


Przez ponad pół wieku nikt nie ustalił, kto właściwie odpowiada. Nie ma nazwiska, nie ma daty śmierci, nie ma grobu, nie ma nawet spójnej wersji wypadku. Jest za to obrzęd, powtarzany od Iwate po Shimane, przekazywany w kolejce na stołówce, na korytarzu, w przebieralni. Z reguły duch ma historię, a obrzęd narasta wokół niej dopiero potem. Tutaj jest odwrotnie. Jest rytuał, ale historia za nim - albo nie jest obecnie znana, albo nigdy nie istniała. Została sama instrukcja i to ona przeszła przez 50 lat, przez kilkanaście prefektur, przez film, grę i mangę. Do mnie trafiła trzy dekady temu w grze Silent Hill 1, kiedy sam byłem jeszcze w szkole, choć wtedy nie wiedziałem, że mam z nią do czynienia. Instrukcja przetrwała to wszystko nie bez powodu. Dzisiejszy tekst będzie próbą ustalenia, jaki ten powód był i mam wrażenie, że odpowiedź jest smutniejsza niż sama opowieść.
Zacznijmy od tego, jak wygląda szkolna panika, która zostawia po sobie akta.


Niech to będzie punkt odniesienia dla nowszej legendy. Kiedy dziecięca opowieść naprawdę wybucha, wybuch zostaje zarejestrowany. Ktoś dzwoni na policję, ktoś pisze do gazety, ktoś organizuje odprowadzanie do domu grupami. A co zrobiła Hanako-san? Jakie ślady zostawiła po sobie w gazetach? Prześledźmy to, bo wygląda na to, że ta legenda jest faktycznie nieco odmienna od reszty.

Zapis jest prawdziwy i da się go sprawdzić. Znajduje się na stronie 97 tomu poświęconego szkole w serii Gendai minwakō (現代民話考) Matsutani Miyoko, wydanego przez oficynę Rippū Shobō. Problem polega na dacie wydania. Czerwiec 1987.

Cała popularna chronologia Hanako stoi na tym jednym akapicie. Powtarzają go japońskie serwisy, angielska Wikipedia, każdy tekst publikowany pod koniec października. Najstarszy zapis: 1948. Otóż najstarszy zapis pochodzi z roku, w którym Hanako była już w powszechnym obiegu, a informator miał za sobą cztery dekady życia z tą opowieścią w tle. Nie twierdzę, że zmyślił. Twierdzę, że nie mamy jak sprawdzić, czy w 1948 roku ten głos naprawdę nazywał się Hanako, czy nazwał się tak później, kiedy relacja była układana w słowa.
Krąży też wersja mocniejsza: 3 marca 1948 zawaliła się w Kurosawajiri szkolna ubikacja przygnieciona zsuwającym się z dachu śniegiem i zginął uczeń. Nie znalazłem dla tego zdarzenia żadnego źródła prasowego ani kroniki szkolnej, a ofiarą miałby być chłopiec, co średnio pasuje do imienia. Traktuję to jako ciekawe, ale niepotwierdzone. W każdym razie – najpierw opowiedzmy sobie, jak brzmi historia o Hanako-san, w jej najbardziej podstawowej i popularnej formie.

Istnieje wersja, w której dziecko wchodzi do toalety, słyszy płacz zza trzeciej kabiny od końca i pyta, kto tam jest. Najczęściej jednak jest to rytuał wywoławczy, a to znaczy, że dziecko przychodzi do szkolnej toalety nie po to, żeby skorzystać z kabiny, lecz żeby sprawdzić, czy legenda działa. Wie już, która kabina jest „jej”. Staje przed drzwiami i wykonuje przewidziany rytuał: puka określoną liczbę razy, czasem spuszcza wodę albo wykonuje inne czynności, a następnie wypowiada imię „Hanako-san”. To nie jest pytanie, lecz wezwanie. Dopiero wtedy zza drzwi odzywa się głos.




Hanako w tym materiale nie ma.
To przesłanka negatywna i traktuję ją ostrożnie, bo jedna nieudana próba wyszukania niczego nie dowodzi, a artykuł obejmuje jedną szkołę w jednym mieście. Jest to jednak najlepiej udokumentowana próbka tokijskiej ubikacji szkolnej z połowy lat osiemdziesiątych, jaką w ogóle mamy, i w tej próbce zjaw jest mnóstwo, a żadna nie nosi imienia Hanako.

