
Jakimi drogami chadza pamięć historyczna?
Pewnego zimowego poranka roku Kyōhō 11 (1726 r.) ulicami Edo prowadzono na koniu związaną kobietę. Ręce miała skrępowane słomianym powrozem, plecy proste, głowę uniesioną. Ubrana była w żółte kimono w wielką kratę, pod spodem biel czystą jak śnieg, włosy upięte w węzeł shimada, twarz lekko upudrowaną, w dłoniach modlitewne juzu. Tłum ciągnął się na całej długości ulicy – ktoś mruknął „namu Amida butsu”, ktoś inny patrzył w gniewnym milczeniu, dzieci wspinały się na barierki, żeby lepiej widzieć. Kobieta miała dwadzieścia trzy lata i nazywała się Okuma. Zanim zapadnie zmrok, umrze na polu straceń. Jej suknia przeżyje ją w dziwny sposób: żółta krata, którą miała na sobie tego dnia, na długie dekady zniknie z szaf edońskich kobiet, bo od tamtej egzekucji zacznie się ją nazywać „pasami niewierności”.
To jedna z tych scen dawnego Edo, której szczegóły da się dość dobrze udokumentować. Reszta – dziesiątki opowieści o jednym sprytnym urzędniku, podstępem wydobywającym prawdę spod kłamstwa, dzielącym majątki złodziei, karzącym możnych i oszczędzającym biednych – jest przeplatanką półprawd i fikcji. Nie złej fikcji. Fikcji z adresem: nazwisko podpisane pod tymi historiami należało do człowieka realnego, urzędującego akurat w tamtych latach na stanowisku, skąd wydawano właśnie takie wyroki. Nazywał się Ōoka Tadasuke, przez dwadzieścia lat był sędzią i namiestnikiem Edo. Do dziś w Japonii większość ludzi zna historie o jego wyjątkowo sprawiedliwych i błyskotliwych wyrokach – a przynajmniej ma jako takie rozeznanie kim był, choćby dzięki popularnym serialom, starym i nowym. Kłopot, jak z każdą legendą, polega na tym, że trudno teraz oddzielić myślenie życzeniowe od twardych faktów.
Dzisiejszy tekst jest próbą rozdzielenia trzech rzeczy, zlepionych w pamięci w jedną postać. Jest urzędnik, czyją karierę i decyzje da się prześledzić rok po roku w dokumentach. Jest zbiór szesnastu opowieści sądowych, spisanych długo po jego śmierci – z tych, jak ustalili historycy, tylko trzy dają się w pełni udowodnić. I jest coś jeszcze głębiej: pojedyncze motywy, może z jeszcze odleglejszej historii, przyklejone później do nazwiska Ōoki przez kogoś, kto potrzebował dla nich twarzy. Rozdzielenie tych trzech warstw nie odziera tej opowieści z niczego. Pokazuje raczej, czego naprawdę szukali ludzie, powtarzający sobie te historie przez dwieście lat – i to jest ciekawsze niż jakikolwiek pojedynczy wyrok.

Ród, któremu nie sprzyjało szczęście
Tadasuke urodził się w roku Enpō 5 (1677 r.) jako czwarty syn drobnego urzędnika-samuraja o dochodzie niespełna dwóch tysięcy koku ryżu rocznie – status wystarczający do służby w administracji shōgunatu, dalece niewystarczający do jakichkolwiek większych ambicji. W wieku dziesięciu lat trafił jako adoptowany syn do spokrewnionej rodziny, bezdzietnej i potrzebującej dziedzica, co w tamtym systemie było zwykłą praktyką administracyjną, nie dramatem rodzinnym. Rok później stanął po raz pierwszy przed piątym shōgunem, Tsunayoshim – formalność, przez którą przechodził każdy młody samuraj z rodziny o odpowiednim statusie.
Dalej zaczęły się kłopoty. W Genroku 6 (1693 r.) starszy brat Tadasukego rozgniewał shōguna na tyle, że trafił na zesłanie na wyspę Hachijō. Trzy lata później kuzyn, żołnierz gwardii przybocznej, zabił przełożonego i popełnił samobójstwo. Cały ród Ōoka, w tym młody Tadasuke, został objęty odpowiedzialnością zbiorową i zamknięty w areszcie domowym. To nie była metafora – drzwi rodzinnej posiadłości pozostawały zapieczętowane, a każdy z domowników czekał, czy władza uzna go za współwinnego cudzych czynów. Ułaskawienie przyszło rok później. W Genroku 13 (1700 r.) zmarł ojciec adopcyjny i dwudziestoczteroletni Tadasuke odziedziczył majątek rodziny.
