W świetle papierowych lampionów i w zapachu świeżo roztartego tuszu sumi na kamieniu suzuri, dzieci w pozycji seiza pochylają się nad arkuszami cienkiego papieru washi. Słychać jedynie miarowe przesuwanie się bambusowych pędzli po kartach i ciche, rytmiczne głosy ćwiczących czytanie uczniów. Nauczyciel – rzemieślnik samurajskiego pochodzenia, obecnie rōnin – przechadza się powoli między nimi, koryguje postawę, poprawia znaki. To terakoya – niepozorna izba przy domostwie, która stała się jednym z najważniejszych fenomenów edukacyjnych Japonii okresu shogunatu w Edo. Nie było tu klas ani systemowych planów lekcji. Zamiast tego – indywidualne podejście, więź mistrz–uczeń, nauka dostosowana do możliwości dziecka i surowe wychowanie oparte na szacunku, rytuale i życiu we wspólnocie.
To właśnie w takich miejscach, w ciszy i prostocie, rodziła się nowożytna Japonia. Choć edukacja w okresie Edo (1603–1868) nie była obowiązkowa, to dzięki setkom tysięcy dzieci uczących się w terakoya – zarówno chłopców, jak i dziewcząt – kraj osiągnął jeden z najwyższych poziomów piśmienności na świecie. W połowie XIX wieku, w Edo aż 86% mężczyzn i 35% kobiet potrafiło czytać i pisać, a w niektórych wsiach, jak Kitashō, odsetek ten sięgał 91%. Dla porównania: w tym samym czasie w Królestwie Polskim umiejętność czytania i pisania posiadało zaledwie 15–20% ludności, w Moskwie – 20%, a we Francji pod koniec XVIII wieku – niespełna 2%. I to wszystko bez systemu ministerstw, bez podręczników z zatwierdzoną pieczęcią – oddolnie – ludzie organizowali się sami a szkoły opierały się na relacji z nauczycielem, którą w Japonii określano mianem sanzé no chigiri – więzi na trzy pokolenia. Szacunek był absolutną podstawą, a jedną z 18 podstawowych zasad zachowania była:
喧嘩口論ハ皆自分之悪ゆへ内々親々取上ざる事
"Kłótnie i spory uczniów są winą obu stron; nie należy w nie angażować rodziców"
Dziś słowo „terakoya” powraca – nie jako drewniany budynek w cieniu pagody, lecz symbol idei nauki dostępnej dla wszystkich. W XXI wieku japońska komisja UNESCO prowadzi pod tą nazwą międzynarodowy program edukacji oddolnej – World Terakoya Movement – wspierając naukę pisania, higieny, równości kobiet i praw człowieka w krajach Azji i Afryki. Terakoya stała się wzorem dla edukacji opartej nie na systemie, lecz na wspólnocie, szacunku i elastyczności. W czasach zunifikowanych testów i cyfrowej presji, może właśnie w tej cichej izbie z epoki Edo kryje się odpowiedź na pytanie: jak uczyć człowieka – a nie tylko pracownika?
Jeszcze zanim słońce uniosło się ponad szczyty gór otaczających dolinę, wiejski krajobraz budził się do życia. Kiedyś terakoya znane były tylko w dużych miastach – w Edo, w Osace. Ale już w XVIII wieku stawały się coraz powszechniejsze, zaczęły się pojawiać w mniejszych maistach a nawet wioskach, licząc ponad 15,000, a pod koniec Edo – 40,000 placówek. Drewniane domy z dachami krytymi strzechą parowały po chłodnej nocy, a wąskie, ubite ścieżki tętniły cichym poruszeniem – ktoś już rozpalał ogień, inny niósł wodę w wiadrze zawieszonym na bambusowym drągu. W jednej z bocznych uliczek, na terenie niewielkiej świątyni buddyjskiej, przez rozsuwane drzwi rozległ się znajomy skrzyp: zaczynała się lekcja w terakoya (寺子屋) – szkółce dla dzieci ludzi niezamożnych.
Wnętrze budynku było proste, ale zadbane. Podłogę z wypolerowanych desek wyścielały maty tatami, a w rogu stała drewniana skrzynia z pędzlami do kaligrafii, tuszem i zwojami. W powietrzu unosił się zapach świeżo startego atramentu sumi. Dzieci, chłopcy i dziewczęta (w przeważającej większości terakoya były koedukacyjne, co na wielu poziomach może dziwić w Japonii czasów shogunatu – a jednak!), klęczały w pozycji seiza, równo ustawione rzędy drobnych sylwetek, z których część dopiero niedawno zaczęła naukę. Nauczyciel – shishō (師匠) – doświadczony rzemieślnik, samurajskiego pochodzenia, dawny wojownik, a obecnie rōnin, ubrany w proste kimono, siedział przed nimi z wyprostowanymi plecami. Twarz miał surową, ale w oczach czuć było ciepło.
