Południowe słońce góruje wysoko nad Hokkaido w swej rześkiej i krótkiej wiośnie. Nad brzegiem jeziora Poroto kobieta w attush, tradycyjnej tunice tkanej z włókien wiązu, pochyla się nad ogniem, mieszając w glinianym naczyniu gorącą ohaw – pożywną zupę z jeleniego mięsa i dzikich roślin. Dym unosi się leniwie ku niebu, mieszając z zapachem mokrego drewna i igliwia. W oddali słychać śmiech dzieci bawiących się drewnianymi figurkami zwierząt i szelest łuku, gdy młodzi mężczyźni doskonalą swoje umiejętności strzeleckie, przygotowując się do polowania na yuk – jelenia sika. Nad rzeką starszy mężczyzna sprawdza sieci utkane z turep, ajnuskiej lilii, a jego wierny pies tropiący, seta, wpatruje się w toń wody, czekając na znak, by wskoczyć i zagnać łososie wprost do pułapki. W tej krainie, gdzie wszystko ma swojego ducha kamuy – od wiatru szumiącego w koronach drzew po kamienie połyskujące na dnie rzek – życie Ajnów płynie swoim naturalnym rytmem.
Dziś Shiraoi wygląda inaczej. Choć chise już dawno zastąpiły nowoczesne budynki, a codzienne życie Ajnów nie przypomina tego sprzed pięciuset lat, duch ich kultury wciąż tu żyje. W Upopoy – Narodowym Muzeum Ajnów – rozbrzmiewają pieśni ich przodków, w odtworzonej wiosce nad jeziorem Poroto można wejść do domostwa krytego trzciną, a w warsztatach poznać tajniki haftu i rzeźbienia w drewnie. Można spróbować ajnuskiej kuchni, obejrzeć taniec rimse i usłyszeć drżące dźwięki mukkuri – ajnuskiej drumli (harfy szczękowej). Jednak to, co przez wieki zdawało się nienaruszalne, teraz jest zagrożone. Język ajnuski, w którym słowo "Shiraoi" może oznaczać zarówno „tęczę”, jak i „miejsce pełne much końskich”, znajduje się na skraju wymarcia – w 2007 roku posługiwało się nim zaledwie dziesięć osób. Dziś liczba Ajnów w Japonii jest trudna do oszacowania – niektóre źródła mówią o 17,000, inne o nawet 200,000 osób, z których większość zatraciła już swój język i tradycje.
Przez stulecia świat Ajnów kurczył się pod naporem historii. Zostali wyparci z własnych ziem, a ich kultura niemal zniknęła w cieniu japońskiej dominacji. Dziś stoją na rozdrożu – czy ich język i tradycje przetrwają, czy staną się jedynie eksponatami w muzeach? Shiraoi jest miejscem, gdzie można spojrzeć w przeszłość i dostrzec ślady ich dawnego świata. Jest też przypomnieniem, że bez pamięci, bez opowieści szeptanych przy ogniu, nawet najstarsze kultury mogą zniknąć niczym dym unoszący się nad iworu – domowym paleniskiem, które niegdyś było sercem każdego ajnuskiego domu. Dziś zapraszam na spacer w wyobraźni po XV-wiecznej ajnuskiej wiosce, inspirowany tym, co możemy zobaczyć i czego możemy się nauczyć o Ajnach we wiosce Shiraoi.
Ponad rozległym królestwem śniegu i lasów, gdzie lodowaty wiatr niesie nad szczytami echa odległej przeszłości, rozpościera się Hokkaido – wyspa dzika i surowa. Ciągną się nieskończone połacia tajgi, której iglaste drzewa, przysypane grubą warstwą śniegu, strzegą tajemnic minionych wieków. Góry, strzeliste i milczące, wyłaniają się zza kurtyny mgieł, a głębokie doliny przecinają krystaliczne wstęgi rzek. W oddali, tam, gdzie niebo spotyka się z wodami Pacyfiku, leży Shiraoi – miejsce, w którym poznamy dziś kulturę niezwykłych Ajnów.
