


Przez pierwsze 40 lat istnienia japońskiej prasy takich zapisów powstały dziesiątki tysięcy. Bójki, kradzieże, długi, ucieczki żon, samobójstwa, oszustwa, dzieci wpadające do studni, spory o miedzę, awantury w łaźni. Drukowano to z imieniem, nazwiskiem, dzielnicą, zawodem i wiekiem, bez pytania kogokolwiek o zgodę, i sprzedawano na ulicy z wykrzykiwaniem treści. Nikt wtedy nie uważał, że robi coś nadzwyczajnego. Zwykli ludzie tamtej Japonii nie zostawili po sobie prawie nic innego: nie pisali dzienników, nie mieli fotografii ani tym bardziej profili społecznościowych, w księgach rodowych są tylko datami. Ale żyją w tych notatkach, w kilkunastu linijkach, czasem w najgorszym albo najlepszym dniu swojego życia, i to jest cały ślad po nich. A z tych śladów – jakże żywa i prawdziwa Japonia przełomu XIX i XX wieku na nas spogląda! Poczytajmy zatem.


Piętnaście jenów to blisko czterdzieści dniówek cieśli. Notatka podaje, że zapaśnik, człowiek znający 48 chwytów, został rzucony na łopatki chwytem spoza spisu – dał się nabrać na sztuczkę „znajomego znajomego”.
(„Yomiuri shinbun”, 8 stycznia 1878)

Tego dnia Shichinosuke przechodzi ulicą przed domem. Omitsu widzi go przez wejście i wybiega boso, tak jak stała. Chwyta go za kark, wciąga do środka i zaczyna zdzierać z niego haori: przez ciebie mam w domu piekło. Heya no bāsan wychodzi ich rozdzielić. Omitsu, dobrze podpita, rzuca się na starą z pazurami. W zamieszaniu dołączają inne dziewczyny i biją ich dozorczynię wspólnie. Wtedy przychodzi strażnik miejski.
Omitsu gryzie go w udo. Wypada na ulicę, ślizga się w błocie i ląduje na wznak, po czym, jak podaje gazeta, twarz i tyłek ma jednakowo ubłocone. Prowadzą ją na posterunek. Idzie, lekko się zataczając i wymyśla wszystkim po drodze. Na posterunku siada, płacze, jęczy, śmieje się i oświadcza, że jest głodna i żeby jej dali coś zjeść.
I wtedy w drzwiach staje Shichinosuke. Nieśmiało, bokiem, z dwiema miskami gorącego makaronu, po jednej w każdej ręce. Mówi, że słyszał z ulicy, jak Omitsu prosi o jedzenie, że to dla niego ważna kobieta i że bardzo by chciał, żeby ten makaron zjadła. Strażnikowi zrobiło się wesoło i zaśmiał się razem z całą resztą, choć w swej istocie historia Omitsu śmieszna nie jest. Być może z tego też sobie zdawał sprawę. A może nie.
Skąd się biorą takie historie? Brzmią jak scena z teatru albo rozdział powieści w odcinkach, a są notatkami prasowymi, drukowanymi między kursem ryżu a nominacjami w ministerstwie. Gazeta japońska ma wtedy cztery strony. Pierwsza i druga to polityka, dekrety i sprawy zagraniczne, czwarta to ogłoszenia i powieść w odcinkach, a na trzeciej ląduje miasto. Stąd nazwa, która przetrwała dłużej niż sam układ strony i którą dziś rozumie każdy Japończyk, nawet nie znając jej pochodzenia:
三面記事
(sanmen kiji)
„sprawy ze strony trzeciej”
(sprawy drobniejsze, społeczne, towarzyskie, nieco z lekceważeniem)

Prasa dzieliła się wtedy na dwa gatunki i podział przebiegał dokładnie wzdłuż tego, kto umie czytać. Gazety duże, wychodzące od początku lat 70. XIX wieku, pisano stylem naszpikowanym chińszczyzną, dla ludzi po dawnej edukacji: „Tōkyō nichinichi", „Yūbin hōchi", „Chōya". Gazety małe miały o połowę mniejszy format, dużo ilustracji, potoczną składnię i transkrypcję nad każdym znakiem, więc dało się je czytać ze słuchu i z domysłu. Pierwszą był „Yomiuri", od listopada 1874. W autoreklamie z grudnia tamtego roku redakcja pisała o sobie tak:

