Opowieść o Izanagim i Izanami mówi o mitycznych początkach Japonii, ale i o czymś znacznie więcej – o miłości i tworzeniu, gniewie i stracie, podróży w mrok, z którego nie ma powrotu. To historia bardzo ludzkich bogów, którzy ukształtowali świat, ale których losy na zawsze rozdzielił cień Yomi – świata zmarłych, w którym śmierć nie jest ani nagrodą ani karą, lecz wiecznym rozkładem. To mit, który kształtował japońską wyobraźnię od czasów Kojiki lub wcześniej, a jego echo słychać do dziś – w literaturze, w teatrze Nō, w estetyce mono no aware, a nawet w japońskich rytuałach oczyszczenia harai. Bo czy naprawdę różnimy się tak bardzo od Izanagiego? Każdy, kto doświadczył straty, zna to pragnienie – wyrwać ukochaną osobę ze szponów zapomnienia, zbuntować się przeciw nieuniknionemu, nie pozwolić odejść na zawsze. Bolesna strata sprawia, że nie akceptujemy rzeczywistości i z furią chcemy rzucić się do szyi choćby i samej śmierci.
Dziś opowiemy o miłości Izanami i Izanagiego – od stworzenia Wysp Japońskich, przez tragedię rozstania, aż po desperacką podróż w głąb Yomi i zamknięcie wrót, które raz zatrzaśnięte, nigdy więcej się nie otworzyły. Każdy akt tej historii opatrzymy komentarzem, którym spróbujemy objaśnić znaczenie wydarzeń. Bo to nie jest tylko mit o bogach – to opowieść o tym, jak Japończycy próbowali godzić się ze śmiercią najbliższych; o tym, jak pragnienie zatrzymania tego, co musi odejść, zamienia się w koszmar, i dlaczego w japońskim spojrzeniu na życie nie ma ucieczki przed przemijaniem. Tutaj nawet bogowie są bezradni wobec śmierci – a przekroczenie jej granicy jest zawsze podróżą w jedną stronę – tak dla ludzi, jak i kami.
Bo Yomi to nie tylko mit. To lęk przed przemijaniem, który wciąż unosi się w japońskim powietrzu. To kapliczki i kadzidła dla zmarłych, to puste krzesło przy stole w święto Obon, to światło lampionów, które płyną rzeką nocą w milczeniu. Izanagi myślał, że można wyrwać kogoś ze szpon śmierci – ale to śmierć wyrwała część jego samego. Może dlatego w Japonii tak wielu artystów, filozofów i poetów przez wieki pisało nie o tym, co można zatrzymać, ale o tym, co musi odejść.
(Mit o Izanami i Izanagi - poniższa historia znana jest z wielu źródeł japońskiej kultury, ale głównym i najstarszym jej źródłem jest kronika Kojiki z roku 712 na polecenie cesarzowej Gemmei przez Ō-no Yasumaro).
Akt I - Początki
Na samym początku nie było niczego – ani ziemi, ani nieba, ani światła. Istniała jedynie nieskończona otchłań chaosu, w której niewidzialne siły drgały jak niewypowiedziane słowa. Niebo i ziemia nie miały jeszcze kształtu, a powietrze i woda splatały się w bezkształtną, niezróżnicowaną masę. Przez eony czas trwał w stagnacji, dopóki z tego pierwotnego chaosu nie wyłoniły się pierwsze boskie istoty – Kotoamatsukami (別天津神), bogowie niebios, byty tak pierwotne i wpisane w samą naturę Wszechświata, że ich obecność była niemal niedostrzegalna. Byli oni jak wiatr – obecni, a jednak ulotni, unoszący się ponad światem w stanie czystej harmonii.
Świat stopniowo zaczął nabierać formy. Niebiosa, zwane Takamagahara (高天原), wznosiły się wysoko nad wszystkim jako miejsce, gdzie miały zamieszkać boskie istoty. Ziemia, wciąż jeszcze niestabilna, dryfowała w pustce jak tłusta plama na wodzie – była Ashihara-no-Nakatsukuni (葦原中国), "Środkowy Kraj Trzcinowych Równin", wciąż dziki i nieukształtowany.
Bogowie patrzyli na ten nierozwinięty świat i postanowili nadać mu ład i porządek. W tym celu powołali do życia dwoje boskich istot – Izanagi i Izanami, pierwszą boską parę, której przeznaczeniem było dokończenie dzieła stworzenia.