Shiraoi leżące nad samym brzegiem oceanu, otulone gęstymi lasami i wzniesieniami, od wieków stanowiło przystań dla rdzennych mieszkańców Hokkaido. Jego nazwa, rozumiana przez jednych jako „kraina tęczy”, przez innych jako „miejsce pełne końskich much”, skrywa w sobie zarówno poetycką aurę, jak i surowość życia na północnych krańcach obecnej Japonii. To tutaj, w cieniu gór, Ainu budowali swoje chise – domy kryte strzechą, których drewniane konstrukcje zdawały się wtapiać w krajobraz niczym naturalne przedłużenie ziemi.
Zimą śnieg otula Shiraoi jak gruba, biała kołdra, tłumiąc odgłosy świata i sprawiając, że wioska zdaje się dryfować w białym śnie poza czasem. Lecz wiosną śniegi topnieją, a ziemia, obmyta zimową ciszą, budzi się na krótko do życia. Rzeki, rozlewające się szerokimi korytami, wypełniają się srebrzystymi łososiami, które wracają, by odbyć ostatni taniec swojego cyklu życia. Po lasach snują się jelenie sika, ich sylwetki nikną w cieniu cedrów i modrzewi, a ponad koronami drzew szybują drapieżne orły, które od pokoleń były znakiem wolności i siły dla mieszkańców tych ziem.
Shiraoi, choć położone na północy, cieszy się klimatem łagodniejszym niż reszta Hokkaido. Lata, choć krótkie, niosą ze sobą ciepło, które łagodzi chłód zmarzniętych lasów i jezior. Jezioro Poroto, którego nazwa w języku Ajnów oznacza "wielką wodę", stanowi serce tej ziemi – w jego tafli odbijają się poranne mgły i kontury gór, a na brzegach rozbrzmiewają echa dawnych pieśni.
To właśnie tutaj, wśród gęstych borów i szumiących wód, od niepamiętnych czasów toczyło się życie Ajnów – łowców, rybaków, strażników dawnych obyczajów. Ich kultura, spleciona z rytmami natury, miała w Shiraoi swoje jedno z najważniejszych centrów. Przez wieki było to miejsce polowań, świętych rytuałów i opowieści przekazywanych szeptem w świetle ognia. Dziś wioska, choć inna niż przed wiekami, wciąż pozostaje miejscem, gdzie historia Ajnów nie jest jedynie wspomnieniem – ale wciąż bijącym sercem, pulsującym w drewnianych domach, ścieżkach prowadzących do lasu i słowach, które wciąż rozbrzmiewają w języku ich przodków.
Poznajmy bliżej to miejsce!
Zanim Shiraoi stało się miejscem, gdzie przeszłość Ajnów jest pielęgnowana w muzeach i rekonstrukcjach, było ono częścią wielkiego świata, w którym ten lud kształtował swoją rzeczywistość od tysiącleci. Ainu – tajemniczy, dumny naród o bogatej kulturze, której korzenie sięgają epoki Jōmon dwa tysiące lat temu – są rdzennymi mieszkańcami północnego łuku Pacyfiku. Zanim na Hokkaido dotarli pierwsi japońscy kolonizatorzy, zanim powstało Edo, zanim klany samurajów ruszyły ku dominacji nad wyspami, Ainu żyli tutaj, wśród gór, lasów i rzek, oddychając rytmem natury i wierząc, że wszystko wokół nich ma duszę.
Ainu, choć dziś kojarzeni głównie z Hokkaido, w przeszłości zamieszkiwali o wiele większy obszar – od wyspy Sachalin, przez południowe Kuryle, aż po północ Honshū. Archeolodzy odnaleźli ślady ich przodków w Yoshinogari i innych stanowiskach związanych z kulturą Jōmon (14 000–300 p.n.e., więcej o Yoshinogari tutaj: Spacer po pradawnym japońskim grodzie Yoshinogari – jak wyglądało życie w Japonii okresu Yayoi?).
