Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.
2026/09/15

Dai Dengaku 1096 r. Lato, w którym Kioto oszalało

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

 

Latem stolica tańczyła bez wytchnienia, a zimą uczony dworu orzekł, że to magia lisów.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Tancerz na przedzie ma bęben przywiązany do bioder i twarz białą od kurzu aż po linię włosów. Bije w skórę bębna od południa i nie zamierza przestać po zmroku. Od początku czerwca nie spadła ani kropla deszczu, ziemia na alejach stolicy jest szara i miałka jak popiół z paleniska, więc każdy krok tańczących wyrzuca ją na wysokość twarzy. Bęben przywiązany do bioder, drewniane klekotki nanizane na sznur, flet przebijający się przez wrzask. Ktoś skacze na takaashi (tyczce z poprzeczką), ktoś przebrał się za dziewczynę sadzącą ryż, ktoś inny ma tylko czerwoną przepaskę na biodrach. Pachnie potem, rozgrzanym dymem sosnowych pochodni i końskim nawozem, bo wozy zaprzężone w woły utknęły w ciżbie, a woźnice klną, nie mogąc ruszyć ani w przód, ani w tył. Za dnia tańczą tragarze, robotnicy z odlewni i służące. Po zmroku ulice przejmują przyboczni wielkich domów, a potem, co już zupełnie nie mieści się w głowie, sami dostojnicy cesarskiego dworu, z długimi piórami z ogona yamadori zatkniętymi za czapki i z wachlarzami na wysokich tyczkach.

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

Tak wyglądało Kioto (wtedy zwane Heian-kyō) przez 3 miesiące roku 1096. Kto nie tańczył, patrzył: z wozów, spod okapów, zza bambusowych zasłon, a niejeden patrzący po kilku dniach sam wkładał kostium. Nikt nie wiedział, skąd to przyszło – tak napisał potem Ōe no Masafusa, jeden z największych erudytów swojej epoki, i dopisał zdanie, które przetrwało 900 lat:

 

一城之人皆如狂焉

(ichijō no hito, mina kuruu ga gotoshi)

 

„Całe miasto jakby oszalało”

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Lato skończyło się gwałtownie, śmiercią dwudziestoletniej córy cesarskiej, ukochanej córki człowieka rządzącego krajem zza pleców aktualnego cesarza w gęstej i skomplikowanej intrydze, aby wyeliminować ród Fujiwarów. Po kilku dniach bębny ucichły. W grudniu zatrzęsła się ziemia i w stolicy zaczęto się zastanawiać, co to wszystko miało znaczyć.

 

Dzisiejszy tekst jest o jednym lecie i o jednym mieście. O tańczących i o patrzących. O tym, co się dzieje z człowiekiem, gdy na kilka nocy przestaje być sobą – i o tym, jak sobą może nie być całe miasto na raz.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

 

Siódma Aleja idzie tańczyć

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Otomaru zna ten kurz lepiej niż ktokolwiek, bo jego życie to piasek i glina. W warsztacie przy Siódmej Alei, w dzielnicy, gdzie od dwóch pokoleń stoją jedna przy drugiej kuźnie i odlewnie, ubija formy na brązowe dzwonki, kadzielnice i lusterka dla dam. Miech trzeba deptać od świtu, więc łydki ma twarde jak korzenie, a przedramiona pokryte drobnymi, białymi bliznami po kroplach rozgrzanego metalu. Tego lata robota idzie gorzej niż zwykle. Od 10. dnia 5. miesiąca nie padało, woda w studniach zeszła nisko, a kasza w garnku jest coraz rzadsza i coraz mniej w niej ryżu, coraz więcej prosa. Klienci płacą, jak zawsze, belą płótna albo workiem ziarna, bo monet w stolicy nikt już od dawna nie bierze do ręki.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Pod wieczór, gdy upał odpuszcza na tyle, że da się oddychać, od strony rzeki słychać bębny. Najpierw jeden, potem kilka, wreszcie cała ściana dźwięku, a w niej suchy stukot klekotek, czyli binzasary (編木) – kilkudziesięciu drewnianych deszczułek nawleczonych na sznur, składanych i rozkładanych w dłoniach jak harmonijka. Sąsiad, tragarz z sąsiedniego zaułka, woła Otomaru z progu. Farbiarka z naprzeciwka ma już na głowie płaski kapelusz z sitowia, taki, w jakim chodzi się w pole. Idą na północ, w stronę Czwartej Alei, a potem na wschód, ku rzece i ku chramowi Gion, i po drodze dołączają do nich ludzie, których Otomaru zna tylko z widzenia.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Mówi się różne rzeczy. Że wiosną odłożono święto chramu Matsuo, bo ktoś z urzędników zetknął się ze śmiercią i skalał pałac, a zaraz potem dzieci zaczęły śpiewać na ulicach piosenkę, że myōjin (bóstwo) tego nie przyjmuje. Że bogowie lubią tę muzykę. Że komuś we śnie kazano tańczyć i od tamtej nocy nie może przestać. Otomaru nie wie, w co z tego wierzyć. Wie, że ziemia pęka od suszy, że w dzielnicach nad rzeką znowu ludzie chorują, że w drugim miesiącu trzęsło i że na takie rzeczy nie ma lekarstwa, jest tylko bęben.

