Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.
2026/04/08

Chiri Yukie - ajnuska dziewczyna, która zdążyła zapisać głos ginącego świata

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

W 1922 roku dziewiętnastoletnia Ajnuska spisała trzynaście pieśni, których nikt już nie pamiętał, i umarła w noc, gdy postawiła ostatnią kropkę.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Noc jest ciepła – tokijska, wrześniowa, pełna wilgoci, która przykleja koszulę do pleców. W niewielkim pokoju na piętrze domu przy Hongo dziewczyna pochyla się nad biurkiem. Przed nią rzędy drobnych znaków – nie japońskich, lecz łacińskich – zapisanych ręcznie tak starannie, jakby każda litera była pomnikiem pamięci. Obok leży reszta rękopisu. Trzynaście opowieści. Trzynaście głosów – sowy, lisa, żaby, wydry, boga morza – które przez tysiąclecia mówiły w pierwszej osobie o sobie samych, bo w świecie, z którego pochodzi ta dziewczyna, zwierzęta są osobami. Sprawdza ostatnią stronę. Zamyka zeszyt. Za kilka godzin jej serce się zatrzyma.

 

Ma dziewiętnaście lat i trzy miesiące. W kieszeni leży list do rodziców, napisany cztery dni wcześniej: czuje, że otrzymała misję, którą tylko ona może spełnić. „Wkrótce wracam”, napisała. Nie wróci. Ale rękopis – zostanie. Ukaże się rok później jako niewielki, niepozorny tomik, a jego pierwsza strona będzie zaczynać się od zdania, które powtarzać będą całe pokolenia: „Dawno temu ta rozległa ziemia Hokkaido była krainą wolności naszych przodków”. To nie powieść. Nie traktat naukowy. To testament narodu, który właśnie odchodzi – napisany ręką dziewczyny, która wiedziała, że odchodzi razem z nim – Ainu.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Istnieją książki, które powstają genialnym błyskiem inspiracji i książki, które powstają całym życiem. Ta powstała obydwoma sposobami naraz. Całym życiem – bo dziewczyna nosiła ją w sobie od dzieciństwa, od pierwszych pieśni babki przy ognisku. I w jednym krótkim zrywie – bo zapisała ją w ciągu miesięcy gorączkowej pracy, z chorym sercem, z tęsknotą za morzem, z wiedzą, że czas ucieka. To jest historia Chiri Yukie. Historia dziewczyny, która dała pismo ludowi Ainu, gdy już odchodził – i zapłaciła za to jedyną walutą, jaką miała.

 

"Pieśń, którą sowa zaśpiewała – srebrne krople spadają, spadają dookoła.

Dawno temu ta rozległa ziemia Hokkaido była krainą wolności naszych przodków."

 

 

 

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

Nupur-pet – gdy szum rzeki mówił „wolność”

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Zanim Noboribetsu stało się kurortowym miasteczkiem onsen, zanim turystyczne autobusy zaczęły zwozić tłumy do Jigokudani – „Doliny Piekła"  – była tu ajnuska osada rybacka nad rzeką, którą Ajnowie nazywali Nupur-pet – ciemna, mętna rzeka. Łososie szły w górę rzeki jesienią, jelenie schodziły z gór, a morze – blisko, na wyciągnięcie ręki – dawało resztę. To była Ainu Mosir – „cicha ziemia ludzi”, jak Ajnowie nazywali swoje wyspy. Nie „Japonia”. Nie Hokkaido. Ich własna ziemia, bez granic, bez aktów własności, bez państwa.

 

Na tej ziemi, 8 czerwca 1903 roku, urodziła się Chiri Yukie (知里幸恵). Jej ojciec, Chiri Takakichi, był weteranem wojny rosyjsko-japońskiej i jednym z zaledwie trzech Ajnów odznaczonych Orderem Złotego Latawca – jednym z najwyższych japońskich odznaczeń wojskowych. Paradoks ten mówi o epoce więcej niż niejeden podręcznik: ten sam człowiek, który przelewał krew za cesarza Meiji, wracał do domu, w którym jego ludowi zabraniano łowić łososie w nocy, mówić własnym językiem i tatuować sobie usta. Matka Nami pochodziła z rodu Kan'nari – rodziny stróżów tradycji ustnej, bardów, śpiewaków.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Meiji nie była dla Ajnów świtem nowożytności. Była zmierzchem. W 1869 roku Ezo przemianowano na Hokkaido, a ziemię Ajnów włączono do państwa japońskiego. Przez kolejne lata rząd masowo osiedlał na Hokkaido japońskich kolonistów, przesiedlając ajnuskie społeczności i pozbawiając je tradycyjnych źródeł utrzymania. Zabroniono nocnych połowów łososi. Zabroniono tatuowania ust kobietom – praktyki, która dla Ajnek była znakiem dojrzałości i piękna. Zabroniono ceremonii niedźwiedzia – iyomante – najważniejszego rytuału ajnuskiej duchowości. Trzy dekady później, w 1899 roku, uchwalono ustawę o ochronie dawnych tubylców – Hokkaidō Kyū-dojin Hogo-hō (北海道旧土人保護法) – która pod pozorem opieki narzucała im obcy koncept własności ziemi, zakazywała tradycyjnych praktyk i zmuszała do uprawy roli. Sam tytuł ustawy był obraźliwy: kyū-dojin – „dawni tubylcy” – to słowo, które zamykało cały naród w muzealnej gablocie.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Ajnowie – rybacy, myśliwi, zbieracze – mieli teraz orać pola, na których nic nie rosło. Narzędzia były obce, technika obca, cel obcy. Rodzina Chiri też próbowała uprawiać ziemię. Nie szło. Bieda, która wcześniej nie istniała – bo w świecie Ajnów pojęcie „własność” nie miało odpowiednika, ziemia nie należała do nikogo, łosoś był darem, nie towarem – teraz przygniatała jak kamień. Kiedy Yukie miała sześć lat, oddano ją pod opiekę ciotki. Nie z okrucieństwa. Z biedy.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

