Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.
2026/07/22

Przeziębienie duszy z kodem ICD. Osobliwa kariera depresji w Japonii

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Wzorowy pracownik, wzorowy żołnierz, wzorowy samobójca

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.27 sierpnia 1991 roku, około szóstej rano, do mieszkania w Tokio wrócił dwudziestoczteroletni mężczyzna. Nazywał się Ōshima Ichirō, skończył prawo, do pracy w największej japońskiej agencji reklamowej przyjęto go razem ze 178 innymi absolwentami. W drugim roku obsługiwał czterdziestu klientów. Za sobą miał cztery noce poza domem, bo z biura pojechał prosto na firmowy wyjazd w góry Yatsugatake i wrócił z niego prosto do domu. W jego własnych raportach wychodziło siedemdziesiąt cztery nadgodziny miesięcznie, czyli poniżej osiemdziesięciu, poniżej granicy, od której japońskie prawo zaczyna dziś mówić o śmierci z przepracowania. Zewnętrzna firma ochroniarska prowadziła własny rejestr wyjść z budynku i tam liczby były inne: przez cztery miesiące czterdzieści jeden razy wyszedł po drugiej w nocy, a siedemnaście razy nie wyszedł wcale, bo pracował do świtu. Raporty zaniżał sam. Tak robili wszyscy. W aktach sprawy opisano go jako człowieka zdrowego, dobrego w sporcie, pogodnego i prostolinijnego, odpowiedzialnego, wytrwałego, ze skłonnością do perfekcjonizmu. Około dziesiątej powiesił się w łazience.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Dziewięć lat później, 24 marca 2000 roku, sprawą zajął się Sąd Najwyższy. W uzasadnieniu wyroku znalazła się teoria charakteru sformułowana przez japońskiego psychiatrę w 1929 roku. Ludzie gorliwi w pracy, drobiazgowi, obdarzeni silnym poczuciem obowiązku uchodzą, napisał sąd, za mających powinowactwo z depresją. Kilka akapitów dalej ten sam wyrok zakazał liczenia takiego charakteru na niekorzyść zmarłego. Sąd sięgnął po teorię, żeby wyjaśnić, dlaczego Ōshima umarł, i odrzucił ją, żeby nie obciążyć Ōshimy. Zrobił obie rzeczy w jednym dokumencie i miał ku temu powody.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Historia, jaką znamy o japońskiej depresji, brzmi zupełnie inaczej. Kraj bez depresji, naród traktujący smutek jako rzecz szlachetną i prywatną, a potem rok 1999, wejście nowych leków i kampania firm farmaceutycznych sprzedająca chorobę pod hasłem lekkim jak katar: przeziębienie duszy. Sprzedaż antydepresantów rośnie sześciokrotnie w osiem lat. Historia ta ma wszystko, czego potrzebuje dobra opowieść sensacyjna: koncern, slogan, naiwną ofiarę i morał. Ma jedną wadę. Rozebrana na źródła rozsypuje się prawie w całości, a to, co po niej zostaje, jest dużo mniej pocieszające, bo z historii o firmie, która oszukała Japończyków, robi się historia o tym, jak ludzie robią to sobie samym. Dwa razy.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Zgięta wierzba i złamany bambus

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.W 1907 roku ukazała się książka Tamury Kesaburō „Shinkei no eisei” (神経の衛生), czyli „Higiena nerwów”, wcześniej drukowana w odcinkach w „Yomiuri Shinbun”. Autor tłumaczył w niej laikowi rzecz, na której zbudowano potem sto lat japońskiej psychiatrii. Choroba nerwów jest jak zgięta wierzba: nawet mocno pochylona wraca do pionu. Choroba psychiczna jest jak złamany bambus: zdejmij siłę, a bambus i tak się już nie podniesie. I tak jak wierzba różni się od bambusa od samego początku, tak choroba nerwów od początku jest czymś zupełnie innym niż choroba umysłu. Choćby neurastenia była nie wiadomo jak ciężka, nigdy nie stanie się szaleństwem. To oczywiście nie nauka w dzisiejszym rozumieniu, tylko głos pojedynczego człowieka sprzed stu lat – warto o tym pamiętać, zanim potraktujemy tę wierzbę zbyt dosłownie.