Byli ludem odrębnym nie tylko pod względem wyglądu – ich faliste włosy i bujne zarosty odróżniały ich od Japończyków – ale także języka, który nie miał żadnych znanych pokrewieństw w Azji. Ich wierzenia, opowieści i system społeczny były głęboko związane z szacunkiem do kamuy – duchów zamieszkujących rzeki, góry, zwierzęta, a nawet ogień i narzędzia codziennego użytku. Mitologia tego ludu opowiada o Okikurumi, legendarnym bohaterze, który nauczył ludzi sztuki łowów i polowań, i o Retarusze, białym wilku, który według podań miał być przodkiem rodu Ajnów.
Przez wieki Ainu żyli w równowadze ze swoim otoczeniem, handlując futrami, rybami i narzędziami z sąsiednimi ludami – Japończykami, ludami Tunguskimi i później Rosjanami. Ich świat zaczął jednak gwałtownie się kurczyć, gdy w epoce Edo (XVII–XIX w.) japońskie klany, zwłaszcza ród Matsumae, rozpoczęły ekspansję na Hokkaido od południa, a Rosja – od północy.
Z czasem, w okresie Meiji, podobnie jak rdzenne ludy obu Ameryk czy Syberii, Ainu stali się mniejszością we własnej ojczyźnie. Warto też wspomnieć, że w tamtych czasach ogromną rolę w ochronie języka i kultury ajnuskiej odegrał Polak – Bronisław Piłsudski (brat marszałka), o czym oddzielny artykuł znajdziesz tu: Polacy pionierami w badaniach nad ludem Ainu na Hokkaido .
Dopiero w XX wieku zaczęto oficjalnie uznawać ich za rdzenny lud Japonii, a w 2020 roku otwarto w Shiraoi Narodowe Muzeum Ajnów – Upopoy, które stało się symbolem odrodzenia ich kultury.
Dziś, choć wiele dawnych tradycji zostało zapomnianych, Ainu wciąż walczą o zachowanie swojego języka i dziedzictwa. Niegdyś jednak – był to przedsiębiorczy, energiczny lud handlarzy, żeglarzy i łowców, który stworzył rozległą sieć handlową na Morzu Okhotsk (Ochockim) łączącą wiele kultur (chińską, japońską, Nivkh, syberyjskie). (Więcej o Ajnach na Morzu Ochockim i ich dalszych losach w walce z Rosjanami i Japończykami przeczytasz tu: Rdzenni mieszkańcy Hokkaido Ajnowie – przedsiębiorczy i pomysłowi władcy lodu i fal Morza Ochockiego).
Nazwa Shiraoi kryje w sobie dwa oblicza – jedno pełne delikatności, drugie surowe i praktyczne, jak samo życie w dzikiej krainie Hokkaido. Według jednej z interpretacji, pochodzi od ajnuskiego słowa oznaczającego „tęczę”, co przywołuje obrazy migoczących barw odbijających się w wodach jeziora Poroto po letnich deszczach. Inna etymologia wskazuje na słowo „shiraunai”, oznaczające „miejsce wielu much końskich”, co może odnosić się do niegdyś podmokłych terenów wokół rzeki Shiraoi. Niezależnie od prawdziwego źródła tej nazwy, jedno jest pewne – od niepamiętnych czasów była to ziemia Ajnów, miejsce, gdzie w rytmie przyrody toczyło się życie ich społeczności, pełne pieśni, polowań i modlitw składanych kamuy.
Zanim nadciągnęła era japońskiej kolonizacji, Shiraoi było tętniącą życiem osadą Ajnów, położoną w strategicznym punkcie szlaków handlowych łączących południowe Hokkaido z Sachalinem i Wyspami Kurylskimi. Przez wieki tutejsi mieszkańcy handlowali futrami, rybami, narzędziami i tkaninami, wymieniając dobra zarówno z innymi ajnuskimi klanami, jak i z japońskimi kupcami przybywającymi z domeny Matsumae. Rzeki obfitowały w łososie, lasy dostarczały jeleni i niedźwiedzi, a wioska była pełna dymu unoszącego się znad chise, domów, w których wokół palenisk snuto opowieści o duchach zwierząt i przodkach. Przez setki lat Shiraoi pozostawało oazą ajnuskiej kultury, choć nad jej przyszłością zaczęły gromadzić się chmury.