Na powitanie dzieci wykonały ojigi, głęboki ukłon. Kilkoro przyniosło skromne podarki: suszone kasztany, zrobione przez matkę ciasteczka z mąki ryżowej – forma zapłaty za naukę, gdy rodzina nie mogła pozwolić sobie na pełne czesne. Choć terakoya były początkowo instytucjami dobroczynnymi, z czasem wiele z nich przekształciło się w struktury odpłatne – ale nawet wtedy były dostępne niemal dla każdego.
Lekcja zaczynała się od shodō – kaligrafii. Dzieci maczały pędzle w tuszu i z wielką koncentracją odtwarzały wzory z tehon (手本) – przykładów pisma przygotowanych przez mistrza. Litery układały się w podstawowe słowa i wyrażenia: imiona rodowe jak Fujiwara, miejsca jak Yamato czy Seta, dni tygodnia, liczebniki. Dla nowicjuszy przygotowane były ōrai (往来物) – zbiory listów i codziennych dialogów. Nauka nie przebiegała grupowo – każdy uczeń miał własny materiał, własne tempo i poziom zaawansowania.
W południe przychodził czas na soroban – liczydło. Dzieci ćwiczyły podstawy arytmetyki, niezbędne nie tylko dla przyszłych kupców, ale i dla chłopów, którzy musieli rozliczać podatki, czy prowadzić domowy rachunek. Po południu starsi uczniowie przerabiali też teksty moralne: Teikin orai, traktaty konfucjańskie, fragmenty klasyków takich jak Tsurezuregusa. Edukacja miała nie tylko dawać wiedzę, ale też formować charakter.
Zasady obowiązujące w terakoya były surowe, lecz sprawiedliwe. Uczniowie uczyli się nie tylko pisać i liczyć, ale też jak witać gości w domu, jak zachować się przy posiłku, jak szanować starszych i jak nie przynosić wstydu swojej rodzinie. Pewien nauczyciel, Yuyama Bun’emon z wioski Yoshikubo w Surudze (Shizuoka), spisał osiemnaście reguł, które jego uczniowie mieli recytować każdego dnia – od „powitaj nauczyciela w ciszy” po „módl się do przodków każdego ranka”. Z biegiem lat reguły te rozprzestrzeniły się na inne terakoya.
W szkole panowała cisza, przerywana tylko szelestem pędzli i stukaną rytmicznie kulką sorobanu. Dzieci siedziały blisko siebie, ale nie rozmawiały. Każdy miał swoje zadanie, swój cel – zostać człowiekiem o takumi (匠 – „specjalista”, „specjalizacja”), czyli biegłości, nie tylko w sztuce pisma, ale i w życiu.
Kiedy słońce przesuwało się już w dół, ku horyzontowi, kończyły się zajęcia – zazwyczaj wczesnym po południem – dzieci często po szkole musiały pomagać rodzicom przy gospodarstwie lub pracach domowych. Żegnały się z nauczycielem i z kolegami. Wychodziły na zewnątrz, na rozgrzane słońcem kamienne ścieżki, niosąc w torbach swoje zeszyty (dokładniej – były to kartki papieru washi związane najczęściej sznurkiem) i świadomość, że uczą się nie dla ocen, lecz by stać się częścią świata – dobrymi dziećmi, lojalnymi przyjaciółmi, odpowiedzialnymi dorosłymi. Lub nie. Jak i dziś – każde dziecko było inne, żyło innymi marzeniami, myślało o innych rzeczach – aż tak bardzo znowuż się nie różnimy.
Tak właśnie wyglądał dzień w terakoya – miejscu, które, choć skromne, budowało fundament pod nowożytną Japonię. W ciszy i prostocie, wśród atramentu, bambusowych pędzli i słów zapisanych starannie jeszcze niewprawną ręką, kształtowało się jedno z najlepiej wykształconych społeczeństw XIX wieku.
Słowo terakoya (寺子屋) jest jak skrzynia z trzema prostymi znakami kanji – a jednak kryje w sobie cały świat dawnej japońskiej edukacji.