 

Po co komu taka metafora? Tamura odpowiada wprost, a socjolog Satō Masahiro wydobył tę odpowiedź z jego tekstu sto lat później: jeden pacjent bał się, że zwariuje, drugi odmawiał hospitalizacji, bo powtarzał, że nie jest wariatem. Trzeba było ich uspokoić. Trzeba było im powiedzieć, że to, na co cierpią, jest chorobą, ale nie „tamtą” chorobą.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Neurastenia, po japońsku shinkei suijaku (神経衰弱, dosł. „nerwowe osłabienie”), przyjechała z Ameryki. Wymyślił ją nowojorski lekarz George Miller Beard w 1869 roku i zdefiniował jako wyczerpanie energii ośrodkowego układu nerwowego przez nadmiar bodźców. Japonia przyjęła diagnozę razem z całym jej uzasadnieniem cywilizacyjnym. Gotō Shōgo pisał w 1905 roku, że przyczyną są postęp społeczny, rosnący poziom jakości życia, moda na zbytek i rozrywkę oraz zaostrzenie konkurencji, a najciężej dotknięci są mieszkańcy wielkich miast. Osiem lat później Kure Shūzō, najważniejszy psychiatra epoki, twierdził w „Yomiuri” z 20 maja 1913 roku, że neurastenii jest znacznie więcej niż piętnaście czy dwadzieścia lat wcześniej, zwłaszcza w miastach, a winne są walka o byt i, u studentów, egzaminy.

 

Wszystko to brzmi znajomo, bo dokładnie tak samo brzmi każdy tekst o wypaleniu z 2026 roku.

 

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Choroba epoki, rok 1926

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.27 marca 1926 roku uczeń Kurego, Sugita Naoki, ogłosił w tej samej gazecie, że neurastenia to jidaibyō (時代病), choroba epoki, i że dotyka ludzi wszystkich klas społecznych. Dwa dni później dodał zdanie: „jak poczujesz, że cię dopadło, natychmiast idź do lekarza, najlepiej do autorytetu w dziedzinie nerwów”.

 

Idź do lekarza. Nie znoś tego dłużej. Siedemdziesiąt cztery lata przed reklamą, o której zaraz będzie mowa.

 

Ebook "Yokai. Cień w każdym z nas" - TOM II zbioru esejów z ukiyo-japan.pl autorstwa Michała SobierajaSatō nazywa to podwójnym standardem japońskiego dyskursu o chorobie psychicznej i nazwa jest trafna. Neurastenia była „naszym” problemem zdrowotnym, dolegliwością porządnych ludzi z miasta, przemęczonych postępem. Psychoza była problemem „ich”, czymś odrębnym, obcym. Obie kategorie wychodziły z tej samej instytucji, obie nazywały się chorobą, a społecznie znaczyły coś przeciwnego. Neurastenia medykalizowała codzienność. Psychoza medykalizowała dewiację. Wierzba i bambus.

 

To jest ta sama operacja, którą dziewięćdziesiąt lat później wykona fraza „przeziębienie duszy”: odkleić lekkie od ciężkiego, żeby lekkie mogło wejść do gabinetu bez wstydu. Różnica polega na tym, że w 1926 roku nie istniały jeszcze SSRI i nie było koncernu do oskarżenia. Był sam jeden Kure Shūzō w „Yomiuri”.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Człowiek, który odebrał sobie diagnozę

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Wśród studentów Kurego siedział ktoś, komu ta rama nie pasowała, i to z bardzo osobistego powodu. Morita Masatake sam usłyszał w młodości rozpoznanie neurastenii, wmówił sobie chore serce, brał leki. Kiedy zabrakło mu pieniędzy naraz na leki i na życie, rzucił się z rozpaczy w naukę do egzaminu z myślą, żeby „wreszcie zdechnąć”, i objawy ustąpiły. Z tego jednego doświadczenia zrobił metodę.

 

Morita zanegował samą nazwę. Twierdził, że ta dolegliwość bierze się z psychiki, a nie ze słabości nerwów, i zdarza się głównie ludziom o szczególnym usposobieniu, które nazwał shinkeishitsu (神経質, dosł. „nerwowe usposobienie”). Mechanizm opisał jako iloczyn podłoża hipochondrycznego i wzajemnego wzmacniania się uwagi i doznania: im uważniej wsłuchujesz się w serce, tym mocniej je czujesz, a im mocniej je czujesz, tym uważniej się wsłuchujesz. Lekarstwem nie miało być usunięcie objawu, tylko arugamama – przyjęcie rzeczy takimi, jakie są, i zajęcie się swoim życiem mimo lęku. W 1919 roku uruchomił terapię stacjonarną we własnym domu, prowadzoną razem z żoną Kui.

 

Zapamiętajmy to nazwisko, jeszcze powróci.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Stół, przy którym siedzieli wszyscy

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Neurastenia nie zniknęła. Od połowy lat dwudziestych wchłaniał ją ruch higieny psychicznej: w 1926 roku nieformalne stowarzyszenie z Miyake Kōichim na czele, rok później pismo „Nō” (脳), w 1928 roku wystawa higieny psychicznej w tokijskiej dzielnicy Shiba, przedłużona do miesiąca z powodu frekwencji, w 1931 roku formalne powołanie towarzystwa.