W drugiej połowie XIX wieku nadeszły zmiany, które miały odmienić los Shiraoi na zawsze. W 1867 roku, u schyłku epoki Edo, ród Sendai wzniósł tutaj fort obronny, który miał zabezpieczać północne rubieże przed wpływami Rosji. Po upadku shogunatu i restauracji Meiji japoński rząd rozpoczął kolonizację Hokkaido, budując drogi, linie kolejowe i wprowadzając system rolniczy, który przekształcił krajobraz wokół wioski. Ainu zostali zepchnięci na margines, zakazano używania języka ajnuskiego, a dawne życie w harmonii z naturą zaczęło zanikać. Jednak Shiraoi nie zostało zapomniane. Dziś, paradoksalnie, to właśnie tutaj, w miejscu, gdzie ich kultura była wypierana, powstało Narodowe Muzeum Ajnów – Upopoy, które stało się symbolem odrodzenia ich tożsamości. W dawnej osadzie, choć zmienionej, wciąż czuć ducha przeszłości – w pieśniach, rytuałach i opowieściach, które rozbrzmiewają wśród drzew i jezior, tak jak przed wiekami.
Jest późne popołudnie, wiosna. Powietrze nad Hokkaido pachnie wilgotnym drewnem i igliwiem, a na horyzoncie złociste światło zachodzącego słońca rozlewa się nad rozległymi lasami. Ziemia po deszczach jest miękka, wilgotna, a w powietrzu słychać śpiew żurawi mandżurskich i szelest wiatru przebiegającego przez połacie trzcin. Przenosimy się w czasie – pięćset lat wstecz, do epoki, gdy Ainu wciąż panowali nad tą krainą.
Z oddali widać wioskę Shiraoi, położoną na łagodnym zboczu, gdzie rzeka Shiraoi-gawa rozwidla się i spływa ku oceanowi. Osada wydaje się stanowić naturalną część krajobrazu – niskie, drewniane domy chise wtapiają się w otoczenie. Kryte są grubą warstwą trzciny kayabuki, której końce falują na wietrze. Dalej, za wioską, rozciągają się gęste lasy modrzewiowe i świerkowe, a ponad nimi wznosi się majestatyczny szczyt świętej góry Horohoro.
Zbliżając się do wioski, mijamy nusa – święte ogrodzenie z wbitych w ziemię drewnianych pali, na których zawieszone są inao – wiórowe ofiary składane duchom. Długie, skręcone pasma drewna powiewają na wietrze, wyszeptując prośby do kamuy – bóstw, które strzegą tej ziemi. Obok ogrodzenia, w wysokiej trawie, leżą kości jelenia (yuk) – pozostałości po niedawnym polowaniu.
Dalej widzimy pu – magazyny na słupach, przypominające niewielkie chaty niby zawieszone w powietrzu. To w nich przechowywane są cep (suszone łososie), orzechy i zapasy mięsa, zabezpieczone przed wilgocią i zwierzętami. Część z nich jest ozdobiona prostymi, geometrycznymi wzorami – znakami właściciela i symbolami ochronnymi.
Zbliżamy się do jednego z chise – domów, które Ainu budowali z drewnianych belek i trzciny. Konstrukcja jest prosta, ale solidna, zaprojektowana tak, by chronić mieszkańców przed surowymi zimami Hokkaido i letnimi deszczami. Dach, nachylony pod ostrym kątem, pozwala na szybkie spływanie wody, a grube ściany izolują wnętrze od chłodu.
