uszczelniającej kadłuby. Naha leżała na wąskim pasie lądu ledwie wystającym z laguny, właściwie na wysepce doklejonej do wyspy, i o tej godzinie była jeszcze szara, cała w odcieniach popiołu i mokrego drewna. Rybak spychał czółno na wodę i długim ruchem odpychał się od dna. Tragarz przełamywał sen kubkiem czegoś gorącego, przykucnięty pod okapem składu. Kobieta niosła na głowie dzban, stąpając po deskach pomostu tak pewnie, jakby szła po ubitej ziemi. Nad tym wszystkim wściekle wrzeszczały mewy, wszędzie słychać było stuk drewna o drewno, ktoś nawoływał kogoś przez wodę, a targ nieopodal budził się głosem po głosie, kosz po koszu.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.I wtedy ktoś na falochronie uniósł rękę i wskazał na południowy wschód. Tam, na granicy nieba i wody, rósł żagiel. Nie kwadratowy, japoński, tylko wachlarzowaty, żebrowany bambusem, obcy i znajomy zarazem, żagiel dżonki idącej od strony Fuzhou. Przez chwilę nikt się nie ruszał. Potem port ruszał cały naraz, ale nie do witania. Zaczynało się chowanie. Kupiec zgarniał z lady garść monet japońskich i chował je głęboko za pazuchę. Ktoś zdejmował ze ściany obraz przywieziony z Edo i wsuwał go pod matę. Matka szeptem kazała synowi przewiązać włosy inaczej. Znikały monety z symbolem shogunatu, znikały pewne stroje, pewne sprzęty, pewne słowa, cały drobiazg codzienności, zdradzający, skąd naprawdę wieje wiatr. Miasto w kilka godzin zdejmowało jedną skórę i wkładało drugą, bo z tej dżonki miał zejść człowiek, przed którym Naha musiała odegrać spektakl.

 

Nie chodziło o jednorazowy podstęp na jeden dzień. Chodziło o cały ustrój państwa, i to ustrój piętrowy. Na wierzchu wyspa była lennem japońskiego rodu Shimazu z Satsumy: płaciła mu daninę, słuchała jego urzędników i znosiła jego kontrolę, tyle że z tą zależnością kryła się przed obcymi. Pod spodem trwała bowiem druga rola. Przed cesarskimi Chinami Ryūkyū grało od wieków posłuszne, niepodległe królestwo, słało trybut do Pekinu, a w zamian dostawało prawo do bajecznie zyskownego handlu, do którego Japonii formalnie nie dopuszczano. Ilekroć z Fuzhou nadciągał chiński wysłannik, całą japońskość należało pospiesznie schować, żeby nie wydać prawdy, że wyspa ma już drugiego pana. A najgłębiej, pod obiema maskami, tliło się coś jeszcze, trudniejszego do przebrania: własna mowa i właśni bogowie, naród z osobną pamięcią, ledwie mieszczący się między dwoma cudzymi porządkami. Dziś rozpoczniemy serię, w której przez kilka tygodni będziemy poznawać ten zupełnie inny, niezwykły świat Ryūkyū (dzisiejszej Okinawy) oraz jak w tych czasach powoli rodziła się pewna szczególna tradycja – ta, którą dziś nazywamy: karate.Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Rok, w którym skończyła się szczerość

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Zima 1609 roku, port Yamagawa na południowym cyplu Satsumy. Trzy tysiące ludzi ładowało się na osiemdziesiąt kilka statków. Dowodził nimi Kabayama Hisataka, doświadczony wódz o twarzy starego weterana – ogorzałej, zniszczonej, twardej jak wygarbowana skóra, a nad całym przedsięwzięciem czuwali panowie Satsumy, najbardziej wysunięci na południe wielcy wasale w całej Japonii – ród Shimazu. Zubożeli po przegranej pod Sekigaharą, dusili się długami i szukali sposobu na powrót do gry. Pretekst dała im sama historia. Ryūkyū od lat zaniedbywało formalne „grzeczności”, nie płaciło, nie kłaniało się dość nisko, a na dodatek zignorowało żądanie, by dołożyć się do wojennych kosztów sąsiada. Reszty dopełniło przyzwolenie z góry: rząd Tokugawów machnął ręką, i Shimazu ruszyli po swoje.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Flota poszła na południe wzdłuż łańcucha wysp. Amami, pierwszy próg królestwa, padło bez jednego wystrzału. Tamtejsi możni spojrzeli na maszty na horyzoncie, policzyli je i przeszli na stronę silniejszego, zanim ktokolwiek zdążył dobyć ostrza. Dalej było już tylko szybciej. Pod koniec marca statki stały na redzie Naha, a wojsko szło pod górę, ku Shuri, po drodze paląc to, co próbowało stawiać opór. Nieliczni obrońcy walczyli krótko i bez nadziei, bo królestwo bogaciło się przez dwieście lat na pośrednictwie w handlu – Ryūkyūańczycy byli mistrzami zarobku i praktycznie nie znali wojny. Nie mieli hufców gotowych do bitwy, nie mieli twierdz obliczonych na taki napór, nie mieli generałów. Mieli za to króla uczonego w piśmie i obyczaju, człowieka od ceremonii, nie od miecza. W mieście pod zamkiem zapanował popłoch bez ucieczki, bo uciekać nie było dokąd. Kupcy zakopywali towar, matki zwoływały dzieci z zaułków, a starszyzna radziła półgłosem, licząc, ile da się ocalić, jeśli poddać się szybko i grzecznie. Wybrano rozmowę zamiast bitwy, i z perspektywy ocalonych głów była to rachuba trzeźwa, choć smak miała gorzki.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Król, Shō Nei (尚寧), wyszedł z zamku i oddał go. To jedno zdanie mieści całe upokorzenie, tyle że jego ciąg dalszy okazał się gorszy od samej klęski. Króla wywieziono. Najpierw do Kagoshimy, potem, rok później, jeszcze głębiej w obcy kraj, do Sunpu, gdzie czekał stary Ieyasu, i do Edo, gdzie urzędował jego syn shōgun. Władca wyspy nieznającej szronu przemierzał zimowe drogi cudzego lądu jako żywe trofeum, prowadzone od dworu do dworu na pokaz. Wyobraźmy go sobie w palankinie, w cienkim stroju z bananowego włókna nieznającym mrozu, patrzącego przez szparę na ośnieżone góry Honshū, tak odległe od jego ciepłego świata, że musiały wyglądać jak inna planeta. Otaczali go strażnicy, dworzanie tłumaczyli szeptem, co się dzieje, a on jechał i milczał, świadom, że każdy jego gest jest dowodem w cudzym procesie.

