Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?
2026/05/05

Tachiai (立合い) - jedna sekunda, którą trenuje się przez całe życie

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

 

Sumo - japońska sztuka kompresji wszystkiego, co istotne, w jeden moment decyzji

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Hala milczy. Sześć tysięcy ludzi i ani jednego dźwięku. Dwóch mężczyzn po blisko dwieście kilogramów każdy kuca za dwiema białymi liniami namalowanymi na ubitej glinie. Siedemdziesiąt centymetrów odstępu. Tyle, ile od barku do dłoni. Tłum wstrzymuje oddech, napięcie dziwnie dudni w skroniach. Oni dwaj patrzą sobie w oczy. Pięści zwisają nad ziemią. Sekunda. Wdech. Pięści dotykają gliny niemal w tej samej milisekundzie. I głuche, krótkie, wstrząsające „łup". Czaszka uderza o czaszkę. Atama kara (頭から). Głuche, potężne stuknięcie, którego z niczym nie da się pomylić. Tłum krzyczy. Walka właśnie się rozpoczęła i właśnie się skończyła.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

Reszta potrwa pięć, siedem, najdalej dziesięć sekund. Ale kto wygrał, wiadomo już teraz. Sześćdziesiąt do siedemdziesięciu procent walk w sumo rozstrzyga się w pierwszej sekundzie startu – tak mówią starsi mistrzowie i tak mówi statystyka. Wszystko, co przyjdzie potem – przepychanie, chwytanie pasa, próba wyrzucenia z ringu – jest tylko domknięciem tego, co już się wydarzyło w pierwszej eksplozji. Można to porównać do partii szachów rozstrzygniętej w trzecim ruchu, z tą różnicą, że cała partia trwa tu szybciej niż wymówienie słowa „przegrałem".

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

Ten paradoks jest sercem dyscypliny. Bo zawodnicy trenują tę jedną sekundę całe życie. Nie technikę, nie chwyt, nie wytrzymałość. Tę jedną sekundę. Wstają codziennie o czwartej rano przez dwadzieścia, trzydzieści lat, by raz dziennie wybuchnąć z bezruchu z siłą zdolną zgruchotać kości. A jeszcze ciekawsze jest to, że nie chodzi tu tylko o sportowy zwyczaj. Chodzi o japońską teorię momentu decydującego, ujętą w mikrokosmos rozegrany na czterech metrach kwadratowych ubitej gliny. Ta sama logika rządzi haiku, pojedynkiem samurajskim, ceremonią herbaty, ikebaną. Sprawdźmy, co o niej wiedzą ci dwaj mężczyźni z linii startowej – i co my możemy z tego wynieść.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

 

Anatomia siedmiu sekund

 

Spotkanie nazywa się tachiai (立合い), co dosłownie znaczy „stać i spotkać się". Dwa znaki: pierwszy oznacza powstanie, wstanie z kucnięcia. Drugi – spotkanie, zderzenie, stykanie się. Razem opisują dokładnie to, co się dzieje: dwóch mężczyzn wstaje z kucnięcia i zderza się z siłą tak wielką, na jaką tylko stać każdego z nich.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Ring nazywa się dohyō (土俵). Ma cztery i pół metra średnicy, jest zrobiony z ubitej gliny pokrytej cienką warstwą piasku, otoczony krawędzią z plecionych snopków słomy ryżowej. W jego środku znajdują się dwie krótkie białe linie – shikiri-sen (仕切り線). Po polsku: linie startowe. Mają dziewięćdziesiąt centymetrów długości i sześć szerokości, namalowane białą emalią. Odstęp między nimi to siedemdziesiąt centymetrów. Tyle dzieli dwóch zawodników w pierwszej sekundzie walki.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Ciężar przeciętnego rikishi w najwyższej dywizji to dziś między sto pięćdziesiąt a dwieście kilogramów. Wzrost – około metr osiemdziesiąt pięć. Co się dzieje, gdy dwa takie ciała ruszają z bezruchu i spotykają się po siedemdziesięciu centymetrach? Fizyka jest brutalna. Maksymalna prędkość, jaką osiągają, to mniej więcej tyle, ile dobry sprinter na pierwszych metrach – pięć, sześć metrów na sekundę. Pęd zderzenia to setki kilogramów razy ta prędkość. Dla porównania: zderzenie samochodu z pieszym przy podobnej prędkości zwykle kończy się złamanymi nogami i potłuczeniem. W sumo zaczyna się od tego walka.