► 寺 (tera) – oznacza świątynię. W Japonii od wieków świątynie były nie tylko miejscem modlitwy, lecz także centrum życia społecznego, duchowego i – jak się okazuje – edukacyjnego. To właśnie tam zaczęła kiełkować idea nauki dostępnej dla wszystkich.
► 子 (ko) – to dziecko, symbol przyszłości, niewinności, ale też kogoś, kto dopiero zaczyna drogę przez życie.
► 屋 (ya) – znaczy po prostu dom, budynek, przestrzeń.
Po połączeniu tych znaków otrzymujemy nazwę 寺子屋 – „dom dzieci przy świątyni” albo „miejsce, gdzie dzieci uczą się przy świątyni”. To nie tylko opis lokalizacji – to także opowieść o korzeniach. W wielu przypadkach pierwsze szkółki powstawały rzeczywiście na terenie świątyń buddyjskich, prowadzonych przez mnichów, zanim idea terakoya rozpowszechniła się i usamodzielniła.
Jednak warto wiedzieć, że termin „terakoya” był częściej używany w regionie Kansai (np. Kyoto, Osaka) – czyli tzw. kamigata (上方, „górna strona” – zachodnia część Honshu), a w Edo (dzisiejszym Tokyo) preferowano inne nazwy. Dzieci uczęszczające do szkół nazywały swoje miejsce nauki bardziej formalnie:
► 筆学所 (hitsugakusho) – dosł. „miejsce nauki pisma”
► 幼童筆学所 (yōdō hitsugakusho) – „miejsce nauki pisma dla dzieci”
Były to określenia bardziej oficjalne, podkreślające funkcję dydaktyczną, a nie związek ze świątynią – co pokazuje regionalne różnice w języku i kulturze epoki Edo.
Z czasem jednak właśnie terakoya stała się nazwą powszechnie rozpoznawalną – dziś kojarzoną z demokratyzacją edukacji w dawnej Japonii. Współcześnie wyraz ten ma też znaczenie metaforyczne – używa się go na określenie kameralnych, alternatywnych szkół, inicjatyw edukacyjnych czy nieformalnych grup naukowych, które odwołują się do ducha wspólnoty i równości.
Nieprzypadkowo więc „terakoya” pojawia się też w nazwie współczesnych projektów społecznych i programów edukacji oddolnej, jak np. prowadzony przez japońską komisję UNESCO „World Terakoya Movement”. Nazwa ta nie oznacza już konkretnego budynku przy świątyni, lecz symbol idei: nauki dostępnej dla wszystkich, bez względu na pochodzenie, wiek czy majątek.
Zanim powstały terakoya, zanim dzieci chłopów i rzemieślników zaczęły stawiać pierwsze znaki kanji na skromnych arkuszach washi, japońska edukacja była zjawiskiem elitarnym, zamkniętym i głęboko związanym z władzą – zarówno duchową, jak i świecką, czym nie różniła się od większości krajów świata.
Już w VIII wieku, w okresie Nara (710–794), japońscy mnisi buddyjscy pełnili rolę pierwszych nauczycieli. Edukacja była ściśle związana z religią – klasztory (寺, tera) były centrami nie tylko duchowego rozwoju, ale też nauki pisma, czytania sutr i filozofii buddyjskiej, wzorowanej głównie na tekstach chińskich. Szkoły takie jak Daigakuryō (instytucja państwowej edukacji dla urzędników) czy klasztory przyjmujące młodych adeptów uczyły wyłącznie chłopców z wyższych klas – arystokracji (kuge) oraz duchowieństwa.
W okresie Heian (794–1185) sytuacja się nie zmieniła – nauka była przywilejem dla nielicznych. Dwór cesarski w Kyoto otaczał się uczonymi znającymi klasyki konfucjańskie i buddyjskie, piszących w klasycznym chińskim (kanbun). Pismo japońskie dopiero się rozwijało – powstawały kana i hiragana, lecz edukacja pozostawała zarezerwowana dla nielicznych. Dziewczęta z arystokratycznych rodów mogły czasem uczyć się kaligrafii i poezji (tak jak legendarna Murasaki Shikibu, autorka Genji monogatari i jej rywalka – Sei Shonagon, o których przeczytasz w książce „Silne kobiety Japonii"), ale dostęp do formalnej nauki był ograniczony.
Kiedy władzę w kraju przejęli wojownicy – najpierw w epoce Kamakura (1185–1333), a potem Muromachi (1336–1573) – zmienił się także model edukacyjny. Narodziła się klasa samurajów, która nie tylko walczyła, ale także studiowała – bo aby rządzić, trzeba było rozumieć prawo, historię i klasyki konfucjańskie. Co musiał umieć samuraj? – przeczytasz tu: Co potrafił samuraj - błyskawiczny zabójca, zdyscyplinowany poeta, wytrwały filozof?.