Izanagi (伊邪那岐), imię które oznacza „Ten, który zaprasza”, był potężnym bóstwem, o twarzy jaśniejącej boskim blaskiem i oczach ostrych jak klinga miecza. Jego dłonie potrafiły kształtować samą rzeczywistość, a głos niósł się niczym grom rozbrzmiewający wśród niebios. Izanami (伊邪那美), „Ta, która zaprasza”, była jego siostrą i małżonką – bóstwem piękna i płodności, obdarzoną łagodnym, choć nieprzeniknionym spojrzeniem. Gdy razem stali na niebiańskim moście Ame-no-Ukihashi (天の浮橋) (który gdy spadł na ziemię, utworzył to, co znamy jako Amano Hashidate, zobacz: Zobaczyć własną ścieżkę przez „Niebiański most” w japońskiej sztuce sumi-e mistrza Sesshu), „Pływającym Moście Nieba”, w ich sercach rozbrzmiewał głos boskiego przeznaczenia.
— Niechaj ziemia nabierze kształtu pod naszą wolą — rzekł Izanagi, spoglądając na nieuformowany, wirujący chaos pod sobą.
Bogowie ofiarowali im włócznię Ame-no-Nuboko (天沼矛), świętą broń o ostrzu połyskującym światłem niebios, aby mogli nadać formę światu. Izanagi uniósł włócznię i zanurzył jej czubek w niespokojnym oceanie chaosu. Gdy wciągnął ją z powrotem, krople, które spadły z jej ostrza, zgęstniały i zaczęły się wirować, tworząc pierwszą stałą ziemię – wyspę Onogoro (淤能碁呂島), „Samoistnie Skupioną Wyspę”.
Pełni zachwytu nad swoim dziełem, Izanagi i Izanami zeszli na Onogoro, stawiając pierwsze kroki na nowo narodzonym świecie. Aby uczynić go swoim domem, wznosili święty filar – Ame-no-Mihashira (天の御柱), „Boski Filar Niebios” – wokół którego mieli zawrzeć święty związek małżeński.
Ich serca biły mocno, bowiem mieli nie tylko dopełnić dzieła stworzenia, lecz również połączyć swoje dusze i ciała w boskiej harmonii. Postanowili więc odprawić sakralny rytuał małżeństwa, krążąc wokół filaru – Izanami poszła w jedną stronę, Izanagi w drugą. Gdy spotkali się po drugiej stronie, Izanami jako pierwsza przemówiła:
— Jak piękny i dostojny jesteś, małżonku!
Jednak natychmiast po tych słowach boskie wiatry wstrzymały oddech, a bogowie na niebiosach zmarszczyli czoła. Coś poszło nie tak. Zgodnie z boskim porządkiem to mężczyzna powinien przemówić jako pierwszy – tak było odwieczne prawo niebios. Nieświadomi swego błędu, Izanagi i Izanami dokończyli ceremonię, po czym przystąpili do aktu stworzenia. Wkrótce z ich związku narodziło się pierwsze dziecko.
Lecz gdy spojrzeli na nie, poczuli trwogę. Dziecko było zdeformowane, nienaturalne – nie przypominało ani boga, ani człowieka. Nazwali je Hiruko (蛭子), „Dziecko-Pijawka”, i z bólem serca spuścili je na tratwę, pozwalając, by fale uniosły je daleko w nieznane.
Przerażeni i zrozpaczeni, Izanagi i Izanami wznosili modlitwy do starszych bogów, błagając o wyjaśnienie. Wówczas ich głosy rozbrzmiały z niebios:
— Źle wykonaliście sakralny rytuał. To mężczyzna winien przemówić jako pierwszy. Powtórzcie ceremonię w sposób właściwy, a wasze dzieci będą potężne i boskie.
Pokorni wobec boskich praw, Izanagi i Izanami rozpoczęli rytuał na nowo. Tym razem Izanagi przemówił pierwszy:
— Jak piękna i dostojna jesteś, małżonko!
A Izanami odpowiedziała z uśmiechem:
— Jak przystojny i potężny jesteś, małżonku!
Gdy tym razem ich dusze połączyły się zgodnie z niebiańskim prawem, z ich związku zaczęły się rodzić potężne istoty: bogowie mórz, rzek, wiatru, gór i lasów. Ich dziećmi stały się także wyspy – jedna po drugiej, niczym klejnoty rozsypane po oceanie, wyłaniały się Awaji, Shikoku, Oki, Kyūshū i Honshū, tworząc krainę, którą później nazwano Nihon (日本) – „Krajem Wschodzącego Słońca”.
Zadowoleni z dzieła swego stworzenia, Izanagi i Izanami patrzyli na nowe ziemie i czuli radość, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyli. Nie wiedzieli jednak, że czeka ich tragedia, która na zawsze zmieni losy świata.