 

Tańczy się w kole, potem w pochodzie. Rytm prowadzi bęben na biodrach przewodnika grupy, klekotki odpowiadają mu jak echo, a nogi same łapią krok. Po godzinie Otomaru przestaje czuć piekące przedramiona. Po dwóch przestaje czuć, gdzie kończy się jego ciało, a zaczyna ciało farbiarki, która tańczy tuż przed nim i też ma na plecach ciemną plamę potu. Ktoś podaje czarkę wody, ktoś inny kubek taniego sake, i nikt nie pyta, czyje to było.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Kiedy robi się ciemno, ulica zmienia właściciela. Zza bram wielkich siedzib wychodzą przyboczni, służba możnych rodów, których w stolicy nazywa się błękitnymi od barwy szat przysługującej ich randze, a chodzą tej nocy w tkaninach, jakich Otomaru nie włożyłby w życiu, bo nie byłoby go na nie stać. Mają na sobie tkaniny drukowane we wzory, a przecież każdy w mieście wie, że takie stroje są zakazane dekretem. Idą z pochodniami z żywicznej sosny, bębny grają głośniej, flety piszczą wyżej. Autor jednego z dworskich dzienników zanotuje tego lata zdanie, które mogłoby być podpisem pod tą sceną: za dnia pospólstwo, nocą przyboczni. Otomaru cofa się pod okap. Tańczył cały wieczór, a teraz patrzy. Nie wie jeszcze, że za kilka tygodni będą tańczyć ministrowie. Nie wie nawet, jak sam się nazywa ani tego, że z wycieńczenia właśnie mdleje.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

 

Susza, pieśń i bóstwo, które nie czeka

 

Zbiory esejów o kulturze Japonii z Ukiyo-Japan.pl autorstwa Michała Sobieraja dostępne teraz również w wersji papierowejSłowo dengaku (田楽) znaczy dosłownie „muzyka pola”. Wyrosło z obrzędów sadzenia ryżu: z bębnów, fletów i śpiewów, przy których kobiety w białych szatach wtykały w błoto sadzonki, a mężczyzna nazywany „panem pola” prowadził całość jak kapelmistrz. Już w XI wieku arystokracja zapraszała takie zespoły do swoich posiadłości na pokazy sadzenia, co opisuje „Opowieść o rozkwicie” przy okazji uroczystości w 1023 roku, a mieszkańcy stolicy grali dengaku na święcie chramu Gion, w czerwcowych obchodach mających ułagodzić bóstwa zarazy i gniewne duchy zmarłych. Tych duchów, goryō (御霊), dwór Heian bał się na poważnie, choć z różnych powodów – tak metafizycznych, jak i społecznych (pisałem o tym tu: Administracja grozą: urzędowe apelacje duchów zemsty onryō w Japonii Heian). Dengaku w roku 1096 nie było więc żadną nowością. Nowością było to, kto je grał, jak długo i gdzie.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Rok zaczął się źle. W drugim miesiącu zatrzęsła się ziemia. W trzecim odroczono święto chramu Matsuo z powodu skalania: według rekonstrukcji historyka Tody Yoshimiego ludzie zginęli w ścisku podczas jakiejś uroczystości, a urzędnicy, którzy mieli do czynienia z ciałami, weszli potem do pałacu, więc cały dwór uznano za nieczysty. Liczby ofiar podawane przez historyków są niepewne i najpewniej przesadzone. Pewne jest za to, co nastąpiło potem: po mieście rozeszła się dziecięca piosenka, że bóstwo z Matsuo nie przyjmuje zwłoki, i ludzie zaczęli chodzić do jego chramu z bębnami wbrew zakazowi. Od 10. dnia 5. miesiąca, czyli od 3 czerwca, nie spadła kropla deszczu. Latem przyszła zaraza.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Toda w artykule z 1971 roku nazwał to, co działo się dalej, religijnym ruchem ludowym i do dziś to określenie bywa punktem wyjścia wszystkich sporów. Ma ono za sobą precedens. W 945 roku, jak odnotowuje kronika „Honchō seiki”, z zachodu ruszyły ku stolicy lektyki bóstw nazywanych Shidara, niesione przez setki, a potem – jeśli wierzyć kronikarzowi – przez „tysiące tysięcy” ludzi, którzy bili w bębny, śpiewali i tańczyli dzień i noc, aż bóstwa osiadły w chramie Iwashimizu. Śpiewali o ryżu, o bogactwie, o deszczu.

 

Samej nazwy Kioto zresztą wtedy nie było: miasto nazywało się Heian-kyō, w mowie po prostu stolica, a w piśmie uczonych Rakuyō, od chińskiego Luoyangu. Nazwy nazwami, ludzie ci sami. W 1096 roku nie wymyślali niczego od zera, tylko sięgali po najstarszy sposób, jaki znała ich kultura, żeby powiedzieć niebu, że się boją.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Pierwszy świadek pisze o tym 4 lipca. Fujiwara no Munetada, średniej rangi urzędnik dworski, notuje w dzienniku, że od ponad 10 dni prości ludzie w stolicy grają dengaku dla zabawy, że dołączyli do nich słudzy domów arystokratycznych i cesarskich, że ulice są pełne, a bębny i flety tamują ruch. „Nie wiem jeszcze, co tu słuszne, a co nie. Czy sprawiły to złowieszcze mowy, jakie teraz krążą?” – pisze. I dodaje rzecz najważniejszą: robią to pod pretekstem święta Gion, więc nie da się ich powstrzymać. Święto miało wypaść dwa dni później.

 

Émile Durkheim, pisząc w 1912 roku o obrzędach Aborygenów australijskich, nazwał stan tłumu złączonego rytmem zbiorową egzaltacją, effervescence collective. Samo zgromadzenie, pisał, jest potężnym środkiem pobudzającym, a z tego wrzenia rodzi się poczucie, że działa tu siła większa od człowieka. Sam Durkheim korroboree nigdy nie widział, wszystko wziął z relacji etnografów Spencera i Gillena.

