Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.
2026/02/24

Niezrównoważona gruszka na scenie. Co o Japonii mówi anty-maskotka Funassyi?

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.

 

By się zaśmiać i zastanowić

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Najpierw widzisz rozmazany żółty błysk, jakby ktoś wystrzelił na scenę owoc z dopalaczem adrenaliny. Po chwili rozlega się potężny bas i słychać dziki krzyk „nassyiiii”. To Funassyi. I właśnie się zaczął jego nalot na scenę: skacze jak sprężyna, wbiega w kadr wbrew scenariuszowi, przerywa prowadzącym, headbanguje do swojej „metalowej kapeli”, a kiedy pojawia się ochrona, by przywrócić porządek, zaczyna się szarpanina o to, kto tu właściwie rządzi: człowiek w garniturze czy dzika, niezrównoważona… gruszka. Wśród tego całego zamieszania Funassyi potrafi jeszcze zrobić numer, który powinien być zakazany w regulaminie „miłej maskotki”: z premedytacją psuje własną „pluszakowość” – zgniata twarz kostiumu, jakby mówił widzom: „to tylko postać, ale emocje są prawdziwe”.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.A teraz liczby, bo czasem dopiero one ucinają uśmiech i każą się zastanowić. Funassyi nie jest po prostu „lokalną maskotką yuru kyara z Chiby”, tylko medialnym zjawiskiem: około 1,1 miliona obserwujących na X, oficjalny kanał „274ch.official” z niemal 60 tysiącami subskrybentów i ponad 550 filmami, a także koncertowe sukcesy w postaci dwukrotnego występu na sławnym Budōkan. I kiedy już myślisz, że to tylko popkulturowa rozróba, okazuje się, że ta sama postać – między jedną szarpaniną z ochroniarzem a demolką sprzętu na scenie – bywa pytana w mediach o komentarz do konstytucji i jej pacyfistycznego Artykułu 9. To absurdalne. Ale czy na pewno?

 

Bo Funassyi jest w gruncie rzeczy testem psychologicznym i socjologicznym jednocześnie. Pokazuje, jak działa japońska „kultura postaci” – nie jako gadżet, lecz jako infrastruktura emocji: bezpieczny pośrednik, który pozwala przeżywać radość, napięcie, ulgę i wspólnotę bez wchodzenia w otwarty konflikt, bez tracenia twarzy, bez konieczności mówienia wszystkiego wprost. Jest genderless, a jego „tożsamość maski” robi z niego lustro dla projekcji – każdy może zobaczyć w nim coś swojego: dziecko poczuje energię, dorosły katharsis, zmęczony ulgę, samotny pretekst do bycia z innymi. A jego nieoficjalność działa jak supermoc: skoro nie jest urzędowy, tylko oddolny, może być bardziej ludzki, bardziej niegrzeczny, bardziej nieprzewidywalny – czyli dla wielu wyraża to, co sami by chcieli, ale nie mogą w kulturze, która stawia wspólną harmonię ponad indywidualną ekspresję. W dzisiejszym tekście zatem poznamy Funassyi – trochę się z nim pośmiejemy, a trochę pozastanawiamy. Bo najwyraźniej współczesna Japonia potrzebuje czasem, żeby najgłośniej krzyczała… gruszka.Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.

 

Na scenie

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Najpierw słyszysz bas. Nie „o, miła melodyjka z matsuri (祭り)”, tylko bas jak buldożer, który wjechał na scenę i zapomniał zahamować. Tłum – kilka tysięcy gardeł – zagęszcza powietrze jak buchająca para z ramen-ya, a w centrum tego wszystkiego stoi żółta gruszka z wielkimi, dziecięcymi oczami, piegami i łodyżką z listkiem na głowie: Funassyi (ふなっしー) – lider CHARAMETAL (キャラメタル), czyli metalowego zespołu yuru kyara.

