
Nie „ja” tylko sieć relacji
Są spotkania, które wyglądają jak przypadek tylko dlatego, że nie widzimy nici, które nas prowadziły do nich. Japonia ma na to jedno krótkie słowo zapisane znakiem kanji: 縁 (en) – i jednocześnie całe, głębokie spojrzenie na relacje: nie jako zbiór prywatnych wyborów, lecz jako sieć zdarzeń, w której człowiek jest wciągany, wiązany, czasem ocalany, czasem duszony. W dzisiejszym tekście poznamy ten jeden znak – 縁 (en) – zaczniemy od jego budowy oraz etymologii i powoli będziemy schodzić głębiej, coraz głębiej – w historię, w psychologię i filozofię, jakie w jego liniach są ukryte.
Bo 縁 (en) wcale nie zaczyna się od nieba, choć czasem chcemy rozumieć je jako przeznaczenie. Po lewej 糸 – nić, włókno, technologia wiązania; po prawej 彖, element fonetyczny, który w klasycznym objaśnieniu niesie brzmienie, ale też zostawia w wyobraźni obraz zaskakująco cielesny — jak na pojęcie, które kojarzymy z losem. A kiedy cofamy się do „Shuowen Jiezi”, jednego z najstarszych słowników etymologicznych z II w n.e., trafiamy na definicję zaskakująco przyziemną: 「緣,衣純也。從糸,彖聲」 – „obręb szaty; zbudowany z nici, z elementem fonetycznym”. Metafizyka zacznie się dziś zatem od krawiectwa, bo „brzeg” to granica, styk i linia prowadząca.
Dopiero potem schodzimy głębiej: w język, w psychologię i w filozofię. Zobaczymy, jak z „lamówki” wyrasta ruch „wzdłuż krawędzi” (縁に沿って), potem chwyt i ratunek (縁にすがる), a dalej „okazja” i „sprzyjający moment” (機縁) – aż do egzystencjalnej wizji naszego istnienia, gdzie spotkania przestają być „incydentami”, a stają się wydarzeniami w sieci, za którą – choć nie stworzyliśmy jej sami – ponosimy współodpowiedzialność. Zajrzymy też do badań nad tym, jak „en” naprawdę siedzi w głowie ludzi – jako narzędzie regulacji emocji i oswajania niepewności. Znak 縁 (en) uczy rzeczy dojrzałej: nie masz kontroli nad tym, jakie nici do ciebie przychodzą — ale wybierasz, które z nich zamienią się w silny węzeł, a które należy przeciąć.

Jak jest zbudowany znak 縁 (en)
Zacznijmy od rzeczy trochę technicznej, ale mimo wszystko kluczowej: japońskie 縁 jest formą shinjitai (zreformowane po 1946 roku, uproszczone kanji), a jego starszy odpowiednik (kyūjitai) wyglądał tak: 緣 (i to ta starsza forma najlepiej odsłania historyczną logikę znaczenia). Chociaż uproszczenie dotyka przede wszystkim prawej części znaku, ale nie zmienia głównej idei: po lewej wciąż stoi nić (糸), a po prawej wciąż pozostaje element, który historycznie niesie brzmienie i obraz prowadzący do znaczenia „uwikłania”. Innymi słowy: nawet gdy pismo robi się oszczędniejsze, znak nadal opowiada tę samą historię – o czymś, co wiąże, ciągnie, łączy i „ustawia” spotkanie wzdłuż niewidzialnej nitki.
Jeżeli jednak chcemy zobaczyć, co naprawdę „zagrało” w tym kanji, trzeba cofnąć się do najstarszych słowników etymologicznych. „Shuowen Jiezi” (說文解字: najstarszy wielki słownik etymologiczny znaków chińskich, napisany na przełomie I/II wieku n.e. podczas dynastii Han) podaje definicję, która w pierwszej chwili brzmi zaskakująco przyziemnie:
「緣,衣純也。從糸,彖聲」
„緣 to lamówka/obręb szaty; zbudowany z 糸, a 彖 jest elementem fonetycznym”.