 

Współcześni psycholodzy próbowali go sprawdzić w laboratorium. Scott Wiltermuth i Chip Heath w 2009 roku kazali studentom Stanforda chodzić w grupach trzyosobowych krok w krok albo swobodnie, a potem grać w gry ekonomiczne; maszerujący równo częściej potem współpracowali (próby liczyły 30, 96 i 105 osób). Bronwyn Tarr i jej zespół w 2015 roku przebadali 264 brazylijskich nastolatków i stwierdzili, że wspólny, zsynchronizowany taniec podnosi próg bólu i poczucie bliskości z grupą. To dobrze tłumaczy, dlaczego Otomaru przestał czuć przedramiona. Tyle że metaanaliza Eliski Rennung i Anji Göritz z 2016 roku, obejmująca 60 eksperymentów, pokazała, że gdy eksperymentator nie wiedział, której grupie co się przydarzyło, wpływ synchronii na zachowania prospołeczne niemal znikał. Rytm robi coś z ciałem, to pewne. Resztę dopowiadamy sobie sami, i ta skłonność do dopowiadania jest w tej historii co najmniej równie ważna.Kalendarz na rok 2027 - japoskie sekki i ko (72 mikrosezony japoskie)

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

 

Procesja do Gion

 

Zwykły dzień w Edo - zbiór esejów o japońskiej kulturze i historii z ukiyo-japan.pl autorstwa Michała Sobieraja.Mnich z Gion wstał przed świtem, jak zawsze. Był 14. dzień 6. miesiąca. Chram Gion, położony za rzeką Kamo, na wschodnim skraju miasta, to w XI wieku coś, czego dzisiejszy turysta nie potrafiłby nazwać: świątynia buddyjska i siedziba bóstwa zarazy w jednym, zarządzana przez mnichów i od ponad 100 lat podporządkowana wielkiemu klasztorowi Enryaku-ji na górze Hiei. Dziś bóstwo wraca w lektyce z tymczasowej siedziby w mieście do swojego domu, a za lektyką idzie wszystko, co stolica ma do pokazania.

 

Tego roku idzie więcej niż zwykle. Mnich widzi grupy tancerzy, jakie zna od dziecka: kilku mężczyzn w szatach z lnu i w płaskich kapeluszach z sitowia, z klekotkami w dłoniach, jeden z bębnem na biodrach, jeden z fletem, jeden podrzucający w górę mały bęben i łapiący go w locie, jeden skaczący na takaashi (tyczce z poprzeczką). Ale obok nich idą grupy, jakich nie widział nigdy. Warsztat rzeźbiarzy posągów buddyjskich przyszedł w całości, z mistrzem na czele. Jego uczniowie grają, a jeden tańczy dworski taniec Ryōō: w haftowanym kaftanie bez rękawów, w masce o ruchomej szczęce, ze złoconym smokiem sterczącym nad czołem. Introligatorzy sutr też przyszli, pod swoim znakiem. Mnisi i świeccy mieszają się w tłumie, a nikt nie ustala, kto ma iść pierwszy.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Mnich myśli o 11. miesiącu zeszłego roku. Wtedy bracia z Hiei znieśli do stolicy lektykę bóstwa z Hie, żeby wymusić na dworze ukaranie gubernatora prowincji Mino, a ludzie regenta Fujiwary no Moromichiego zamiast ustąpić, strzelali. Strzały trafiły w mnichów i w lektykę, a część uciekinierów schowała się w gaju za chramem Gion, tu, pod tymi drzewami. Od tamtej pory mnich nie potrafi wymówić imienia regenta bez goryczy. Czy tancerze myślą o tym samym, nie wie. Wie tylko, że idą do Gion, a Gion należy do Hiei, i że każdy bęben w tym pochodzie brzmi trochę jak odpowiedź.

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

Nie ma na to dokumentu. Historyk Hotate Michihisa, od lat badający związki trzęsień ziemi, zarazy i kultu Gion, uważa, że wielkie dengaku z 1096 roku niosło w sobie niechęć do regenta i do cesarskiego rządu, odpowiadającego na suszę i zarazę urzędowymi modłami. To interpretacja, nie wpis w dzienniku. Ale pasuje do czegoś, czego nie da się pominąć: w źródłach z tego lata pojawiają się wszyscy, od tragarzy po eks-cesarza, a regent Moromichi, drugi najpotężniejszy człowiek w państwie, w swoim dzienniku o tańcach niemal milczy.

 

Lektyka dociera do chramu przed zmrokiem. Tańce trwają dalej. Następnego dnia też.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

 

Czy tłum traci twarz

 

W 1895 roku Gustave Le Bon napisał „Psychologię tłumu” i dał Europie obraz do dziś siedzący w naszych głowach: człowiek wchodzący w tłum schodzi o kilka stopni w dół drabiny cywilizacji, traci osobowość, staje się ziarnkiem piasku unoszonym przez wiatr. Masafusa, pisząc o Kioto 800 lat wcześniej, zdaje się mówić to samo, kiedy stwierdza, że całe miasto jakby oszalało. Ale w tym samym tekście, dwa zdania wcześniej, podaje szczegół rozbijający jego własną tezę. Dzielnice, urzędy i straże pałacowe tańczyły, jak pisze, każde jako osobny oddział.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.To zdanie jest ważniejsze niż cała reszta. Tłum z 1096 roku nie rozpuścił hierarchii, tylko ją przebrał. Rzeźbiarze szli z rzeźbiarzami, straż ze strażą, kancelaria z kancelarią. Brytyjski psycholog Stephen Reicher w 1984 roku przeanalizował zamieszki w dzielnicy St Pauls w Bristolu i pokazał, że nawet rozwścieczony tłum niszczy wybiórczo – posterunki policji i banki tak, lokalne sklepy nie – bo działa według norm wspólnoty, z której wyszedł. W tłumie człowiek przesuwa się z tożsamości osobistej na zbiorową, a ta ma swoje reguły. W Kioto widać to gołym okiem. Nawet w szale każdy wiedział, do kogo należy.