 

Dlatego rikishi (力士 – dosł. “człowiek siły”, czyli zawodnik) mają ślady na czołach. Charakterystyczne sińce, czasem otarcia, czasem rozcięcia. Niektórzy zawodnicy słyną z tego, że atakują głową prosto w przód i krwawią po raz dziesiąty w turnieju. Inni próbują przyjąć uderzenie ramieniem, ale wtedy ryzykują utratę linii ataku. To zawsze jest kalkulacja: schylisz się za bardzo i przeciwnik cię zwali z nóg, podniesiesz za szybko i stracisz pęd. Idealne tachiai jest jak idealne uderzenie w gwóźdź młotkiem – ani za wysoko, ani za nisko, z całą siłą skierowaną w jeden punkt. Perfekcja i precyzja.

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

Walka na poziomie najwyższej dywizji - makuuchi (幕内, dosłownie „za kurtyną": w Edo najlepsi rikishi mieli wydzieloną przebieralnię oddzieloną kotarą, stąd nazwa) - może trwać do czterech minut. Po tym czasie sędzia gyōji (行司) ogłasza mizu-iri (水入り, „wejście wody"), czyli przerwę, podczas której zawodnicy dostają coś do picia. Ale prawie nigdy nie dochodzi do tego punktu. Statystycznie, zwłaszcza w ostatniej dekadzie, walki kończą się w mniej niż dziesięć sekund. Hakuhō, największy yokozuna (横綱, „sznur w poprzek" - najwyższa ranga w sumo) współczesności, miał walki trwające trzy sekundy. Trzy. Tyle, ile zajmuje przeczytanie tego zdania.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

 

Cztery minuty pełnego napięcia

 

Zanim jednak dojdzie do tych trzech sekund, mija nawet cztery minuty pełnego napięcia. Tyle trwa rytuał wejścia w moment.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Rikishi wchodzą na ring osobno, każdy ze swojej strony – wschodniej albo zachodniej. Pierwsze, co robią, to tupanie. Podnoszą jedną nogę najwyżej, jak potrafią – co przy ich gabarytach jest spektakularnym popisem giętkości – i z całej siły opuszczają ją na glinę. Drugą tak samo. Ten ruch nazywa się shiko (四股 – „cztery uda” – to ateji czyli zapis fonetyczny bardzo dawnego japońskiego słowa, które nie miało znaków, a znaczyło „wbijać nogę w ziemię” - shikofumu), a w treningu wykonuje się go po sto, dwieście razy dziennie. Symbolicznie ma wybijać złe duchy z ringu. Praktycznie – mówi ciału: zaczynamy.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Potem jest sól. Każdy rikishi sięga do dużego koszyka i wyrzuca jej garść w stronę ringu. Średnio dwieście gramów. Niektórzy wyrzucają po pół kilo, w wysokim łuku. To shio-maki (塩撒き – „rozsypywanie soli”). W shintoizmie sól oczyszcza – z rytualnej nieczystości, ze złych mocy, z pecha. Praktyczny skutek bywa też taki, że wciera się ją w drobne otarcia po wcześniejszych walkach, bo działa odkażająco. Tradycja z bardzo praktycznym aspektem.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Następnie chiri-chōzu (塵手水 – „pyłowa kąpiel rąk”) – sekwencja klaśnięć i otwarcia dłoni. Pokaz, że zawodnik nie ma broni. Ten rytuał wygląda jak taniec, a w istocie jest archaicznym sposobem powiedzenia: walczymy szczerze, fair, nie ma podstępu. Wreszcie woda mocy – chikara-mizu (力水), podawana z chochli przez kolegę z drużyny, który wygrał poprzednią walkę. Przepłukanie ust, wytarcie warg papierem chikara-gami (力紙 – „papier mocy”). I dopiero potem zawodnicy schodzą do swoich linii startowych.

 

Ale teraz jeszcze nic się nie zaczyna. Kucają. Patrzą na siebie. Wstają. Wracają po sól. Wyrzucają ją po raz drugi. Wracają. Kucają. Wstają. I tak nawet cztery razy. Każde podejście jest okazją: być może tym razem wybuchnę. Być może tym razem mój przeciwnik pierwszy postawi pięść. Być może pomyli się i ruszy zbyt wcześnie.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Ten rytuał nazywa się shikiri (仕切り) – dosłownie „przygotowywanie się". W zachodnim sporcie nie ma niczego podobnego: cztery minuty bezruchu, podczas których tłum patrzy na dwóch mężczyzn, którzy patrzą na siebie. Ale sumo wie coś, czego nie wie baseball: że ten pojedynek już się rozpoczął. Nie zaczyna się przy zderzeniu. Zaczyna się w momencie, gdy dwie pary oczu spotykają się w odległości siedemdziesięciu centymetrów. Tachiai to dopiero finał czegoś, co zaczęło się dużo wcześniej.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?A jeszcze coś. Do 1928 roku ten rytuał nie miał limitu czasu. Zawodnicy potrafili kucać, wstawać, wracać po sól po kilka godzin. Ich czoła czasem dotykały się w trakcie tego shikiri (仕切り), czyli przygotowań – mogli słyszeć oddech przeciwnika. Limit czasowy wprowadziło dopiero radio. NHK zaczęło wtedy nadawać turnieje na żywo, a dziennikarze panicznie zauważyli, że przy takim stylu nie sposób zmieścić wszystkich walk w godzinnej audycji. Powstała linia startowa. Powstał limit. Powstała współczesna forma sumo, znana z pięciu sekund eksplozji – właśnie dlatego, że wcześniej eksplozja mogła nadejść po godzinie.Książka "Ścieżki" od autora ukiyo-japan.pl:  Michałą Sobieraja