 

Wrócił w 1611 roku, tyle że wrócił już nie tym samym. Przywiózł podpisany dokument, piętnaście krótkich nakazów, a w nich zdanie, które trzeba było przełknąć w milczeniu: że Ryūkyū od najdawniejszych czasów należało do Satsumy i że cały najazd jest tylko przywróceniem dawnego, słusznego porządku. Kazano mu poświadczyć własnym podpisem, że nie zabrano mu niczego naprawdę jego. Trzej najwyżsi dostojnicy dworu złożyli przysięgę wierności najeźdźcy; jeden odmówił i szybko przypłacił upór głową. Odtąd co roku, na znak zależności, wyspa słała na północ statek z darami i ludźmi, a dwór Shimazu przyjmował je jako rzecz oczywistą i należną. Tak wygląda podbój wzbraniający się przed nazwaniem siebie podbojem.

 

W tym samym akcie odcięto Amami i wcielono je wprost do Satsumy, na zawsze. A samą wyspę zmierzono. Ludzie Shimazu chodzili po polach z tyczkami i sznurem, ów pomiar zwał się kenchi (検地), spisywali każdy zagon, każdy dom, każdą głowę – trzeba wiedzieć, co się zgarnia dla siebie. Urzędnik notował, ile z danej wsi wychodzi ryżu, ile prosa, ile płótna. Kolumny cyfr rosły, a pod każdą kryła się rodzina, odtąd wiedząca dokładnie, ile ma oddać i komu. Dla wieśniaka spisujący pole obcy urzędnik z tyczką był widokiem groźniejszym niż zbrojny na drodze. Miecz przechodził i znikał za zakrętem. Liczba wpisana do rejestru zostawała na pokolenia i wracała co żniwa, sucha, beznamiętna, nieubłagana jak przypływ. Rok szczerości się skończył. Zaczynał się długi czas teatru.Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Dwie widownie

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Satsuma mogła wymazać królestwo z mapy i zrobić z niego kolejny okręg własnej ziemi. Nie zrobiła tego, i w tej powściągliwości leży cała przewrotność tej historii. Zamiast połknąć wyspę, zostawiła jej koronę, tron, dwór i tytuł państwa. Powód był chłodny jak rachunek kupca: martwe Ryūkyū nie było warte nic, żywe Ryūkyū było kluczem do bogactwa Chin.

 

Wyspa miała bowiem coś, czego Satsumie brakowało i czego kupić się nie dało. Miała prawo wstępu na dwór cesarza. Od dwóch stuleci królowie Ryūkyū grali w grę zwaną trybutem: słali do Chin statki wyładowane siarką z wulkanicznych wysepek, konchami, końmi i wyrobami z laki, a wraz z darami słali pokorę spisaną w wyszukanych chińskich zwrotach. Cesarz w zamian uznawał ich za prawowitych królów, przysyłał posła z pieczęcią i nadaniem, i otwierał przed nimi targ, gdzie jedwab, porcelanę, zioła lecznicze i księgi kupowało się w cenach, o jakich reszta świata mogła tylko marzyć. Statek trybutowy, shinkōsen (進貢船), wracał do Naha z ładunkiem wartym fortunę. Japonia na ten targ zaproszona nigdy nie była; jej kupcom cesarski dwór wstępu nie dawał. Kto zaś trzymał Ryūkyū za gardło, ten dostawał tylne drzwi do chińskiego bogactwa. Satsuma pojęła to szybciej niż inni i nie zamierzała zarżnąć kury znoszącej złote jaja. Chciała jedynie przystawić własny koszyk pod jej gniazdo.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Stąd wzięła się rzecz osobliwa, podległość podwójna, po japońsku ryōzoku (両属). Wyspa była naraz lennem Satsumy i wiernym wasalem cesarza, sługą dwóch panów doskonale świadomych swojego istnienia, a mimo to zmuszonych udawać, że o sobie nie wiedzą. Cesarski dwór nie mógł oficjalnie usłyszeć, że jego wierne, cywilizowane Ryūkyū siedzi pod butem japońskich, zbrojnych barbarzyńców, bo wtedy cała misterna fikcja trybutu rozsypałaby się na oczach całego wschodniego świata. Cóż to by był za wstyd. Satsuma z kolei nie mogła dopuścić, by ta prawda dotarła do Fuzhou, bo w tej samej chwili straciłaby dojną wyspę. Obie strony zawarły więc milczący pakt kłamstwa, a płacić za jego codzienne utrzymanie kazano temu, kto stał pośrodku, jak to zwykle w historii na całym świecie bywa.