 

Victor Turner, antropolog, który w 1969 roku opisał stan wspólnoty wychodzącej na chwilę poza strukturę społeczną, nazwał go communitas i odróżnił jego trzy postaci. Spontaniczna communitas to wybuch: ludzie tańczą razem, zanim ktokolwiek zdążył to zorganizować. Normatywna rodzi się, gdy ten wybuch trzeba zaopatrzyć, uporządkować i utrzymać, bo ktoś uznał go za pożyteczny. Lato 1096 roku pokazuje to przejście z dokładnością co do tygodnia. W czerwcu tańczyła ulica. W lipcu tańczyła ulica i przyboczni domów arystokratycznych. W sierpniu tańczono na rozkaz, w strojach dostarczonych z pałacu, w programie ułożonym przez dworzan.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Materiał porównawczy pomaga tu bardziej niż teoria. John Waller w książce z 2008 roku o „tanecznej zarazie” w Strasburgu z 1518 roku przekonuje, że mieszkańcy miasta, udręczeni głodem i chorobami, wpadli w trans, bo wierzyli w klątwę świętego Wita. Robert Bartholomew odpowiada, że wiele średniowiecznych epizodów tańca nie było żadną chorobą, tylko pielgrzymkami i obrzędami ludzi o kodeksie obcym kronikarzom, a przez to wyglądającym na obłęd. Waller ma za sobą dramatyczne liczby, choć zgonów z 1518 roku nie potwierdza żaden dokument z tamtego roku. Bartholomew ma za sobą źródła: tancerze niosą w nich wieńce, idą do określonych sanktuariów i wynajmują muzyków. Kioto 1096 stoi wyraźnie po jego stronie: tu tańczono do chramów, z zaopatrzeniem, pod szyldem święta, z podziałem na cechy i urzędy. 771 lat później, w 1867 roku, Japonię ogarnie inna fala tańca, ee ja nai ka (pisałem o niej w Ee ja nai ka. Gdy świat i sens się walił, pozostał tylko obłęd i taniec. Japonia 1867.), i też będzie miała swoje chramy i swoje talizmany spadające z nieba. Obłęd znający trasę do chramu to bardzo szczególny obłęd.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

 

Noc przy jasnym księżycu

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Munetada przychodzi do pałacu około godziny Małpy, gdy słońce stoi już nisko nad zachodnimi wzgórzami. Jest 12. dzień 7. miesiąca (2 sierpnia) i od rana w pałacu Kan'in przy Drugiej Alei, gdzie mieszka 17-letni cesarz Horikawa, trwa narada. Dworzanie mają przygotować na wieczór dengaku dla cesarskich oczu. Rolę pana pola powierzono Narimunie, sekretarzowi z kancelarii cesarskiej, i sprawa została już przedstawiona do akceptacji. Wtedy z pałacu eks-cesarza przybywa posłaniec. Jego pan, cesarz Shirakawa, który ustąpił z tronu 10 lat wcześniej, a mimo to trzyma w ręku całe państwo, każe przekazać, że dengaku dworzan musi zobaczyć i on, a szczególnie Narimunę w roli pana pola.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Stroje i instrumenty przychodzą z pałacu eks-cesarza. Munetada zapisuje to jednym zdaniem, bez komentarza. Dworzanie przebierają się w swoich pokojach służbowych. Pod wierzchnie szaty wkładają czerwone koszule z naklejonymi wzorami ze srebrnej folii, na nogi szerokie spodnie dworskie, a na czapki zamiast polowych kapeluszy przymocowują wieczka od pudełek, w których trzyma się nakrycia głowy. Za wieczka zatykają długie pióra yamadori (bażanta miedzianego). Kilku robi sobie z brokatu kwiaty. Jedni wkładają lekkie asagutsu (czarne, lakierowane trzewiki z drewna paulowni), drudzy sandały z plecionego jedwabiu.

 

Wychodzą, gdy nad pałacem wisi prawie pełny księżyc. Najpierw tańczą na południowym dziedzińcu przed cesarzem, potem przechodzą na zachód i jeszcze raz na północy, przy wartowni. Munetada pisze, że grali cudowne melodie jak ludzie, w których wszedł demon. Potem wsiadają do powozów i jadą na południe, do pałacu przy Szóstej Alei, gdzie eks-cesarz ogląda ich zza wewnętrznej bramy i jest, jak notuje Munetada, głęboko poruszony. Narimunę jako pana pola nazywa „fukashigi  shinmyō” (不可思議神妙也, „postać niepojęta i boska w kunszcie”). Minamoto no Akimasa skacze na jednej tyczce, dwaj inni wykonują figurę zwaną „dwiema nogami”, i wszyscy trzej, pisze Munetada, mieli w tym prawdziwą wprawę. Potem zespół idzie do komnat nyoin, córki eks-cesarza. Potem wraca do cesarza i tańczy przy północnej wartowni całą noc. Rozchodzą się w keimei, czyli porze, gdy pieją koguty (która w Chinach i Japonii oznaczała nieco po pierwszej).