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

 

Lekcja jednookiego mistrza

 

Aby zrozumieć, czego naprawdę dotyczy mistrzostwo w tachiai, trzeba poznać historię chłopca z prowincji Ōita.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Akiyoshi Sadaji urodził się w 1912 roku w rybackiej rodzinie na wschodnim brzegu wyspy Kyūshū. W wieku pięciu lat trafił go w prawe oko strzał z bambusowego pistoletu, który sam zrobił do zabawy. Stracił wzrok w tym oku natychmiast i nieodwracalnie. Nikt nie wiedział o tym przez kolejnych czterdzieści lat – ujawnił to dopiero po przejściu na emeryturę. W 1927 roku, mając piętnaście lat, dołączył do stajni Tatsunami i przyjął imię bojowe Futabayama. Pięć lat później wszedł do najwyższej dywizji.

 

Co się potem stało, przekracza wszystko, co osiągnął ktokolwiek przed nim i po nim. Między styczniem 1936 a styczniem 1939 wygrał sześćdziesiąt dziewięć walk z rzędu. Nie sześć, nie szesnaście. Sześćdziesiąt dziewięć. Streak, który Hakuhō, sześćdziesiąt lat później, próbował pobić i zatrzymał się na sześćdziesięciu trzech. Chiyonofuji – pięćdziesięciu trzech. Taihō – czterdziestu pięciu. Rekord Futabayamy stoi do dziś i wszyscy w sumo zgadzają się, że być może nigdy nie zostanie pobity.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Co więc Futabayama robił, czego inni nie potrafią? Po pierwsze – nigdy nie zrobił matty (待った), czyli falstartu. Ani jednego razu w karierze. To w sumo niemal niewyobrażalne. Każdy zawodnik kiedyś rusza za wcześnie, traci nerwy, daje się sprowokować rytmem przeciwnika. Futabayama – nie. Ale to nie było jego głównym sekretem. Sekretem była technika nazywana go-no-sen no tachiai (後の先).

 

Trudno to wyjaśnić, więc zacznijmy od tłumaczenia dosłownego. Go (後) to „po", sen (先) to „przed", „pierwszeństwo". Razem: „pierwszeństwo po". Albo jeszcze precyzyjniej: „inicjatywa, którą zdobywa się odpowiadając". W praktyce wygląda to tak: Futabayama nie atakował pierwszy. Pozwalał przeciwnikowi ruszyć i w ułamku tej samej sekundy odpowiadał kontruderzeniem, w którym pęd przeciwnika sumował się z jego własnym. Wynik: ten, kto zaatakował pierwszy, padał, ponieważ uderzył w lustrzane odbicie własnej siły, zwielokrotnione.

 

Nie była to zwykła reakcja. Reakcja w sensie neurologicznym trwa około dwustu milisekund – w sumo to za dużo, by „ujść z życiem”. Go-no-sen jest czymś innym: stanem gotowości, w którym ciało już jest w ruchu, zanim umysł zdąży to zarejestrować. Trzeba przeczytać przeciwnika tak głęboko, że antycypujesz jego ruch w tym samym momencie, w którym on się zaczyna. Nie patrzysz, jak rusza. Wiesz, że teraz ruszy.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Współcześnie najlepiej rozumiał to Hakuhō. W 2009 roku, w wywiadzie dla zagranicznych dziennikarzy, powiedział, że studiuje Futabayamę i jego go-no-sen. Powiedział też, że niestety nikt z nim się nie zrówna w tym aspekcie – że to coś, czego można się uczyć, ale nigdy nie da się tego skopiować.