 

I tu robi się brzydko. Statut z 1931 roku wymienia obok siebie dwa cele: zachowanie i wzmocnienie zdrowia psychicznego narodu oraz naprowadzanie osób o skłonnościach przestępczych i osób niezdolnych do samodzielności. Pomostem między troską a policją była teoria zwyrodnienia, sprowadzona z Francji i Niemiec. W tym samym roku pismo „Shakai jigyō” (社会事業) zorganizowało dyskusję redakcyjną o „problemie zwyrodnialców”. Przy stole zasiedli Kure Shūzō, Miyake Kōichi, Yoshimasu Nobuo, Marui, Muramatsu. I Morita Masatake.

 

Człowiek, który odmówił przyjęcia cudzej diagnozy na własny temat, siedział przy stole, gdzie rozdawano diagnozy innym ludziom. Nie piszę tego, żeby go potępić z fotela, sto lat później mając dostęp do wiedzy, o której on nie mógłby śnić. Piszę, bo to pokazuje, jak szybko język troski przechodzi w język segregacji, i jak niewiele trzeba, żeby te dwa języki brzmiały identycznie w ustach jednego człowieka.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Wzorowy młodzieniec, wzorowy pracownik, wzorowy żołnierz

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.W 1929 roku Shimoda Mitsuzō, uczeń Kurego, profesor psychiatrii najpierw na Keiō, potem na Kyūshū, opisał typ charakteru, jaki nazwał shūchaku kishitsu (執着気質, dosł. „temperament uporczywy” albo „usposobienie lepkie”). Podstawą nie jest u niego cecha, lecz anomalia przebiegu afektu: u ludzi tego typu uczucie raz wzbudzone nie stygnie z czasem jak u zwykłych ludzi, tylko utrzymuje swoje natężenie albo je wręcz wzmaga. Nie chodzi o to, co czują. Chodzi o to, że im to nie mija.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Znaki rozpoznawcze u Shimody: gorliwość w pracy, drobiazgowość, dokładność, uczciwość, skrupulatność, silne poczucie sprawiedliwości i obowiązku, niezdolność do oszukiwania i do bylejakości. Człowiek taki, pisze Shimoda, cieszy się zaufaniem jako człowiek solidny i bywa chwalony jako wzorowy młodzieniec, wzorowy pracownik, wzorowy żołnierz (ta zbitka pojawia się bardzo często: 模範靑年、模範社員、模範軍人). Rok 1929, Japonia dwa lata po krachu bankowym i dwa lata przed Mandżurią. Nietrudno zgadnąć, komu taki opis się spodobał.

 

Tylko że Shimoda pisał dalej. Jeśli to silne poczucie sprawiedliwości i odpowiedzialności zwróci się ku obowiązkom innych albo ku własnym prawom, człowiek taki bywa nadzwyczaj kłopotliwy. Wśród pieniaczy jest wielu ludzi tego charakteru. Fanatycy i szaleńcy religijni to również wytwór tego charakteru.

 

Japonia zapamiętała pierwszą połowę zdania i zgubiła drugą. Z teorii, według której ten sam mechanizm afektywny produkuje wzorowego żołnierza i sekciarza, została w obiegu wyłącznie pochwała sumiennego urzędnika. To jest, moim zdaniem, najważniejsza rzecz w tej akurat części historii.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Pięćset siedemdziesiąt trzy przypadki i ani jeden pieniacz

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.W 1962 roku Hirasawa Hajime przebadał pięćset siedemdziesiąt trzy przypadki łagodnej depresji, szukając Shimodowego charakteru. Znalazł drobiazgowość. Nie znalazł ani jednego pieniacza, ani jednego fanatyka. Wyciągnął z tego wniosek, że istotą typu nie jest zapamiętałość, tylko skrupulatność, i to jego wersja weszła do japońskich podręczników.

 

Dopiero Ōmae Susumu w 2013 roku wyłożył, na czym polegał ten rozjazd, i wyjaśnienie jest prozaiczne. Hirasawa badał pacjentów ambulatoryjnych, jednobiegunowych, lekkich. Shimoda opisywał hospitalizowanych chorych na psychozę maniakalno-depresyjną, czyli po dzisiejszemu z domieszką dwubiegunowości. Ta sama teoria, dwie zupełnie różne populacje, dwa różne wyniki. Pieniaczy nie było w gabinecie Hirasawy, bo pieniacze nie chodzą do gabinetu z powodu obniżonego nastroju.

