




Matka mieszkała tam sama. Była po osiemdziesiątce i coraz gorzej znosiła schody, a pranie trzeba było rozwieszać na piętrze. W kwietniu 2018 roku przeniosła się do domu opieki. Zostawiła dom w stanie, w jakim zostawia się mieszkanie, do którego zamierza się jeszcze wrócić: naczynia w szafkach, folia ochronna na szybach, wszystko na miejscu.
Wcześniej mieszkała tam sama przez ponad dekadę. Starszy syn zmarł przedwcześnie, mając trzydzieści siedem lat. Pół roku później umarł mąż. Młodszy syn wyjechał zaraz po liceum do Hamamatsu w prefekturze Shizuoka, ożenił się tam i został.

Syn przyjechał obejrzeć dom we wrześniu. Na parterze tatami było już całe w pleśni. Opowiadał o tym potem tak, jakby relacjonował pogodę: „Ale mieszkam w Hamamatsu, więc mogłem przyjeżdżać tylko dwa razy w roku, żeby otworzyć okna".

Kuchnia natomiast wygląda tak, jak wyglądała w kwietniu 2018 roku.

Teraz liczby, bo bez nich cała reszta wisi w powietrzu.

Dziennikarze zatrzymują się w tym miejscu, i stąd bierze się obraz kraju z jedną ósmą domów opuszczonych. Tyle że definicja obejmuje każdą pustą kawalerkę w bloku czynszowym między wyprowadzką jednego lokatora a wprowadzeniem następnego. Zerowy odsetek pustych mieszkań na rynku najmu nie istnieje w żadnym kraju świata.
Interesująca nas kategoria ma w japońskiej statystyce nazwę toporną i precyzyjną: pustostany z wyłączeniem wynajmowanych, wystawionych na sprzedaż i drugich domów. Takich jest 3 856 000, czyli 5,9% zasobów. To są domy bez przeznaczenia. Domy, których nikt nie oferuje, nie reklamuje i nie odwiedza w weekendy.

Wskaźnik pustostanów wynosił 13,5% w 2013 roku, 13,6 w 2018 i 13,8 w 2023. W ciągu dekady wzrósł o trzy dziesiąte punktu. Liczba bezwzględna rośnie, bo rośnie zasób mieszkaniowy, natomiast odsetek stoi niemal w miejscu, a w jedenastu prefekturach ostatnio spadł.
W 2016 roku Nomura Research Institute opublikował prognozę, która obiegła cały świat: w 2033 roku pustostanów ma być 21 700 000, a wskaźnik ma sięgnąć 30,4%. Jedna trzecia japońskich domów pusta. Ta liczba do dziś krąży w zachodniej publicystyce. W czerwcu 2024 roku ten sam instytut obniżył własną prognozę na rok 2033 do 18,3%, a szczyt przesunął w okolice 25% na rok 2043. 30% nie nadejdzie. Nikt tego nie odwoływał tak głośno, jak pierwotnie ogłaszał.
I jeszcze jedno, wbrew obrazkom z internetu: 34,1% pustych domów nie ma żadnych uszkodzeń. Wśród budynków postawionych po 2011 roku bez uszkodzeń jest 84,8% Znaczna część japońskich pustostanów to nie ruiny, tylko całkiem porządne domy, w których nikt nie mieszka.
Co prowadzi do pytania właściwego. Skoro dom jest sprawny, a Japończycy w wielkich miastach płacą za mieszkania majątek, dlaczego ten dom stoi pusty?
Odpowiedź zaczyna się od arytmetyki, przy której naprawdę odbiera mowę.

Amerykanie w tym samym okresie mają bilans odwrotny: ich zasób mieszkaniowy urósł bardziej, niż wynosiła suma inwestycji.

I zdanie, które jest kluczem do całego zjawiska: na wykresie sporządzonym z rzeczywistych japońskich transakcji wartość budynku po przekroczeniu trzydziestu lat schodzi poniżej zera. Nie do zera. Poniżej. Znaczy to tyle, że rozbiórka kosztuje więcej, niż warte jest to, co stoi.