 

Jaki morał płynie z historii jednookiego mistrza? Taki, że mistrzostwo w tachiai nie polega na atakowaniu wcześniej. Polega na byciu gotowym dokładniej. Futabayama wybuchał wtedy, gdy przeciwnik dawał mu sygnał. Słabszy sygnał umyka. Mocniejszy – znaczy, że jest się o moment za późno. On potrafił złapać sygnał w sam raz.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

 

Butsukari. Piekło, które uczy jednej sekundy

 

Skąd bierze się ta precyzja czasu? Z treningu, którego nie dałoby się przeprowadzić w żadnym sporcie poza sumo.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Nazywa się butsukari-keiko (ぶつかり稽古). Butsukari znaczy „uderzanie się", „zderzanie się". Keiko – „trening", „praktyka". Razem: trening uderzeń. Wygląda to tak. Wyższy rangą rikishi staje na jednym końcu ringu i wystawia klatkę piersiową. Niższy rangą rzuca się na niego z całych sił i ma wepchnąć go przez całą szerokość dohyō, do krawędzi. Wyższy rangą stawia opór, ale nie atakuje. Tylko stoi i przyjmuje. Niższy rangą musi go popchnąć, choć ten waży o dwadzieścia kilogramów więcej. Robi to dziesięć razy. Potem dwadzieścia. Czasem pięćdziesiąt.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?W którymś momencie zaczyna padać. Nogi mu się trzęsą. Płuca palą. Oczy zalewa pot. Wymiotuje. Wyższy rangą czeka. Niższy próbuje się podnieść, jest na to czasem jednak za słaby. Wtedy senior rzuca go na glinę. Niekiedy zmusza do „spaceru małpy" – chodzenia na czworakach po obwodzie ringu. A potem każe mu znowu wstać i jeszcze raz uderzyć. I jeszcze raz. I jeszcze raz.

 

Słynne nagranie z 2017 roku pokazuje Hakuhō prowadzącego butsukari z młodym Onoshō. Onoshō ma wtedy dwadzieścia zwycięstw w pierwszych dwóch turniejach makuuchi – debiutuje, walczy ambitnie, zaczyna być rozpoznawalny. Hakuhō doprowadza go do całkowitego wyczerpania. Po kilkunastu uderzeniach Onoshō pada na kolana. Hakuhō krzyczy do leżącego Onoshō: „wstawaj!" (tate! 立て!), „jeszcze raz!" (mō ichido! もう一度!), wyśmiewa go za słabość, kpi z niego głośno, na oczach publiczności i innych rikishi. To jest technika treningowa - presja społeczna jako paliwo. Zawodnik nie może się poddać przy świadkach. Wstaje resztkami sił, bo gorsze od bólu byłoby wycofać się publicznie.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Onoshō więc próbuje wstać – ale nie może. Hakuhō zwraca się do publiczności i gestami zachęca ją, by go wsparła. Tłum zaczyna klaskać. I wtedy Onoshō wstaje. Ostatkiem sił rzuca się jeszcze raz na klatkę piersiową Hakuhō i popycha go z furią. Nagranie kończy się momentem, w którym Hakuhō podaje mu rękę, a Onoshō kłania się nisko.

 

Dla zachodniego widza wygląda to jak znęcanie się. Nie jest. To jest konstruowanie psychiki, która znosi wybuch po wybuchu. Bo właśnie taki jest ten zawód. W turnieju zawodnik walczy piętnaście razy w piętnaście dni. Każda walka musi być jego pierwszym tachiai – pierwszym wybuchem po nieruchomej sekundzie. Ciało tymczasem pamięta wczorajsze obtłuczenia, przedwczorajsze złamane żebro, ostatnie miesiące bólu w plecach. A nie może, po prostu nie może. Pierwsza sekunda jest jedyną sekundą.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Butsukari uczy też czegoś innego, co łatwo przeoczyć. Uczy obu zawodników jednocześnie. Niższy rangą uczy się eksplozji z bezruchu. Ale wyższy rangą uczy się przyjmowania uderzenia. To druga połowa tachiai – ta, którą znał Futabayama. Można wybuchnąć pierwszym, ale można też przyjąć eksplozję drugiego i odbić ją. W Japonii to drugie jest często bardziej cenione. Bo wybuch na komendę umie każdy dobry zawodnik. A przyjęcie wybuchu i obrócenie go w swoją stronę – to dopiero mistrzostwo.

 

Rikishi, którzy pracują przy butsukari w stajni, robią to do końca kariery. Nie ma momentu, w którym uznaje się, że ten etap się skończył. Najlepsi yokozuna trenują butsukari do dnia ostatniej walki w życiu. Bo tachiai nie jest umiejętnością, którą się raz opanowuje. Jest umiejętnością, którą się utrzymuje – jak ostrość brzytwy. Przestaniesz ostrzyć, stępi się w tydzień.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

 

Czytanie oddechu cudzego ciała

 

Trening fizyczny to dopiero połowa. Druga to coś, czego nie da się zobaczyć z zewnątrz.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?W niemal każdym sporcie walki istnieje pojęcie „czytania" przeciwnika. Bokser czyta gardę i kąt ramion. Szachista czyta strukturę pionków. Tenisista czyta linię biodra przed serwem. W sumo czytanie nazywa się mikiri (見切り – dosł. „widzieć i ciąć”, albo „ciąć wzrokiem”) i jest na zupełnie innym poziomie szczegółowości, ponieważ czas, w którym musi się zadziałać, wynosi jedną dziesiątą sekundy.