W późniejszym okresie, zwłaszcza w czasach Tokugawy, samuraje zakładali hankō (藩校) – oficjalne szkoły dla danej domeny („han”) finansowane przez daimyō, w których uczono młodych wojowników etyki, kaligrafii, literatury chińskiej i japońskiej, strategii wojennej, matematyki, a czasem nawet medycyny. W wielkich miastach powstawały również gōgaku (郷学) – lokalne szkoły uczonych i samurajów niższego szczebla.
Jedną z najsłynniejszych takich szkół było Shōheikō (昌平黌) w Edo – centrum konfucjańskiej nauki, z którego promieniowały wartości porządku, lojalności i podporządkowania, kluczowe dla rządów bakufu (system bakufu to sprytny sposób, w jaki Tokugawa Ieyasu i jego następcy zorganizował naród wojowników tak, aby nie było więcej wojen – więcej o tym tu: Co zrobić ze społeczeństwem samurajów znających tylko wojnę i śmierć w czasach pokoju? - sprytne pomysły shogunów Tokugawa).
Choć w średniowiecznej Japonii nie istniał żaden powszechny system edukacji, nie oznacza to, że lud nie uczył się wcale. W niektórych regionach pojawiały się zalążki lokalnych form edukacji, znane dziś jako „mura shōgaku” (村小学) – czyli „szkoły wiejskie”. Ich istnienie potwierdzają m.in. wzmianki w tekstach takich jak Eizan Daishi Den, biografia mnicha Saichō z okresu Heian, czy odkrycia archeologiczne – np. naczynia z epoki z zapisanymi znakami, sugerującymi pewną ograniczoną znajomość pisma wśród chłopów.
Jednak były to wyjątki, nie reguła. Zdecydowana większość mieszkańców Japonii – zwłaszcza chłopów – nie miała dostępu do formalnej edukacji. Uczyli się oni życia i zawodu przez praktykę, obserwację i opowieści starszych, a najważniejsze informacje przekazywano ustnie. Dziewczęta uczyły się od matek tkania, gotowania, prowadzenia domu, chłopcy od ojców – pracy w polu czy rzemiosła.
Choć przed epoką Edo edukacja była rozproszona, elitarna i nieregularna, istniały elementy kultury piśmienniczej: kopiowanie sutr w świątyniach, sztuka poezji rozwijana na dworze, wędrowni mnisi i nauczyciele przekazujący wiedzę ustnie, lepiej wykształcony lud w miastach portowych handlujący z Chinami i Koreą. Brakowało jednak stałej, powszechnie dostępnej formy nauki dla zwykłych ludzi – aż do czasu, gdy stabilizacja rządów Tokugawy i rozwój mieszczaństwa stworzyły idealne warunki dla rewolucji oddolnej: narodzin terakoya.
To właśnie te proste, wiejskie i miejskie szkółki stanowiły przełom – pierwszy prawdziwy model edukacji masowej w historii Japonii.
W odległych czasach średniowiecza, w cieniu świątynnych dachów, gdzie wieczorami migotały kaganki oliwne, zaczęły pojawiać się pierwsze szkółki, w których mnisi przekazywali młodym adeptom sztukę czytania sutr i kaligrafii. Były to jeszcze miejsca elitarne, duchowe, dostępne dla wybranych – jednak to właśnie z tego korzenia wyrósł ruch, który kilka stuleci później rozkwitł w całej Japonii. Tym ruchem były terakoya – szkoły ludu, instytucje codzienne, skromne, a jednocześnie rewolucyjne.
Chociaż ich początki sięgają epoki średniowiecza, prawdziwa eksplozja liczby terakoya nastąpiła od XVIII wieku, zwłaszcza w burzliwych, reformacyjnych latach okresu Tenpō (1830–1844). Były to czasy, gdy Japonia – mimo formalnego zamknięcia przed światem – przeżywała dynamiczne przemiany wewnętrzne: handel kwitł, miasta się rozrastały, a struktura społeczna stawała się coraz bardziej złożona. Wzrastała liczba umów kupna-sprzedaży, testamentów, listów zastawnych, aktów własności – a wraz z nią rosło zapotrzebowanie na umiejętność czytania i pisania, na elementarną arytmetykę, na znajomość formuł i zwrotów stosowanych w dokumentach. Społeczeństwo nie mogło już polegać wyłącznie na ustnych przekazach i zaufaniu – potrzebowało narzędzi do życia w świecie pisma.