Od tego momentu kariera potoczyła żwawiej. W 1702 r. wstąpił do gwardii przybocznej shōguna, potem kolejno obejmował stanowiska nadzorcy pieszych, posłańca objazdowego, inspektora. W 1712 roku w wieku trzydziestu sześciu lat, został namiestnikiem Yamady w prowincji Ise – jednym z tak zwanych ongoku-bugyō (遠国奉行), urzędników zarządzających odległymi terytoriami shōgunatu. Cztery lata później wrócił do Edo jako nadzorca robót publicznych, a w 1717 roku, mając czterdzieści jeden lat, objął urząd machi-bugyō (町奉行), namiestnika miejskiego Edo.
Legenda ma swoją ulubioną scenę otwierającą, i trzeba przyznać, że jest dobra. Młody Tadasuke jako namiestnik Yamady rozstrzyga spór graniczny, w którym jedną ze stron jest potężny klan Kii - i robi to uczciwie, wbrew interesowi możnych, nie oglądając się na konsekwencje. Władca klanu Kii, przyszły shōgun Yoshimune, ma się dowiedzieć o tej nieprzekupności i zapamiętać nazwisko młodego urzędnika. Kiedy zostaje shōgunem, przypomina sobie o uczciwym sędzim z Yamady i ściąga go do Edo na urząd namiestnika miejskiego. Piękna historia o cnocie nagrodzonej przez los - i chętnie powtarzana w czasach Edo przez teatr kabuki.
Tyle że, jak ustalili historycy badający zapisy urzędu w Yamadzie, zmyślona. Spór graniczny między Yamadą a Matsusaką rzeczywiście istniał - tylko rozstrzygnął go dziesiąty namiestnik przed Tadasuke, na długo zanim ten w ogóle objął urząd. Nawet fundament mitu o „odkryciu" Ōoki okazuje się częścią tego samego mitu. Badacze zwracają przy tym uwagę, że awans czterdziestoletniego urzędnika na namiestnika miejskiego wcale nie był ewenementem - to była normalna droga kariery dla kogoś z jego doświadczeniem, mimo że większość namiestników obejmowała urząd bliżej sześćdziesiątki. Ōoka nie potrzebował cudu, żeby awansować. Potrzebował dwudziestu lat mozolnej, dobrze wykonywanej roboty urzędniczej - a to jest coś, co legendzie trudniej sprzedać niż opowieść o łaskawym spojrzeniu przyszłego władcy.

Miasto w jednej osobie
Żeby zrozumieć, czym właściwie była praca wykonywana przez Tadasukego od 1717 roku przez dwie dekady, trzeba pozbyć się współczesnego nawyku rozdzielania władzy na osobne instytucje. Machi-bugyō nie był ani sędzią, ani burmistrzem, ani komendantem policji – był tym wszystkim naraz, plus szefem straży pożarnej, urzędem podatkowym i nadzorem budowlanym. Współcześni historycy, próbując to wytłumaczyć laikom, zestawiają jego funkcję z połączeniem prezydenta miasta, komendanta policji i prezesa sądu w jednej osobie, choć nawet to porównanie jest zbyt skromne – urząd zajmował się też ratownictwem przeciwpożarowym, kontrolą cen i nadzorem nad cechami rzemieślniczymi.
Miasto Edo liczyło w tamtych latach około miliona mieszkańców, a namiestnik zarządzał bezpośrednio tylko tą częścią, gdzie mieszkali mieszczanie – może jedną piątą całej powierzchni miasta, reszta należała do posiadłości samurajskich i terenów świątynnych, podlegających innym urzędom. Do dyspozycji miał zaledwie dwudziestu pięciu yoriki (与力), oficerów dowodzących patrolami, i około stu, później nawet stu czterdziestu, dōshin (同心), niższych funkcjonariuszy – to była cała siła utrzymująca porządek w mieście milionowym, a i to licząc razem z odpowiednikami po drugiej stronie miasta, w urzędzie północnym. Rzeczywistych śledczych, chodzących po ulicach i łapiących podejrzanych, było w każdym urzędzie zaledwie kilku, reszta dōshin zajmowała się papierami, nadzorem więzienia, poborem opłat. Dlatego każdy z nich utrzymywał na własny koszt sieć nieformalnych pomocników, ludzi bez oficjalnego statusu: za drobną zapłatę donosili, obserwowali, czasem łapali złodziei. W całym mieście naliczano ich w sumie kilka tysięcy.