 

Najostrzej widać to było wtedy, gdy z Chin przypływał sappōshi (冊封使), poseł inwestytury, wysłannik samego cesarza, przybywający namaścić nowego króla. Taka wizyta nie trwała dnia ani tygodnia. Poseł ze świtą liczącą setki ludzi zjeżdżał na wyspę na całe miesiące, kwaterował w osobnym gmachu wzniesionym umyślnie dla niego, w tak zwanym domu wysłannika, i przez ten czas bywał wszędzie: na ulicy, na targu, w porcie, na ucztach wydawanych na jego cześć, gdzie tancerze i muzycy popisywali się przed nim całymi wieczorami. Właśnie wtedy zaczynał się ów wielki spektakl – teatr na skalę całego królestwa.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Jasne było, czego chiński wysłannik nie może zobaczyć – Ryūkyūańczykom nie wolno było przybierać japońskich obyczajów, nosić się z japońska, wyglądać z japońska. Chowano więc lakierowane skrzynki i sprzęty przywiezione z północy. Chowano stroje i sposoby wiązania włosów zdradzające wpływ Japonii. Chowano nawet pieniądze, bo w codziennym obiegu krążył już japoński grosz, brązowa moneta kan'ei tsūhō (寛永通宝), a jej widok w dłoni tragarza mógł wydać całą tajemnicę. Na czas wizyty wycofywano ją zatem i puszczano w obieg lichy, miejscowy pieniążek zwany hatomezeni (鳩目銭), byle nic z północy nie błysnęło posłowi przed oczami. Całe miasto przez kilka miesięcy grało rolę, a nad tym teatrem czuwali ludzie Satsumy: kontrolerzy portu, yamato yokome (大和横目), i rezydent osadzony na stałe w Naha, z biurem pilnującym, żeby przedstawienie nie miało wpadki.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Reżyser siedział na widowni i udawał, że go nie ma. Punktem kulminacyjnym całej wizyty była sama ceremonia namaszczenia. Przed obliczem posła odczytywano cesarskie pismo nadające koronę, król kłaniał się w stronę odległej stolicy imperium, a dziedziniec zamku wypełniali dostojnicy ustawieni co do kroku, w barwach i nakryciach głowy dobranych tak, by żadne oko z zewnątrz nie dopatrzyło się skazy. Przez te kilka miesięcy Naha żyła podwójnym rytmem: jawnym, granym dla gościa, i ukrytym, pilnowanym przez ludzi z północy, gotowych wkroczyć, gdyby przedstawienie się posypało.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Kiedy poseł w końcu odpływał, całe to napięcie opadało jak żagiel na bezwietrzu. Japoński grosz wracał na targ, schowane sprzęty wychodziły spod mat, a miasto na powrót stawało się sobą, dopóki na horyzoncie nie zapowiedziano kolejnej dżonki albo kolejnego statku z północy. Teatr włączano i wyłączano jak lampę, i z czasem nikogo już to nie dziwiło, bo tak po prostu wyglądał porządek świata. To jest pierwsza z dwóch masek wyspy. Zaraz zobaczymy drugą, dokładnie odwróconą, i dopiero wtedy zrozumiemy więcej.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Ludzie, którzy wyuczyli się swoich kwestii

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Spektakl potrzebuje aktorów, ale wcześniej potrzebuje kogoś, kto zna język widowni. Ryūkyū miało takich ludzi, tworzących jedną z najdziwniejszych społeczności całego dalekowschodniego świata.

 