Wchodzimy do środka przez niewielkie, zasłonięte matą wejście. Wewnątrz panuje półmrok i rozchodzi się ciepły, przyjemny zapach dymu i suszonych ziół. W centrum pomieszczenia znajduje się iworu – palenisko, wokół którego gromadzą się domownicy. Nad ogniem wisi shitonpe – gliniany garnek, w którym powoli gotuje się ohaw – gęsta zupa z jeleniego mięsa, dzikich roślin i korzeni. Ogień w iworu nigdy nie gaśnie, bo jego płomień to wcielenie Kamuy Fuchi – bogini ognia, strażniczki domowego ogniska (dosłownie i w przenośni).
Po lewej stronie pomieszczenia znajduje się miejsce dla gości – rakam. To tutaj zasiadają przybysze, których wioska podejmuje zgodnie z zasadami gościnności. Po prawej stronie, w cieniu drewnianych belek, znajduje się przestrzeń dla kobiet i dzieci. Ściany zdobią plecione maty oraz haftowane tkaniny attush, które kobiety wykonywały z włókien wiązu.
Nad paleniskiem widać fetysze i amulety – drobne drewniane figurki, pęki inao, a także rytualne miseczki do tonoto – ajnuskiego fermentowanego napoju ze zbóż, przygotowywanego specjalnie na ważne ceremonie. Najświętszym miejscem w domu jest jednak wschodnie okno – Kamuy Pu, przez które duchy przodków mogą swobodnie wchodzić i opuszczać domostwo.
Mężczyzna, który siedzi przy palenisku, podnosi wzrok i składa dłonie w geście modlitwy. Jest późne popołudnie, ale dzień w wiosce się jeszcze nie skończył – wkrótce nadejdzie czas wieczornych opowieści, a płomienie iworu zatańczą w oczach zebranych, rozświetlając twarze tych, którzy słuchają historii sprzed setek lat. Tak zasłuchani w stare opowieści przy palenisku siedzimy do późnej nocy póki sen nie zmorzy.
Słońce wznosi się nad horyzontem, jego pierwsze promienie muskają mgły unoszące się nad jeziorem Poroto. W powietrzu unosi się zapach dymu i gotującego się ohaw, treściwej zupy pełnej mięsa i dzikich roślin, którą kobiety przygotowują nad iworu – domowym paleniskiem.
Mężczyźni gromadzą się przy krawędzi wioski, sprawdzając yug – łuki z drewna wiązu i brzozy, oraz ikarkep – strzały zatopione w truciznach z korzeni aconitum. Jeden z nich głaszcze głowę psa myśliwskiego, seta, który niebawem ruszy z nimi na łowy. Psy są nie tylko towarzyszami, ale i nieocenionymi pomocnikami – niektóre wyszkolone są do gonienia jeleni, inne do kierowania ławic ryb wprost do sieci rozstawionych w rzekach. Bo tak, psy nie tylko jak w innych kulturach pomagają w polowaniu na zwierzynę leśną, ale też są szkolone w pomocy przy połowie ryb.
Dzieci biegają wokół domów, śmiejąc się i bawiąc drewnianymi figurkami zwierząt. Czasem wdrapują się na platformy magazynów pu, próbując podejrzeć, co skrywają w sobie zapasy wioski. Matki przywołują je, ucząc, jak zbierać dzikie rośliny i czyścić ryby.
Gdy mężczyźni znikają w gęstwinie lasu, kobiety zajmują się swoimi codziennymi obowiązkami. Niektóre siadają na matach przed domami (w cieplejsze dni, których wiele nie ma), trzymając w dłoniach attush, tkaninę wytwarzaną z włókien wiązu. Ich palce z wprawą przeciągają nitki, tworząc delikatne wzory, które później wyhaftują na odzieży. Wzory te są czymś więcej niż ozdobą – chronią przed złymi duchami i przekazują tożsamość rodu.
Inne kobiety wyruszają do lasu, zbierając orzechy, kasztany i dzikie zioła. Niektóre wracają ze świeżo zerwanymi kłączami turep – ajnuskiej odmiany lilii, z której przygotowuje się mąkę na trudne czasy.
