
Nocne wołanie czy pełzanie
Kiedy myślimy o Japonii, widzimy zwykle trzy obrazy: wyrafinowany dwór Heian, surowy świat samurajów Kamakury i Sengoku, gwarne Edo z teatrem, łaźniami i kupcami. Przez większość japońskiej historii większość Japończyków nie żyła w żadnym z tych trzech światów. Mieszkali na wsi. A wieś miała własną kulturę, własne święta i własne obyczaje – w tym takie, których dziś nie da się opowiedzieć bez zawahania. Jeden zaczynał się tak.
Noc. Boczne drzwi nie miały zamka. Wystarczyłby kawałek kory wsunięty w szparę, by je zablokować, więc to nie był problem braku zamka – nikt jednak nie blokował drzwi. Pod dachem ze słomy ryżowej dziewczyna spała na własnej macie, oddech regularny, ramię pod policzkiem. Po drugiej stronie cienkiej ściany leżeli jej rodzice. Słyszeli, jak deska podłogi zaskrzypiała pod stopą. Słyszeli, jak ktoś rozłożył kawałek materiału, żeby stłumić następny krok. Nie poruszyli się. Mężczyzna miał może osiemnaście lat, może dwadzieścia. Wcześniej tego wieczoru pił herbatę z innymi kawalerami z wioski w izbie należącej do jednego z najstarszych z nich. Teraz był sam. Czy dziewczyna go przyjmie?
Trwało to – w niektórych wioskach – tysiąc dwieście lat. Zaczęło się jako rytuał świętej góry, dokąd raz w roku ściągała młodzież z okolicznych wsi, by przez całą noc śpiewać, tańczyć i swobodnie się łączyć, a mężatka mogła przyjąć obcego mężczyznę bez wstydu, bo kami góry zawieszał na ten jeden dzień zwykłe reguły. O tym wszystkim przeczytamy choćby w poezji czasów Heian. Z czasem obyczaj zszedł ze szczytów gór do izb. Pilnowała tego cała wspólnota: najstarsi spośród wioskowych kawalerów uczyli młodszych procedury jak wiązania snopów ryżu, a chłopaka, który użył wobec dziewczyny przemocy, wykluczali z grupy, co było często równoznaczne z karą śmierci. Dziewczyna mogła odmówić jednym szeptem, na który młodzi byli wyczuleni. Wystarczyło. Jej rodzice za cienką ścianą udawali, że śpią – tak długo, jak chłopak zachowywał się jak należy – okazywał szacunek poprzez zachowywanie się cicho.
Gdy z relacji rodziło się dziecko, formalne małżeństwo było już tylko dopełnieniem faktu, a ciąża planowana po to, żeby zmusić rodziny do zgody, nie była nowoczesną sztuczką, lecz tradycyjnym narzędziem. Nic też nie stało na przeszkodzie, by dziewczyna przyjmowała różnych chłopaków w różne noce, tak jak i chłopak mógł „odwiedzać” różne kobiety. A gdy przyszedł poród, a ojciec pozostawał nieznany - wioska wychowywała dziecko razem – bez stygmatu czy wyrzutów – bo i stygmat nie miał na czym się zasadzić – yobai było powszechne wśród wszystkich młodych mieszkańców. Cnota panieńska w jej zachodnim sensie przyszła dopiero z państwem Meiji w XIX wieku, razem z podręcznikami obyczajowymi i kodeksem cywilnym z 1898 roku – jako import z Francji. To, co dziś sprzedaje się jako „tradycyjna japońska moralność seksualna" jest młodsze niż żarówka. Yobai – 夜這い – dosłownie „nocne czołganie się" – był przez wieki częścią porządku, a nie jego naruszeniem. Pod kanji ukrywa się starszy czasownik o znaczeniu „wzywać po imieniu". Sprawdźmy, jak odmienna jest wieś japońska o dworu, koszar i miasta.

Od wzywania imienia do tsumadoi-kon
Yobai (夜這い) zapisuje się dziś dwoma znakami: „noc” i „pełzać” (lub „czołgać się”). To zapis późny, etymologicznie błędny, dobrany pod wyobrażenie ukradkowego nocnego wślizgu do cudzego pokoju. Oryginał był inny. Czasownik yobau (呼ばう) to wzmacniana forma yobu – „wołać” – i znaczył „wołać uporczywie”, „wzywać”, „przyzywać”. W starojapońskim wierzeniu kotodama (言霊) – „duszy słowa” – powtarzanie czyjegoś imienia przyciągało jego ducha. Mężczyzna, który chciał kobiety, wołał ją po imieniu z dystansu. Słowo było pierwszym dotykiem.