Nad portem, na skrawku podmokłej ziemi tuż obok Naha, leżała osada Kumemura (久米村). Mieszkali w niej potomkowie Chińczyków z Fujianu, przybyłych na wyspę jeszcze w czasach, gdy trybut dopiero się zaczynał. Legenda mówiła o trzydziestu sześciu rodach sprowadzonych z chińskiej prowincji, choć trzydzieści sześć nie oznaczało tu żadnej dokładnej liczby, tylko po prostu „wielu”. Tak jak my mówimy „prosiłem sto razy”. Byli tłumaczami. Byli nawigatorami, jedynymi ludźmi na wyspie umiejącymi poprowadzić statek przez otwarte morze wprost do ujścia rzeki Min. Byli pisarzami, bez nich zaś żaden list do cesarza nie mógł powstać, ponieważ cała dyplomacja z Chinami toczyła się w wyszukanym literackim chińskim, a tej sztuki nie dawało się posiąść na wyspie ot tak.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Najzdolniejszych z nich król wysyłał na lata do cesarskiej akademii w Pekinie, do przybytku zwanego (w japońskim odczycie) kokushikan (国子監), skąd wracali po latach z głowami pełnymi Konfucjusza i z wymową budzącą na dworze nabożny podziw. Taki powrót bywał świętem całej osady. Młodzieniec, wysłany za morze jako chłopiec, schodził z pokładu jako mąż uczony, obwieszony księgami i pewny siebie, a starszyzna wypatrywała w nim od razu przyszłego pisarza listów do cesarza albo tłumacza przy pośle. Za tę jedną drogę powrotną płaciło się wieloletnią rozłąką i niejednym życiem, które skończyło się zbyt młodo w obcym mieście.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Ich świat różnił się od reszty Naha tak, jakby ktoś przeniósł kawałek chińskiego miasteczka za morze. Mieli własną świątynię ku czci mędrca z Lu, własną szkołę, gdzie chłopcy recytowali klasyków od świtu, kołysząc się nad rozłożonymi zwojami, własne obrzędy i własną pamięć rodową spisywaną chińskim pędzlem. Poranek w Kumemurze brzmiał inaczej niż w rybackich zaułkach kilkaset kroków dalej: zamiast okrzyków przy sieciach niósł się miarowy, śpiewny szum wykuwanych na pamięć zdań w języku, którego za murem osady prawie nikt nie rozumiał. Kiedy w dalekim Pekinie dynastia Ming upadła i tron zajęli mandżurscy zdobywcy, ludzie z Kumemury nie przyjęli mandżurskich obyczajów, nie zaczęli golić czół ani zaplatać warkocza. Trwali przy dawnej modzie przodków, z wolna wtapiając się w wyspę, a przy tym do końca uważali siebie za Chińczyków i za takich uchodzili w oczach dworu.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Do połowy XVI wieku osada zaczęła podupadać. Handel z południem osłabł, rody wymierały jeden po drugim, zostało ich raptem kilka. I wtedy zdarzyła się rzecz mówiąca wszystko o nowym porządku. Po najeździe królewski dwór w Shuri zabrał się do odbudowy Kumemury, ale nie z sentymentu, lecz z twardej konieczności. Dosyłano do osady nowych ludzi, nadawano im chińskie nazwiska, uczono ich pisma i obyczaju przodków, choć krwi tych przodków w sobie nie mieli. Teatr niepodległości był bowiem niewykonalny bez ludzi umiejących wygłaszać kwestie scenariusza po chińsku. Im pilniej Ryūkyū miało udawać wierne, cywilizowane, cesarskie, tym więcej potrzebowało własnych, wyszkolonych Chińczyków. Osada wyrosła niegdyś z prawdziwych przybyszów, a teraz rozrastała się z potrzeby przedstawienia. Z jej ławek szkolnych wyszli z czasem najwięksi uczeni i mężowie stanu królestwa, ludzie kształtujący jego prawa i jego myśl, wszyscy noszący w sobie to samo rozdwojenie między wyspą pod stopami a Chinami granymi przed cesarskim posłem.

 

Nad tym ludzkim paradoksem trzeba przystanąć na chwilę. Uczony z Kumemury zajmował na wyspie wysoką pozycję, nosił szatę i nakrycie głowy dające mu wstęp tam, gdzie prosty wyspiarz nie miał czego szukać. A równocześnie pozostawał narzędziem cudzej fikcji, żywym rekwizytem, człowiekiem obracającym swą biegłość w chińszczyźnie na to, by ukryć przed Chinami prawdę o Ryūkyū znajdującym się pod butem samurajów Shimazu. Musiał w interesie swoich ciemiężycieli udawać przed poselstwem chińskim, że żyje w wolnym, niezależnym królestwie. Kiedy poseł cesarza schodził z dżonki, to właśnie ludzie z tej osady witali go klasycznym, uczonym językiem chińskim. Wiedzieli, czego wysłannik nie może zobaczyć. Grali swój chiński rodowód niczym zawodowi aktorzy. Bo w istocie to był ich zawód.Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Batat, cukier i głód pod spodem