To jest moment, w którym można by się zdziwić: oczekujemy metafizyki, a dostajemy… krawiectwo. Tyle że to „krawiectwo” jest genialnym początkiem metafizyki, bo obręb to nie tylko krawędź materiału, lecz także pojęcie granicy, konturu, miejsca styku – dokładnie tam rodzą się relacje. Xu Xinping i Huang Guangguo, analizując znak w kontekście historyczno-kulturowym, rozpisują to dosłownie: 糸 w dawnym komentarzu to „cienkie włókno”, „wiązka nici”, zapisane jak pęk związanych nitek; a 彖 w klasycznym objaśnieniu to… świnia (豕). I teraz uwaga, bo tu kryje się obraz, którego nie da się „odzobaczyć”!
W ich rekonstrukcji świnia 彖 (chin. Tuàn, jap. tan) nie jest martwym „fonetykiem”, tylko mini-ikoną: górny element 彑 wygląda jak zarys łba, dolny 豕 przypomina tułów, szczecinę, łapy i ogon. Gdy do tej „świni” dostawisz po lewej 糸, dostajesz konstrukcję tak konkretną, jak wiejska codzienność: nić jako powróz, którym wiąże się zwierzę. Stąd już tylko krok do najważniejszego przesunięcia sensu: od „lamówki” i „krawędzi” do znaczenia „uwiązania”, „powiązania”, „więzi”, „zależności”. To nie jest romantyczna metafora – to jest mechanika: coś zostaje do czegoś przywiązane, więc przestaje być całkiem „wolne”, a zaczyna być w relacji. I kiedy później mówimy, że:
これは縁だね
„to (spotkanie) nie było przypadkowe”,
czyli „miało to w sobie en” („kore wa en da ne”), w tle pracuje właśnie ten prymitywny, cielesny obraz: ktoś związał powrozem świnię - ktoś kogoś „związał” okolicznościami.
Warto też zobaczyć, jak szeroko ta „nić” promieniuje po całej rodzinie znaków z kluczem nici (糸, lub będąc z lewej strony w skróconej formie: 糸→ 糹/⺰).
Nić 糸 (ito / shi) najczęściej nie oznacza abstrakcyjnej „nitki” z bajki, tylko bardzo konkretny świat jedwabiu, kokonów, rzemiosła i tkania, a nawet (co bywa zaskoczeniem) silne związki z barwieniem i kolorem. Ta materialność ma znaczenie: zanim „nić losu” stanie się filozofią, jest najpierw technologią – czymś, co się skręca, napina, splata, rozplata, farbuje, zszywa, co może pęknąć albo zostać przecięte. I właśnie dlatego znaki z 糸 tak naturalnie niosą w języku sensy o wiązaniu i rozwiązywaniu (結), splątaniu (絡), więzach (絆), ciągłości (続) czy powiązaniu – bo ich „materiałem wyjściowym” jest świat realnych nici, realnych splotów i realnego napięcia.
Na tym etapie jesteśmy jeszcze przed „filozofią spotkań” – i to dobrze. Bo jeśli od razu wskoczymy w opowieści o przeznaczeniu, zgubimy najbardziej japońską cechę tego pojęcia: en nie zaczyna się od nieba, tylko od ręki. Od lamówki na ubraniu, od pęku nici, od powrozu na zwierzęciu, od splotu, który trzyma. Dopiero z tej fizycznej konkretności wyrasta później cały subtelny świat: relacje, „los”, warunki, odpowiedzialność i pytanie, czy naprawdę jesteśmy „autorami” swojego życia – czy raczej współautorami w tkanej na bieżąco sieci.

„Lamówka” losu
We wspomnianym już, prawie dwutysiącletnim słowniku „Shuowen Jiezi”, 緣 (en) nie zaczyna jako „los” ani „miłość”. Zaczyna jako „衣純” (chin. yī chún) – dosłownie obręb, wykończenie, lamówka ubrania: ta wąska strefa materiału, która jest jednocześnie ostatnią linią porządku i pierwszą linią kontaktu ze światem. To słowo jest ważne, bo od razu ustawia optykę: „en” rodzi się na granicy. Nie w centrum rzeczy, nie w „istocie”, tylko na brzegu: tam, gdzie coś się kończy, a co innego zaczyna, gdzie powierzchnie się stykają, gdzie można coś doszyć, przyszyć, wzmocnić albo przerwać.