Pierwsza część mitu o Izanagi i Izanami to nie tylko opowieść o powstaniu Japonii, lecz także głęboka refleksja nad porządkiem świata, rolą rytuałów i nieustannym procesem doskonalenia rzeczywistości. Mit ten ukazuje, że świat nie wyłania się jako gotowa, doskonała struktura, lecz jest formowany stopniowo, poprzez próby, błędy i korekty. Boska para musi powtórzyć rytuał małżeństwa, ponieważ pierwszy akt stworzenia był wadliwy – jest to wyraz kluczowej dla shintō idei musubi (結び), czyli harmonizacji sił i procesów, które nigdy nie są dane raz na zawsze, lecz wymagają dostrojenia. Nawet bogowie nie są doskonali i podlegają prawom kosmosu, co odróżnia mitologię japońską od wielu innych tradycji, w których bóstwa od początku posiadają nieograniczoną moc i wszechwiedzę. Tutaj boskość polega nie na absolutnej perfekcji, lecz na zdolności do tworzenia, adaptacji i nieustannego kształtowania świata.
Istotnym aspektem tego mitu jest także koncepcja rytuału i jego właściwego wykonania. W kulturze japońskiej od najdawniejszych czasów rytuały nie były jedynie symbolicznymi gestami – ich skuteczność zależała od precyzyjnego przestrzegania zasad i zachowania duchowej harmonii. Jeśli rytuał jest przeprowadzony niewłaściwie, nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Właśnie dlatego Izanami i Izanagi muszą ponowić ceremonię – nie wystarczy intencja, potrzebna jest zgodność z kosmicznym ładem. To myślenie przetrwało w Japonii do dziś, od oczyszczających rytuałów w shintō po codzienne czynności, w których liczy się forma, dokładność i duchowe zaangażowanie. Widać to choćby w sztukach walki (budō), ceremonii parzenia herbaty (sadō) czy układaniu kwiatów (ikebana), gdzie technika i duchowa harmonia są nierozłączne.
Nie sposób również pominąć kwestii społecznej, jaką ujawnia ten mit. To, że Izanami przemówiła pierwsza i zostało to uznane za błąd, pokazuje, jak w starożytnej Japonii postrzegano hierarchię płci. Choć Izanami jest boginią o ogromnej mocy, jej inicjatywa w sakralnym rytuale została uznana za naruszenie porządku. Nie oznacza to jednak, że kobiety w mitologii japońskiej były bierne – wręcz przeciwnie, Izanami ostatecznie staje się potężnym bóstwem śmierci, a Amaterasu, ich córka, zostaje najważniejszym bóstwem niebios. Mit ten więc nie tylko odbija realia patriarchalnego społeczeństwa, ale także pokazuje bardziej subtelną filozofię wzajemnego uzupełniania się pierwiastków męskiego i żeńskiego – żadna ze stron nie może działać w izolacji, a harmonia powstaje dopiero wtedy, gdy każdy element świata znajdzie swoje właściwe miejsce w nieustannym cyklu porządku i chaosu. Niemniej – para zostaje ukarana za to, że kobieta przemówiła pierwsza. Ten rys będzie się niestety coraz bardziej uwidaczniał przez następne wieki aż po najnowszą historię (co w sposób dogłębny analizujemy w książce: "Silne kobiety Japonii").
Akt II – Tragedia
Świat, który Izanagi i Izanami stworzyli, zaczął rozkwitać. Ich dzieci, boskie istoty, wypełniały ziemię i niebo, nadając kształt i życie naturze. Owoce ich miłości przybierały postać bogów mórz, gór, rzek i wiatrów – każdy z nich był siłą, która miała odtąd kierować światem. Izanami wydała na świat Ōyamatsumi (大山津見神), bóstwo potężnych gór, których szczyty miały stać się osią świata, stabilnym fundamentem dla wszelkiego istnienia. Z kolei Watatsumi (綿津見神), bóg mórz, przyniósł wodę, która spływała w doliny, wypełniając ziemię rzekami i jeziorami. Każde z tych dzieci było esencją świata, spajającą niebo, ziemię i wody w jedność.
Izanami patrzyła na swoje boskie potomstwo z radością, była jednak też wyczerpana. Każde nowe dziecko pochłaniało jej siły, a świat, który stawał się piękniejszy, zabierał jej część energii. Aż wreszcie przyszła kolej na ostatnie dziecko – bóstwo, które miało zmienić wszystko.
Gdy Izanami poczuła, że w jej wnętrzu formuje się kolejna boska istota, od razu wiedziała, że coś jest nie tak, coś jest inaczej. Nie było to ciepło życia, lecz coś piekącego, niszczycielskiego. Kiedy nadszedł dzień porodu, ziemia zadrżała, a niebo przecięły ogniste błyskawice. Z jej łona wyłonił się Kagutsuchi (軻遇突智神) – bóg ognia, płonący niczym tysiąc słońc. Był piękny i straszny zarazem, jego ciało pulsowało gorącym żarem, a oddech przypominał rozpalone wiatry, które mogły stopić skały.