 

Zapamiętaj ten mechanizm, bo za chwilę zdecyduje o tym, jak liczymy epidemię.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Człowiek, który kopie sobie grób

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.W 1961 roku heidelberski psychiatra Hubert Tellenbach wydał „Melancholie”, książkę, jakiej japońska psychiatria oczekiwała, sama o tym nie wiedząc. Materiałem było sto czterdzieści przypadków przyjętych do kliniki w Heidelbergu w jednym roku, z czego sto dziewiętnaście nadawało się do katamnezy (śledzenia dalszych losów pacjenta). Tellenbach opisał Typus melancholicus, którego cechą istotową jest Ordnungsliebe, umiłowanie porządku, przejawiające się w pracy, w postawie i w sumieniu, a w relacjach z ludźmi przybierające postać bycia-dla-innych. Sytuację przed załamaniem opisał dwoma pojęciami: zamknięcia, kiedy nie da się już podołać, a nie da się odpuścić, i pozostałości, kiedy każda dobrze wykonana praca podnosi próg i powiększa dług wobec samego siebie. Jego odpowiedź na pytanie, dlaczego taki człowiek pęka, brzmiała: kopiąc grób, kopie tak głęboko, że w końcu nie może z niego wyjść.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Tellenbach napisał, że opis Shimody pokrywa się z jego typem całkowicie. Japończycy przetłumaczyli go, przyswoili, a Kasahara Yomishi i Kimura Bin w 1975 roku wpisali do własnej klasyfikacji typ o powinowactwie z melancholią. Stamtąd był już tylko krok do zdania, że to charakter japoński, i krok ten zrobiono. Historyczka psychiatrii Shimizu Mitsue pokazała, jak teoria melancholii rozwinęła się w Japonii w odmianę nihonjinron – rozprawy o wyjątkowości Japończyków.

 

Co prawda status empiryczny tej pięknej konstrukcji jest sporny do dziś. Müller-Suur zauważył już w 1962 roku, że wszystkie przypadki Tellenbacha to nawroty, więc opisana osobowość może być pochorobowa. Glatzel wykazał, że cechy typu ustępują po podaniu litu, co czyniłoby z nich objaw, a nie charakter. Tölle zebrał w 1987 roku czterdzieści osiem badań empirycznych i podsumował, że porządkowość nie jest swoista dla melancholii, występuje w rozmaitych rozpoznaniach i u ludzi zdrowych. Najbardziej miażdżąca jest liczba z pracy Mundta z 1997 roku: zgodność diagnostyczna dwóch badaczy oceniających obecność typu melancholicznego wyniosła 0,54. Obaj znali Tellenbacha osobiście.

 

Ale strona przeciwna istnieje i uczciwość każe ją podać: von Zerssen uznał w 1996 roku konstrukt za przeważająco potwierdzony jako struktura przedchorobowa w jednobiegunowych zaburzeniach afektywnych z cechami melancholicznymi, a pozytywne wyniki przyszły też z Włoch i z Japonii.

 

Zapamiętajmy tę liczbę: 0,54. Za chwilę wejdzie do wyroku sądu.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Dwadzieścia cztery lata

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Sąd Rejonowy w Tokio zasądził w 1996 roku od Dentsū 115 580 000 jenów odszkodowania, czyli po dzisiejszym kursie z grubsza niecałe trzy miliony złotych. Sąd Apelacyjny rok później utrzymał ustalenia faktyczne, ale obniżył kwotę o trzydzieści procent, dopatrzywszy się współwiny po dwóch stronach: w osobowości zmarłego i w postawie rodziców, mieszkających z synem i niereagujących na jego stan.

 

Warto zatrzymać się na moment przy tym, co sąd apelacyjny właściwie powiedział rodzicom chłopaka, który wracał do domu o szóstej rano. Powiedział im, że gdyby ich syn był kimś innym i gdyby oni byli lepszymi rodzicami, byłoby taniej.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Sąd Najwyższy dwudziestego czwartego marca 2000 roku uchylił tę obniżkę. Sformułował przy okazji doktrynę, jaka obowiązuje w Japonii do dziś: pracodawca, powierzając pracownikowi zadania i zarządzając nimi, ma obowiązek staranności, żeby zmęczenie i obciążenie psychiczne nie kumulowały się w sposób szkodzący zdrowiu. I dodał zasadę, o którą tu chodzi: o ile osobowość pracownika nie wykracza poza zakres normalnie zakładany jako zwykła różnorodność indywidualna, tej osobowości nie należy uwzględniać przy wymiarze odszkodowania. Sprawa zakończyła się ugodą na 168 mln jenów, około czterech milionów złotych.