Skąd to się wzięło, wiadomo dość dokładnie, i nie ma to nic wspólnego z japońską filozofią nietrwałości. Ma za to wszystko wspólnego z bankami. Przez większość okresu powojennego głównym źródłem kredytu mieszkaniowego była państwowa kasa mieszkaniowa, i ta kasa po prostu nie udzielała kredytu na dom jednorodzinny starszy niż dwadzieścia pięć lat. Na młodsze domy używane skracała okres spłaty i podnosiła oprocentowanie. Prywatne banki przejęły jej rolę i przejęły też jej tabelę. Według badania z 2023 roku około 80% japońskich instytucji finansowych wycenia budynek wyłącznie po liczbie przeżytych lat, nie zaglądając w stan techniczny ani w historię remontów. Wyremontowana rezydencja i zmurszała chałupa z tego samego rocznika są dla banku tym samym.
Podatkowa tabela mówi to samo krócej: okres amortyzacji domu drewnianego to dwadzieścia dwa lata.
Efekt widać w strukturze rynku. Udział obrotu wtórnego w całości transakcji mieszkaniowych wynosi w Japonii 14,5%. W Wielkiej Brytanii 85,9, w Stanach 81, we Francji 69,8. To nie jest różnica kulturowa w stosunku do starych rzeczy, bo Japończycy potrafią być konserwatorami obsesyjnymi. To jest różnica w tabeli kredytowej, powielana przez sześćdziesiąt lat.
Do tego dochodzi mechanizm, o którym trudno mówić bez rozdrażnienia, bo działa dokładnie odwrotnie do zamierzeń.

Zburz ruinę, a podatek wzrośnie sześciokrotnie.
Państwo dostrzegło to w końcu i w lutym 2015 roku weszła w życie ustawa o przeciwdziałaniu pustostanom. Wprowadziła kategorię tokutei akiya (特定空家), domu w stanie grożącym zawaleniem. Gmina może wydać zalecenie, a jeśli właściciel nie zareaguje, działka traci ulgę. W grudniu 2023 roku dodano kategorię pośrednią, kanri fuzen akiya (管理不全空家), czyli dom, który przy dalszym zaniedbaniu ruiną dopiero zostanie. Sankcja ta sama, uruchamiana z wyprzedzeniem.




Ktoś to zaprojektował jako drogę wyjścia. Wyszła bramka, przy której płaci się dwa razy za przywilej pozbycia się czegoś, czego nikt nie chce.
W sierpniu 2025 roku ministerstwo infrastruktury ogłosiło wyniki badania, jakie prowadzi mniej więcej co pięć lat od 1980 roku. Rozesłano trzynaście tysięcy ankiet do właścicieli pustostanów wylosowanych spośród respondentów spisu mieszkaniowego.

Dlaczego dom opustoszał: śmierć mieszkańca w 43,9% przypadków, przeprowadzka w 39%, odejście do domu opieki w 10%. Wśród domów odziedziczonych śmierć odpowiada za 58,3%.
Ile już tak stoi: więcej niż co piąty z tych domów jest niezamieszkany od dwudziestu lat albo dłużej. Wśród tych, którym puściła konstrukcja, taki staż ma prawie dwa na pięć. Pustka i rozpad idą pod rękę, i nie da się rozstrzygnąć, co tu jest przyczyną, a co skutkiem.
Wiek i pieniądze: w 65,5% gospodarstw główny żywiciel ma sześćdziesiąt pięć lat i więcej. W 80% ma co najmniej sześćdziesiąt. Dochód poniżej trzech milionów jenów rocznie, czyli poniżej siedemdziesięciu pięciu tysięcy złotych, deklaruje 30,1%. To nie są inwestorzy przetrzymujący aktywo. To są starzy ludzie o niewielkich pieniądzach, którzy odziedziczyli dom po jeszcze starszych ludziach.
A teraz liczba, która wywraca obiegową opowieść, przywołaną już na początku. Właścicieli mających do swojego pustostanu mniej niż godzinę drogi jest 76,6%, a 35,8% może dojść pieszo.

