Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.
2026/02/19

Japońska pora roku „usui”: dokoła lodowaty mróz, w sercu oddech wiosny

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.

 

Wiosna nie w kwiatach, lecz w glebie

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.Wyglądam przez okno i przez chwilę po prostu trwam w tym widoku: surowa, poranna zima w Polsce ma w sobie coś czystego i bezkompromisowego. Tęskniłem trochę do niej przez minione lata, które przynosiły nam tylko jej namiastkę. Cieszę się, że w tym roku przyszła — mimo licznych niedogodności: porannego skrobania szyb samochodu, logistycznego koszmarku związanego z rytuałem ubierania dzieci przed wyjściem na spacer, aż po to wzdragające zimno, które wnika przez każdą szczelinę. Naprawdę. Cieszę się.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.Mamy drugą połowę lutego — na jakim etapie zimy się znajdujemy? To na pewno jeszcze nie wiosna: powietrze wciąż jest ostre, świat przyciszony i biały. A jednak mam wrażenie, że koniec już czuć, coś w powietrzu pachnie obietnicą. Jakby w krajobrazie pojawiał się ledwie wyczuwalny ruch: nie kolor i nie kwiat, tylko zapowiedź wilgoci, która kiedyś zmyje śnieg i odda ziemi oddech. W Japonii mamy kalendarz 24 sezonów sekki — i ten moment ma również swoje imię: Usui (雨水) — dosłownie „woda deszczowa”. Dwa proste znaki: 雨 (ame/u) — deszcz, i 水 (mizu/sui) — woda. Razem mówią o przejściu, które wcale nie musi wyglądać jak wiosna: o chwili, gdy zima przestaje być absolutna, choć wciąż potrafi kąsać.

 

W dzisiejszym tekście spróbujemy więc uchwycić, czym jest usui — nie jako sucha data w kalendarzu, ale jako pora serca. Pora, w której człowiek nadal stoi po kolana w zimie, a mimo to zaczyna czuć, że coś pod spodem mięknie: świat, pamięć, własna wola, własne „jeszcze nie”. Ustalimy czym jest pora roku „usui”, ale nie poprzez definicje; zrobimy to tak, jak robili to Japończycy od wieków: przez poezję — przez wybrane waka i hokku, w których mróz potrafi być już wiosną, a wiosna potrafi być jeszcze śniegiem. I być może okaże się, że to, co najważniejsze, nie przychodzi w postaci kwiatów — tylko w postaci kępki zwykłej trawy między płatami śniegu.Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.

 

Sekki: 雨水 (usui) — „Woda deszczowa”

 

Sens tej nazwy można streścić tak: śnieg → wilgoć → deszcz — czyli miękki początek ruchu w przyrodzie.


Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.雨水 (usui) dosłownie mówi o wodzie, która wraca do świata w innej postaci: nie jako kryształowy mróz i nie jako nieruchomy śnieg, ale jako coś płynnego — wilgoć, kapanie, przesiąkanie, deszcz. Robi to jednak jeszcze w warunkach, gdy wszystko jest zamrożone i trwa w uścisku mrozu. To sekki, które nie obiecuje jeszcze „wiosny” w sensie rozkwitania przyrody. Ono raczej podpowiada, że koło zaczęło się obracać: zima przestaje być absolutna. Wrażenie jest subtelne, czasem nawet nieprzyjemne (błoto, plucha, cięższe powietrze), ale właśnie w tej nieefektowności tkwi prawda o porach przejścia: życie nie wchodzi z fanfarami, tylko wraca krok po kroku, jak woda, która znajduje każdą szczelinę.