 

A teraz najciekawsze. W uzasadnieniu, kilka akapitów wcześniej, sąd wyjaśniał, skąd w ogóle wiadomo, że praca może zabić przez depresję. I napisał, że osoby o skłonności do gorliwości w pracy, drobiazgowości i silnym poczuciu obowiązku, określane jako tak zwany shūchaku kishitsu (pamiętamy: „usposobienie lepkie”), uchodzą za mające powinowactwo z depresją. Potem opisał typ: poważny, o zbyt silnym poczuciu odpowiedzialności, nieznoszący porażki, nieokazujący emocji, wrażliwy w relacjach, stawiający sobie cele przekraczające jego możliwości.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Konstrukt psychiatryczny z 1929 roku, o zgodności diagnostycznej 0,54 i statusie empirycznym, o jaki Niemcy kłócą się od sześćdziesięciu lat, został w roku 2000 uczyniony prawnie operatywnym w najwyższej instancji sądowej Japonii. Tym samym wyrokiem uznany za coś, czego nie wolno policzyć ofierze. Sąd potrzebował charakteru, żeby zbudować łańcuch przyczynowy od nadgodzin do pętli, i musiał go unieszkodliwić, żeby ten sam łańcuch nie obrócił się przeciwko zmarłemu. Zrobił obie rzeczy naraz i, wbrew pozorom, nie jest to niekonsekwencja. Jest to najuczciwsza rzecz, jaką da się zrobić z teorią, która wyjaśnia i oskarża tym samym zdaniem.

 

W aktach sprawy jest jeszcze jeden szczegół. Na pijackich spotkaniach przełożony kazał Ōshimie pić piwo nalane do jego własnego buta i bił go tym butem po głowie. Sąd to ustalił i zapisał. W żadnej relacji o japońskiej depresji, jaką czytałem po polsku, tego szczegółu nie ma, bo nie pasuje do opowieści o wrażliwym narodzie, który poetyzuje smutek.Książka "Ścieżki" od autora ukiyo-japan.pl:  Michałą Sobieraja

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Przeziębienie, którego nikt nie znalazł

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Teraz leki. Fluwoksamina weszła do Japonii w 1999 roku, paroksetyna w 2000. Sertralina dopiero w 2006, escitalopram w 2011. Fluoksetyna, czyli Prozac, lek, który stworzył amerykańską depresję jako zjawisko kulturowe, nie został w Japonii zarejestrowany nigdy. Eli Lilly zrezygnowała z wejścia na początku lat dziewięćdziesiątych, uznawszy, że Japończycy tego nie kupią.

 

Co się faktycznie stało? Prezes Meiji Seiki przeczytał japoński przekład „Listening to Prozac” Petera Kramera, wydany pod tytułem obiecującym cudowny lek na depresję, i uznał, że to się sprzeda. Firma wprowadziła fluwoksaminę w 1999 roku. Glaxo­SmithKline, żeby nie oddać rynku, zorganizowała w 2000 roku w Kioto konferencję z gwiazdami światowej psychiatrii, z biletami w pierwszej klasie i kolacjami w ryōtei, po czym ruszyła z kampanią prasową i telewizyjną. W reklamie aktorka Kimura Tae mówiła: jeśli ten ciężki stan trwa miesiąc, idź do lekarza, nie znoś tego dłużej. Jedyną granicą między depresją a zwykłym spadkiem nastroju był w tym przekazie czas trwania objawów.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Mechanizm jest przy tym opisany w literaturze i nie ma w nim nic z teorii spiskowej. Japońskie prawo farmaceutyczne zakazuje reklamy leków na receptę bezpośrednio do konsumenta. Skoro nie wolno reklamować leku, reklamuje się chorobę. Nazywa się to byōki kenden (病気喧伝), handlowanie chorobą. Sprzedaż antydepresantów w Japonii poszła z czternastu i pół miliarda jenów w 1998 roku do osiemdziesięciu siedmiu miliardów w 2006, czyli z jakichś trzystu sześćdziesięciu milionów złotych do ponad dwóch miliardów. Sześciokrotnie, w osiem lat.

 

I dopiero teraz zaczyna się rzecz, dla której warto było wszystko sprawdzać.

 

Fraza kokoro no kaze (心の風邪), „przeziębienie duszy”, jest w każdej wersji tej historii przypisywana kampanii. Postanowiłem znaleźć tę reklamę. Nie ma jej. Wszystkie ślady prowadzą do jednego artykułu: Kathryn Schulz, „Did Antidepressants Depress Japan?”, „The New York Times Magazine”, 22 sierpnia 2004. Japoński bloger przeprowadził w listopadzie 2025 roku systematyczną kwerendę za pierwotnym materiałem reklamowym i nie znalazł niczego, bo reklamy leków na receptę nie trafiały do archiwów, a leków Rx nie wolno było reklamować konsumentom. Nie mamy ogłoszenia z tym hasłem. Mamy relacje o ogłoszeniu.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Dalej robi się gorzej. Źródła podają dwie różne firmy: jedne Meiji Seikę i rok 1999, drugie GlaxoSmithKline i rok 2000, a jeden z tygodników datuje kampanię GSK na 1999, chociaż paroksetyna weszła na rynek rok później. To nie są ustalenia, tylko chaos sprzeczności. A Kitanaka Junko, antropolożka z Keiō, autorka najważniejszej monografii o depresji w Japonii, pisze, że „przeziębienie duszy” to idiom w obiegu, wyrażenie, jakim ludzie zaczęli się posługiwać. Kategoryczne zdanie, że firmy ukuły to hasło, pochodzi z artykułu Ihary z 2012 roku, opublikowanego w recenzowanym czasopiśmie, w liczbie mnogiej, bez nazwy firmy i bez przypisu do jakiegokolwiek materiału.