Narodziny Kagutsuchiego miały swoją cenę. Płomienie, które wypaliły mu drogę na świat, pochłonęły jego matkę. Ogień przetaczał się przez jej ciało jak fala, trawiąc je od wewnątrz. Izanami wyła z bólu, jej skóra pękała jak sucha ziemia podczas suszy, a bogowie, patrzący z Takamagahary, wstrzymali oddech.
Izanagi klęczał przy swojej ukochanej, obejmując jej drżące ciało. Jej oddech był coraz płytszy, a spojrzenie gasło jak światło lampy, której zabrakło oliwy. Kiedy ostatnie tchnienie opuściło jej usta, ziemia zatrzęsła się ponownie – ale tym razem nie był to znak nowego życia, lecz pierwsza na świecie smierć.
W tym momencie świat przestał być czystą krainą stworzenia. Wraz ze śmiercią Izanami w rzeczywistości pojawiło się rozpadanie, przemijanie, ból i koniec.
Nie tylko żal i smutek wypełniały jednak serce Izanagiego – wypełnił je też gniew. Nie był to ból człowieka, który traci ukochaną osobę – był to gniew boga, którego dzieło zostało zniszczone, furia, która mogła rozedrzeć niebo. Jego oczy zapłonęły złowrogim światłem, a jego ręce zacisnęły się na tsurugi – boskim mieczu, który nosił u pasa.
Nie było żadnego sądu, żadnej wątpliwości. Kagutsuchi, jego własne dziecko, stał się w oczach wściekłego Izanagiego winowajcą. Był ogniem, który pochłonął jego żonę. Izanagi podniósł swój miecz i w jednym, potężnym ciosie rozciął Kagutsuchiego na kawałki.
Ale boska krew nie jest jak krew śmiertelników – z każdej kropli krwi zrodzili się nowi bogowie. Ze szkarłatnych rzek, które spływały po ziemi, powstało osiem potężnych bóstw, związanych z siłami burz i gromów, ogniem i wojną. Były to dzieci gniewu, które miały nieść zarówno zniszczenie, jak i odrodzenie, bo każda śmierć w boskim świecie rodziła nowe życie.
Ale żaden z tych bogów nie mógł przywrócić Izanami do życia. Jej dusza zniknęła z tego świata. Odeszła tam, dokąd nikt jeszcze nie podążył – do Yomi, krainy cienia, skąd nie było powrotu.
Izanagi, który był twórcą światła i życia, stał teraz samotny, pochłonięty bólem za tym, co stracił. Nie chciał się na taki los godzić.
Podjął decyzję. Wyruszy do Yomi i sprowadzi Izanami z powrotem.
Śmierć Izanami to pierwszy moment w mitologii japońskiej, gdy świat pierwotnej harmonii zostaje naruszony przez nieodwracalną stratę. Do tej pory rzeczywistość była cyklem kreacji – z chaosu wyłaniał się porządek, z wody rodziła się ziemia, a z boskiego związku płynęło życie. Jednak pojawienie się Kagutsuchiego – boga ognia – przynosi coś nowego: zniszczenie, które nie prowadzi do natychmiastowej odbudowy, lecz do pustki, rozkładu i odejścia. W tym micie zawarta jest głęboka japońska koncepcja mono no aware (物の哀れ) – melancholijnego uświadomienia sobie, że wszystko, co piękne i doskonałe, jest nietrwałe (koncepcja, która zdominuje kulturę japońską na setki lat, choć sama nazwa mono no aware pojawiła się dopiero w XVIII-wiecznym Edo).
Ogień, który tworzy, jest tym samym, który niszczy; życie, które płynie, zawsze zmierza ku śmierci. Ta filozofia, w której destrukcja jest równie fundamentalna jak kreacja, przenika całą kulturę Japonii – od estetyki ulotnych kwiatów ume i sakury po shintōistyczne rytuały oczyszczania po katastrofach.