Terakoya narodziły się z tej potrzeby. Nie powołał ich shōgun, nie narzucił ich żaden edykt, żadna reforma. Przeciwnie – rząd bakufu trzymał się z daleka od edukacji mieszczan i chłopów, pozostawiając sprawy nauczania w rękach samych obywateli. Dlatego terakoya były zjawiskiem oddolnym, społecznym, tworzonym przez ludzi dla ludzi. Właściciel sklepu, były wojownik, mnich, wdowa po lekarzu – każdy, kto posiadał wiedzę i potrafił ją przekazać, mógł zostać nauczycielem (shishō) i otworzyć własną szkółkę, często we własnym domu, na zapleczu świątyni, w opuszczonej komórce lub specjalnie wydzielonym pomieszczeniu.
Liczby są imponujące: szacuje się, że pod koniec epoki Edo działało w Japonii nawet 40,000 terakoya. W samej tylko stolicy – Edo – funkcjonowało kilkaset dużych i ponad tysiąc mniejszych szkółek. A nie były to jedynie instytucje miejskie: terakoya znajdowały się w miasteczkach, osadach rybackich, wioskach rolniczych, a nawet w trudno dostępnych regionach górskich, gdzie dzieci uczęszczały na lekcje między pracą na roli a obowiązkami wobec rodziny.
W Osace i Kyoto – miastach znanych z wyrafinowania i literackich tradycji – terakoya osiągały wysoki poziom. W Edo, centrum politycznym, gdzie żyło wielu rzemieślników i handlarzy, edukacja była bardziej praktyczna – skupiona na obiegu dokumentów, prowadzeniu ksiąg, pisaniu listów. W wiejskich regionach uczono podstaw: sylabariuszy iroha, kaligrafii, rachunków na liczydle soroban, czytania znaków używanych na tablicach ogłoszeniowych. Wszędzie jednak cel był jeden: uczynić dziecko pełnoprawnym członkiem społeczności, zdolnym do życia we współczesnym mu świecie.
To, co czyniło terakoya wyjątkowymi, to ich różnorodność. Nie było jednolitego programu, nie istniały regulacje państwowe ani nadzór pedagogiczny. Nauczyciele układali plan zajęć indywidualnie, dobierając materiały do poziomu i potrzeb uczniów. Nie było też sztywnego podziału na klasy wiekowe – dzieci uczyły się razem, każde na swoim poziomie, często korzystając z ręcznie sporządzonych zbiorów tekstów zwanych ōrai. Te podręczniki zawierały wszystko – od nazw rodów samurajskich, przez listy miejscowości, aż po przykłady umów handlowych, poetyckie klasyki i reguły moralnego życia.
W ten sposób społeczeństwo epoki Edo, mimo braku obowiązku szkolnego, osiągnęło jeden z najwyższych poziomów znajomości pisma na świecie. Edukacja nie była przymusem – była wartością, aspiracją i obowiązkiem wobec rodziny i społeczności. A terakoya – skromne, lecz tętniące życiem szkółki – stały się milczącym fundamentem, na którym wkrótce miała się wznieść nowoczesna Japonia.
Choć w Japonii epoki Edo nie istniał żaden obowiązkowy system szkolnictwa, a państwo nie narzucało ani programów, ani struktur edukacyjnych, społeczeństwo tego czasu osiągnęło jeden z najwyższych poziomów piśmienności na świecie.
W samym Edo – ówczesnej stolicy i jednym z największych miast świata – odsetek uczących się chłopców sięgał nawet 70–86%, a dziewcząt 20–40%, co w epoce feudalnej było zjawiskiem bez precedensu. W niektórych regionach wiejskich poziom był równie wysoki: we wsi Kitashō w prowincji Ōmi, dziś części prefektury Shiga, historyczne zapisy wskazują, że aż 91% mieszkańców miało kontakt z terakoya już przed upadkiem shogunatu. W badaniu z 1877 roku w tym samym regionie 89% mężczyzn i 39% kobiet powyżej 6. roku życia potrafiło poprawnie zapisać swoje imię i nazwisko.
Dla porównania: w Anglii na początku XIX wieku umiejętność czytania posiadało około 66% mężczyzn i 50% kobiet, w Rosji około 20% ludności Moskwy, a we Francji pod koniec XVIII wieku zaledwie 1,4% społeczeństwa było piśmiennych. Nawet w Stanach Zjednoczonych, mimo rozwijającego się systemu szkół powszechnych, poziom piśmienności oscylował wokół 75–80%, z dużymi różnicami między regionami.
