Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.
2026/01/27

Dzień na stacji kontrolnej sekisho. Jak shōgunat rządził procedurą, nie mieczem

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Shōgunat to sieć. Kontroli.

 

Niektóre państwa buduje się na wierze, inne na armatnich lufach. Shogunowie rodu Tokugawa zbudowali swoje na czymś znacznie mniej fotogenicznym: na progu, na pieczęci, na pytaniu zadanym takim tonem, że człowiek od razu zaczyna się zastanawiać, czy na pewno ma porządek w papierach. W epoce Edo nie trzeba było stać pod murami zamku, żeby poczuć ciężar władzy. Sekisho – te „bramy” na traktach, punkty kontrolne – to nie tylko ciekawostka z podręcznika. To układ nerwowy państwa: punkt, w którym Tokugawowie dotykają człowieka palcem, a człowiek musi udowodnić, że jest tym, za kogo się podaje.

 

Wyobraź sobie Hakone o świcie: mgła jak mokry koc, piasek traktu chrzęszczący pod słomą sandałów, szczęk metalowych okuć uprzęży, skrzypienie kół, rytmiczne „yoisho… yoisho…” tragarzy. Obok posterunku rosną herbaciane przystanki i zajazdy, które karmią i uspokajają — a przy okazji podsuwają ostatnie plotki: kogo dziś przepuścili, kogo zawrócili, ile kosztuje „pomoc”, gdy papier nagle okazuje się zbyt cienki. I tam, w budce, siedzi człowiek, który nie widział shōguna, ale zna lepiej niż niejeden możny najkrótszą formułę państwa: 「入り鉄砲に出女」 (iri deppō ni de onna) – „wjeżdżająca broń, wyjeżdżające kobiety”. W jego oczach każdy pakunek ma kształt podejrzenia, a każda zasłona w palankinie może być polityczną ucieczką przebranej twarzy.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.A potem zaczyna się spektakl, który nie potrzebuje sceny, bo sam trakt nią jest: kupiec bogaty, ale „niższy” – z uśmiechem tak grzecznym, że aż podejrzanym; chłop z plecami nauczonymi pokory i z papierem, który znaczy więcej niż jego głos; rōnin, w którym pokój wciąż wygląda jak bezrobocie; pielgrzymi do Ise, którzy potrafią zamienić kontrolę w kabuki, bo gdy płynie rzeka ludzi, nawet brama musi udawać, że nie widzi wszystkiego; wreszcie kobieta w kago, przy której nuda urzędu kończy się natychmiast. „Wjeżdżająca broń, wyjeżdżające kobiety”: po to istniały dziesiątki punktów sekisho. Dzisiejszy tekst jest o tym, jak przez jedną budkę w górach przechodzi cała Japonia Edo – od hierarchii po korupcję, od prawa po spryt – i o tym, że Tokugawowie nie trzymali kraju wyłącznie mieczem: trzymali go także żelazną procedurą.

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.

 

SCENA

Na posterunku

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Mgła w Hakone nie unosi się jak w poezji dworskiej, tylko leży ciężko, jak mokry koc, który ktoś narzucił na przełęcz. Wsiąka w deski budki sekisho, w szorstkie rękawy, w papier. Kiedy strażnik przesuwa palcem po krawędzi stołu, zostaje ślad – ciemniejszy, tłusty, ciężki. Pachnie herbatą, atramentem i mokrym drewnem. Taki zapach mają miejsca, gdzie jest państwo Tokugawów – niby skromnie, ale z rozmachem.

 

Strażnik przeciąga się powoli, jak człowiek, który już dawno pogodził się z tym, że jego życie będzie miało rytm pieczątek. W budce – ciasnej jak kieszeń w podróżnym kimono – leży pędzelek, kamień do tuszu, stempel i księgi, grube od nazwisk, dat, odcisków. Po prawej – stosik papierów „do obejrzenia”, każdy wytarty od palców, od składania i rozkładania. Po lewej – tablica przepisów wisi tam, gdzie ma wisieć, czyli tak, by każdy ją widział zanim zobaczy cokolwiek więcej. A w głowie strażnika, jak refren, jak modlitwa, jak przekleństwo:

 

「入鉄砲に出女」.

(irideppō ni de onna)

„Wjeżdżająca broń. Wyjeżdżające kobiety.”

 

Dwa lęki, które starczą za cały kodeks.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Nie musi tego nawet mówić na głos. Wystarczy, że patrzy. Bo sekisho to nie jest „brama” w sensie romantycznym, jak z opowieści o wojownikach. To gardło. Wąskie gardło kraju, w którym ludzie, towary, wieści i plotki muszą przecisnąć się między górami tak, jak woda musi znaleźć ujście pomiędzy wzniesieniami. Tu Tokugawowie nie stoją w zbrojach – stoją w rejestrach. I w stężałym od zimna spojrzeniu człowieka, który jest zbyt mały, by znać twarz shōguna, ale wystarczająco duży, by zatrzymać czyjeś życie na tej jednej desce progu.