Dwa urzędy namiestnikowskie, południowy i północny, dzieliły się pracą w systemie rotacji miesięcznej: jeden miesiąc jeden urząd przyjmował nowe sprawy, drugi rozpatrywał zaległe, potem się zamieniały. Sam namiestnik nie miał prawa wydawać wyroków w każdej sprawie samodzielnie – jego kompetencje kończyły się na karach do średniego wygnania włącznie. Cokolwiek poważniejszego, zesłanie na wyspę czy karę śmierci, wymagało zatwierdzenia przez radę starszych shōgunatu, a formalnie także przez samego shōguna. Proces przygotowania takiego wyroku bywał żmudny: urzędnicy zajmujący się archiwum precedensów przeszukiwali zbiory dawnych spraw, porównywali z podobnymi wyrokami z przeszłości, dopiero potem trafiała ona do zatwierdzenia.
Białe kamyki dziedzińca sądowego, shirasu (白洲) – stąd wzięła się cała późniejsza ikonografia „sądów Ōoki” w kabuki i telewizji – były realnym elementem architektury urzędu: oskarżony klęczał na żwirze twarzą do podwyższenia z siedzącym na nim namiestnikiem. Sama pozycja ciała mówiła więcej niż jakikolwiek wyrok – kto klęczy, a kto siedzi wyżej, było widać, zanim padło pierwsze słowo. Tortury istniały, ale wbrew wyobrażeniu nie stosowano ich swobodnie: prawo wymagało uprzedniego zgromadzenia dowodów wskazujących na winę, a wśród samych urzędników krążyło przekonanie, że sięganie po tortury świadczy raczej o nieudolności przesłuchującego niż o oporze przesłuchiwanego.
Więzienie w dzielnicy Kodenmachō, ogromny kompleks obliczony na blisko dziewięć tysiący metrów kwadratowych, dzieliło aresztantów według stanu: samurajowie o dochodzie powyżej pięciuset koku w ogóle tam nie trafiali, oddawano ich pod nadzór krewnych; niżsi urzędnicy i duchowni mieli osobne, wygodniejsze cele z podłogą matową; pospólstwo, bezdomni, chłopi i kobiety siedzieli w oddzielnych salach. Sąsiedztwo statusów było tu tak samo ważne jak sam wyrok. Prawo Edo nigdy nie udawało, że wszyscy są sobie równi. Kara śmierci miała sześć stopni surowości, od zwykłego ścięcia po najcięższą, symboliczną karę piłowania – w praktyce ograniczoną do naderwania skóry na szyi skazanego wystawionej publicznie piłą splamioną krwią, po czym następowało już tylko ukrzyżowanie (haritsuke, 磔, zupełnie inne jednak niż to rzymskie – nie było torturą, tylko dość krótką egzekucją).
Nawet spalenie żywcem, kara zarezerwowana dla podpalaczy, w połowie osiemnastego wieku bywało w praktyce duszeniem dymem, zanim ogień zdążył dosięgnąć ciała – ślad reformy karnej, uznającej dawną, bardziej dosłowną brutalność za relikt czasów wojny, nieprzystający do stulecia pokoju.
Podstawową jednostką odpowiedzialności zbiorowej wśród mieszczan był gonin-gumi (五人組 – więcej u tym tutaj: Pod czujnym okiem sąsiada: Gonin gumi i odpowiedzialność grupowa w czasach shogunatu), grupa pięciu gospodarstw domowych wzajemnie odpowiadających za swoje zachowanie, podatki i donoszenie o przestępstwach sąsiadów. System działał od dawna, ale to właśnie za czasów Tadasukego, w 1721 roku, zmieniło się coś istotnego: odpowiedzialność zbiorowa całej rodziny przestępcy, dotąd obowiązująca automatycznie, została zniesiona dla przestępstw pospólstwa. Rodzina skazańca przestała dziedziczyć jego winę. To nie była anegdota z sali sądowej, tylko zmiana w samej konstrukcji prawa – i, jak się okaże, właśnie ta zmiana miała swój pierwszy praktyczny test w sprawie, przypisanej później samemu Ōoce.