W Akcie II ujawnia się fundamentalna dla mitologii japońskiej dialektyka między siłami tworzenia a siłami destrukcji, w której żadne z nich nie jest absolutnie dobre ani złe. Kagutsuchi – bóg ognia – jest zarówno przyczyną narodzin nowych bóstw, jak i niszczycielem swojej matki, a krew przelana przez Izanagiego prowadzi do kolejnych narodzin. To wyraża japońską koncepcję cykliczności i transformacji, w której każda katastrofa jest zarazem początkiem czegoś nowego – myśl, która znajdzie odbicie zarówno w buddyjskim rozumieniu karmy i samsary, jak i w historycznej zdolności Japonii do odradzania się po kataklizmach, takich jak trzęsienia ziemi, wojny czy bomby atomowe. Istnieje tu jednak pewna różnica między chaosem a cyklem, którą mit subtelnie ukazuje: dopóki Izanami i Izanagi tworzą wspólnie, porządek świata rozwija się stopniowo i harmonijnie; w momencie, gdy Izanami umiera, a Izanagi odpowiada na stratę gwałtowną przemocą, proces ten zamienia się w niekontrolowany rozlew boskiej krwi, który już nie jest w pełni świadomym kreowaniem świata, lecz wynikiem pęknięcia w jego strukturze. To ostrzeżenie, że kreacja wymuszona przez gniew prowadzi do rzeczy, których nawet bogowie nie są w stanie przewidzieć ani kontrolować, i zapowiedź tragedii, która czeka Izanagiego w Yomi.
Najbardziej niepokojącym aspektem tego mitu jest jednak nie sama śmierć Izanami, lecz jej przejście do Yomi. W wielu mitologiach śmierć oznacza natychmiastowe przeniesienie duszy do innego wymiaru – w Japonii natomiast śmierć jest procesem, w którym istota nadal istnieje, ale w stanie rozkładu i zapomnienia. Yomi nie jest piekłem, ale miejscem stagnacji, gdzie życie zamienia się w cień i traci swoją pierwotną energię. To uderzająco zgodne z japońską filozofią śmierci i pamięci – Japończycy od wieków wierzyli, że dusze przodków nie tyle „odchodzą”, ile pozostają obecne w świecie, ale stopniowo bledną i przechodzą w stan letargu, jeśli nie są czczone. Izanagi nie akceptuje tej rzeczywistości – dlatego decyduje się na desperacką podróż do Yomi, próbując wyrwać swoją ukochaną z nicości. Jest to pierwszy w mitologii japońskiej przykład ludzkiego (choć boskiego) buntu wobec naturalnego porządku, a jednocześnie przejaw czegoś głęboko japońskiego: pełnej, bolesnej świadomości nieuchronności przemijania i jednoczesny ból w próbie akceptacji tego, że nic nie jest stałe.
Akt III – Wyprawa do Yomi
Nie było żadnej nadziei, ale Izanagi nie chciał się pogodzić z bolesną prawdą. Świat, który stworzył, nie miał mieć w sobie miejsca na stratę i tęsknotę, a mimo to stały się rzeczywistością. Izanami odeszła. Jej ciało niszczało, a dusza spłynęła w ciemność Yomi – miejsca, o którym nawet bogowie nie mówili na głos. Rozpacz Izanagiego jednak dodawała mu tej szaleńczej, desperackiej siły, która nie zatrzymuje się przed żadnym tabu. Nie obchodziło go, że nikt jeszcze nie wrócił z Yomi. Nie obchodziło go, że śmierć jest wieczna. Miał zamiar odzyskać ukochaną.
Z mieczem u pasa i determinacją ostrzejszą niż sama klinga wyruszył w stronę Yomotsu Hirasaka (黄泉津平坂), wąskiej, kamiennej ścieżki prowadzącej do zaświatów. Powietrze stało się gęstsze, cuchnące cierpką zgnilizną, odgłosy kroków jakby głośniejsze, a echo – puste, głuche. Nie było już wiatru, nie widać już było nieba. Była tylko droga – droga prowadząca w dół. Głęboko w dół…
Nikt nie powinien iść tą drogą...
To, co nazywano Yomi, nie było miejscem tortur ani ognia, nie było piekłem, w którym czekała kara. Było o wiele gorzej.
Było pustką, resztkami ze świata żywych, które w ciemności się powoli rozkładały. Była to kraina cienia, w której nic nie żyło, ale też nic nie umarło do końca. Nogi Izanagiego szurały po zimnym kamieniu, ale dźwięk ten wydawał się nienaturalnie odległy, jakby nie należał już do niego. Gdzieś w głębi ciemności coś szeptało. Nie był to język bogów, ale coś na wpół martwego – suchy, bezdźwięczny syk rzeczy, które dawno zapomniały, że istniały.
Mrok był tak gęsty, że wżerał się w oczy, jakby światło nie istniało nigdy. Czy to tak wygląda śmierć? – pomyślał Izanagi. Cisza, która nie jest ciszą. Czas, który nie biegnie. I wreszcie, po czymś, co mogło być chwilą lub wiecznością - zobaczył ją.
Izanami!
Stała przed nim, otulona ciemnością, tak jak ją zapamiętał, i jednocześnie zupełnie inna. Była tu, a jednak jej obecność była rozmyta, jakby nie należała już do świata, który znał.
