Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.
2026/02/02

Kamienna figurka Jizō w czerwonym śliniaczku – gdy nie ma już słów

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.

 

Staranny gest

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Za Arashiyamą robi się ciszej. W północnym Sagano, na starym odcinku drogi Atago-kaidō, powietrze pachnie mokrym drewnem, a światło przesącza się przez gałęzie jak przez papier shōji. Idziemy powoli, bo tu nie wypada się spieszyć: kamienie pod stopami są nierówne, kanalik odwadniający przy murze trzyma po deszczu cienkie lustro wody, a na rozwidleniu stoją drobne postacie. Kamienne figurki. Zwą je „Jizō” – tak małe i urocze, że pierwszy odruch jest niemal automatyczny: podejść, uśmiechnąć się, zrobić zdjęcie.

 

Tylko że kiedy podchodzimy bliżej, spod tego uroku odsłania się coś znacznie głębszego. Na szyjce figurki ktoś zawiązał miękki, czerwony śliniaczek. Jest świeży, wyprany, starannie ułożony, jakby ktoś robił to drżącymi palcami, ale z uporem, który nie zna rezygnacji. Czapeczka ma nierówne oczka – widać, że dziergana ręcznie w domu. Pod kamieniem leżą monety i mały, starannie ustawiony samochodzik zabawkowy. I nagle rozumiemy już, że jakoś nie wypada tu robić zdjęcia na Instagrama, że ta mała figura nie stoi tu po to, by wyglądać słodko.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Bo Jizō nie jest w Japonii dekoracją. Jest bodhisattwą bliskim ziemi – takim, do którego idzie się bez onieśmielenia, gdy dławiący ból zawiązuje język. Gdy nie umiemy już o nim mówić nikomu. Jizō - 地蔵 - brzmi jak obietnica: dosłownie „skarbiec ziemi”, przechowalnia tego, co kruche – a najbardziej kruche bywa życie, które nie zdążyło się zacząć albo ledwie się zaczęło. Stąd mizuko (水子) – „wodne dziecko”: pojęcie, które mieści poronienie, martwe urodzenie, aborcję, śmierć we wczesnych latach dziecięcych; i stąd te czapeczki, śliniaczki, drobne monety – język troski dla relacji, której nie da się domknąć zwykłymi słowami. Dzisiejszy tekst będzie o tym, jak Japonia oswaja granice: drogi, życia i pamięci – i jak przydrożny Jizō mówi o rzeczach najtrudniejszych: o dzieciach, które nie zdążyły stać się częścią świata, i o matkach, które zostały z miłością bez adresata. Gdy żałoba to nie tylko śmierć, ale także niewydarzone życie, wszystkie role i dni, które nie nastąpiły – wtedy często to gest przy figurce Jizō odda lepiej ból i czułość niż nieporadny język.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.

 

Idąc Atago-kaidō

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Za Arashiyamą robi się inaczej. Nie „ładniej” – po prostu spokojniej. Tłum zostaje gdzieś za plecami jak szum z szosy, który nagle przestaje dominować, gdy wejdziesz w boczną uliczkę. Północne Sagano ma w sobie tę osobliwą miękkość: domy stoją bliżej ziemi niż nieba, dachy zdają się pamiętać poprzednie stulecia, a powietrze pachnie drewnem i wilgocią, jakby deszcz był tu stałym domownikiem. Idziemy starą drogą ku górze – Atago-kaidō, dawnym szlakiem pielgrzymim prowadzącym w stronę Atago-jinja na górze Atago, tej samej, do której przez wieki wędrowano po ochronę przed ogniem i nieszczęściem.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Krajobrazy są piękne, ale nie są spektakularne – to nie Miyajima ani Amanohashidate (Zobaczyć własną ścieżkę przez „Niebiański most” w japońskiej sztuce sumi-e mistrza Sesshu). Ale może dlatego działa. Kamień pod stopą bywa nierówny, światło przytłumione, a ulica – bo teoretycznie jesteśmy wciąż „w mieście” – zachowuje się jak wiejska droga. Saga-Toriimoto od dawna ma reputację miejsca, gdzie czas zostawia swoje warstwy jak lakier: i gdzie wciąż widać, że to była trasa do świętej góry, a nie tylko „ładna dzielnica do zdjęć”.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.I wtedy pojawia się rozwidlenie – takie zwyczajne, że aż człowiek mógłby je przegapić. A jednak tu, właśnie tu, stoi coś w rodzaju małej bramy, której nikt nie zbudował z drewna ani z kamiennych łuków: osiem starych postaci, „Hattai Jizō” (八体地蔵尊). Osiem twarzy – w praktyce raczej osiem zarysów twarzy, bo czas zrobił z nich półuśmiechy i półcienie. A mimo to ktoś regularnie zakłada im białe śliniaczki, ktoś przynosi kwiaty, ktoś pisze na materiale słowa o bezpieczeństwie w dzielnicy, o dzieciach, o drodze. To robi dziwny efekt: nagle czujesz, że nie patrzysz na „zabytek”, tylko na relację, która trwa. To nie ślad przeszłości, tylko żywe z nią połączenie. Ciarki przechodzą…