Babka, która nie mówiła po japońsku

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Chikabumi – ajnuska osada na obrzeżach Asahikawy, daleko na północy Hokkaido. Mały dom przy misji kościoła episkopalnego, gdzie ciotka Imekanu – ajnuskim imieniem Kan'nari Matsu – pracowała jako opowiadaczka biblijnych historii. Ale wieczorami, gdy światło gasło, dom ożywał innym głosem.

 

Tym głosem była Monashinouku – babka Yukie, urodzona w 1848 roku, gdy Ajnowie żyli jeszcze według własnych praw. Monashinouku prawie nie mówiła po japońsku. Jej światem był Ainu itak – język ajnuski, język bez pisma. A jej opowiadania to nie była tylko mowa, to były pieśni. Monashinouku była utar-rera – wielką bardką, strażniczką tradycji, która nosiła w pamięci dziesiątki pieśni i opowieści, jak ludzie Zachodu noszą w bibliotekach tysiące książek.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Wieczorami, przy ognisku, Monashinouku śpiewała kamuy yukar – „pieśni bogów”. To najstarsza znana forma ajnuskiej tradycji ustnej. W kamuy yukar duchy zwierząt – kamuy – opowiadają o sobie w pierwszej osobie. Sowa mówi: „Ja, bóg-strażnik wioski”. Lis mówi: „Ja, sprytny wędrowiec”. Każda pieśń ma własny refren – sakehe  – powtarzany rytmicznie przez śpiewaka, pulsujący jak bicie serca, utrzymujący opowieść w ruchu. W tym świecie polowanie nie jest zabijaniem – jest wymianą darów między ludźmi a duchami. Zwierzę „wybiera”, by dać się upolować, a człowiek w zamian składa inau – drewniane ofiary modlitewne. Potem duch wraca do swojego świata, zadowolony.

Eseje o związkach Polski i Japonii na przestrzeni wieków

Sześcioletnia Yukie słuchała tych opowieści każdego wieczoru, chłonąc jednocześnie dwa języki i dwa światy. Dorastała jako dziecko, które płynnie przechodziło między japońskim a ajnuskim, między szkolną tablicą a babcinym ogniskiem. Takich dzieci – w pełni dwujęzycznych, ze znajomością tradycji ustnej – było coraz mniej. Wkrótce nie będzie żadnego.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

Szkoła, która uczyła wstydu

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.W japońskiej szkole podstawowej w Asahikawie Yukie była jedną z najlepszych uczennic – zwłaszcza w językach i literaturze. Była też Ajnuską – a to w tamtym czasie i miejscu oznaczało bycie nikim. Dokuczanie było codzienne, systemowe, miażdżące. Ajnuskie dzieci nosiły na sobie piętno tego, co państwo japońskie oficjalnie nazywało kyū-dojin (旧土人 – „dawni tubylcy”), termin, który w praktyce oznaczał „prymitywni ludzie z przeszłości”.

 

W 1916 roku, mając trzynaście lat, Yukie zdawała egzamin do wyższej szkoły żeńskiej w Asahikawie. Odrzucono ją. Nie z powodu ocen – te były świetne. Z powodu pochodzenia. Ajnuska dziewczyna na wyższej uczelni? Nie w epoce Taishō. Trafiła do szkoły zawodowej – jednej z nielicznych instytucji, które w ogóle przyjmowały Ajnów. Ukończyła ją jako czwarta w rankingu spośród stu dziesięciu studentów.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Całe jej pokolenie cierpiało na to, co późniejsi badacze nazwą etnicznym kompleksem niższości. Yukie też go nosiła. Japonizacja wchodziła w każdą szparę życia: w szkołach karano dzieci za mówienie po ajnusku, kobietom zakazywano tatuowania ust, mężczyznom – noszenia długich bród i kolczyków. Nawet imiona zmieniano na japońskie. Wielu Ajnów doszło do wniosku, że asymilacja jest jedyną drogą przetrwania – i był to wniosek tragicznie racjonalny.