 

Kto zna „klasyczną” maskotkę, ten spodziewa się ukłonów, machania i grzecznego uśmiechu. A Funassyi wchodzi w kadr jak błąd systemu: zamiast współpracować z prowadzącym, zaczyna mu wchodzić w zdanie, przerywa, odrywa się od opiekunów, podbiega do barierek, wrzeszczy, skacze i robi brzydkie gesty. A potem, z pełną świadomością własnej „nieprzyzwoitości”, łapie kostium oburącz i… wciska swoją maskotkową mordkę do środka, spłaszczając ją jak mochi w prasie – publiczność wybucha.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Ruchy ma nie „uroczo nieporadne”, tylko podejrzanie atletyczne jak na coś, co jest formalnie gruszką. Skacze tak, jakby sprężyny miał w łydkach, biegnie w bok, zawraca, przyspiesza – hiperaktywność w najczystszej postaci. Co chwila słychać jego firmowe dopięcie zdania: „…なっしー!” („…nassyi!”) – bo 梨 (nashi) to gruszka, a Funassyi to gruszka, która nie zamierza ci o tym pozwolić zapomnieć nawet na sekundę.

 

Perkusja wali jak wściekła – to にゃんごすたー (Nyango Star), jabłko-kot z metalowym talentem, które wygląda jak żart, a gra jak zawodowiec. Gitara i reszta ekipy robią swoje, ale Funassyi nie „śpiewa” w ludzkim sensie – on prowadzi pogo. Jest frontmanem i jednocześnie własnym efektem specjalnym: rzuca się do przodu, robi nagłe pauzy, zastyga na ułamek sekundy jak w teleturnieju, a potem eksploduje ruchem, jakby ktoś mu włożył do środka petardę z hanabi.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.W pewnym momencie znika ze sceny, bo oczywiście schodzi do publiczności i zaczyna „interakcję z ludźmi”, która u większości normalnych kyara oznacza słodkie zdjęcie z rodziną, a u niego przypomina szarżę samurajską. Przeskakuje kabel, macha łapkami, podskakuje do ochrony, udaje, że ucieka, potem wraca i znów robi „nassyi!” w twarz najbliższym rzędom. Ktoś z obsługi próbuje go złapać za łokieć – Funassyi się wyrywa z miną, która mówi: „To ja tu jestem programem”.

 

I wtedy przychodzi moment, kiedy rozumiesz, że ten „duszek gruszki” nie jest tylko głośny – on jest z natury graniczny. Funassyi potrafi zachowywać się „agresywnie i groźnie” nawet jak na standardy japońskiej telewizji alternatywnej, nie mówiąc o maskotkach pokazywanych w transmisjach na cały kraj: rzuca wyzwania, wchodzi w przepychanki, w telewizji potrafi zaczepić celebrytę i pójść w kierunku sumō – tak, w pełnym sensie tego słowa.

 

To jest ta chwila, gdy japońska grzeczność zwana reigi (礼儀) stoi z boku i nie wie, czy ma się ukłonić, czy wezwać kierownika.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.W przerwie – bo nawet chaos potrzebuje oddechu – Funassyi znów robi numer z deformacją twarzy, po czym atakuje ochronę. To wbrew zasadom: yuru kyara mają być stabilne emocjonalnie jak pluszak na półce. A tu proszę – anty-maskotka, parodia samej instytucji słodkiej maskotkowości, która żyje z tego, że łamie oczekiwania w czasie rzeczywistym.

 

Gdy wszystko się kończy, tłum jest zmęczony jak po porządnej gali WWE i jednocześnie chce jeszcze. A Funassyi, cały spocony od skakania, odwraca się, macha (na sekundę, żeby tradycji stało się zadość), po czym w ostatnim odruchu robi jeszcze jedno „nassyi!”, jak pieczęć na dokumencie. I dopiero wtedy dociera: w kraju, w którym maskotki mają uspokajać i uładzać, jedna żółta gruszka postanowiła robić dokładnie odwrotnie – i właśnie dlatego działa. I wiecie co? Jako jedna z nielicznych nie została stworzona przez rząd, organizację, miasto, tylko oddolnie – przez obywateli. Jak to rozumieć?

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.

 

Czym jest Funassyi i Yuru Kyara?