Jedyny wyrok, jaki można udowodnić
Z szesnastu historii składających się na tak zwane Ōoka Seidan (大岡政談), zbiór opowieści sądowych krążących pod jego nazwiskiem, historyk Tsuji Tatsuya – autor podstawowej powojennej biografii Tadasukego i redaktor krytycznego wydania tych opowieści – ustalił, że tylko trzy mają pełne oparcie w realnych wydarzeniach. Reszta to być może wyroki jego kolegów z urzędu albo nawet sprawy, które wydarzyły się już po jego śmierci.
Ta jedna, najpewniejsza sprawa dotyczyła córki kupca drzewnego z dzielnicy Nihonbashi. Okuma, wydana za mąż pięć lat wcześniej w wieku osiemnastu lat za czterdziestoletniego przybranego zięcia imieniem Matashirō, mężczyznę solidnego i pracowitego, ale niekochanego – małżeństwo było transakcją majątkową, nie uczuciem. Matka Okumy, Otsune, kobieta o kosztownych nawykach i wiecznie pustej sakiewce, patrzyła zresztą na zięcia równie chłodno: liczyła na posag, nie na krewnego. Matka i córka, jak zapisano, były do siebie bardzo podobne – w swoim zamiłowaniu do zbytku i niechęci do mężczyzny, stojącego między nimi a majątkiem rodziny. Okuma nawiązała romans z subiektem ojcowskiego sklepu, Chūshichim, a matka, wciągnięta w spisek córki, zgodziła się pomóc pozbyć się niewygodnego zięcia. Najpierw próbowano trucizny. Kiedy to się nie udało, służąca imieniem Kiku, działająca na polecenie pani domu, zaatakowała Matashirō brzytwą.

Właśnie ten atak uruchomił całe dochodzenie. Rodzina Matashirō, słysząc od dawna plotki o rozpadzie małżeństwa, nie uwierzyła w wersję o przypadkowym napadzie służącej i zwróciła się do namiestnika miejskiego o zbadanie sprawy. Wtedy Ōoka Tadasuke przesłuchał Okumę i jej matkę – i wydobył z nich pełen obraz zaplanowanego morderstwa: cudzołóstwo, próba otrucia, próba zabójstwa. Wyrok był surowy: śmierć dla głównych sprawczyń. Stąd tamten zimowy orszak przez ulice Edo, żółta krata Okumy, biel pod spodem, kryształowy „różaniec” jizo w związanych dłoniach.

To, co naprawdę zbudował
Gdyby Ōoka Tadasuke zasługiwał na pamięć wyłącznie za wyroki, ta pamięć skończyłaby się być może na tej jednej sprawie o otrucie, która jako jedyna jest w pełni udokumentowana do dziś. Ale zasługuje na nią z zupełnie innego powodu – i to jest ta część jego biografii, pomijana przez legendę, bo jest nudna, a nuda nie sprzedaje się w kabuki.
W 1721 roku, na wniosek jednego z lekarzy miejskich, zgłoszony przez skrzynkę skarg meyasubako (目安箱) ustawioną z inicjatywy shōguna Yoshimunego, Ōoka doprowadził do otwarcia Koishikawa Yōjōsho (小石川養生所) – darmowej przychodni dla ubogich i bezdomnych chorych, działającej nieprzerwanie aż do restauracji Meiji, czyli blisko sto czterdzieści lat.
Trzy lata wcześniej, w 1718, zorganizował miejską straż pożarną – nie tę utrzymywaną przez shōgunat dla ochrony posiadłości samurajskich, tylko oddolną, złożoną z rzemieślników, głównie cieśli i robotników budowlanych, najlepiej znających się na rozbiórce płonących domów. Do 1720 roku sieć rozrosła się do czterdziestu ośmiu oddziałów w samym mieście plus szesnastu w dzielnicy Fukagawa – fundament systemu, z którego wyrosła później cała japońska straż pożarna.
Ten sam rok przyniósł zmianę mniej widowiskową, ale równie trwałą: obowiązkową metrykę wydawniczą, okuzuke (奥付), na ostatniej stronie każdej książki – nazwisko wydawcy, drukarza, odpowiedzialnego za treść. Do tej pory część wydawców dodawała ją z własnej woli, teraz stało się to prawnym obowiązkiem. Cała współczesna praktyka podawania odpowiedzialności wydawniczej na końcu książki wywodzi się z tego jednego rozporządzenia namiestnika Edo.