I teraz dzieje się coś ciekawego: z tak prostej rzeczy jak „brzeg” zaczyna wyrastać cały wachlarz znaczeń w kulturze japońskiej, bo „brzeg” nie jest tylko miejscem, lecz także kierunkiem ruchu. Jeśli idziesz wzdłuż brzegu rzeki – idziesz „po granicy”. Jeśli dotykasz krawędzi szaty – dotykasz linii prowadzącej.
Zauważ, jak ten mechanizm układa się w logiczny łańcuch — i jak za każdym razem w tle stoi ten sam bohater: 縁 (en). Najpierw 縁 (en) jest dosłownie „brzegiem”: czymś, wzdłuż czego można się poruszać (縁に沿って en ni sotte – „wzdłuż krawędzi”). Potem „brzeg” zaczyna działać jak czasownik, bo daje możliwość chwytu: 縁にすがる „en ni sugaru” znaczy „czepiać się, szukać oparcia, trzymać się czegoś rozpaczliwie” — jakby ta krawędź była jedynym punktem zaczepienia. A kiedy pojawia się „chwyt”, pojawia się też „oparcie” w sensie egzystencjalnym: 縁を頼みとする „en o tanomi to suru” – „uczynić z en swoje oparcie”, oprzeć się na więzi, na okolicznościach, na tym, co nas z kimś łączy.
I dopiero z tej dynamiki — ruch po krawędzi → chwyt → oparcie — rodzi się dzisiejsze, najbardziej „ludzkie” pole znaczeń: powód i okazja, czyli coś, co prowadzi do zdarzenia. W japońskim świetnie to widać w słowach, w których 縁 (en) oznacza już nie brzeg rzeczy, tylko „zaczep” w biegu życia: 縁で en de („z powodu / dzięki temu powiązaniu”), 縁あって en atte („zrządzeniem okoliczności; tak się ułożyło”), ご縁があって „goen ga atte” („bo tak się złożyło, bo mieliśmy en”).
A gdy ta „okazja” ma smak czasu — tego, że coś wydarzyło się w punkt, jakby dokładnie w odpowiedniej chwili — wtedy japoński naturalnie sięga po 機縁 (kien): „okazję, sprzyjający zbieg okoliczności”. W tym sensie 縁 (en) nie jest już ani lamówką, ani samą relacją: staje się mechanizmem prowadzenia — tym, co sprawia, że coś w ogóle może się wydarzyć.
Ważne: to nie jest dowolna lista „różnych znaczeń”, tylko ewolucja jednej intuicji. Badacze, którzy zrobili porządny przegląd korpusów i klasycznych tekstów, potrafią zebrać około tuzina historycznych pól znaczeniowych 緣: od lamówki i ozdób na brzegu ubioru, przez brzeg naczynia, aż po owijanie, oplatanie, okrążanie, wspinanie się, podążanie wzdłuż, dostosowywanie się, opieranie się na, łączenie/uwikłanie, okazję, a nawet funkcję stricte gramatyczną (wyrażenia przyimkowe).
To ostatnie jest szczególnie ważne w żywym języku: 緣 (en) nie jest „martwym rzeczownikiem” typu „nici przeznaczenia” – w tradycji językowej to słowo bywa ruchliwe: potrafi działać jako rzeczownik, czasownik, a nawet element przyimkowy („wzdłuż”, „poprzez”, „opierając się na”), co zdradza jego naturę: to pojęcie jest dynamiczne. Ono opisuje nie stan, tylko dzianie się: trzymanie się, prowadzenie wzdłuż, splatanie, trafianie w czas, pojawianie się okazji.
I tu dopiero pojawia się moment, w którym „lamówka” zaczyna „być metafizyczna” — bez żadnej sztuczki. Bo brzeg ma w sobie jeszcze jedną, cichą właściwość: przypomina o ograniczeniu. Krawędź to zawsze granica: coś ma swój obręb, swoją miarę, swój kres.