 

Na czym polega? Mark Schilling, najbardziej znany zachodni komentator sumo, opisuje to tak konkretnie, jak nikt: idealne tachiai dzieje się wtedy, gdy obaj zawodnicy w tej samej sekundzie wciągają powietrze, krótko je zatrzymują, dotykają pięściami gliny – i wybuchają. Dosłownie zsynchronizowanie oddechu. Dwóch ciał, dwóch par płuc, dwóch klatek piersiowych. Jak dwóch tancerzy w jednym tańcu.

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

Tylko że w tym tańcu obaj próbują tę synchronizację wykorzystać przeciwko sobie. Bo synchronizujesz się po to, by wystartować razem, ale ten, kto pierwszy postawi pięść, przekazuje sygnał startowy drugiemu. Więc jeśli oddychasz w tym samym rytmie, ale postawisz pięść ćwierć sekundy później niż on – masz przewagę. Nie dlatego, że oszukałeś. Dlatego, że on już się zdecydował, jego ciało już ruszyło, a ćwierć sekundy później twoje ciało rusza w punkcie, gdzie wie dokładnie, dokąd on się ruszył. Wszedłeś w jego ruch z perspektywą, której on nie ma, idąc na ślepo.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Tej gry uczy się latami. Nie z książek – nikt jej nie opisał wystarczająco precyzyjnie. Uczy się jej w stajni, w butsukari, ale przede wszystkim w moshi-ai – sparingach pokazowych, w których patrzysz na setki, tysiące tachiai i powoli ciało zaczyna rozpoznawać wzór. Mistrz mikiri widzi rzeczy, jakich laik nie zauważy: drobne drgnięcie ramienia na milisekundę przed startem, mikrouśmiech, zmianę rytmu oddechu o jedną piątą. Każda z nich jest sygnałem, że przeciwnik za chwilę ruszy.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?W lipcu 2010 roku Hakuhō miał na koncie sześćdziesiąt trzy zwycięstwa z rzędu. Zostało mu sześć walk do rekordu Futabayamy. Krąży opowieść z tamtych dni. Po treningu jeden z niższych rangą rikishi, mający nazajutrz walczyć z mistrzem, podszedł do starszego znawcy sumo. „Co zrobić?" - spytał. Odpowiedź padła krótka: „zaatakuj go po pierwszym podejściu shikiri”. Tak robił Futabayama. Tak robił Taihō. Wtedy nikt nie czekał na pełne cztery minuty.

 

Następnego dnia rikishi tak zrobił. Zamiast czekać, stanął przy linii już po pierwszym podejściu. Hakuhō, w pełni przyzwyczajony do swojego rytuału, był zdezorientowany. Przeciwnik zabrał mu rytm jego przygotowania. Hakuhō pozostał spokojny – ale ledwo wygrał tę walkę. Rekord uratował, jednak stało się jasne: ktoś, kto przerwie twój rytm shikiri, może cię pokonać samym tym faktem.

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

Cztery miesiące później Hakuhō przegrał. Pokonał go Kisenosato, młody zawodnik, którego nikt nie typował. Sześćdziesiąt trzy zwycięstwa, koniec. Sześć walk od rekordu. Mistrz, który studiował Futabayamę całe życie, zatrzymał się sześć kroków przed nim.

 

Dlaczego o tym piszę? Bo to pokazuje, jaka presja działa na mistrza, który może stracić wszystko w czasie krótszym niż jeden wydech. Tachiai nie jest mocą. Jest precyzją czasu. Wystarczy ćwierć sekundy zaburzenia, żeby najlepszy zawodnik świata przegrał z chłopakiem dwa razy mniej doświadczonym. Sumo wie, że moment decydujący nie wybacza nawet herosom.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

 

Wyspa Funashima, 1612

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Tachiai jako technika sportowa istnieje od stuleci. Tachiai jako japońska teoria momentu decydującego – jeszcze dłużej. Aby zobaczyć ją w wersji poza sumo, w czystej, surowej formie, trzeba cofnąć się do trzynastego kwietnia 1612 roku, na małą wyspę o nazwie Funashima na Morzu Wewnętrznym (obecna nazwa to Ganryū-jima).