 

Tuż za jego podestem piasek traktu jest jak papier ścierny: chrzęści pod słomianymi sandałami, w koleinach zbiera się nocna wilgoć, a końskie kopyta mieszają błoto z drobnym żwirem w tę samą, szarą maź, która po południu zasycha na nogawkach i rękawach. Sama stacja nie udaje pałacu — to drewniana konstrukcja wzniesiona dla kontroli, nie dla piękna: brama, którą można zamknąć jak gardło, budka strażnicza, miejsce na przesłuchanie i oględziny, a obok tablica z zakazami, ustawiona tak, by przechodzień przeczytał ją zanim jeszcze zdąży nabrać odwagi. Podróżny, zanim dotknie wzrokiem pieczęci i tuszu, widzi najpierw teatr władzy: dwóch pieszych strażników z kijami po bokach, broń wywieszoną demonstracyjnie „żeby pamiętał”, i ten nieprzyjemny spokój instytucji, która ma prawo zajrzeć w bagaż, w twarz, w historię człowieka.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.A miejsce — Hakone, „tenka no gobansho”, posterunek tak „oczywisty”, jakby stał tu od zawsze: na skraju Hakone-machi, gdzie podróżny trafia w punkt, w którym nie da się już obejść kontroli ani bokiem, ani skrótem; po jednej stronie widać Ōnuma, po drugiej rozciąga się otwarta przestrzeń u wylotu gór, a między miasteczkiem a samym posterunkiem kuszą herbaciane przystanki, które karmią i uspokajają — oraz podsuwają ostatnie plotki o tym, jakie dramaty się ostatnio działy, kogo przepuścili, a kogo zatrzymali.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.I właśnie dlatego sekisho 関所 (punkt kontrolny na trakcie administracji shogunatu) lokowano w takich gardłach: w górach, na przełęczach i w wąskich korytarzach drogi, gdzie sama topografia współpracuje z prawem — Hakone, oparte o dziką barierę szczytów i rejon jeziora Ashi, było punktem, przez który ruch musiał przejść, jeśli chciał przejść w ogóle. Tu „cel” nie jest abstrakcją: refren „broń do środka, kobiety na zewnątrz” staje się praktyką — pieczęcią, pytaniem, rewizją, decyzją o zawróceniu albo o przepuszczeniu.

 

Na zewnątrz droga budzi się powoli. Słychać sandały, cichy stuk drewnianych geta o kamień, brzdęk metalowych sprzączek w końskiej uprzęży, skrzypienie kół wozu, rytmiczne, gardłowe „yoisho… yoisho…” tragarzy. Zanim ktokolwiek dojdzie do okienka, widzi to, co ma widzieć: uzbrojonych ludzi, drągi w dłoniach, czasem broń wystawioną w sposób, który nie tyle służy walce, ile wyobraźni – żeby podróżny przypomniał sobie, że władza ma twarde zęby. W tle wielka płachta z symbolem shogunatu, żeby każdy dobrze się zastanowił, zanim skłamie lub podniesie rękę. Czy głos.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Pierwszy przechodzi człowiek, który wygląda na kupca, ale kupcy w Edo zawsze wyglądają na coś innego niż są. Skłania się nisko, z tym rodzajem grzeczności, który mówi: „nie mam statusu, mam towar i papiery, proszę o święty spokój”. Podaje papier. Strażnik bierze go w palce, jak bierze się rybę, niepewny, czy nie jest śliska.

 

— Skąd? Dokąd? — pyta automatycznie.

 

Odpowiedzi są równie automatyczne. Nazwy miejsc brzmią, jakby należały do innego świata: Edo, Kyoto, Ise, postojowe stacje, zajazdy. „Do świątyni”, „do krewnych”, „w interesach”. Prawda w Edo bywa luksusem; na papierze wystarczy, że coś brzmi wiarygodnie.

 

Strażnik zerka na pieczęć. Niby zwykły dokument – ōrai tegata (往来手形), „przepustka drogi”, wystawiana przez tych, którzy mają lokalną władzę: świątynię, sołtysa, starszego wioski, kogoś, kto ręczy za człowieka jak za worek ryżu. To nie jest list do konkretnej bramy, raczej świadectwo: „znamy go, jest nasz, niech idzie”. I dlatego można ją nosić przy sobie, wyciągać w razie potrzeby, czasem pokazać np. strażnikowi przy bramie stacji sekisho na trakcie, takiej jak ta.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Ale Edo nie byłoby Edo, gdyby nie istniały dwa światy: oficjalny i ten, który działa.

Strażnik pamięta notę (覚) zapisaną dawno temu przez jego poprzedników na stacji: że mieszczanin czy chłop, jeśli idzie „w górę” ku Kyoto, ma być „sprawdzony” na podstawie papieru od swojego przełożonego, a jeśli papieru nie ma – można go wziąć na bok, wypytać, przyjrzeć się, i jeśli nie ma nic podejrzanego, puścić. Państwo Tokugawów potrafiło być okrutne, ale jeszcze częściej było pragmatyczne: nie da się zatrzymać całego życia.