Tymczasem nad rzeką starszy mężczyzna naprawia sieci rybackie. Obok niego młodzi chłopcy, których dopiero zaczyna się uczyć sztuki połowu, przyglądają się, jak precyzyjnymi ruchami splata mocne, elastyczne włókna.
Ainu tradycyjnie wyrabiali sieci rybackie z włókien roślinnych, najczęściej z turep (korzeni ajnuskiej lilii – Cardiocrinum cordatum) oraz włókien wiązu (attush). Turep było wyjątkowo cenione za swoją wytrzymałość i elastyczność, a także odporność na wodę, co sprawiało, że świetnie nadawało się do wyplatania zarówno sieci rybackich, jak i lin. Attush, włókna z kory wiązu, były również wykorzystywane do tworzenia mocnych nici, które służyły do zszywania sieci i naprawy narzędzi.
Życie w wiosce toczy się według stałego rytmu, a każdy ma swoje miejsce. Rzemieślnicy z wprawą wyrabiają narzędzia – makiri, ozdobne noże, które każdy Ajnu nosi przy pasie, oraz ikkari, drewniane miseczki używane zarówno w codziennym życiu, jak i w rytuałach.
Młodzi mężczyźni, którzy zostali w wiosce, pomagają w budowie nowych łodzi itaomachip. Ich dłonie pracują pewnie, kształtując drewno, które wkrótce poniesie rybaków na otwarte wody, by łowić śledzie i dorsze.
W gęstwinie leśnej echo niesie ciche kroki myśliwych. Tropią jelenia yuk, którego ślady odciśnięte są w wilgotnej ziemi. Strzały, pokryte trucizną z wilczej jagody i żółci lisa, czekają w kołczanach, a psy z napięciem śledzą każdy ruch zwierzęcia.
Na innym krańcu lasu starszy myśliwy przygotowuje się do polowania na niedźwiedzia. Jeśli uda się go schwytać, jego dusza zostanie uhonorowana w ceremonii iyomante, świętym rytuale, w którym duch zwierzęcia zostanie odesłany do świata kamuy. Niedźwiedź nie jest tu tylko zwierzęciem – to święty posłaniec bogów, dar natury, który należy przyjąć z wdzięcznością i szacunkiem.
W rzece młodzi chłopcy pomagają w połowie ryb. Wpuszczają psy do wody, a te kierują ławice łososi wprost do rozstawionych sieci. Każda złapana ryba jest darem kamuy, dlatego zanim zostanie przygotowana, składa się modlitwy i ofiarowuje jej duszy inao, drewnianą ofiarę ze skręconych wiórów.
Dzień mija pracowicie, a gdy słońce chowa się za linią drzew, wioska powoli przechodzi w inny rytm. Mężczyźni wracają z polowań, kobiety kończą swoje prace, a dzieci zbierają się wokół starszych, by słuchać opowieści.
Przy palenisku rozbrzmiewa mukkuri, ajnuska harfa szczękowa. Jej drżące, hipnotyzujące dźwięki mieszają się ze śmiechem i rozmowami. Starsi opowiadają historie o Okikurumi, mitycznym bohaterze, który nauczył Ajnów polować i budować domy.
W dni świąteczne, wieczorem przy ogniu kobiety wykonują rimse, tradycyjne tańce w rytm śpiewanych pieśni. Ruchy są powolne, pełne wdzięku, przypominające falowanie traw na wietrze.
Duchowość przenika każdą sferę życia Ajnów. Przed świętym oknem Kamuy Pu rodzina składa ofiary bogom – drobne figurki inao, które symbolizują prośby o dobre połowy i zdrowie dla domowników.
Po udanym polowaniu młodzi myśliwi biorą udział w rytuale wdzięczności – wypowiadają modlitwy do ducha zwierzęcia, przepraszając je za odebranie życia i prosząc o pomyślność na przyszłość.
Noc zapada nad Shiraoi. Ogień w iworu tańczy na ścianach chise, cienie rzucają się na słomiane maty, a w powietrzu unosi się dym, wonny zapach ziół i oddech pradawnych opowieści. To świat Ajnów – świat zaklęty w pieśniach, tańcach i rytuałach, który przez wieki trwał niezmienny w rytmie natury, a który o mały włos nie straciliśmy w XX wieku bezpowrotnie.