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Zejdźmy z dworu na pole, bo tu przecież znajdowało się prawdziwe życie. Każdy teatr stoi na czymś zwyczajnym, na jedzeniu, na plonie, na tym, co ludzie mają wieczorem w garnku. A grunt pod stopami Ryūkyū był marny. Skała koralowa ledwie przykryta cienką warstwą ziemi, tajfuny zrzucające ryż z pola tuż przed żniwami, susze wypijające pola do dna, słona mgła niesiona wiatrem od morza. Wyspa od zawsze balansowała nad przepaścią głodu, i wystarczyło jedno złe lato, jeden tajfun w niewłaściwym tygodniu, żeby wsie zaczęły grzebać zmarłych z wycieńczenia. Stara pamięć wyspy pełna jest takich lat, gdy zjadano korę, korzenie i trujące sagowce po długim i ryzykownym wypłukiwaniu, byle dotrwać do wiosny.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Ratunek przyszedł stamtąd, skąd nikt się go nie spodziewał, i akurat cztery lata przed najazdem. W 1605 roku pewien urzędnik ze statku trybutowego, znany potomności jedynie z przydomka Noguni Sōkan, wracał z Fuzhou z doniczką ukrytą w bagażu. W doniczce rosło coś nieznanego na wyspie: batat, słodki korzeń przywieziony niegdyś zza wielkiego oceanu na Filipiny, a stamtąd przeszmuglowany do Chin ledwie pokolenie wcześniej. Roślina okazała się cichym cudem. Rosła w lichej glebie, gdzie ryż tylko marniał. Nie bała się wiatru, ponieważ swój owoc chowała pod ziemią, poza zasięgiem tajfunu. Dawała plon dwa razy do roku i nie żądała ani zalanych pól, ani wielkiego wysiłku. Urzędnik nazwiskiem Gima Shinjō, człowiek z głową do gospodarzenia, podchwycił rzecz, wyprosił sadzonki i rozniósł je po całym swoim kraju. W ciągu jednego pokolenia batat stał się tym, co realnie trzymało chłopa przy życiu, nudną, codzienną, niezawodną podłogą pod stopami narodu, którego samuraje z Satsumy akurat zaczynali wyciskać ostatnie soki. Rano batat pieczony w popiele, w południe batat gotowany, wieczorem batat rozgnieciony z odrobiną soli. Monotonia, owszem, ale monotonia, po której się nie umierało z głodu. I stała się rzecz paradoksalna: pod ciężarem podatków, w cieniu dwóch panów, ludność wyspy zaczęła rosnąć, bo skromny korzeń dawał tę odrobinę pewności, jakiej ryż nigdy nie zagwarantował. Więcej ust przeżywało zimę, więcej dzieci dochodziło wiosny. Batat karmił zarazem lud i machinę, która ten lud wyciskała.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Jest w tym ironia gorzka. Ten batat powędrował później na północ, przez Satsumę, w głąb Japonii, i tam przyjął się pod nazwą noszoną do dziś, satsuma-imo, „ziemniak z Satsumy”. Roślina ratująca Ryūkyū od śmierci głodowej zapisała się w pamięci najeźdźcy jako jego własny hojny dar dla świata. Wyspa dostała życie, a sąsiad dostał nazwę na wieki.

 

Ten sam Gima przyłożył rękę do drugiej rzeczy, groźniejszej w dalekiej perspektywie. Sprowadził z Chin sposób odparowywania soku z trzciny i nauczył wyspę wyrabiać ciemny, lepki cukier. Za jego czasów było to jeszcze obiecujące rzemiosło, nowy towar do sprzedania na północ. Wół obracał kamienne walce, sok spływał do kotła, a nad ogniem gęstniał w ciemną masę pachnącą palonym miodem, po czym stygł w bryły odsyłane potem za morze. Dopiero później, gdy minęło półtora wieku, ten sam cukier zamienił się na wyspach w kajdany. Przyszły przymusowe uprawy, obowiązkowe kontyngenty, zakaz zjadania własnego plonu, całe życie podporządkowane jednej słodkiej bryle wędrującej do Kagoshimy. Nasiona takiego losu posiano właśnie tu, w cichym warsztacie, gdzie ktoś po raz pierwszy zobaczył, jak z gorzkiej trzciny wychodzi słodycz.Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Dachówka i strzecha

 

Popatrzmy teraz na dachy, bo w Ryūkyū dach mówił o człowieku wszystko.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Na dole tętniła Naha, miasto kupców i tragarzy. Wąskie uliczki schodziły ku wodzie między składami i warsztatami, pachniały rybą, solą i dymem, a na targu przekładano z rąk do rąk suszone ryby, wieprzowinę, garnki, tkaniny i towar świeżo wyładowany z chińskiej dżonki. Rosły stosy siarki gotowej do wysyłki, a między nimi kręcili się urzędnicy portowi, licząc, ważąc, pieczętując. Kto zaś wspinał się drogą z tego zgiełku pod górę, do Shuri, ten wchodził w inny świat.

 

Zamek stał na wzniesieniu wśród kamiennych murów wygiętych miękko, a wokół rozkładały się rezydencje możnych, świątynie i ogrody. Zwróćmy uwagę na jeden szczegół. Ognisty, czerwony dach kojarzony dziś z Okinawą, wtedy jeszcze nie istniał. W XVII wieku pałac kryto gontem i szarą dachówką; słynna czerwień, znak z tysiąca pocztówek, pojawiła się na Shuri dopiero po jednym z późniejszych pożarów, całe stulecie po najeździe. A niżej, we wsi, nie było nawet szarej dachówki. Zwykłemu człowiekowi nie wolno było kłaść dachówki w żadnym kolorze, i pozostało tak jeszcze przez dwa i pół wieku.

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

Chłop mieszkał pod strzechą z trzciny, w niskim domu z drewna i gliny przyciśniętym do ziemi tak, by tajfun przeszedł nad nim, a nie przez niego. Wejścia strzegł gęsty żywopłot i niski mur z koralowego kamienia ustawiony tuż za progiem, tak by zła siła, poruszająca się wedle wierzeń wyłącznie po linii prostej, rozbiła się o przeszkodę, nim wejdzie do izby. W środku jedna izba na klepisku, palenisko, mata, kilka glinianych naczyń i sprzęt do pracy w polu, i tyle. Całe życie rodziny.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Między tymi dwoma dachami rozciągała się cała drabina ludzkich losów. Na szczycie król i jego krewni, panowie z prawem do włości. Niżej urzędnicza szlachta nosząca zbiorczą nazwę pēchin (親雲上), ludzie pióra i ceremonii, bez których państwo nie zebrałoby podatku ani nie przyjęłoby posła. Status czytało się z głowy dosłownie. Barwa nakrycia i materiał szpili we włosach mówiły od pierwszego spojrzenia, z kim się rozmawia.