W sprawach gospodarczych Tadasuke mierzył się z problemem, brzmiącym zaskakująco współcześnie: ceny ryżu spadały, ceny wszystkiego innego rosły, a dochody samurajów wypłacane w ryżu traciły na wartości. W 1723 roku, wspólnie z kolegą z urzędu, przedłożył siedmiopunktowy memoriał o obniżeniu cen – tak radykalny, że najpierw go odrzucono, po czym władze same się rozmyśliły i wprowadziły go jako rozporządzenie. Rok później zalegalizował cechy kupieckie kabu nakama (株仲間), dając im oficjalny status w zamian za nadzór nad podażą i cenami w poszczególnych branżach. Kiedy w 1732 roku wielki głód okresu Kyōhō spustoszył zbiory w całym kraju, z jego inicjatywy uczony Aoki Konyō prowadził próbne uprawy słodkich ziemniaków jako rośliny odpornej na nieurodzaj. Roślina rozprzestrzeniła się później po całym regionie Kantō jako zabezpieczenie na przyszłe klęski.
Najbardziej systemowy ślad zostawił jednak w samym prawie. W 1724 roku sporządził „Kyōhōdo Hōritsu Ruiyose” (享保度法律類寄), klasyfikację przestępstw według wagi kary. Dokument stał się później fundamentem pod „Kujikata Osadamegaki” (公事方御定書), pierwszy spisany kodeks karny shōgunatu, ukończony ostatecznie w 1754 roku, już po awansie Tadasukego na urząd nadzoru świątyń. Wcześniej wyroki opierały się na zwyczaju, ustnej tradycji i pamięci urzędników – teraz, po raz pierwszy w historii Japonii, istniał spisany katalog kar, do którego sędzia musiał się odnieść. To jest osiągnięcie bez żadnego odpowiednika w opowieściach kabuki, bo trudno z niego zrobić widowisko, a jednak zmieniło życie każdego mieszkańca shōgunatu bardziej, niż zmieniłby je najbystrzejszy wyrok w sprawie zgubionej sakiewki.
Nie warto przy tym robić z niego świętego. W 1736 roku, przeprowadzając bolesną reformę monetarną, wezwał do urzędu dziesięciu pełnomocników wymieniaczy pieniędzy w sprawie gwałtownego wzrostu ceny srebra. Kiedy zamiast właścicieli zjawili się ich zastępcy, tłumacząc się chorobą albo wyjazdem swoich pryncypałów, Ōoka bez wahania wtrącił wszystkich do więzienia w Kodenmachō i trzymał ich tam pięćdziesiąt trzy dni, nie zważając na dziesiątki próśb i petycji ze strony przerażonych kupców. Kilka dni po tym incydencie sam został niespodziewanie przeniesiony na inne stanowisko, co część historyków czyta jako sygnał, że jego metody, skuteczne, ale bezwzględne, zaczęły przeszkadzać możniejszym od niego. Nie był łagodnym mędrcem z anegdot. Był twardym administratorem, potrafiącym trzymać ludzi w areszcie dłużej, niż wypadało, jeśli uznał to za konieczne.
Jedną z rzeczy, jakie odróżniały go od przeciętnego urzędnika epoki, była umiejętność otaczania się ludźmi mądrzejszymi od siebie w konkretnych dziedzinach i słuchania ich. W jego otoczeniu pracowali kolejno: Katō Enao, uczony badacz dawnej literatury japońskiej; Aoki Konyō, przyszły popularyzator nauk holenderskich, zanim jeszcze zajął się słodkimi ziemniakami; matematyk Noda Bunzō; Tanaka Kyūgu, samouk-agronom, którego wiedzę o regulacji rzek Ōoka wykorzystał przy pracach na rzece Sakawa i przy zagospodarowaniu nieużytków na równinie Musashino. Żaden z nich nie trafił do opowieści kabuki. Razem tworzyli coś, co dziś nazwalibyśmy zespołem eksperckim przy urzędzie – rzecz w osiemnastowiecznej administracji feudalnej niemal nieznana. Albo przynajmniej obecnie wydaje nam się, że nieznana.