Shiraoi dziś to miejsce, gdzie historia i kultura rdzennych mieszkańców Hokkaido ożywają na nowo, pozwalając odwiedzającym nie tylko zobaczyć, ale i doświadczyć codziennego życia Ajnów, ich rzemiosła, muzyki i smaków.
Najważniejszym punktem na mapie współczesnego Shiraoi jest Upopoy (ウポポイ), co w języku Ajnów oznacza „wspólne śpiewanie”. To nie tylko muzeum, ale całe "Symboliczne Miejsce Harmonii Etnicznej", poświęcone ochronie i popularyzacji dziedzictwa ajnuskiego.
W Upopoy znajduje się Narodowe Muzeum Ajnów, które nie jest zwykłą wystawą martwych eksponatów – to miejsce pełne dźwięków, ruchu i interakcji. Wchodząc do przestronnych sal, można usłyszeć szepczące nagrania w języku Ajnów, obejrzeć animowane opowieści o Okikurumi, mitycznym bohaterze, a nawet samodzielnie nauczyć się kilku podstawowych słów w języku ajnuskim, który przez długie lata był zagrożony wymarciem (teraz jest nieco lepiej, ale nadal nie jest stabilnie).
Stała ekspozycja podzielona jest na sześć tematów: życie codzienne, duchowość, język, historię, interakcję z naturą oraz współczesność Ajnów. Dzięki multimedialnym stanowiskom można zobaczyć dawną wioskę z lotu ptaka, dotknąć replik tradycyjnych haftów czy nawet „posłuchać” dawnych instrumentów muzycznych, takich jak mukkuri – ajnuska harfa szczękowa (podobna do naszej, słowiańskiej drumli).
Muzeum ma też szczególną misję: przywrócić dumę ajnuskiej tożsamości i zwiększyć świadomość na temat ich kultury. To żywa przestrzeń, która nie tylko opowiada historię Ajnów, ale i tworzy jej nowy rozdział.
Shiraoi to nie tylko miejsce biernego zwiedzania – to przestrzeń, gdzie można dotknąć i poczuć kulturę Ajnów. W różnych warsztatach organizowanych na terenie Upopoy oraz w lokalnych pracowniach można spróbować swoich sił w tradycyjnych ajnuskich sztukach.
Jednym z najpopularniejszych zajęć jest haftowanie attush – misternych wzorów, które Ainu nanosili na ubrania z kory wiązu. Każdy wzór ma swoje znaczenie: spirale i ostre kształty odstraszają złe duchy, a delikatne linie symbolizują rzeki i wiatr.
Inną atrakcją jest rzeźbienie drewnianych figurek i przedmiotów codziennego użytku, takich jak ikupasuy – ceremonialne różdżki używane do modlitw i składania ofiar bogom. Można także nauczyć się podstaw języka ajnuskiego, którego dźwięczność i struktura różnią się od japońskiego (to zupełnie inne języki o zupełnie innym pochodzeniu).
Dla tych, którzy chcą zanurzyć się w atmosferze dawnej ajnuskiej osady, najlepszym miejscem będzie Kotan – odtworzona wioska Ajnów nad brzegiem Jeziora Poroto. Spacerując po niej, można wejść do chise, tradycyjnych domostw krytych trzciną, i zobaczyć, jak wyglądało życie sprzed setek lat.
Niektóre chaty są urządzone dokładnie tak, jak dawniej: przy palenisku iworu czekają gliniane garnki pełne ziół, w rogach domostwa znajdują się rytualne amulety inao, a w powietrzu unosi się zapach suszonych ryb i drewna. Można tu również przymierzyć ajnuskie stroje, haftowane w geometryczne wzory, i przekonać się, jak wygodne były ich luźne kroje, dostosowane do surowego klimatu Hokkaido.