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Następnego wieczoru jest ich trzydziestu kilku. Urzędnicy z cesarskiej kancelarii stoją u stóp schodów z pochodniami, a w ich świetle lśnią złote i srebrne hafty. Ktoś przyszedł w spodniach z chińskiego brokatu. Munetada kwituje to zdaniem, że wszystkich tych wymyślności nie sposób nawet spisać. Na wiszącym bębnie gra Fujiwara no Suetsuna, gubernator prowincji Bizen, uczony po egzaminach państwowych, i gra, według dziennika, znakomicie. Obok idzie czterech najwyższych dostojników w codziennych szatach dworskich, a dwaj z nich, z wielkimi tabliczkami ochronnymi, jakie nosi się w dni zakazane, żeby odpędzić złe wpływy, niosą wysokie wachlarze na tyczkach. Tańczą przed cesarzową, żoną Horikawy, potem jadą jeszcze do dwóch innych pałaców, w tym do siedziby damy z pokolenia poprzednich cesarzowych, i bawią się do brzasku.

 

W nocy albo nad ranem Munetada siada do dziennika:

 

„去んぬる五月より近日に及ぶまで、天下貴賎、毎日田楽を作す。或いは石清水・賀茂に参り、或いは松尾・祇園に参る。鼓笛の声、道路に盈溢す。是れ神明の好む所と称して、万人此の曲を作す。或いは又夢想の告有りて、俄かに作す輩有り。世間の妖言、人々相ひ好む。誠に水火に入る、天の然らしむるか。事已に高きに及ぶ。但し是非如何を知らず。”

 

„Od minionego 5. miesiąca aż po dni ostatnie wysocy i niscy w całym kraju co dzień grają dengaku. Jedni idą do Iwashimizu i do Kamo, drudzy do Matsuo i do Gion. Głos bębnów i fletów wypełnia ulice po brzegi. Powiadają, że to miłe bóstwom, i wszyscy grają tę muzykę. Bywa też, że komuś przyszło zwiastowanie we śnie i rusza w tan bez zwłoki. Złowieszcze mowy chodzą po świecie, a ludzie znajdują w nich upodobanie. Zaiste, weszliby w wodę i w ogień. Czy to Niebo sprawia, że tak jest? Rzecz doszła już wysoko. Tyle że nie wiem, co tu słuszne, a co nie."

 

 - Fujiwara no Munetada,

dziennik „Chūyūki”,

3 sierpnia 1096 r.

 

Na liście tańczących z poprzedniej nocy figuruje ktoś o jego imieniu i tytule, więc bardzo możliwe, że sam też tańczył, choć o sobie nie pisze ani słowa. Kończy zdaniem uczciwym: nie wiem, czy to dobrze, czy źle.Zbiór esejów o starożytnej Japonii z Ukiyo-Japan.pl autorstwa Michała Sobieraja dostępne teraz również w wersji papierowej

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

 

Kto zapłacił za pióra bażanta

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Aby zrozumieć tamte dwie noce, trzeba wiedzieć, kto w 1096 roku rządził Japonią, bo nie był to cesarz. Od 1086 roku władzę sprawował eks-cesarz Shirakawa. Ustąpił z tronu na rzecz syna, a potem, z własnego pałacu i przez własną kancelarię, stopniowo odbierał wpływy rodowi Fujiwarów, obsadzającemu urząd regenta od blisko 200 lat. Ten sposób rządzenia, insei (院政), władza sprawowana z dworu abdykowanego cesarza, ustawił japońską politykę na następne stulecie. Latem 1096 roku regentem był Moromichi, 34-letni, ambitny i nieustępliwy, ten sam, na którego rozkaz rok wcześniej strzelano do lektyki z Hie.

 

Izraelski japonista Jacob Raz w 1985 roku, a przed nim japoński historyk Inoue Mitsuo, zwrócili uwagę na skład tańczących. Dworzanie z sierpniowych nocy to w dużej mierze ludzie z otoczenia eks-cesarza, jego urzędnicy i faworyci. Stroje przysyła on, rolę pana pola daje swojemu człowiekowi, a regent patrzy z boku albo wcale. Czy Shirakawa ukradł ludowi taniec, żeby pokazać, czyje jest miasto? Ashton Lazarus w 2018 roku przestrzega przed takim uproszczeniem: dengaku z 1096 roku było przestrzenią przekroczeń, w której tożsamości negocjowano z obu stron, a lud niczego nie „najeżdżał” i niczego mu nie „odbierano”. Obie interpretacje dają się pogodzić prościej, niż się początkowo wydaje. Fala przyszła z dołu, bo miała skąd. Eks-cesarz ją kupił, bo mógł.