 

Książka "Ścieżki" od autora ukiyo-japan.pl:  Michałą SobierajaMożna by to opisać banalnie: ludzie w Japonii lubią stroić przydrożne figurki. Tylko że to nie jest strojenie. To jest troska ubrana w gest. Troska, która nie ma ambicji rozwiązać cierpienia, ale umie przy nim stać. A to różnica ogromna – zwłaszcza gdy dotyka się tematów, których nie da się „naprawić”: lęk o dziecko, które idzie samo do szkoły, i o dziecko, które „poszło” gdzieś, gdzie już go nie dogonimy. Ta najboleśniejsza strata.

 

Od tego rozwidlenia idziemy dalej i zaczynamy widzieć Jizō inaczej. Nie jako pojedynczą figurę, ale jako coś, co lubi granice: skraje dróg, przejścia między dzielnicami, okolice cmentarzy, brzegi rzek, miejsca, gdzie teren robi się kamienisty.

 

Kilka minut później trafiamy na niewielką hokorę przy samej drodze – „Shōgun Jizō Daibosatsu” (将軍地蔵大菩薩), czasem nazywaną też Shōgun Jizō-dō.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Hokora (祠) to mała, prosta kapliczka – zwykle drewniana lub kamienna – stawiana przy drodze, na skraju pola, przy domu, na granicy wioski albo w zakątku świątyni. To nie jest świątynia, tylko raczej punkt w krajobrazie, z daszkiem, z kamieniem, z drobnymi ofiarami. Coś, przy czym przystajesz mimochodem – i właśnie w tym mimochodzie jest sens.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Podchodzimy bliżej i widzimy tę samą codzienną ekonomię sacrum, która jest w całej Japonii tak poruszająco prosta: monety (czasem dosłownie drobniaki, jakby ktoś zostawił Jizō kieszonkowe), wiaderko z wodą albo butelka, czasem miseczka, czasem kwiaty. Woda ma tu ciężar większy niż to, co materialne: to gest, który mówi „jestem”, „pamiętam”, „zatrzymałem się na chwilę”. W świecie, gdzie ból jest potęgowany przez samotność, nawet krótki rytuał potrafi przywrócić człowiekowi więź z czymś lub kimś.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Najbardziej jednak uderzają te rzeczy, które są zbyt małe i zbyt miękkie, żeby pasowały do kamienia: czapeczki z włóczki, śliniaczki, czasem maleńkie zabawki. Część ludzi przechodzi obok i widzi „urocze detale”. Ale kiedy spojrzysz dłużej, zaczynasz rozumieć, że to nie jest urocze. „Urocze” to nie to słowo, które ciśnie się na usta, jeśli dostatecznie długo będziesz się przypatrywał… Bo ktoś, kto zakłada śliniaczek Jizō. Zakłada go, bo w tym geście mieści się to, czego nie da się powiedzieć prosto. Wyraża uczucia, na które nie ma w naszych językach słów. Czułość nie kończy się wraz z biologiczną możliwością opieki. Można nadal karmić świat odruchem troski, nawet jeśli serce chce wyć z bólu.

 

Kamień pod palcami jest chłodny, materiał czapeczki chropowaty, moneta ciężka jak dowód, że ktoś tu był. I nagle Jizō przestaje być ciekawostką folklorystyczną – staje się sposobem, w jaki ludzie obchodzą się z granicą. Z granicą drogi. Z granicą życia. Z granicą pamięci.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.

 

Czym jest Jizō?