W Japonii odczucie 雨水 (usui) będzie inne w zależności od regionu: Kantō potrafi mieć już bardziej „oddychające” powietrze, Kansai szybciej łapie miękkość, a na północy — w stronę Tōhoku — zima wciąż trzyma mocniej i upiera się przy swoim rytmie – tak jak dziś w Przasnyszu. Ale w języku japońskim fascynuje mnie to, że wiosenny deszcz bywa nazywany tak, jakby miał własną osobowość.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.春雨 (harusame) brzmi łagodnie, miękko, jak deszcz, który nie chce nikogo przestraszyć, tylko „przypomnieć” o zmianie. 春時雨 (harushigure) niesie w sobie przelotność i niestałość — deszcz, który przychodzi na chwilę, znika, zostawia po sobie tylko mokry połysk na ulicy. Te słowa są jak małe narzędzia uważności: uczą dostrzegać nie sam „fakt deszczu”, ale jego jakość, temperament, rytm.


Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.Tu, skąd piszę ten tekst, to przejście ma również swój urok. Roztopy potrafią wyglądać nieco niechlujnie: przy drodze śnieg robi się brązowy i szary, w zagłębieniach zbiera się woda, chodniki tracą zimową „czystość”, a krajobraz odsłania ciemną ziemię spod białej skorupy. I jednak — właśnie wtedy przychodzi ten moment, który trudno opisać inaczej niż „wilgoć, która pachnie”. To zapach podmokłego pobocza, ziemi rozmiękłej pod butem. To nie jest wiosna w kwiatach; to wiosna w glebie. Taki lokalny odpowiednik mikrosezonu: nie nazwanego w kalendarzu, ale wyczuwanego w ciele. Powietrze jeszcze mroźne, kąsa, a wszystko dokoła przykryte warstwą bieli – ale już, już w powietrzu czuć tą nieśmiałą obietnicę…

 

Zapach, który niesie ze sobą taki tłok wspomnień ze wszystkich poprzednich wczesnych wiosen, aż do czasów gdy było się dzieckiem… Nadmiar ten sprawia, że słowa nie chcą ułożyć się w zgrabnie uformowaną wypowiedź, tylko próbują rozsypać się jak para nad mokrym śniegiem: w krótkie, urywane obrazy — ciężkie buty na miękkiej ziemi, kropla spadająca z rynny, cienka strużka wody uciekająca do studzienki, ciemny pas pola, który nagle „oddycha”, twarze rodziców… Jakby pamięć nie chciała mówić zdaniami, tylko szeptem zmysłów, bo ta pora roku nie jest jeszcze opowieścią, lecz przejściem. I wtedy myśl o 雨水 (usui) przychodzi sama: nie jako egzotyczna nazwa z japońskiego kalendarza, ale jako bardzo konkretne doświadczenie — że świat nie zmienia się naraz, tylko mięknie, oddaje się wilgoci, puszcza. Jakby ktoś poluzował zaciśniętą dłoń zimy — jeszcze nie do końca, jeszcze nie bez oporu, ale na tyle, byśmy poczuli pod palcami: woda wróciła do ziemi, a ziemia zaczęła odpowiadać.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.

 

Usui u Bashō

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.Nie wiem, czy to bardziej wina zimy, czy tego, że człowiek jest zbudowany z nawyków, ale o tej porze roku najłatwiej zostać w bezruchu. Patrzę przez okno i wszystko wydaje się jeszcze trwać w swojej bieli — jakby świat nie miał zamiaru się ruszyć. A jednak, gdzieś pod tym spokojem, już zaczyna pracować coś niewidzialnego. To nie wiosna w sensie „Pani zieleni”, tylko jej cichy mechanizm: wilgoć, która zapowiada roztopy, powietrze cięższe o jeden oddech, śnieg przy drodze tracący swoją pozorną czystość. To jest właśnie Usui. I w tym miejscu wchodzi Bashō — jednym krótkim hokku (potocznie zwanym dziś haiku, choć to lekko anachronizm), które jest tak ludzkie, że aż trochę bezwstydne.

 

不精さや / 掻き起されし / 春の雨
(bushō sa ya / kakiokosareshi / haru no ame)

 

"Niechęć… a jednak —
wiosenny deszcz mnie podnosi,
wytrząsa z bezwładu."