山科の木幡の山を馬はあれど徒歩より我が来し汝を思ひかねて
(Yamashina no Kohata no yama wo / uma wa aredo / kachi yori wa ga koshi / na wo omoi-kanete)
„Choć konia miałem,
przez przełęcz Kohata
szedłem cicho i pieszo
– tak mnie gnała myśl o tobie.”
– Manyōshū, księga XI,
wiersz 2425 (autor anonimowy)
Jedno z dawnych pisemnych świadectw znajdziemy w „Manyōshū" (万葉集), antologii poezji ukończonej około 759 roku. W księdze jedenastej, wśród sōmonka – wierszy miłosnych z kolekcji Hitomaro – zachował się anonimowy utwór mężczyzny idącego nocą przez góry do ukochanej. Konia miał. Wybrał pieszo. Tętent zdradziłby go w wąskim wąwozie, więc szedł cicho, długo, z otwartymi oczami w ciemności.
Wcześniej, w okresie Nary, istniał obrzęd jeszcze bardziej otwarty. Utagaki (歌垣) – „pieśniowe ogrodzenie" – albo regionalnie kagai (嬥歌), były wiosennymi i jesiennymi zebraniami na szczytach świętych gór, na które ściągała młodzież z okolicznych wsi, by przez całą noc śpiewać, jeść, pić, tańczyć i swobodnie uprawiać miłość. Najbardziej znana relacja dotyczy góry Tsukuba w prowincji Hitachi. Opisuje ją krótko „Hitachi no kuni fudoki" (常陸国風土記, 713–721), ale pełen obraz zostawił poeta Takahashi Mushimaro, urzędnik w tej samej prowincji:
„鷲の住む 筑波の山の 裳羽服津の その津の上に 率ひて 娘子壮士の 行き集ひ かがふ嬥歌に 人妻に 我も交らむ 我が妻に 人も言問へ この山を うしはく神の 昔より 禁めぬわざぞ 今日のみは めぐしもな見そ 事も咎むな”
„Na górze Tsukuba,
gdzie gnieżdżą się orły,
nad brodem Mohakitsu
młode dziewczęta i młodzieńcy
ręka w rękę schodzą się
na pieśniowe zawody kagai.
Z cudzą żoną i ja się złączę.
Do mojej żony niech inny przemówi.
Bóg władający tą górą
nie zakazywał tego od dawnych czasów.
Tylko dzisiaj –
nie patrzcie na nas z naganą,
nie miejcie słowa wyrzutu.”
– Manyōshū, księga IX,
wiersz 1759 (Takahashi Mushimaro)
Dopisek w oryginalnym tekście wyjaśnia: „嬥歌 (kagahi) – tak w mowie wschodu nazywają to, co inaczej zwie się utagaki". Nie była to orgia, lecz zinstytucjonalizowany rytuał płodności, włączony do kalendarza wioski tak samo, jak żniwa albo święto przesilenia. Bóg góry sankcjonował zawieszenie zwykłych reguł – na jeden dzień, w jednym miejscu.
Stamtąd do yobai prowadzi prosta linia. W epoce Heian arystokracja praktykowała tsumadoi-kon (妻問婚) – „małżeństwo wizytujące” – w którym żona mieszkała u swoich rodziców, a mąż przychodził do niej nocą. Trzy noce z rzędu wystarczały, by związek został uznany za zawarty. Genji, bohater Murasaki Shikibu, odwiedza w ten sposób kobiety nigdy nie oglądane przy świetle dnia. To, co arystokraci robili przy świetle olejnej lampki i za jedwabnymi parawanami, w wioskach robiono podobnie, ale bez wierszy i wachlarzy.
Rytuał płodności nie potrzebował wstydu. Wstyd wymyślono później.