Tyle że w praktyce człowiek lubi mieć coś, co zaszeleści, gdy strażnik zapyta „dokąd”?

 

Albumy refleksji o japońskiej sztuce ukiyo-e opatrzone esejami z analizą i interpretacjąKupiec odchodzi, a strażnik dopija łyk herbaty i myśli: „Dobrze. Bez kłopotów.”

To jest właśnie ta część dnia, o której nikt nie pisze w legendach.

 

Potem nadchodzi grupa pielgrzymów. Z daleka widać ich po tym, że idą z jakąś miękką determinacją, jakby nie szli „przez kraj”, tylko po łące. Ktoś niesie kij z zawieszoną skromną chorągiewką, ktoś inny worek z suchym ryżem. Gdy pielgrzymów jest kilku, kontrola działa jak zwykle. Gdy są setki, tysiące – kontrola zamienia się w pokaz kabuki.

 

Strażnik słyszał opowieści o tym, co się dzieje, gdy zaczyna się okagemairi (おかげ参り)  – masowe pielgrzymki do Ise Jingū – kiedy ludzie płyną do Ise jak wezbrana rzeka. Mówią, że zdarzały się dni, gdy przez Hakone przechodziły dziesiątki tysięcy, i że wtedy nawet brama musiała udawać, że nie widzi wszystkiego. Bo jak sprawdzić każdy papier, gdy papierów jest więcej niż człowiek robi wdechów w ciągu całego dnia? Mówią o roku (jap. Hōei 2, eur. 1705), kiedy jednego dnia przez Hakone przeszło trzydzieści trzy tysiące ludzi – i część miała pozwolenia, a część nie, a mimo to przeprawa trwała. Nie z miłosierdzia. Z logiki.Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.

 

Strażnik patrzy na pielgrzymów i widzi w nich całą Japonię Edo: dzieci idące w rytuałach przejścia, starców szukających sensu przemijania, biednych, którzy żyją nadzieją szybkiego zysku w Edo, i bogatszych, którzy podróżują, bo mogą. I przez chwilę ma ochotę się uśmiechnąć – ale nie wypada.

 

Uśmiech i tak by znikł błyskawicznie, bo oto z mgły wyłania się palankin.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Lektyka jest jak pytanie, na które odpowiedź już istnieje w przepisach. Kiedy idzie mężczyzna – widać go. Kiedy jedzie kobieta – widać tylko zasłony. A zasłony są po to, by trzymać biednych strażników sekisho na baczność.

 

Strażnik prostuje się, jakby ktoś pociągnął go za sznurek. W tym miejscu nuda Tokugawów kończy się natychmiast. „Wyjeżdżające kobiety” to nie metafora. To system. Kobiety w rodzinach możnych bywają zakładniczkami polityki, a sekisho jest miejscem, gdzie ten fakt ma ręce, oczy i prawo do pytania: „kim jesteś?”.

 

Palankin staje. Tragarze ocierają pot, choć poranek zimny. Z boku podchodzi urzędnik, a strażnik widzi papier wystawiony dla kobiety – i wie, że te papiery są inne. Wymagają szczegółów, których męskie dokumenty często nie potrzebują: status, wiek, czasem nawet cechy wyglądu, które mają sprawić, że ciało stanie się zgodne z papierem. Kobieta, wbrew zasłonie, jest tu czymś, co państwo chce „opisać”, żeby móc „zatrzymać”.

 

— Otwierać.

 

Zasłona palankinu porusza się niepewnie, jakby wahała się między posłuszeństwem a wstydem. W środku widać kobietę — albo przynajmniej jej twarz uchwyconą na moment w półcieniu: skórę jaśniejszą od mgły, oczy, które chcą wyglądać na obojętne. Ktoś z obstawy odchrząkuje i zaczyna tłumaczyć zbyt szybko, ktoś inny przeciwnie — mówi spokojnie, jakby spokój miał zamaskować brak pewności.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Strażnik wie, że w takiej chwili nie trzeba krzyczeć ani wyciągać broni. Wystarczy ton i procedura. Jego rola polega na tym, by pokazać, że ma prawo sprawdzić wszystko: dokumenty, bagaż, zasłony, a jeśli zajdzie potrzeba — także to, kto naprawdę siedzi w środku. I nieważne, że to rodzina samuraja. Ta możliwość działa jak nacisk dłoni na kark. Ludzie zaczynają ważyć słowa, mylić się w szczegółach, zdradzać napięcie w głosie. I właśnie o to chodzi: nie o natychmiastową przemoc, tylko o to, by każdy poczuł, że przemoc jest blisko — gotowa, jeśli historia w palankinie nie zgadza się z papierem.

 

Dziś jednak nie ma skandalu. Można ich przepuścić, papiery są w porządku.