 

Ale pod spodem – głęboko, w miejscu, do którego szkoła nie docierała – żyło coś innego. W jednym z listów z lat młodzieńczych Yukie pisała: „W jednej chwili zniknął krajobraz, który był tu od zarania. Gdzie podziali się ludzie, którzy z radością żyli z jego pól i gór?". To zdanie dziewczyny, która ma kilkanaście lat. Czyta się je jak początek eseju filozoficznego. Albo jak pożegnanie. Jedno i drugie jest prawdą.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

Kindaichi i puste zeszyty

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Latem 1918 roku – Yukie ma piętnaście lat – do Chikabumi przyjeżdża japoński lingwista Kindaichi Kyōsuke (金田一京助). Podróżuje po Hokkaido w poszukiwaniu ostatnich strażników tradycji ustnej. Szuka Imekanu i Monashinouku. Ale kiedy spotyka mieszkającą z nimi nastolatkę – dziewczynę, która płynnie mówi oboma językami i zna pieśni babki – natychmiast rozumie, co znalazł.

 

Kindaichi był postacią złożoną. Z jednej strony – uczony, który naprawdę doceniał wartość ajnuskiej tradycji i wierzył w jej ocalenie. Z drugiej – człowiek epoki, który mówił o Ajnach jako o „ginącej rasie” i traktował ich kulturę z fascynacją etnografa, nie partnera. Brat Yukie – Chiri Mashiho, późniejszy lingwista – skrytykuje potem Kindaichiego za kolonialne założenia i zniekształcanie ajnuskiej kultury na potrzeby japońskiej akademii.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Ale paradoks historii polega na tym, że to właśnie Kindaichi – ze swoimi ograniczeniami, ze swoim paternalizmem – uruchomił w Yukie coś, czego japońska szkoła nie potrafiła: dumę. Kiedy powiedział jej, że to, co babka śpiewa wieczorami, ma wartość – ogromną, niepowtarzalną, uniwersalną wartość – coś się w niej przestawiło. Postanowiła poświęcić życie zapisywaniu i tłumaczeniu yukar.

 

Kindaichi wrócił do Tokio, ale przesłał jej puste zeszyty. I tu zaczyna się coś niezwykłego. Yukie nie zapisała pieśni babki tak, jak zrobiłby to lingwista. Wymyśliła własną metodę: na lewej stronie zeszytu – ajnuski tekst zapisany alfabetem łacińskim, fonetycznie, bliżej wymowy niż konwencji. Na prawej – japońskie tłumaczenie, poetyckie, piękne, pełne wyczucia obu językowych światów. Kindaichi zauważył później, że jej sposób zapisu jest dokładniejszy niż dotychczasowe romanizacje – bliższy żywej wymowie Ajnów, nie filtrowany przez japońską fonetykę.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Trzeba zrozumieć, co to znaczyło: zapisać tradycję ustną. To nie jest przepisywanie książki. Kamuy yukar były żywym wykonaniem – każde śpiewanie trochę inne, każdy bard dodawał coś od siebie, pauzy, przyspieszenia, westchnienia, które były częścią utworu. Zamknąć to w piśmie to jak sfotografować wiatr. Krytycy wątpili, czy to w ogóle ma sens. Ale Yukie wiedziała coś, czego krytycy nie wiedzieli: że babka ma siedemdziesiąt lat, że nikt młodszy nie zna tych pieśni, i że niedoskonała fotografia wiatru jest lepsza niż żadna. W 1921 roku wysłała pierwszy rękopis do Kindaichiego – pod tytułem Ainu Dentsetsushū (アイヌ伝説集, dosł. „Zbiór ajnuskich legend”). To była wersja robocza. Książka jeszcze nie miała tytułu, który ją uświetnił.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

Wieczór w Chikabumi

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Zima, około 1920. Dom ciotki Imekanu w Chikabumi, na obrzeżach Asahikawy. Na dworze sypie śnieg – gęsty, hokkaicki, tłumiący każdy dźwięk. W domu pachnie dymem z paleniska. Monashinouku siedzi na macie przy ogniu, zamyka oczy. Ma siedemdziesiąt dwa lata i zmarszczki tak głębokie, że wyglądają jak rysy wyżłobione w drewnie.