Szesnaście opowieści i jedna prawda
Skoro rzeczywista praca Ōoki była tak bardzo administracyjna, skąd wzięła się cała reszta – te dziesiątki historii o przemyślnych podstępach i salomonowych wyrokach? Ōoka Seidan jako gatunek literacki narodził się dopiero po jego śmierci, w kręgach gawędziarzy kōdan (講談), a rozkwitł na dobre dopiero pod koniec epoki Edo i w okresie Meiji, kiedy trafił do teatru kabuki, powieści popularnej, a później do radia i telewizji. Jeden z powojennych seriali telewizyjnych ciągnął się przez trzydzieści lat i ponad czterysta odcinków.
Dlaczego akurat jego nazwisko stało się magnesem przyciągającym cudze historie? Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać. Ōoka rządził Edo przez dwadzieścia lat, dłużej niż większość jego poprzedników i następców, w okresie, kiedy miasto samo przechodziło gwałtowny rozkwit kultury mieszczańskiej – teatru, druku, gawędziarstwa. Był znany, długo urzędował, jego imię kojarzono z porządkiem i reformami. Kiedy gawędziarze potrzebowali twarzy dla opowieści o mądrym sędzim, wybrali tę, którą publiczność już znała i lubiła. Żaden spisek, żadna wyjątkowa zasługa – taki jest cały mechanizm. Legenda przykleja się do nazwisk rozpoznawalnych, nie do tych najbardziej zasłużonych. Choć zasłużony był, tylko inaczej, niż chce tego kabuki.

Skąd biorą się mądrzy sędziowie
Trzy z tych zapożyczonych historii warto prześledzić dokładnie, bo pokazują, jak daleko sięgają korzenie tego, co Japończycy nazywają dziś „wyrokiem Ōoki” (co można na polski przetłumaczyć jako „wyrok salomonowy”).
Pierwsza dotyczy sługi imieniem Naosuke, pracującego u lekarza Nakajimy Ryūsekiego – byłego wasala klanu Akō, tego samego, którego towarzysze pod wodzą Ōishiego Kuranosukego dokonali słynnej zemsty na wrogu swojego pana (47 rōninów). On sam uciekł z miasta i osiadł w dzielnicy Fukagawa jako lekarz, żyjąc z pieniędzy i miecza podarowanych mu wcześniej przez samego Ōishiego, na wypadek gdyby zdecydował się dołączyć do zemsty. Naosuke, chłopak ze wsi, niepiśmienny na tyle, że żona lekarza uczyła go czytać, w noc sylwestrową roku 1720 ukradł trzy ryō z zapłaty za lekarstwo – sumę szacowaną dziś na sto pięćdziesiąt, może trzysta tysięcy jenów, czyli mniej więcej cztery do ośmiu tysięcy złotych (choć takie porównania są dość karkołomne, te dwa światy są zbyt różne). Przyłapany, w panice zabił mieczem należącym do lekarza, tym samym mieczem od Ōishiego, całą rodzinę i uciekł.
Zmienił wygląd nie do poznania: wyrwał sobie dwa zęby, wypalił moksą znamię na twarzy, zapuścił brodę, zmienił imię na Gonbei, znalazł służbę u kupca ryżowego w dzielnicy Kōjimachi. Dopadł go przypadek, jakich pełno w kronikach kryminalnych: skradziony miecz krążył od zastawu do zastawu, aż ktoś rozpoznał w nim przedmiot z listu gończego. Śledztwo doprowadziło do Gonbeia, ale ten uparcie twierdził, że nie jest żadnym Naosuke. Podczas długiego przesłuchania urzędnik, korzystając z chwili, gdy podejrzany opuścił czujność, zawołał ostro w jego stronę dawnym imieniem: „Naosuke!”. Mężczyzna odruchowo się odwrócił – i tym samym się zdradził.
Ta konkretna sprawa naprawdę się wydarzyła, tylko rozstrzygnął ją nie Ōoka, lecz jego kolega z urzędu północnego, Nakayama Tokiharu. Ma za to inne, rzadziej podkreślane znaczenie: był to pierwszy przypadek zastosowania nowej zasady zniesienia odpowiedzialności zbiorowej dla przestępstw pospólstwa, wprowadzonej rok wcześniej właśnie za sprawą reform, przy których Ōoka pracował. Rodzina i pracodawca Naosukego, płacący w starym prawie za jego zbrodnię własną wolnością, tym razem zostali oszczędzeni. Legenda zapamiętała chwytliwy podstęp z imieniem. Zapomniała o reformie prawa, mającej w tej samej sprawie nieporównywalnie większe znaczenie.