 

Strażnik patrzy, jak palankin się oddala. Rozgląda się wokół, przy trakcie przed i za punktem kontrolnym sekisho znajduje się sporo budynków. Wie, że wokół sekisho wyrastają herbaciarnie i zajazdy, które nie tylko karmią, ale i „pomagają”. Że bywa, iż papier powstaje nie w rodzinnej wiosce, tylko „po drodze” – 途中手形 (tochū tegata, przepustka wystawiona w trakcie drogi) – i że choć zakazywano wydawania takich dokumentów, ludzie robią swoje, a brama często je uznaje, bo inaczej musiałaby zatrzymać zbyt wielu, a zatrzymanie zbyt wielu bywa kłopotem – najpierw praktycznym, potem politycznym. W księgach nawet zapisano skargi: że w jednym miejscu wydają takie papiery uparcie, mimo upomnień, a urzędnicy grożą „jakimś” ukaraniem. Brzmi surowo.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Strażnik wraca myślą na trakt. A tu mamy to, co zawsze: następny podróżny, następny papier, następny cel podróży, następny powód, dla którego człowiek chce przejść przez gardło kraju.

 

I w tym właśnie jest cała Japonia Edo. Nie w salach zamku, nie w ceremoniach dworu, ale w miejscu, gdzie prosta budka kontrolna potrafi rozstrzygnąć, czy twoja droga jest legalna. Strażnik patrzy na drogę, na mgłę, na kolejkę, i myśli – z odrobiną ironii, bo inaczej nie da się tu żyć – że shōgun nie musi być wszędzie. Wystarczy, że jest tutaj w pieczątce. W tablicy przepisów. W refrenie, który powtarza się w głowie jak sutra: „irideppō ni de onna”, „wjeżdżająca broń, wyjeżdżające kobiety.”

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.

 

Sekisho jako gardło państwa: po co w ogóle to wszystko

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Jeśli ktoś wyobraża sobie sekisho jako „urząd celny” w stylu: szlaban, a potem liczenie towarów i pobór opłat — to ma przed oczami mit albo obrazek z Europy, nie mechanizm Tokugawów. W klasycznym ujęciu prawnym i instytucjonalnym bakufu-sekisho nie powstały po to, by regulować handel i ściągać „myto”, tylko po to, by regulować ludzi i przemoc: ruch po kraju, przenoszenie broni, przepływ informacji, a przede wszystkim polityczną logistykę kontroli daimyō i ich domów. Maruyama Yōsei (japoński badacz historii Edo z Uniwersytetu w Kyūshū) mówi to wprost*: w rozumieniu „prawa bakufu” sekisho miały wyraźnie polityczno-wojskową i policyjną (porządkową) funkcję, a „ekonomiczny” aspekt, tak chętnie dopisywany im później, jest w najlepszym razie marginalny — i zwykle wynika z mylnej perspektywy.

 

* Świetna praca dla miłośników historii Edo, niestety tylko w języku japońskim: „近世関所及び番所の研究” (1974), gdzie analizuje sekisho i domenowe posterunki (np. 口留番所) jako element mechanizmu państwa Tokugawów — szczególnie ich sens polityczno-wojskowy i policyjny oraz różnicę między kontrolą bakufu a kontrolą domen.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Ta pomyłka bierze się stąd, że w pejzażu dróg Edo wygląd posterunków bywa myląco podobny. Z zewnątrz i sekisho, i domenowe punkty kontroli potrafią przypominać tę samą drewnianą gardziel na trakcie. Ale w logice państwa to dwa różne zwierzęta. Bakufu-sekisho to narzędzia władzy centralnej: mają pilnować tego, co jest „sprawą państwa” (państwo Tokugawów rozumiało to bardzo szeroko).

 

Natomiast, kuchidome bansho (口留番所), czyli domenowe „zatrzymujące usta / zamykające wyjścia” posterunki, są narzędziem interesu konkretnej domeny: służą lokalnej administracji i mogą wchodzić w praktyki bliższe gospodarce regionu. I właśnie tu często rodzi się złudzenie „dwóch twarzy” sekisho: gdy domenowy punkt kontroli zostaje podniesiony rangą albo powierzony jako posterunek „publiczny” (bakufu), domena bywa zmuszona utrzymywać dawne funkcje obok nowych — w efekcie dla obserwatora wygląda to jak „sekisho, które jednocześnie pilnuje polityki i pieniędzy”. Maruyama podkreśla jednak, że to nie jest cecha natury sekisho bakufu, tylko skutek tego, że na jednej scenie stoją dwie nałożone na siebie kompetencje.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Wróćmy jednak do tematu głównego - dlaczego Tokugawowie w ogóle potrzebowali takiego „gardła”? Bo zbudowali państwo, które żyło z ruchu — i bało się ruchu. Pięć głównych traktów i sieć dróg pobocznych nie były tylko „infrastrukturą”: były układem krwionośnym systemu (więcej o tym tu: „53 Stacje Tōkaidō” Hiroshige - Podróż to nie cel, tylko to, co mijamy po drodze), w którym daimyō musieli się przemieszczać w rytmie sankin-kōtai (a o tym tu: Dziesięć ri dziennie i ani chwili ciszy: życie zwykłych ludzi w pochodach daimyō za shogunatu Edo), urzędnicy kursowali między miastami, a zwykli ludzie coraz częściej wyruszali w interesach i pielgrzymkach. Maruyama wiąże rozwój instytucji kontroli (w tym sekisho) z etapami budowy władzy Tokugawów po 1600 roku i z całym pakietem rozwiązań stabilizujących porządek: od regulowania transportu i dróg po narzędzia nadzoru nad elitami i prowincją (o tym sprytnym systemie Tokugawów piszę tutaj: Co zrobić ze społeczeństwem samurajów znających tylko wojnę i śmierć w czasach pokoju? - sprytne pomysły shogunów Tokugawa).