Mechanika ciszy
Każda większa wioska miała dwie izby, w których nocowała młodzież. Chłopcy od momentu inicjacji męskiej szli do wakamono-yado (若者宿) – „kwatery młodzieńców” – dziewczęta od pierwszej miesiączki do musume-yado (娘宿) – „kwatery panien”. Były to zwykle domy starszych członków odpowiednich organizacji wiekowych, wakamono-gumi (若者組) dla chłopców i musume-gumi (娘組) dla dziewcząt. Czasem mieszkali w izbach starych wdowców i wdów, chętnie oddających pokój za pomoc w polu. Młodzież nie nocowała u rodziców. Tak było prościej dla wszystkich. (o wakamono pisze więcej tu: Tak japońska wieś dbała o siebie. Wakamono-gumi – młodzi, którzy działali tam, gdzie nikt inny z pomocą nie przyjdzie.)
Przystąpienie do yobai miało swoją procedurę. Chłopiec w okolicach trzynastego lub piętnastego roku życia przechodził fundoshi-iwai (褌祝い) – „święto pierwszej przepaski” – rytuał wręczenia mu pierwszej dorosłej przepaski biodrowej. Od tej pory mógł nocować w wakamono-yado. Po jakimś czasie dochodziło do fudeoroshi (筆下ろし), dosłownie „zamoczenie pędzla”, pierwszego stosunku ze starszą kobietą z wioski. Najczęściej z którąś z wdów albo z mężatek, których mężowie pracowali daleko. Z kolei dziewczynka przystępowała do yobai od pierwszej miesiączki, czasem nieco później. Rytuał inicjujący miała znacznie skromniejszy, czasem zupełnie nieobecny – po prostu od pewnego momentu drzwi jej izby stawały się dla młodych z wioski celem nocnym.
Procedura wizyty była drobiazgowa. Chłopiec wsuwał się boso, w samej fundoshi (褌, przepasce biodrowej), żeby nie szeleścić ubraniem. Zostawiał sandały daleko od domu. Przy progu kładł na podłodze kawałek bawełnianego płótna – w niektórych wioskach kawałek juty – by stłumić skrzypienie deski. Stuletnia Hatanaka Kamegiku, której wspomnienia japońska prasa opublikowała w maju 2025 roku, opisywała ten gest jako rzecz tak oczywistą, że nie trzeba było jej uczyć. Wiedziało się od starszych braci. Rodzice dziewczyny słyszeli wszystko. Udawali, że śpią. Ten gest milczenia nie był naiwnością, lecz formą zgody warunkowej. Dopóki chłopiec zachowywał się tak, jak należy – cicho, bez przemocy, gotów wycofać się na pierwsze odepchnięcie – rodzice po prostu nie istnieli.
Akamatsu Keisuke (赤松啓介, 1909–2000), o nim za chwilę szerzej, w swoich badaniach terenowych z prowincji Banshū (播州, zachodnia część dzisiejszej prefektury Hyōgo) opisał kilka typów yobai współistniejących obok siebie. Typ zamknięty: wstęp tylko dla mężczyzn z tej samej wioski. Typ otwarty: także dla przyjezdnych i wędrowców, zwłaszcza po festiwalach świątynnych, gdy do wsi ściągali kupcy, mnisi i aktorzy. Były wsie z dostępem tylko do panien. Były takie, gdzie odwiedzano wyłącznie mężatki i wdowy, a panien nie wolno było ruszać aż do oficjalnego zaręczenia. Były i takie, gdzie wolno było prawie wszystko. W kilku miejscach – Aichi, Kumamoto, Sagami, Shinshū, Tango – dokumentowano wariant odwrotny: kobieta szła nocą do mężczyzny.

Mapa yobai pokrywa się z pasem pacyficznym na zachód od Półwyspu Bōsō. Etnograf Yagi Tōru wymienia półwysep Chita i Atsumi w prefekturze Aichi, brzegi Morza Setouchi, wschodnie wybrzeże Kyūshū, południową Wakayamę, wyspy Izu, doliny Akity. Każda z tych okolic miała własną nazwę i własne reguły. W Akicie kawalerzy nazywali wyprawę yomeyobi – „wzywaniem żony” – co dobrze oddawało jej charakter. W górach Wakayamy yobai trwał najdłużej, do połowy lat pięćdziesiątych XX wieku - w izolowanych wioskach półwyspu Kii, dokąd asfalt dotarł dopiero w latach sześćdziesiątych.