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

Umberto Eco w 1984 roku napisał o karnawale zdanie, które pasuje tu jak ulał: to transgresja autoryzowana. Żeby złamanie prawa sprawiało przyjemność, prawo musi być tak głęboko przyswojone, żeby było obecne w chwili łamania. Masafusa pokazuje to z okrucieństwem satyryka. Stroje drukowane we wzory są zakazane dekretem – tymczasem policja stołeczna, urzędnicy odpowiedzialni za pilnowanie tego zakazu, sama wkłada je i w biały dzień gra dengaku na ulicach. Bogaci, pisze, trwonili majątki na brokat, a biedni stawali na palcach, żeby im dorównać. Masafusa pisze tu formułą wziętą z chińskiej klasyki, symetryczną i przesadzoną z założenia. Sens jednak trzyma się ziemi: brokat trzeba było za coś kupić, a rok był suchy.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Czy kogoś stratowano? Szukałem i nie znalazłem. W zapisach z lata 1096 roku są zablokowane ulice, kurz przesłaniający wozy i noce bez snu, ale nie ma zadeptanych ani zabitych. Są za to dwa epizody, jeden przed tym latem, drugi na jego progu. Dwa lata wcześniej, w 1094 roku, niższy urzędnik dworu poprowadził przez miasto nocą kilkunastu przybocznych w tańcu – część była naga, część pozrzucała czapki, co w tamtej epoce znaczyło mniej więcej tyle, co pokazać się publicznie bez spodni – a przechodnie wzięli ich za hyakki yagyō, pochód stu demonów. Gdy przechodzili koło domu urzędnika regenta, wydało im się, że ktoś się z nich śmieje, więc zasypali dom kamieniami i rozbili jednemu z domowników twarz. Wiosną 1096 odroczono święto Matsuo, bo jacyś urzędnicy zetknęli się ze śmiercią spowodowaną ściskiem w tłumie i skalali pałac. Taniec nie zabijał, ale tłum, z którego się rodził, bywał śmiertelny.

 

Kto na tym zyskał, łatwiej powiedzieć. Hotate Michihisa, patrząc na cały ten niespokojny koniec XI wieku, pisze, że jedynym zwycięzcą okazał się Shirakawa. Zyskał na tym, że każde trzęsienie, zaraza i wybuch ulicy osłabiały regenta, a eks-cesarz umiał je oprawić w ceremonię i wziąć na siebie.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

 

Powóz do oglądania, powóz pogrzebowy

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Dama z komnat córy cesarskiej pamięta noc 12. dnia 7. miesiąca (2 sierpnia) lepiej, niż chciałaby pamiętać cokolwiek. Siedziały za bambusowymi zasłonami w pałacu przy Szóstej Alei, gdzie cesarska córka mieszkała blisko ojca, i usłyszały tancerzy, zanim ich zobaczyły: klekotki, bęben, śmiech. Potem światło pochodni na piórach yamadori, na srebrnej folii, na czerwonych koszulach dworzan, których znały z codziennych ceremonii jako sztywnych, poważnych mężczyzn. Cesarska córka zaśmiała się na głos. Dama nigdy wcześniej tego nie słyszała.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Nazywano ją Ikuhōmon'in, od nazwy jednej z bram cesarskiego kompleksu pałacowego, bo tytuły takich pań brano od miejsc, nie od osób. Z urodzenia była Yasuko, pierwsza córka Shirakawy. Jako mała dziewczynka służyła za kapłankę w Ise, w wieku 15 lat została formalnie cesarzową i przybraną matką swojego młodszego brata, cesarza Horikawy, a ojciec nie ruszał się bez niej nigdzie. Masafusa pisze, że to widowisko szczególnie ją poruszyło i że w pałacu eks-cesarza tańce kwitły jak nigdzie indziej. Dziennik Munetady potwierdza, że zespół dworzan szedł prosto do jej komnat. Każdy, kto chciał się podobać ojcu, wiedział, gdzie ma tańczyć.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Niedługo potem księżniczka zachorowała. Na co, źródła nie mówią. Zmarła 27 sierpnia, niecałe cztery tygodnie po tamtej nocy, mając 21 lat według japońskiej rachuby. 2 dni później jej ojciec, najpotężniejszy człowiek w kraju, ogolił głowę i przyjął święcenia buddyjskiego mnicha. Nikt tego od niego nie żądał. Pałac przy Szóstej Alei zamieniono potem w halę modlitewną, a damy, które służyły księżniczce, zostały na miejscu, jakby ich pani wciąż mieszkała za zasłoną.

 

Bębny ucichły w ciągu kilku dni. Nie było żadnego zakazu, żadnego dekretu. Po prostu nikt nie wychodził już wieczorem na ulicę z klekotkami, a przyboczni wielkich domów zdjęli drukowane szaty i wrócili do stajni. Masafusa ujmie to później jednym zdaniem, zgrabnym aż do okrucieństwa: z powozu, z którego dziewczyna oglądała dengaku, przesiadła się na powóz pogrzebowy. Dama z komnat księżniczki, jeśli ktoś taki jak ona istniał, prawdopodobnie widziała oba.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

 

Pędzel i lisy

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.24. dnia 11. miesiąca, 11 grudnia 1096 roku, około godziny Smoka, między 7-mą a 9-tą rano, ziemia w stolicy zaczęła się kołysać, a według zapisów trwało to przez całą ówczesną godzinę, czyli mniej więcej dwie nasze godziny. Cesarz Horikawa uciekł z budynków pałacu i przeczekał wstrząsy w łodzi na stawie ogrodowym. W świątyni Tōji spadło zwieńczenie pagody, w klasztorze Hōjō-ji ucierpiały obie pagody, w Narze z belki runął wielki dzwon Tōdai-ji. Zawalił się most na rzece Seta. Na wybrzeżu Suruga fala zabrała ponad 400 domów i chramów, fala uderzyła też w port nad zatoką Ise. W samej stolicy, jak zauważa badaczka Kristina Buhrman w „The 1096 Eichō Earthquake and Tsunami”, ucierpiały głównie wielkie budowle o ogromnym znaczeniu symbolicznym, a zabitych nie odnotowano.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Dwór zareagował tak, jak reagował zawsze: wróżbitami. Z trzęsienia odczytano zapowiedź przyszłych buntów, zamówiono modły i ofiary w chramach. 17. dnia 12. miesiąca, 3 stycznia 1097 roku, ogłoszono zmianę ery na znak, że stary czas się skończył. Nazwę nowej ery, Eichō (永長), „długie trwanie”, wyszukał w chińskiej „Księdze późniejszych Hanów” i zaproponował Ōe no Masafusa. Miał wtedy 55 lat, był jednym z najwyższych urzędników państwa i najbardziej wykształconym człowiekiem na dworze. Regent Moromichi, uzasadniając w dzienniku zmianę ery, zanotował dwie przyczyny obok siebie: w tym roku świat był rozpasany, a 24. było wielkie trzęsienie. To jedyne miejsce w źródłach z epoki, gdzie letnie tańce i zimowy kataklizm stoją w jednym zdaniu. Nie łączy ich żadne „dlatego” czy „ponieważ”. Czytelnik miał je połączyć sam.