 

— Matsuo Bashō, „猿蓑” („Sarumino”), Iga-Ueno, 1691

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.Najpierw jest to westchnienie: 不精さや — „ach, ta moja ociężałość, ta niechęć”. To „や” działa jak małe cięcie, jak przerwa w oddechu: Bashō zatrzymuje nas na moment w stanie, który znamy aż za dobrze. Nie ma tu moralizowania, nie ma poprawności, nie ma bohaterskiego „pokonam siebie”. Jest proste przyznanie się do tego, że ciało i umysł potrafią unieruchomić człowieka w łóżku, krześle, w tej samej powtarzalności. Zwłaszcza wtedy, gdy pogoda nie pomaga — gdy robi się mokro, ciężko, nijako.

 

A potem dzieje się coś ciekawego, bo w środku wiersza pojawia się forma bierna: 掻き起されし — „zostałem poderwany, wyciągnięty”. To mały szczegół gramatyczny, ale on zmienia cały smak hokku. Bashō nie mówi: „wstałem”. On mówi: „mnie podniesiono”. Jakby sprawczość leżała gdzie indziej — w świecie, w porze roku, w kimś, kto odsuwa okrycie futonu, w czymś, co nie pyta o zgodę. I w ten sposób „wiosenny deszcz” staje się czymś więcej niż tłem. Staje się siłą, która działa łagodnie, ale uparcie — nie wali pięścią jak burza, nie rozkazuje, nie przeraża, tylko konsekwentnie przestawia warunki istnienia. Jest jak pierwsza, jeszcze nieśmiała zmiana tonu w rozmowie między zimą a ziemią.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.W tym wierszu słowem sezonowym jest „haru no ame” (春の雨) — „wiosenny deszcz”. Ono nie oznacza kwitnienia. Oznacza przejście. Wiosenny deszcz w japońskim odczuciu bywa miękki, drobny, jakby bardziej przesiąkał niż spadał. Czasem jest wręcz usypiający, lepki, monotonny — i właśnie dlatego działa tak paradoksalnie: robi w człowieku niechęć, ale równocześnie mówi mu, że nie da się już trwać w zimowym bezruchu. Że coś się poruszyło, nawet jeśli jeszcze tego nie widać. Że „koło zaczęło się obracać”. Usui.

 

Tu, gdzie jestem teraz, w Przasnyszu, ta prawda ma swój własny, polski kostium. I jednak właśnie wtedy przychodzi ten moment, który trudno nazwać inaczej niż „wilgoć, która pachnie obietnicą”. To jest realny, fizyczny sygnał, że życie wraca najpierw od dołu. W glebie, w mięknięciu, w tej ciemnej warstwie, której nie fotografuje się na pocztówki. Usui mistrza Bashō dziś zawitało nie do Iga-Ueno, tylko do Przasnysza. A może też i do miasta, w którym jesteś Ty, drogi Czytelniku, Czytelniczko?

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.Bashō uczy nas tutaj, że zmiana nie musi być miła. Ona ma prawo być szara, mokra, nieprzyjemna w dotyku. Ma prawo budzić opór. A mimo to działa. I być może właśnie dlatego ten wiersz pasuje tak dobrze do sekki usui — „Wody deszczowej”. Bo usui nie jest o wiośnie jako dekoracji. Jest o zapowiedzi wiosny jako procesie rozmiękczania zamrożonego świata. O pierwszym rozszczelnieniu zimy. O tym, że woda wraca do ziemi, a ziemia zaczyna odpowiadać.

 

I gdzieś tu rodzi się pytanie, które ten wiersz zostawia mi w dłoni, kiedy znów patrzę przez okno: czy ja też dam się podnieść temu, co małe? Nie wielkiej idei, nie nowemu planowi, nie „od jutra zmieniam życie”, tylko drobnemu przesunięciu w pogodzie, w świetle, w zapachu. Czy pozwolę, żeby to, co niepozorne — kapnięcie z rynny, wilgotne powietrze, błoto pod butem — uczyniło we mnie ruch?