To nie była przechwałka rzucona w powietrze. Do 1876 roku mały „Yomiuri" sprzedawał półtora raza więcej egzemplarzy niż duże, poważne „Tōkyō nichinichi", i od tego momentu było już wiadomo, w którą stronę idzie ta gałąź.
Kroniki miejskiej nie pisali reporterzy w naszym rozumieniu. Materiał przynosili zbieracze wiadomości, ludzie chodzący po komisariatach, sądach, łaźniach i herbaciarniach, opłacani od sztuki. Teksty składali z tego pisarze wychowani na późnoedońskiej prozie rozrywkowej, gesaku: Kanagaki Robun, Takabatake Ransen i im podobni, ludzie od powieści obyczajowych, przewodników po dzielnicach uciech i humoresek. Państwo przyglądało się temu od początku z narastającym niepokojem i w czerwcu 1875 wydało dwa akty naraz: prawo o zniesławieniu i rozporządzenie o prasie. Chroniły przede wszystkim cesarza, jego rodzinę i urzędników; osoba prywatna miała w tym swój artykuł, tylko że z sankcją tak niską, że praktycznie nikt jej nie uruchamiał. Do więzień poszli publicyści od polityki. Ludzie z trzeciej strony pisali dalej i drukowali nazwiska.
28 czerwca 1876 roku redaktorzy wszystkich gazet Tokio i Yokohamy zeszli się w głównej sali świątyni Sensō-ji w Asakusie i zamówili obrzęd segaki (施餓鬼), karmienie głodnych duchów, w wersji wielkiej: 36 mnichów i prowadzącego, muzykę i odczytanie modłów przez przedstawiciela każdej redakcji po kolei. Sala pękała w szwach, tłum gapiów stał na zewnątrz, a sprawozdawca „Chōya" odnotował z rozbawieniem, że nawet naczelny redaktor jednej z gazet fundujących całą imprezę ledwie znalazł miejsce by usiąść. Miasto zaraz zaczęło zgadywać, po co to komu. Że dziennikarze odkupują swoje codzienne grzechy. Że modlą się o obroty. Że wypraszają los dla kolegów siedzących w więzieniu. I wersja czwarta: że modlą się za dusze tych, którzy zginęli na łamach ich gazet.
(„Tōkyō akebono shinbun”, 5 października 1875)

Kobayashi rozwiódł się z żoną, Tome, w kwietniu tego roku, bo w domu się nie układało. Rozwiódł się na papierze i pod warunkiem, że kiedy przyjdzie odpowiednia chwila, zejdą się z powrotem. Wynajął jej pokój na tyłach domu Ishinabe Rinzō w Shōten-chō i chodził tam do niej. 23 sierpnia rano przyszedł jak zwykle. Matka Tome powiedziała, że córka wyszła na moment w okolicę. Postanowił wrócić później.

Sąd uznał, że kobieta nie była jego żoną, że zamiar nie był karygodny w stopniu wymagającym kary cielesnej, i wymierzył grzywnę: dwa jeny dwadzieścia pięć sen. Pięć i pół dnia pracy cieśli.
Cała ta historia mieści się w kilkunastu linijkach na trzeciej stronie i jest jedynym miejscem na świecie, gdzie zapisano, że Kobayashi Mankichi i jego żona nadal się lubili. Rozwód był w papierach. Kobayashi chodził do niej przez pół roku i tak bardzo chciał ją zobaczyć, że objął na ulicy obcą kobietę, bo miała podobne plecy.
(„Yomiuri shinbun”, 9 czerwca 1876)

„To zaświadczenie, mówi, ten papier z przysięgą, który mój mąż nosi przy sobie, to jest przecież od ciebie. Ty jesteś kobietą o szerokiej beli, na całą szerokość tkaniny, a jemu brakuje długości. Bawełna z Kawachi jest gruba i nie chce się zerwać, choćby ciąć. Może to grzeczność świata, może przymilność, ale jeśli byś czasem pomyślała o tym, co czuje kobieta siedząca w domu. Mam siedmioro dzieci i lata już nie te. Zamiast kręcić się jak wiatraczek za mężczyzną w cienkim letnim haori, pogódź się z tym i nie wołaj go do siebie, żeby na twoje imię nie padł cień, dyskretnie, na tyle drobnym wzorem, żeby nie było widać.”