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Jizō nie jest w Japonii „figurką” w sensie dekoracji, nawet jeśli czasem stoi w ogrodzie jakby był częścią kompozycji z kamienia i mchu. On jest raczej relacją: cichą umową między ludzką bezradnością a kimś, kto ma stać przy granicy i nie odwracać wzroku. Według mnichów buddyjskich, bosatsu (bodhisattwa) jest „bliżej ludzi” niż Buddha—idzie tymi samymi drogami, stoi obok, jest przy ziemi; a spośród bodhisattw, Jizō bywa odczuwany jako „najbliższy”. I to „najbliższy” nie znaczy „najbardziej wzniosły”, tylko najbardziej dostępny: dla dzieci, dla ubogich, dla tych, którym życie przygniotło barki, i dla zmarłych, którzy—w wyobraźni religijnej—mogą utknąć w miejscach przejścia.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.W samym imieniu jest już wszystko. 地蔵: 地 (ji) to ziemia, grunt, to, co jest pod stopami—codzienność bez metafizyki. 蔵 (zō)  to magazyn, skarbiec, przechowalnia: coś, co przyjmuje i trzyma, nie wypomina. Ta „ziemska skarbnica” tworzy obraz bóstwa miłosiernego i „ziemskiego”, opiekuńczego wobec wszystkich istot. Najważniejszą cechą Jizō jest właśnie familiarność, przyjazność, dostępność dla modlitw zwykłych ludzi. To ciekawy paradoks: imię o wielkim ciężarze (skarbiec ziemi!) kończy się w praktyce w rowie przy drodze, w małej kapliczce, w dłoni dziecka, które mówi „dzień dobry, o-Jizō-sama”.

 

Cierpienie, zwłaszcza to najbardziej intymne, rzadko idzie do abstrakcji. Idzie do kogoś, kto ma twarz. Do kogoś, kto nie onieśmiela. Jak wyglądają więc posążki Jizō?

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Najczęściej są niewysokie — czasem do kolan dorosłego, czasem ledwie do kostek — jakby celowo miały nie dominować krajobrazu, tylko w nim trwać. Kamień bywa miękko starty deszczem: policzki zaokrąglone, usta ledwie zaznaczone, oczy czasem tylko „kreską” pod powieką. Część Jizō ma twarz mnicha: spokojną, bezwiekową, o wyrazie, który nie tyle „uśmiecha się”, co po prostu przyjaźnie nie osądza. Na głowie bywa łagodnie zarysowana tonsura, na ramionach szata spływająca w ciężkich fałdach — te fałdy, kiedy spojrzysz z bliska, są jak zapis dłuta sprzed pokoleń: proste cięcia, potem wygładzane rękami i pogodą, aż stają się czymś pomiędzy rzeźbą a naturalnym ukształtowaniem skały.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.W dłoniach często trzyma atrybuty, które zdradzają „kim jest” nawet wtedy, gdy twarz niemal zniknęła: laskę mnicha z metalowymi kółkami (shakujō), nieraz ledwie czytelną, i kulisty klejnot spełniający życzenia (nyoihōju), czasem jak gładki otoczak przyciśnięty do piersi.

 

W tym miejscu warto na chwilę wrócić do tego, co widzieliśmy na drodze: czapeczki, śliniaczki, woda. Im dłużej kopałem w książkach, tym bardziej muszę przyznać, że chyba badacze uczciwie tu przyznają, że o samym pochodzeniu czerwonych śliniaczków wiemy mniej, niż byśmy chcieli. Ciekawe jest to, że Jizō jest obecnie żywą tradycją, ale o pochodzeniu wielu szczegółów nie wiemy już nic.

 

Są pewne hipotezy: związek z przedstawieniami dzieci w Sai no Kawara, a także symbolika czerwieni jako koloru łączącego krew śmierci z krwią odrodzenia; pojawia się też trop praktyki „kawa segaki / arai zarashi”, w której tkanina splamiona krwią po śmierci w porodzie była oddawana nurtowi rzeki, by „wybielenie” stało się znakiem ocalenia z kary. Nawet jeśli nie da się tego rozstrzygnąć definitywnie, sens pozostaje czytelny: Jizō stoi w punkcie, gdzie kobiece doświadczenie, dziecięca kruchość i żałoba spotykają się z potrzebą oczyszczenia i ukojenia.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.W Japonii spotkamy Jizō pod wieloma imionami—nie jako „różne bóstwa”, tylko jako różne odpowiedzi na ludzką kruchość. Enmei Jizō (延命) od „przedłużenia życia”, migawari Jizō (身代わり) jako „zastępczy”, biorący na siebie nieszczęście, Mizuko Jizō (水子) przy doświadczeniu straty (poronienia, utrata dziecka), Roku Jizō (六地蔵) w odniesieniu do sześciu światów istnienia.