 

Wyspa była niezamieszkana. Spotkali się tam dwaj mężczyźni: Sasaki Kojirō, jeden z najbardziej cenionych szermierzy ery Edo, ulubieniec dworu shōguna, mistrz długiego dwuręcznego miecza nodachi, sławny z techniki „odwrócenia jaskółki", tsubame-gaeshi. Naprzeciw niego: Miyamoto Musashi, dwudziestoośmioletni rōnin, znany z osobliwego stylu walki dwoma mieczami i z tego, że zwykle przychodzi brudny, w łachmanach, z kawałkiem drewna zamiast ostrza.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Pojedynek ustalono na wczesny ranek. Kojirō stawił się punktualnie, w zadbanym stroju, z najlepszym mieczem, na jaki było go stać. Musashi się spóźnił. Według niektórych źródeł – o godzinę. Według innych – o dwie. Płynął łodzią ze stałego lądu i po drodze wystrugał z wiosła bokken (drewniany miecz). Gdy wreszcie wszedł na piasek, Kojirō był wściekły. Wyciągnął nodachi, krzyknął coś o braku honoru i ruszył.

 

Cała walka trwała kilka sekund. Kojirō zaatakował w furii z całej siły, wykonał swoją słynną technikę – cios od góry przechodzący w cięcie w bok. Musashi przyjął uderzenie, w ruchu odbił je i równolegle uderzył drewnianym wiosłem w skroń przeciwnika. Kojirō padł. Musashi sprawdził, czy żyje. Nie żył. Wsiadł do łodzi i odpłynął, zanim ktoś zdążył pomścić mistrza shōguna.Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

 

Jeden cios. Lata przygotowań po obu stronach. Tradycja kenjutsu nazwała tę logikę pojedynku ichigeki hissatsu (一撃必殺) – „jedno uderzenie, pewna śmierć". Brzmi to brutalnie. I jest. Jeśli musisz uderzyć po raz drugi, znaczy to, że przeciwnik ma szansę zadać swój cios. A jest ryzyko, że jego cios wystarczy jeden.

 

 

Wycieczki z GokuTravel - JesieńTak naprawdę idea ta nie pochodzi od Musashiego (który zresztą stał się szeroko znany dopiero dekady po końcu okresu Edo), lecz sięga jeszcze wcześniejszych stuleci. Z biegiem lat przeniosła się ze sztuki miecza do innych dyscyplin: do karate (gdzie funkcjonuje pod tą samą nazwą), do iaijutsu (obecnie iaidō) – sztuki wyjmowania miecza z pochwy w ułamku sekundy i cięcia przeciwnika jednym ruchem, do aikido, gdzie wszystko zaczyna się od idealnego wyczucia momentu, w którym przeciwnik traci stabilność. I oczywiście do sumo. Tachiai to rozwinięcie ichigeki hissatsu. Z tą różnicą, że zamiast jednego cięcia mieczem mamy jedno uderzenie ciałem.

 

Wszystkie te dyscypliny łączy jedno założenie: właściwy moment występuje raz. Możesz się na niego przygotować, możesz go wyczekiwać, możesz z niego skorzystać. Ale nie możesz go powtórzyć. Sztuka mistrza polega na tym, by w tej jednej sekundzie zmieścić wszystko, czego się nauczył przez całe życie.

 

W europejskiej tradycji walki – w szermierce, w boksie, w zapasach – jest czasem miejsce na drugą próbę. Pierwsze pchnięcie jest tylko otwarciem. Druga akcja, trzecia kombinacja, czwarty ruch – to dopiero esencja. Japońska tradycja idzie w przeciwnym kierunku. Miecz unosisz raz, więc unieś go tak, byś nigdy nie musiał go unosić drugi raz. Pierwsza sekunda zawiera wszystko.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

 

Sztuka, która zmieściła się w siedemnastu sylabach

 

Ta sama logika rządzi rzeczami, które na pozór nie mają z walką nic wspólnego.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Bashō, wędrowny mistrz hokku (które z perspektywy lat nazywamy dziś haiku), spędził ostatnie dziesięć lat życia na pieszych podróżach po XVII-wiecznych wyspach japońskich. Pisał wtedy wiersze złożone z siedemnastu sylab – pięć, siedem, pięć. Cała jego sztuka mieściła się w jednej krótkiej linijce. Każde hokku zawierało: obraz natury, słowo sezonowe – kigo (季語), wskazujące porę roku, oraz cięcie – kireji (切れ字), moment, w którym jeden obraz staje się drugim. Siedemnaście sylab. Jeden moment. Reszta to milczenie, w którym czytelnik dopowiada sobie obraz sam.