 

Zaczyna śpiewać. Nie otwiera oczu. Głos jest niski, zmęczony, ale rytm jest pewny – jak kroki na nocnej ścieżce, którą się pokonuje pewnie po omacku, bo się ją zna na pamięć. Sakehe wraca co kilka wersów, jak oddech: „shirokanipe ranran pishkan”. „Srebrne krople spadają, spadają dookoła”. W pieśni przemawia sowa – wielki bóg-strażnik wioski, kotan-kor-kamuy – opowiada, jak unosił się nad ubogą wioską i postanowił obdarować biednego chłopca.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Naprzeciwko Monashinouku siedzi Yukie. Ma siedemnaście lat. Na kolanach trzyma zeszyt przesłany z Tokio. Pisze łacińskimi literami ajnuskie dźwięki, których żadna klawiatura nigdy nie pomieści. Każde słowo próbuje złapać w piśmie, które nie było dla tej mowy stworzone – gardłowe samogłoski, spółgłoski, które po japońsku nie istnieją, pauzy, które są być może częścią pieśni, a może gramatyki. Przy kolejnym sakehe podnosi głowę. Babka śpiewa z zamkniętymi oczami. Łzy jej nie płyną – jest za stara na łzy, za twarda, za ajnuska. Ale głos na chwilę drży. I Yukie to słyszy.

 

Później, w nocy, kiedy babka już śpi, Yukie przeczyta jeszcze raz to, co zapisała. I zacznie tłumaczyć na japoński. Nie ściśle, nie akademicko – pięknie. Bo to nie jest tłumaczenie słów. To jest tłumaczenie świata.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

Trzynaście głosów z innego świata

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Ainu Shin'yōshū (アイヌ神謡集, dosł. „Zbiór ajnuskich pieśni o bogach”), tak będzie się nazywała książka Yukie – zawiera trzynaście kamuy yukar w dialekcie horobetsu. Dialekcie, w którym dziś nie mówi już nikt żywy na świecie.

 

Pierwsza i najbardziej znana pieśń nosi tytuł „Pieśń, którą sowa zaśpiewała sama o sobie – Srebrne krople spadają, spadają dookoła”. Sowa – kotan-kor-kamuy („bóg-właściciel wioski”) – to na Hokkaido puchacz japoński (Blakistona), ptak monumentalny, o rozpiętości skrzydeł przekraczającej półtora metra. W ajnuskiej kosmologii puchacz jest strażnikiem ludzkich wiosek, pośrednikiem między światem duchów a człowiekiem. W pieśni Yukie sowa opowiada, jak unosząc się nad ubogą wioską, zauważa biednego chłopca strzelającego z małego łuku. Postanawia „upaść” na jego strzałę. Stary człowiek przyjmuje sowę, składa ofiary. Nocą sowa śpiewa i rozrzuca wokół siebie skarby – srebrne i złote krople – przemieniając biedny dom w pałac.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Za sową idą pozostałe: dwa lisy, królik, młody wilk, żaba, bóg morza, wydra, małż bagienny, duch wilgotnej ziemi i dwukrotnie Okikirmui – ajnuski bohater kulturowy. Każda postać mówi w pierwszej osobie: „Ja, lis”, „Ja, żaba”. Każda ma swoje własne sakehe – refren odmienny od pozostałych, specyficzny melodycznie, powtarzany po każdym wersie jak puls. Lis śpiewa „Towa towa to”. Małż – „Tonupeka ranran”. Żaba – „Tororo hanrok hanrok!”. Te refreny były czymś więcej niż ornamentem: podtrzymywały trans opowieści, utrzymywały słuchacza w szczególnym stanie.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Tradycyjnie kamuy yukar były domeną kobiet. Mężczyźni śpiewali yukar – długie eposy heroiczne o ludzkich bohaterach. Kobiety – pieśni duchów. Znaczy to, że cała kosmologia ajnuska – relacja człowieka ze światem duchowym, ze zwierzętami jako osobami, z rytuałem jako wymianą darów – była przede wszystkim w rękach kobiet. Kiedy Monashinouku śpiewała, była kapłanką całego uniwersum. I kiedy Yukie to zapisywała, zapisywała coś więcej niż teksty. Zapisywała architekturę świata takiego, jakim widział go lud Ainu.