W tym świetle Japonia epoki Edo jawi się jako kraj o wyjątkowo szeroko rozpowszechnionej umiejętności czytania i pisania – zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę brak centralnego nadzoru nad edukacją. To oddolna, społeczna sieć terakoya, nie zaś państwowy dekret, sprawiła, że masy społeczne – chłopi, mieszczanie, rzemieślnicy – zaczęły kształtować świadome, piśmienne społeczeństwo. Społeczeństwo, które u progu ery Meiji miało już w sobie potencjał do szybkiej modernizacji i skutecznego przyswojenia nowoczesnej wiedzy – bo fundament edukacyjny był już położony.
W cichej uliczce Osaki, między sklepikiem z farbowanym płótnem a zakładem introligatorskim, w niewielkiej drewnianej izbie z podłogą wyłożoną matami tatami, dzień rozpoczynał się dźwiękiem przesuwanych fusuma – przesuwnych drzwi. To właśnie tam, w takim skromnym pomieszczeniu, dzieci rzemieślników, kupców i drobnych rolników zasiadały w rzędach, gotowe do nauki. Nikt ich nie zmuszał, nie było przepisów nakazujących obecność w szkole, a jednak przychodziły – z bambusowymi piórnikiem, naczyniem z tuszem i sercem pełnym dziecięcej ciekawości.
Terakoya nie narzucały obowiązku nauki – dzieci uczęszczały do nich dobrowolnie, zazwyczaj od około siódmego roku życia, a kończyły edukację w wieku dwunastu czy trzynastu lat. Czas nauki zależał od możliwości rodziny, potrzeb dziecka i decyzji nauczyciela. W przeciwieństwie do dzisiejszych szkół, nie było tu ani klas, ani dzwonków, ani ujednoliconego programu nauczania. Zamiast tego – indywidualne podejście, które dziś uchodziłaby za nowoczesną pedagogikę.
Każdy uczeń w terakoya otrzymywał zadania dostosowane do swojego poziomu. Jedno dziecko kaligrafowało pierwsze sylabariusze, inny uczeń uczył się nazw klanów samurajskich lub wsi w okolicznych prowincjach, a jeszcze inny – powtarzał wzory dokumentów handlowych lub umowy kupna ziemi. Nauczyciel – zwany shishō lub tenarai shishō – nie wygłaszał wykładów, lecz przechodził od ucznia do ucznia, sprawdzał postępy, poprawiał pędzlem błędy i podsuwał kolejne ćwiczenia.
Program nauczania był praktyczny i dostosowany do codziennego życia:
– kaligrafia, często rozpoczynana od kopiowania wzorców zwanych tehon,
– czytanie (zarówno kanji, jak i sylabariuszy kana),
– rachunki na sorobanie – japońskim liczydle,
– tworzenie dokumentów i listów,
– geografia, obejmująca znajomość nazw miejscowych i krajowych,
– etykieta i dobre maniery, czyli nauka zachowania w domu i w społeczeństwie.
Dzieci korzystały z tzw. ōrai-mono (往来物) – zbiorów listów, wzorów dokumentów i przykładów językowych. Część tych podręczników miała swoje korzenie jeszcze w epoce Heian i była adaptowana przez wieki do poziomu dzieci chłopskich i mieszczańskich. Uczono także fragmentów klasyki konfucjańskiej oraz tekstów moralnych, takich jak Teikin ōrai czy Rikuyō Engi, które miały nie tylko rozwijać umiejętności językowe, ale również kształtować charakter.
Dzień w terakoya był podzielony na poranne i popołudniowe bloki nauki. Na przykład mogło być tak, że rano dzieci ćwiczyły pismo, kopiując znaki i teksty na arkuszach papieru washi. Po południu skupiano się zaś na rachunkach, nauce geograficznej oraz etyce. Co miesiąc lub na zakończenie roku szkolnego organizowano egzaminy oraz pokazy kaligrafii, podczas których uczniowie prezentowali swoje najładniejsze prace – często przyozdobione pieczęcią nauczyciela i zawieszone na specjalnych zwojach. Były to nie tylko ćwiczenia – ale świadectwo dorastania do roli pełnoprawnego członka wspólnoty.