 

Jeśli miałbym powiedzieć najkrócej, kim jest Jizō „naprawdę”, to powiedziałbym tak: to bodhisattwa, który ma w sobie rzadką zdolność bycia blisko bez narzucania się. Jest obecny przy tym, co wstydliwe, bolesne, niewyrażalne. Nie rozwiązuje życia jak równania, tylko pomaga je unieść odrobinę dalej — czasem w postaci wielkiej teologicznej obietnicy, a czasem w postaci wiaderka wody i cienkiej czapeczki z włóczki. I może dlatego Japonia tak chętnie stawia go w miejscach, gdzie człowiek jest tylko przechodniem: na drodze, przy murku, na skraju cmentarza. Bo przechodniem, w głębszym sensie, jesteśmy tu wszyscy.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.

 

Wierzenia za posążkiem Jizō

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Jest w Japonii opowieść, która tłumaczy, dlaczego przy kamiennym Jizō tak często widzimy rzeczy miękkie i małe: czapeczkę z włóczki, czerwony śliniaczek, czasem zabawkę. Nazywa się Sai no kawara (賽の河原) – „kamienisty brzeg” po tamtej stronie, miejsce liminalne, takie, gdzie wszystko jest jakby niedokończone. W tej wizji dzieci, które umarły zbyt wcześnie, nie trafiają po prostu „gdzieś w dal”. One zostają w przestrzeni przejścia: za małe, by przejść same, a jednocześnie niosące w sobie ciężar bólu rodziców. I dlatego ich zadanie jest proste i okrutnie sensowne zarazem: układają kamienie w małe kopczyki–stupy, dzień po dniu, jakby budowały z drobnych gestów coś, co można ofiarować rodzicom jako zasługę.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Wieczorem przychodzą demony oni – nie tyle „potwory z horroru”, co uosobienie bezlitosnej siły, która w ludzkim życiu ciągle coś burzy: wysiłek, nadzieję, świeżo postawiony sens. Demony rozrzucają te kopczyki, krzyczą, upokarzają dzieci. A wtedy pojawia się Jizō – nie jak surowy sędzia, ale jak ktoś, kto umie być rodzicem w miejscu, gdzie rodziców nie ma. W popularnym przekazie Jizō mówi do dzieci łagodnie, uspokaja je, bierze część na ręce, inne chowa w fałdach szaty, jeszcze inne idą przy nim, trzymając się jego laski. To jest obraz bardzo japoński: cierpienie nie znika, ale zostaje otulone obecnością. Miłość nie „naprawia” śmierci – jednak nie pozwala, by śmierć była wszystkim.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Warto zauważyć, jak ta opowieść działa psychologicznie – bez teatralności, za to z przejmującą logiką. Rodzic po bolesnej stracie ma w sobie coś, jak niedokończony gest: odruch chronienia, którego nie da się już spełnić. Sai no kawara daje temu odruchowi formę. Śliniaczek i czapeczka są wtedy nie ozdobą, lecz językiem troski: „niech ci nie będzie zimno”, „niech cię ktoś przytuli”, „nie idź sam”. „O-Jizō-sama, przekaż proszę tę czapeczkę, którą uszyłam mojej małej Hanako, niech nie marźnie.”

 

Jeśli więc przy drodze widzisz małego Jizō w czerwonej czapeczce, to nie dlatego, że Japonia „lubi słodkie detale”. To raczej subtelny sposób, by powiedzieć rzecz bardzo poważną bez krzyku: nawet jeśli dziecko odeszło, relacja nie znika. I że w kraju, który umie tak delikatnie splatać codzienność z sacrum, można zostawić przy kamieniu coś miękkiego – i w tym jednym geście pomieścić więcej żałoby, miłości i odpowiedzialności, niż zmieściłoby się w długiej modlitwie.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.

 