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Yuru kyara (ゆるキャラ) to w dużym skrócie te „kołyszące się”, trochę nieporadne postacie w kostiumach kigurumi, które mają robić PR: regionu, magistratu, lokalnego wydarzenia, czasem produktu. Japoński mangaka, eseista, krytyk popkultury, Jun Miura, opisał je jako „wobbly/slack” (chwiejne, nieporadne) – specjalnie mniej wypolerowane niż komercyjne postacie w stylu Sanrio, bo właśnie ta miękkość i „nie-ogarniętość” daje efekt iyashi (癒し), „ukojenia”: patrzysz na nie i czujesz, że świat – choćby na chwilę – da się znieść.

 

(szerzej o tym, czym są, oraz jakie są yuru kyara przeczytasz w naszym artykule tu: Futro, które zarabia miliardy - Yuru-kyara, czyli jak każda japońska mieścina ma swoją pocieszną pokrakę)

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.W praktyce robi się to bardzo po japońsku: urząd lub organizacja ogłasza konkurs, wybiera „bezpieczną” postać z jasnym komunikatem, dopisuje jej krótką legendę i obowiązki (yakume 役目), a potem wysyła na eventy, gdzie ma być miła, przewidywalna i grzecznie machać – taki pluszak do zadań specjalnych, który ma wywołać uśmiech, uspokoić i przy okazji popchnąć turystykę albo lokalną dumę.

 

To jest też kawałek socjologii codzienności: kyara żyją na granicy publicznego i prywatnego. Spotykasz je na „wydzielonych” przestrzeniach zabawy (event, parada), ale później zabierasz je do domu w formie gadżetu, zdjęcia, naklejki – i nagle wchodzą do Twojego „zwykłego życia”, rozmywając granicę między światem serio a światem „miękkiej gry”.

 

I tu działa cały przemyślany mechanizm: postacie mają dawać spokój, poczucie ochrony, ucieczkę od rzeczywistości, poprawę nastroju – ten miękki, psychologiczny „bufor” szczególnie mocno uruchamiany po 3/11 (tak, krótko, Japończycy nazywają trzęsienie ziemi w Tōhoku z 2011 roku – „san-ichi-ichi”: „3・11”), kiedy obrazek z uśmiechniętą postacią bywał społeczną techniką oddychania.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Ale dziś nie do końca o tym. Bo wtedy wchodzi on, cały na żółto. Funassyi (ふなっしー) wygląda jak gruszka, która ma poważne problemy ze sobą. Ma też wielkie oczy, piegi i zielony ogonek/„listek” na czubku głowy – żeby nikt nie miał wątpliwości, że to nashi (梨,  gruszka).

 

A potem otwiera usta (co samo w sobie już go nieco wyróżnia) i kończy zdania swoim „…なっしー!” („nassyi”) – słowną sygnaturą, która jednocześnie brzmi jak catchphrase, nerwica i reklamowy dżingiel w jednym.

 

Tylko że tu najważniejszy jest ruch: skakanie, bieganie, krzyk, fizyczna przesada – plus jego legendarne „zgniatanie własnej twarzy”, czyli świadome psucie maskotkowej iluzji dla śmiechu widowni. To jest dokładnie ten moment, w którym Funassyi zgrzyta z urzędniczą Japonią: bo on robi rzeczy, których maskotka „nie powinna”. Przerywa prowadzącym, wyrywa się opiekunom, wchodzi w interakcje bez pytania, nie współpracuje z programem – i właśnie dlatego jest śmieszny: bo jest parodią samej instytucji „maskotkowości”, „anty-maskotka” w czystej postaci.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.

 

Jak ta burza się rozpętała?

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Zaczęło się nie od strategii „city branding 2030”, tylko od czegoś znacznie prostszego: od jednego człowieka i pomysłu. Funassyi rodzi się jako nieoficjalna maskotka Funabashi (Chiba) – miasta kojarzonego z gruszkami 梨 (nashi) – i od początku nie wygląda jak projekt z urzędu, tylko jak „duszek”, który wyskoczył z lokalnej codzienności: żółty, głośny, nadpobudliwy. W przeciwieństwie do przeważającej części yuru kyara, to nie był produkt „wielkiego planu marketingowego” – dlatego od razu był inny, bardziej spontaniczny i mniej uładzonej proweniencji.