– Izanami! – jego głos zabrzmiał nienaturalnie, wibrując w przestrzeni, która nie powinna go słyszeć. – Wracaj ze mną. Świat, który stworzyliśmy, jest pusty bez ciebie.
Przez chwilę myślał, że ujrzał na jej twarzy cień smutnego uśmiechu.
– Chciałabym wrócić – odpowiedziała. Jej głos był cichy, ale nie słaby. – Ale jest za późno.
Izanagi zmarszczył brwi.
– Nie może być za późno. Jestem tutaj. Otworzę dla ciebie drogę.
– Nie rozumiesz… – jej głos zabrzmiał teraz ostrzej. – Zjadłam pożywienie Yomi.
Izanagi zamarł.
"Zjadłam pożywienie Yomi"...
Te słowa uderzyły w niego jak cios, którego nie mógł sparować. Prawo, które znał, było nieodwołalne – ci, którzy spożyli strawę podziemi, należą do podziemi. Nie mogą wrócić.
Izanami patrzyła na niego długo.
Izanagi przemówił, najpierw głucho, pusto, potem z coraz większą siłą i wściekłością
– Nie może być za późno. Nie jest za późno. Jestem tu. Pokaż mi, pokaż kto tu stanowi praw! Stawię czoła wszystkim i wszystkiemu! Nie pozwolę! Nie! Wrócisz ze mną, choćbym miał spalić całą Yomi! Odzyskam Cię!
– Ukochany… Nie wiem... Ale, skoro tu jesteś... zapytam władców Yomi, czy mogę odejść. Poczekaj na mnie. Ale obiecaj mi jedno – nie patrz. Nie wchodź do środka. Nie szukaj mnie w ciemności. - podkreśliła to jednocześnie silnie i błagalnie.
Nie patrzeć.
Nie wchodzić.
Nie szukać.
Izanagi skinął głową. Nie było innego wyboru.
Izanami odeszła w głąb mroku, a Izanagi został sam. Cisza wokół niego była obezwładniająca, lepka i nienaturalna. Powietrz tu była martwe, samo oddychanie nim było torturą…
Czekał.
Czekał.
Czekał…
Ale jak długo można czekać w świecie, w którym czas nie istnieje?
Izanagi nie był człowiekiem, nie był śmiertelnikiem – był bogiem, ale nawet bogowie mają swoje granice. Co, jeśli to była pułapka? Co, jeśli Izanami już nigdy nie wróci?
Nie mógł już dłużej stać w ciemności. Nie tutaj. Nie pośród tego czegoś, co zdawało się przesuwać w cieniu, bez kształtu, bez twarzy.
Złamał obietnicę.
W mroku sięgnął do włosów, odłamał ząb swojego grzebienia i przyłożył go do ziemi. W jednej chwili drewno zapłonęło.
I wtedy ją zobaczył.
Ale to nie była jego Izanami.
Stało przed nim coś, co kiedyś nią było – coś, co miało jej kształt, ale nie jej życie.
Ciało rozkładało się w śliskich, czarnych fałdach martwego mięsa, a skóra pękała, odsłaniając wijące się larwy. Oczy, które kiedyś były pełne światła, teraz były puste, martwe, czarne jak przepaść.
Oślepiona ogniem, obudzona światłem, kraina Yomi po raz pierwszy wstrzymała oddech. Rozległ się potężny ryk. Ciemność zadudniła. Martwa kraina w gniewie przemówiła.
Izanagi, bóg, który myślał, że może oszukać śmierć, zamarł w bezruchu, niezdolny wydać z siebie ani jednego dźwięku.
Coś się poruszyło.
Izanami-nie Izanami – otworzyła usta.
I krzyknęła straszliwie.
Podróż Izanagiego do Yomi jest pierwszą w mitologii japońskiej wyprawą w ciemność, która nie daje odkupienia, a jedynie ukazuje brutalną nieodwracalność śmierci. W wielu kulturach bohater, który zstępuje do zaświatów, wraca stamtąd przemieniony, często z wiedzą lub mocą. W Japonii jednak śmierć jest nie tylko granicą, ale przestrzenią rozpadu, w której wszystko, co istniało, ulega degeneracji. Izanami nie jest już piękną boginią – jest czymś, co utraciło formę, stało się zjawą, odbiciem świata, w którym nic już nie pulsuje życiem. To myślenie o śmierci w Japonii pozostaje niezmienne od wieków – w przeciwieństwie do chrześcijańskiego czy buddyjskiego pojmowania zaświatów jako miejsc nagrody lub kary, Yomi to jedynie pustka, stan zawieszenia.