Nie wiadomo, bo dziennikarz też nie był w tym pokoju. Historię opowiedział rikszarz, który tego wieczoru woził po Fukagawie gościa z Ryūkyū, bawiącego się w innym domu, przy tej samej ulicy. Rikszarz opowiedział ją komuś, ten komuś innemu, ktoś doniósł do redakcji i tak trafiła do druku. Cała kronika miejska tamtych lat jest zbudowana na takich łańcuchach i to jest jej największa słabość i największa zaleta naraz: przez te teksty słychać, jak miasto mówi samo o sobie.
(„Tōkyō nichinichi shinbun”, 4 czerwca 1875)


Wrócili wszyscy. Zjedli. Dopiero potem gospodarz zaczął szukać.
W notatce zapisano jego reakcję. „Skoro zjedliśmy”, powiedział, „to teraz żal nic nie da. Jestem chłopem wyrosłym z samurajów, a nie samurajem, który wyszedł z chłopów, więc 80 jenów zjem naraz i się od tego nie przewrócę”. „Od dziś”, dodał, „wezmę się porządnie do gospodarstwa. Choć zupa, przy takiej cenie, wyszła nieszczególna”.
80 jenów to 200 dniówek cieśli. To była całość tego, co państwo dało jego rodzinie za wieki służby, wypłacone raz i na zawsze, i cała ta suma poszła z wodą, ryżem i pastą sojową w jeden wieczór.
(„Yomiuri shinbun”, 23 maja 1876; „Ōsaka nishikiga shinbun” nr 12; „Ōsaka shinbun nishikiga” nr 15 za „Yomiuri” nr 122)

Notatka nie ma w sobie ani ironii, ani współczucia. Kończy się zdaniem, że i na wsi trafiają się ludzie postępowi. Dziewczyna wsiadła do lektyki i pojechała, a redakcja odnotowała to jako dowód, że nowe czasy docierają wszędzie, nawet do Okegawy.
Rok wcześniej, w Fukagawie, trwa ceremonia zaślubin. Panna młoda ma 15 lat, pan młody nazywa się Katsuta Sakujirō, sake obeszła już zebranych kilka razy. W środku obrzędu rozsuwają się z hukiem drzwi frontowe. Wchodzi mężczyzna, nie kłania się nikomu, przechodzi przez izbę i siada na miejscu honorowym, tam gdzie sadza się swata. Mówi: proszę wszystkich posłuchać, z córką tego domu, z Otoku, to ja pierwszy umówiłem się na małżeństwo, a nazywam się Shimizu, Czysta Woda, więc niech mi ktoś obmyje tę twarz, którą mi dziś obsmarowano błotem.
Tę scenę znamy nie z gazety, tylko z arkusza drzeworytniczego, jednego z tych, którymi Osaka odpowiedziała na tokijską modę na gazetowe ryciny. Tekst ułożył Yasuda Kichiemon, na co dzień właściciel sklepu z wachlarzami przy Yotsubashi, rysował Sasaki Yoshitaki, i to głównie rysunek niesie tu treść. Po prawej, na pierwszym planie, mężczyzna z podwiniętymi rękawami. Po lewej panna młoda w bieli, leżąca twarzą na macie. W głębi, za przesuwaną ścianą, pan młody, Katsuta Sakujirō, o którego zdanie nikt nie zapytał ani przed ceremonią, ani teraz. Stoi bez ruchu.