Nauka nie kończyła się na wiedzy praktycznej. Równie ważne było wychowanie moralne, głęboko zakorzenione w japońskim konfucjanizmie. Nauczyciele nie tylko kształcili umysł, ale i duszę. Słynny shishō Yuyama Bun’emon ze wsi Yoshikubo w prowincji Suruga stworzył w 1844 roku zestaw osiemnastu zasad, które musieli znać i przestrzegać wszyscy jego uczniowie. Wśród nich znalazły się:
– wdzięczność wobec rodziców i codzienne ukłony w ich stronę przed posiłkiem,
– poranne modlitwy do przodków i oddanie hołdu słońcu,
– punktualność i uprzejmość wobec nauczyciela,
– wspólna odpowiedzialność za porządek w szkole,
– traktowanie kolegów jak rodzeństwa,
– unikanie donosów i rozwiązywanie konfliktów bez wciągania dorosłych, gdy to możliwe.
(prawda, że ostatnia podana tu zasada brzmi ciekawie? Tak to było w oryginale:
喧嘩口論ハ皆自分之悪ゆへ内々親々取上ざる事
"Kłótnie i spory uczniów są winą obu stron; nie należy w nie angażować rodziców".
Tak pomyślałem, że zwrócę tylko uwagę)
Zasady te nie były pustą formalnością – miały kształtować człowieka cnotliwego, odpowiedzialnego, żyjącego we wspólnocie z innymi. Dlatego też relacja między uczniem a nauczycielem w terakoya była często opisywana słowami sanzé no chigiri – „więź na trzy pokolenia”. Uczniowie nawet po latach odwiedzali groby swoich nauczycieli, a gdy ci umierali, wspólnie budowali im pomniki – tzw. hitsuzuka (筆子塚), których do dziś odnaleźć można tysiące.
W terakoya nie tworzono uczonych filozofów, lecz dobrych obywateli. Nie produkowano elit, lecz kształcono podstawę społeczeństwa – warstwy, które dzięki pismu, rachunkom i zasadom etyki potrafiły budować Japonię na co dzień. W ciszy niewielkiej izby, przy świszczącym pociągnięciu pędzla po papierze, rozgrywała się cicha rewolucja, która przyniosła owoce nie tylko w epoce Edo, lecz także w nadchodzącym wieku nowoczesności.
W odróżnieniu od dzisiejszych certyfikowanych pedagogów, nauczyciele w terakoya – znani jako shishō (師匠) lub tenarai shishō (手習師匠) – byli często samozwańczymi mistrzami, którzy zdobyli wiedzę przez praktykę życiową, a nie formalne szkoły. Ich autorytet nie pochodził z tytułów czy awansów urzędowych, tylko z doświadczenia. Właśnie dlatego nauczyciele ci wywodzili się z bardzo różnych środowisk społecznych: byli wśród nich kupcy, rzemieślnicy, emerytowani wojownicy, mnisi buddyjscy, a także lekarze, kaligrafowie, a nawet wiejscy urzędnicy.
W epoce, w której kobiety rzadko miały formalne prawo głosu, kobiety-nauczycielki prowadzące własne terakoya nie były wyjątkiem – zwłaszcza w miastach takich jak Edo. Zachowały się źródła mówiące o ponad 80 zarejestrowanych nauczycielkach w badaniu przeprowadzonym w początkach epoki Meiji, w tym mistrzynie z dzielnicy Kōjimachi, uczennice renomowanych szkół literackich. Ich obecność dowodzi, że edukacja w terakoya była elastyczna i otwarta, o ile nauczyciel posiadał autorytet i umiejętność nauczania.
Uczniów nazywano fudeko (筆子) – „dzieci pędzla” – co samo w sobie wyrażało intymny związek między nauką a narzędziem pisma. Relacja między fudeko a shishō nie kończyła się z ostatnim napisanym znakiem. Wielu uczniów nawet po latach utrzymywało więź z nauczycielem, odwiedzało go, wspierało w podeszłym wieku, a po jego śmierci fundowało wspólne groby – tzw. fudeko-zuka (筆子塚). Na samym tylko Półwyspie Bōsō zachowało się ponad 3,000 takich nagrobków, cichych pomników wdzięczności, które przetrwały nawet burze nowoczesności.
W świecie, gdzie wiedza była przekazywana nie przez instytucje, lecz przez osoby, autorytet nauczyciela był osobisty, niemal sakralny. Uczniowie widzieli w swoim shishō nie tylko nauczyciela pisma, ale także przewodnika duchowego i moralnego – kogoś, kto nie tylko uczył znaków, ale formował człowieka.