 

Albumy refleksji o japońskiej sztuce ukiyo-e opatrzone esejami z analizą i interpretacjąFunassyi narodził się w listopadzie 2011 – nie w magistracie, tylko w głowie prywatnego mieszkańca Funabashi (związanego z handlem detalicznym – nie jest znane mi jego imię, żartem podaje się: 船田梨男 (Funada Nashio), ale to nie jest prawdziwe), który narysował gruszkowego „duszkowego” bohatera jako ilustrację do reklamy swojej działalności i tego samego miesiąca uruchomił mu konto na Twitterze (21 listopada). Początkowo to miał być tylko internetowy żart/mem, ale gdy konto zaczęło rosnąć szybciej, niż twórca zakładał, zdecydował się zrobić z niego „żywą” maskotkę – uszył kostium i od kwietnia 2012 zaczął wrzucać występy na YouTube, a latem próbował uzyskać oficjalną akceptację miasta (bez skutku), co tylko podbiło narrację „nieoficjalnego” buntownika.

 

I tu mamy pierwszy kluczowy zwrot fabularny: zderzenie z urzędem. Gdy Funassyi próbuje wejść do oficjalnego obiegu, Funabashi – mimo sympatii i „doceniania starań” – długo nie chce go uznać jako oficjalnej maskotki. Powód jest w gruncie rzeczy logiczny (i zarazem komiczny): jego humor i siła biorą się z tego, że jest parodią samej „instytucji maskotki”. A jeśli urząd oficjalnie adoptuje parodię urzędu… no cóż, robią się z tego urzędowe „jaja”, na które administracja rzadko ma apetyt.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Tyle że „nieoficjalny” w japońskim kontekście nie znaczy „nie istnieje”. To raczej status: postać stoi jedną nogą w świecie instytucji (bo jest „o mieście”, „lokalna”), a drugą w świecie fanów, mediów i spontanicznej energii. I właśnie ten status daje mu turbo-dopalacz: Funassyi może robić to, czego oficjalna maskotka robić nie powinna — przerywać prowadzącym, wyrywać się opiekunom, wbiegać w publiczność, krzyczeć, skakać, robić „miny zgniecionej twarzy” i psuć własną „pluszakowość” przed obiektywami kamer.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Potem przychodzi etap, który w Japonii często robi z dziwactwa mainstream: telewizja rozrywkowa. Funassyi jest idealny dla variety show, bo jest jak nieprzewidywalny gość, którego nikt do końca nie kontroluje — i to jest złoto antenowe. Zaczyna się mnożenie występów, segmentów, wyzwań „fizycznych” i numerów slapstickowych, a w tle rośnie drugi obieg: YouTube, klipy, tiktoki, udostępnienia, powtarzalne memy (te same gagi wracają jak refren). W pewnym momencie jest już tak „wszędzie”, że staje się stałym elementem talk-showów, reklamy i produktów codziennych – od rzeczy domowych po środki czystości – a to jest w Japonii znak pełnej „celebrytyzacji” postaci.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Aż wreszcie nadchodzi „moment, kiedy robi się naprawdę duży”: NHK „Kōhaku”, Budōkan wyprzedany dwa dni z rzędu, i – uwaga, to już pachnie „marką”, nie „maskotką” – sieć sklepów FunassyiLand (przynajmniej pięć sklepów specjalistycznych), gdzie sprzedaje się rzeczy, które brzmią jak żart, ale istnieją naprawdę: gruszko-sofy, roboty-odkurzacze gruszkowe, gruszko-nawigacje… cała domowa infrastruktura w żółtym opakowaniu niezrównoważonej maskotki.

 

I jeszcze jedno: wyjście poza Japonię. Funassyi jeździł po Europie i USA (m.in. Francja, Wielka Brytania, różne stany USA i epizod na Japan Expo w Paryżu), a w 2015 pojawił się na konferencji prasowej w Foreign Correspondents’ Club w Tokio — gdzie padają pytania nie tylko o „sławę gruszki”, ale nawet o sprawy tak ciężkie jak dyskusje wokół Artykułu 9 konstytucji (憲法第9条, słynna japońska klauzula pacyfistyczna). To jest moment symboliczny: maskotka – z definicji miękka i „bezpieczna” – zostaje wpuszczona w przestrzeń publicznej rozmowy o rzeczach, od których zwykle trzyma się pocieszne zwierzaczki i owocki z daleka.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.