W opracowaniach lingwistycznych* mówi się, że z 辺縁 (hen’en) rodzi się nie tylko „wzdłuż” i „okrążać”, ale też sens „mam / nie mam do tego prawa, szansy, losu” – to, co w języku później krystalizuje się w słowach typu „有縁/無縁” (uen/muen – „było mi dane / nie było mi dane”). Z tej jednej lamówki wyrasta więc cały emocjonalny rejestr: od prostego „idę wzdłuż rzeki” po gorzkie „to nie moja pora / taki mój los / nie mam do tego prawa (en)”.
* Zob. przede wszystkim: 白川静, „字通” (Heibonsha, 1996) – w haśle „緣/縁” Shirakawa prowadzi czytelnika od pierwotnego sensu „衣純(へり)” (obręb/lamówka) przez znaczenia „wzdłuż krawędzi”, „chwytać się”, „opierać się na”, aż do dzisiejszego „powiązania / okazji / en”.
Por. także: 網野善彦, „無縁・公界・楽—日本中世の自由と平和(増補)” (Heibonsha) – klasyczna książka o średniowiecznej Japonii, która pokazuje, jak para 有縁/無縁 działała nie jako poetycka metafora, lecz jako realne rozróżnienie: „należysz, więc masz miejsce i prawa” vs „nie masz więzi, więc jesteś poza porządkiem”.
„En” nie zaczyna jako tajemnicza siła z zewnątrz. Zaczyna jako linia styku i sposób poruszania się po tej linii. Najpierw jest brzeg. Potem jest ruch „wzdłuż brzegu”. Potem jest trzymanie się, oparcie, „dostanie się gdzieś” dzięki czemuś. A dopiero na końcu — dopiero naprawdę na końcu — rodzi się to, co dziś nazywamy „nieprzypadkowym spotkaniem”: sytuacja, w której życie jakby prowadzi nas po niewidzialnej krawędzi, dokładnie tam, gdzie spotyka się nasze „chcę” z tym, co jednak dzieje się „przez coś”, „dzięki czemuś”, „wzdłuż czegoś”.

Schodzimy głębiej – 緣 (en) i psychologia
W codziennym języku japońskim (i szerzej: w kulturze, która „myśli relacyjnie”), 緣 „en” działa trochę jak ciche urządzenie do obniżania napięcia. Zamiast dumać godzinami nad pytaniem „dlaczego to się nie udało?”, człowiek potrafi zamknąć zdanie prostą formułą: ご縁がなかった (goen ga nakatta) – „nie było nam dane / nie było tego en”. To nie jest magiczne zaklęcie. Psychologicznie to jest reframing: zmiana ramy interpretacyjnej, która pozwala przerwać ruminację i odzyskać oddech. W badaniach nad „en” opisuje się je wprost jako element codziennego języka, który bywa używany do radzenia sobie z trudnościami i ma realny potencjał adaptacyjny (w tym sensie, że pomaga ludziom „przeżyć” napięcia społeczne bez natychmiastowej eskalacji).
Kluczowe jest jednak to, że „en” nie jest jedną emocją ani jednym przekonaniem, tylko całym pakietem skojarzeń. W dużym materiale empirycznym (na bazie skojarzeń i języka potocznego) da się uchwycić, że to pojęcie porządkuje doświadczenie w trzech wielkich obszarach: relacje, losowość/„fatum” rozumiane jako bieg okoliczności, oraz religijność.
Wspomniany materiał empiryczny to konkretne badanie. Wykonali je Hsin-Ping Hsu (徐欣萍) i Kwang-Kuo Hwang (黃光國), a opublikowali je w 2013 roku w „Bulletin of Educational Psychology” (教育心理學報), tom 45.
Wzięli 310 studentów z dwóch uczelni (średni wiek 20,9), dali im kartę z 24 pustymi polami i poprosili o 3 minuty swobodnych skojarzeń do bodźca zapisanego jednym znakiem: 「緣」 (en); co ważne, po każdym wpisanym słowie badany miał wracać wzrokiem do znaku „緣”, żeby ograniczyć „efekt łańcuszka” (żeby skojarzenia nie ciągnęły się słowo-po-słowie, tylko wciąż odbijały od bodźca).