 

Tak powstaje wiedza. Dziennikarka pisze artykuł. Antropolożka opisuje idiom. Lekarz cytuje obie, dodaje czasownik dokonany, wchodzi do bazy z peer review. Kolejnych trzydziestu autorów cytuje już jego, bo jest recenzowany. Po dwudziestu latach mamy ustalenie naukowe o kampanii, jakiej nikt nigdy nie widział, w tekstach o tym, jak koncerny fabrykują choroby.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Epidemia, która się nie wydarzyła

 

Liczby. Może w liczbach znajdziemy odpowiedzi.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Rządowe badanie pacjentów, prowadzone przez ministerstwo zdrowia co trzy lata, pokazuje, że liczba leczonych ambulatoryjnie z powodu zaburzeń nastroju wzrosła między 2002 a 2023 rokiem z 685 000 do 1 566 000. 129% wzrostu. Epidemia jak się patrzy.

 

W tym samym zestawieniu, w tej samej tabeli, jedno pole niżej: liczba hospitalizowanych z powodu zaburzeń nastroju wynosiła w 2002 roku 26 o00, a w 2023 27 000. Przez dwadzieścia jeden lat, przez całą epidemię, przez sześciokrotny wzrost sprzedaży leków, liczba Japończyków chorych na depresję na tyle ciężko, żeby trafić do szpitala, nie drgnęła.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Do tego chorobowość mierzona ustrukturyzowanym wywiadem w populacji, a nie liczeniem wizyt: 1.2% pod koniec lat dziewięćdziesiątych, 2.1% na początku dwutysięcznych, 2.7% w połowie następnej dekady. Jedne z najniższych wyników na świecie, przez cały czas trwania rzekomej epidemii. Trzeba przy tym od razu powiedzieć: to trzy różne badania, na trzech różnych zestawach miejscowości, według trzech różnych wersji DSM, z odsetkiem odpowiedzi około 55%. To nie jest szereg czasowy. To trzy zdjęcia zrobione trzema różnymi aparatami.

 

A teraz liczba, jaka burzy wszystko, łącznie z moim własnym akapitem sprzed chwili. W 2013 roku, w szczycie rzekomego nadrozpoznawania, przebadano ogólnokrajową próbę Japończyków kwestionariuszem PHQ-9. 8% miało wynik wskazujący na co najmniej umiarkowaną depresję. Spośród nich rozpoznanie kiedykolwiek w życiu usłyszało 13%. W grupie z wynikiem ciężkim: 21%.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Więc jak to jest? Japonia diagnozuje za dużo czy za mało? Odpowiedź brzmi: obie tezy mają twarde dane, bo mierzą coś innego. Rośnie liczba leczonych, nie liczba chorych. A ludzie leczeni to w większości nie ci sami ludzie, którzy wypadliby z przesiewu. To znaczy, że nie mamy do czynienia z epidemią depresji ani z epidemią fałszywych diagnoz, tylko z przesunięciem: do gabinetów przyszła jedna populacja, a druga, ta z wysokim wynikiem w kwestionariuszu, jak siedziała w domu, tak siedzi.

 

Zostają samobójstwa i tu trzeba stąpać ostrożnie, bo statystyka policyjna i statystyka ruchu naturalnego ludności to dwa różne szeregi, których nie wolno mieszać. Rok 1998 był pierwszym, kiedy Japonia przekroczyła trzydzieści tysięcy samobójstw rocznie – a potem utrzymała ten poziom przez 14 lat z rzędu. Rok 2025 zamknął się liczbą 19,188, po raz pierwszy w historii tej statystyki poniżej dwudziestu tysięcy. Tylko że w tej samej publikacji jest druga liczba: 538 uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i liceów. Najwięcej od początku prowadzenia tej rubryki, czyli od 1980 roku. Jedyna grupa wiekowa, w jakiej liczba rośnie.

 

I ostatnie zastrzeżenie, najważniejsze ze wszystkich. Rok 1998 to skok samobójstw. Rok 1998 to również skutki upadku Hokkaidō Takushoku Ginkō i Yamaichi Shōken, rok wejścia fluwoksaminy, rok przed wytycznymi ministerstwa otwierającymi drogę do świadczeń za samobójstwa z przepracowania, i środek procesu Dentsū. Pięć rzeczy naraz, w jednym oknie. Każdy, kto z tego układa strzałkę od marketingu do epidemii, rysuje ją sobie ręcznie.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Nowa depresja

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Około 2007 roku japońskie media odkryły shingata utsubyō (新型うつ病), nową depresję. Miała to być choroba młodych pracowników, którzy nie mogą pracować, ale mogą pojechać na Hawaje; przygnębionych w biurze, ożywionych po godzinach; obwiniających otoczenie zamiast siebie.