Motyw zakazu patrzenia, który Izanagi łamie, jest jednym z najbardziej uniwersalnych archetypów w mitologiach świata – pojawia się w micie o Orfeuszu i Eurydyce, w legendach o duszach próbujących powrócić z zaświatów. Ale w mitologii japońskiej patrzenie na zmarłego, szczególnie w stanie rozkładu, nie tylko łamie tabu, lecz także brutalnie konfrontuje z rzeczywistością śmierci. To nie tylko naruszenie zasady, ale moment utraty iluzji. W tym sensie można dostrzec tu coś głęboko zakorzenionego w japońskiej literaturze i kulturze – świadomość, że największy horror nie kryje się w nadprzyrodzonym, ale w tym, co jest zbyt prawdziwe, by to zaakceptować. To samo napięcie można odnaleźć w estetyce japońskiego horroru, w filmach takich jak Onibaba (1964) czy Ju-on (2000), gdzie lęk nie wynika z samej śmierci, ale z tego, że coś, co powinno być martwe, wciąż istnieje – lecz nie w sposób, który dałby ukojenie.
Najważniejsze jest jednak, że Izanagi ponosi porażkę – nie może odzyskać Izanami, nie może nawet jej naprawdę zobaczyć, bo ta, którą znał, już nie istnieje. Yomi nie daje szans na pogodzenie się ze stratą, nie daje odpowiedzi – jest miejscem, które odbiera, ale nic nie zwraca. Ten mit odzwierciedla japoński stosunek do śmierci i pamięci o zmarłych. W kulturze japońskiej zmarli nie znikają całkowicie, ale jeśli nie są odpowiednio czczeni, ich obecność staje się niepokojąca, złowroga. Dlatego w Japonii obchodzi się Obon (お盆) – święto, podczas którego dusze przodków powracają na chwilę do świata żywych, ale zawsze muszą odejść z powrotem. To, co robi Izanagi, jest sprzeczne z tą filozofią – chce wyrwać Izanami ze śmierci, zamiast zaakceptować jej odejście. Jego podróż do Yomi to więc nie triumf miłości, lecz lekcja o nieuchronności straty, brutalna jak sam obraz gnijącego ciała bogini. Jest to pierwszy w mitologii japońskiej przykład buntu wobec śmierci – i jego nieuniknionej porażki.
Akt IV – Ucieczka z Yomi
Krzyk Izanami przebił ciemność. Był to dźwięk, który nie należał do świata żywych – ryk, który nie był już głosem, lecz echem rozkładu, falą rozpaczy za utraconym życiem i furii, która przetoczyła się przez całe Yomi. To nie był krzyk kobiety. To było wycie bogini śmierci.
W jednej chwili ciemność ruszyła. Coś się poruszało – szybko, nienaturalnie, jakby ciemność wypełniająca krainę Yomi zaczęła buzować, wściekle kotłować się. Izanagi rzucił się do ucieczki. Za jego plecami zbliżały się one – yomotsu-shikome (黄泉醜女), ohydne służki umarłych, kobiety o rozdartych ustach, ślepym spojrzeniu i rękach zakończonych pazurami ostrymi jak noże. Biegły nienaturalnie, nie odpychając się od ziemi, lecz sunąc w jego stronę jak wschodzący cień.
Musiał je powstrzymać. Sięgnął do włosów, szarpnął grzebień i rzucił go na ziemię – w ułamku sekundy zębiska grzebienia wyrosły w wysokie pędy bambusa, pęczniejące, wypełnione sokiem, łamiące się pod własnym ciężarem. Yomotsu-shikome rzuciły się na nie jak wygłodniałe zwierzęta, drapiąc, rozdzierając, gryząc. Izanagi biegł dalej.
Cienie za nim się poruszały. Izanami posłała następnych – wojowników Yomi, 1500 umarłych, których ciała nigdy nie zgniją, lecz będą na zawsze służyć ciemności. Izanagi chwycił miecz i przeciął powietrze – nie zadał ciosu żadnemu z nich, ale jego gniew przeciął przestrzeń samego Yomi. Z poszarpanych granic ciemności trysnęła krew i zamieniła się w płomienie.
Biegł. Biegł ku światłu, którego jeszcze nie widział, ale już czuł.
Aż w końcu zobaczył ją – granicę światów, wąską szczelinę między cieniem a istnieniem, pomiędzy bytem a nicością. To było Yomotsu Hirasaka, wejście do Yomi, miejsce, w którym granice rzeczywistości były tak cienkie, że można było je rozedrzeć jednym gestem. Izanagi rzucił się naprzód. Za nim gnałą śmierć.
Ale on był szybszy. Złapał ogromny głaz, wielki jak sama wola bogów, i zatrzasnął nim wrota świata umarłych.