Duch Ajnów ożywa także w występach i pokazach. W sali wymiany kulturowej (文化交流ホール- Bunka Kōryū Hōru) w Upopoy regularnie odbywają się koncerty i tańce, w tym rytualne tańce rimse, w których uczestnicy poruszają się w hipnotyzującym rytmie, przy akompaniamencie bębnów i śpiewów.
Można tu również zobaczyć rekonstrukcje dawnych polowań – pokazy łucznictwa, sposoby połowu ryb z pomocą psów oraz metody budowania pułapek. To okazja, by przekonać się, jak niezwykle sprytne i skuteczne były ajnuskie techniki łowieckie.
A jeśli ktoś chce doświadczyć ajnuskiej kuchni, to może spróbować ohaw (tradycyjnej zupy z dzikich roślin i mięsa) lub rataskep, potrawy przygotowanej z leśnych jagód, orzechów i kasztanów, gotowanych na wolnym ogniu.
Shiraoi to nie tylko kultura – to także spektakularna przyroda. Nad jego brzegiem rozciąga się Jezioro Poroto, którego spokojna tafla odbija sylwetki gór i lasów. Można tu spacerować leśnymi ścieżkami, podziwiać dzikie ptaki i zimą przechadzać się po zamarzniętej powierzchni jeziora.
Latem organizowane są spływy rzekami, a zimą można spróbować połowu ryb pod lodem lub obserwować migracje ptaków. Dla tych, którzy chcą poczuć magię Hokkaido, trudno o lepsze miejsce.
Na koniec warto wspomnieć o Shiraoi beef, wołowinie słynącej z marmurkowej struktury i głębokiego smaku. Restauracje w Shiraoi serwują ją w formie steków, sukiyaki, czy grillowaną na gorących kamieniach.
Ale wśród dań nie brakuje też ajnuskich specjałów – można skosztować suszonych ryb, leśnych ziół i kasztanów, a także wyjątkowego ruybe – mrożonego surowego łososia, który kroi się cienkimi płatkami i podaje na zimno.
Przez wieki kultura Ajnów, rdzennego ludu północnej Japonii, była konsekwentnie marginalizowana. Procesy asymilacyjne, zwłaszcza nasilone w okresie Meiji, prowadziły do zakazu praktykowania tradycyjnych obrzędów i używania języka ajnuskiego. W rezultacie wielu Ajnów porzuciło swoje korzenie, próbując dostosować się do dominującej kultury japońskiej.
Obecnie liczebność Ajnów jest trudna do precyzyjnego określenia. Szacunki wahają się od 17,000 osób na północy Japonii do nawet 200,000, w zależności od kryteriów identyfikacji etnicznej. Niestety, język ajnuski znajduje się na skraju wymarcia. Według danych z 2007 roku, posługiwało się nim zaledwie 10 osób.
Mimo tych niepokojących statystyk, istnieje promyk nadziei. W ostatnich latach podjęto liczne inicjatywy mające na celu ożywienie kultury i języka ajnuskiego. Powstają programy edukacyjne, warsztaty rzemieślnicze oraz festiwale promujące dziedzictwo Ajnów. Jednak przyszłość tej wyjątkowej kultury zależy od zaangażowania zarówno społeczności ajnuskiej, jak i wsparcia ze strony społeczeństwa.
Sprawdź podobne artykuły:
Zima szepcząca sny: 10 imion śniegu w języku japońskim
Rdzenni mieszkańcy Hokkaido Ajnowie – przedsiębiorczy i pomysłowi władcy lodu i fal Morza Ochockiego
Rōnin w Dolinie Piekieł – Noboribetsu na Hokkaido miejscem oczyszczenia dla upadłych samurajów
Polacy pionierami w badaniach nad ludem Ainu na Hokkaido
Rdzenni mieszkańcy Hokkaido Ajnowie – przedsiębiorczy i pomysłowi władcy lodu i fal Morza Ochockiego
未開 ソビエライ
未開 ソビエライ
Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Silne kobiety Japonii" (>>zobacz)
"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)
___________________
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!