Kwiecień. Hayashi Eiichi publikuje w numerze 135 pisma „Minzoku”, wydawanego przez Towarzystwo Ludoznawcze Sagami, tekst o przestrzeniach nieoczywistych wewnątrz szkoły. Na stronie drugiej zapisuje materiał z Yokohamy, zebrany od uczniów podstawówek, gimnazjów i liceów. W damskiej ubikacji jest Hanako-san, w męskiej Yōsuke-san. Kto ich zawoła, ma trzy sekundy na ucieczkę, potem ginie. Bywa też tak, że okrąża się muszlę w męskiej ubikacji trzykrotnie (w tych szkołach, gdzie ubikacja jest kucana, nie typu zachodniego), woła Hanako i wtedy z muszli wysuwa się zakrwawiona ręka. Bywają Tarō i Jirō.
Wrzesień. Takahashi Toshihiro publikuje ósmą część cyklu o dziwnych zjawiskach w numerze 132 pisma „Seikō minzoku” (西郊民俗, “Folklor zachodnich przedmieść”). Materiał z Yamagaty. Wychodząc z ubikacji, wołasz Hanako-san i słyszysz odpowiedź. Jeśli głos jest łagodny, w porządku. Jeśli podnosi się jakby z dna ziemi, coś się wydarzy i lepiej uważać. Na tej samej stronie stoi drugi wariant, przy którym cała reszta wygląda bardzo realistycznie: Hanako to trzygłowa jaszczurka długości trzech metrów, udająca głos dziewczynki, żeby zjeść tego, kto uwierzy.
Pięć miesięcy odstępu, dwa czasopisma, dwie prefektury. W jednym miejscu duch dziewczynki z chłopakiem po sąsiedzku, w drugim gad. Wspólne jest to, że wołasz imię „Hanako” i czekasz na to, co się ma wydarzyć.

Zajrzyjmy na strony od 63 do 66 pierwszego tomu, bo autor zrobił tam coś, czego wcześniej nie robił nikt. Ustawił warianty obok siebie.
Tokio, pewna podstawówka: w głębi damskiej ubikacji na trzecim piętrze wołasz Hanako i słyszysz „co takiego?”. Po szesnastej mówisz „Hanako-san, przepraszam” i słyszysz „nic nie szkodzi”. Gifu: stara ubikacja z dołem kloacznym, trzy okrążenia, zawołanie, odpowiedź. Saitama: czwarte drzwi, piętnaście stuknięć, formuła „Hanako-san, pobawmy się”. Nagano: wszystko tak samo, tylko wołasz Yukiko. Chiba: drugie piętro, druga kabina, trzy okrążenia, spuszczasz wodę, wołasz Hanako, albo Mii-chan.
Ośmiolatek z Gifu czyta więc, że w Saitamie puka się piętnaście razy. Do tej pory jego wersja była jedyną, jaka istnieje, bo tak działa przekaz ustny: nie masz z czym porównać. Od listopada 1990 roku ma z czym. Rok później oficyna Poplar rusza z własną serią, opartą na wywiadach z dziećmi z całego kraju, i doprowadzi ją do 19 tomów. Tom jedenasty nosi tytuł „W trzeciej kabinie jest Hanako-san!?” i zawiera ogólnokrajowy przegląd wariantów.
Wydawca zrobił to, czego dzieci nigdy nie mogłyby zrobić same. Zebrał mapę.
A mapa nie chce się złożyć, i to jest w niej najciekawsze.

Zestawmy to. Piętro bywa trzecie, drugie albo parter. Kabina bywa trzecia od przodu, trzecia od końca, druga od lewej, czwarta. Pukanie bywa trzykrotne, pięciokrotne i piętnastokrotne, albo nie ma go wcale i zastępują je okrążenia. Imię bywa najczęściej Hanako, ale też Yukiko albo Mii-chan. Skutek bywa żaden, bywa wciągnięcie do muszli, bywa uduszenie, bywa zjedzenie przez jaszczurkę.
Czyli wszystko.
Nie zmienia się jedno: idziesz w wyznaczone miejsce, powtarzasz coś wyznaczoną liczbę razy, wołasz po imieniu, czekasz na odpowiedź i masz podane, co robić, jeśli odpowiedź przyjdzie. Przez pół wieku przekaz ustny wyprał z tej opowieści całą treść i zachował samą składnię.
Dla porównania weźmy zjawisko z tej samej półki, tylko o dekadę wcześniejsze.