Jizō i mizuko – rytuał, który nie hamuje bólu

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.W Zenrin-gai w Hirosaki – tej spokojnej ulicy świątyń, gdzie nagrobki stoją gęsto jak kartki w starej książce – przed jedną z głównych hal jest mała hokora. W środku: nie jeden posąg, ale dziesiątki niewielkich, kolorowanych kamiennych Jizō, zwykle po dwadzieścia–trzydzieści centymetrów wysokości. Na zewnątrz powiewa chorągiew z napisem wprost: „奉納 子育 水子 地蔵菩薩” – „ofiarowanie, wychowanie dzieci, mizuko, bodhisatwa Jizō”. I to miejsce, choć wygląda niepozornie, jest jak cichy język, którym mówi się o rzeczach najtrudniejszych: o dzieciach, które nie zdążyły stać się częścią świata, i o matkach, które zostały z miłością bez adresata.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Słowo mizuko zapisuje się jako 水子 – dosłownie „wodne dziecko”. Pojęcie to obejmuje także utratę ciąży: poronienie, martwe urodzenie, aborcję – również bywa rozszerzane także na dzieci, które zmarły bardzo wcześnie. Sama praktyka upamiętnienia nazywa się mizuko kuyō: kuyō (供養) pierwotnie znaczy „karmić, dostarczać pożywienia”, a w religijnej codzienności jest po prostu „rytuałem ku czci zmarłych”. Ten język jest celny: tu nie chodzi o „sprawiedliwość” ani o „wyjaśnienie”, tylko o karmienie więzi, której nie da się już nakarmić inaczej.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Wiele kobiet przychodzi do takiego miejsca nie dlatego, że mają w sobie jakąś gotową doktrynę, tylko dlatego, że ból po stracie często miesza się z czymś jeszcze: z poczuciem winy, wstydem, lękiem, że zaburzyło się „naturalny porządek”, z poczuciem, że cały świat pękł, rozpadł się. Mizuko kuyō bywa rozumiane jako rytuał, który próbuje przywrócić ład – nie przez unieważnienie przeszłości, lecz przez symboliczne doprowadzenie relacji do końca, na który w życiu zabrakło czasu.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Niektóre interpretacje dodają też element strachu przed tatari – „mściwym odwetem” ducha – ale w praktyce często jest to bardziej psychologiczna nazwa dla tego, co człowiek nosi w sobie, kiedy nie umie domknąć żalu.

 

Jak wygląda rytuał w wersji „klasycznej”, spotykanej w wielu świątyniach? Zwykle zaczyna się prosto: kobieta prosi kapłana o odprawienie ceremonii. Odbywa się ona w głównej hali lub w miejscu wydzielonym dla mizuko – czasem w osobnym „mizuko Jizōdō”. Kapłan recytuje sutry, wypowiada życzenie, by mizuko „stało się Buddą”, a osoba uczestnicząca składa ofiary: kadzidło, drobne przedmioty kojarzące się z niemowlęciem, czasem jedzenie, czasem zabawkę. Ważny jest jednak nie sam porządek czynności, tylko to, że rytuał daje ciało temu, co w środku jest chaosem: pozwala zrobić coś konkretnego, kiedy w sercu nie da się już nic „zrobić”.

 

Potem przychodzi ten moment, który widzi każdy przechodzień: małe Jizō w czerwonych śliniaczkach i czapkach. W ujęciach terenowych powtarza się szczegół: kobieta często kupuje małą figurkę – nieraz wyraźnie „dziecięcą” – ubiera ją i modli się przy niej o przebaczenie albo o spokój; w innych miejscach zamiast figurki pojawia się ihai (tabliczka memorialna), jak dla przodków. Jest też wariant bardziej „nieformalny”: ktoś nie zamawia pełnego nabożeństwa, tylko przychodzi, zostawia śliniaczek na większym posągu Mizuko Jizō i stoi chwilę, jakby prosił o jedno: żeby Jizō pomógł pozbierać dziecku rozrzucone przez demony oni kamienie.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.To wszystko ma swoją materialną stronę – i ona bardzo różni się regionalnie. W badaniach z Tsugaru pojawia się niemal „rynek” mizuko Jizō: kamieniarze mówią o dwóch formach – funa (舟) jizō i maru (丸) jizō – przy czym ta druga konstrukcyjnie łatwiej ulega uszkodzeniu w okolicy szyi.

 