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

Dopiero teraz Masafusa bierze pędzel i pisze „Zapiski o dengaku w Rakuyō” – bo Rakuyō, chińskim Luoyang, uczeni nazywali Kioto. Cały tekst liczy około 420 znaków, mniej więcej tyle, ile jedna strona tego eseju. Zaczyna go od słów „w lecie pierwszego roku Eichō”, choć lato to należało do zupełnie innej ery; nazwał je imieniem, które sam wymyślił po fakcie, jakby już od pierwszego zdania wiedział, jak ta historia się skończy. Nie wiadomo, skąd to przyszło, pisze. Zaczęło się w zaułkach, a doszło do ministrów. Całe miasto jakby oszalało.

 

永長元年の夏、洛陽に大いに田楽の事あり。其の起こる所を知らず。初め閭里より、公卿に及ぶ。高足・一足・腰鼓・振鼓・銅鈸子・編木・殖女・舂女の類、日夜絶ゆることなし。喧哤の甚だしきこと、能く人の耳を驚かす。諸坊・諸司・諸衛、各々一部を為し、或いは寺に詣で、或いは街衢に満つ。一城の人、皆な狂ふが如し。蓋し霊狐の所為なり。

 

„Latem pierwszego roku ery Eichō rozpanoszyło się w stolicy dengaku. Nie wiadomo, skąd się wzięło. Zaczęło się w zaułkach, a doszło do najwyższych dostojników. Szczudła wysokie i jednonożne, bębenki przy biodrach, grzechotki, talerze z brązu, klekotki, przebrania za sadzące i za tłukące ryż – i tak bez ustanku, dniem i nocą. Wrzawa taka, że aż uszy bolą. Dzielnice, urzędy i straże pałacowe, każde osobnym oddziałem, jedni ciągną do świątyń, drudzy wypełniają ulice. Ludzie całego miasta są jak oszalali. To pewnie sprawka reiko (lisów-duchów)."

Ebook "Yokai. Cień w każdym z nas" - TOM II zbioru esejów z ukiyo-japan.pl autorstwa Michała Sobieraja

Każdy uczony w Kioto rozpoznawał to środkowe zdanie. Jest cytatem z Bo Juyi, chińskiego poety z IX wieku, z wiersza o piwoniowym szale arystokratów Chang'anu: „20 dni kwitną i opadają, a całe miasto jakby oszalało”. Wiersz ma dalszy ciąg, znany Masafusie na pamięć. Gdy dostojnicy tłoczą się przy kwiatach, „na polach cisza, nikt tam nie przychodzi”. Masafusa przykłada tę satyrę na elitę zapatrzoną w piękno do lata, gdy elita tańczyła taniec sadzenia ryżu, a ryż usychał na polach. Ironia jest tak gęsta, że aż trudno uwierzyć, że nie była zamierzona.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Potem wymienia z imienia swoich kolegów. Uczonych z pałacowej biblioteki, ludzi po państwowych egzaminach, co „zerwali gałązkę z księżycowego drzewa laurowego”, jak mówiono o tych, co zdali. Jeden z nich, człowiek w wieku, kiedy wypada już tylko patrzeć, w swoim starczym ciele wił się, jak pisze Masafusa, w tanecznej zabawie. Suetsuna, ten sam, co tak znakomicie grał na bębnie w dzienniku Munetady, jest na liście obok innych, w szatach ceremonialnych albo w zbrojach. Dostojnik z wachlarzem na 9 shaku, drugi w słomianych sandałach, jakie noszą chłopi. Nadzy z czerwoną przepaską. Kurz zasłaniający wozy. Takich dziwów, pisze, nie było od niepamiętnych czasów. Potem córka cesarska zachorowała i umarła. „Stąd wiadomo, że tu zakiełkowało złe znamię, na które ludzka siła nic nie poradzi. Nawet mędrzec nie ucieknie od spraw tego świata”.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

 