Zebrali 3051 reakcji słownych, po scaleniu powtórzeń zostało 1171 słów unikalnych, średnio 9,9 słowa na osobę.
Ponieważ materiał był ogromny, zastosowali sprytny filtr ilościowy: „Bradford’s Law” w wersji „analizy strefowej” – podzielili słowa na 3 strefy o zbliżonej liczbie wszystkich reakcji i wyszło im, że „rdzeń” to zaledwie 24 słowa pojawiające się ≥ 20 razy, „pół-rdzeń” to 149 słów (3–19 razy), a „długi ogon” to aż 998 słów (1–2 razy); proporcje unikalnych słów układały się blisko wzorca 1 : 6,2 : 41,6.
Następnie do dalszej analizy wzięli tylko dwie pierwsze strefy (łącznie 173 słowa), bo dawały dobrą reprezentatywność: mniej niż 15% słownictwa generowało już około 2/3 wszystkich reakcji.
Dorzucili jeszcze ważny szczegół psychologiczny: liczyli nie tylko „co” się pojawia, ale też „jak szybko” — dlatego (zgodnie z praktyką AGA) opierali się na pierwszych 14 odpowiedziach i stosowali ważenie pozycji (wcześniejsze skojarzenia dostają wyższą wagę jako bliższe centralnej reprezentacji pojęcia). Dzięki temu mogli narysować mapę tego, jak 緣 (en) „siedzi w głowie” jako kategoria życia codziennego, a nie tylko jako ładne słowo.
I tu od razu widać, co ludzie rozumieją widząc znak 縁 (en): obok „miłości”, „rozstania”, „szczęścia”, „wdzięczności” pojawiają się całe ciągi typu 有縁/無縁 („jest / nie ma en”), 随縁 (życiowa postawa „podążania za tym, co się układa”), 惜縁 (troska o więź), 結縁 (zawiązanie więzi), a tuż obok – słownik religijny: 因果, 因縁, 縁起縁滅, „świątynia”, „sutry”, „przeszłe i obecne życie”, a nawet bardzo konkretne figury z religijno-ludowego pejzażu, jak 月下老人 – „dziadek spod księżyca”, kojarzony z łączeniem par (czyli znowu miłość).
To, że „en” porządkuje przede wszystkim relacje, ma sens, bo relacje są psychologicznie najbardziej niepewną częścią życia. Nie kontrolujesz drugiej osoby. Nie kontrolujesz momentu spotkania. Nie kontrolujesz tego, co w kimś „kliknie”. I właśnie w tym miejscu „en” robi coś bardzo sprytnego: daje język, który jednocześnie uznaje realność więzi i akceptuje ograniczenia sprawczości. W materiale badawczym „relacje” są zdecydowanie najcięższą wagowo częścią semantycznego pola „en” – dużo mocniej niż jakiekolwiek inne kategorie.
To tłumaczy, dlaczego w praktyce „en” mówi się równie często o partnerze, jak o mentorze w pracy, przyjacielu, kliencie, a nawet o „spotkaniu” z miejscem czy przedmiotem: bo chodzi o ten sam mechanizm psychiczny – włączenie zdarzenia w sieć relacji, zamiast traktowania go jako chaotycznego przypadku.
Drugi obszar – nazwijmy go „losowością” – jest szczególnie ciekawy, bo nie chodzi w nim o proste „przeznaczenie”. W badaniach rozdziela się doświadczenia „en” na takie, które człowiek uznaje za trudne do wytłumaczenia (wtedy rodzi się poczucie „to było jakby przeznaczone”) oraz takie, które dają się wyjaśnić „normalnie”, racjonalnie (wtedy dominuje postawa „dobrze, zobaczymy, niech się ułoży”). Co ważne: te dwa typy „en” mają różne konsekwencje dla zachowania – w pierwszym wariancie ludzie częściej deklarują długoterminowe zaangażowanie i aktywne pokonywanie przeszkód, w drugim – raczej „płynięcie z biegiem” i większą bierność.
To jest psychologicznie bardzo trzeźwe: „en” nie zawsze uspokaja w ten sam sposób. Czasem uspokaja, bo daje sens („to było mocne, to coś znaczy”), a czasem uspokaja, bo zmniejsza presję („nie muszę dopinać tego siłą, pozwolę, żeby potoczyło się same z siebie”).