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.W takim układzie sekisho staje się czymś więcej niż „posterunkiem”: jest punktem, w którym państwo sprawdza, czy to, co zapisane na papierze, zgadza się z tym, co idzie w sandałach. To dlatego w badaniach nad sekisho tak uporczywie powraca perspektywa kontroli daimyō, broni i „wyjeżdżających kobiet” — bo to były tematy o najwyższym priorytecie politycznym, streszczone w twardej formule, którą strażnik mógłby sobie powtarzać jak regułę służby. A kiedy ktoś dopisuje do tego „pobór opłat”, warto zawsze zapytać: czy mówimy o sekisho bakufu, czy o domenowym kuchidome bansho, które — owszem — mogło w praktyce dotykać lokalnych interesów i „ekonomii”, ale było inną częścią mechanizmu.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.

 

Hasło-wytrych: 「入り鉄砲に出女」 — dwa lęki, które trzymają kraj w ryzach

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.W Hakone strażnik nie potrzebuje całej biblioteki edyktów, żeby pamiętać, po co tu stoi. Wystarczą cztery znaki i jedno „ni”, powtarzane w myślach jak służbowa mantra: 「入り鉄砲に出女」 (iri deppō ni de onna) — „wjeżdżająca broń, wyjeżdżające kobiety”. Nie jest to poetycka metafora, tylko skrót polityki bezpieczeństwa w państwie, które po stu latach wojen domowych najbardziej boi się dwóch rzeczy: że do stolicy wróci przemoc oraz że z Edo wymknie się polityczna zakładniczka.

 

Wjeżdżająca broń” znaczy: nie dopuścić, by Edo stało się magazynem buntu. Tokugawowie rządzą krajem, w którym miecz jest codziennym przedmiotem statusu, ale broń palna ma inny ciężar — jest narzędziem, które w rękach zdesperowanych może skrócić drogę do zamku. Dlatego sekisho nie jest punktem „od handlu”, tylko punktem od kontroli przemocy: strażnik ma prawo zajrzeć w pakunek, zapytać o cel podróży, sprawdzić, czy „zwykła skrzynka” nie jest przypadkiem zbyt ciężka i zbyt starannie obita, jak na zestaw narzędzi czy bale tkanin. Dla niego wszystko jest podejrzane z definicji — właśnie dlatego, że w tym systemie podejrzenie bywa formą profilaktyki.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Wyjeżdżające kobiety” to z kolei sedno polityki wobec daimyō. Sankin-kōtai nie działał tylko dlatego, że pan feudalny musiał regularnie przyjeżdżać do Edo; działał przede wszystkim dlatego, że, gdy wyjeżdżał, w Edo zostawała jego rodzina — zwłaszcza żona i dziedzice — czyli żywy depozyt lojalności. W tym sensie „wyjazd kobiety” nie jest prywatną decyzją ani „rodzinną podróżą”. To potencjalny „przemyt” zakładnika, a więc uderzenie w mechanizm kontroli. Nic dziwnego, że to właśnie kobiety przechodzą przez gęstsze sito papierów, pytań i oględzin — aż do fizycznego sprawdzania tożsamości.

 

I tu widać coś bardzo specyficznego: strażnik sekisho patrzy na świat przez tę mantrę jak przez filtr, który wszystko upraszcza, ale wcale nie zubaża. Każdy pakunek może być bronią, nawet jeśli pachnie suszonymi śliwkami. Każda zasłona w palankinie może być „wyjściem kobiety”, nawet jeśli pod nią siedzi tylko zmęczony urzędnik. To nie paranoja jednostki, tylko zawodowy odruch państwa.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.A teraz ironia Tokugawów: system jest czysty na papierze, a brudny w życiu — i to brud utrzymuje go w ruchu. Oficjalnie podróż ma zostawić ślad w dokumencie. W praktyce ślad zostawia się na kilka sposobów.