 

Bashō nie obiecuje, że będzie łatwo. On tylko pokazuje, że ruch już się zaczął. Nawet jeśli zaczyna się od niechęci. Nawet jeśli zaczyna się od tego, że ktoś (albo coś) musi nas najpierw „wyciągnąć”. I może to jest najbardziej pocieszające w całym tym krótkim wierszu: że w porach przejścia nie trzeba od razu czuć radości. Wystarczy, że świat zaczyna mówić inaczej — a my, prędzej czy później, wstajemy.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.

 

Wiosna przykryta śniegiem

 

雪のうちに    春は来にけり    鶯の

こほれる涙   今やとくらむ
(yuki no uchi ni / haru wa ki ni keri / uguisu no / kōreru namida / ima ya to kuramu)

 

„Wśród śniegu —
a jednak wiosna już przyszła;
czy łzy piegży,
mrozem skamieniałe,
teraz już zmiękną?”

 

 - Fujiwara no Takaiko, „古今和歌集” („Kokin wakashū”), „Haru-uta jō”,

wiersz 4 (poemat na początek wiosny), dwór Heian-kyō, antologia 905 r.
 

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.To jest dokładnie ten rodzaj wiosny, który lubię najbardziej w tej późnozimowej porze: nie wiosna w sensie „już”, tylko wiosna w sensie „w zimie”. Patrzę na biel za oknem i nic nie wygląda jak rozkwit. Mróz jeszcze trzyma mocno, śnieg leży, a człowiek wciąż ma w sobie zimowy odruch zwijania się do środka. I właśnie wtedy ten waka działa jak subtelny haczyk: mówi, że wiosna już przyszła, choć jeszcze jej nie widać. Że kalendarz sekki ogłasza zmianę wcześniej, niż robi to krajobraz.

 

W pierwszym wersie 雪 (yuki) – śnieg – jest jeszcze „w środku świata”: 雪のうちに (yuki no uchi ni), dosłownie „w obrębie śniegu”, „pośród śniegu”. To piękny chwyt, bo on nie zostawia furtki: tu nie ma roztopów, nie ma kropli, nie ma plusu na termometrze. Jest śnieg i tylko śnieg. A zaraz potem: 春は来にけり (haru wa ki ni keri) — „wiosna przyszła”. Ta końcówka „…にけり” ma w sobie coś z uderzenia świadomości: ach — już przyszła, stało się, choć jeszcze nie umiem tego pogodzić z tym, co widzę.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.W komentarzach do tego utworu powraca myśl, że gra toczy się tutaj o rozbieżność między „wiosną urzędową” a „wiosną odczuwaną”: w dawnym porządku czasu początek wiosny (risshun) wyznaczał kalendarz, nawet jeśli w realnej pogodzie wciąż panowała zima. Ten wiersz żyje właśnie w tej szczelinie: wiosna jest już prawem czasu, ale nie jest jeszcze prawem temperatury.

 

I wtedy pojawia się 鶯 (uguisu) — piegża japońska, ptak, który w kulturze dworskiej Heian był czymś więcej niż ptakiem: był sygnałem wiosny, „głosem”, na który się czeka. W idealnym świecie uguisu śpiewa, kiedy zaczyna się wiosna, a śpiew jest jak pieczęć na zmianie pory roku. Tyle że tu piegży jeszcze nie ma. Jest tylko wyobrażenie jej łez. I to wyobrażenie jest tak delikatne, że aż boli: こほれる涙 (kōreru namida) — „zamarzające łzy”.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.Oczywiście nikt nie prowadzi tu notatnika ornitologicznego. To jest poezja, a w poezji Heian często najważniejsze rzeczy dzieją się właśnie w takim przesunięciu: nie opisujemy świata wprost, tylko pozwalamy mu przejść przez obraz, który jest odrobinę „niemożliwy”. Zamarznięte łzy piegży są przecież metaforą chłodu, który wciąż trwa, i jednocześnie metaforą czułości autorki (która, na marginesie, jest małżonką cesarza Seiwa): nawet jeśli nie widzi ptaka, to już o nim myśli, jakby współodczuwała jego drobne cierpienie. Ta dworska delikatność wyobraźni w stylu Heian: jeszcze nie ma oznak wiosny, ale serce „idzie” ku niej szybciej, zaczyna słyszeć ją z wyprzedzeniem.