Typowy rozmiar to okolice „jeden shaku i dwa sun” w dawnych miarach (czyli mniej więcej pół metra), a cena – około 10 000 jenów za jedną figurę; tańsze, cementowe i malowane bywają dostępne za cztery–pięć tysięcy, ale szybciej się niszczą na słońcu. Nawet tu istnieją przesądy, które mówią o napięciu między ekonomią a losem: niektórzy wierzą, że wyrzeźbienie kilku mizuko Jizō w jednym kamieniu (bo taniej) „nie jest dobre” i może przynieść kolejne nieszczęście – dlatego zdarza się, że po serii nieszczęść rodzina wraca i stawia jednak osobne figury.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.W tej samej przestrzeni pojawiają się zwyczaje, które pokazują, jak „matczyna troska” potrafi przybrać kształt symbolicznego życia, którego zabrakło. W Hirosaki zanotowano sytuacje, w których ktoś – za czyjąś poradą – przynosi do świątyni lalkę–pannę młodą w pudełku, nadaje jej imię (np. „Kazuko”) i składa w darze „dla zmarłego chłopca”, jakby chciał mu zapewnić to, czego nie zdążył mieć: żonę, dom, swoją kolej w ludzkim porządku. Mnich wtedy odprawia sutry. To może brzmieć obco, ale psychologicznie jest bardzo zrozumiałe: żałoba po dziecku często nie opłakuje tylko śmierci – opłakuje także niewydarzone życie, wszystkie role i dni, które nie nastąpiły.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Czasem zaś mizuko Jizō przyjmuje formę imponującej „armii czułości”. W świątyni Shiunzan Jizō-ji widzimy wysoką figurę Mizuko Jizō przy ścieżce, z laską w prawej dłoni i niemowlęciem w lewej; u stóp siedzą kolejne dzieci, wyciągające do niego ręce. A dalej – tysiące małych Jizō ustawionych półkolem: różne rozmiary, spokojne twarze, czerwone śliniaki i czapeczki, dłonie złożone w geście modlitwy. Ludzie ubierają je niekiedy w przeciwdeszczowe pelerynki, baseballowe kurtki, szale, sweterki – ubrania tak codzienne, że aż „za prawdziwe” na rytuał. I właśnie o to chodzi: nie o świętość oddaloną, tylko o świętość, która pozwala wnieść w siebie kawałek własnego życia.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Figurka Jizō pełni różne funkcje – nie jest jednak narzędziem do „uniewinnienia” ani do „usprawiedliwienia”. Jest kimś, przy kim można powiedzieć rzeczy, których nie da się powiedzieć ludziom. Jest trochę też „zastępczym rodzicem” dla dziecka i „pośrednikiem” między matką a dzieckiem – mostem między bólem a ukojeniem.

 

To brzmi abstrakcyjnie, dopóki nie zobaczymy, jak realnie wygląda ta relacja: kobieta, która przychodzi sama, poprawia czapeczkę na małej głowie z kamienia, zostawia wodę, a potem stoi chwilę w ciszy. Nie po to, by zapomnieć. Po to, by móc dalej żyć z pamięcią, która nie rozrywa człowieka od środka.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.

 

Na północy

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Na północy, w Tsugaru, Jizō przestaje być „czyjś prywatny” i staje się wspólny – jak studnia, jak droga, jak wiatr, który smaga całą wieś. Wyobraź sobie skraj osady na równinie, gdzie domy kończą się nagle, a dalej jest już tylko pole, rowy melioracyjne i szorstka linia drzew. Przy granicy stoi mały jizōdō albo hokora: zadaszenie, parę kamieni, czasem obok stara stela z innymi „pogranicznymi” znakami (w Tsugaru Jizō często sąsiaduje z pomnikami typu kōshin, bo to to samo myślenie: ochrona granicy, odpędzanie nieszczęścia, pilnowanie przejścia).

 

I właśnie tu widać coś ciekawego: miejscowa tradycja rozróżniała – a badacze długo porządkowali – dwa wielkie „typy” Jizō. Pierwszy to Jizō „graniczny”, opiekun wspólnoty, stawiany na miedzy i na rozstajach, mający chronić ludzi i dzieci, odpędzać choroby, być punktem rytuałów obejścia wsi i modlitw zbiorowych; nazywano go roboczo „sai-no-kami” / „賽の神型地蔵”. Drugi to Jizō budowany jako wotum dla tych, którzy odeszli „za wcześnie” – dla kanashii hotoke, „smutnych zmarłych”, a szczególnie dla dzieci – i ten typ określano jako „死者供養型地蔵”, Jizō stricte „żałobny”, związany z pamięcią i ukojeniem.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Najpiękniejsze jest to, że w Tsugaru to rozróżnienie nie jest suchą typologią, tylko praktyką wpisaną w kalendarz i w ręce ludzi. W wielu osadach za „dzień Jizō” uznaje się 23. i 24. dzień starego, księżycowego miesiąca szóstego – i wtedy na scenę wchodzą one: starsze kobiety, które znają rytm wsi lepiej niż ktokolwiek. To one przynoszą ofiary, otwierają małe drzwi kapliczki, wyciągają zawiniątko z materiałem. W języku regionu to nowe ubranko ma swoją nazwę: sendaku (センダク) – „ubranie” dla Jizō, zmieniane jak komuś bliskiemu.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Potem pojawia się gest, który dla przybysza jest zaskakujący: bielą twarz posągu – jakby nakładały o-shiroi, jakby chciały przywrócić mu świeżość, godność, „żywy” wygląd. A na koniec jest coś bardzo ludzkiego i bardzo konkretnego: wspólne jedzenie. Rytuał nie kończy się na modlitwie; kończy się na współdzieleniu – bo wspólnota trzyma się nie tylko na słowach, ale na tym, że ludzie siadają razem, jedzą to, co przynieśli, i przez chwilę nie są sami ze swoimi lękami.