Druga historia, najsłynniejsza z całego zbioru, to spór o zgubioną sakiewkę – w swej esencji japoński do bólu. Rzemieślnik-tynkarz znajduje na ulicy sakiewkę z trzema ryō, ustala z zawartych w niej dokumentów, że należy do cieśli, i odnosi mu ją. Cieśla, człowiek dumny z tego rodzaju edońskiej fanaberii, odmawia przyjęcia pieniędzy – skoro raz je stracił, uznaje je za nie swoje. Tynkarz, równie dumny, odmawia zatrzymania cudzej własności. Spór trafia w końcu do namiestnika. Ōoka wysłuchuje obu stron, przyznaje rację każdej po trosze, po czym sam dokłada jedno ryō, robiąc z trzech – cztery, i dzieli je po dwa między obu mężczyzn. Każdy z nich, licząc od pierwotnej sumy, traci jedno ryō. Namiestnik, dokładając własne, traci również jedno. Stąd tytuł opowieści: „strata jednego ryō po trzech stronach”.
Ta historia nie ma nic wspólnego z Ōoką poza nazwiskiem. Jest dosłownie przeniesiona żywcem z realnego zbioru wyroków Itakury Katsushige, namiestnika Edo i później zarządcy Kioto sto lat wcześniej, którego syn kontynuował tę samą tradycję sprawiedliwych rozstrzygnięć. Zbiór „Itakura Seiyō” krążył w odpisach na długo przed narodzinami Ōoki – to z niego, nie z życia namiestnika Edo osiemnastego wieku, wzięła się cała anegdota.
Trzecia historia sięga najgłębiej – i tu robi się naprawdę interesująco. Dwie kobiety, matka biologiczna i matka przybrana, kłócą się o to, do kogo należy dziecko. Namiestnik każe im pociągnąć dziecko za obie rączki jednocześnie: czyja strona przeciągnie, ta je zatrzyma. Dziecko krzyczy z bólu, a kobieta, puszczająca uchwyt, żeby oszczędzić mu cierpienia, zostaje uznana za prawdziwą matkę, bo tylko prawdziwa miłość nie zniesie widoku cierpiącego dziecka. Historia niemal identyczna pojawia się w chińskim zbiorze precedensów sądowych Tōin Hiji (棠陰比事) z okresu dynastii Song, sprowadzonym do Japonii już w okresie Kamakura, a stamtąd, przez siedemnastowieczne japońskie zbiory wzorowane na chińskim pierwowzorze, trafiła ostatecznie do Ōoka Seidan. Oczywiście bardzo podobną historię znamy również z jeszcze dawniejszych opowieści z Bliskiego Wschodu.

Daimyō z sali sądowej
Po dwudziestu latach na stanowisku namiestnika miejskiego, w 1736 roku, Ōoka awansował na urząd nadzoru świątyń i sanktuariów, jisha-bugyō (寺社奉行) – stanowisko zarezerwowane niemal wyłącznie dla panów lennych, absolutnie wyjątkowe dla kogoś o jego pochodzeniu. Awans miał gorzki posmak biurokratycznej drobiazgowości: ponieważ formalnie pozostawał zwykłym samurajem-urzędnikiem, nie panem lennym, nie przysługiwało mu miejsce we wspólnej poczekalni zamku Edo, zarezerwowanej dla urzędników jego rangi. Przez kilka lat inni dostojnicy tej samej rangi po prostu nie wpuszczali go do wspólnego pomieszczenia, twierdząc, że to sala dla panów lennych, a on nim nie jest. Dopiero kiedy shōgun Yoshimune zorientował się w sytuacji, kazał urządzić dla niego osobny pokój. W tym samym czasie Ōoka kontynuował pracę nad „Kujikata Osadamegaki”, porządkował archiwa dawnych posiadłości Tokugawów, nadzorował kolejne poprawki kodeksu.
W 1748 roku, po latach stopniowych nadań ziemskich, otrzymał ostatecznie łącznie dziesięć tysięcy koku dochodu i tytuł pana lennego prowincji Nishi-Ōhira w Mikawie. Był – i pozostaje do dziś – jedynym namiestnikiem miejskim w całej historii shōgunatu Edo, który doszedł do godności daimyō.