 

Najwyżsi wpinali szpilę złotą, zwykła szlachta srebrną, i nikt tych dwóch nie mylił, ponieważ pomyłka w tej sprawie równała się wejściu na cudze, wyższe miejsce. Nad czołem noszono sztywne nakrycie, a jego kolor, od głębokiej purpury po żółć, znaczył rangę równie jasno jak dzisiaj naszywka na mundurze. Był w tej sztywnej drabinie nawet wąski wyłom dla ambitnych. Chłop awansowany we wsi na naczelnika okręgu, zarządzający nim w imieniu dworu, dostawał na czas urzędowania prawo do tytułu i do żółtego nakrycia głowy, jakby na pewien czas pozwolono mu przymierzyć cudze życie. Po zejściu z urzędu z powrotem stawał się chłopem bez ozdób.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Ta sama granica przecinała stół. Na dworze pito awamori (泡盛), mocny destylat o rodowodzie sięgającym Syjamu, robiony z długiego, indyjskiego ryżu i czarnej pleśni broniącej zacieru przed zepsuciem w tutejszym upale. Trunek ceniono tak wysoko, że korona wzięła jego wyrób pod ścisły klucz. Warzyć wolno było jedynie wyznaczonym domom, gotowy destylat trzymano w skarbcu razem z pieniędzmi, a złapanego na potajemnym pędzeniu czekała konfiskata całego majątku i wygnanie. Najlepsze roczniki dolewano do starszych i pielęgnowano latami niczym rodowe srebro, po czym podawano posłom cesarza w czarkach lśniących jak lustro, by wyspa mogła pochwalić się przed Chinami czymś, czego Chiny nie miały.

Zbiory esejów o kulturze Japonii z Ukiyo-Japan.pl autorstwa Michała Sobieraja dostępne teraz również w wersji papierowej

Chłop we wsi destylatu z ryżu nie oglądał na oczy. Jadł proso i batat, a gdy świętował, sięgał po coś prostszego i mętniejszego, sfermentowanego naprędce w glinianym garnku. Na dworze wieczór wyglądał inaczej. W świetle oliwnych lampek podawano wieprzowinę duszoną długo i miękko, ryby prosto z laguny, warzywa z górskich ogrodów, a czarki napełniano wykwintnym trunkiem. Grała cicha muzyka, krążyły wiersze układane na poczekaniu, i nikt przy tym stole nie pamiętał już o wsi płacącej za ten wieczór.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Była jeszcze tkanina, w której zaklęto najwięcej cichej harówki. Bashōfu (芭蕉布), lekka, chłodna materia na tutejszy skwar, powstawała z włókna dzikiego bananowca. Rzecz w tym, ile wymagała pracy. Z jednej rośliny wychodziła garść włókna wielkości dwóch łyżek, a na jeden zwój tkaniny szło dwieście bananowców, uprawianych po trzy lata, ścinanych, gotowanych w ługu, drapanych i dzielonych na nić cieńszą od włosa. Bela bashōfu to były miesiące czyjegoś życia wplecione w materiał, całe tygodnie kobiecych palców zdzieranych do żywego mięsa. Nosił ją król w wersji najcieńszej, przejrzystej niemal jak skrzydło ważki, a w darze szła do Chin i do Edo jako to, co wyspa miała najlepszego. Ktoś pysznił się nią przed cesarskim posłem. Ktoś inny zdzierał sobie opuszki do krwi, żeby ją utkać. Ta sama nić łączyła oba końce drabiny i oba trzymała mocno na swoim miejscu.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Ciężar, który spadał najniżej

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Tu trzeba powiedzieć rzecz, o której turystyczna opowieść o „dumnym małym królestwie” mówić nie lubi. Maska niepodległości miała swoją cenę, a cena ta nie rozkładała się po równo. Dwór zachował koronę i twarz. Rachunek zapłacił ktoś, kto twarzy nie miał komu pokazać.

 

Najjaśniej widać to na wyspach południowych, na Miyako i Yaeyama, oddalonych od Shuri o wiele dni żeglugi po niebezpiecznym morzu. To tam, w 1637 roku, wprowadzono podatek okryty złą sławą jako pogłówne, danina liczona nie od plonu ani od majątku, lecz od samej ludzkiej głowy. Ile głów we wsi w wieku zdolnym do pracy, tyle miar zboża od mężczyzn i tyle beli tkaniny od kobiet, bez względu na to, czy rok obrodził, czy przyszedł głód, czy człowiek zdrowy, czy złamany chorobą.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Mężczyzna oddawał proso i ryż, kobieta oddawała utkane własnymi rękami płótno, cienkie i sławne, znane potem szeroko jako tkanina z Miyako, wysnute z tej samej pańszczyźnianej udręki co bashōfu z głównej wyspy. Warsztat tkacki nie milkł tam nigdy, bo za każdą belą stała liczba w rejestrze poborcy, a za liczbą kara. Urzędnik przybywał do wsi z księgą i pomocnikami, rozkładał rejestr na macie i odczytywał nazwiska, a przy każdym z nich należną miarę. Nie pytał o powódź ani o chorego w chacie. Miara się zgadzała albo nie, a jeśli się nie zgadzała, zabierano, co się dało, i zapisywano dług przechodzący na następny rok, i na dzieci.