 

Funassyi w liczbach

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Na poziomie mediów społecznościowych Funassyi od dawna nie jest „lokalną ciekawostką”, tylko pełnowymiarową figurą popkultury. Jego konto na X ma dziś 1.1 miliona obserwujących – przekroczywszy symboliczny próg miliona, po którym określenie „nieoficjalny” zaczyna brzmieć jak żart administracyjny. To są liczby, które automatycznie przenoszą cię z poziomu „maskotka z eventów” na poziom „osobowość medialna”.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Na YouTube Funassyi ma swój oficjalny kanał „274ch.official”, który działa jak archiwum i centrum dowodzenia jednocześnie: prawie 60 tys. subskrybentów i ponad 550 filmów. To nie jest viral „na chwilę” – to stała, wieloletnia produkcja treści, gdzie Funassyi jest nie tylko bohaterem klipów, ale marką z własnym rytmem: od backstage’u, przez serie odcinkowe, po materiały promocyjne i koncertowe.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.No i właśnie: muzyka i eventy. Gdy Funassyi odpala swój „odchył” pod tytułem CHARAMETAL, robi coś, co w głowie wielu czytelników powinno być niemożliwe: maskotka staje się frontmanem metalowego show (powiedzmy, że to metal – taki festiwalowy power/heavy), skacze, nakręca publikę, uprawia headbanging i wchodzi w energię koncertu jak rasowy wyjadacz. A potem przychodzą twarde fakty, które kończą dyskusję, czy to „dla dzieci”: Funassyi potrafił wyprzedać Budōkan przez dwa dni z rzędu – czyli miejsce-symbol, w którym gra się wtedy, gdy już naprawdę jest się „kimś” (i zwykle nie ma się na sobie kostiumu gruszki). To jest jasny sygnał: to nie jest pluszak do zdjęć, tylko pełnoprawny performer i produkt sceniczny, który działa na masowej publiczności.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Do tego dochodzi „materialny ślad fenomenu”, czyli infrastruktura marki: FunassyiLand – sieć dedykowanych sklepów z gadżetami (mówimy o kilku lokalizacjach), a więc coś, co zwykle pojawia się dopiero wtedy, gdy popyt jest stabilny, a postać przestaje być eventową atrakcją i zaczyna być „światem”, do którego ludzie wchodzą jak do sklepu firmowego ulubionego zespołu. I tu robi się ciekawie, bo to nie jest urzędowy sklepik z pamiątkami regionu – to prywatna, rozkręcona na dużą skalę, żywa ekonomia fanowska.

 

W skrócie: Funassyi ma liczby, które pasują do celebryty, kanał, który pasuje do stałej marki medialnej, koncertowe osiągnięcia, które pasują do mainstreamu, i sklepy, które pasują do fenomenu konsumenckiego. A wszystko to startuje z punktu, który w Japonii niby nie powinien mieć takiej mocy: „nieoficjalne”.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.

 

O czym Funassyi nam mówi – ale tak naprawdę?

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Czytelnik może się w tym miejscu zatrzymać i zapytać: dobrze, jest żółta gruszka, jest krzyk, są skoki, jest cała ta przyjemna rozróba, od której człowiekowi robi się lżej. Ale… czemu o tym rozmawiamy? Taki po prostu sympatyczny folklor popkultury: maskotka, memy, trochę telewizji, trochę gadżetów, a resztę dopisuje rynek.

 