 

Ostatni wers — 今やとくらむ (ima ya to kuramu) — jest pytaniem podszytym nadzieją. „Czy teraz już się roztopiły?”; „czy już puszczają?”. Nie ma pewności. Jest przeczucie. I to jest najpiękniejszy most do Usui: do tej fazy roku, kiedy jeszcze dominuje zima, ale pod spodem zaczyna pracować woda. Jeszcze nic nie płynie w oczywisty sposób, ale coś już „odpuszcza” w tkance świata.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.Wydaje mi się, że to jest również lekcja czytania takich dawnych wierszy. One rzadko są reportażem. One są raczej zapisem napięcia: między tym, co obiektywne, a tym, co wewnętrzne; między kalendarzem a ciałem; między światem a sercem. Autorka nie mówi: „jest mi zimno”. Ona mówi: „łzy piegży zamarzły”. I przez tę delikatną zmianę perspektywy robi dwie rzeczy naraz: zostawia zimę w pejzażu, ale wprowadza wiosnę do świadomości.

 

Wszyscy znamy ten stan, w którym „wiosna już przyszła” w jakimś sensie, czujemy to w nas, w środku, ale pejzaż uparcie nie chce się odbielić. Czas, w którym coś w nas zaczyna się rozluźniać, ale nawyk wciąż trzyma. W którym pragniemy zmiany, a jednak jesteśmy jeszcze pod śniegiem.

 

I kiedy wracam myślą do tu i teraz, widząc za oknem osiedlowy parking przykryty szczelną płachtą białego puchu, też czuję w sobie jakąś dziwną iskrę wiosny. Serce, które już chce wyprzedzić czas, które już żyje wydarzeniami marca i kwietnia. To jest, tak myślę, esencja pory roku zwanej „usui”.Książka "Ścieżki" od autora ukiyo-japan.pl:  Michałą Sobieraja

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.

 

Wiosna trawy

 

花をのみ / 待つらむ人に / 山里の / 雪間の草の / 春を見せばや
(hana o nomi / matsuran hito ni / yamazato no / yukima no kusa no / haru o miseba ya)

 

"Tym, co na kwiaty
czekają wyłącznie —
pokazałbym w górach
wiosnę trawy, co wschodzi
pomiędzy płatami śniegu."

 

— Fujiwara no Ietaka, „Jinji-shū”, przełom XII i XIII wieku

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.Są takie dni pod koniec zimy, kiedy człowiek zaczyna rozumieć, że wiosna jest kwestią definicji. Za oknem wciąż biel, wciąż mróz, ten sam poranny rytuał skrobania szyb samochodu. A mimo to coś w powietrzu, w ziemi, w zapachu przy drodze sugeruje, że koło czasu już się przestawiło — tylko robi to po cichu. I właśnie w tym miejscu wiersz Fujiwary no Ietaki trafia w punkt. Uczy, że jeśli czekasz wyłącznie na kwiaty, możesz przegapić całą wiosnę.

 

Pierwsze słowa są lekkim wyrzutem, ale podanym z elegancją: 花をのみ (hana o nomi) — „kwiaty tylko”, „same kwiaty”. To „のみ” jest jak zawężenie pola widzenia: człowiek, który podchodzi do sezonu jak do widowiska, w którym liczy się dopiero kulminacja. Potem 待つらむ人に (matsuran hito ni): „tym, którzy pewnie czekają”. W tym „らむ” jest delikatna ironia i jednocześnie psychologiczna prawda: autor nie wskazuje palcem konkretnej osoby, tylko mówi o postawie — o typie człowieka, który zawsze czeka na efekt końcowy.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.A zaraz potem następuje piękna zmiana sceny: 山里 (yamazato) — górska, odległa osada, miejsce uboczne, mniej „reprezentacyjne” niż świat salonów i kwitnących alei. W poetyckiej wyobraźni dawnej Japonii takie yamazato bywało przestrzenią ciszy, surowości, a czasem i samotności. I w tym właśnie miejscu, gdzie zimno trzyma dłużej, dzieje się cud „niewidocznej wiosny”: 雪間の草 (yukima no kusa) — trawa „w przerwach śniegu”, w małych oknach pomiędzy płatami bieli. Nie kwiat. Nie olśniewająca sakura. Tylko skromna zieleń, która przeciska się przez minimalną szczelinę w świecie.