Osacki wydawca doczepił do tego jedno z ostrzejszych zdań, jakie się w tej prasie trafiają:
聞ても腹のたつ咄叢出し二疋のけもの生捕まして面の皮はぎ〔…〕水にさらしたき アア浅ましき人面獣心 孝の一字を二ツにわけても合点のゆかぬ無論者 憎むべしまた歎くべき
(Kiite mo hara no tatsu hanashi, kusagusa idashi, nihiki no kemono ikedori mashite, tsura no kawa hagi, […] mizu ni sarashitaki. Ā, asamashiki jinmen jūshin. Kō no ichiji o futatsu ni wakete mo gaten no yukanu muronmono, nikumubeshi mata nagekubeki.)
„Opowieść, od której samego wysłuchania wzbiera złość. Schwytać te dwie sztuki bydła żywcem, zedrzeć im skórę z twarzy i wystawić na wodzie na widok publiczny. Ach, cóż za nędzne stworzenia o ludzkiej twarzy i zwierzęcym sercu. Znak synowskiej powinności można im rozłożyć na dwoje, a i tak nie pojmą, głupcy bez zasad, godni nienawiści i godni płaczu."
Nikt nie zapytał dwóch kobiet o ich wersję.
(„Ōsaka nichinichi shinbunshi” nr 5; „Ōsaka nishikie shinwa” nr 2; „Kanzen chōaku nishikiga shinbun” nr 7)

W Osace, po ósmej wieczorem, przy Donburi-ike, w ciemności i deszczu, ktoś krzyczy z kanału. Nadbiega człowiek imieniem Zenshichi, patrzy, widzi rikszę w wodzie, próbuje wyciągać. Przybiega strażnik pomóc. Rikszarzem jest Nakagi Kamekichi, pasażerką matka Matsui Kumakichiego z Kōzu-chō. Zgasła im latarnia, stracili drogę i wjechali do wody.
3 lutego, o drugiej w nocy, w Osace zapala się szopa przy domu Fujii Shōbei, wytwórcy glutenu. Zbiegają się sąsiedzi, przychodzi straż. Żona Fujiego, Tsune, lat 30, wychodzi do studni w samej koszuli, w mrozie, oblewa się wodą i modli się. Modli się nie o własny dom, bo skoro ogień wyszedł od niej, to sprawiedliwe, żeby jej dom spłonął. Modli się o to, żeby ogień nie przeszedł na sąsiadów. Notatka kończy się uwagą, że kobieta w takiej chwili powinna raczej wynosić rzeczy z domu.
(„Ōsaka nishikiga nichinichi shinbunshi” nr 24 za „Yomiuri” nr 106, 18 maja 1875; „Tōkyō nichinichi shinbun” nr 969; „Yūbin hōchi shinbun” nr 576)

Miała rację. 14 marca w Kobunachō wybucha pożar i po pogorzelisku chodzi ktoś w granatowych spodniach roboczych, w fartuchu, w kapturze i w pikowanej kurcie rzemieślnika, na nogach słomiane sandały. Ładny chłopak, zauważa gazeta, tylko coś w ruchach nie tak. Strażnik zatrzymuje go i pyta o adres i nazwisko. To gejsza, przybrana córka niejakiego Nakamury Seisuke, człowieka o kilku imionach zawodowych. Zabrano ją na posterunek. Pewnie dostanie grzywnę.
30 stycznia, o pierwszej po południu, przez błotnistą ulicę w Honjo gnają konno dwie gejsze z Yoshichō, Okin i Ohama, obie po dwadzieścia parę lat. Sześćdziesięcioletni starzec nie zdążył się usunąć i został przewrócony pięknie, na płask. Konie pojechały dalej. Policjant podniósł starca, ściągnął obie z siodeł i poprowadził je boso na posterunek, a one szły podtrzymując poły kimon.
Wszystkie trzy sprawy podpadają pod ten sam przepis: rozporządzenie o drobnych wykroczeniach, uchwalone w 1872 roku, karało grzywną między innymi za przebieranie się za drugą płeć i za tratowanie ludzi konno. Nowe państwo dopiero uczyło mieszkańców, kim wolno być na ulicy i jak się po niej poruszać, a gazeta uczyła razem z nim.
(„Nishikiga hyakuji shinbun” nr 84; „Yomiuri shinbun”, 9 stycznia 1878)