No właśnie – i tak i nie. Bo Funassyi – jakkolwiek komiczny, głośny i „niepoważny” – odsłania bardzo poważny mechanizm współczesnej Japonii: „kultura postaci” (kyara) nie jest już tylko dekoracją, tylko czymś w rodzaju społecznej infrastruktury. Postać działa jak przewód, przez który płyną emocje. Bezpieczny, miękki, niegroźny – a więc akceptowalny. W kraju, w którym bezpośrednie okazywanie intensywnych uczuć w przestrzeni publicznej bywa ograniczane przez obyczaj, hierarchię i konieczność „trzymania formy”, kyara potrafi wykonać za człowieka część emocjonalnej roboty (tak jak robią też to i inne show w telewizji – kto oglądał trochę krajowej telewizji ten wie, że potrafi być… dziwaczna). Yuru kyara może być nośnikiem radości, ulgi, czasem smutku i solidarności – bez narażania nikogo na wstyd, niezręczność czy konflikt.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Dlatego maskotki nie są tylko „dodatkiem kawaii do turystyki”. Robią coś ważniejszego: pośredniczą w relacjach. Ułatwiają kontakt między instytucją a mieszkańcami, między miastem a przyjezdnymi, między nieznajomymi na wydarzeniu, a nawet – w pewnym sensie – między ludźmi a ich własnym napięciem. To jest „stress relief” w wersji społecznie dozwolonej. Nie musisz się tłumaczyć, że szukasz ukojenia, nie musisz robić z tego wielkiej psychologicznej narracji. Po prostu stoisz w tłumie, patrzysz na postać, śmiejesz się i czujesz, że napięcie puszcza. A kiedy tysiące ludzi robi to jednocześnie, przestaje to być prywatnym odruchem – staje się formą wspólnoty, choćby krótkiej i efemerycznej.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.I tu dochodzimy do pierwszej ważnej rzeczy, którą mówi Funassyi: Japonia potrafi wytwarzać wspólnotę bez wielkich słów. Często nie poprzez manifest, tylko poprzez scenę, rytuał, żart, postać, powtarzalną formułę. To może wyglądać „banalnie”, ale w praktyce działa jak system nerwowy kultury: reguluje napięcie, porządkuje emocje, pozwala przeżyć coś razem, a potem spokojnie wrócić do codzienności („przeżyć razem” może być tu kluczowe, szczególnie wśród boleśnie samotnych mieszkańców wielkich miast). Funassyi jest tu szczególnie wyrazisty, bo jego „nadmiar” odsłania, jak wiele energii w ogóle jest w tej kulturze skumulowane – i jak bardzo potrzebuje ona kanałów ujścia.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Drugi punkt jest jeszcze ciekawszy: nieoficjalność jako supermoc. W japońskim porządku instytucjonalnym „oficjalne” oznacza nie tylko prestiż, ale też kontrolę, przewidywalność, odpowiedzialność i konieczność unikania ryzyka. Oficjalna maskotka ma nie zaskakiwać. Ma być bezpiecznym symbolem – takim, który nie przyniesie wstydu urzędowi i nie wywoła kontrowersji. Funassyi jest odwrotnością tej logiki. Jego siła bierze się z tego, że nie musi reprezentować instytucji w sposób „instytucjonalny”. Może się potknąć, może być bezczelny, może przerwać, może przesadzić i zrobić coś „za dużo”. I w tym „za dużo” ludzie rozpoznają coś ludzkiego.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.To jest mechanizm, który widać szerzej: w kulturze silnie opartej na roli i kontekście, publiczność często łapie oddech tam, gdzie ktoś pozwala sobie na odchylenie od normy. Nieoficjalność daje Funassyi możliwość bycia „prawdziwszym” – nie dlatego, że jest bardziej szczery w sensie moralnym, tylko dlatego, że jego zachowanie nie jest do końca przewidywalne. A nieprzewidywalność – paradoksalnie – bywa odbierana jako autentyczność. Widz ma poczucie, że ogląda nie tylko produkt, ale wydarzenie. Coś, co może się „nie udać”. Coś, co żyje.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.I tu wchodzi trzecia warstwa: „anty-maskotka” i japońska sympatia do drugiego miejsca. Japonia jest krajem rankingów, hierarchii, prestiżu, „pierwszeństwa”: najlepsza szkoła, najlepsza firma, najlepszy wynik, najlepsza pozycja. A jednocześnie w tej samej kulturze istnieje silna, prawie czuła sympatia dla tych, którzy nie są „najwięksi” – dla outsidera, dla samotnego gracza, dla kogoś, kto nie ma za sobą wielkiej instytucji, a mimo to idzie w swoją stronę. Funassyi idealnie wchodzi w tę emocjonalną narrację: nieoficjalny, długo nieuznawany, „za głośny”, „za dziki”, a jednak kochany. Publiczność nie tylko go ogląda – ona mu kibicuje, bo jego historia brzmi jak opowieść o tym, że można zaistnieć mimo braku pieczątki.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.W tym sensie Funassyi jest czymś więcej niż postacią: jest modelem relacji między obywatelską energią a urzędową formą. Pokazuje, że w Japonii oddolność nie zawsze musi mieć twarz politycznego sprzeciwu. Czasem ma twarz… gruszki. Czasem jest hałasem w środku dobrze wytłumionego systemu. I dlatego chyba działa tak dobrze: bo oferuje fantazję o wolności, która nie wymaga wypowiadania wielkich słów. Wystarczy wskoczyć na scenę, wrzasnąć „…nassyi!”, złamać odrobinę rytuału i zobaczyć, że świat się od tego nie wali – a nawet na chwilę robi się lżejszy.