 

Eseje o związkach Polski i Japonii na przestrzeni wiekówWarto się na chwilę zatrzymać i zobaczyć, jak radykalnie inna jest ta kosmologia od zachodniej. W tradycji ajnuskiej zwierzęta nie są niższe od ludzi – są kamuy, istotami duchowymi, które przybierają ciało zwierzęce, by odwiedzić świat ludzki. Niedźwiedź, który ginie na polowaniu, nie umiera – wraca do swojego świata z darami, które otrzymał od ludzi. Dlatego polowanie nie jest aktem przemocy, lecz aktem gościnności: człowiek zaprasza ducha, duch decyduje, czy przyjąć zaproszenie. W tym świecie zwierzę jest podmiotem, nie przedmiotem. Ma głos, ma wolę, ma opowieść. I właśnie te opowieści zebrała Yukie. Trzynaście głosów – od potężnego puchacza po skromnego małża bagiennego – mówiących do nas z miejsca, w którym człowiek nie jest panem stworzenia, lecz sąsiadem.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

Przedmowa, która stała się testamentem

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Przedmowa do „Ainu Shin'yōshū” nosi datę 1 marca 1922 roku – era Taishō, jedenasty rok. Yukie ma osiemnaście lat. Pisze w japońskim tak pięknym, że japońscy recenzenci będą później wyrażać zdumienie: skąd ajnuska dziewczyna zna taką japońszczyznę? Odpowiedź jest prosta: wychowała się w obu językach i miała talent, który nie pyta o rodowód.

 

Przedmowa zaczyna się zdaniem, które stało się najbardziej rozpoznawalnym zdaniem w historii ajnuskiej literatury:

 

その昔この広い北海道は、私たちの先祖の自由の天地でありました。

Sono mukashi kono hiroi Hokkaidō wa, watashitachi no senzo no jiyū no tenchi de arimashita.

"Dawno temu ta rozległa ziemia Hokkaido była krainą wolności naszych przodków."

 

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Następnie Yukie rysuje obraz świata, który odszedł: bezludne góry pokryte lasem, mroźne pory roku, które wyznaczały rytm życia, morza pełne ryb, rzeki pełne łososi, dźwięków natury, które były głosami duchów.

 

Potem ton się zmienia. Krajobraz znika – „w mgnieniu oka”. Lasy wycięte, góry zmienione, morze milczy. A ludzie? Niedobitki, patrzący z osłupieniem na świat, który pędzi do przodu bez nich. Yukie pisze o swoim pokoleniu bez żalu, ale z klarowną świadomością: „Jesteśmy garstką pobratymców, którzy patrzą z rozdziawionymi ustami na stan świata, który wciąż pędzi naprzód”. Ale zaraz potem dodaje nadzieję: może kiedyś dwoje, troje silnych ludzi wyrośnie z ich grona i złączy krok z marszem świata.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.A potem – „ale”. To najważniejsze „ale” w całym tekście. Co z językiem? Co ze słowami, których używali nasi przodkowie? Z pięknymi słowami, które przekazywali sobie przez wieki? Czy i one zginą razem z nami, ginącymi słabymi? „Och – pisze Yukie – to byłoby zbyt bolesne, zbyt żałosne”. I właśnie dlatego – wyjaśnia – deszczowymi wieczorami, śnieżnymi nocami, za każdym razem gdy miała wolną chwilę, zapisała piórem choćby jedną, dwie opowieści z tych, które przodkowie sobie opowiadali.

 

Kończy serdeczną prośbą: niech wielu ludzi, którzy zechcą nas poznać, przeczyta te słowa. Jeśli się tak stanie, będzie to dla niej i jej przodków radość bez granic. Podpis: Chiri Yukie. Osiemnaście lat.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

Z Muroran do Tokio – podróż bez powrotu

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Przed wyjazdem do Tokio Yukie zaręczyła się z młodym Ajnem o imieniu Murai Sōtarō. Planowała wrócić, wyjść za mąż, prowadzić życie, które ajnuskie kobiety prowadziły od zawsze. Ojciec – sam cierpiący na wadę serca, tę samą, która trawiła Yukie od urodzenia – nie chciał, by jechała. Ale Yukie postanowiła. W maju 1922 roku w porcie w Muroran matka pełna nadziei co do przyszłości swojej bystrej córki machała jej na pożegnanie.

 

W Tokio Yukie zamieszkała u Kindaichich. Pracowała nad rękopisem i pomagała w domu – robiła pranie, gotowała, sprzątała. W listach do rodziny tęskniła za morzem. W dzienniku – fragmenty którego przetrwały do dziś – wracała myślami do Noboribetsu: do szumu fal, do zapachu dymu, do dźwięku wiatru na klifach. Napisała zdanie, które dziś cytuje się w Japonii jako „ajnuską deklarację”:

 

„Jestem Ajnuską. Jestem Ajnuską, gdziekolwiek pójdę. Która część mnie jest taka jak Japończycy? … To, że jestem Ajnuską, nie znaczy, że nie jestem człowiekiem. Jesteśmy takimi samymi ludźmi, prawda? Cieszę się, że jestem Ajnuską.”