Pomiędzy jednym a drugim jest lista. Ei, 19 lat, córka Yamamoto Zennosuke z wioski Tennōji. Tane, 21 lat, córka Yamashity Sutematsu z Futatsu-chō. Koma, 15 lat, córka Miyauchiego Yūzō z Karahori-chō. Yo, 20 lat, żona Matsudy Mokichiego z Nihonbashi. Nao, żona Yamady Bunkichiego. Chiyo, 16 lat, siostra Hirai Kunimatsu z Nihonbashi. Yasu, 35 lat, żona Ogawy Minosuke. Fune, 19 lat, córka Uratani Hyakuzō. Tomi, 25 lat, z prowincji Kii. Podano też nazwisko strażnika, Umeki, z pochwałą za pilność.
Dwa lata później „Yomiuri" drukuje sprawę z Yotsuya. Yoshida Hideaki wyjechał trzy lata wcześniej w daleką delegację z ramienia urzędu telegraficznego i przez ten czas w domu zostali tylko jego ojciec Hidemoto i żona Oiso. Ojciec, z przyczyn, których gazeta nie zna, powiesił się. Oiso uznała, że zgłoszenie samobójstwa ściągnie jej na kark dochodzenie, a akurat tego dnia przyszedł Yajima Rokubei z sąsiedniej wsi, który obsługiwał wychodki. Dała mu pieniądze, we dwoje zdjęli ciało i pochowali starca po cichu jako zmarłego nagle na chorobę.
Potem, w pustym domu, Oiso weszła w związek z sąsiadem i zaszła w ciążę. Mąż nie pokazywał się od trzech lat, więc dziecka nie można było urodzić. Naradziła się z kochankiem i poszła do Otomi, żony Uwasu Riemona z Yamashita-chō. Zabieg się odbył i przez chwilę wyglądało, że sprawa ucichła. Wyszła jednak na jaw, Oiso zatrzymano, a ona natychmiast przyznała się do wszystkiego, łącznie z nazwiskiem kobiety, która jej pomogła. Wtedy wzięto Otomi.

Gazeta wydrukowała pełną listę. Śpiewaczka Miyazome, córka Hatano z Ushigome, córka Tanaki z Minami Sakumachō o imieniu Machi, córka ogrodnika z Takaido, Rin, Shige z Yūrakuchō, córka handlarza ryżem z Owarichō, Chiyo, i tak dalej, 20 imion z dzielnicami. Notatka kończy się wykrzyknieniem: „o zgrozo”.
Gazeta nie miała żadnego powodu drukować tych nazwisk poza jednym: że czytelnik chciał je przeczytać. Prawo o zniesławieniu, uchwalone w czerwcu 1875 roku, obejmowało też osoby prywatne, ale kary za obrazę urzędnika były wielokrotnie wyższe niż za zniszczenie życia szesnastolatce z Nihonbashi, więc w praktyce sądy zajmowały się urzędnikami.
(„Tōkyō nichinichi shinbun” nr 981; „Ōsaka nishikiga nichinichi shinbunshi” nr 29 za „Yūbin hōchi” nr 655)


Inoue zabiera obu do urzędu gminy i wykłada z własnej kieszeni jednego jena na wpisowe, papier, tusz i pędzelki. Później naczelnik zwrócił mu z tego 50 sen.
Te dwie notatki dzieli prawie miesiąc i 400 kilometrów. Policja w Japonii miała wtedy cztery lata i ludzie dopiero się uczyli, czego się po niej spodziewać. Gazeta uczyła się razem z nimi i drukowała obie wersje z jednakową ochotą.
(„Tōkyō nichinichi shinbun” nr 934; „Shinbun zue” nr 21; „Ōsaka nichinichi shinbun” nr 310)

Autor tekstu zaczyna od wykładu o czterech odmianach pożądania, kończy zaś inaczej. Czy popchnęła go rozpacz zakochanego bez wzajemności, czy było w tym coś jeszcze, dziennikarz nie wie. Zapisuje to tylko ku przestrodze przystojnych mężczyzn przyszłych pokoleń.