Lisy mają się dobrze

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Masafusa nie był naiwny. 5 lat później, w 1101 roku, napisze „Zapiski o lisich omamach” i otworzy je niemal identyczną formułą: w stolicy rozpanoszyły się lisie czary. Lis był u niego gatunkiem literackim, sposobem na nazwanie tego, czego rozum uczonego nie obejmował (o tym, jak w nieco późniejszej Japonii postrzegano lisie opętania pisałem tu: „Lis na niej przysiadł” – opętania kitsune-tsuki kobiet na japońskiej prowincji). Literaturoznawca Fukazawa Tōru zauważył w 1990 roku, że Masafusa przemilcza to, co Munetada zapisał jasno: tańczono pod szyldem święta Gion, dla bóstwa zarazy. Wiedział o tym na pewno. Wybrał lisy. Historyk Inoue Mitsuo nazwał wiązanie tańców ze śmiercią cesarskiej córki po prostu irracjonalnym. Tyle że Munetada, tańczący albo przynajmniej patrzący z bliska, też pisał o złowieszczych mowach i o woli Niebios. W tym mieście nie istniał język, w jakim dałoby się powiedzieć: to był nasz strach i nasza radość. Był tylko język znaków.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Nasz język znaków nazywa się dziś „masową psychogenią”. Robert Bartholomew i Simon Wessely pokazali w 2002 roku, że objawy zbiorowych epizodów zmieniają się razem z lękami epoki: dawniej taniec, drgawki i opętanie, w XX wieku duszności i zawroty głowy po rzekomym gazie. Bartholomew od lat dowodzi przy tym, że sama etykieta bywa podejrzana, bo wystawiają ją obserwatorzy obcy światu, o którym orzekają. Lis z 1096 roku i histeria zbiorowa z podręcznika robią więc to samo. Pozwalają powiedzieć, że przyszło z zewnątrz i że tamci ludzie nie byli sobą. Nikt wtedy nie musi pytać, dlaczego tańczyli akurat wtedy i akurat tam.Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

 

Japońska literatura nauczyła się tego chwytu na pamięć. Ponad 200 lat później „Opowieść o wielkim pokoju” pokaże władcę Kamakury, Hōjō Takatokiego, zapatrzonego w dengaku do tego stopnia, że zaniedbuje państwo; pewnej nocy, gdy pijany tańczy, zamiast tancerzy otaczają go górskie demony tengu i śpiewają mu piosenkę o upadku. W 1349 roku na wyschniętym korycie rzeki Kamo, przy Czwartej Alei, zawaliły się trybuny pełne arystokratów zebranych na wielkie widowisko dengaku. Kronika nie podaje liczby zabitych. Podaje winnych: znowu tengu

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

 

Ósemka w lnianych szatach

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.Pałac przy Szóstej Alei, w którym cesarska córa śmiała się zza zasłony, stał się halą buddyjską. Taniec też przetrwał, tylko inaczej. W następnym stuleciu dengaku przejmą zawodowe trupy, ogolone jak mnisi, zorganizowane w cechy przy wielkich świątyniach i chramach, a malowany zwój obrzędów dworskich z XII wieku pokaże w procesji Gion schludną ósemkę w lnianych szatach i kapeluszach z sitowia: klekotki, dwa bębny, flet.. Ani jednego ministra. Nikogo nagiego. Fala zamieniła się w punkt programu, a program w instytucję, żywą do dziś w wiejskich świętach sadzenia ryżu.

 

Z tamtego lata zostały dwa teksty. Jeden, krótszy, napisany ręką mistrza, wie wszystko: skąd przyszło, czemu służyło, jak się skończyło i dlaczego. Drugi, dłuższy i nieporządny, pisany nocą przez człowieka, któremu jeszcze szumiało w uszach od bębnów, kończy się wyznaniem, że nie wie, czy to było dobre, czy złe. 900 lat później łatwiej uwierzyć temu drugiemu.

 

 

ŹródłaUkiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

1. 大江匡房「洛陽田楽記」, w: 『群書類従』 巻363 遊戯部; wydanie krytyczne: 守屋毅 校注, 『古代中世藝術論』 (日本思想大系 23), 岩波書店, 1973.

2. 藤原宗忠『中右記』 (大日本古記録, 東京大学史料編纂所 編, 岩波書店), wpisy z 嘉保3年; cytaty wg transkrypcji: 兪貞順「永長大田楽における貴族と民衆」『現代社会文化研究』 27 (新潟大学), 2003

3. 戸田芳実「荘園体制確立期の宗教的民衆運動――永長大田楽について」『歴史学研究』 378, 1971

4. 井上満郎「永長元年の田楽騒動――院政初期の文化と政治」『藝能史研究』 36, 1972

5. Jacob Raz, „Popular Entertainment and Politics: The Great Dengaku of 1096”, „Monumenta Nipponica” 40 (1985), nr 3

6. Ashton Lazarus, „Folk Performance as Transgression: The Great Dengaku of 1096”, „Journal of Japanese Studies” 44 (2018), nr 1

7. Kristina Buhrman, „The 1096 Eichō Earthquake and Tsunami”, „Arcadia” (Environment & Society Portal, Rachel Carson Center).

8. Émile Durkheim, „Elementarne formy życia religijnego. System totemiczny w Australii”, przeł. Anna Zadrożyńska, PWN, 1990.

9. Victor Turner, „Proces rytualny. Struktura i antystruktura”, przeł. Ewa Dżurak, PIW, 2010.

 

Nota o scenkach. Postacie odlewnika Otomaru, mnicha z Gion i damy z komnat księżniczki są skonstruowane; ich otoczenie (dzielnica metalurgów przy Siódmej Alei, susza, procesja Gion, strzały w lektykę z Hie w 1095 roku, wizyta tancerzy w komnatach córki cesarskiej) pochodzi z dzienników, kronik i ustaleń historyków. Wygląd grup dengaku w procesji Gion oparłem na zwoju obrzędów dworskich z XII wieku, przyznaję: późniejszym od opisywanych wydarzeń o kilkadziesiąt lat. Fujiwara no Munetada i Ōe no Masafusa to postacie historyczne; wszystko, co robią w scenkach, ma pokrycie w ich własnych tekstach, z wyjątkiem pory dnia, o której siadali do pisania.

 

Szalony taniec Japonii okresu Heian - Dai Dengaku. Latem 1096 roku Kioto tańczyło dniem i nocą, od tragarzy po ministrów, w kostiumach z pałacu. Zimą uczony dworu orzekł, że sprawiły to czarodziejskie lisy.

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany.- Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!