 

Wycieczki do Japonii z Goku TravelSierpień 1922 – serce odmawia. Badanie lekarskie przynosi wyrok: zbyt słabe na ciążę. Marzenie o macierzyństwie umiera w tokijskim gabinecie lekarskim. Dla dziewiętnastolatki, która dopiero co się zaręczyła, która wyrosła w kulturze, gdzie bycie matką było fundamentem tożsamości – to musiał być cios, którego nie da się zmierzyć z zewnątrz. Ale Yukie nie załamuje się – przynajmniej nie na piśmie (a tylko nim obecnie przecież dysponujemy). W listach pisze, że ślub z Murai jest wciąż możliwy, choć bezdzietny. I pisze coś jeszcze – zdanie, które czyta się dziś jak akt woli wyrzeźbiony z kamienia: „Czuję głęboko, że otrzymałam wielką misję, którą tylko ja mogę spełnić. Tą misją jest utrwalenie w piśmie sztuki słownej, którą moi ukochani bracia i siostry przekazywali przez tysiące lat”.

 

Dziennik urywa się pod koniec lipca. Nie wiemy, dlaczego. Może nie miała już siły pisać dwóch rzeczy naraz. Może rękopis pożerał całą energię, jaką jej serce jeszcze produkowało. Pozostały dwa miesiące ciszy – sierpień i wrzesień – w których nie mamy żadnego zapisu jej myśli. „Tylko” efekt: trzynaście pieśni, gotowych do druku.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

Noc 18 września

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Tokio, 18 września 1922, późny wieczór. Cztery dni temu Yukie napisała do rodziców: „Wkrótce wracam”. Teraz siedzi nad rękopisem i sprawdza ostatnie poprawki. Trzynaście pieśni – każda w podwójnej postaci: ajnuski oryginał w łacińskim zapisie po lewej stronie, japońskie tłumaczenie po prawej. Przedmowa na początku. Spis treści.

 

Jest gorąco. Tokijskie wrześnie są wilgotne, duszne, niemożliwe dla kogokolwiek – a już tym bardziej dla dziewczyny z zimnej północy o słabym sercu. Kindaichi z żoną są gdzieś w domu. Yukie zamyka zeszyt. Wyraźnie gotowy. Można go drukować.

 

Nie wiemy, co robiła pomiędzy zamknięciem zeszytu a śmiercią. Nie wiemy, czy uśmiechnęła się, czy płakała, czy po prostu położyła się spać. Wiemy, że kilka godzin po zamknięciu rękopisu – w nocy z 18 na 19 września – jej serce się zatrzymało. Nagłe zatrzymanie krążenia. Miała dziewiętnaście lat i trzy miesiące.

 

List do rodziców – „wkrótce wracam” – nigdy nie dotarł na czas. Murai Sōtarō nigdy się z nią nie ożenił. Monashinouku nigdy nie usłyszała swoich pieśni wydrukowanych w książce – choć i tak by ich nie przeczytała, bo pismo było dla niej obcym światem. Kindaichi pochował Yukie na cmentarzu Zōshigaya w Tokio. Ponad pół wieku później – w 1975 roku – jej szczątki przeniesiono na cmentarz Tomiura w Noboribetsu. Wreszcie wróciła nad morze.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

Książka bez autorów – tylko jej głos

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.W sierpniu 1923 roku – prawie rok po śmierci Yukie – tokijskie wydawnictwo Kyōdo Kenkyūsha opublikowało „Ainu Shin'yōshū”. Wydawcą był słynny etnolog Yanagita Kunio (柳田國男), twórca japońskiej folklorystyki. Ale ani Yanagita, ani Kindaichi nie umieścili swoich nazwisk na okładce czy stronie tytułowej. Książka była – w całości – dziełem Chiri Yukie. Jej przedmowa, jej transkrypcja, jej tłumaczenie.

 

Za kulisami działał jeszcze ktoś: Shibusawa Keizō (渋沢敬三), spadkobierca wielkiego Shibusawy Eiichiego – ojca japońskiego kapitalizmu. Keizō anonimowo sponsorował zarówno Yukie, jak i później jej brata Mashiho. Nikt się o tym nie dowiedział za ich życia. To charakterystyczny japoński motyw: potężny mecenas, który działa z cienia.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Książka zdobyła uznanie – ale początkowo w wąskim kręgu akademickim. Prawdziwy przełom nastąpił dopiero pół wieku później. W 1973 roku Fujimoto Hideo opublikował biografię Yukie zatytułowaną „Gin no shizuku furu furu” – „Srebrne krople spadają, spadają”. W 1978 roku „Ainu Shin'yōshū” trafiło do prestiżowej serii Iwanami Bunko – japońskiego odpowiednika naszej Biblioteki Narodowej. Drobna, ale znacząca zmiana: na okładce pierwszego wydania figurowało „Zebrała Chiri Yukie”. Iwanami poprawiło na: „Zebrała i przełożyła Chiri Yukie”. Dziewiętnastolatka była nie tylko kolekcjonerką pieśni – była ich autorką w nowym medium. Dała pismo ludowi, który go nigdy nie miał.