 

Najbardziej „codzienny” dokument zwykłych ludzi to 往来手形 (ōrai tegata) — przepustka, którą nosi się przy sobie i pokazuje do kontroli. Wystawienie bywało proste: w grę wchodził zwierzchnik lokalny, nierzadko sołtys/namiestnik wsi (庄屋), starszy (名主) albo świątynia-opiekun (旦那寺); taka przepustka była więc jednocześnie czymś w rodzaju „dowodu tożsamości” w podróży. I — co ważne — sama prostota rodziła słabość: wiarygodność bywała nierówna, a fałszywe papiery nie były abstrakcją, tylko realnym cieniem systemu.

 

Książka "Ścieżki" od autora ukiyo-japan.pl:  Michałą SobierajaAle w dziennikach podróży widać rzecz jeszcze ciekawszą: obok „papieru do pokazania” pojawia się „papier do złożenia”. Autorzy notują, że na sekisho — szczególnie w Hakone — składają dokument (dosłownie „oddają” go urzędowi), a nie tylko go okazują. W „Zeszytach naukowego Narodowego Muzeum Historii i Folkloru” (国立歴史民俗博物館研究報告, np. zeszyt 36) przywoływany jest nawet typ pisma zaczynający się od formuły: 「差上申一札之事」 („składam pokornie niniejszy list”), z wyraźnym adresowaniem do „panów urzędników” sekisho — to już nie jest luźna przepustka „na drogę”, tylko dokument o charakterze bardziej urzędowym, który w naturalny sposób ma zostać w bramie. Wniosek badaczy jest prosty: w obiegu funkcjonowały dwa tryby — przepustka noszona i przepustka składana.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.A kiedy w obiegu pojawia się „papier składany”, natychmiast pojawia się też trik: 途中手形 (tochū tegata), czyli przepustka „wyrobiona po drodze”. Z dzienników wynika, że ludzie potrafili przygotowywać takie dokumenty w trakcie podróży — często w samym Edo, w gospodach podróżnych, gdzie nocuje się dzień lub dwa przed dalszą drogą, i gdzie można „załatwić” to, czego formalnie załatwiać się nie powinno. Co więcej, w samych papierach administracji Hakone pojawia się wzmianka o „tochū tegata” — i to w kontekście zakazu ich wystawiania w trakcie podróży. Zakaz jest tu jednak jak znak „nie wchodzić” na jarmarku: mówi przede wszystkim, że ludzie wchodzą.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.W tym miejscu wracamy do „wyjeżdżających kobiet”, bo tam papier robi się najgęstszy. W przypadku kobiet proces bywał bardziej drobiazgowy, a same dokumenty zawierały znacznie więcej danych niż męskie: nie tylko status czy wiek, ale też elementy, które mają uderzać w oszustwo „pod zasłoną” — opisy szczegółowe, które pozwalają rozpoznać osobę, a czasem nawet informacje o widocznych znakach na ciele.

 

I oto cała sztuczka Tokugawów w pigułce: państwo nie zamyka drogi żelaznym murem. Ono ją zwęża, wyposaża w tablice, pieczęcie i pytania. A strażnik w Hakone z naszego opowiadanka — znudzony, przesiąknięty mgłą i procedurami — widzi, jak przez tę szczelinę przechodzi całe Edo: pobożność i przemyt, dyscyplina i łapówka, sankin-kōtai i „tochū tegata”. Bo na papierze wszystko jest proste. Dopiero człowiek, który przychodzi do okienka, pokazuje, jak to naprawdę działa.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.

 

Galeria podróżników: co urzędnik sekisho widział „na co dzień”?

 

Najczęściej nie widział sensacji. Widział rutynę, a rutyna miała twarz „zwykłą”: mieszczanina i chłopa, którzy „idą w górę”, w stronę Kyōto, z papierem od swojej społeczności albo — czasem — bez papieru, ale z historią, która „przejdzie” na przesłuchaniu. W służbowej notatce spisanej przez obsadę Hakone w 9. miesiącu roku Kyōhō 1 (1716) (można ją podziwiać do dziś, znajduje się fizycznie w Hakone Town Local Museum ) zapisano to bez dramatyzmu: „mieszczanin i chłop przechodzą, jeśli mają tegata od „ooya/namushi” albo kogoś powiązanego; a jeśli nie mają — to po dochodzeniu i braku podejrzeń też puszczamy”. To zdanie jest jak zdjęcie rentgenowskie państwa: formalnie wszystko ma zostawić ślad, ale w praktyce sekisho nie mogło zatrzymać pół Japonii. Ruch musiał być.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.A potem, raz na jakiś czas, przez to samo okno przechodziło „państwo w państwie”.

Daimyō w sankin-kōtai nie przychodził jak podróżny — przychodził jak ruchoma instytucja. Alternatywna obecność na zamku shoguna w Edo (sformalizowana w XVII wieku) była jednocześnie logistyką i rytuałem: daimyō musiał pojawiać się w Edo regularnie, pod okiem centrum, w geście lojalności, a sieć traktów była jedną z dźwigni tej kontroli.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Sekisho w takim momencie robiło rzecz paradoksalną: sprowadzało majestat do poziomu pieczęci. Bo nawet jeśli urzędnik kłaniał się niżej i mówił ciszej, sens pozostawał ten sam: przechodzisz przez gardło państwa, nawet gdy sam jesteś wielką rybą. I strażnik widział wtedy najlepiej, że porządek Tokugawów nie opiera się na tym, że każdy jest równy, tylko na tym, że nikt nie jest poza procedurą — tylko jedni przechodzą szybciej, a inni wolniej.