 

Krąży o tym podatku barwna opowieść: że stał na Miyako kamienny słup, a dziecko przerastające go wchodziło w wiek podatkowy. Czy to legenda, czy prawda – prawo to samo z siebie jest dostatecznie ciężkie. Przez ponad dwa stulecia te odległe wyspy oddawały koronie nie plony, lecz ludzi policzonych jak sztuki inwentarza. W najczarniejszych latach głodu działy się tam rzeczy, o których trudno się czyta.

 

Trzeba dodać rzecz jeszcze mniej wygodną. Tego podatku nie wymyślili w Kagoshimie. Wymyślił go, ściągał i egzekwował królewski dwór w Shuri, ten sam dwór, prezentujący się cesarzowi jako łagodny, cywilizowany władca „kraju uprzejmości”. Satsuma brała swoje z góry, kwotą ustaloną raz na zawsze, a król musiał tę kwotę skądś wygospodarować i przy okazji utrzymać dworski przepych niezbędny do przedstawienia. Wyciskał to więc z najsłabszych poddanych na najdalszych wyspach, tam, dokąd żaden cesarski poseł nigdy nie dopłynął i dokąd żaden blask korony nie sięgał. Teatr niepodległości kosztował, a koszt spływał w dół drabiny aż na sam jej koniec, gdzie nie stał już nikt, na kogo dałoby się go przerzucić dalej.Zbiór esejów o starożytnej Japonii z Ukiyo-Japan.pl autorstwa Michała Sobieraja dostępne teraz również w wersji papierowej

 

Nie ma w tym za grosz egzotyki. Jest za to coś bardzo ludzkiego i bardzo ponurego: mechanizm, w którym godność zachowuje stojący wyżej, a jej cenę płaci stojący niżej, i im piękniejsza maska na twarzy państwa, tym cięższy worek na plecach człowieka niewidocznego zza tej maski. Było tak i w innych miejscach świata. Bywa tak i teraz.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Orszak, który udawał obcego

 

Wróćmy teraz na północ, tam czekała druga maska, dokładne odwrócenie pierwszej.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Ilekroć w Edo zmieniał się shōgun albo w Shuri zmieniał się król, wyspa musiała wyprawić poselstwo na dwór Tokugawów. Wyprawy te nazywano Edo nobori (江戸上り), „wstępowaniem do Edo”, i między połową XVII a połową XIX wieku odbyły się osiemnaście razy. Jedne słano, by pogratulować nowemu shōgunowi, i te zwano keigashi (慶賀使, dosł. „poselstwo z gratulacjami”); inne, by podziękować za nadanie tytułu nowemu królowi, i te nosiły miano shaonshi (謝恩使, dosł. „poselstwo z podziękowaniem za dobrodziejstwo”). Były to podróże potworne w skali. Z Naha statkiem na Kyūshū, potem lądem i wodą przez pół Japonii, tam i z powrotem grubo ponad dwa tysiące kilometrów, pół roku albo cały rok w drodze, z postojami w Kagoshimie, w Osace, w cesarskim Kioto. I tu następowała rzecz, od której kręci się w głowie, gdy zestawić ją z tym, co działo się w Naha.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.W porcie wyspiarz miał nie wyglądać z japońska. W drodze do Edo miał wyglądać jak najbardziej obco. Satsuma ubierała poselstwo na chińską modłę, w szaty i nakrycia głowy, jakich zwykły mieszkaniec wyspy na co dzień nie oglądał, i prowadziła ten barwny korowód przez japońskie miasteczka niczym objazdowe widowisko. Orszak liczył pięciuset, sześciuset ludzi, z czego sami wyspiarze stanowili może piątą część, resztę zaś świta i eskorta Satsumy dbająca, by nikt nie wypadł z roli. Na przedzie szła kapela, muzycy dęci i strunowi grający obcą, przeciągłą muzykę marszową zwaną rojigaku (路次楽), a na samym dworze shōguna popisywano się dostojniejszą jeszcze muzyką dworską, uzagaku (御座楽).