I tu dochodzimy do bardzo japońskiego niuansu: różnica między poddaniem się a mądrą akceptacją. W modelach opisujących „en” mówi się o dwóch torach pracy psychicznej: tor „認命” (ninmei - postawa rezygnacyjno-fatalna: „tak ma być”) i tor „知命” (chimei - postawa rozumiejąca: „wiem, że są granice, ale w tych granicach mogę działać”). Pierwszy tor bywa mechanizmem „en” – tym, co szybko zdejmuje ból, ale może prowadzić do bezradności. Drugi tor jest bardziej „dojrzały”: uznaje okoliczności, a jednocześnie uruchamia działanie, wdzięczność, wysiłek i odpowiedzialność.
Psychologicznie koncepcja działania „en” jest potężna: jeśli naprawdę czujesz, że relacyjność jest pierwotna i podstawowa, to spotkania przestają być „incydentami”, a stają się wydarzeniami w sieci, za którą – choć nie stworzyłeś jej sam – ponosisz współodpowiedzialność.
Na koniec jeszcze jedno ważne zastrzeżenie: „en” ma też cień, „swoje demony”. Istnieją (oczywiście) również złe więzi („凶縁”, „孽縁”) i że w kulturze relacyjnej samo „przecięcie” relacji bywa źródłem silnego lęku. Innymi słowy: narzędzie, które uspokaja, potrafi też więzić – zwłaszcza gdy człowiek nie umie odróżnić „dbania o więź” od „trwania w czymś, co niszczy”. Jest to jedna z tych rzeczy, która może dziwić czytelnika wychowanego w kulturze bardziej indywidualistycznej, jak europejska. Tu zerwanie więzi bywa językowo i emocjonalnie mniej kosztowne (nie znaczy to jednak, że łatwe). Czasem jest oczywiste, że relacja jest destrukcyjna.

縁 (en) - filozoficznie
Jeśli potraktować 縁 (en) serio — nie jako romantyczny ozdobnik, lecz jako słowo-klucz do tego, jak powstaje doświadczenie — wtedy pęka nam zachodnia intuicja „najpierw jest ja, potem relacje”. W perspektywie, którą mocno podkreślają teksty buddyjskie (i później filozofia szkoły z Kyoto), jest odwrotnie: relacyjność jest pierwotna, a „ja” i „rzecz” wyłaniają się dopiero jako skutek wydarzenia-relacji. Kosuke Shimizu (profesor stosunków międzynarodowych na uniw. Ryukoku w Kyoto), pisząc o engi (縁起), mówi to bezpośrednio: to nie jest tak, że dwa gotowe byty wchodzą w związek — to raczej „zachodzenie relacji” konstruuje podmiot i przedmiot. A skoro tak, to sprawczość nie polega na tym, że monolityczne „ja” steruje światem, tylko na tym, że potrafię odpowiedzieć na to, co się „wydarza pomiędzy” — i wziąć współodpowiedzialność za splot, w który wchodzę (ale nie jestem jego jedynym twórcą).
Żeby to poczuć, potrzebujemy jeszcze jednego słowa: 而今. Czytane w tej tradycji jako nikon (czasem też jikon albo shikin) oznacza „teraz” inne niż zwykłe „teraźniejszość w kalendarzu”. To „teraz” jest raczej miejscem zdarzenia: chwilą, w której czas i przestrzeń są splecione, a relacja nie jest ani odtwarzaniem przeszłości, ani realizacją planu, tylko realnym stawaniem się. W ujęciu Shimizu i Noro nikon jest wręcz przeciwieństwem „bezpiecznej” czasowości, która chce przewidywalności: linearnej (kontrola przyszłości) albo cyklicznej (powrót tego samego). Nikon jest ryzykiem — ale też możliwością „nowego początku”, bo to właśnie w nim mogą „wyskoczyć” nowe układy engi, nowe 縁 (en).