Spróbuję tu postawić pewną tezę.
Dzieci nie wymyśliły ducha. Dzieci wymyśliły włącznik.
Wszystko, co w tej opowieści zmienne, jest ozdobą. To, co stałe, jest funkcją. A stały jest zestaw warunków: konkretne piętro, konkretne drzwi, konkretna liczba powtórzeń, konkretna formuła, konkretna reguła wyjścia. Nikt nie przekazywał sobie biografii dziewczynki, bo żadnej nie było. Przekazywano protokół, i to protokół obosieczny, bo dokładnie te same warunki, które pozwalają Hanako wywołać, pozwalają jej uniknąć. Skoro odzywa się wyłącznie w trzeciej kabinie na trzecim piętrze po piętnastym stuknięciu, to znaczy, że w pozostałych stu kabinach szkoły nie ma jej wcale.
Duch przychodzący na wezwanie jest duchem, którego można nie wezwać.
Przyda się tu aparat, którego japońska folklorystyka długo nie używała, bo szła własnym torem.


Warunkiem takiego przeżycia jest to, co Michael Apter nazwał ramą ochronną. Rama pewności, czyli przekonanie, że dam sobie radę. Rama strefy bezpieczeństwa, czyli świadomość, że jestem dostatecznie daleko. Rama oddzielenia, czyli wiedza, że to fikcja. Dorosły w kinie ma tę trzecią i dlatego może bać się dla przyjemności.

I tu wchodzi obserwacja, na której stoi cały ten esej. Yoshioka Kazushi, socjolog edukacji z Uniwersytetu Prefekturalnego Yamaguchi, zauważył, że w szkolnych opowieściach niesamowitych warunek uniknięcia spotkania podawany jest zawsze. Nie czasem, nie w niektórych wariantach. Zawsze. Miejsce zostaje ograniczone do jednej kabiny, czas do jednej godziny, sposób do jednej formuły, a na wypadek spotkania istnieje zaklęcie.

Duński zespół Marca Andersena i Mathiasa Clasena zmierzył zresztą w 2020 roku w prawdziwym domu strachu, przy użyciu pulsometrów i deklaracji uczestników, zależność między strachem a przyjemnością. Wyszła krzywa w kształcie odwróconego U. Istnieje optimum: poniżej niego jest nudno, powyżej przestaje być zabawnie. Dziecko z instrukcją obsługi trzeciej kabiny robi więc dokładnie to samo, co projektant domu strachu. Ustawia sobie natężenie. By się pobać, ale tak nie za mocno.
Zanim pójdziemy dalej, zapytajmy o miejsce. Dlaczego akurat ubikacja.

Yoshioka podaje odpowiedź prostszą. Sprawdził rozkład miejsc, w których dzieci umieszczają szkolne zjawy. Ubikacja bije wszystko na głowę. Drugie miejsce zajmuje zwykła sala lekcyjna. Pracownie specjalne, przyrodnicza z modelem człowieka, muzyczna z pianinem grającym nocą, plastyczna z popiersiami, wypadają zaskakująco słabo, chociaż w popkulturze to właśnie one są głównymi kandydatami. Wniosek: decyduje nie egzotyka, tylko częstotliwość. Dochodzi do tego jeszcze jedna rzecz - szkolna ubikacja w Japonii naprawdę bywa miejscem wstydu i nie potrzebuje do tego ducha.


Zestawmy to teraz z opowieścią, w której z muszli wysuwa się ręka. Nikt nie musiał tu niczego wymyślać. Ten strach siedział w szkolnej ubikacji na długo przed Hanako.
Muszę teraz opowiedzieć coś własnego, bo to jedyne miejsce, w którym mam do tej opowieści dostęp osobisty, a nie wyłącznie papierowy.