 

A jeśli spojrzeć jeszcze uważniej, Funassyi mówi też coś subtelniejszego: współczesna Japonia coraz częściej negocjuje granicę między tym, co „oficjalne”, a tym, co „fanowskie”. Między symbolami należącymi do instytucji, a symbolami, które rodzą się w obiegu oddolnym, internetowym, wspólnotowym. Funassyi to dowód, że ta granica nie jest już murem – raczej elastyczną linią, po której można tańczyć. I że czasem najbardziej „społecznym” komentarzem bywa nie manifest, tylko postać, która robi coś, czego nie powinna – i przez to pokazuje, jak bardzo wszyscy czasem chcielibyśmy zrobić choć odrobinę tego samego.Książka "Ścieżki" od autora ukiyo-japan.pl:  Michałą Sobieraja

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.

 

Funassyi, ekonomia rytuału i granice przyzwoitości

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Granice w Japonii są zwykle starannie wyrysowane – nie tylko między urzędem a obywatelem, ale też między rolą a osobą, żartem a powagą, sceną a kulisami. Tymczasem Funassyi działa jak ktoś, kto bierze te linie i rozmazuje je palcem, a my – zamiast się oburzyć – czujemy ulgę. Obserwując fenomen yuru kyara można pomyśleć, że te postacie wytwarzają „chwiejność granic”, coś w rodzaju niepokojącej, ale pociągającej niepewności: czy to jeszcze zabawka, czy już osoba? Czy to wciąż PR miasta, czy już celebryta? Czy to „tylko postać”, czy ktoś, kto ma własną sprawczość? I Funassyi jest tu przypadkiem skrajnym: nie udaje, że jest czystym symbolem. Właśnie dlatego, że czasem demaskuje mechanizm (choćby gestem „psucia” kostiumu), jego performance staje się paradoksalnie bardziej wiarygodny.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Ta „niestabilność porządków” ma sens psychologiczny. Postać jest maską, ale maska w Japonii bywa czymś więcej niż oszustwem: bywa narzędziem relacji. W świecie, w którym tatemae (建前) – społeczna fasada – jest ważną częścią współżycia, a honne (本音) – prywatna prawda – często zostaje w tle, maska może pełnić rolę bezpiecznika (więcej o tym pisałem w licznych artykułach, np. tu, o dystansie maai: Gdy sztuki walki uczą nas psychologii relacji – japońska kontrola dystansu Ma’ai i sztuka życia razem).

 