 

W 2023 roku Iwanami wydało kolejną poprawioną edycję, która poszła jeszcze dalej: zmieniła opis z „zebrała i przełożyła” na po prostu „Chiri Yukie: Ainu Shin'yōshū”. Uzasadnienie: w tradycji ustnej każde wykonanie jest aktem twórczym, a opowiadający jest współautorem opowieści. Sto lat po śmierci dziewczyna odzyskała pełne autorstwo nad pieśniami swoich przodków.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

Ci, którzy poszli dalej

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Yukie nie była ostatnia. Jej ciotka Imekanu – Kan'nari Matsu – po przejściu na emeryturę wróciła do Noboribetsu i poświęciła resztę życia spisywaniu i tłumaczeniu yukar. Razem z Monashinouku zebrały osiemdziesiąt pięć tomów opowieści w dialekcie horobetsu. Pięćdziesiąt dwa trafiły do brata Yukie, Mashiho; trzydzieści trzy do Kindaichiego. W 1956 roku Matsu otrzymała od rządu japońskiego Purpurową Wstęgę – odznaczenie za wkład w kulturę.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Chiri Mashiho (知里真志保, 1909–1961) – młodszy brat Yukie – został lingwistą i jednym z najważniejszych badaczy języka ajnuskiego. Studiował na Uniwersytecie Tokijskim pod opieką Kindaichiego, ale z czasem stał się jego ostrym krytykiem. Zarzucał mu – i całej japońskiej etnografii – traktowanie Ajnów jako reliktu przeszłości, obiektu badawczego, nie żywego narodu. Opracował własne słowniki: etymologiczny i toponimiczny, oparte na strukturach samego języka ajnuskiego, a nie na japońskich przybliżeniach. Nie dożył pięćdziesiątki trzecich urodzin – zmarł w 1961 roku, w tym samym roku co ich ojciec i ciotka Matsu. Jakby całe pokolenie odchodziło razem.

 

Krytycy zwrócili uwagę także na kontrowersyjną rolę Johna Batchelora – angielskiego misjonarza, który jako pierwszy zapisywał język ajnuski i ułożył pierwszy słownik ajnusko-angielski. Batchelor wprawdzie otworzył drzwi do dokumentacji, ale jednocześnie chrystianizował Ajnów i zniekształcał ich tradycję – jego zdjęcia Ajnów podpisywał „nasi ajnuscy słudzy”. To właśnie Batchelor pośredniczył w spotkaniu Kindaichiego z rodziną Yukie. Nauka i kolonializm szły ręka w rękę – a dzieło Yukie było pierwszym momentem, gdy głos ajnuski przemówił sam, bez pośrednika. Piórem Ajnuski, nie etnografa.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Nie sposób tu pominąć roli Polaka. Bronisław Piłsudski – starszy brat marszałka Józefa – trafił na Sachalin w 1887 roku jako zesłaniec skazany za udział w spisku na życie cara Aleksandra III. Na wygnaniu stał się jednym z najważniejszych badaczy kultury ajnuskiej na świecie. Zamieszkał wśród Ajnów sachalińskich, poślubił Ajnuskę Czuchsammę, miał z nią dwoje dzieci. Zebrał dziesięć tysięcy ajnuskich słów, setki legend i pieśni, a przede wszystkim – nagrał ajnuską mowę i śpiew na sto woskowych cylindrów Edisona. Były to pierwsze i przez długie lata jedyne nagrania dźwiękowe języka ajnuskiego w historii – dziś uważane za bezcenne, zrekonstruowane w latach osiemdziesiątych przez Sony. W 1903 roku odwiedził także Hokkaido, a w 1912 opublikował w Krakowie, pod auspicjami Akademii Umiejętności, monumentalne „Materials for the Study of the Ainu Language and Folklore" – do dziś jedno z fundamentalnych dzieł w badaniach nad Ajnami. Jako zesłaniec z kraju wymazanego z mapy czuł z Ajnami wspólnotę losu – „ludzi zmiażdżonych przez cywilizację, a nie uratowanych przez nią", jak napisał. Piłsudski działał dwie dekady przed Yukie, na Sachalinie, nie na Hokkaido – ale to on pierwszy udowodnił, że ajnuska tradycja ustna zasługuje na takie same narzędzia naukowe, jakie stosowano wobec kultur europejskich.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.W 2010 roku w Noboribetsu otwarto Muzeum Pamięci Chiri Yukie – „Gin no Shizuku Kinenkan” (銀のしずく記念館) – „Muzeum Srebrnych Kropli”. Stoi w miejscu, gdzie się urodziła, nad rzeką Nupur-pet. Jej przedmowa – ta z marca 1922 roku – dostępna jest na stronie muzeum w ponad dwudziestu czterech językach, włącznie z ajnuskim i esperanto. W 2019 roku Japonia przyjęła ustawę o promocji kultury ajnuskiej – pierwszy akt prawny oficjalnie uznający Ajnów za lud rdzenny Japonii. Dziewięćdziesiąt siedem lat po śmierci Yukie.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