 

Chłopi i świat podatku w naturze wyglądali przy bramie inaczej: mniej w nich było „podróży”, więcej „przymusu drogi”. System domagał się produktywności, a długie nieobecności ludzi ze wsi oznaczały spadek produkcji i problem z daniną — dlatego nawet legalny ruch był dla władzy kłopotem, zwłaszcza gdy dotyczył tych, którzy mieli „robić” ryż, nie oglądać kraj.

 

I tu sekisho działało jak szkoła języka: bieda musiała nauczyć się mówić „jak należy”. Chłop, który chciał przejść, często potrzebował nie tyle pieniędzy, ile poręczenia: najpierw gwarant, potem pieczęć lokalnego starszego, potem kolejna aprobata i dopiero kontakt z właściwą instancją.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Strażnik sekisho widział więc nie tylko człowieka, lecz całą drabinę zależności: kto jest czyim poddanym, kto za kogo ręczy, kto ma prawo wyjść poza granice swojej wspólnoty.

 

Kupcy przychodzili jak kłopot w dobrym ubraniu. Formalnie byli „niżej” niż wojownicy, praktycznie potrafili pachnieć pieniędzmi bardziej niż niejeden samuraj. A pieniądz w Edo to rzecz, która zawsze budzi podejrzenie władzy: jest użyteczny, ale bywa zbyt ruchliwy, zbyt pomysłowy, zbyt trudny do przypięcia do ziemi. Dlatego kupiec uczył się sztuki „legalnego kłamstwa”: tak opakować towar i tak opowiedzieć historię, żeby nie potknęła się o żaden z zakazów, o podejrzenie kontrabandy, o pytanie „po co?”. I strażnik widział tę komedię na co dzień: państwo udaje, że jest wszechwiedzące; kupiec udaje, że jest przezroczysty; a prawda mieści się w szczelinie między jednym a drugim.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Rōnin to z kolei nie był „typ” towaru, tylko „typ niepokoju”. Czasy pokoju nie zniosły ludzi od miecza — tylko odebrały im część etatów. Bez pana, bez stałego miejsca, z umiejętnością walki jako jedynym kapitałem, rōnin bywał podejrzany jeszcze zanim otworzył usta. I tu sekisho miało prostą robotę: nie oceniać sumienia, tylko sprawdzić, czy człowiek pasuje do papieru (albo czy w ogóle ma papier). W praktyce wielu „zwykłych” mężczyzn przechodziło po samym sprawdzeniu ōrai tegata, a czasem nawet bez niego, jeśli przesłuchanie nie wykazało nic podejrzanego — ale rōnin rzadko bywał „niepodejrzany z definicji”.

 

Zbyt twarde milczenie, zbyt długi miecz, zbyt uważne spojrzenie na broń wiszącą przy ścianie — i nagle nudna papierologia zamieniała się w gęstą scenę pełną napięcia, w której państwo przypominało, że potrafi mówić kijem.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Pielgrzymi do Ise przychodzili falami. I tu strażnik widział najciekawszą rzecz: jak masowy ruch potrafi „zmiękczyć” nawet twardą kontrolę. Okagemairi, wspomnianego w naszym opowiadanku, bywało, że administracja przymykała oko na brak pozwoleń, bo liczby były nie do przerobienia — Constantine Nomikos Vaporis (amerykański historyk specjalizujący się w Japonii Edo) przytacza przypadek Hakone, gdzie w 1705 roku jednego dnia (ostatniego dnia pierwszego miesiąca, wg kalendarza księżycowo-słonecznego) przeszło 33 000 ludzi, część z pozwoleniami, część bez*.

 

*polecam monografię „Breaking Barriers: Travel and the State in Early Modern Japan” (jest w j. angielskim)

 

To jest moment, gdy państwo odkrywa ograniczenie własnej teatralności: można mieć tablice edyktów, można mieć broń wywieszoną „dla wrażenia”, można flankować podróżnych dwoma pieszymi z kijami — ale kiedy idzie rzeka, urząd staje się tamą zrobioną z papieru.