 

To nie jest sztuka skrótu tylko kompresji. Bashō, gdy układał hokku, mógł napisać poemat na pięćdziesiąt linijek o tym samym, co wyraził w jednej. Wybrał jedną, ponieważ wiedział: piętnaście słów może powiedzieć więcej niż pięćset, jeśli każde słowo jest tym właściwym. Logika identyczna z tachiai. Ćwiczysz całe życie, żeby w jednym ruchu, w jednej linijce, w jednym uderzeniu zmieścić wszystko, czego się nauczyłeś.

 

Dalej: ikebana. Sztuka układania kwiatów. Można położyć w wazonie pięćdziesiąt róż, można trzy. Tradycyjna ikebana wybiera trzy. Bo nie chodzi o ilość kwiatów, tylko o przestrzeń, jaka między nimi powstaje.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?W ikebanie to oczywiste: trzy kwiaty, jeden wysoki, drugi średni, trzeci niski. Między nimi przestrzeń. Patrząc, oko czyta nie tylko kwiaty, ale też tę przestrzeń. W sumo dokładnie ta sama zasada: między dwoma rikishi jest siedemdziesiąt centymetrów. Ta odległość jest tachiai, zanim się zacznie. Cały rytuał shikiri polega na wytwarzaniu tej przestrzeni – napinaniu jej, ładowaniu napięciem, aż wreszcie pęknie. Ćwiczysz przestrzeń, żeby umieć ją złamać.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Najsilniej wyrażono to w pojęciu ichi-go ichi-e (一期一会) – formule wykutej w japońskiej kulturze herbaty wokół postaci Sen no Rikyū i jego uczniów. Dosłownie: „jedno spotkanie, jeden raz". Każdy moment, każde spotkanie, każda walka jest jedyna. Nie powtórzy się. Następne spotkanie – nawet z tą samą osobą – będzie już inne, w innej chwili, w innym świetle, z innym sercem. Dlatego trzeba je przeżyć jakby było ostatnim. Dlatego herbatę pija się tak, jakby to była ostatnia herbata w życiu. Dlatego tachiai ćwiczy się jakby to była ostatnia walka w życiu.

 

Japonia zauważyła coś, czego większość kultur nie nazywa wprost: że istota życia mieści się nie w jego rozciągłości, tylko w jego punktach. W chwilach, w których wszystko się decyduje. Reszta jest ich obwarowaniem. Pojawiają się te punkty rzadko – ale gdy się pojawiają, jesteś gotów albo nie.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

 

Twoje tachiai

 

To wszystko byłoby tylko piękną teorią o sumo, gdyby nie miało odniesienia do życia ludzi, którzy nigdy nie staną na dohyō. Ale ma. I to bardzo bezpośrednie.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Życie składa się głównie z shikiri. Z czterech minut przygotowywania się, w których nic się pozornie nie dzieje. Z lat poprzedzających moment, gdy nagle wszystko się rozstrzyga. Dni w pracy, której nikt nie widzi. Treningów, na które nikt nie przyjdzie. Książek, których nikt nie sprawdzi, czy przeczytaliśmy. Rozmów z samym sobą, których nikt nie podsłucha. A potem, czasem raz na pięć lat, czasem raz w życiu, przychodzi tachiai. Pierwsza sekunda rozmowy kwalifikacyjnej. Pierwsza minuta prezentacji przed klientem. Pierwsza wymiana zdań z partnerem o sprawie, którą omijano latami. Pierwszy udany trade na giełdzie. Pierwszy ruch w decyzji, której można już nie cofnąć – odejść z pracy, sprzedać firmę, zaprosić kobietę, wyznać błąd. Ten moment nadchodzi, często bez zapowiedzi – i jest szybki.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Sumo wie, że tę sekundę można zmarnować albo wygrać. Wie też, że wynik ma niewiele wspólnego ze szczęściem. Ma wszystko wspólnego z tym, co się robiło przez ostatnie pięć, dziesięć, dwadzieścia lat. Ten rikishi, który właśnie wystrzelił z linii startowej z idealną precyzją – wstawał codziennie o czwartej. Robił po pięćset shiko. Padał tysiąc razy w butsukari. Studiował Futabayamę. Czytał oddechy stu innych zawodników. Synchronizował się z nimi, oddzielał, znów synchronizował. Sekunda, którą zobaczyłeś podczas walki, była szczęściem, ale szczęście to powstało z dwudziestu lat shikiri, których nikt nie widział.