 

Najważniejsze jest jednak ostatnie słowo: 春 (haru) — wiosna. Ietaka mówi wprost: to też jest wiosna. Nie „zapowiedź”, nie „przedsmak”, nie „prawie”. Wiosna. Tyle że nie ta, którą łatwo kochać, bo jest fotogeniczna. Tylko ta, którą trzeba umieć dostrzec. Ale to też jest pełnoprawna wiosna.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.Kiedy czyta się takie waka, warto pamiętać, że one często są jak małe instrukcje patrzenia. Nie wprost, nie dydaktycznie — raczej jak zmiana ostrości w obiektywie. Tu ostrość schodzi z tego, co wysokie i widowiskowe (kwiaty), na to, co niskie i uparte (trawa). Z „korony” na „podstawę”. I to jest, w gruncie rzeczy, dokładnie logika sekki usui: jeszcze panuje chłód, jeszcze ziemia potrafi być skuta, ale pod spodem zaczyna pracować woda. Zanim zobaczysz rozkwit, najpierw musisz dopuścić do siebie wilgoć, mięknięcie, przesiąkanie — tę część wiosny, która nie prosi o uwagę, tylko wykonuje swoją cichą pracę.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.W japońskiej tradycji ten wiersz dostał zresztą drugie życie. Bywa przywoływany jako kwintesencja wrażliwości, która później stała się ważna w myśleniu o estetyce skromności i „wabi” (znane na Zachodzie jako „wabi-sabi”) — właśnie dlatego, że przesuwa pragnienie z tego, co okazałe, na to, co dyskretne, niemal ukryte. Sen no Rikyū (ten najsławniejszy mistrz ceremonii herbaty z okresu późnego Muromachi/Momoyama) szczególnie cenił ten typ widzenia wiosny: nie w kwiecie, lecz w tym, co dopiero się rodzi.

 

Ale nawet jeśli odstawimy na bok całą „herbacianą” tradycję, zostaje psychologia — i ona jest bardzo współczesna. Bo „czekanie na kwiaty” to nie tylko, oczywiście, rzecz o porach roku. To postawa wobec życia. Czekanie na moment, w którym wreszcie będzie ładnie, lekko, jasno, prosto. Czekanie na „prawdziwy początek”, na „idealne warunki”. Tymczasem Ietaka mówi coś przewrotnego: jeśli tak będziesz czekał, prześpisz to, co najważniejsze. Bo życie zaczyna się wcześniej, w surowości, w półcieniu, w mrozie, który jeszcze trzyma, ale już nie jest absolutny.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.

 

Wiosenna mgiełka

 

春霞 / たてるやいづこ / みよしのの / よしのの山に / 雪はふりつつ
(haru gasumi / tateru ya izuko / mi-yoshino no / yoshino no yama ni / yuki wa furitsutsu)

 

„Wiosenna mgiełka —
gdzież się podnosi?
W Yoshino, w górach Yoshino,
śnieg wciąż pada,
a jednak…”

 

— autor nieznany, „古今和歌集” („Kokin wakashū”),

wiersz 3 (przed rokiem 905).

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.W poprzednich wierszach wiosna zaczynała się „od dołu” — w ziemi, w trawie, w tym, co pracuje pod śniegiem. Ten utwór pokazuje Usui z innej strony: wiosna przychodzi tu najpierw przez spojrzenie — przez to, jak patrzymy na świat. Nie ma jeszcze ciepła, nie ma jeszcze deszczu, a nawet śnieg potrafi nadal padać — ale powietrze zaczyna się zmieniać – pojawia się kasumi.