Zmarł na przełomie roku 1751 i 1752, pół roku po Yoshimunem – shōgunie, jakiemu służył przez większość życia. Z jego własnego dziennika urzędowego wiadomo, że nadzorował przygotowania do pogrzebu swojego pana, zanim sam zmarł kilka miesięcy później. Z tego samego dziennika wiadomo też coś dużo mniej podniosłego: cierpiał na hemoroidy na tyle dokuczliwe, że czasem musiał z ich powodu odwoływać obowiązki służbowe. To akurat szczegół, którego żadna legenda by nie wymyśliła – i lepiej niż jakakolwiek anegdota pokazuje, jaki naprawdę był ten człowiek: nie mędrzec z teatru kabuki, tylko zmęczony, sumienny urzędnik, pilnujący papierów do samego końca.
Pochowano go w rodzinnym grobowcu w świątyni Jōken-ji, w dzisiejszym mieście Chigasaki, wśród sześćdziesięciu nagrobków kolejnych pokoleń rodu Ōoka. Do dziś, co wiosnę, miasto organizuje na jego cześć lokalne święto – nie z powodu żadnego wyroku, tylko dlatego, że tam właśnie, w skromnym mieście pod Edo, jego ród miał korzenie na długo przed tym, zanim ktokolwiek zaczął zmyślać dla niego błyskotliwe podstępy.

Legenda a prawda
Zostaje więc pytanie, którego nie da się zamknąć w jednym zdaniu. Prawo, jakiemu służył Ōoka Tadasuke, było surowe i stanowe – dzieliło ludzi według urodzenia, zanim zdążyli cokolwiek zrobić, karało cieleśnie tam, gdzie dziś karzemy zabraniem wolności, i wymagało od sędziego, żeby czasem naginał literę przepisu, jeśli chciał, aby wyrok był w ogóle sprawiedliwy.
Legenda, zostawiona po nim, nie jest kłamstwem bez znaczenia. Jest odpowiedzią na pytanie, czego ludzie oczekują od władzy, kiedy władza rzadko zasługuje na pochwałę – tyle że odpowiedzią udzieloną cudzym głosem, przypisaną niewłaściwemu człowiekowi, złożoną z fragmentów zbieranych przez stulecia z Chin, może z jeszcze dalej.
Prawdziwy Ōoka nie wygrał żadnego procesu sprytem. Imponuje jednak nie tylko uczciwością i skrupulatnością. Budował, tworzył rzeczy, które przetrwały dla kolejnych pokoleń: zbudował przychodnię dla najbiedniejszych, straż pożarną dla mieszczan, stworzył pierwszy spisany kodeks karny kraju. Kto z tych dwóch ludzi zasługuje bardziej na pamięć: bystry sędzia z błyskotliwymi podstępami, czy on - to już pytanie, na jakie każdy czytelnik odpowie sam.
Źródła
1. 尾佐竹猛校訂『大岡政談』(青空文庫, oprac. na podst. wyd. Iwanami Bunko) – krytyczne wydanie z komentarzem historycznym rozdzielającym fakty od fikcji
2. 辻達也『大岡越前守忠相』(中央公論新社, 中公新書, 1964) –powojenna biografia
3. 大石学『大岡忠相』(吉川弘文館, seria Jinbutsu Sōsho) – biografia
4. 笹間良彦『図説江戸町奉行所事典』(柏書房) – monografia o strukturze i funkcjonowaniu urzędu namiestnikowskiego Edo
5. 國學院大學, wywiad z prof. Takashio Hiroshim o genezie Kujikata Osadamegaki (kokugakuin.ac.jp)
6. Dla chętnych podaję także seriale o tej postaci, aczkolwiek trzeba je oczywiście traktować jako rozrywkę, nie źródło wiedzy historycznej.
- „Ōoka Echizen” (大岡越前), TBS/„National Theatre", 1970-1999 - reż. zbiorowa, gł. Katō Gō. Trzydzieści lat, 403 odcinki, najdłuższa telewizyjna inkarnacja postaci historycznej.
- „Honō no Bugyō: Ōoka Echizen-no-kami” (炎の奉行 大岡越前守), TV Tokyo, 1997 - dwunastogodzinny film specjalny, gł. Ichikawa Danjūrō.
- „Meibugyō! Ōoka Echizen” (名奉行! 大岡越前), TV Asahi, 2005-2006 - gł. Kitaōji Kinya.
- Ōoka Echizen (大岡越前), NHK BS Premium, 2013-2019 - reboot serialu TBS, gł. Higashiyama Noriyuki.