 

Pierwsza lekcja jest oczywista i jednocześnie najtrudniejsza: nie dasz rady zareagować w decydującej sekundzie, jeśli wcześniej nie zrobiłeś czterech minut przygotowania. Albo czterech lat. Albo czterech tysięcy godzin powtarzania tego samego ruchu, aż ciało już nie potrzebuje umysłu, by wiedzieć, co zrobić. Nikt z mistrzów tachiai nie myśli w pierwszej sekundzie. Mózg jest na to za wolny. Działa pamięć ciała, budowana przez lata. To pochwała powolności – nie szybkiej kariery, lecz cierpliwego ćwiczenia.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Druga lekcja jest mniej oczywista, ale równie ważna: mistrzostwo nie polega na atakowaniu pierwszym. Polega na byciu gotowym na każdą sekundę, w której moment może przyjść. Futabayama nie popełniał matty (falstartu), bo nie próbował zgadywać, kiedy się zacznie. Po prostu w każdej chwili był gotów, jakby zaraz miało się zacząć. Cierpliwość była jego siłą, nie jego ograniczeniem. W życiu jest podobnie: niespokojny człowiek, który atakuje wcześniej, by przejąć inicjatywę, częściej traci, niż wygrywa. Mądrzejsza strategia to być gotowym dłużej i lepiej, niż konkurencja jest w stanie wytrzymać. Sygnał przyjdzie. Twoim zadaniem jest go nie przegapić.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Trzecia lekcja jest chyba najbardziej niewygodna: pierwsza sekunda jest jedyna. Druga próba zwykle nie nadchodzi. Ichigeki hissatsu nie znaczy „bądź agresywny". Znaczy: przygotuj się tak, byś nie potrzebował drugiej szansy. Wiele rzeczy w życiu, których żałujemy, można było zrobić raz. Słowa wypowiedziane w odpowiedniej chwili. Decyzja podjęta przed zniknięciem okazji. Wyznanie, na które zabrakło odwagi. Inwestycja, która wiesz, że jest dobra, ale „jeszcze poczekasz”. Nie żałujesz tego, że źle zrobiłeś – żałujesz, że nie zrobiłeś nic, choć przeczuwałeś, że to ten moment. Sumo nie pozwala sobie na taki żal. Pierwsza sekunda jest jedyna i należy ją wykorzystać całkowicie.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

 

***

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?Wracam na chwilę do dohyō. Po przegranej walce rikishi kucają na krawędzi ringu. Ich oddech jest jeszcze nierówny, klatka piersiowa unosi się gwałtownie. Wstają. Kłaniają się. Schodzą.

 

Jutro wrócą. Pojutrze też. Przez piętnaście dni z rzędu w czasie turnieju przeżyją po jednej takiej sekundzie. Każda będzie pierwsza w swoim małym wszechświecie. Ten zawodnik, który właśnie przegrał, tej walki już nigdy nie odzyska. Ale jutro może wygrać inną. Nikt mu nie odbierze tego, że ma jeszcze jedną sekundę przed sobą.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?W tym jest coś, co cywilizacja zachodnia często gubi – przekonanie, że moment decydujący nie jest karą. Jest darem. Sekunda, w której wszystko się rozstrzyga, jest też sekundą, w której wszystko jest jeszcze możliwe. Dopóki nie postawiłeś pięści za linią startową, świat na ciebie czeka. Cztery minuty shikiri są darem, nie próbą.

 

Pytanie, które zostawia mi sumo, brzmi prosto: czy wykorzystuję dany mi czas, by przygotować się na tych kilka rozstrzygających sekund, jakie w pozostałym mi życiu jeszcze nadejdą?

 

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autoraŹródła

1. Kozuma, Yoichi, Mental Training Program for a Sumo Wrestler, Psychology in Professional Sports and the Performing Arts: Challenges and Strategies, 2016

2. Schilling, Mark, Sumo: A Fan's Guide, The Japan Times, 1994.

3. Tochinoumi Teruyoshi (栃ノ海晃嘉), Sumō no kokoro to gijutsu (相撲の心と技術 - „Duch i technika sumo"), Baseball Magazine Sha, Tokio 2003.

4. Naruse Masakatsu (成瀬正勝), Sumō no kokoro (相撲のこころ - „Serce sumo"), Tairyūsha, Tokio 1985.

5. Yamamoto Tatsurō (山本辰郎), Sumō no shinri to seishin (相撲の心理と精神 - „Psychologia i duch sumo"), Fumaidō Shuppan, Tokio 1998.

6. Bickford, Lawrence, Sumo and the Woodblock Print Masters, Kodansha International, Tokio 1994.

7. Cuyler, Patricia L., Sumo: From Rite to Sport, Weatherhill, 1979.

8. Hall, Mina, The Big Book of Sumo: History, Practice, Ritual, Fight, Stone Bridge Press, Berkeley 1997.

 

Tę jedną sekundę trenuje się całe życie. Tachiai - jedna sekunda, w której rozstrzyga się wszystko. Czego uczy nas japońska walka sumo o momencie decydującym?

  1. pl
  2. en

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany.- Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!