 

W waka wszystko zaczyna się od słowa 春霞 (haru gasumi) — „wiosenna mgiełka”. To ważne, bo w japońskiej tradycji 霞 (kasumi) nie jest po prostu meteorologicznym „zamgleniem”. To znak pory roku, filtr nałożony na pejzaż. Zimą powietrze jest suche i ostre, a gdy wiosna się zbliża, w atmosferze pojawia się więcej drobnych cząstek i wilgoci, przez co dalekie plany zaczynają się rozmywać. I co ciekawe, język rozróżnia to poetycko: „霞” jest sezonowa dla wiosny, a „霧” (kiri, mgła) częściej niesie odcień jesienny — zjawisko fizycznie podobne, ale emocjonalnie inne.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.A potem jest Yoshino — mi-yoshino no / yoshino no yama. Dwukrotne powtórzenie nazwy działa jak echo w górach, ale też jak podkreślenie miejsca „późnego” wiosennego cudu. Yoshino to w japońskiej wyobraźni kraina wiosny — miejsce słynne później przede wszystkim z masowego kwitnienia wiśni, więc aż prosi się o kontrast: skoro Yoshino, to powinny być kwiaty. A tymczasem ostatni wers mówi bezlitośnie: 雪はふりつつ (yuki wa furitsutsu) — „śnieg wciąż pada”, „pada i pada”. W komentarzach do tego wiersza powraca właśnie ta nuta: „wiosna jest już z nazwy, a tu nadal pełnia zimy” — i w tym zawieszeniu rodzi się tęsknota.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.I tutaj, w samym sercu wiersza, jest jego najciekawsza lekcja: wiosna nie musi być temperaturą. Wiosna może być sposobem, w jaki świat zaczyna się rozmazywać. To brzmi jak drobiazg, ale w praktyce to wielka rzecz. Bo człowiek zimą patrzy ostrzej, bardziej „krawędziowo”: wszystko jest wyraźne, zamknięte, twarde. A kiedy nadchodzi Usui, świat zaczyna tracić krawędzie — jakby przyroda mówiła: „teraz będzie przejście”.

 

Albumy refleksji o japońskiej sztuce ukiyo-e opatrzone esejami z analizą i interpretacjąPatrzę na nasz luty i widzę, że u nas to działa podobnie, choć inaczej to nazywamy. Bywa tak, że śnieg nadal leży, a wyjście na dwór wymaga ubrania dziecka w niezliczone warstwy ubrań — a jednak dalekie drzewa, zabudowania na horyzoncie, linia pola nagle wyglądają inaczej. Jakby powietrze miało więcej miękkości. Jakby ktoś delikatnie zmienił kontrast. To jest bardzo „usui”: jeszcze zima, ale już zaczyna się praca wilgoci, która nie tyle ociepla, co odmraża relację świata z wodą.

 

Wiersz uczy nas, że w przejściach najtrudniejsze jest to, iż znaki są sprzeczne. Umysł chce prostej narracji: „było — skończyło się — zaczęło się”. A natura odpowiada: „nie, będzie chwilę naraz jedno i drugie”. Wiosenna mgiełka i padający śnieg w tym samym kadrze. Nadzieja i zwątpienie w tym samym oddechu. To dlatego ten utwór jest tak prawdziwy: on nie udaje, że wiosna wchodzi jak aktor na scenę. Ona wchodzi jak filtr, jak półprzezroczysta warstwa, która nakłada się na zimę, zanim ją zastąpi.

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.

 

Nauka z pogody drugiej połowy lutego

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.Może w tym właśnie jest cicha mądrość Usui: że nie trzeba czekać na spektakl, żeby uznać, że coś się zaczęło. Wiosna potrafi przyjść w formie mgiełki na horyzoncie, w ciemniejszej ziemi przy krawężniku, w wilgoci, która pachnie bardziej pamięcią niż pogodą. I nagle okazuje się, że najważniejsze nie dzieje się „na zewnątrz” — tylko w sposobie, w jaki zaczynamy patrzeć. Jakby świat nie tyle się zmieniał, co prosił: spójrz uważniej, bo to, co dopiero nadchodzi, już pracuje pod spodem.