Dom nie gnije dlatego, że nikt nie może przyjechać. Gnije, choć właściciel może podejść do niego na spacerze.
Co robią, kiedy przychodzą? Ankieta wylicza to z zimną drobiazgowością. Sprzątanie na zewnątrz, wyrywanie chwastów, przycinanie gałęzi: 79,5%. Sprawdzenie, czy wszystko zamknięte: 74,9%. Przewietrzenie: 66,9%. Wybranie poczty i ulotek ze skrzynki: 57%. Sprzątanie wewnątrz: 55,4%.
Wyrywają chwasty. Zamykają okiennice. Wybierają ulotki. Nikt niczego nie przenosi, nie zabiera, nie wyrzuca.
Czego się boją: postępu zniszczenia 75,7%, zarastania działki 58%, zawalenia się budynku przy trzęsieniu ziemi lub tajfunie 56,9%. I dalej, w tym samym zestawieniu, pozycja mówiąca sporo o japońskim niepokoju sąsiedzkim: wtargnięcia obcych i podpalenia obawia się 51,7%. Pusty dom w Japonii nie jest tylko problemem właściciela, jest zagrożeniem dla całej ulicy, a właściciel to wie.
I ostatnia liczba z tego bloku. Zapytani, co zrobili, żeby przestać mieć pustostan, 38,7% odpowiedziało: nic konkretnego.

Na pierwszym miejscu, z wynikiem 55,8%, odpowiedź: „potrzebny jako schowek”. Dalej niechęć do poniesienia kosztu rozbiórki, 47,3%. Wiek budynku, 37%. Świadomość, że z pustej działki i tak nie byłoby pożytku, 34,8%. Wiedza o skoku podatku, 28,2%.
I pozycja dziewiąta, 21,6%: „są tam rzeczy, dla których nie mam innego miejsca, na przykład butsudan”.

Butsudan (仏壇) to domowy ołtarz buddyjski. Drewniana szafa, często lakierowana i złocona wewnątrz, a w środku tabliczki z pośmiertnymi imionami zmarłych z tego domu, czasem też urna. Nie jest to tylko dekoracja ani pamiątka. Jest to miejsce, w którym przodkowie są obecni i gdzie, w domach, gdzie się tego jeszcze pilnuje, codziennie stawia się im ryż, wodę i kadzidło. W domach starszych bywa wielkości szafy trzydrzwiowej i waży tyle, że trzeba czterech ludzi, żeby go ruszyć z miejsca

500 złotych. Tyle kosztuje formalne odesłanie przodków. I to jest, dla jednego na dwunastu właścicieli, główny powód, dla którego cały dom stoi. Nie chodzi rzecz jasna o pieniądze. Ale nie tłumaczmy tego też religią. Religia ma tu procedurę gotową, opisaną i tanią. Mnich przyjdzie, odprawi obrzęd i wyjmie z ołtarza to, co czyniło go ołtarzem, a instytucja, w imieniu której to zrobi, zaświadczy, że wszystko odbyło się jak trzeba. Zostaje mebel i zostaje kwit. Problem zaczyna się dopiero po tym obrzędzie, kiedy człowiek stoi przed formalnie pustą szafą i nadal nie potrafi wystawić jej przed dom. To problem psychologiczny, nie religijny.