Bywał też zamieniany w festyn. Po "dożynkach" dziewczyny zostawiały drzwi otwarte na znak gotowości; chłopcy „rzucali kości” – w niektórych okolicach grając w jan-ken (kamień, papier, nożyce) – żeby ustalić kolejność wizyt. Były wsie, gdzie dziewczyna mogła przyjmować różnych mężczyzn (Akamatsu Keisuke, japoński etnograf z prefektury Hyōgo, opisuje wprost regionalne warianty yobai w swojej pracy “Yobai no minzokugaku, Yobai no seiairon”). Były i takie, gdzie jedna powtarzała ten sam wybór przez kilka pór roku, dopóki on nie zaczął zostawać na śniadaniu. Wszystko to mieściło się pod jednym słowem „yobai”.

\
Szept był obyczajem. Cisza była umową.
Trzy mechanizmy, dla których to działało
Pierwszy – dobór małżeński w małej populacji. Typowa japońska wioska liczyła od pięćdziesięciu do dwustu mieszkańców. W tej skali system w pełni aranżowanych małżeństw zostawiłby wielu młodych bez partnera, a wielu z partnerem dobranym bez uwagi na to, czy w ogóle są w stanie ze sobą wytrzymać. Yobai dawał test kompatybilności w najszerszym sensie tego słowa, łącznie z testem płodności. Jeśli z relacji rodziło się dziecko, formalne małżeństwo było już tylko dopełnieniem rzeczywistości. „Planowana ciąża” jako narzędzie wymuszenia zgody rodzin nie była w tych okolicach nowoczesnym konceptem feministycznym, lecz tradycyjnym mechanizmem wymiany.
Drugi – regulacja nadwyżki młodych mężczyzn. W każdej wioskowej kohorcie była grupa kawalerów, którzy musieli gdzieś spalić energię, zanim doszłoby do konfliktów o ziemię, o dziewczyny, o pozycję. Wakamono-gumi nie były dzikimi bandami – były instytucją samorządową, dyscyplinowaną wiekiem i hierarchią. Najstarszy chłopak w grupie odpowiadał za młodszych, najmłodszych uczono procedury yobai z tą samą skrupulatnością, z jaką uczono ich wiązania snopów ryżu. Brak posłuchu kończył się publicznym upomnieniem, czasem wykluczeniem z grupy, czyli faktycznie ze społecznego życia wsi. Wiekowa organizacja młodzieży zarządzała seksem, walką, pracą i religią równolegle, jako częściami tego samego procesu wchodzenia w dorosłość.
Trzeci – ekonomia społeczna i dziecko nieznanego ojca. Dawne powiedzenie zapisane przez badacza Akamatsu brzmi dziś jak deklaracja prawa do gwałtu:
村の娘と後家は若衆のもの
(mura no musume to goke wa wakashū no mono)
„dziewczyny i wdowy ze wsi należą do młodych”
Tym jednak nie było. Było deklaracją wspólnej odpowiedzialności. Gdy ojciec dziecka pozostawał nieznany, wioska wychowywała je razem. Często niemowlę trafiało do rodziny najbardziej prawdopodobnego ojca, a opiekowała się nim jego żona – często chętnie, bo każde dziecko w gospodarstwie znaczyło więcej rąk do pracy za dziesięć lat. Stygmatu nie było, bo nie było jeszcze pojęcia, na czym mógłby się on zaczepić. Ślubne i nieślubne to kategorie, jakie przyszły z kodeksem cywilnym. Być może trudno nam to pojąć współcześnie, może nawet trudniej niż wojnę i zabijanie w imię różnych idei, ale pytanie, czy nie świadczy to bardziej o nas, niż o mieszkańcach średniowiecznej Japonii.
Był jeszcze czwarty mechanizm: Akamatsu wprost go nie nazwał, ale wskazują na niego późniejsi historycy. Yobai obniżał wagę dziewictwa do zera. W rolnej wsi, gdzie kobieta wchodziła do nowego domu jako siła robocza i jako przyszła matka, jej wcześniejsze życie seksualne było informacją bezużyteczną. Liczyło się, czy potrafi rodzić, czy potrafi pracować, czy potrafi się dogadać z teściową. Cnota panieńska w jej zachodnim sensie, jako oddzielna wartość ekonomiczna, weszła do języka wsi razem ze szkolnictwem powszechnym i podręcznikami obyczajowymi okresu Meiji, czyli de facto jako zapożyczenie właśnie z Europy i Ameryki.
Nie istniała tu „cnota”. Istniała siatka zobowiązań.