 

No i wreszcie kobieta w palankinie (kago) — temat, przy którym strażnik przestaje być „urzędnikiem od ruchu”, a staje się paranoikiem do spraw rodzinnych. Bo tu wraca zasada „wyjeżdżających kobiet” i logika zakładniczek w Edo. Proces kontroli takich podróżniczek był niezwykle drobiazgowy: w pozwoleniach dla kobiet zbierano znacznie więcej danych niż dla mężczyzn (m.in. status, stan cywilny, długość włosów, wiek, a nawet widoczne znaki na ciele), a sama kontrola na sekisho mogła oznaczać również fizyczną weryfikację tożsamości.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.I właśnie dlatego z czasem rozwinęła się cała „branża obchodzenia”: noclegi „pod bramą”, przejścia o świcie, omijanie oficjalnych dróg, a obok tego — ludzie, którzy na strachu zarabiali. Przemyt kobiet kwitł, a przewoźnicy i pośrednicy wykorzystywali sytuację do wyłudzania pieniędzy, narzucając nierealne warunki i ceny — i dlatego kobieta w podróży często potrzebowała męskiej obstawy nie dla wygody, tylko dla negocjacyjnej ochrony.

 

Gdybyś zapytał tego znudzonego strażnika z Hakone, kto do niego „przychodził”, odpowiedziałby pewnie: „wszyscy”. I miałby rację. Bo sekisho było miejscem, w którym Edo oglądało samo siebie w przekroju — od pana, który jedzie jak instytucja, po pielgrzyma, który idzie jak fala; od chłopa, który niesie ciężar porządku, po kobietę, która niesie ciężar polityki. A on tylko siedzi w budce, pije herbatę, moczy pędzelek w tuszu — i udaje demona dokładnie wtedy, gdy państwo przypomina sobie, czego najbardziej się boi.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.Pilnował drogi i kraju

 

Hakone to nie była „jedna budka na drodze”, tylko węzeł w układzie nerwowym państwa. To jest właśnie styl kontroli Tokugawów: nie stawiasz jednego szlabanu i nie wierzysz, że wystarczy — rozciągasz kontrolę w przestrzeni jak sieć, tak aby „gardło” miało kilka tchawic i żadna nie była całkiem bezpańska.

 

A jeśli spojrzeć szerzej, Hakone jest tylko najbardziej znanym nerwem w całym splocie: badacze opisują rozkład sekisho na głównych traktach i ich odnogach jako układ „sieciowy (網の目状)”, mający tworzyć szczelną barierę na strategicznych liniach kraju — zwłaszcza tam, gdzie geografia sama pomaga władzy: przełęcze, wąwozy, brzegi jezior, miejsca, których nie da się ominąć bez ryzyka. „Kontrola” nie jest tu budynkiem, tylko geometrią Japonii wykorzystaną przez administrację.

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.

W dodatku funkcja sekisho potrafiła „przykleić się” do terenu nawet wtedy, gdy nie było wielkiej tablicy z zakazami. Nawet przeprawy promowe niebędące formalnie sekisho mogły pełnić funkcję kontrolną — władza myślała kategorią „zabezpiecz przejście, a nie tylko punkt”. Państwo Tokugawów kochało skróty, gdy chodziło o bezpieczeństwo: jeśli człowieka trzeba zatrzymać, to zróbmy to w miejscu, w którym naturalnie i tak musiałby zwolnić.

 

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autoraSekisho jest też dobrą soczewką do oglądania społeczeństwa Edo: pokazuje hierarchię w praktyce. Jedni tłumaczą się krótko, bo mają papier „z góry”; inni muszą długo i pokornie „wykłócić” prawo do drogi, zanim w ogóle dotkną granicy. I jeszcze lepiej widać tu, jak działa zaufanie: pieczęć i dokument sa najważniejsze. Choć nie zawsze – w niektórych źródłach możemy przeczytać, że w relacji „posterunek–okoliczne wsie” rodził się zwyczaj: kto był znany i „miał ustalone pochodzenie”, mógł przechodzić dużo swobodniej. To jest Edo w pigułce: formalnie rządzi dokument, praktycznie rządzi dokument plus reputacja, a czasem reputacja potrafi dokument przykryć jak parasol.

 

I dlatego, gdy wieczorem strażnik z Hakone zamyka księgi, strzepuje z rękawów pył traktu i wygasza lampę, nie ma poczucia, że „pilnował drogi”. Ma poczucie, że pilnował państwa — tej jego niewidzialnej konstrukcji, w której człowiek bywa ważny tylko o tyle, o ile daje się opisać i rozpoznać. Czasem opisem jest pieczęć, czasem nazwisko w rejestrze, czasem twarz znana od lat z okolicznych wiosek; i to właśnie ta mieszanina papieru oraz reputacji trzyma porządek mocniej niż groźby na tablicach. Sekisho, niby drobny punkt na mapie, pokazuje więc coś większego: Japonia Edo była krajem, który rządził nie tylko mieczem, ale przede wszystkim procedurą — a w szczelinach tej procedury zawsze znajdowało się miejsce na człowieka, jego spryt, jego lęk i jego cichą, upartą chęć przejścia dalej.

 

Sekisho w Hakone: strażnicy, pieczęcie i przepustki, rewizje bagażu oraz reguła „入り鉄砲に出女”. Jak shōgunat Tokugawów kontrolował ruch ludzi, broń i „wyjeżdżające kobiety”.

  1. pl
  2. en

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany.- Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!