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Między grającymi stąpali wyćwiczeni chłopcy o gładkich twarzach, śpiewający i tańczący na pokaz. Gapie wylegali na drogi całymi wsiami, wdrapywali się na dachy i mostki, żeby lepiej widzieć. Powstawały drzeworyty i tanie książeczki o „rzeczach z Ryūkyū”, drukowane i sprzedawane jak dzisiejsze pamiątki z wycieczki, a jeden z edońskich żartownisiów ułożył kpiący wierszyk o tym, że posłowie przywieźli ze sobą „wiatr”, co mogło oznaczać zarówno „egzotyczny powiew zza morza”, jak i najzwyklejsze przeziębienie, orszak bowiem istotnie roznosił po drodze zarazę.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.W samej stolicy shōguna orszak wprowadzano z rozmysłem przez najbardziej ludne ulice, żeby zobaczyło go jak najwięcej oczu. Poselstwo składało dary, zamorskie osobliwości i sławną cienką tkaninę, a podczas audiencji w zamku wysłannicy dopełniali obrzędu hołdu wobec pana Japonii, po czym w komnatach popisywano się przed nim muzyką i tańcem z końca świata. Cały ten kostium służył temu samemu, co ukrywanie japońskich monet w Naha, tyle że dla odwrotnej widowni. Im bardziej egzotyczne wydawało się Ryūkyū, tym większy blask spadał na tych, co je posiadali i przyjmowali. Satsuma pokazywała całej Japonii, że włada obcym, dalekim, zamorskim królestwem, i w nagrodę jej pan wspinał się w dworskich rangach.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Po roku drogi orszak wracał na wyspę wykończony, uboższy o zmarłych po drodze i o pochłonięte koszty, a wsie na Miyako tkały dalej, by ten blask opłacić. Splendor oglądano w Edo, rachunek regulowano na drugim końcu morza. Shōgun pokazywał, że przyjmuje hołd od egzotycznego władcy z końca świata, jak przystało na pana rozległego porządku. Ci sami ludzie, zmuszani w Naha do zatarcia w sobie wszystkiego, co japońskie, w Edo byli przebierani tak, by lśnili obcością aż do przesady. Jedna twarz, dwa przeciwne kostiumy, zależnie od tego, kto akurat patrzył. A wyprawę, kosztowną ponad miarę, opłacała ostatecznie sama wyspa, ta sama, z której na dalekich wyspach ściągano pogłówne. Między jednym przedstawieniem a drugim człowiek z wolna gubił rachubę, kim właściwie jest wtedy, gdy nikt na niego nie patrzy.Ścieżki - książka Michała Sobieraja o japońskiej filozofii

 

Bo tu leży najgłębsza rana takiego życia, głębsza niż upokorzenie klęski przełykane raz i trwalsza niż ciężar podatku dźwigany plecami. Jest nią przymus nieustannego bycia kimś dla kogoś, dopasowywania twarzy do widowni po tysiąckroć, aż w końcu cichnie i zanika pytanie, kim się jest dla samego siebie.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

 

Ręce, którym nic nie zostało

 

Kończy się nam wyspa w kostiumie, a zaczyna coś, o czym opowiem dopiero następnym razem.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.Kiedy Satsuma spisała już pola i głowy, sięgnęła także po broń, choć nie tak, jak głosi popularna bajka, że wszystkim odebrano wszystko i odtąd bezbronny lud radził sobie gołymi pięściami. Prawda jest o wiele ciekawsza, choć na pierwszy rzut oka zwyklejsza. Miecze na dworze króla pozostały nietknięte, lśniące klingi szły przecież w podarunku cesarskim posłom i samej Satsumie, a król trzymał wśród skarbów miecze zdobione tak pięknie, że dziś zwie się je narodowymi klejnotami. Zakazano raczej noszenia broni niż jej posiadania. Zresztą już wcześniej, na całe pokolenia przed najazdem, dawni królowie ściągali ostrza z całej wyspy do stołecznego składu, robili to jednak dla porządku i kontroli nad możnymi, nie z lęku przed obcym najeźdźcą. Kierunek mimo wszystko rysował się jasno. W kraju zamieniającym codzienność w przedstawienie warstwie urzędniczej szlachty odbierano po kolei wszystko, czym mężczyzna mógłby zagrozić albo się obronić. Zostawały jej pióro, ceremoniał i własne ciało.

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.To ostatnie okaże się ważniejsze niż ktokolwiek wtedy przypuszczał. Z tej właśnie warstwy, z ludzi pēchin wychowanych w dyscyplinie i konfucjańskiej ogładzie, a pozbawionych ostrza, zrodzi się z czasem cicha sztuka gołej pięści – po miejscowemu zwana po prostu ti/te (手), ćwiczona po domach i podwórzach, bez rozgłosu, zrośnięta z chińskimi sztukami walk przez ten sam most, jakim była Kumemura i droga do Fuzhou. Nie chłopski oręż sklecony z narzędzi, jak chce legenda, tylko szlachecka wprawa człowieka, któremu odebrano wszystko oprócz własnego ciała, na wyspie od dawna rozumiejącej, że najtrwalsza broń to ta niewidoczna z zewnątrz. W następnych dekadach i wiekach „ręka” te (手) wyewoluuje w „pustą rękę” (kara-te) – coś, co setki lat później będzie trenowane na całym globie przez miliony ludzi.  Ale do tego wrócimy w kolejnych tygodniach esejów o królestwie Ryūkyū.

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

 

Źródła

 

1. Gregory Smits, Visions of Ryukyu: Identity and Ideology in Early-Modern Thought and Politics, University of Hawaii Press, 1999.

2. George H. Kerr, Okinawa: The History of an Island People, wyd. popr., Tuttle, 2000.

3. Mamoru Akamine, The Ryukyu Kingdom: Cornerstone of East Asia, przeł. Lina Terrell, University of Hawaii Press, 2017.

4. 高良倉吉『琉球王国』岩波新書、1993.

5. 紙屋敦之『幕藩制国家の琉球支配』校倉書房、1990.

6. 渡辺美季『近世琉球と中国・日本』山川出版社、2012.

7. 豊見山和行『琉球王国の外交と王権』吉川弘文館、2004.Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

 

Życie codzienne ludzi w królestwie Ryukyu (dzisiejsza Okinawa) w czasach powstawania te (przyszłego karate) - pod okupacją Shimazu, odgrywając teatr dla chińskich poselstw.

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany.- Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!