Jak Meiji zrobił z yobai hańbę
Nie był to jeden dekret. Była to chronologia drobnych kroków, których suma w ciągu jednego pokolenia odebrała wsi słownik na własną intymność.
W roku 1873 rząd Meiji wydał rozporządzenie kryminalizujące keikan (鶏姦) – stosunek analny między mężczyznami – wzorowane na kodeksie chińskiej dynastii Qing. Sześć lat później przepis cicho zniknął, bo zastąpił go kodeks karny napisany przez francuskiego prawnika Gustave’a Boissonade’a. Sam epizod jest mniej ważny dla naszego tematu, ale istotny jest tu precedens: państwo uznało, że ma prawo zaglądać ludziom pod pościel (czy do futonów). Wcześniej zaglądały tylko ród i sąsiedzi.
W roku 1876, w prefekturze Aikawa, dzisiejszej Niigacie pojawił się pierwszy regionalny zakaz yobai. Zarządzenie głosi, że nocne nawiedziny są zwyczajem barbarzyńskim i niegodnym narodu cywilizowanego. Władze lokalne dostają polecenie egzekwowania. Sankcje są początkowo skromne – grzywna, areszt – ale ustawia się punkt orientacyjny: zwyczaj jest odtąd przestępstwem.
1880: Stary Kodeks Karny (旧刑法). Aborcja przestaje być prywatną sprawą rodziny i staje się przestępstwem. Tym samym jeden z mechanizmów yobai – planowana ciąża jako narzędzie wymuszenia małżeństwa – zostaje przestawiony z trybu „strategia” na tryb „ryzyko”.
1889 (wejście w życie 1890): Konstytucja Cesarstwa Wielkiej Japonii. Wprowadza koncepcję kazoku kokka (家族国家) – „państwa-rodziny” – w którym cesarz jest ojcem narodu, a naród jest jego rodziną. To poziom ideologii, nie regulacji szczegółowej, ale buduje ramę, w którą za chwilę wpadnie wszystko inne.
1898: Kodeks Cywilny Meiji (明治民法). Wprowadza instytucję ie (家) – „domu” – z głową rodziny (koshu, 戸主), patrylinearną sukcesją, monogamią ustanowioną prawnie. Kobieta poniżej dwudziestego piątego roku życia (mężczyzna poniżej trzydziestego) wymaga zgody głowy rodziny na zawarcie małżeństwa. Dzieci nieślubne wpadają w nową kategorię prawną, shoshi (庶子), z ograniczonymi prawami dziedziczenia. Wioska, wychowująca dotąd każde dziecko bez rozróżnienia, dostaje teraz papierowy dokument dzielący niemowlęta na prawdziwe i nieprawdziwe.
1907–1908: Nowy Kodeks Karny. Cudzołóstwo staje się przestępstwem, oczywiście asymetrycznie: mężatka popełnia je z każdym mężczyzną, mąż – tylko z mężatką. Kara za aborcję zostaje podwojona. Pętla się zaciska.
1938, maj. Wieś Kamo w prefekturze Okayama. Toi Mutsuo, dwudziestojednoletni mężczyzna chory na gruźlicę, którego wioskowa społeczność wcześniej wykluczyła z yobai (jego matka, wdowa, miała w opinii sąsiadów „kontrolować” jego seksualność), zabija w jedną noc trzydzieści osób, w tym własną babkę i kilku byłych kochanków matki. Następnie strzela sobie w pierś. Prasa metropolitalna – „Ōsaka Mainichi” i „Sunday Mainichi” – komentuje wydarzenie przez pryzmat „rozluźnionych stosunków seksualnych górskich wiosek”. Yobai jako patologia. Yobai jako tło degeneracji. Po incydencie zwyczaj zostaje publicznie napiętnowany na poziomie ogólnonarodowym.
Akamatsu zaproponował tezę dzielącą do dziś historyków: rząd Meiji niszczył yobai świadomie, bo był on nieekonomiczny w sensie fiskalnym. Nierejestrowany, bezpłatny, nie generujący wpływów podatkowych. Państwo budowało równolegle system yūkaku (遊郭), legalnych dzielnic rozkoszy, z obrotami opodatkowanymi i ewidencjonowanymi. Tłumiąc yobai, państwo przekierowywało popyt seksualny w stronę kasy fiskalnej. Sonia Ryang, czytając tę historię przez Foucaulta i Agambena, opisała ją w pracy „Love in Modern Japan” (2006) jako wytwarzanie „kochających obywateli” – państwo wymyśla model intymności, by powiązać poddanych z narodem.