Wynajęty dom z jednym pokojem zarezerwowanym dla umarłych i coroczną eksmisją żywego lokatora. Trudno o czystszy obraz tego, czym jest własność, o której mówimy.
Bywa, że grób rodzinny stoi tuż obok domu, w rogu ogrodu, i wtedy sprzedaż oznacza sprzedaż grobu razem z ziemią. Bywa też, że decyzja nie należy do właściciela w takim sensie, w jakim my rozumiemy to słowo. Urzędnik z miasta Tōmi tłumaczył badaczowi, że w wiejskich osadach linie boczne rodu potrafią ostro sprzeciwić się sprzedaży domu linii głównej, choć formalnie nie mają do niego żadnego prawa. Dom głównej gałęzi rodziny nie jest własnością tego, kto ma go w księdze wieczystej. Jest własnością rodziny rozumianej jako ciąg pokoleń, w którym żyjący są chwilowym zarządem.
I tu wracam do pozycji pierwszej z tabeli, tej z wynikiem 55,8%. „Potrzebny jako schowek.” Podejrzewam, że to najczęściej udzielana nieprawda w całym badaniu. Nie kłamstwo, raczej odpowiedź, którą można wypowiedzieć na głos, nie wchodząc w to, co naprawdę stoi w tym domu i dlaczego nie da się tego stamtąd wynieść.

Psychologia ma na to całkiem porządny aparat, tylko rzadko przykłada się go do tematu nieruchomości.
Russell Belk opisał w 1988 roku, na łamach „Journal of Consumer Research”, pojęcie ja rozszerzonego. Rzeczy, jakimi się otaczamy, nie są dodatkiem do tożsamości, tylko jej częścią. Belk zebrał dowody na to, że mimowolna utrata przedmiotów wywołuje reakcję pokrewną żałobie, a w skrajnych przypadkach doświadczenie porównywalne z utratą części ciała. Ofiary włamań opisują nie stratę majątku, tylko naruszenie.

Japoński dom rodzinny jest właśnie takim przedmiotem, i cała machina banków pustostanów, ulg remontowych i portali z ofertami rozbija się o ten fakt, bo została zbudowana przy założeniu, że mamy do czynienia z towarem.


I dokładnie tak wygląda tablica przed spadkobiercą japońskiego domu. Sprzedać się nie da, bo budynek ma wartość ujemną. Rozebrać nie warto, bo podatek skoczy sześciokrotnie, a działka i tak zostanie. Oddać państwu można dopiero po rozbiórce i po dopłacie. Opróżnić nie sposób, bo w środku stoi butsudan.
Zostaje jedno działanie. Przyjeżdżać i otwierać okna.
Że to naprawdę kwestia decyzji, a nie okoliczności, widać w jednej parze liczb z ministerialnego badania. Wśród spadkobierców, którzy przed dziedziczeniem porozmawiali z rodzicem o losie domu, pustym trzyma go dalej tylko 29,4%. Wśród pozostałych 45,1%. Jedna rozmowa zmienia los domu o połowę.
Rozmowy odbyło 23%.
Dlaczego nie rozmawiają, zbadano osobno, choć już nie urzędowo, tylko komercyjnie, i to trzeba przy tych liczbach zaznaczyć.

W tym samym badaniu 76,4% dzieci przyznało, że nie wie, gdzie w domu rodzinnym leżą dokumenty własności i pieczęć rejestrowa, bez których nie da się przeprowadzić ani sprzedaży, ani przepisania własności. Nie wiedzą, gdzie leży klucz do własnego dziedzictwa, i nie pytają.

Zapytać rodzica, co ma się stać z domem, to zapytać go, kiedy zamierza umrzeć. Nie ma na to dobrego zdania w żadnym języku.
Ubezpieczyciel PGF zapytał w 2024 roku szerzej o przygotowania spadkowe. Żadnych nie podjęło 86% badanych. Doświadczenie zamykania domu rodzinnego ma za sobą mniej więcej jedna osoba na dziesięć, a wśród pozostałych 55% deklaruje, że boi się tego, co ich czeka.

Człowiek płaci dwadzieścia tysięcy złotych za to, żeby obcy ludzie znaleźli za niego zdjęcie ślubne jego własnych rodziców i oddali mu je w kartonie.