W męskiej ubikacji na drugim piętrze jest płacz. Gdy Harry tam wchodzi, jest cisza totalna, nawet muzyka (czy raczej „muzyka”) ustaje. Gdy się rozglądamy (szukając na przykład apteczek lub nabojów) nagle ciszę przerywa szloch dziecięcy. Brrr. Koszmar. Pamiętam do dziś, jak mnie to przeraziło. Nie ma potwora, nie ma zadania, nie ma nagrody za wejście. Wchodzisz w ciemność, latarka wycina z niej kawałek kafelków, i w martwej ciszy zaczyna płakać dziecko, którego nie da się ani zobaczyć, ani znaleźć. Trwa to kilkanaście sekund i jedynym wyjściem jest się wycofać albo zamknąć oczy i starać uspokoić łomoczące serce. Minęły od tamtej pory trzy dekady i wciąż potrafię odtworzyć ten dźwięk w głowie dokładniej niż połowę rozmów z zeszłego tygodnia.
Na parterze tej samej szkoły stoi kabina z zamkniętymi drzwiami. W środku, przybity do ściany, wisi trup, a obok widnieje wypisane krwią zdanie, którego przez lata nikt nie umiał wytłumaczyć. Na podłodze leży strzelba. Gra wyrabia w ten sposób odruch zostający do końca: zamknięte drzwi kabiny są zawsze najważniejszym obiektem w ubikacji.
“Leonard Rhine
The Monster Lurks”
Brrr.
W „Silent Hill 2” z 2001 roku, w opuszczonym więzieniu Toluca, jest damska ubikacja, a w niej jedna zamknięta kabina. Pukasz. Nie dzieje się nic. Odwracasz się, żeby wyjść, i wtedy zza pleców słychać krzyk kobiety oraz huk. Efekt jest losowy, więc czasem trzeba wrócić i zapukać ponownie, co uważam za okrucieństwo projektowe najwyższej próby, bo zmusza gracza do powtórzenia obrzędu.
W „Silent Hill 3” z 2003 roku, w damskiej ubikacji centrum handlowego, sekwencja jest już kompletna. Heather, protagonistka, puka w zamknięte drzwi czwartej kabiny. Ktoś odpukuje. Gdy centrum handlowe przechodzi na stronę mroku, bohaterka wraca do tej samej toalety. Puka jeszcze raz i znowu dostaje odpowiedź. Tym razem pyta na głos, czy naprawdę ktoś tam jest, po czym odchodzi. Drzwi otwierają się same. W środku nie ma nikogo. Jest tylko krew.

Konami nigdy tego nie potwierdziło i nie znalazłem wywiadu, w którym twórcy wymieniliby jej imię, więc muszę przyznać, że to jest mojej rozumienie, niepoparte żadnym cytatem twórcy. Jedna okoliczność jest tu jednak wymowna. Keiichirō Toyama, reżyser pierwszej części, urodził się w 1970 roku w prefekturze Miyazaki. Do japońskiej podstawówki chodził w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Był dokładnie w tym roczniku i w tym miejscu, gdzie ta instrukcja krążyła wśród uczniów. Nie musiał robić badań terenowych – wystarczy, że sięgnął do własnej pamięci.
Odkąd Hanako weszła na rynek, kolejne dekady przerabiały ją pod własne lęki, a to przerabianie jest samo w sobie ciekawą historią.

1 lipca 1995. Wytwórnia Shōchiku wypuszcza film fabularny o Hanako w reżyserii Matsuoki Jōji. Hanako jest w nim duchem opiekuńczym i nie pojawia się na ekranie ani razu. Fabuła dotyczy nowej uczennicy, która wyszła z tamtej ubikacji, więc klasa uznała ją za Hanako i zaczęła dręczyć, a tymczasem w okolicy naprawdę ginęły dzieci, zabijane przez człowieka. To rok, kiedy Hanako przestaje być zagrożeniem i staje się przezwiskiem ofiary.
8 lipca 1995, siedem dni później. Wytwórnia Tōhō wypuszcza „Szkolne opowieści niesamowite” Hirayamy Hideyukiego. Wpływy dystrybucyjne: 1,5 miliarda jenów, w ówczesnych złotówkach mniej więcej 40 milionów. Marka szkolnych opowieści niosła kasę. Sama Hanako nie niosła jej wcale, bo Hanako nigdy nie była opowieścią, tylko protokołem, a protokołu nie da się sprzedać na plakacie.
4 lipca 1998. Wytwórnia Tōei wypuszcza „Odrodzoną Hanako-san” w reżyserii Tsutsumiego Yukihiko, ze scenariuszem Takahashiego Hiroshiego. Ten sam Takahashi napisał w tym samym roku scenariusz „Kręgu” („The Ring”). Jego Hanako okazuje się nie istnieć: opowieść o dziewczynce szukającej matki jest przykrywką, pod którą siedzi bezimienne coś, zamknięte w lalce w kapliczce za budynkiem szkoły. Rok japońskiego horroru bierze dziecięcą legendę i wyjmuje z niej dziecko.