Choć terakoya kończyła się zazwyczaj w wieku 12–13 lat, proces edukacji trwał czasem dalej – lecz już poza murami szkoły. Młodzi chłopcy po zakończeniu nauki często wstępowali do wakamonogumi (若者組) – grup młodzieżowych, które pełniły rolę lokalnych akademii obywatelskich. Tam nie uczono już kaligrafii czy rachunków, lecz tradycji, moralności, obowiązków wobec społeczności oraz pracy zespołowej.
Członkowie wakamonogumi często mieszkali razem, uczestniczyli w surowych ćwiczeniach fizycznych i wspólnych obowiązkach, a także uczyli się zachowań zgodnych z wartościami lokalnej wspólnoty. Starsi członkowie uczyli młodszych, jak zachować się podczas świąt, jak dbać o lokalną świątynię, jak witać gości, jak porządkować ulice. Był to trening życia w społeczeństwie, oparty na dyscyplinie, rytuałach i odpowiedzialności. Rodzice nie mieli prawa wtrącać się do tego etapu – autorytet przejmowała wspólnota.
Dla dziewcząt istniały musumegumi (娘組) – ich odpowiedniki, choć znacznie słabiej udokumentowane. Przypuszcza się, że pełniły podobną funkcję, ucząc dziewczęta zachowania, rytuałów rodzinnych, opieki nad domem i współpracy w ramach lokalnych grup wsparcia.
W społeczeństwie Edo edukacja nie kończyła się na nauce pisma czy matematyki (o matematyce wasan, która miałą szczególne miejsce, więcej tutaj: Japońska matematyka wyższa wasan – samurajska sztuka kompozycji równań wysokiego stopnia) – była procesem formowania pełnoprawnych członków wspólnoty. Terakoya dawała podstawy, wakamonogumi i musumegumi – nadawały kształt. To właśnie dzięki temu japońskie wsie i miasta były tak sprawnie zarządzane bez rozbudowanej administracji: wspólnota uczyła, pilnowała i wychowywała. Edukacja była nie tylko prawem, ale też rytuałem przejścia.
Choć terakoya zniknęły z krajobrazu Japonii wraz z nadejściem ery Meiji i wprowadzeniem nowoczesnego systemu szkolnictwa, ich duch przetrwał – i nadal inspiruje. W XXI wieku, w epoce cyfrowych ekranów i globalnych nierówności, idea oddolnej, dostępnej dla wszystkich edukacji staje się znów zaskakująco aktualna. I to nie tylko w Japonii.
Od 1989 roku Japońska Federacja Stowarzyszeń UNESCO prowadzi projekt World Terakoya Movement, niosąc ideę dawnych szkółek świątynnych do społeczności, które do dziś zmagają się z brakiem dostępu do nauki. W Kambodży, w wiejskich rejonach prowincji Battambang czy Siem Reap, powstają centra edukacyjne uczące dzieci i dorosłych podstaw pisma, higieny, praw człowieka czy zrównoważonego rolnictwa. W Myanmarze sieć ponad 20 współczesnych „terakoya” nie tylko uczy, ale i wspiera mieszkańców dotkniętych kryzysem humanitarnym, zapewniając żywność, wiedzę i poczucie wspólnoty.
Dziedzictwo terakoya to jednak nie tylko pomoc humanitarna. To również filozofia edukacji, która opiera się na kilku fundamentalnych wartościach: szacunku do ucznia, elastyczności nauczania, roli wspólnoty oraz wychowaniu człowieka – nie tylko pracownika. W dobie zunifikowanych systemów, rankingów i masowych egzaminów, model edukacji zakorzeniony w relacji mistrz–uczeń, w codziennej praktyce i wartościach moralnych, może być cenną alternatywą – szczególnie tam, gdzie edukacja oderwała się od realnego życia.
I choć nie ma już dźwięku pędzla sunącego po papierze washi ani głosu shishō poprawiającego pozycję dziecka siedzącego w seiza, duch terakoya odradza się w nowych formach. Dzisiejsze „terakoya online” – kursy tworzone przez pasjonatów, społeczności edukacyjne, platformy współdzielenia wiedzy – to nowoczesne odpowiedniki dawnych szkół świątynnych. Podobnie jak one, są tworzone przez ludzi dla ludzi, nie przez odgórne instytucje.
Dziedzictwo terakoya nie jest więc zamkniętą kartą historii, lecz żywym pomysłem na przyszłość – na edukację, która nie tylko uczy, ale również łączy, inspiruje i daje godność. Tak jak w Edo, tak i dziś – wszystko zaczyna się od chęci nauczenia się pierwszych znaków.
未開 ソビエライ
未開 ソビエライ
Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Silne kobiety Japonii" (>>zobacz)
"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)
___________________
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!