Nie tłumaczy, dlaczego najbardziej zrujnowane domy należą do ludzi mieszkających najbliżej. Nie tłumaczy, dlaczego dziewięć na dziesięć pustostanów ma opiekuna regularnie przyjeżdżającego wyrywać chwasty i wietrzyć. Nie tłumaczy człowieka, który przez sześć lat co pół roku otwiera okna w domu, gdzie pleśń dochodzi już do sufitu.

Badacze zajmujący się wiejskimi domami tradycyjnymi notują w wywiadach coś, co domyka mi ten obraz, choć zaznaczam wyraźnie, że jest to interpretacja z badań terenowych, nie ustalenie ilościowe. Ich rozmówcy, ci, którzy nie chcieli domu ani użytkować, ani zburzyć, tłumaczyli, że pozostawienie go, by rozpadł się w sposób naturalny, bywa uznawane za właściwy sposób okazania szacunku przodkom wtedy, kiedy żadne inne rozwiązanie nie jest do przyjęcia.
To też jest decyzja.

Podatek premiuje trwanie budynku, więc budynek trwa. Bank nie widzi w nim wartości, więc nikt go nie kupi. Ołtarza nie ma dokąd przenieść, więc ołtarz zostaje. A dom, dopóki stoi, pozostaje adresem, pod którym ktoś jeszcze jest.
Kiedy firma porządkowa skończyła w końcu pracę w tamtym domu pod Osaką, syn poprosił, żeby całość opublikowano w internecie. Nie chciał anonimowości. Chciał, żeby to zostało gdzieś zapisane.
Przez sześć lat jeździł tam dwa razy w roku i otwierał okna. Możliwe, że przez cały ten czas doskonale wiedział, co robi, i że nie robił tego dla domu.
Źródła
1. Belk, Russell W., „Possessions and the Extended Self", Journal of Consumer Research, t. 15, nr 2, 1988, s. 139–168. Oraz: Curasi, Carolyn F., Price, Linda L., Arnould, Eric J., „How Individuals' Cherished Possessions Become Families' Inalienable Wealth", Journal of Consumer Research, t. 31, nr 3, 2004, s. 609–622.
2. Ekerdt, David J., Downsizing: Confronting Our Possessions in Later Life, Columbia University Press, Nowy Jork 2020. Oraz: Ekerdt, D. J., Sergeant, J. F., Dingel, M., Bowen, M. E., „Household Disbandment in Later Life", Journals of Gerontology: Social Sciences, t. 59B, nr 5, 2004, s. S265–273.
3. Lollini, Niccolò, „The Right to Abandon and the Duty to Maintain: Addressing the Akiya Mondai in Regional Japan", electronic journal of contemporary japanese studies, t. 24, nr 2, art. 5, 16 sierpnia 2024.
4. 総務省統計局『令和5年住宅・土地統計調査 住宅及び世帯に関する基本集計(確報集計)結果』総務省、2024年9月25日。
5. 国土交通省住宅局『令和6年空き家所有者実態調査結果』国土交通省、2025年8月。
6. 小林正宏「消えた580兆円 ~住宅投資をしても残高の増加は限定的~」ニッセイ基礎研究所『研究員の眼』2024年7月25日。
7. 國友公司「台風で浸水、畳が腐敗し、家中カビまみれ…『空き家になったボロボロの実家』を、50代息子がどうしてもYouTubeに残したかったワケ」『東洋経済オンライン』2025年6月28日。
>> PODOBNE ARTYKUŁY:
Yubari – miasto, które uczy, jak powoli umierać – obraz przyszłości Japonii, Polski, świata?
Muenbotoke: o ludziach, których nikt nie szuka
Minimalizm i powściągliwość - japońskie cmentarze i zwyczaje na nich panujące
Bolesna strata bez domknięcia – japońskie pojęcie nagori i przyzwolenie, by nie iść dalej
Machiya: Jakie były domy mieszczan w Edo? – życie zwykłych ludzi w czasie shogunatu
未開 ソビエライ
未開 ソビエライ
Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".
"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)
___________________
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!