Były i powody bardziej prozaiczne. Elektryfikacja wsi w latach dwudziestych i trzydziestych zabiła nocną dyskrecję. Tam, gdzie dotąd przemieszczano się w mroku rozjaśnionym tylko olejną lampką, pojawiła się żarówka u sąsiada, świecąca przez papierową ścianę. Ideologia ryōsai kenbo (良妻賢母) – „dobrej żony i mądrej matki” – stała się obowiązującym programem dla dziewcząt w szkole średniej. Dziewczyny po średniej szkole dostawały we wsiach przezwisko suso-naga (裾長) – „długie suknie” – i były izolowane od reszty grupy. Wystarczyło jedno pokolenie, by tradycyjny słownik intymności wsi został zastąpiony słownikiem podręczników szkolnych i paragrafów kodeksowych.
Nie był to jeden dekret. Była to dekada zmian, po której wieś została bez własnego języka na własne życie.

Trzy fale powrotu. I czwarta…
Pierwsza fala – Yanagita Kunio (1875–1962). Ojciec japońskiej etnografii, autor „Tōno monogatari” (遠野物語, 1910). Zbudował to, co sam nazwał jōmin no minzokugaku (常民の民俗学) – „etnografią ludu pospolitego” – i przez pięćdziesiąt lat dokumentował legendy, święta, obrzędy, narzędzia, kuchnię wiejską. Seksualności wsi nie tknął praktycznie nigdzie. Akamatsu, jego ostry krytyk, pisał, że Yanagita pochodził z Fukusaki w prefekturze Hyōgo, z tych samych okolic, gdzie yobai trwał za jego życia. „Nie mógł nie wiedzieć” – brzmi formuła Akamatsu. Czemu więc nie pisał? Akamatsu sugerował powody ideologiczno-polityczne: Yanagita budował wizerunek narodu, w którym nie było miejsca na seks chłopski, na yakuzę i na cesarza widzianego z bliska. Etnografia ludu pospolitego była w istocie etnografią ludu wybranego, z odjęciem tego, co państwo wolało wymazać.
Druga fala – Akamatsu Keisuke (1909–2000). Komunista, więziony za naruszenie Chian ijihō (治安維持法) – ustawy o ochronie porządku publicznego, kluczowego narzędzia represji okresu militarnego. Po wojnie, ze świadomością, że na bibliografię uniwersytecką już nie wejdzie, zbudował własną alternatywę: hijōmin no minzokugaku (非常民の民俗学) – „etnografię nie-ludu pospolitego”. Czyli etnografię ludzi pomijanych przez Yanagitę: biedoty miejskiej, włóczęgów, prostytutek, kowali bez stałego adresu, dzieci nieślubnych, chłopów Banshū. Materiałem była pamięć żywych świadków, własne doświadczenie (Akamatsu jako chłopiec uczestniczył w yobai, o czym pisał wprost) i mowa potoczna. Jego dwie centralne książki, „Yobai no minzokugaku” (1994) i „Yobai no seiairon” (1994), wydane zbiorczo w 2004 roku przez Chikuma Gakugei Bunko, są dziś podstawowym źródłem dla każdego, kto chce wiedzieć, jak to wyglądało od środka. Mają też wadę: brak naukowego dystansu. Akamatsu lubił to, o czym pisał, i miejscami styl ociera się o ton „dziadka erotomana” opowiadającego po latach ze szczegółami. Wytykali mu to krytycy.
Trzecia fala – recepcja od lat osiemdziesiątych. Akamatsu zostaje wyciągnięty z półki przez Ueno Chizuko (上野千鶴子), najgłośniejszą feministkę japońską ostatnich czterech dekad, jako dowód, że Japonia przed-modernizacyjna miała „wolną seksualność” – i że to dopiero państwo Meiji narzuciło patriarchalną monogamię. Wniosek był kuszący politycznie i czytelnie progresywny. Wywołał też ostrą odpowiedź.