 

A jeśli jest w tym coś lekko zabawnego, to chyba to, że zima potrafi jeszcze z pełną powagą kazać nam skrobać szyby, a jednocześnie w tej samej chwili oddaje ziemi kroplę po kropli, po cichu podpisując własną kapitulację. W usui uczy mnie to jednej rzeczy: nie ufaj wyłącznie temu, co głośne i oczywiste — bo prawdziwe zmiany rzadko są głośne. Często zaczynają się tak skromnie, że da się je przeoczyć… chyba że akurat stoisz przy oknie i masz w sobie odrobinę cierpliwości.Ukiyo-japan.pl - Michał Sobieraj, notka od autora

 

Usui (雨水) – „Woda deszczowa” – to japońska pora przejścia, gdy zima jeszcze trzyma, a pod śniegiem zaczyna pracować wiosna. Esej o sekki, mikrosezonach i wrażliwości na zmianę, czytany przez waka i hokku oraz zimowy dzień w Przasnyszu.

  1. pl
  2. en

  

    未開    ソビエライ

Postaw mi kawę na buycoffee.to

  Mike Soray

   (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)
Tom II - "100 widków sławnych miejsc Edo" Hiroshige - interpretcje i analiza Michała Sobieraja
Tom I - "100 aspektów księżyca Yoshitoshiego" - analizy i interpretacje ukiyo-e Michała Sobieraja
Książka o historii kobiet w dawnej Japonii - "Silne kobiety Japonii" autorstwa Michała Sobieraj - twórcy ukiyo-japan.pl
"Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz" - książka Michała Sobieraja (ukiyo-japan.pl) o japońskiej wrażliwości w polskiej codzienności. Mushin, wabi-sabi i yūgen jako praktyka widzenia „tu i teraz”.

A może chciałbyś zamiast czytać, posłuchać artykułów?

Zobacz książki autora strony:

Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Audio eseje na ukiyo-japan.pl
Postaw mi kawę na buycoffee.to

  

   

 

 

未開    ソビエライ

 

Logo Gain Skill Plus - serii aplikacji na Androida, których celem jest budowanie wiedzy i umiejętności na rózne tematy.
Logo Soray Apps - appdev, aplikacja na Androida, apki edukacyjne
Logo Ikigai Manga Dive - strony o Japonii, historii i kulturze japońskiej, mandze i anime

 Pasjonat kultury azjatyckiej z głębokim uznaniem dla różnorodnych filozofii świata. Z wykształcenia psycholog i filolog - koreanista. W sercu programista (gł. na Androida) i gorący entuzjasta technologii, a także praktyk zen i mono no aware. W chwilach spokoju hołduje zdyscyplinowanemu stylowi życia, głęboko wierząc, że wytrwałość, nieustający rozwój osobisty i oddanie się swoim pasjom to mądra droga życia. Autor książki "Ścieżki. Japoński spokój wśród polskich brzóz", "Silne kobiety Japonii" oraz periodyku o ukiyo-e "Ukiyo-Japan".

 

Osobiste motto:

"Najpotężniejszą siłą we wszechświecie jest procent składany.- Albert Einstein (prawdopodobnie)

Mike Soray

  (Michał Sobieraj)

Zdjęcie Mike Soray (aka Michał Sobieraj)

Napisz do nas...

Przeczytaj więcej

o nas...

Twój e-mail:
Twoja wiadomość:
WYŚLIJ
WYŚLIJ
Twoja wiadomość została wysłana - dzięki!
Uzupełnij wszystkie obowiązkowe pola!

Przasnysz, Polska

m.sobieraj@inarismart.pl

dr.imyon@gmail.com

___________________

inari.smart

Chcesz się podzielić swoimi przemyśleniami czy uwagami o stronie lub apce? Zostaw nam wiadomość, odpowiemy szybko. Zależy nam na poznaniu Twojej perspektywy!