Czasem płacili więcej. Osacki „Shinbun zue” opublikował w numerze 21. romans nauczyciela z seminarium nauczycielskiego, niejakiego Ishiiego, z kurtyzaną Hatsuhaną z Shinmachi, wraz z wymienionymi wierszami miłosnymi. Sprawa okazała się nieprawdą. Wydawca wydrukował sprostowanie w jedyny sposób, jaki był mu dostępny: jako drzeworyt, na którym on sam i autor tekstu kłaniają się czytelnikom do ziemi, z podpisem, że przepraszają rysunkiem.
Bywało też odwrotnie. Ten sam warsztat wypuścił numer o kobiecie z Tatsuno w Harimie, która zabiła służącą, wycięła jej genitalia, przyrządziła je jako danie i podała mężowi z podgrzaną sake, a gdy zapytał, skąd to, odpowiedziała, że od osoby z tyłu domu. Numer zniknął z obiegu latem 1875 roku. Nie zachowało się uzasadnienie, więc do dziś nie wiadomo, czy poszło o okrucieństwo, o rysunek, czy o to, że sprawa dotyczyła domu urzędniczego.
(„Chōya shinbun” i „Tōkyō nichinichi shinbun”, luty 1881; „Yomiuri shinbun”, 8 i 9 czerwca 1876; „Chōya shinbun”, 6 stycznia 1878)

Łaźnie umówiły się między sobą zamykać o ósmej wieczorem. W mieście i wokół powstało 28 sztucznych wodospadów, od Mukōjimy po dzielnice na wzgórzu, i chodzono je oglądać. W Ōtsu rikszarze biegali w drewnianych chodakach, więc wlekli się tak, że pasażer, jak pisze korespondent, patrzył w niebo i przebierał nogami; kurs kosztował około 30 sen za ri. Osaka w oczach przyjezdnego z Tokio wyglądała tak: mnóstwo obnażonych ramion i gołych torsów, rikszarze w samych kaftanach bez spodni, wszędzie strzelanie z dmuchawek, mało pustych domów, parasole i wołowina niemodne, czterech na dziesięciu strzyżonych po nowemu, ani jednego wróżbity na całe miasto, a gazet mało kto czyta.

W tym samym miesiącu władze stolicy zwróciły się do ministerstwa z pytaniem zupełnie innego rodzaju. Gazety sprzedawano wtedy z ręki, na ulicy, wykrzykując przechodniom, co w nich stoi, i chłopcy od sprzedaży dawno odkryli, że im soczyściej się krzyknie, tym szybciej schodzi nakład. Czy nie należałoby, pytał urząd, zakazać tego procederu w ogóle.
Ministerstwo odpowiedziało, że nie. Zamiast tego kazało dopisać do rozporządzenia o drobnych wykroczeniach nowy artykuł, wymierzony nie w krzyk, tylko w jego treść: karze podlega ten, kto sprzedając gazety, wykrzykuje rzeczy zmyślone i naciągane, których w gazecie nie ma. Wolno więc było zwoływać ludzi na ulicy. Nie wolno było obiecywać im czegoś, czego w środku nie znajdą.
Ten jeden przepis mówi więcej o czytaniu w tamtej Japonii niż wszystkie statystyki nakładu. Gazeta była wtedy dźwiękiem. Sprzedawano ją głosem, czytano ją na głos w łaźni i w jadłodajni, a teksty pod drzeworytami podpisywali zawodowi opowiadacze, mistrzowie kōdan i rakugo, ci sami, których słuchało się wieczorami w herbaciarni. Kiedy więc mowa jest o tym, że w kronice miejskiej drukowano czyjeś nazwisko, to trzeba to rozumieć dosłownie: nazwisko było wykrzykiwane na ulicy.
(Matsuzaki Tenmin, „Rinraku no onna”, Isobe Kōyōdō, Tokio 1912)


Rozpoznaje w nim dziennikarza, zanim on się zdążył przyznać. Potem zadaje pytanie, po którym Matsuzaki, jak sam pisze, trochę się zmieszał: „Jest pan reporterem? Zbieraczem wiadomości? Korespondentem?”. Trzy szczeble redakcyjnej hierarchii, wyliczone bezbłędnie przez kobietę biorącą 30 sen za noc w nadmorskiej knajpie.