I tu wchodzi Nishida Kitarō (japoński filozof XX wieku) i jego myśl o obserwacji. Shimizu przywołuje jego przykład „widzenia kwiatu”: w chwili autentycznego aktu widzenia nie ma jeszcze twardego podziału na „mnie” i „kwiat”. Jest samo widzenie — wydarzenie relacji. Dopiero po chwili język i nawyk rysują granice: „to ja widziałem” i „to był kwiat”. Ale w samym środku nikon, w samej czynności, „ja” i „rzecz” nie są gotowymi bryłami; są raczej krystalizacją z relacyjnego aktu. To mocna, techniczna myśl — a jednocześnie zaskakująco przystępna, bo każdy zna moment, gdy patrzenie (albo słuchanie, albo dotyk) jest tak intensywne, że „ja” na sekundę milknie.
Teraz najciekawsze: ten sam kierunek myślenia można opisać językowo jako „bycie-w-uwikłaniu”. W anglojęzycznej literaturze o recepcji Heideggera w Azji pojawia się kontrowersyjna, ale inspirująca dyskusja o tym, by niemieckie Dasein („tak-otość”) oddać terminem 緣在 („bycie jako en”: bycie otwarte przez splot okoliczności, relacji, warunków).
緣 (en) niesie naraz kilka warstw, których nie widać w prostym „tu”: uwikłanie i powiązanie, warunkowość powstawania, ograniczoność, a także wymiar „obszaru/miejsca” i „czasu” (w tym sens „okazji” i „trafienia w porę”). I nawet jeśli nie kupimy tej propozycji jako „najlepszego przekładu”, to jako narzędzie dla lepszego zrozumienia zagadnienia jest dobre: pozwala powiedzieć wprost, że 縁 (en) nie jest kategorią romantyczną, tylko egzystencjalną — dotyczy tego, jak w ogóle jesteśmy „tu”, zawsze już w świecie, wśród innych, w warunkach, których nie wybraliśmy.
Z tego wynika „inna sprawczość” — bardzo praktyczna, wcale nie mistycyzm. Skoro relacja poprzedza byt, to odpowiedzialność nie polega na totalnej kontroli („ja wybieram wszystko”), ale na czymś trudniejszym: na jakości odpowiedzi. Mogę udawać, że nie jestem w sieci, i wtedy sieć i tak mnie pociągnie — tylko ślepo. Albo mogę zobaczyć, że 縁 (en) się wydarza (czasem jak dar, czasem jak ciężar), i wtedy moja sprawczość polega na tym, czy potrafię w nikon (而今 - akt obecności w teraźniejszości): rozpoznać warunki, nie krzywdzić „innego”, nie robić z „en” alibi dla bierności — i świadomie „wplatać się” tak, żeby nie zatruwać sieci nici. To właśnie w tym sensie „en” nie jest opowieścią o „przypadkowych spotkaniach”, tylko o dojrzałej etyce relacji: świat nie jest sceną dla mojego „ja”, lecz tkanką zdarzeń — a ja jestem jednym z węzłów, który może tę tkankę rozrywać albo wiązać mądrzej.

Wracamy na ziemię
Gdy raz zobaczysz, że w samym znaku 縁 (en) siedzi nić (糸) i prowadzenie po brzegu (dawna intuicja „衣純”), trudno już czytać japońskie opowieści „po europejsku” — jako serię prywatnych wyborów bohaterów. W klasycznej literaturze spotkanie rzadko bywa tylko przypadkiem; częściej jest węzłem: czymś, co się „zawiązuje” i od tej chwili zaczyna trzymać. Ten gest wiązania ma w języku własną metafizykę: 結び (musubi) to nie tylko „węzeł”, ale też „sprawienie, że coś się staje”, „domknięcie i początek”. Dlatego w dawnych opowieściach — od narracji dworskich po zbiory anegdot i opowieści buddyjskich — relacje ludzi są często opisywane jak coś, co ma swoją wagę i własną logikę: czasem błogosławi, czasem dusi, czasem domaga się spłaty. W tym sensie „fabuła” jest po prostu rozwiniętą w czasie wersją znaku 縁 (en): ktoś kogoś spotyka, nitka łapie, a dalej już nie oglądamy „czystej wolności”, tylko splot.