 

Jeśli wiesz, co w Tsugaru nazywa się „kanashii” – „smutny, żałosny” – rozumiesz, że pod tą bielą i pod tym materiałem często leży doświadczenie, którego nie da się wygładzić: dziecko, które umarło, młody człowiek, który „nie zdążył”, nagłe odejście. A jednak właśnie tutaj, na skraju wsi, żałoba nie musi się zamykać w czterech ścianach. Może być współdzielona przez rytuał i jego rytm: dzień w miesiącu, ubranko, biel, ofiara, wspólny posiłek. To nie jest zaprzeczenie cierpienia – to sposób, by cierpienie nie uczyniło z człowieka samotnej wyspy. I, moim zdaniem, potężna lekcja dla nas, Europejczyków.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.

 

Ukiyo-Japan - album refleksji o japońskiej sztuce - Michał SobierajMała dygresja

 

Pisma z Tsugaru przypominają, że Jizō nie zawsze był wyłącznie cichy i „cmentarny”. W jednej z relacji historycznych, w dzienniku kupca* z XIX wieku (z kręgu dawnego Hirosaki), pojawiają się krótkie, żywe notatki, które brzmią jak migawki z miasta w święto: „yomiya” (夜宮). Były to nocne obchody przy migawari Jizō, lampiony, tłum, gwar.

 

Raz w Hirosaki: „wróciłem z nocnego święta Jizō, było gwarnie, przy rogu wisiały lampiony”. Innym razem w porcie Aomori: „wczoraj w Chaya-machi nocne święto Jizō; nad brzegiem rzeki łodzie z lampionami, ludzie przyszli tłumnie, bardzo wesoło” – i autor dopisuje, że skoro to czas świąt, poszedł też do Atago. To jest niezwykle ważne świadectwo: jeszcze w połowie XIX wieku Jizō w Tsugaru potrafił być osią radosnego zgromadzenia, a nie tylko szeptanej żałoby. Życie i pamięć nie stały po przeciwnych stronach – one stały obok siebie, jak dwa światła w jednej latarni.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.*Chodzi o „金木屋日記” („Kanagiya Nikki”, „Dziennik domu/firmy Kanagiya”) – a „kupiec” w tym źródle to 金木屋(屋号 山一)又三郎敬之 (Kanagiya Matasaburō Takayuki), czyli 武田又三郎敬之 (Takeda Matasaburō Takayuki).

 

A na marginesie dziennika pojawia się detal, który szczególnie zapamiętałem: autor widzi dziewczęta, które chodzą i śpiewają – coś jak wasany, religijne pieśni – i zapisuje z rozbrajającą szczerością, że „słów w ogóle nie rozumie”. One też pewnie nie rozumiały wszystkiego w sensie akademickim. Był to bardzo stary japoński, nawet dla ludzi sprzed wieku. Ale rozumiały rytm. Rozumiały, kiedy się idzie, komu się śpiewa, po co się śpiewa. Dziennik Kanagiya jest pełny takich krótkich, ale jakże realistycznych scen i obserwacji.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.

 

Atago-ji

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Schodzimy z powrotem do Saga-Toriimoto w północnym Sagano, na kamienisty odcinek Atago-kaidō — tej starej drogi pielgrzymiej ku Atago-jinja: tyle było słów, a przecież wszystko zaczęło się od tego, że ktoś postawił kamień przy drodze i co jakiś czas do niego wraca.

 

Atago-kaidō, stara trasa w stronę Atago-jinja na Górę Atago, jest dziś spokojna, nieco „przygaszona” – i może dlatego tak dobrze pasuje do Jizō. Wzrok zaczepia się o szczegóły, których nie widać w pośpiechu: o szorstkość muru, na którym osiada zielony nalot, o wąską rynnę wzdłuż drogi, w której po deszczu stoi woda jak cienkie lustro. I o te osiem postaci – Hattai Jizō – które nie krzyczą „spójrz na mnie”, tylko stoją jak cichy znak: „tędy też przechodzą ludzkie sprawy”.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.Przy rozwidleniu ktoś znów poprawił materiał. Śliniaczek jest świeższy niż reszta – wyprany, wyprasowany, związany w supeł z taką troską, jakby to była szyja dziecka, a nie chłodny kamień. Czapeczka ma nierówne oczka, robiona ręcznie, pewnie wieczorem, przy telewizorze albo przy oknie. Na dole, w rynience u stóp posążka, leżą monety: te same drobne, które człowiek ma w kieszeni, kiedy kupuje herbatę w automacie. W tym jest cała prawda o japońskim „oswajaniu”: żałoba i troska nie zawsze przychodzą w uroczystych szatach. Częściej przychodzą jako mały gest w drodze do domu.