Iwata Shigenori (岩田重則, ur. 1961), profesor Uniwersytetu Chūō i redaktor wydania pism Akamatsu („Akamatsu Keisuke minzokugaku senshū”, 1997–2004), w książce „Mura no wakamono, kuni no wakamono” (1996) wprowadził serię korekt. Pokazał, że Akamatsu generalizował na podstawie wąskiego materiału własnej okolicy, że pomijał wsie pozbawione yobai i że idealizował zwyczaj często ciężki dla kobiet. Koyano Atsushi (小谷野敦) w „Ren’ai no chōkoku” (2000) poszedł dalej i zaatakował feministyczne odczytanie wprost: z perspektywy wielu kobiet yobai był bliżej przemocy seksualnej niż wolnej miłości. Iinaga Yoshiyuki z Uniwersytetu Kokugakuin mówił już bez ogródek o „mitologizacji Akamatsu” – świadectwa traktowano jako prawdę, choć były wspomnieniami starych mężczyzn opowiadanymi po latach, z całą selektywnością, jaka temu towarzyszy.
I czwarta fala – fetysz. W mandze, w adult video i w popularnej literaturze yobai został sprowadzony do scenariusza seksualnego: dziewczyna „nie mogąca odmówić”, chłopiec wsuwający się w mrok bez zapowiedzi. Czyli dokładna odwrotność tego, czym yobai był w wiosce, gdzie dziewczyna mogła odmówić, a społeczność egzekwowała tę odmowę. Pamięć kulturowa pracuje przewrotnie. Z wiekowej, drobiazgowej praktyki regulowanej przez całą wieś robi się pojedynczy obraz pozbawiony reguł. To, co było siatką, zostaje pokazane jako jeden punkt. Z czterech sprzecznych pamięci – Yanagity, Akamatsu, feministek, fetyszu – żadna nie pasuje do drugiej, a każda mówi coś prawdziwego o swojej własnej epoce.
Jeden zwyczaj, cztery pamięci.

Co zostało
Ostatnie udokumentowane yobai w niektórych wioskach półwyspu Kii datowane są na lata pięćdziesiąte. W Akicie pojedyncze relacje ciągną się do początku sześćdziesiątych. Potem droga asfaltowa, autobus, transmisja telewizyjna, lampa uliczna. Ostatnia osoba wsuwająca się boso przez próg sąsiedniej izby ma dziś bezpiecznie ponad osiemdziesiąt lat, a większość z nich już nie żyje. Hatanaka Kamegiku, której wspomnienia ukazały się w 2025 roku, była jedną z ostatnich.
Kiedy ginie zwyczaj, ginie też jego ekonomia. W tych samych wioskach, gdzie przez tysiąc dwieście lat dobierano pary nocą, ludzie żenią się dziś z osobami poznanymi w aplikacji albo na zawodowym spotkaniu omiai zorganizowanym przez agencję matrymonialną z Tokio. Wiele z tych wiosek wymiera z powodów demograficznych, trwają bez żadnej młodzieży.
Nie chodzi mi, by ten zwyczaj oceniać. Bo nic nam tutaj do oceniania – to był zupełnie inny świat, o którym mamy ledwie mgliste wyobrażenie. Chciałem tylko zauważyć - gdy mówi się dziś o „tradycyjnej japońskiej moralności seksualnej”, o jakiej tradycji mowa? Pamięć „Manyōshū” o mężczyźnie gnającym boso przez pole? Pamięć góry Tsukuba, gdzie mężatka spotyka obcego i nikt jej nie gani? Pamięć wioski w Banshū, gdzie chłopak kładł kawałek bawełny na deskę, by nikogo nie obudzić, a babka udawała, że śpi? Czy pamięć paragrafu z 1898 roku, w myśl którego dwudziestoczteroletnia dziewczyna potrzebuje pieczątki ojca, żeby wyjść za swojego wybranka?

ŹRÓDŁA
1. 赤松啓介『夜這いの民俗学・夜這いの性愛論』筑摩学芸文庫、2004 (zbiorcze wydanie monografii z 1994).
2. 岩田重則『ムラの若者・くにの若者 民俗と国民統合』未来社、1996.
3. 柳田國男『遠野物語』1910 (oryginał japoński; brak pełnego polskiego przekładu).
4. Sonia Ryang, „Love in Modern Japan: Its Estrangement from Self, Sex and Society”, Routledge, London 2006.
5. Jolanta Tubielewicz, „Historia Japonii”, Ossolineum, Wrocław 1984 (kontekst reform okresu Meiji i Kodeksu Cywilnego z 1898 roku).