 

Fakty: to nie jest termin medyczny. Nie ma go w klasyfikacjach. Japońskie Towarzystwo Zaburzeń Nastroju stwierdza w oficjalnym pytaniu i odpowiedzi, że pojęcie powstało w czasopismach, telewizji i internecie, a wytyczne kliniczne z 2013 roku i ich druga edycja z 2017 świadomie go nie podejmują, ponieważ brakuje analizy i dowodów. Depresja atypowa, do której media chętnie to hasło przyklejają, jest terminem z DSM i znaczy co innego.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Pod tym medialnym workiem leżą osobne, poważne koncepcje: typ o powinowactwie z dystymią u Tarumiego, depresja niedojrzała u Abego, depresja ucieczkowa u Hirosego. Towarzystwo mówi o nich rzecz, jaką trzeba oddać uczciwie: te rozważania nie służyły do wytykania pacjentom charakteru, tylko do tego, żeby nie wrzucać wszystkich do jednego worka. Media wycięły z nich dokładnie jeden aspekt.

 

I tu wraca Shimoda. Bo czym jest „nowa depresja”, jeśli nie drugą połową jego zdania, tą o pieniaczach i fanatykach, wypartą na sto lat i wracającą tylnymi drzwiami? Shimoda opisał jeden mechanizm afektywny dający dwa efekty: wzorowego pracownika i awanturnika. Japonia przez wiek hodowała pierwszą połowę jako komplement dla własnego charakteru narodowego. Kiedy druga połowa wróciła, nie wróciła jako teoria. Wróciła jako oskarżenie pod adresem trzydziestolatków.

 

Do tego dochodzi kłopot czysto językowy, przez który połowa japońskiego sporu o depresję jest sporem o słowo. Japońskie utsubyō znaczyło do lat osiemdziesiątych depresję endogenną, kategorię wąską i jednorodną. Po DSM-III zaczęło znaczyć zaburzenie depresyjne nawracające, worek na wszystko. Towarzystwo psychiatryczne przyjęło politykę nazywania obu jednym słowem i zabetonowało dwuznaczność. Kiedy japoński psychiatra i japoński dziennikarz mówią utsubyō, mówią o dwóch różnych rzeczach i obaj mają rację.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Sprawdzian

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.1 grudnia 2015 roku weszła w Japonii ustawowa kontrola stresu: każdy zakład zatrudniający stale co najmniej pięćdziesiąt osób ma raz w roku przebadać pracowników kwestionariuszem stanu psychicznego. Od 2028 roku obowiązek obejmie także mniejsze firmy. W roku obrachunkowym 2024 uznano 1 055 wypadków przy pracy z tytułu zaburzeń psychicznych. Rekord.

 

Kitanaka opisuje, co się przy okazji stało, i jest to najostrzejsza obserwacja w całej literaturze przedmiotu. Narracja „depresja to choroba przepracowania” zdjęła z chorych stygmę: nie jesteś słaby, jesteś ofiarą sił poza twoją kontrolą. Ta sama narracja, uzbrojona w ustawę, stworzyła sieć nadzoru z obowiązkiem corocznego donoszenia na własną psychikę, a jego wnętrze staje się przedmiotem treningu odporności. Zdjęcie stygmy i wprowadzenie nadzoru to jedna operacja, nie dwie. Firma, która zabiła Ōshimę, dziś zmierzy mu poziom stresu w kwestionariuszu i wpisze wynik do systemu.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Skoro zaś doszliśmy do leków, to jeszcze jedno rozróżnienie. Hipoteza serotoninowa i skuteczność SSRI to dwa niezależne pytania. Przegląd Moncrieff z 2022 roku, po ogłoszeniu którego pół internetu uznało antydepresanty za oszustwo, dotyczy pytania pierwszego: nie ma spójnych dowodów, żeby depresja wiązała się z obniżonym poziomem serotoniny. Trzydziestu sześciu autorów odpowiedziało mu zarzutami metodologicznymi i spór trwa. Metaanaliza Ciprianiego z 2018 roku dotyczy drugiego pytania i pokazuje, że wszystkie dwadzieścia jeden przebadanych leków działa lepiej niż placebo w ośmiotygodniowym leczeniu ostrym u dorosłych, umiarkowanie, głównie w przypadkach cięższych. Aspiryna działa na ból głowy, choć ból głowy nie bierze się z niedoboru aspiryny.