2013. W serialu „Yōkai Watch” Hanako wygłasza kwestię, która zwróciła moją uwagę. Skarży się, że nie umie już nikogo przestraszyć, bo przez smartfony i media społecznościowe zniknął efekt zaskoczenia, a na nim opierał się cały jej warsztat. Za radą chłopca zaczyna pojawiać się poza ubikacją, a potem rezygnuje ze straszenia i przekwalifikowuje się na producentkę wizerunku innych potworów. Legenda ogłasza własny nekrolog w programie dla dzieci.
2014. W miesięczniku „G Fantasy” rusza manga, w której Hanako jest chłopcem, nazywa się Yugi Amane, stanowi siódmy z siedmiu cudów swojej szkoły, a bohaterka chciałaby mieć chłopaka. Do lutego 2024 nakład serii przekroczył dziesięć milionów egzemplarzy. Anime ciągnęło się do 2025, nie wiem, czy będą jakieś wznowienia.
Prześledźmy tę linię jeszcze raz. Straszydło, opiekunka, przezwisko dręczonej, pustka pod przykrywką, ofiara systemu, emerytowana zawodowa straszycielka, chłopak. Siedem figur w trzydzieści lat, z których żadna nie zawiera poprzedniej. Tak zachowuje się coś, co nie ma własnej treści. Z Draculą tego zrobić się nie da.

Zapamiętajmy ten obraz. Górska dolina, ubywa mieszkańców, szkołę zamknięto, bo nie ma już kogo w niej uczyć. Sale stoją puste, kafelki w ubikacji trzymają chłód dłużej niż reszta budynku, kabin jest tyle samo co czterdzieści lat temu. I do tego budynku przyjeżdżają ludzie z miasta, żeby wykonać obrzęd wymyślony przez uczniów dekady wcześniej. Jaką władzę mają nad nami uczucia nostalgii!
Książka rzeczywiście wraca na półkę, ktoś ją tam odkłada, i przez chwilę wszystko jest w porządku. Aż do następnego razu.
Źródła
1. Andrade, Eduardo B., Cohen, Joel B., „On the Consumption of Negative Feelings", Journal of Consumer Research 34(3), 2007.
2. Andersen, Marc M. i in., „Playing With Fear. A Field Study in Recreational Horror", Psychological Science 31(12), 2020.
3. Apter, Michael J., The Dangerous Edge. The Psychology of Excitement, The Free Press, Nowy Jork 1992
4. King, Neville J. i in., „Fears of Children and Adolescents. A Cross-Sectional Australian Study Using the Revised Fear Survey Schedule for Children", Journal of Child Psychology and Psychiatry 30(5), 1989.
5. Yoshioka Kazushi, „Horror at School. The Spread of Scary Stories Among Japanese Children and Teachers", Nippon.com, 2026
6. 松谷みよ子『現代民話考』第二期II「学校 笑いと怪談・子供たちの銃後・学童疎開・学徒動員」立風書房、1987年.
7. 常光徹『学校の怪談』講談社KK文庫、1990年11月、63–66頁;高橋敏弘「怪異雑考(八)」『西郊民俗』第132号、1990年9月16日、31–32頁;林英一「学校の中の非日常空間の位相」『民俗』第135号、相模民俗学会、1990年4月、1–5頁;怪異・妖怪伝承データベース、国際日本文化研究センター(rekordy terenowe 1972–2001)
8. 吉岡一志「子どもはなぜ「学校の怪談」を語るのか:アンケート調査による抑圧説の検証」『山口県立大学学術情報』第6号、2013年3月、33–38頁;同「「学校の怪談」ブームの社会的背景:恐怖のパラドックスの心理学的理解に基づいて」『山口県立大学基盤教育紀要』第3号、2023年3月、97–106頁
9. 「公立学校施設のトイレの状況」文部科学省、2016年・2020年・2023年調査;「小学生と保護者の排便に関する意識調査」特定非営利活動法人日本トイレ研究所、2022年
>> PODOBNE ARTYKUŁY:
Kanashibari – japoński upiór, którego odnalazła współczesna neurologia
Dziecko pod podłogą – zashiki warashi i jego smutny śmiech
Ebook o japońskich demonach: "Yokai. Cień, który nosimy w sobie"
Haji 恥. Wstyd. Co leży na samym dnie japońskiej duszy?
Nurarihyon: wódz demonów z przypadku. Psychologia obcego, który zachowuje się jak gospodarz
未開 ソビエライ
未開 ソビエライ
Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".
"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)
___________________
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!