 

Srebrne krople spadają, spadają dookoła

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Shirokanipe ranran pishkan, konkanipe ranran pishkan – srebrne krople spadają, spadają dookoła, złote krople spadają, spadają dookoła. To sakehe pierwszej pieśni w zbiorze Yukie. Refren sowy – boga-strażnika, który unosi się nad wioską i zsyła dary. Kiedy Monashinouku śpiewała go przy ognisku, srebrem i złotem był śnieg i światło księżyca na morzu. Kiedy Yukie zapisała go w zeszycie, srebrem i złotem stał się sam akt zapisu.

 

Czy Yukie zdążyła? Jej książka ocalona, przetłumaczona, wciąż drukowana. Ale dialekt horobetsu wymarł – ostatni rodzimi mówcy odeszli dawno temu. Pieśni, które zapisała, nie mogą już zostać zaśpiewane tak, jak je śpiewała Monashinouku – z gardła, z pamięci, z całego ciała. Można je przeczytać. Można je przełożyć. Ale nie można ich wskrzesić w pełni, bo były żywą tradycją, a żywa tradycja wymaga żywych ludzi.

 

Eseje o związkach Polski i Japonii na przestrzeni wiekówAle może złe pytanie zadaję. Może „zdążyć” nie znaczy „ocalić całość”. Może znaczy: „zostawić ślad tak głęboki, że świat już nie może udawać, że nic tu nie było”. Bo przed Yukie – Ajnowie istnieli w japońskiej świadomości jako ciekawy, prymitywny lud z północy, obiekt etnograficzny, eksponat. Po Yukie – istnieli jako ludzie z głosem, z kosmologią, z literaturą. Z testamentem, który zaczyna się od słów „dawno temu ta ziemia była krainą wolności”. To zdanie zmieniło coś w japońskiej wyobraźni – nie od razu, ale działało powoli, latami, aż zmieniło.

 

Coś się więc ostało. Zeszyt pisany alfabetem łacińskim w świetle tokijskiej lampy. Babka, która śpiewała z zamkniętymi oczami. Dziewczyna, która dała pismo światu, który pisma nie znał – i umarła z zeszytem pod ręką. Siedem lat później młodszy brat tej dziewczyny, w gabinecie profesorskim w Tokio, otworzy archiwa siostry i zacznie budować na ich fundamencie całą dyscyplinę naukową.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.Myślę o tym, że Yukie miała wrodzoną wadę serca. Wiedziała, że jest chora. Wiedziała, że czas jest krótki – może nie wiedziała jak krótki, ale wiedziała, że nie ma go w nadmiarze. I wybrała. Nie wybrała macierzyństwa, nie wybrała spokojnego życia z Murai nad morzem, nie wybrała siebie. Wybrała trzynaście pieśni, w których sowy, lisy i żaby mówią ludzkim głosem o świecie, który już odchodzi. Bo wiedziała, że jeśli ona tego nie zrobi – nikt tego nie zrobi.

 

Shirokanipe ranran pishkan. Srebrne krople wciąż spadają.Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

 

 

ŹRÓDŁA

1. Strong, Sarah M. Ainu Spirits Singing: The Living World of Chiri Yukie’s Ainu Shin’yōshū

2. Chiri Yukie, Kyoko Selden (trans.). „The Song the Owl God Himself Sang. ‘Silver Droplets Fall Fall All Around,’ An Ainu Tale”. The Asia-Pacific Journal: Japan Focus

3. Fujimoto Hideo. Gin no shizuku furu furu mawari ni: Chiri Yukie no shōgai (『銀のしずく降る降るまわりに – 知里幸恵の生涯』). Sōfūkan, 197

4. Philippi, Donald L. Songs of Gods, Songs of Humans: The Epic Tradition of the Ainu. University of Tokyo Press, 1979.

5. 知里幸恵『アイヌ神謡集』岩波文庫, 1978; 補訂新版, 中川裕補訂, 岩波書店, 2023.

6. 知里幸恵 銀のしずく記念館 (Chiri Yukie Gin-no-Shizuku Kinenkan). https://www.ginnoshizuku.com/

7. Kayano Shigeru. Our Land Was a Forest: An Ainu Memoir. Westview Press, 1994.

 

Trzynaście pieśni odchodzącego ludu Ainu z Hokkaido. Jedna dziewczyna, która je znała. Jeden zeszyt, w którym zdążyła je zamknąć. Chiri Yukie miała dziewiętnaście lat, gdy w tokijską wrześniową noc 1922 roku postawiła ostatnią kropkę – i nie obudziła się rano. Jej książka żyje do dziś.

  1. pl
  2. en

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany.- Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!