 

Sęk w tym, że w Japonii „chemiczna nierównowaga w mózgu” nie była błędem popularyzacji. Była argumentem handlowym, wystawionym w momencie, kiedy w piśmiennictwie fachowym hipoteza monoaminowa od dawna uchodziła co najwyżej za roboczą. Sprzedano ją razem z obietnicą, że Japonia wreszcie dogoni epokę, jako że rzekomo była piętnaście lat za Ameryką.

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

 

Za długo jak na przeziębienie

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.Fraza żyje do dziś, ale odwróciła się przeciwko sobie. Na japońskich blogach osób chorujących wraca to samo zdanie: jak na przeziębienie, to trwa stanowczo za długo. Klinika psychiatryczna w Kawaguchi opublikowała w styczniu 2026 roku tekst pod tytułem „Czy depresja jest przeziębieniem duszy? O zasługach i winach tego słowa”. Metafora, która miała otworzyć drzwi gabinetu, stała się przedmiotem sporu o to, komu te drzwi otworzyła.

 

A cykl idzie dalej. Ktoś dwa lata temu policzył, że po neurastenii i po depresji przemysł diagnostyczny przesunął ognisko najpierw na chorobę afektywną dwubiegunową, a potem na ADHD u dorosłych, i że mechanizm jest za każdym razem ten sam: nazwać cierpienie codzienne chorobą lekką, odkleić je od ciężkiej, powiedzieć „idź do specjalisty, nie znoś tego dłużej”. Trzecia odsłona trwa właśnie teraz, w Polsce równie mocno jak w Japonii, i wygląda z bliska tak samo niewinnie jak tamte dwie z bliska wyglądały.

 

Tamura tłumaczył w 1907 roku, że wierzba zawsze wraca do pionu. Zbudowano na tym całe stulecie i sto lat później Sąd Najwyższy Japonii musiał w jednym dokumencie użyć teorii charakteru i jej zabronić, żeby wypłacić rodzicom pieniądze za syna, który wrócił do domu o szóstej rano i nie wyprostował się już nigdy. Wierzba i bambus to była dobra przenośnia. Miała tylko jedną wadę. Dotyczyła roślin, nie ludzi.

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

 

ŹRÓDŁA

 

1. 佐藤雅浩, 「戦前期日本における精神疾患言説の構図―逸脱と健康の系譜をめぐって」, ソシオロゴス 32: 17–37, 2008. Analiza przedwojennego dyskursu neurastenii, z cytatami z prasy i podręczników higieny; źródło całej warstwy o Kure, Sugicie i Tamurze.

2. 大前晋, 「Tellenbach のメランコリー論再説―その構築過程と理論的意義―」, 精神神経学雑誌 115(7): 711–728, 2013. Najlepszy dostępny wykład teorii Tellenbacha wraz z jej krytyką empiryczną i historią recepcji w Japonii.

3. 北中淳子, 「「神経衰弱」盛衰史」, ユリイカ 36(5): 150–167, 2004. Japońskojęzyczny szkic Kitanaki o wzlocie i upadku neurastenii.

4. 最高裁判所第二小法廷判決, 平成12年3月24日, 民集54巻3号1155頁 (電通事件). Wyrok Sądu Najwyższego w sprawie Dentsū; tekst uzasadnienia zawiera przywołanie shūchaku kishitsu oraz zasadę nieuwzględniania osobowości przy wymiarze odszkodowania.

5. Junko Kitanaka, „Depression in Japan: Psychiatric Cures for a Society in Distress”, Princeton University Press 2012.

6. Hiroshi Ihara, „A cold of the soul: A Japanese case of disease mongering in psychiatry”, „International Journal of Risk & Safety in Medicine”, 24(2): 115–120, 2012. Źródło liczb o sprzedaży antydepresantów.

7. Kathryn Schulz, „Did Antidepressants Depress Japan?”, „The New York Times Magazine”, 22 sierpnia 2004. Tekst źródłowy całej legendy.

8. Ethan Watters, „Crazy Like Us: The Globalization of the American Psyche”, Free Press 2010, rozdział o Japonii.

9. 厚生労働省・警察庁, 「令和7年中における自殺の状況」, 27 marca 2026. Dane ostateczne o samobójstwach za 2025 rok.

10. Chieko Kanai i in., „Prevalence of depressive disorder and its treatment in Japan”, „BMC Public Health” 18: 1406, 2018. Ogólnokrajowa próba, PHQ-9, dane o odsetku nierozpoznanych.

11. 日本うつ病学会, 「うつ病Q&A」 (hasło 新型うつ病). Stanowisko towarzystwa naukowego w sprawie terminu medialnego.

12. Bogdan de Barbaro, „Medykalizacja i psychiatryzacja życia codziennego”, w: „Konteksty psychiatrii”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2014. Ten sam mechanizm opisany po polsku, na polskim materiale.Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

 

Jak Japonia dwa razy wynalazła własną depresję – i dlaczego nikt nie znalazł tej słynnej reklamy.

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany.- Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!