 

Idziemy dalej i w końcu znowu stajemy przy małej hokorze Shōgun Jizō Daibosatsu – tej, która wygląda jak fragment krajobrazu, a jednocześnie jak okno do historii. Na takim miejscu łatwo poczuć, że japońskie sacrum jest „przy ziemi” nie dlatego, że jest mniej wzniosłe, tylko dlatego, że ma pilnować rzeczy, które dzieją się w naszym świecie: drogi, ognia, chorób, narodzin, śmierci. W tradycjach związanych z Atago Jizō widać, jak mocno Kyōto i jego góry były wyobrażane jako strefa ochrony – i jak naturalnie bodhisattwa, z pozoru cichy, przyjmował na siebie role strażnika, „odpędzacza”, opiekuna.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.I dopiero tu – przy tym samym kamieniu, w tej samej ciszy – rozumie się coś ważnego: różne kultury mają różne narzędzia łagodzenia bólu, ale większość z nich próbuje zrobić jedno i to samo. Nadać cierpieniu formę, żeby człowiek nie musiał go nosić jak bezkształtnej masy. Jedni budują język: słowa modlitwy, formuły, które „trzymają” to, co się rozpada. Inni budują przestrzeń: grób, świecę, fotografię. Japonia – obok tego wszystkiego – bardzo często buduje gest. Gest, który można powtarzać: nalać wody, poprawić czapeczkę, położyć kwiaty, pochylić głowę, a potem… wrócić do życia, nie zdradzając pamięci.

 

W tym miejscu warto zrobić krok w bok – do współczesnej Japonii po katastrofie, która zostaje pod powiekami na lata. W terenowym opisie z Sendai były jūshoku (kapłan główny) jednej ze świątyń wspomina, że po tsunami z 2011 roku postawił przy świątynnym cmentarzu – przy drugim wejściu, obok schodów – dużą, siedzącą figurę Jizō, wysoką na ok. 165 cm, z laską shakujō i nyoihōju, o lekko przerysowanej, „uśmiechniętej” głowie, żeby ludzie umieli znów choć na moment odetchnąć. Kiedy później ktoś powiedział, że w deszczu Jizō wygląda, jakby „płakał”, kapłan odpowiedział najprościej: że to nie łzy rozpaczy, tylko radość, bo on się cieszy, gdy ktoś przychodzi – i tak przylgnęło do niego imię „Naki Jizō”, „Płaczący Jizō”.

 

Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autoraObok stoją „Oyako Jizō” – rodzic i dziecko – trzy uśmiechnięte postacie z dłońmi złożonymi w gasshō. Kapłan tłumaczy to bez patosu: ludzie tracą rodziców, tracą dzieci, a odwiedziny grobów nie muszą być tylko dniem bólu; mogą być dniem spotkania, dniem powrotu, „dniem ponownej unii”. I to jest coś, co w Japonii potrafi zaskoczyć najbardziej: nie wyparcie cierpienia, tylko próba, by w środku cierpienia ocalić miejsce na czułość, na wdzięczność, na zwykłe „dobrze, że jesteś, choćby w pamięci”.

 

Wracamy więc z powrotem na Atago-kaidō, do naszego przydrożnego Jizō, i nagle widzimy, że te wszystkie rzeczy – historia, etymologie, mandale, regionalne zwyczaje, nowoczesne tragedie – zbiegają się w jednym punkcie: w człowieku, który przystaje na chwilę. W dłoni ma monetę, w drugiej butelkę wody. Na moment dotyka materiału czapeczki, jakby sprawdzał, czy dobrze trzyma, czy nie zsunie się od wiatru. I w tej drobnej czynności jest cała „technologia” łagodzenia bólu: nie obietnica, że będzie łatwiej, tylko obietnica, że nie trzeba przechodzić przez to samotnie.

 

A potem idziemy dalej. W dół, ku domom, ku światłu między dachami, ku zwykłym sprawom. Kamienny mnich zostaje przy drodze – mały, uparty, cierpliwy.

 

Przydrożne Jizō w Japonii: czerwone śliniaczki, czapeczki z włóczki, monety i woda. Esej o wierzeniach wokół mizuko („wodnych dzieci”), Sai no Kawara i o tym, jak gesty łagodzą ból straty.

  1. pl
  2. en

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany.- Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!