Kyara pozwala powiedzieć coś „nie wprost”, pozwala zrobić coś „nie do końca serio”, a więc nie wymaga natychmiastowego ustalenia, kto ma rację i kto „stracił twarz”. Funassyi popycha to do granic możliwości: mówi głośno, zachowuje się bezczelnie, ale robi to jako postać – a więc jest jednocześnie „obecny” i „niedosłowny”. Ten paradoks jest społecznie funkcjonalny: umożliwia reakcję emocjonalną bez pełnej konfrontacji.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Jeszcze jednym aspektem tego pluszaka jest jego/jej genderless. Funassyi bywa przedstawiany jako „gruszkowy duszek” bez płci – i to działa, bo wzmacnia cechę podstawową kyara: projekcyjność. Im mniej „twardych” cech tożsamości, tym łatwiej widz wkłada w postać własne odczucia. To nie jest „mężczyzna” ani „kobieta”, nie jest też realistyczną personą, która domaga się jasnej interpretacji. Jest figurą, do której można się podpiąć: dziecko widzi komizm i energię, dorosły – katharsis i autoironię, ktoś zmęczony – bezpieczną przesadę, ktoś samotny – wspólnotę fanów, ktoś sceptyczny – parodię instytucji. Z socjologicznego punktu widzenia to mechanizm budowania publiczności „ponad podziałami”: postać nie musi rozwiązywać sporów o tożsamość, bo jest od tego sprytnie zwolniona. A im mniej wymusza jednoznaczność, tym więcej osób może się w niej „przejrzeć”.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.Najciekawsze robi się jednak wtedy, gdy kyara wychodzi poza swoje „dozwolone terytorium”. W pewnym momencie Funassyi staje się kimś, kogo media pytają nie tylko o eventy, turystykę czy nową serię gadżetów, ale o sprawy społeczne i polityczne – nawet tak ciężkie, jak dyskusja wokół wspomnianego już wcześniej Artykułu 9 konstytucji. To jest fenomen kulturowy: maskotka, która z definicji ma być miękka i rozbrajająca, zostaje wpuszczona w przestrzeń poważnego komentarza. W kraju, w którym publiczna mowa bywa okrężna, a konflikty często rozładowuje się pośrednio, jedną z najbardziej bezpośrednich figur okazuje się… gruszka. Ale ta ironia nie jest kpiną – raczej wskazuje mechanizm: postać może powiedzieć coś, czego człowiek nie powie, bo człowieka natychmiast wciągnie logika plemienna („po której jesteś stronie?”), a postaci daje się większy margines: „to tylko kyara”. Tyle że „tylko” przestaje tu działać.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.I wreszcie: ekonomia afektu. Łatwo ją opisać cynicznie: emocje → uwaga → gadżety → pieniądze. Tylko że w przypadku Funassyi byłoby to spłaszczenie. Tu raczej widać coś bliższego ekonomii rytuału: ludzie płacą nie za plastikowy breloczek, tylko za możliwość uczestniczenia w żywej opowieści i w społecznej energii, która z tej opowieści płynie. Gadżet jest materialnym śladem relacji – dowodem, że „tam byłem”, „to przeżyłem”, „jestem częścią”. Event jest momentem wspólnotowym. Kanał internetowy jest podtrzymywaniem kontaktu. Sklep firmowy jest miejscem, gdzie relacja ma swoją fizyczną przestrzeń. To przypomina mechanizmy znane z fandomów muzycznych, mangowych czy sportowych, tylko przepisane na język kyara.

 

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autoraWarto też zauważyć, że ta ekonomia działa dlatego, iż Funassyi jest dynamiczny, a nie statyczny. W klasycznym modelu urzędowym postać ma być stabilna jak logo: rozpoznawalna, bezpieczna, powtarzalna. Funassyi działa bardziej jak performer: jego wartością jest zmienność, ryzyko, „co on znowu nawywija”. To buduje napięcie i przywiązanie, ale też wymaga ciągłego karmienia relacji: nowych scen, nowych formatów, nowych „momentów”. I tu widać, że to nie jest tylko marketing, tylko trwały ekosystem emocjonalny, w którym postać, twórca, media i publiczność współprodukują sens. Bez fanów Funassyi byłby tylko kostiumem. Bez Funassyi fani nie mieliby tej szczególnej przestrzeni, w której można jednocześnie śmiać się i odreagować, a czasem nawet dotknąć tematów zbyt ciężkich, by mówić o nich wprost.

 

Jeśli więc szukamy w tym „co to mówi o Japonii”, to odpowiedź jest dość wymagająca: mówi o społeczeństwie, które świetnie opanowało komunikację pośrednią, ale wciąż potrzebuje szczelin, przez które wypływa energia. Funassyi jest taką szczeliną – i dlatego, zamiast zostać naprawiony przez system, stał się jego najbardziej wyrazistym komentarzem.

 

Funassyi – nieoficjalny yuru kyara,  „gruszka” z Funabashi – stał się fenomenem mediów i koncertów, łamiąc reguły japońskich maskotek.

  1. pl
  2. en

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany.- Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!