Na końcu prosi go o jedno. Żeby napisał to szczegółowo, jako powieść w odcinkach. Wtedy, mówi, nie będę już niczego żałowała.
Matsuzaki zastanawia się chwilę. Pisze potem, że nie umiał tego zrobić, bo cudze życie opowiedziane w całości nie ma w sobie ani napięcia, ani puenty, i że dziennikarz z trzeciej strony ma inne zadanie: wyłowić ciekawą postać i splątaną sprawę, a resztę zostawić. Dodaje jeszcze jedno, i jest to najlepsza uwaga o całym tym materiale, jaką ktokolwiek wtedy zapisał: takim kobietom nie wolno wierzyć bez zastrzeżeń, bo są rodzajem artystek. Umieją nakładać barwę na własny życiorys jak malarki i umieją go recenzować jak krytycy.
Napisał więc nie powieść w odcinkach, tylko list, adresowany do aktora Kitamury Rokurō. Aki otwiera nim rozdział pierwszy, zatytułowany „Czarne haori z krepy”. Rzecz ukazała się najpierw w miesięczniku „Chūō kōron”, a pod koniec tego samego roku jako książka. Książka nazywa się 『淪落の女』 (Rinraku no onna), „Kobiety upadłe", wydana w 1912 roku przez oficynę Isobe Kōyōdō w Tokio. Ciekawy kawałek literatury, jeśli patrzy się nań odpowiednio: książka mężczyzny, który kupuje towarzystwo kobiety, a potem opisuje ją lirycznie i tytułuje „kobiety upadłe", jako moralną ocenę. Bardzo dużo mówi o mężczyznach i ich sposobie myślenia w okresie Meiji, znacznie mniej o kobietach.
Źródła
1. 小野秀雄コレクション「新聞錦絵」東京大学総合研究博物館展示「ニュースの誕生 かわら版と新聞錦絵の情報世界」1999 (katalog online, pełne transkrypcje tekstów drzeworytowych wydań „Tōkyō nichinichi shinbun”, „Yūbin hōchi shinbun”, „Ōsaka nishikie shinbun” i innych serii z lat 1874-1881).
2. 土屋礼子「錦絵新聞とは何か」, 『大衆紙の源流 明治期小新聞の研究』世界思想社, 2002.
3. 『新聞集成明治編年史』第2-4巻, 新聞集成明治編年史編纂会 編, 林泉社, 1936-1940 (przedruki notatek z „Yomiuri”, „Tōkyō nichinichi”, „Chōya”, „Tōkyō akebono”, „Yūbin hōchi” i prasy prowincjonalnej; tytuły notatek pochodzą od redakcji z lat 30. XX wieku, nie z gazet).
4. 松崎天民『淪落の女』磯部甲陽堂, 1912; 『人間見物』騒人社書局, 1927.
5. 山本武利『近代日本の新聞読者層』法政大学出版局, 1981.
6. James L. Huffman, „Creating a Public. People and Press in Meiji Japan”, University of Hawai'i Press, Honolulu 1997.
7. „Nedan-shi nenpyō. Meiji, Taishō, Shōwa”, Asahi Shinbunsha, Tokio 1985 (ceny i stawki dzienne z lat 1872-1881 podane za tym opracowaniem, w opracowaniu bazy referencyjnej Biblioteki Narodowej Japonii).
8. 讒謗律 (太政官布告第110号) oraz 新聞紙条例 (太政官布告第111号), oba z 28 czerwca 1875.
9. Jolanta Tubielewicz, „Historia Japonii”, Ossolineum, 1984.
>> PODOBNE ARTYKUŁY:
Epicka burda strażaków i zapaśników sumo na ulicach Edo: Megumi no kenka
„Samobójstwo w Yoshiwarze! Pożar w Honjō!” – Jakie „gazety” czytano w czasach shogunatu Tokugawa?
Urodzone w piekle, pochowane w Jōkanji – co uczyniono tysiącom kobiet Yoshiwary?
Pod czujnym okiem sąsiada: Gonin gumi i odpowiedzialność grupowa w czasach shogunatu
Japońskie bitwy na latawce tako-gassen – mieszczanie przeciw samurajom
未開 ソビエライ
未開 ソビエライ
Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".
"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)
___________________
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!