Ciemność uderzyła w kamień. Niewidzialne ręce, głosy, gniew, furia– wszystko zatrzymało się w jednej chwili, zamknięte po drugiej stronie.
I wtedy Izanami przemówiła. Jej głos był teraz spokojny, chłodny, morderczy i pełen zimnej nienawiści.
– Jeśli mnie zostawiłeś, mój drogi małżonku… to niechaj każdego dnia tysiąc ludzi w twoim świecie umiera.
Izanagi zacisnął zęby. Nie miał już Izanami. Ale miał świat.
– W takim razie… każdego dnia tysiąc pięćset nowych ludzi się narodzi!
To było ostatnie, co sobie powiedzieli. Nie było już nic więcej do powiedzenia.
Izanagi patrzył na świat, który wydawał się teraz obcy. Powietrze było czyste, ale czuł smród śmierci na własnej skórze. Musiał się oczyścić. Zszedł do rzeki i zanurzył się w wodzie – nie był to zwykły akt kąpieli, lecz pierwszy harai (祓), rytuał oczyszczenia, który później stanie się fundamentem shintō.
Ale Yomi nie odpuszczało tak łatwo.
Gdy Izanagi obmył twarz, z jego oczu i nosa narodzili się nowi bogowie. Z lewej powieki – Amaterasu (天照), światłość słońca. Z prawej – Tsukuyomi (月読), księżycowy spokój. Z nosa – Susanoo (須佐之男), wściekłość burzy. To oni mieli teraz objąć panowanie nad światem.
Ale rola Izanagiego się skończyła. Przekroczył bramę śmierci, poznał krainę cienia i nie mógł jej już nigdy zapomnieć – teraz nie jemu pisane będzie rządzić światem żywych, tylko nowemu pokoleniu bogów.
Ucieczka Izanagiego z Yomi nie jest zwycięstwem – jest odcięciem się od czegoś, czego nie da się zrozumieć i zaakceptować. Śmierć nie zostaje pokonana, nie zostaje oswojona – zostaje zamknięta za głazem, oddzielona od świata żywych, ale wciąż obecna na jego granicy. Ten mit ukazuje japońskie podejście do śmierci jako czegoś, co nigdy nie znika całkowicie, lecz zostaje w cieniu, blisko, niewidzialne, ale realne. W kulturze Japonii nie ma silnej koncepcji życia po śmierci jako nagrody czy kary – umarli przemijają, ale nie odchodzą całkowicie, ich obecność wciąż można wyczuć, jeśli nie przez duchy (yūrei), to przez pamięć, obrzędy i wspomnienia. Izanagi, w swoim buncie wobec śmierci, próbował złamać ten porządek – chciał przywrócić to, co utracone. Ostatecznie jednak musi zaakceptować, że pewnych rzeczy nie da się zatrzymać, a życie jest stanem, który ma swój koniec.
Zamknięcie Yomi i przekleństwo Izanami to pierwszy moment w mitologii Japonii, kiedy pojawia się idea cyklu życia i śmierci. Mit uzasadnia odwieczny porządek świata: ludzie umierają, ale też się rodzą, a śmierć i narodziny stają się równoważnymi elementami istnienia. Ta koncepcja wyraźnie widoczna jest w japońskiej filozofii – od poczucia przemijania mono no aware, po ideę, że każda destrukcja niesie ze sobą coś nowego. Japonia, kraj trzęsień ziemi, pożarów i tsunami, przez wieki budowała kulturę, w której koniec nigdy nie jest ostateczny, lecz zawsze prowadzi do nowego początku. Nawet historycznie – po wojnach, po katastrofach, po klęskach – Japonia zawsze powstawała na nowo.
Mit Izanagiego i Izanami ewoluował w japońskiej kulturze na wiele sposobów – jego echa słychać w literaturze, teatrze Nō i Kabuki, w filmach, w anime i grach. Motyw bramy oddzielającej świat żywych od zmarłych pojawia się wszędzie – od klasycznych sztuk, po współczesne dzieła. Motyw wędrówki w mrok, skąd nie ma powrotu w pierwotnej postaci, pojawia się w niezliczonych historiach – bo w japońskiej świadomości każda podróż do ciemności zmienia człowieka, nawet jeśli wróci on do światła. Izanagi wyszedł z Yomi, ale nie był już tym samym bogiem – zostawił tam część siebie, tak jak każdy, kto doświadczył straty. Tak kończy się ta opowieść – nie triumfem nad śmiercią, ale zrozumieniem, że świat istnieje tylko dlatego, że pomiędzy światłem a cieniem jest równowaga, której nikt nie może złamać.
未開 ソビエライ
未開 ソビエライ
Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Silne kobiety Japonii" (>>zobacz)
"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany." - Albert Einstein (prawdopodobnie)
___________________
Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!