Teatr robi z tego jeszcze mocniejszą rzecz, bo teatr w Japonii kocha napięcie między tym, co człowiek chce, a tym, co „go niesie”. W nō, kabuki czy bunraku relacje bardzo rzadko są wyłącznie romansowe: częściej mają ciężar zależności, długu, zobowiązania, niespełnienia, karmicznego powrotu. Tam „en” bywa jak lina: czasem ratuje, czasem wiesza. I właśnie dlatego tak łatwo przenieść ten motyw do współczesnych historii — filmu i anime — gdzie „spotkanie” przestaje być ciekawym zbiegiem okoliczności, a staje się tematem o odpowiedzialności.
W „Your Name” („Kimi no Na wa”) słowo 結び (musubi) jest wręcz wypowiedzianą filozofią: nić czasu i relacji splata ludzi poza ich planem, ale nie zwalnia ich z decyzji, co z tym splotem zrobią. Podobnie w opowieściach, w których relacja jest „dziwna” (między człowiekiem a duchami, między żywym a wspomnieniem, między kimś „tu” i kimś „już nie”), „en” działa jako narzędzie do opisu czegoś głębszego niż flirt: opisuje, dlaczego niektórych spotkań nie da się „odkliknąć” jak powiadomienia.
Jeszcze lepiej logikę „en” widać w "Final Fantasy VII", tylko że tam nić nie jest romantyczna, lecz bolesna i ciężka jak lina okrętowa. Cloud i Tifa nie „wybierają” sobie własnej historii — ona już istnieje jako węzeł: dziecięca obietnica na wieży ciśnień w Nibelheim wraca po latach nie jako sentyment, tylko jako zobowiązanie, które trzyma ich razem w chwili katastrofy; i kiedy Cloud rozpada się psychicznie, to właśnie Tifa — jako żywy „węzeł pamięci” — schodzi z nim do Lifestreamu, gdzie ich relacja staje się narzędziem rekonstrukcji „ja” (tu „en” działa bardzo dosłownie: „ja” wyłania się z sieci wspomnień, cudzych spojrzeń i wspólnych faktów).
Z kolei spotkanie z Aerith ma w sobie ten rodzaj „en”, który jest nadany „z góry” i nieodwoływalny: ona nie jest tylko ukochaną ani „quest-giverem”, ale węzłem łączącym drużynę z pamięcią Planety, z Cetra, z Holy i z tym, że pewne decyzje są odpowiedzialnością wobec świata, a nie prywatnym wyborem; jej śmierć nie zamyka relacji, bo w porządku FFVII więzi nie kończą się na biologii — wracają jako echo w Lifestreamie, jako „obecność” w wydarzeniach, które dzieją się później.
A na mrocznym biegunie mamy Sephirotha i „Reunion”: tu „en” przybiera formę toksycznego uwikłania — wspólna domieszka komórek Jenovy sprawia, że różne osoby są „ciągnięte” ku jednemu centrum jakby na sznurku; to nie jest metafora, tylko brutalny obraz tego, jak „nić” może zostać przechwycona i zamieniona w mechanizm przymusu. W sumie FFVII mówi o tym samym, co nasz znak 縁 (en). Bez pudru: spotkania bywają piękne, ale sieć jest realna, ciężka i często niesprawiedliwa — a dojrzałość nie polega na zaprzeczeniu temu, że jesteśmy wplątani, tylko na decyzji, jak w tym splocie postąpimy: czy powtórzymy przemoc nici, czy spróbujemy ją rozplątać.
Przeszliśmy od lamówki do losu – i nie było żadnego mistycznego przeskoku, tylko seria logicznych przesunięć. Brzeg (衣純) staje się linią styku; linia styku staje się ruchem „wzdłuż”; ruch „wzdłuż” staje się „trzymaniem się” i „oparciem”; a „oparcie” – wspólnym językiem relacji, sensu i odpowiedzialności. Dlatego „en” tak dobrze działa w kulturze: bo jest jednocześnie słowem i narzędziem. Być może najdojrzalsza wersja japońskiej lekcji 縁 „en” brzmi: „nie ty wybierasz wszystkie nici losu — lecz ty wybierasz, które z nich zamienią się w węzeł”.
